wtorek, 31 stycznia 2012

planowanie i zagospodarowanie na luty!!!


Pod koniec ubiegłego miesiąca postanowiłam robić plany minimu, mianowicie co muszę przeczytać w danym miesiącu.

Za planu na styczeń się prawie wywiązałam. Nie przeczytałam "Wody dla słoni" bo ktoś mi ja podprowadził, muszę poczekać na zwrot, Tolkiena podczytuję, "Claude i Camille" zobaczymy może skończę już dziś, moze jutro dopiero. A i "Podróżnik stulecia" się doczyta... A muszę zaznaczyć, ze trzy książki przeczytałam nadprogramowe. Jest dobrze :)


Powyżej prezentuję stos na luty. Jak widać 7 książek to pozycje do recenzowania, reszta to książki lub już pokazywane, lub (bodajże Nauczycielka) w której posiadanie weszłam nim zaczęłam focić stosy.

Sherlocka nie planuję na raz całego połknąć, ale już dwa opowiadanka w lutym będą dobre...

Plan minimum oficjalnie spisany, upuszczę zaraz krwi, by uroczyście przypieczętować :D

Miałam zrobić na luty bardziej roztropny stos bo styczniowy wymuszał czytanie jednej książki nie dłużej niż dwa dni(średnio), zbierając te książki pochwaliłam się za racjonalizm, mierzenie sił na zamiary itp. Nim się zorientowałam, że luty jest mimo wszystko krótszy... ale chciałam wyzwanie to mam!

"Drugie spojrzenie" - Jodi Picoult

Comtosook, Vermont, Stany Zjednoczone. Firma deweloperska chce wybudować galerię handlową w miejscu pochówku Indian Abenaki. Kiedy właściciel ziemi podpisuje odpowiednie papiery, mimo protestów Indian, zaczyna się budowa. Mniej więcej w tym samym czasie miasteczko nawiedza seria niewyjaśnionych zdarzeń: z nieba spadają płatki róż, w powietrzu unosi się zapach owoców leśnych, ziemia zamarza, chociaż jest środek lata, a jedna z dziewczynek widzi duchy…

Do miasteczka przyjeżdża Ross Wakeman, który odkąd stracił narzeczoną w wypadku samochodowym, pragnie za wszelką cenę udowodnić istnienie świata nadprzyrodzonego… Czy dziwne wydarzenia w miasteczku to zemsta przodków? Kim jest intrygująca, tajemnicza kobieta, którą poznaje Wakeman?



Dawno, dawno doprawdy tak nie męczyłam książki. To było moje drugie podejście do książki i gdyby nie fakt podjęcia w swoim czasie postanowienie, czyszczenia pólek z nieprzeczytanych książek i dopisania tej książki do listy na styczeń, rzuciłabym ją w diabły.

Na pewno jest to najsłabsza książka Picoult jaką czytałam, autorka – co powtarzam na każdym kroku i w każdej dyskusji na temat autorki – miewa słabsze momenty, gorsze książki, pamiętam, że „jesień cudów”, „Deszczowa noc” to między innymi te książki, które mnie nie zachwyciły, ale nie znudziły aż tak. Tutaj lektura sprawiała mi po prostu niemalże fizyczny ból. Za każdym razem gdy kładłam się do łóżka z tą książką usypiałam po pięciu minutach – tak silne są reakcje obronne organizmu!!

Książka to jak zwykle u Picoult wielowątkowa opowieść, skupiona, mimo wszystko wokół jednego, główniejszego. Tutaj tym głównym tematem, jest sprzeciw na budowę galerii, handlowej, centrum handlowego(jak zwał tak zwał) na terenach cmentarza rdzennych Amerykanów. Wiadomo nie od dziś, że tereny które teraz zamieszkują różni Amerykanie, kiedyś były pod panowaniem Indian, których biali Amerykanie wykurzali z namiotów, wyganiali z rodzinnych ziem, usiłowali wykorzenić wielowiekową tradycję. I kiedy biały znowu zaczyna czynić zakusy na nieswoją własność(chociaż odkupioną legalnie, od prawowitego właściciela) duchy wracają by bronić swojego dziedzictwa, w mieście zaczynają dziać się przedziwne rzeczy. A mała dziewczynka widuje kobietę. W mieście zjawia się Ross… poszukiwacz duchów, który straciwszy ukochaną kobietę szuka miejsca, w którym zasłona między światami jest słabsza, aby odnaleźć tą którą kocha. Tymczasem okazuje się że nie wszystko jest takie oczywiste jak założono na początku, każdy dzień odkrywa nową tajemnicę i ukazuje smutną przeszłość tego domu… otóż w latach 30-tych mieszkało tam małżeństwo, On – profesor eugeniki, amerykański Hitler, snujący plany jak ulepszyć rasę ludzi i wyeliminować najsłabsze ogniwa, uczeń innego profesora eugeniki, który o traf chciał! Jest ojcem jego żony. Ona – młoda kobieta, która w ciąży przeżywa silną depresję, związaną z tym, że jej matka zmarła przy porodzie i ona jest przekonana, ze ją czeka taki sam los, więc kilka razy próbuje popełnić samobójstwo. Ten idealny dom, pełen miłości, oczekiwania i nadziei wydaje się być sielankowy, dlatego współcześni bohaterowie nie mogą pojąć tragedii jaka rozegrała się w nim przed laty. A prawda ma okazać się jeszcze bardziej okrutna niż przypuszczali.


Przyznacie, że fabuła jest ciekawa? Owszem wątek, że tak powiem duchowy kłoci się z moim racjonalizmem, b o nie wierzę, że duchy wracają. Ale moje przekonanie nie przeszkadzały mi w oglądaniu serialu Supernatural, więc zapytacie co mnie odrzucało w tej książce. Może sposób w jaki jest napisana? Wydawało mi się jakbym pracowała przy wydobyciu węgla w kopalni podczas czytania. Wciąż mienię się wielbicielką Picoult, ale ta książka jest tak nie w jej stylu, pisarskim, język, styl to nie jest książka którą połyka się w jeden wieczór, a myśli się o niej przez następny tydzień. Owszem, mamy charakterystyczną cechę książek tej autorki czyli maksymalne zgłębienie tematu i przekazanie czytelnikowi wiedzy o problemie, o jego genezie.

Nota bene niesamowity zbieg okoliczności, w jednym pokoju ja czytałam o eugenice, w drugim rodzice oglądali teatr telewizji BBC o eksterminacji Żydów w III Rzeszy. Genetyka jako środek ulepszania rodzaju ludzkiego, ogólnie – zabiegi mające na celu kontrolowanie cech przychodzącego na świat potomstwa to jeden z tematów książką ki, eugenika w takiej formie, w jakiej funkcjonowała w dwudziestoleciu międzywojennym została potępiona, przyczyniły się do tego bez wątpienia rozwój nauki, odkrycia związane z kodem DNA, a także zakończenie II wojny światowej i odkrycie nazistowskich prób stworzenia rasy nadludzi, poprzez eksterminację, ludobójstwo „ludzkich elementów, uważanych za gorsze i szkodliwe”. Zaprzestanie sterylizacji, która w sytuacji opisanej w książce wypełnia znamiona zbrodni przeciwko ludzkości, mianowicie ludobójstwa jest ze wszech miar słuszne, oczywiście to nie podlega wątpliwości, jednak moim zdaniem autorka stawia również inne pytanie, kiedy majstrowanie przy DNA, projektowanie przyszłego dziecka staje się czymś złym, kiedy człowiek stawia ten jeden krok za daleko?

Ross jeździ po całych Stanach szukając dowodu na istnienie duchów. Dlaczego? Bo jeśli jakiś duch wrócił z zaświatów, to znaczy, że jego ukochana też może. I tu mamy kolejny problem, stanie w miejscu i oglądanie się wstecz. Ross jest nieszczęśliwym człowiekiem, który przenosi się bardziej do świata bytów, których szuka, coraz mniej żyje w realnym świecie. Na dodatek z przyczyn oczywistych jego praca przynosi Malo widoczne efekty. Mamy tak uwielbianą miłość za grób, pytanie tylko czy to ma sens, w takiej formie, czy to jeszcze miłość, czy już obsesja.

Nie chcę rozkładać tej powieści na czynniki pierwsze, bo bez wątpienia stawia ona tych pytań o różnym stopniu ważności – wiele. Nie zmienia to faktu, że w trakcie czytania zmęczyłam się strasznie i nie mogłam się w książkę wciągnąć…

Może Wam spodoba się bardziej…

Wynotowałam sobie kilka cytatów, ładnych z tej książki:

„Miłość może nie być racjonalna, ale nie jest paranormalna.”




„Na jawie widzimy tylko to, co jest nam potrzebne. Dopiero we śnie możemy zobaczyć jak jest naprawdę.”




„Mężczyźni to taki sam dodatek jak pasek, buty czy torebka. Niekoniecznie musisz go mieć, żeby dopełnić swojego wyglądu.”


I oklepane już :P

„Miłość nie ma nic wspólnego z nauką. Nie kocha się za coś, tylko mimo wszystko.”

niedziela, 29 stycznia 2012

leniwa niedziela z drutami i filmami :P


Dziś nie literacko…. Bo jakoś tak mnie zagoniło do roboty i od piątku w sumie spędzam czas między kuchnią a krzesłem na którym przeczekuję poszczególne etapy pracy… A że nie mam głowy na książkę skoro na jej lekturę mam tylko pól godziny… bo mi ciasto się spali, a jeszcze w przerwie sprawdzam czy dobrze rośnie…. To się wzięłam za druty…
Miał być komin, ale niestety zanim sobie przypomniałam że mam druty na żyłce i mogę sobie zrobić na żyłce(a swego czasu chciałam się na niej powiesić skoro mnie pokonały) a mogłabym dobrą szerokość dobrać… niestety robiłam na prostych i źle wymierzyłam szerokość…. Na komin za mało, ale będzie toczek… denko zrobię na szydełko, a nim się dorobię kolejnego motka włóczki tej samej pod kolor na szaliczek, to do tych zrobię sobie rękawiczki… od kilku lat marzą się mi z jednym palcem. Nie mam błękitnej krwi, będę miała niebieskie elementy ubioru. Zobaczymy….

A ponieważ nie lubię marnować czasu, to uznałam, że albo posłucham audiobooka „Drużyny Pierścienia” , ale wciąż nie mam do tego przekonania… więc oglądałam filmy, które nie wymagają czytania napisów…
Filmy oglądnęłam trzy….

„Oświadczyny po irlandzku” - Bardzo sympatyczna komedia romantyczna. Opis na film webie mówi wszystko, od siebie dodam, że mnie urzekły przepiękne widoki Irlandii i muzyka jest doskonale dobrana. Naprawdę polecam, nie tylko do robienia na drutach.

Dwa pozostałe filmy to pierwszy i drugi Harry Potter, wersja niestety z dubbingiem, który odbiera mojemu Severusowi cześć piękna, owszem pozostaje całokształt, ale Severus w pierwszej części sprawia wrażenie zapuszczonej, Emo nastolatki po przedawkowaniu botoksu, w Komnacie tajemnic wygląda już jak człowiek, jak ten Severus w którym kochają się fanki. Bez wątpienia Komnata tajemnic jest najmniej lubiana przeze mnie częścią, zapewne ma na to wpływ moja arachnofobia, pająki tam obecne przerażają mnie, przyprawiają o dreszcze oraz ogólnie źle wpływają na moje samopoczucie. Do następnych robótek pójdzie Więzień Azkabanu, książka jest jedną z moich ulubionych, film też bardzo, bardzo lubię. Ach! Coś czuję, że niedługo pora rozpocząć książkowe powtórki…


Strasznie mi się tęskniło do robótek, na forum dziewczyny mi przypomniały, że czas zabrać się do zakładek haftowanych, więc to też niedługo będzie na tapecie…

Przyznam się szczerze, że mam ochotę poszyć to i owo… mam ja w domu starą dobrą maszynę do szycia i mimo że połowa rodziny(ta szyjąca na takich maszynach) próbowała mnie nauczyć, to jednak procedura założenia nitki na igły mnie przerasta… później leci, ale tych cholernych nitek i igieł nie mogę ogarnąć… więc albo szyjemy w rękach, albo wcale :P I się rozwiązał dylemat :P Pozostajemy przy drutach, szydełku i haftach :P

Filmy do oglądania mam, zwłaszcza, ze po lekturze „Żon i córek” (już w lutym!) na pewno będzie serialowa powtórka…

sobota, 28 stycznia 2012

"Prawo matki" - Diane Chamberlain


Jej syn został oskarżony o zabójstwo. Jak daleko posunie się, by go chronić? Świetna powieść, dobrze napisana i do końca trzymająca w napięciu! Równie porywająca, co książki Jodi Picoult.

Piętnastoletni Andy Lockwood cierpi na zespół alkoholowy płodu (FAS). Mówi wszystko, co mu ślina na język przyniesie i nie potrafi przewidzieć konsekwencji swojego zachowania. Jego matka, Laurel, postanowiła przez całe życie wynagradzać chłopcu swój błąd. Była uważna i opiekuńcza – może nawet nadopiekuńcza. Mimo to pewnego dnia zgodziła się, żeby Andy poszedł bez opieki na zabawę w miejscowym kościele. Kto mógł przypuszczać, że budynek stanie w płomieniach? Na szczęście chłopiec wychodzi z pożaru bez szwanku – co więcej, ratuje swoich kolegów. Niestety policja zaczyna podejrzewać go o podłożenie ognia, a Laurel musi zadać sobie pytanie, na ile zna własnego syna… i do czego się posunie, by – zgodnie z obietnicą – chronić go za wszelką cenę?



Oj ciężkie zadanie mnie dziś czeka. Ciężko zrecenzować książkę… tak skomplikowaną i chociaż czytało się ją lekko tak trudną.

Pisałam kilka razy, że rzadko książka spełnia wysokie oczekiwanie, dla mnie „Prawo matki” miało być dziełem na miarę Picoult, wciągającym, dającym do myślenia, niesamowicie intrygującym. Gdy uświadomiłam sobie czego oczekuję, chciało mi się śmiać z samej siebie, bo która książka taka będzie. Dlatego chyba tak długo odkładałam lekturę… patrzyłam na przepiękną okładkę w zimnych morskich kolorach, niemalże słyszałam szum fal, i czułam zimną wodę, ale książki nie czytałam.

Jeśli miałabym książkę porównać do innej na pewno byłoby to porównanie do „W naszym domu” luźne, bo jednak ktoś może uznać te porównania za naciągane, „Prawo matki” nie jest kopią książki Picoult, aczkolwiek dotyka podobnych problemów.

Poznajemy rodzinę, Laurel – matkę, Maggie – córkę i Andy`ego – syna. Andy jest chory ma FASD, czyli alkoholowy zespól plodowy, Laurel piła będąc w ciąży, w efekcie Andy nie jest taki jak większość chłopców w jego wieku, w pewien sposób jest podobny do dzieci z zespołem Aspergera, dba o rytm dnia, ma problemy z komunikacją, wszystko rozumie dosłownie, nie rozumie metafor, nie jest też tak genialny jak dzieci z Aspergerem. Bardzo garnie się do ludzi, łaknie akceptacji, przyjaźni, ale każdy z nas był nastolatkiem i wie że dzieci są okrutne, nie tolerują słabości. Andy tego nie rozumie, chce być lubiany. I nagle pojawia się szansa, kiedy ratuje dzieci z płonącego kościoła, Andy jest bohaterem, ulubieńcem tłumów. Do czasu, przez miasteczko jak grom przetacza się wieść, ze Andy, który wciąż chodzi w glorii swego bohaterstwa, mógł podpalić kościół. Tłum który wczoraj go ubóstwiał, teraz najchętniej by go zlinczował. Andy sam nie może się bronić, dlatego w tą walkę angażuje się jego matka, siostra oraz stryj, którego Laurel z jakichś powodów nie akceptuje i oskarża o śmierć męża….
Ta ksiażka to nieustanne odkrywanie tajemnic rodzinnych.

Co się stało z przyjaźnią Laurel i Marcusa, dlaczego Laurel odebrano małego Andego, gdzie zgubiła się ta dobra pogodna dziewczyna jaką spotykamy w pierwszej retrospekcji? I kto u diaska podpalił ten kościół, kto sprawił, że trzy osoby zginęły a dziesiątki były w śmiertelnym niebezpieczeństwie. W cieniu sądowej sprawy, aresztu, będziemy świadkami walki matki o swojego syna, matki i córki które zrobią wszystko by pomóc Andy`emu. Czy miłość ma granice? Bo sądząc po sytuacji w tej książce opisanej, absolutnie nie! Nie istnieją prawa boskie ani ludzkie, które mogłyby zatrzymać kochającą osobę przed czasami szaleńczym i nieracjonalnym działaniem. To jest jak instynkt, pozbawione racjonalnego uzasadnienia, czasami wręcz szaleńcze, ukierunkowane tylko na jedno – ochronę ukochanej osoby.

To książka bardzo wielowątkowa, dotyka wielu problemów, dając do myślenia, na pewno to wychowywanie dziecka niepełnosprawnego, autorka zadaje pytanie jak bardzo można zrezygnować z siebie, do którego momentu ta pępowina może pozostać nieodcięta, kiedy nadchodzi ten moment że matka musi każdemu dziecku dać minimum samodzielności, dla dobra obojga, bo przecież rodzic musi najpierw sam założyć sobie maskę, żeby mógł się zając dzieckiem. Książka ta opowie o zjawisku depresji poporodowej, o tym że nawet najlepszy mąż z silną empatią może to przeoczyć, przypomina o tym, że wizyta u psychiatry i leczenie nie jest końcem świata i dowodem na bycie wariatem, że rezygnacja z leczenia nie sprawi że się wydobrzeje, ale będzie pierwszym krokiem w stronę większego problemu.

Bo tak naprawdę wszystko zaczyna się od tej depresji poporodowej. Później mamy problemy z alkoholem, niewierność, picie w ciąży, chorobę dziecka, walkę z problemami natury psychicznej.

Właśnie sobie uświadomiłam, że próbując opowiedzieć o problemach o których traktuje ta książka musiałabym opowiedzieć Wam 90% książki a nie o to chodzi. Zresztą jestem pewna, że doszukiwanie się kolejnych problemów to również indywidualna zasługa czytelnika.

Polecam z całego serca tą książkę, napisaną bardzo dobrze, z podziałem na poszczególne osoby, co pozwala dostrzec rożne punkty widzenia tego samego problemu, uświadomić sobie, że nie ma spraw, lub jest ich bardzo mało, które są czarnobiałe, ta książka pokazuje także, że problem spychany do podświadomości zawsze się wydostanie na wierzch i rozwali Nam życie.

Widziałam w księgarni jeszcze jedną książkę autorki a w zapowiedziach kolejną… na pewno również po nie sięgnę!

piątek, 27 stycznia 2012

Top 10: ulubieni bohaterowie


Top 10 to akcja, przy okazji której raz w tygodniu na blogu pojawiają się różnego rodzaju rankingi, dzięki którym czytelnicy mogą poznać bliżej blogera, jego zainteresowania i gusta. Jeżeli chcesz dołączyć do akcji - w każdy piątek wypatruj nowego tematu na dany tydzień.

Dziś przyszła pora na... Dziesięciu ulubionych bohaterów!
Myślałam, że będzie cięzko wybrać 10 ulubionych bohaterek, tymczasem wybór TYLKO!! 10 ulubionych bohaterów to byla męka... Ci niewybrani będą mnie w snach straszyc(oby :P )

Severus Snape. Każdy kto się ze mną zetknął wie, że wplatam go w większość dysput książkowo-filmowych. Kocham Severusa miłością szczerą, prawdziwą i bezwarunkową. Najwięcej Fanfików potterowskich czytam na jego temat, bo uparcie szukam mu happy endu, uwielbiam jego sarkazm, ironię, złośliwość. Kocham jego mroczne serce, które na pierwszy rzut oka wydaje się być tylko zwykłym mięśniem pompującym krew a tak naprawdę jest zupełnie inne. Kluczowe fragmenty powieści z jego udziałem znam na pamięć. Najważniejszy fragment ostatniego tomu czytałam milion razy po polsku i w oryginale. W filmach jest moją ukochaną postacią, aczkolwiek sądzę, że nie wykorzystano potencjału. Uważam, że za dubbingowanie Severusa powinno się wieszać na suchej gałęzi.
Najprawdopodobniej najbardziej niesprawiedliwie potraktowana postać z serii o Potterze, jego życie było wciąż wyścigiem ze śmiercią, walką o akceptację, ja się nie dziwię że zgorzkniał i wyzłośliwiał na stare lata. Mnie też to czeka :P


Drzewiec, Fangorn, Ent z lasu noszącego jego imię, stary jak świat, powolny, flegmatyczny Ent, którego spotykają na swej drodze Merry i Pippin. Pastuch Drzew, żyje w przepięknym prastarym lasem, gdzie czas leniwie płynie a jemu dni mijają na spacerach, układaniu specyficznej poezji i nicnierobieniu. Żal mi Drzewca, ma niesamowite poczucie beznadziei – tak jak ja, poczucie osamotnienia i brak wiary we własne siły. No i tęskni za Fangornem w rozkwicie, gdy Entom towarzyszyły żony, teraz patrzy jak stary las obumiera bo nie ma enciąt…. A Filmowy Drzewiec to sam czar.


Remus Lupin. Ulubiony huncwot, świetny nauczyciel, wrażliwy człowiek którego dotknął wielki pech. Lubiłam go od pierwszego spotkania, do samego końca, którego Rowling nigdy nie wybaczę. W filmie jest taki ciapciowaty troszkę, ale książkowy Remus jest prawdziwym facetem, który nie może odmówić sobie ucieczki przed miłością swojego życia. Takie to… typowe :P


Pulkownik Brandon. Ulubiona męska postac u Austen. Wiem, ze pewnie kilka osób mnie potępi, że oto pan Darcy nie jest Primus Inter pares, nic nie poradzę zawsze wolałam Krzysia. Nie miał łatwego życia… o nie! Nieszczęśliwa miłość, wojna daleko od domu w czasie której na pewno swoje widział i przecierpiał, po to by wrócić do domu i dowiedzieć się jaki los spotkał ta którą kochał i żeby ruszyć w świat by ją odnaleźć na łożu śmierci, w przytułku i w hańbie. Później przejścia z Marianną, które też go nie rozpieszczały do pewnego czasu, wręcz przeciwnie, ja na jego miejscu byłabym już siwa. Ale znalazł swoją szczęśliwą przystań. Romantyk, taki jakim prawdziwy facet powinien być, męski, ale nie prostacki, silny, ale wrażliwy. Kocham pułkownika Brandona!


Aragorn. Obieżyświat. Elessar. Strażnik z Polnocy, jeden z Dunedainów, król Gondoru. W filmie zmieniono jego losy, troszeczkę, ale… dla mnie filmowa i książkowa postać to jedno, Aragorna się kocha od pierwszej sceny „Pod rozbrykanym kucykiem”, do e…. uwolnienia Umrzyków, poźniej gdy ma umyte włosy nie jest już takie piękny, za dużo truskawkowej hobbiciej odżywki :P A tak bardziej serio, jest prawy, honorowy, wierny. Odważny, silny i nieustraszony. Jest po prostu fenomenalnym bohaterem, bez której – jestem pewna – wojna o pierścień miałaby zupełnie inny przebieg.



Czarnoksiężnik z Angmaru – mój absolutny faworyt. Powiecie, że oszalałam, najprawdopodobniej! Malo jest w literaturze postaci, które tak mnie intrygują. Kiedyś był wielkim królem ludzi, Sauron go zwiódł, tak jak i pozostałych Ośmiu, dając pierścienie, które kolejno przeciągnęły ich na stronę Cienia. Stali się Nazgulami, których przy życiu trzymał zaklęty w pierścieniu duch Saurona, który przyzywał ich ku sobie. Czarnoskieżnik z Angmaru w trakcie wojny o pierścień stacjonował w Minas Morgul – Martwym Grodzie, dowodził siłami Mordoru, nie mógł zginąć z ręki żyjącego męża, więc widział siebie jako nieśmiertelnego i niezniszczalnego. Książki Tolkiena traktujące o tej postaci oraz ekranizacja LOTRa sprawiły że żywię niezdrową fascynację Wodzem Nazgulów. A może ja po prostu chciałabym mieć taką skrzydlatą bestię i przemierzać Śródziemie w te i nazad?



Gandalf Szary(później Biały). W każdym kraju nazywają go inaczej, jedni go kochają i czerpią z jego obecności otuchę, inni go nienawidzą i pragną jego zguby bo zagraża ich niecnym planom. Czarodziej o przenikliwych oczach, wielkim umyśle, ogromnej mocy. Można z nim konie krasć, bić okrków, zrobić dobrą imprezę. Gdy Gandalf jest w pobliżu wiadomo, że nic złego stać się nie może, ma się świadomość, ze ten świat zmierzą w uporządkowanym kierunku, ze chaos przestaje istnieć.


Gilbert Blythe – z sentymentu bo to moja pierwsza miłość z książki. Gilberth zawyżył oczekiwania wobec samców. :P mam do niego sentyment, chociaż dziś dorosły Kasiek wie, ze takich mężczyzn nie ma...






Rhett Butler – kurczę to jest postać z charakterem, niezłe ziółko, nabroił w życiu wiele, rodzina się go wyrzekła, a Rhett nie szanuje żadnej świętości, nie ma osoby której by nie znieważyl, nie wytknął hipokryzji, docenia jednak osoby szczere i mają w nim przyjaciela oddanego. Wydaje się, że jest lekkoduchem, że nie ma serca. Rhett ma serce, które oddał Scarlett, ale bez jej wiedzy, gdyż wie, ze gdyby ona o tym wiedziała to wykorzystałaby to co uważa za słabość przeciw niemu i zniszczyła. Rhett jest również postacią tragiczną, wydaje się że ma wszystko, pieniądze, piękny dom, śliczną żonę, ale tak naprawdę to co ma jest nędzną namiastką, albo ułudą. Smutna jest przemiana jaką przechodzi… ja jednak wierzę, że oni się odnajdują ze Scarlett tam gdzie wzrok czytelnika nie sięga :P



Adam Nowowiejski – bohater „Pana Wołodyjowskiego”, lubię go tak jak Małego Rycerza, ale Adaś jest tak niedoceniany, ze postanowiłam go wspomnieć zamiast Michałka. Wiele osób zapomina o tym bardzo ładnym wątku, w filmie pominiętym. Adam jest doskonałym przykładem żołnierza, prawy, honorowy, uczciwy i kochający na zabój. Jego los wzrusza mnie do łez…



Pomysłodawczyni doszła do wniosku, że palmę pierwszeństwa w ulubionych bohaterach dzierżą bohaterowie Potterowskiej serii, u mnie bezsprzecznie są to bohaterowie ze Śródziemia, później potterowskie i różne osóbki z powieści jak widać w większości klasycznych.

Tak patrzę na ten przeglądzik i wychodzi na to, że moi ulubieni bohaterowie są przetrąceni przez los(w większości) ciekawe co jakiś psycholog by powiedział na ten temat.

Ale słowo się rzekło. Mam swój Panteon, raczej go nie zmienię :P



Ograniczać musiałam się okrutnie i teraz jestem ciekawa Waszych typów, jakich bohaterów cenicie i dlaczego?



Edit. Zerknęłam na stronę Futbolowej i kurczę, Ona zna mnie lepiej niz ktokolwiek z reala....




(aha. Zaznaczam, że żadna z fotografii w tym tekście nie jest moją własnością, wszystkie zostały znalezione poprzez wyszukiwarkę google i mogą być przedmiotem praw autorskich osób innych niż ja)

"Saga Sigrun" - Elżbieta Cherezińska

"Saga Sigrun" to pierwsza część cyklu "Północna Droga".


"Saga Sigrun" to tętniąca energią życia wytrawna i porywająca narracja, wysmakowany wizerunek psychologiczny postaci, niezwykła uroda detalu. Opisowość jednak nie nuży, wręcz odwrotnie - wciąga wyobraźnię czytelnika, włada jego czasem i nie pozwala zapomnieć o sobie. To książka, która rozrasta się w czytelniku jak drzewo. Nie jest typową sagą z aurą sentymentalizmu w tle, ucieka od banału, stroni od uproszczeń nie tylko fabularnych, ale i filozoficznych.



Cherezińska ma u mnie wyjątkowo długie okresy nabierania mocy urzędowej, leżakuje jak dobre wino. O „Sadze Sigrun” było swego czasu bardzo głośno na forum na którym się udzielałam. Polecały osoby bardzo wiarygodne, odniosłam wrażenie, ze kobieta ma już niemalże grupę wyznawców, więc przy okazji postanowiłam nabyć. Leżała sobie książka przy łóżku, czekając aż się nad nią zlituję, nie kusiła okładką, gdyż ta jest wyjątkowo oszczędna, nie krzykliwa, nie obiecuje nawiązań do dzieł wybitnych twórców, tył zaś drobno zadrukowany każe się spodziewać dobrej skandynawskiej sagi. Po przykrych doświadczeniach z „Krystyną córką Lavransa”, która to zawiodła mnie okrutnie nie miałam zbyt dużo do czynienia z powieściami o tematyce skandynawskiej(bo książki Astrid Lindgren chyba się nie liczą :P ). A ksiażki z północy cieszą się ostatnio ogromną popularnością, mamy genialne kryminały, czyli potencjał niewątpliwie jest.
Polska autorka postanowiła wykorzystać ten potencjał, zimny, surowy, aby przenieść nas w czasy kiedy wyznawcy Odyna władali Północą, wyprawiali się na liczne wojny, aby wpaść w ramiona Walkirii i przenieść się do Walhalli. To czasy mężczyzn, niemalże dzikich, wokół nich unosi się atmosfera wiecznej walki, żądza krwi, silnych bitewnych emocji. To nie są czasy dla kobiet, które zostają w domu i czekają na powrót ojców, mężów, synów. Jak śpiewała Alicja Majewska:
„Bo męska rzecz być daleko, a kobieca - wiernie czekać


W takich czasach przyszło żyć Sgrun, głównej bohaterce, która opowiada nam swoją historię. Jedyna córka swojego ojca pana Północy, który na pewno wolałby mieć syna, aby ten mógł po nim przejąć władzę, ale nie dal tego odczuć córce, którą kochał nad życie i rozpuszczał ponad wszelką miarę, chociaż Sigrun jest tylko kobietą, może co najwyżej wzmocnić pozycję rodziny stając się kartą przetargową, wydanie za mąż może wzmocnić sojuszu, wiadomo nie rozsławi rodu w bitwie. Gdy staje się kobietą, ojciec zaczyna szukać jej męża, teoretycznie Sigrun ma obiecane, że może wybrać sobie męża, pójść za głosem serca, w praktyce, jak w życiu bywa inaczej. Jest córką pana, może wybrać tylko szlachetnie urodzonego, wiec daje ojcu sama z siebie wolną rękę, zdaje się na jego mądrość. Sigrun ubóstwia swojego Ojca, prosi go tylko, aby jej mąż był podobny do niego. Dziś pewnie zdiagnozowano by u niej kompleks Elektry.

Nadchodzi dzień gdy Sigrun ma poznać swojego przyszłego męża, to tylko formalność, uderzył mnie spokój kobiety, jednak ponad tysiąc lat które dzielą mnie i ją zrobiły swoje, nie wyobrażam sobie uczuć, negatywnych uczuć jakie by mną targały, przeważałaby zapewne chęć ucieczki. Tymczasem Sigrun ufa ojcu całkowicie, traktuje jako coś naturalnego, ze oto jest prowadzona na targ, aby kupiec mógł ją obejrzeć, aby formalnie przypieczętować przyszłą transakcję. Przecież to totalnie obcy człowiek!! Jednak Sigrun ma szczecie w ten nietypowy(dla mnie) sposób poznaje miłość swojego życia, mężczyznę, którego pokocha całą sobą z którym będzie kroczyć przez życie, które często będzie składało się tylko z czekanie i pożegnań a później oczekiwania na powrót a jej stałym towarzyszem będzie obezwładniający strach. Którego nie można jej okazać, bo strach kobiety zatruwa serce wojownika. Z Reginem przejdzie wszystkie etapy, od odkrywania własnej kobiecości, przez niepokoje i radość oczekiwania potomstwa, po radość macierzyństwa i dojrzałą miłość.

Nie wierzyłam, że dostanę tak świetnie napisaną książkę, że w trakcie lektury będzie targało mną tak wiele uczuć. Rzadko czytam książki rodzimych autorów, które są tak… nie bójmy się tego słowa – genialne. To przepiękna opowieść o życiu w trudnych, burzliwych czasach, gdy toczy się walka o panowanie w Norwegii. Na Północy pojawiają się również chrześcijanie i będziemy mieli okazje obserwowania jak wyznawcy Odyna będą odnosić się do wiary w nowego nieznanego Chrystusa, którego religia jest dla nich abstrakcyjna, niezrozumiała i jest przejawem słabości. A słabość to ostatnia rzecz która jest tolerowana w tej surowej krainie. Ach! Jak musiałabym się rozpisywać okrutnie, gdyż mamy niesamowitą mnogość ciekawych wątków w tej książce.

Jestem przekonana, że każdy miłośnik dobrej książki znajdzie w niej coś dla siebie. Ja niestety nie mogę u siebie w księgarniach znaleźć drugiego tomu, więc muszę zamówić i cierpliwie czekać. Bardzo mi to nie w smak. A tak chętnie bym się nie rozstawała z tymi krainami, niesamowicie malowniczo opisanymi, bo muszę nadmienić iż autorka posługuje się przepięknym, poetyckim językiem, który czyta się po prostu świetnie.
No książka ideał!! A i wzruszyć też się można ;)

czwartek, 26 stycznia 2012

koniec styczniowej posuchy stosowej

Długo łudziłam się, że nie kupię żadnej książki w styczniu bo mam przecież zaległości na pólkach. Niestety, złamałam się w Lublinie, to miasto wpływa na mnie fatalnie. łamię tam wszystkie moje postanowienia...



Od dołu ciąg dalszy biograficznej prenumeraty, wyczekiwane "Żony i córki", kupiona u Kreatywy książka Kreta, która będzie darem dla Mamy(która uwielbia go), następnie dwie ksiażki z lubelskiego Matrasu i później wydawnicze dary, więc najpierw dwie od Nova Res, później Prószyński(w tym recenzowana już Picoult) a na samej górze książki od Wydawnictwa Znak, a na samym szczycie zaległa wygrana w konkursie na LC(gdzie jak się dowiedziałam z FB wyróżniono moje recenzje co w połączeniu z nową fryzurą wprawiło mnie w euforię :D )


Klaudyna niesamowicie mnie zaskoczyła i obdarowała przepiękną zakladką tu moja Mela opiniuje



a tu już mizia sie o zakładkę na całego, mam nadzieję ze nie bedziemy się bić... Żebym ja tak umiała....

środa, 25 stycznia 2012

"Duma, uprzedzenie i gra pozorów" - Melissa Nathan


„Duma i uprzedzenie” w nowoczesnej wersji! Rozbrajająco zabawna, pełna sytuacyjnego komizmu powieść Melissy Nathan, autorki takich książek jak „Kelnerka”, czy „Niania w Londynie”.
Wygrana w castingu na rolę Elizabeth Bennet w scenicznej adaptacji „Dumy i uprzedzenia” wydaje się Jasmin Field, dziennikarce w czasopiśmie dla kobiet, prawdziwą gwiazdką z nieba. Przedstawienie ma być hitem sezonu – reżyserem i odtwórcą głównej roli jest gwiazdor Hollywood, zdobywca Oscara, Harry Noble. Szybko okazuje się, że czarujący na ekranie aktor, w rzeczywistości jest zadufanym w sobie arogantem. Jazz pociesza się, że dzięki koszmarnym próbom będzie miała sporo materiału do swojej kolumny… Niestety – problemy zaczynają się mnożyć. Przyjaciółka wystawia Jazz rufą do wiatru dla gościa, który utknął chyba w epoce kamiennej, rodzina przeżywa ciężki kryzys, a wielokrotnie nagradzana rubryka w gazecie okazuje się, wedle zwierzchnictwa, całkiem niepotrzebna. Gorzej być nie może? Może… Stojąc na scenie naprzeciwko swojego ciemięzcy, Jasmine odkrywa dwie rzeczy. Nie pamięta ani jednej swojej kwestii. Harry Noble jest naprawdę pociągającym mężczyzną… Nim wszystko w życiu Jazz trafi wreszcie na swoje miejsce i rozlegną się oklaski, ona sama będzie musiała na nowo przeanalizować swoje dotychczasowe życie. Happy end jest na wyciągnięcie ręki!


Pozwólcie i przywyknijcie do moich dygresji. Tu w tym miejscu chciałabym się usprawiedliwić, bo pisząc recenzję, zwykle opisuję książki historię, jak do mnie trafiła, gdzie ją kupiłam, dla mnie są to uczucia, które składają się na obraz książki, patrząc na te które kupiłam, lub sprowadziłam do domu o każdej mogę Wam opowiedzieć historie. I może gdzieś na dniach zaprezentuję via video :P

Ta książka o której piszę dziś trafiła do mnie tuż po obronie, pojechała ze mną do Lubina toczyć bój o kolejny etap edukacji. Jednak byłam tak zestresowana, że nie pamiętałam nic z lektury, nie mogłam się skupić, miast tego gapiłam się w okno słuchałam muzyki i się stresowałam. A wracałam z „Anią z Wyspy Księcia Edwarda”. Samą książką jestem oczarowana, najpierw napisze o szacie graficznej, która reprezentuje moją ulubioną kolorystykę morskie zielenie i niebieskości. Mnie takie książki wyciszają, uspokajają. Dlatego już na starcie książka miała plusa – za wygląd.

Tematyka… współczesna wersja Dumy i uprzedzenia, nienawidzę współczesnych wersji klasycznych powieści, zwykle to grubymi nićmi szyte i ni to zabawne ni ładne, ot jazda po nazwisku. I gdyby nie to, ze koleżanka na forum polecała to bym palcem nie tykała(jak Król Julian nakazywał), ale koleżance ufam i się skusiłam. Bałam się, że w brodę będę się pluła, że po co mi to, ze Austen jest jedna i nikt nie będzie umiał tego przenieść na grunt współczesny, żeby mi nie chrzęściło między zębami i nie trzeszczało w szwach(szytych grubymi nićmi). No ale zaplanowałam książkę do czytania, więc uznałam, że jak się na książce wynudzę to później wysmażę taką recenzję jadącą po książce z góry na dół, że padną wszyscy krytycy. Rozpoczęłam lekturę…

Któż nie zna historii Austen, jeśli nie z książki to z filmów(wiele ekranizacji), genialnego serialu z Colinem Firthem, którego Pan Darcy wszedł do kanonu popkultury. Współczesne wersje filmowe też mamy. Po prostu – Duma i uprzedzenie jest legendą literatury. Schemat jest prosty, On i ona. On bogaty, ona nie bardzo, spotykają się i zaczynają się darzyć antypatią. Bywa… skoro jest miłość od pierwszego wejrzenia, to bywa też i nienawiść. On jest przekonany o tym, że jest lepszy od otaczającego go świata, że jest ósmym cudem tegoż, ona też nie jest zakompleksioną gąską, ale bywa, ze widzimy u innych drzazgę a swoją belkę gubimy z oczu. I tak się zaczyna, historia stara jak świat, wiadomo w jakim kierunku Pojdzie, bo kto się czubi ten się lubi, jednak! W tym cały jest ambaras, żeby dwoje chciało na raz. I tak za pomocą zgrabnych ludowych mądrości streściłam Wam o co grubsza chodzi. U Austen, co proponuje nam współczesna autorka? Mniej więcej to samo, ale fenomenalnie napisane!!
Ona jest felietonistką gazety średniej klasy, on hollywoodzkim gwiazdorem ze słynnej aktorskiej rodziny. Ona – raczej przeciętnej urody i figury, on jest gwiazdorem, pięknym, przystojnym, no po prostu gwiazdka. On reżyseruje teatralną wersję Dumy i uprzedzenia z dochodem przeznaczonym na cele charytatywne, więc grają tam aktorzy, ale i amatorzy, to ma być głośne przedsięwzięcie, a ona niewiadomo jak zostaje odtwórczynią Lizzy. Tak jak swoja bohaterka od pierwszego wejrzenia nie cierpi reżysera. Czy życie będzie naśladowało sztukę?

Nie chcę streszczać fabuły, gdyż jest to powtórzenie głównych wątków powieści-orginalu, przeniesionych na współczesny grunt, jednak fabuła jest tak ciekawie skonstruowana, autorka z ogromna fantazją i wyczuciem dokonała przekształcenia oryginału, że czyta się doskonale. Oczywiście, ze nie oczekiwałam wspaniałego, wiekopomnego dzieła o metafizyce, ale oczekiwałam komedii romantycznej w papierowej wersji. Nie zawiodłam się zupełnie. Miałam swoje motylki, piękne przeżycia, napięcie i dużo humoru.

Ta książka zadaje kłam stwierdzeniu, że czytadła, romanse to zło, wiem że wiele osób uważa taką literaturę jako coś gorszego rodzaju, wiadomo co się mówi o babskich książkach, ja jestem jednak mimo wszystko przedstawicielem gatunku homo ludens, potrzebuję takiej rozrywki po złym dniu, potrzebuję dobrej zabawy, ucieczki od myśli, tego szczęśliwego zakończenia dającego nadzieję, że większość historii naszego życia skończy się dobrze.

To jest czytadło napisane z fantazją, dobrym językiem, ale czytadło i chociaż oryginalną powieść znam na pamięć w wersji książkowej, ekranizowanej oraz uwspółcześnionej(zarówno bolly jak i holly) tak to bez wątpienia jest najlepsze przeniesienie oryginału do współczesności, nie dlatego tylko że tamte wersje były złe(bo wersja z Aishwarayą Rai była pięknym filmem) tylko dlatego, ze to dobra książka, czytadło, ale w swym gatunku jedno z najlepszych!

Chciałabym zobaczyć ekranizację tej książki…

poniedziałek, 23 stycznia 2012

"Pałac północy" - Carlos Ruiz Zafon

Kalkuta, 1932. Ben, wychowanek sierocińca St. Patrick, skończył już 16 lat - podobnie jak jego przyjaciele, będzie musiał opuścić dom dziecka i się usamodzielnić. W dniu pożegnalnej imprezy poznaje swoją rówieśniczkę Sheere i zabiera ją do Pałacu Północy na spotkanie tajnego stowarzyszenia, które założył wraz z przyjaciółmi. Gdy dziewczyna opowiada im tragiczną historię swojej rodziny, członkowie stowarzyszenia postanawiają jej pomóc w odnalezieniu legendarnego domu, który pojawia się w opowieści. Nie wiedzą, że właśnie natrafili na trop jednej z najpotworniejszych tajemnic Kalkuty. Płonący pociąg, dworzec widmo, ognista zjawa - to tylko niektóre elementy makabrycznej łamigłówki, którą przyjdzie im rozwiązać… Misja, która miała być niecodzienną przygodą, niebawem okazuje się śmiertelnie niebezpiecznym wyzwaniem.



Książka Zafona, która najdłużej przeleżała u mnie na półce. Wydębiłam ja na Dzień dziecka, później była obrona, praca, milion zaległych książek do recenzji. Później kolejna książka Zafona, która mnie oczarowała i wtedy zaczęłam odsuwać, świadomie w czasie lekturę „Pałacu północy”, aby nie mieć tej przykrej świadomości, że oto nie mam już nic tego fenomenalnego autora do czytania. Ale chodzą plotki, że jest już nowa książka, na razie w Hiszpanii, wiec z głodu zafonowskiego poczytam w oryginale a i Muza pewnie się uwinie i w 2012 poczytamy. Zabrałam się przeto do czytania.

Książka, jak wszystkie dzieła Zafona, ma przepiękną okładkę, hipnotyzującą, wzbudzającą niepokój, intrygującą, przykuwa wzrok, wielokrotnie ją kontemplowałam. Ale przecież nie kupuje się książki dla okładki, nawet tak pięknych, jak te zdobiące książki mojego(aktualnie chyba) najulubieńszego hiszpańskiego pisarza.

Autor przenosi nas do Kalkuty z początku wieku XX. Jest burzowa noc, niebo raz, po raz rozcinają błyskawice, leje, jednym słowem pogoda pod psem, mężczyzna z dwójką dzieci zawiniętych w mokry koc ucieka, kto go ściga i czego chce? Tego nie wiemy, oddychamy z ulgą gdy dzieci udaje się ocalić, okazuje się, że to tylko początek problemów, przy czym określenie problem to eufemizm, okazuje się, że ulice Kalkuty kryją mroczny sekret, sekret niosący śmierć wraz z ogniem zemsty. Ta zagadka może zostać rozwiązana po 16 latach od dnia w którym zaczyna się akcja… ale nie chciałabym zdradzać rozwiązania, ani fabuły, bo i tak nie znalazłabym słów takich jak Mistrz. Opis z okładki wystarczy żeby zaintrygować, a lektura wypełni luki, chociaż będzie wiele pytań, które odpowiedzi nie będą oczywiste, ani jednoznaczne, akcja będzie wartka i pełna napięcia.

Mamy kwintesencję Zafona, książka chociaż docelowo przeznaczona dla młodzieży straszy też bardziej dorosłe jednostki. Trzyma w napięciu i nie pozwala odłożyć książki nawet na sekundę, do ostatniej kropki. Moje odczucia SA mocno subiektywne ponieważ ja uwielbiam styl Zafona, to jak konstruuje akcje, owszem schematycznie, są powtarzane zabiegi, które można odnaleźć zarówno w „Pałacu północy”, „Światłach września” i „Księciu mgły”. Ale mimo tej wtórności czytelnik nie traci zainteresowania, może co najwyżej próbować odgadnąć zakończenie, a napięcie nie staje się przez to mniejsze. Sama cenię element zaskoczenia, właściwie jest on dla mnie In tenere, condtito sine qua non książki dobrej, dla której zarywam noce i lekceważę inne obowiązki. Ta książka mnie zachwyciła, sprawiła, że czas przestał istnieć. Czyta się ją niestety bardzo szybko, rach, ciach i po wszystkim, ale w trakcie lektury towarzyszyło mi swoiste oderwanie od rzeczywistości. Liczyli się bohaterowie, Kalkuta i tajemnica.

To nie jest tylko książka przygodowa, wyzwalająca adrenalinę, to piękna opowieść o przyjaźni, poświęceniu, miłości. O wpływie przeszłości na teraźniejszość i przyszłość. Zgoda, to opowieść z morałem dla dzieci i młodzieży, ale kto nie potrzebuje przypomnienia o tym, że warto mieć obok siebie kogoś o kim się wie, że wskoczy z nami w ogień?

Nie chcę być nudna, ale ja już czekam na najnowszą ksiażkę Zafona, bo okazuje się, że każda z nich jest odkryciem, jest fenomenalną wyprawą do świata wyobraźni.

Przecież nawet nie muszę polecać


A! zapomniałam napisać, ta ksiażka to też kopalnia mądrych zdań. Moj faworyt:


„Dorosłość nie jest niczym więcej niż tylko odkrywaniem, że wszystko, w co wierzyłeś, kiedy byłeś młody, to fałsz, a z kolei wszystko to, co w młodości odrzucałeś, teraz okazuje się prawdą.”



i inne:

„Diabeł stworzył po to młodość, byśmy popełniali błędy, a Bóg wymyślił dojrzałość i starość, byśmy mogli za te błędy zapłacić.”


„Życie, mój synu, to jakby pierwsza rozgrywana przez ciebie partia szachów. Kiedy zaczynasz rozumieć, o co w tej grze chodzi, okazuje się, że już przegrałeś.”


„Nauczyliśmy się, że niezależnie od tego, jaką drogę obierzemy, i tak nie będzie nam dane zadecydować o własnym losie.”


„To prawda, że miłość ma moc, ale ta moc ustępuje przed ogniem nienawiści”


„Zabijamy to, co najbardziej kochamy”

niedziela, 22 stycznia 2012

Top 10: ulubione postaci kobiece

Top10 to akcja, przy okazji której raz w tygodniu na blogu pojawiają się różnego rodzaju rankingi, dzięki którym czytelnicy mogą poznać bliżej blogera, jego zainteresowania i gusta. Jeżeli chcesz dołączyć do akcji - w każdy piątek wypatruj nowego tematu na dany tydzień

Dziesięć ulubionych postaci kobiecych

Czytając książki często znajduję bohaterki, którymi chciałabym być, bo podobają mi się ich cechy, czuję zazwyczaj smutek, bo wiem że taka nigdy nie będę, czasami spotykam bohaterki podobne do mnie i do nich mam sentyment. Ale ciężko będzie mi wybrać 10, tylko dziesięć.

Melania Hamilton Wilkes. Moja absolutna faworytka. Pokochałam ją od pierwszej lektury „Przeminęło z wiatrem”. Zawsze chciałam być taka jak Mela, dobra, na wskroś prawa, z sercem na dłoni, ale i wolą walki o tych których kocham. Wiem, że niektórzy uważają ją za naiwną, bezbarwną, według mnie to jedna z najpiękniejszych postaci kobiecych w historii literatury. Oddana żona, kochająca matka, i wierna przyjaciółka. Lubi ludzi i mimo burzliwego okresu w historii nic sobie z tych zawirowań czasu nie robi. Jest wierna swoim ideałom w których została wychowana, nie uważa że zmiana warunków musi oznaczać wyplenienia z siebie człowieczeństwa, dobrych manier, dobra.


Hermiona Granger. Ciężko mi zliczyć ile razy byłam porównywana do niej. Przemądrzały dziobak z ręką wiecznie w górze, lub nosem w książce. Lubię tą dziewczynę, że idzie pod prąd za umiłowanie wiedzy i książek. Filmowa Hermiona drażni mnie dubbingowym głosem, książkowa rozwala mnie często ciętą ripostą. Sporo mi brakuje do Panny-Wiem-Wszystko, ale dążę do ideału :P


Basia Wołodyjowska.Hajduczek, nie mogę do dzis wybaczyć Henrykowi, że zabił jej męża i nie dał dzieci. Baśka to moja ulubiona postać u Sienkiewicza. Nie jest mdła, posągowa jak Krzysia, jest dzielnym człowiekiem i ma wielkie serce. Oraz ośli upór, który wpędza ją w kłopoty ale i ratuje Zycie. Kogo nie wzruszy jej brawurowa ucieczka od Azji i chociaż nie ma nadziei Basieńka ucieka co sił a później brnie przez śniegi, gdy już nie ma nadziei po to tylko by umrzeć ciut bliżej swojego Michałka?


Eowina. Biała księżniczka Rohanu, kobieta żyjąca w kraju, który opuściła nadzieja, samotna, walcząca z demonami własnych myśli i wrogami na dworze króla Rohanu, opiekująca się wujem, którego opętała zła wola Sarumana, ale się nie poddaje mimo wszystko. Jest mężna, chce walczyć chociaż jej to nie przystoi. Zakochuje się w mglistym wyobrażeniu Aragorna, który jest przecież związany z Arweną. W tym kontekście rozumiem dlaczego rusza pod Minas Tirith, każdy mówi o braku szans na wygraną, jej uczucie zawiodło, nie ma szans na zdobycie miłości swojego życia, wiec z jeźdźcami Rohanu rusza aby zginąć, aby jej koniec wart był pieśni. I byłby, zabija Czarnoksiężnika z Angmaru i wydaje się być bliska śmierci od której ratuje ją Aragorn, bo ręce króla mają uzdrawiającą moc. I odnajduje szczęście, nie pocieszenie, ale znajduje miłość u boku człowieka, tak jak ona żyjącego do tej pory w cieniu próbującemu udowodnić całemu światu swoją wartość. Bo czy w Śródziemiu jest ktoś bardziej prawy niż Faramir?


Ania Shirley Blythe. Polubiłam ją od pierwszego spotkania z książką, ile razy przeczytałam wszystkie części – kto to zliczy? Rudowłosa Ania której życie nie szczędziło smutków, sieroctwo, strata osób które kochała, problemy materialne, utrata dziecka a ona mimo wszystko kocha ten świat. Nie poddaje się rozpaczy, walczy. Zaraża uśmiechem, szalonymi pomysłami, ma duszę która będzie zawsze młoda. Pokazuje jak nie poddawać się rozpaczy, która nieraz zdaje się sączyć z każdego kąta.


Emma Morley. Czytając „Jeden dzień” miałam wrażenie, że do pewnego momentu jest wzorowana na mnie. :P Niepewna, bez wiary siebie, stanowczo twierdząca, że nie zasługuje na szczęście, nie potrafi powiedzieć facetowi swojego życia, że go kocha, snuje się z kąta w kąt dusząc się w swoim świecie. Ale trwa przy Dexterze wierna tej pokręconej przyjaźni i w końcu zaczyna realizować siebie i swoje marzenia.


Eleonora Dashwood. Ta rozważna. Lubiłam ją i było mi jej żal. Ma serce którego nikt nie docenia, bo ona tak naprawdę nie ma kiedy mówić o swoich uczuciach, musi pilnować swojej lekkomyślnej siostry, matka w gruncie rzeczy zdaje się być pokrewną duszą raczej Marianny niż Eleonory, która cierpi w milczeniu i dba, żeby byt rodziny był jako tako zapewniony. W normalnym życiu nie miałaby happy endu, ale cieszę się, że Austen go jej podarowała.



Minerwa McGonagall. Bezbłędna! Świetna kobita! Idealny nauczyciel, błyskotliwa, przenikliwa, waleczna i umiejąca niesamowicie celnie dobierać słowa. Polubiłam ją za szmaragdową szatę id pierwszego wejrzenia i za to, że zamienia się w kota. I za obronę Hogwartu i za… jej się nie da nie lubić. Mój ulubiony typ nauczyciela, wymagająca, sprawiedliwa.


Margaret Hale. Bohaterka Gaskellowskiej powieści „Północ południe”. Zmuszona porzucić swoją Arkadię, swój raj na ziemi i przenieść się do miejsca o którym, jak można przypuszczać, Bóg zapomniał. Musi nauczyć się żyć w nowym miejscu, gdzie ludzie są inni niż Ci którzy otaczali ją od urodzenia. Ona jednak na przekór wszystkiemu nie traci serca i wewnętrznego dobra a tylko wyrabia swoją niezależność, której nie da sobie odebrać, pierwszymi czy drugimi oświadczynami. Do ciemnego Milton wnosi promyczek ciepła, czy darzy sympatią, czy antypatią robi to całą sobą, ale jest istotą sprawiedliwą potrafi zmienić zdanie. Na szczęście!


Scarlett O`Hara, moja imiennicza, bo w końcu nazywa się Katie Scarlett. Ciężko ją lubić, ciężko się z nią przyjaźnić, ale nie sposób odmówić jej swego rodzaju podziwu, potrafi się podnieść z każdego upadku, otrzepuje suknię i idzie twardo do celu, nie zważając na nic. Jest mi jej żal, jej postać jest mi przestrogą, że to za czym gonimy i tęsknimy jest obok, tylko trzeba się rozglądnąć, a nie wbijać ślepo wzrok w horyzont. W dzisiejszych czasach byłaby prezesem dużej firmy, w swoich czasach była dziwadłem, kimś kogo trudno sklasyfikować. Jej charakter stał w sprzeczności z wychowaniem które otrzymała, a jednak potrafiła znaleźć miejsce w świecie, chociaż konflikty wewnętrzne targały nią stale…

sobota, 21 stycznia 2012

"Tam gdzie ty" - Jodi Picoult


Gdy marzysz o dziecku za wszelką cenę…

Po dziesięciu latach małżeństwa i długotrwałych bezskutecznych staraniach o dziecko, Zoe i Max Baxter postanawiają się rozstać. Zoe, ku własnemu zaskoczeniu, znajduje szczęście u boku kobiety, Max szuka pocieszenia w kościele. Lecz marzenie o dziecku trwa, i to, co wydawało się być na wyciągnięcie ręki, przeradza się w starcie światopoglądów i przekonań religijnych, w którym nie ma miejsca na sentymenty.

„Tam gdzie ty” to powieść o trudnych, często bardzo bolesnych wyborach oraz o tym, że każdy ma prawo do szczęścia. Ale czy na pewno? Do książki dołączony jest prezent w postaci płyty – każda z piosenek odpowiada jednemu rozdziałowi powieści, ale jak sugeruje autorka, można dowolnie łączyć lekturę z muzyką.

Coś niezwykle ważnego dla książki, a przede wszystkim dla mnie samej, wydarzyło się w mojej rodzinie. Kiedy pisałam „Tam gdzie ty”, mój syn, Kyle, inteligentny i utalentowany nastolatek, przyniósł mi jedną ze swoich szkolnych prac do przeczytania. Był to esej na temat bycia homoseksualistą. Czy wiedziałam, że Kyle jest gejem? Pewne podejrzenia miałam już , gdy miał pięć lat. Ale to była jego osobista rzecz do odkrycia i ujawnienia. Nie byłam tym zaskoczona tylko bardzo się cieszyłam, że to akceptuje, że jest wystarczająco odważny, by być sobą i podzielić się tym z rodziną…
Jodi Picoult o książce "Tam gdzie ty"

Picoult stworzyła kolejny majstersztyk. Wnikliwie analizuje współczesna medycynę reprodukcyjną, pojęcie rodziny oraz najlepsze warunki dla wychowania dziecka.
„People”

Picoult daje nam wgląd w umysły, serca i dusze wszystkich swoich bohaterów i każdego z osobna: postaci z krwi i kości, których nadzieje oraz marzenia nie różnią się od naszych.
BookReporter.com

Powieści Picoult nie zbierają kurzu na nocnym stoliku, czytelnik pochłania je w mgnieniu oka i chce jeszcze. Picoult odważnie podejmuje trudny temat, dając czytelnikowi wiarę w wyższą instancję – nie prawo, Boga czy współczesną medycynę, a zwykłą, ludzką dobroć.
„LA Times”

Jedna z najbardziej oczekiwanych premier tego roku, nic nowego na każdą książkę Jodi Picoult oczekuję z wypiekami na twarzy. Jak każdy autor miewa książki lepsze i gorsze(chociaż te słabsze – ale i tak dobre są wyjątkami, bardzo nielicznymi), każda niesie za sobą dylemat, problem wobec którego nie można pozostać obojętnym. Wyczekiwałam, jakiego ćwieka zabije mi tym razem Picoult?
Na okładce najnowszej książki mamy stojącą plecami do czytelnika dziewczynkę, ubraną w przykuwającą oczy różową sukienkę. Sugestia, że będziemy mieli ulubiony temat Picoult, dziecko w roli głównej. Unikałam spojlerów jak ognia, więc książka od początku do końca była dla mnie zaskoczeniem, spodziewałam się kolejnej walki o prawa, nie wiedziałam jakiej, ach! Było tyle inspirujących niewiadomych, ze każde oderwanie od lektury traktowałam jako zbrodnię przeciwko ludzkości.
Książka dotyka kilku problemów, mniej lub bardziej wyraźnie. Bo oto mamy Maxa i Zoe, małżeństwo, kochającą się parę od wielu lat starających się o dziecko, niestety jak to w życiu bywa i dla niego i dla niej jest to bardzo trudne do osiągnięcia, nieszczęścia chodzą bowiem parami, oboje mają problem z płodnością co oznacza konieczność sięgnięcia po In vitro, jednak jakby wciąż nie dane było im osiągnąć sukcesu, Zoe ma jedno poronienie za drugim i gdy wydaje się że kolejna ciąża skończy się sukcesem, rodzi martwego synka. I to jest punkt wyjściowy, Max nie chce już próbować, nie rozmawia o tym z żoną, tylko komunikuje jej że ich małżeństwa już nie ma, wyprowadza się do brata i bratowej i składa pozew o rozwód. Każde idzie w swoją stronę. Jeśli mogę wtrącić coś od siebie, uważam to za szczyt podłości ze strony Maxa porzucenie żony na tym etapie, rozumiem, domyślam się że te doświadczenia były bolesne dla obojga, ale i tak jest to podłość. Przynajmniej dla mnie.
Max się nawraca, przez całe życie, w przeciwieństwie do braterstwa był daleko od Kościoła, to raczej brat z żoną byli bardzo religijni i silnie praktykujący, przypadek, przesadzenie z piciem odmienia Maxa staje się nowonawróconym i bardzo gorliwym członkiem lokalnej wspólnoty.
Zoe zaś zaprzyjaźnia się z… lesbijką Vanessą i odkrywa, że ten rodzaj związków jej odpowiada, że to Vanessa jest osobą przy której chce się codziennie budzić i że chce się z nią zestarzeć. Że to coś więcej niż przyjaźń i coś lepszego niż małżeństwo z Maxem.
I w ten sposób droga Maxa i Zoe zdaje się rozchodzić, Zoe w jego oczach jest upadłą kobietą, która nie chce się nawrócić i idzie w stronę wiecznego potępienia. Zoe nie chce rezygnować z miłości i szczęścia w imię zasad które odkrył jej mąż. I z pozoru wszystko byłoby idealnie, ot rozchodzą się i każde idzie w swoją stronę… pozornie.
Z zarodków przygotowanych do In vitro zostały trzy, Zoe i Vanessa pragną dziecka, gdy Zoe prosi byłego męża o zgodę, ten idzie poradzić się swojego guru, fanatycznego pastora, który sugeruje, że nie powinien pod żadnym pozorem oddawać dzieci lesbijkom, powinien oddać je bratu i bratowej, którzy również nie mogą mieć dzieci ale żyją po bożemu.
Rozpoczyna się walka. Tu wtrącę dygresję. Amerykański system prawa, system prawa common law jest różny od prawa polskiego, proces wygląda zupełnie inaczej, wystarczy włączyć jakikolwiek serial z wątkami prawniczymi i naszą rodzimą(chociaż proceduralnie i tak podkolorowaną) Annę Marię Wesołowską, czy Sąd Rodzinny. Uwielbiam obserwować przebieg amerykańskiego procesu, który przypomina spektakl w którym prawnicy wnoszą się na wyżyny interdyscyplinarnego artyzmu. Sędzia jest bogiem, zaś prawnicy to artyści, owszem sprawiedliwość, owo bonum et aequ czyli to co dobre i słuszne jest odsunięte w cień, liczą się umiejętności, pieniądze i nikt nie udaje że chodzi o sprawiedliwość. Jak w życiu wygrywa silniejszy. Nie jest to dobre, ale widowiskowo – genialne. Autorka chyba też tak uważa bo to kolejna książka w której przenosi nas na salę sądowa gdzie ważą się losy bohaterów.
Nie chcę zdradzać zakończenia, bo po książkę sięgnąć MUSICIE, według mnie daje niesamowicie do myślenia, porusza wiele tematów, In vitro, dziecko za wszelką cenę, homoseksualizm, fanatyzm religijny i jeszcze wiele, wiele innych, które wryją się w myśli i nie dadzą o sobie zapomnieć, a udzielenie jednoznacznej odpowiedzi jest bardzo trudne.
Gdzieś czytałam opinie, że to słabsza książka Picoult, oczywiście każdy ma prawo do własnego zdania, ja osobiście bardzo ją polecam, wpisuje się w chlubą tradycję jej dobrych książek(a podkreślę, że nie czytałam tylko jednej wydanej w Polsce, mam nadzieję że szybko nadrobię, bo książka leży obok mnie). Są pytania które wymagają odpowiedzi, problemy wobec których trzeba zająć stanowisko, autorka nie podsuwa odpowiedzi, zostawia to – i w moim mniemaniu slusznie – czytelnikowi. Gorąco polecam zmierzenie się z tymi pytaniami, zwłaszcza że książka jest napisana dobrym językiem i trzyma do końca w napięciu.
Bohaterka jest muzykoterapeutką, więc tematycznie do książki dołączono płytę autorka napisała teksty zaprosiła do współpracy Ellen Wilber, która skomponowała muzykę i wykonała te piosenki, przed każdym rozdziałem mamy podpowiedź która z piosenek wyraża zawarte w danym fragmencie uczucia, ale nic nie stoi na przeszkodzie( i jak tak słuchałam) aby słuchać całej płyty. Piosenki nie są dziełami sztuki muzycznej, ale słuchanie nie sprawiało mi fizycznego bólu a niektóre kawałki zapadły mi w pamięć. Naprawdę fajny pomysł!


Za ksiażkę bardzo dziękuję wydawnictwu Prószyński


piątek, 20 stycznia 2012

"Wszystkie marzenia świata" - Theresa Revay


Druga część opowieści o dramatycznych losach rosyjskiej arystokratki Kseni Ossolin i niemieckiego fotografa, antyfaszysty Maksa von Passau, obejmuje lata 1945–1955.
Ksenia wyjeżdża do Berlina, by odnaleźć Maksa: czy jej ukochany przeżył? Natasza, córka Kseni, wciąż nie wie, kto jest jej prawdziwym ojcem. Jak po koszmarze wojny będą żyć Lili i Felix, para Żydów ocalonych przez Ksenię? Co zrobi Axel, bratanek Maksa, wstrząśnięty faktem, że jego ojciec był nazistą? Rodzą się nowe problemy, ale i nowe miłości, a wszystko w doskonale oddanej atmosferze nadziei powojennego dziesięciolecia.



Druga część opisywanej poprzednio ‘Białej wilczycy”. Naznaczone wszelkimi wadami kontynuacji. Po pierwsze, skoro to druga część zakładam, że mało kto będzie ją czytał jako pierwszą, więc te akapity przypomnień mnie drażniły, zwłaszcza, że ja książkę czytałam dzień wcześniej, nie wiem czy to sposób na zapełnienie dodatkowych stron, czy autor nie wierzy, że masowo będzie to czytane z pominięciem pierwszej części. Jeśli ktoś tak czyni nie mój problem. :P

Książka to dalsze losy bohaterów pierwszej części. Wojna się skończyła, stopniowo odsłania się całokształt zniszczeń, ogrom cierpienia, bólu i strat. Ksenia postanawia jechać do Berlina aby odnaleźć Maksa, bo nie wyobraża sobie życia bez wiedzy czy on żyje czy nie… Nie zdaje sobie jednak sprawy, że wojenna zawierucha, którą ona przetrwała stosunkowo bezpiecznie i bezszkodowo na Maksie odcisnęła piętno nie do zatarcia, strata przyjaciół, ruina miasta, obóz koncentracyjny, najpierw za nazistów, po wyzwoleniu złapali go jeszcze Sowieci. Czy człowiek po takich przejściach może normalnie kochać, ufać, żyć tak po prostu? Czy zejdzie się z Ksenią, która przecież kiedyś go oszukała i parę razy odtrąciła?
Akcja pokazuje także dalsze losy Nataszy – córki Kseni, a także Lilli i Feliksa, dzieci Sary Lindner, najlepszej przyjaciółki Maksa, a także innych bohaterów mniej lub bardziej ważnych dla akcji pierwszej części. Obserwujemy świat w realiach powojennych, próby powrotu do normalnego życia. Zwykłe problemy i radości w cieniu wielkiej historii.

W teorii brzmi pięknie, w praktyce jest troszkę mniej uroczo, książka nie wciąga tak jak pierwsza cześć, momentami nuży, przytłacza nieprawdopodobnymi zbiegami okoliczności, nagłymi przemianami bohaterów. Tego jest za dużo, za słodko. Dookoła mamy grozę powojennego świata i całą masę pozytywnych bohaterów, autorka poszła raczej w stronę pozytywnych przemian i ukazania tego że nikt nie jest do końca zły, nie podaje powodów transformacji osobowości, po prostu je opisuje i pozostawia sprawę jako bezdyskusyjną.
Moim zdaniem ta książka miała duży potencjał a została spłycona, potraktowano wiele wątków po łepkach, za płytko i za szybko. Naprawdę tego żałuję bo taka książka byłaby gratką. A tak nie czuję się w pełni usatysfakcjonowana ani stroną historyczną ani fikcyjną.

Cieszę się, ze książkę pożyczyłam, więc nie płaczę nad wydanymi pieniędzmi. Zaś książka nie była tak fatalna, żeby żałować czasu, nie licząc kilku nużących fragmentów czytało się ją troszkę gorzej niż pierwszą cześć.

czwartek, 19 stycznia 2012

Nie miała baba kłopotu sprawiła sobie „wyzwanie”


Tak wiem, że lista wyzwań na które się zapisałam rośnie a liczba recenzowanych w ich ramach książek jest zastraszająco mała.
Ale to nie może się nie udać. Mam dwie książki Picoult w kolejce, więc na pewno je przeczytam. Dwie, bo tylko te mi zostały. Jestem jej wierną fanką, każda książka budzi we mnie pragnienie posiadania i czytania. Zaczęło się w roku 2008 przed świętami, gdy pochłonęłam i opłakałam „Bez mojej zgody”, później było polowanie na allegro oraz przepuszczanie pieniędzy właśnie na jej książki.
Sparksa czytywałam, ale nie kupuję, wiec jak złapię coś w bibliotece to przeczytam. Pisze takiego rodzaju książki że odstresować się przy nich lubię.

Dlatego z dniem dzisiejszym uroczyście zgłaszam akces do tego wyzwania. Oby się udało!!

środa, 18 stycznia 2012

"Biała wilczyca" - Theresa Revay


Jest rok 1917. Ksenia, piętnastoletnia Rosjanka, traci rodziców i ucieka z bolszewickiego Piotrogrodu do Paryża. Spotkanie z Maxem, czarującym, niemieckim fotografem odmieni życie obojga na zawsze.

Ta niezapomniana, wielowątkowa historia miłosna rozgrywa się na tle zdarzeń I połowy XX wieku. Czytelnik znajdzie tu grozę rosyjskiej rewolucji i luksus paryskiego „wielkiego świata”, szaloną dekadencję Berlina i narastający koszmar hitleryzmu, piekło wojny i nadzieję na lepszą przyszłość.


Ta książka była porównana do trzech książek z których jedną znam na pamięć – „Przeminęło z wiatrem”, średnio „Doktor Żywago” i której nie znam wcale „Jeździec miedziany”. Na dalsze porównania chyba nie starczyło już miejsca…

Owszem można wysnuć jakieś podobieństwa do dwóch pierwszych, ale to mgliste podobieństwa i naciągane porównania, albowiem zarówno „Przeminęło z wiatrem” jak i „Doktor Żywago” to powieści wielowątkowe i dotykające tak wielu problemów, że nietrudno szukać podobnych wątków we wszystkich książkach(no może poza naukowymi). To powieści silnie osadzone w konkretnej – historycznej rzeczywistości, ale nie ma porównania do delikatnego, lub tylko miejscami silniejszego historycznego tła, to tych rozbudowanych rozdziałów traktujących o wojnie secesyjnej.

„Biała wilczyca” to historia Kseni, arystokratki której szczęśliwe i beztroskie życie burzy rewolucja i dojście bolszewików do władzy. Ten wątek, mianowicie rewolucja i ucieczka z Rosji zajeżdżało mi analogią raczej do mojej „ulubionej” autorki Daniel Steel i jej książki pt: Zoja. Mimo wojny, śmierci i ubóstwa wszystko bohaterce układa się cudownie. Jest piękna, młoda, utalentowana, bystra i z silą przebicia. Brakuje tylko polewy z lukru. Koniecznie różowego. Ale i lukier się pojawia. Jest nim również arystokrata, taki jak Zoja, pfu Ksenia! Piękny, młody, utalentowany, dla odmiany zbuntowany. Spotykają się przypadkiem na francuskim bruku i od razu bach! Mamy fajną miłość(jak mawia mój pupil Sławomir Oborski :P )
Nie chcę psuć niespodzianki osobom które będą czytały tą książkę, która biorąc pod uwagę okres o jakim opowiada( od roku 1917 do 1945), ma tylko! Nieco ponad 400 stron. A historia dwudziestolecia międzywojennego nie była raczej ubogą. Problem autorki polega w dużej mierze na tym, że traktuje większość spraw po łebkach, nie zadaje sobie trudu aby rozbudować pewne sprawy.

Żeby nie było, że tylko narzekam, narzekam i nic więcej, powiem Wam dlaczego przeczytałam tą z pozoru słodką, przewidywalną i nie za mocną książkę w jeden dzień, kładąc się spać grubo po drugiej. Bo autorka ma niesamowity talent do dobierania słów, bohaterowie mówią o miłości tak pięknie, że momentami ściskało mi coś serce, motylki, wzruszenie i cała reszta też były. Są fragmenty, które wydobywały na wierzch moją romantyczną naturę. Pięknie to napisano, subtelnie i romantycznie.

W tej książce nie ma nic odkrywczego, o wszystkim już czytałam i zapewne Wy też, są to schematy znany, mniej lub bardziej oklepane, ale kiedy zacznie się czytać chce się skończyć, ta ciekawość zakończenia jest wprost obezwładniająca. I chociaż zawsze psioczę na cukierkowatość, zbiegi okoliczności z kosmosu tutaj mnie to AŻ tak nie raziło.

Nie jest to arcydzieło światowej literatury i nie wiem czy to wina tłumaczki, Czy autorka popełniła błąd na który mam alergię i który tępię tak żarliwie jak tępię tylko kilka błędów( tu pisze i rozwód kościelny) mam na myśli olimpiadę w Niemczech, nie wiem dlaczego ludzie wykształceni popełniają ten błąd, gdyż zakładam, że mieli kontakt z elementarną historią i tam wśród różnych rachub czasu podaje się sposób liczenia lat następujący – olimpiada to czteroletni okres pomiędzy Igrzyskami Olimpijskimi! Na litość boską. Nie mogę tego darować nie wiem komu, autorce/tłumaczce, literatura piękna bez dbałości o język przestaje być piękna… niestety…

W mojej opinii nie jest to książka genialna, raczej przeciętna, ale jest tym romansidłem, które czyta się bardzo dobrze, wiąże myśli i przywraca dobry nastrój, odstresowuje. A na pewno książka wciąga jak bagna, na których zbudowano Sankt Petersburg ;)

Jest to pierwsza część, drugą mam, i mam zaczętą :P

wtorek, 17 stycznia 2012

Tym razem film "Jeden Dzień" - One Day 2011


Emma (Anne Hathaway) i Dexter (Jim Sturgess) spotykają się po raz pierwszy w noc ukończenia szkoły - 15 lipca 1988 r. Ona jest dziewczyną z klasy robotniczej, ma ambicje, marzy o uczynieniu świata lepszym. On jest bogatym uwodzicielem, który pragnie, by świat układał się układał tak, jak on tego pragnie. Postanawiają spotykać się ze sobą każdego roku, 15 lipca, przez następne dwadzieścia lat. Opowiadają sobie wtedy o swych miłościach, złamanych sercach, sukcesach, ziszczonych nadziejach i niespełnionych marzeniach...


Wczoraj książka – dzisiaj film. Jako, że książka zrobiła na mnie spore wrażenie, natychmiast niema, zafundowałam sobie seans.

Ta książka jest piekielnie trudna to zekranizowania, ciężko przenieść na ekran tylko 1/365 roku pomnożoną razy ilość fragmentów, ciężkich fragmentów, gdyż piękno tej książki polega na opisaniu przeżyć bohaterów, ich życia wewnętrznego, które naprawdę trudno pokazać tak delikatnie i przejmująco na ekranie.

Przed seansem zastanawiałam się jak Anne Hathaway będzie pasowała do tej roli, nie widziałam jej jakoś jako Emmy, okazalo się, że nie mialam racji, pasuje bardzo dobrze, jest taką Emmą jak ksiażkowa, niepewną, zagubioną, wycofaną, bez wiary w siebie, w swoje piękno. Naprawdę trafny wybór!

Odtwórcy roli Dextera nie znałam wcześniej, nie zapadł mi w pamięć a w filmie się sprawdził, budzi irytację, ale też ogromne współczucie.

Reszta obsady też na plus, świetni rodzice Dextera, nawet Ramola, która zwykle mnie irytuje tutaj się sprawdziła. Przez cały film i długie godziny po zastanawiałam się skąd znam aktora grającego Iana, dopiero wizyta na film Webie uświadomiła mnie że grał w „Pokoju z widokiem” fajną postać, motylkową, aczkolwiek ciapowatą.

Do obsady nie mogę się doczepić, do muzyki też nie, bo Rachel Portman udowodniła kilkakrotnie, że muzyka do takich sentymentalnych, delikatnych historii to jej mocna strona. Tutaj też na pewno nie zawodzi i soundtrack musze nabyć!


Co zaś jeśli chodzi o cały film… jest bardzo nieśpieszny… robiłam kilka przerw, piekłam krakersy, piłam mój ulubiony ostatnio koktajl bananowy, miziałam kota i kłóciłam się z rodzicami. Książka – owszem też nie obfituje w nagle zwroty akcji, ale co wypada książce to na filmie może irytować. Jak to w filmie wiele wątków wycięto, wiele spłycono i tak naprawdę widz ma się prawo zastanawiać, jakim cudem ta znajomość przetrwała te 20 lat? Te pojedyncze dni też pozbawiono wydźwięku. Nie mając wglądu „w wnętrze” bohaterów, umyka subtelne piękno opowieści. Dexter też nie jest tak irytujący jak w książce, dlaczego wiec Emma go odstawia? A później dlaczego do niego wraca, dlaczego rzuca zapatrzonego w nią pianistę, sympatycznego(na pierwszy rzut oka) i biegnie jak na skinienie za Dexterem?

Owszem film jest przepiękny wizualnie, uczta dla oka i ucha, ale nie dla umysłu, owszem uroniłam łezki, ale to zasługa mojego tęsknego nastroju. Sama nie wiem czego chcę od tego filmu, ale mnie nie zachwycił, ot spędziłam czas, oglądnęłam, ale bez głębszych refleksji, które towarzyszyły książce.

To przekleństwo ekranizacji, mało która dorówna książce, o przewyższeniu można mówić tak rzadko, że to granica błędu statystycznego. Ale nie przestanę oglądać ekranizacji, zwłaszcza ekranizacji romansów, bo taka już jestem :P

A film warto oglądnąć ze względu na muzykę, nadzieję na katharsis, zbliżające się Walentynki czy wypadającą jutro ostatnią środę tygodnia :P
No i dla porównania z książką, aby zostać w tym świecie jeszcze chwilę.



(opis i plakat z filmweb)

poniedziałek, 16 stycznia 2012

"Jeden dzień" - David Nicholls


Zawsze 15 lipca...
Emma i Dex? Doprawdy, trudno o mniej dobraną parę. Ona – zakompleksiona idealistka w grubych okularach. On – superprzystojniak z poczuciem, że świat należy do niego. Ona na wszystko musi ciężko zapracować. Jemu natychmiast udaje się to, o czym zamarzy. Ona szuka miłości, on seksu... Jest rok 1988. Oboje dostają dyplomy uniwersyteckie i spędzają ze sobą noc, chociaż nie taką, jaką sobie wyobrażacie, bo... zbyt dobrze się rozumieją! Emma dostaje pracę w podrzędnej knajpie, Dex robi karierę w telewizji. Ich drogi będą się schodzić i rozchodzić, aż po zaskakujący finał.
Wspaniała powieść dla wszystkich – o tym, jak się zmieniamy: my sami, nasze marzenia, widzenie świata, priorytety, jak coś tracimy, by co innego zyskać. Cudowne dialogi, żywe jak... samo życie.


Po pół roku leżakowania książka wreszcie przeczytana. Wiem, że jestem jedną z ostatnich, bo właśnie czerwiec 2011 był okresem gdy recenzje tej książki pojawiały się masowo. Noe czytałam ich wnikliwie z obawy przed spojlerami, ale widać było, że bloggerzy uznali książkę za wspaniałą. Potwierdzały to późniejsze, różnorakie rankingi i zestawienia.

Wzięłam „Jeden dzień w podróż”. Zaczęłam czytać i pomyślałam sobie „o rany co za banał”. Normalnie już wiem jak potoczy się ta historia, bo ile mieliśmy książek/filmów o przeciwieństwach, które się zaprzyjaźniają a później zakochują. Owszem czyta się bardzo dobrze, dwoje ludzi, więc historia jest opowiadana z dwóch perspektyw. Dodajmy – dwóch skrajnie różnych perspektyw.

Mamy dwoje ludzi Emmę – skończyła studia z wyróżnieniem, jest bojującą o lepszy świat idealistką, z głową pełną marzeń, ale bez odwagi życiowej, siły przebicia i ze sporym pechem. Po drugiej stronie jest Dexter, złote dziecko, zamożnych rodziców, któremu przez całe życie wpajano, że może osiągnąć wszystko i on w to silnie wierzy, w przeciwieństwie do Emmy wierzy, że może i zasługuje na sukces, ale tak naprawdę on sam nie wie czego chce. A i uwielbia skakać z kwiatka na kwiatek, sypia z połową Londynu i innych miejsc w których przebywa.

Mimo to przyjaźń się rozwija, przez wiele lat obserwujemy ich jeden wspólny dzień, tak ja k na początku książki. Brzmi nudno? Nic bardziej mylnego, byłam przekonana, że będzie nudno i taka forma mi się nie spodoba. Zwykle patrzymy na tygodnie, miesiące, lata, mówimy „to był dobry rok”, lub „niech ten fatalny tydzień się już skończy”, zapominamy, że na te całości składają się pojedyncze dni, dni z pozoru podobne do siebie, nudne, jednostajne, a w istocie to każdy dzień jest inny to dni składają się na całe życie ze wszystkimi blaskami i cieniami. I takie dni możemy oglądać w tej powieści, między Emmą I Dexterem bywa różnie, bo Emma kocha Dextera, nie tylko jako przyjaciela, ale także po prostu, jako mężczyznę, to uczucie jest trudne i bolesne, bo Dextera ciężko jest kochać, to trudne obserwować korowód kobiet przetwierających się przez jego życie, a raczej łóżko, ciężko być przyjaciółką człowieka który się stacza. Papierosy, coraz więcej alkoholu, narkotyki. A Dexter kochając Emmę nie dostrzega tego, że tylko ona jest człowiekiem, kobietą z którą mógłby iść przez życie w zgodzie ze sobą i ze światem. Potwornie się rozmijają, gdy Emma jest gotowa zrobić TEN krok czar chwili pryska, a Dexter, Dexter jest facetem, upośledzonym uczuciowo i powoli staje się upośledzony społecznie życiowo, tak że nawet Emma mówi pass i odchodzi.

Brzmi banalnie? Być może. Ja jednak chłonęłam tą historię jak gąbka, odnalazłam siebie w Emmie, do pewnego momentu. To jest ogromna zaleta tej książki, bohaterowie są… normalnie, nie wyidealizowani, tacy jak Ci których spotykamy codziennie i wydaje mi się, że każdy możne znaleźć historię pewnego okresu swojego życia w tej książce, przez to może odnaleźć nadzieję, gdy wydaje się jej brakować.

Ale zapytacie gdzie niezwykłość tej historii, tu muszę odmówić zeznań, aby nie psuć niespodzianki, powiem tylko, że płakałam, chociaż się nie spodziewałam, czytając książkę podobała mi się historia, ale nie przypuszczałam, że spadnie coś na mnie jak grom z jasnego nieba i wyciśnie łzy z oczu.
Kolejny raz okazało się, że Blogerom można ufać, że jeśli 10 osób mówi, że popłaczę się na książce, trzeba kupić paczkę chusteczek.
Książkę skończyłam z żalem o 02.30 w nocy i nie mogłam spać do rana, bo wciąż siedziała mi w głowie. Teraz zaś rozglądam się za filmem i wkrótce możecie się spodziewać recenzji książki.

Wyjątkowo książka, po której wiele oczekiwałam, nie zawiodła mnie, wzruszyła, wprawiła w zadumę i rozczuliła…



Ps. ja nie wiem skąd się biorą te literówki, piszę w Wordzie, jest ok. i później takie "cuda" wskakują.

piątek, 13 stycznia 2012

Biscotti vel cantucci z midałami, morelami i pomarańczą



Wiele niewiast gdy ma zły nastrój zajada się czekolada, wbrew pozorom nie praktykuję tego zwyczaju, ja piekę, wtedy najlepiej się odstresowuję i do anegdot należy już historia kiedy wróciwszy zła z Biura o godzinie 20 rozpoczęłam żmudny proces pieczenia. Wtedy to chyba były jakieś muffiny.
Dziś postanowiłam wypróbować przepis na włoskie podwójnie pieczone ciastka. Biscotti. Bazą byl dla mnie przepis z moichwypieków

Składniki:
1 duże jajko
90 g drobnego cukru
1 szklanka mąki pszennej
pół łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii (lub z migdałów, jak wolicie)
100 g całych, obranych migdałów
70 g drobno posiekanej suszonej moreli

Jajko ubić mikserem razem z cukrem (bez rozdzielania na białko i żółtko). Dodać ekstrakt, mąkę wymieszaną z proszkiem, wsypać migdały, morelę, wymieszać.
Obsypując dłonie mąką uformować w podłużny chlebek o długości około 20 cm. Ułożyć na blaszce oprószonej mąką (ciasto będzie lepiące). Piec w temperaturze 175ºC przez 25 minut, aż będzie złotobrązowe i twardsze. Wyjąć, ostudzić.
Po wystudzeniu pokroić go nożem z piłką na 1 cm kromeczki, na ukos. Ułożyć je na blaszce (poziomo) i podpiekać, aż wyschną i zrobią się chrupiące (odwaracając w połowie pieczenia na drugą stronę), przez około 15 minut w temperaturze 180ºC.


Ja przepis przerobiłam. Odrobinkę, albowiem miałam tylko chyba 4dag moreli suszonych, więc resztę uzupełniłam skórką pomarańczową, którą staramy się zawsze mieć w lodówce, bo przydaje się do wielu wypieków a i w chwili głodu na coś pysznego i słodkiego jest jak znalazł. Dodałam chyba zamiast ekstraktu, aromat migdałowy i powiem Wam, że połączenie pomarańczy i migdałów jest oszałamiające. Coś tak pysznego, że aż ślinka cieknie.


Do kawy wprost idealne. Podobno cantucci spożywa się właśnie z kawą lub winem. U mnie wina niet. Ale kawa musi być :D


I powiedzcie mi czy wszyscy Mężczyźni mają taki małorozwinięty system rozumienia i przetwarzania tego na działanie? czy tylko moi poproszeni o zakup nowej kuchenki z porządnym piekarnikiem kupią blender?!

środa, 11 stycznia 2012

"Podróże małe i duże, czyli jak zostaliśmy światowcami" - Wojciech Mann, Krzysztof Materna


Wojciech Mann i Krzysztof Materna w podróży. Opowiadają o przygodach mrożących krew w żyłach, tragicznych i śmiesznych - jednym tchem.

Na przykład o tym, jak zostali potraktowani przez sycylijską mafię, albo o tym, jak otrzymali za przemycone trzy paczki papierosów zawrotną sumę pieniędzy. O psie przyklejonym do podłogi w ramach usług firmy European Decorating, o cłach nałożonych przez nich na holenderskie dywany... Opowiadają tak, że słyszymy absurdalną nutę cyklu Za chwilę dalszy ciąg programu, a także odzywa się w nas nostalgia za czasami, gdy postawienie stopy na pokładzie statku oznaczało otwarcie bram wielkiego świata. Ale PRL-u nie wymazywało z mentalności pasażerów: i płynął „Stefan Batory” w świat, a Polskę w sobie niósł... więc dumał o pokątnym handlu.

Nikogo nie trzeba przekonywać do tego, że obydwaj autorzy potrafią opowiadać. Że rozśmieszają bez specjalnego wysiłku - także nie. Proszę uwierzyć jeszcze w to, że nie od najmłodszych lat byli światowcami. Zostali nimi nie wiadomo dokładnie kiedy, ale na pewno w trakcie przygód opisanych w książce.

Kolejna książka Wojciecha Manna w Znaku po bestsellerowym RockMannie sprzedanym w 145 tys. egzemplarzy!

Książka znakomitego duetu, który współtworzył m.in. cykle Za chwilę dalszy ciąg programu, MdM, M kwadrat, a teraz znów pojawił się na ekranie telewizyjnym. Tym razem w pewnej szeroko komentowanej serii reklam.


Jakoś mniej więcej rok temu recenzowałam książkę p. Wojciecha Manna o tym jak nie został saksofonistą. Dziś historia zatoczyła koło. Dziś skończyłam czytać o tym jak panowie Materna i Mann zostali światowcami. Wspomnę, że jako dziecko uwielbiałam ich oglądać i już wtedy mnie bawili.

Wspominałam kilkukrotnie, że bardzo trudno rozbawić mnie słowem pisanym, zwykle potrzebuję mimiki, tonu głosy, kontekstu, żeby zaśmiewać się do łez. Płakać – bardzo proszę, nad książką mogę niemalże na zawołanie, ale roześmiać się… to już trudniejsza sprawa. Nie oczekiwałam, wiec wybuchów śmiechu podczas lektury, chociaż przecież nie nastawiłam się na traktat filozoficzny.
Patrząc na opakowanie mamy książkę, która jest pogodna, obiecuje dobrą zabawę, wszak Krzysztof Materna uśmiecha się z okładki w rozbrajający sposób, ale z drugiej strony towarzyszy mu lico Wojciecha Manna, pełne sceptycyzmu, rezygnacji, a może politowania? Tylna okładka dostarcza nam lakonicznych informacji, retoryczne pytania, rozbudzają ciekawość, ale bądźmy szczerzy w sposób umiarkowany. Krótka notka i pogodne barwy(lubię bardzo taki seledyn). Okładka zrobiona ze smakiem, nie przeładowana, zachowany złoty środek. Zacnie, ale nie kupujemy książki dla okładki(generalnie).

Otwieram książkę, przekręcam kartkę. Czytam pierwszy akapit, wybucham śmiechem, szczerym i radosnym i wiem, że chwile, które spędzę na lekturze tej książki będą warte każdej zarwanej nocy i zawalonej roboty.
Książka tak jak sugeruje tytuł opisuje podróże Male i dużo duetu M&M chociaż niekoniecznie razem, gdyż panowie, wbrew pozorom ślubu nie wzięli czasami wypuszczają się za Polską granicę bez połówki duetu.

Czytając o ich przeciekawych przygodach, człowiek może ubawić się do łez, nie jest to książka podróżnicza, Malo tam informacji o krajach, które odwiedzają, to mocno subiektywne przeżycia z wypraw do Stanów, Meksyku. Opowiedziane z perspektywy człowieka żyjącego w głębokim PRL-u, który musi zaufał PLL LOT i ich Iłom, a każdy w owych czasach znał powiedzenie „Chcesz być pyłem, lataj Iłem”, znając kontekst, warunki już historyczne, lepiej można te podróże przezywać, chociażby zrozumieć lęk Krzysztofa Materny przed podróżami podniebnymi.
Spędziłam bardzo wesołe chwile czytają o wojażach, naprawdę imponujących, nie tylko jak na owe czasy. Książka jest napisana w ciekawy sposób, czasami opowiada jeden Pan, czasami mówią na przemian, a czasami opowiada głównie jeden, ale drugi dopowiada jakieś drobiazgi.

Byłam bardzo pozytywnie nastawiona do tej książki, ale przerosła moje najśmielsze oczekiwania. In plus oczywiście.
Polecam, gwarantuję, że ta paskudna pogoda za oknem przestanie się liczyć, gdy zanurzycie się w morzu zabawnych anegdotek, upstrzonych wysepkami ciekawych i opatrzonych żartobliwymi komentarzami zdjęć!

Bezsprzeczny hit!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Wg. Autorów ( w trakcie tworzenia)

Agata Christie (51) Agata Pruchniewska (1) Agatha Christie (16) Agnieszka Kaluga (1) Agnieszka Krakowiak-Kondracka (1) Agnieszka Lingas-Łoniewska (10) Agnieszka Wojdowicz (3) Aleksander Jażwiński (1) Aleksander Makowski (1) Aleksandra Szarłat (2) Alex Bellos (1) Alice Hoffman (1) Alina Białowąs (2) Aly Cha (1) Alyson Richman (1) Ałbena Grabowska (3) Ałbena Grabowska-Grzyb (4) Amy Hatvany (2) Andrzej Andrusiewicz (2) Andrzej Chwalba (1) Andrzej Grembowicz (1) Andrzej Kępiński (1) Andrzej Markowski (2) Angele Lieby (1) Angelika Kuźniak (1) Ann Brashares (1) Ann Wroe (1) Anna Bikont (1) Anna Fincer-Ogonowska (1) Anna Gavalda (1) Anna Herbich (3) Anna J. Szepielak (2) Anna Jean Mayhew (1) Anna Moczulska (1) Anna Nejman (1) Annabel Pitcher (1) Anne Brontë (2) Anne O'Brien (1) Anne Tyler (1) Antoni Słonimski (1) Antonina Kozłowska (2) Arael Zurli (1) Arthur Conan Doyle (1) Astrid Lindgren (4) Barbara Mutch (1) Barbara O`Neal (4) Barbara Sęk (1) Barbara Wachowicz (1) Becky Wade (1) Bill Bryson (1) Bolesław Prus (2) Bożena Keff (1) Brenda Reid (1) Brigitte Hamann (1) Brygida Grysiak (1) Carla Montero (1) Carlos Ruiz Zafón (2) Carrie Snyder (1) Cat Patrick (1) Cecelia Ahern (1) Cecilia Samartin (1) Cesarina Vighy (1) Chandra Hoffman (1) Charles Dickens (4) Charles Frazier (1) Charlotte Brontë (5) Cheryl Strayed (1) Chesley McLaren (1) Chris Columbus (1) Chris Fabry (1) Chris Grabenstein (1) Christian Jacq (1) Christina Baker-Kline (2) Chufo Llorens (1) Claire North (1) Clara Sanchez (1) Claude Quétel (1) Clive Staples Lewis (2) Colin Campbell (1) Colleen Hoover (2) Colleen McCullough (1) Conor Grennan (1) Consilia Maria Lakotta (2) Dan Brown (1) Daniel Silva (2) Danielle Steel (1) Danuta Awolusi (1) Danuta Pytlak (1) Dario Fo (1) Debbie Macomber (2) Denis Brian (1) Denis Diderot (1) Denise Hildreth Jones (1) Dennis Lehane (1) Diana Gabaldon (7) Diane Chamberlain (12) Doda Około-Kułak (1) Dodie Smith (1) Donald Spoto (2) Dorota Combrzyńska-Nogala (1) Dorota Gąsiorowska (2) Dorota Golińska (1) Dorota Ponińska (1) Dorota Terakowska (2) Dorothea Johnson (1) Dorothy Rowe (1) Dörthe Binkert (1) Douglas Smith (1) E. Lockhart (1) Edward Rutherfurd (2) Eileen Goudge (1) Eliza Orzeszkowa (2) Elizabeth Cooke (3) Elizabeth Gaskell (5) Elizabeth Haran (3) Elżbieta Cherezińska (4) Emilia Sokolik (1) Emily Jane Brontë (1) Emma Donoghue (1) Eowyn Ivey (1) Eric Lomax (1) Erin Morgenstern (1) Eugen Ruge (1) Eva Weaver (1) Ewa Bauer (2) Ewa Stachniak (2) Ewa Wróbel (1) Federico Moccia (4) Fern Britton (1) Fern Michaels (1) Florian Illies (1) Francine Rivers (3) Francis Hackett (1) Francis Scott Fitzgerald (1) Francoise Giroud (1) Gardner Raymond Dozois (1) Gavin Extence (2) George Orwell (1) George R.R. Martin (7) Georgia Bockoven (1) Gigi Buffon (1) Giovannino Guareschi (5) Glenys Carl (1) Grażyna Jeromin-Gałuszka (1) Greg King (1) Gregg Olsen (1) Grzegorz Sokołowski (1) Grzegorz Strzelczyk (1) Håkan Nesser (1) Hanna Cygler (3) Harper Lee (1) Helen Fielding (2) Helen Rappaport (1) Helena Mniszkówna (1) Helga Hoškova-Weissowá (1) Hellmut Andics (1) Henning Mankell (2) Henryk Sienkiewicz (1) Holly Peterson (1) Horacio Verbitsky (1) Ibn Warraq (1) Igor Sokołowski (3) Ismet Prcić (1) Iwona J. Walczak (3) Izabela Jung (1) Izabela Sowa (1) Izabella Frączyk (1) J.J. Renert (1) Jacek Dehnel (2) Jacek Hugo-Bader (1) Jacek Lusiński (1) Jadwiga Czajkowska (1) Jakub Puchalski (1) Jan Łoziński (1) Jan Miodek (2) Jan Paweł II (1) Jan Wróbel (1) Jane Austen (7) Janina Fedorowicz (1) Jaroslav Hašek (1) Jaume Cabré (2) Jaume Collel (1) Jean des Cars (2) Jean-Christophe Brisard (1) Jean-Jacques Sempé (1) Jean-Paul Roux (1) Jeannette Kalyta (1) Jennifer Kaufman (1) Jennifer Teege (1) Jennifer Worth (1) Jerzy Bralczyk (3) Jerzy Niemczuk (2) Jerzy Sosnowski (1) Jewgienij Wodołazkin (1) Jill Barnett (1) Jill Mansell (1) Joanna Konopińska (1) Joanna Marat (1) Joanna Szczęsna (1) Joanne Harris (1) Joanne Kathleen Rowling (12) Jodi Picoult (22) John Borrell (1) John Boyne (1) John Carlin (1) John Curran (1) John Green (1) John Grogan (1) John Ronald Reuel Tolkien (7) John Seeney (1) Jojo Moyes (6) Jolanta Król (1) Jolanta Kwiatkowska (1) Jon Ronson (1) Jonathan Littell (1) Jordi Pons Salas (1) Joyce Maynard (1) Józef Witko (2) Julia Alvarez (1) Julia Child (1) Julia P. Gelardi (1) Julian Tuwim (2) Julie Lawson Timmer (1) Julie Orringer (1) Jürgen Thorwald (6) Justin Go (1) Justin Peacock (1) Justyna Wydra (2) Ka Hancock (1) Kamil Janicki (2) Kard. Jorge Mario Bergolio (2) Karen Dionne (1) Karen Karbo (1) Karen Mack (1) Karolina Frankowska (1) Karolina Lanckorońska (1) Katarina Mazetti (2) Katarzyna Archimowicz (3) Katarzyna Bonda (6) Katarzyna Kołczewska (1) Katarzyna Kwiatkowska (5) Katarzyna Michalak (14) Katarzyna Zyskowska-Ignaciak (5) Kate Lord Brown (1) Katherine Webb (3) Kathryn Taylor (1) Keith Lowe (1) Kerstin Ekman (1) Kiera Cass (5) Kristina Sabaliauskaitė (1) Krzysztof Sadło (1) Krzysztof Ziemiec (2) ks. Jan Twardowski (1) Laila El Omari (1) Laurens van der Post (1) Leah Fleming (1) Lena Najdecka (1) Leslie Carroll (1) Levi Henriksen (1) Lily Koppel (1) Linda Green (2) Lisa Genova (3) Lisa Kleypas (1) Lisa Scottoline (1) Liv Tyler (1) Louisa May Alcott (1) Louise Walters (1) Lucy Ferriss (1) Lucy Maud Montgomery (8) Lucyna Olejniczak (1) Ludwig Winder (1) Ludwik Stomma (1) Łukasz Maciejewski (1) Łukasz Orbitowski (1) M.L. Stedman (1) Maciej Karpiński (1) Maciej Stuhr (1) Magda Gessler (1) Magdalena Grzebałkowska (3) Mag­da­lena Knedler (1) Magdalena Kordel (4) Magdalena Kulus (1) Magdalena Tulli (1) Maja Łozińska (1) Małgorzata Gutowska - Adamczyk (3) Małgorzata Halber (1) Małgorzata Hayles (1) Małgorzata Łukowiak (1) Małgorzata Maj (1) Małgorzata Musierowicz (15) Małgorzata Szejnert (1) Małgorzata Tusk (1) Małgorzata Warda (2) Mandy Hale (1) Marc Llewellyn (1) Marcin Górka (1) Marcin Mastalerz (2) Marcin Prokop (2) Marcin Wilk (1) Marcin Zaremba (1) Marek Aureliusz (1) Marek Grechuta (1) Marek Ławrynowicz (1) Marek Rybarczyk (2) Margaret Dilloway (1) Margaret Mitchell (1) Maria Dąbrowska (2) Maria Kruger (2) Maria Krüger (1) Maria Sveland (1) Maria Ulatowska (3) Marilyn Brant (1) Marina Stepnova (1) Mariola Pryzwan (1) Marion Zimmer Bradley (1) Mariusz Szczygieł (4) Mariusz Urbanek (6) Mariusz Wilka (1) Mariusz Ziomecki (1) Marta Kisiel (2) Martha Grimes (1) Martin Sixsmith (1) Matthew Quick (1) Melchior Wańkowicz (1) Melissa Hill (1) Meredith Goldstein (1) Mhairi McFarlane (2) Michał Heller (1) Mieczysław Mokrzycki (1) Mike Carson (1) Mira Suchodolska (1) Miriam Karmel (1) Mitch Albom (3) Monika A. Oleksa (6) Monika Szwaja (10) Nadine Gordimer (1) Natasha Walker (1) Ned Vizzini (1) Olle Lönnaeus (1) Papież Franciszek (2) Patrick Ness (1) Patrick Pesnot (1) Paul Arden (1) Paullina Simons (3) Penny Jordan (1) Peter Heller (1) Peter Kreeft (1) Platon (1) Pola Kinski (1) Priscille Sibley (1) Rachel Hauck (2) Rebecca Johns (1) Regina Brett (4) René Goscinny (1) Richard Paul Evans (6) Richard Phillips Feynman (3) Robert Galbraith (3) Robert J. Woźniak (1) Roma Ligocka (3) Ryszard Legutko (1) Sally Bedell Smith (1) Sam Pivnik (1) Samantha Hayes (1) Samantha van Leer (1) Sarita Mandanna (1) Seré Prince Halverson (1) Shelley Emling (1) Stanisław Zakościelny (1) Stephanie Evanovich (1) Stephenie Meyer (2) Sue Eckstein (1) Sue Woolmans (1) Sylwia Chutnik (1) Szymon Hołownia (12) Szymon Sokolik (1) Terry Pratchett (2) Trygve Gulbranssen (4) Tullio Avoledo (1) Victoria Twead (2) Walter R. Brooks (2) Wiesław Myśliwski (2) Wilkie Collins (2) Yrsa Sigurdardóttir (5) Zośka Papużanka (1)

Pogoda w mojej okolicy