środa, 29 lutego 2012

podsumowanie lutego


Kończy się luty, postanowiłam więc tło zmienić na mój ulubiony kolor, sugerujący że proszę Państwa wiosna idzie!! Cieszy mnie że już bliżej do czytania w ogrodzie niż do czytania w kocu i z termoforkiem.
Podsumować należy przeto ten ostatni z zimowych miesięcy, obfitował on w książki i dobre i fatalne. Takie które mnie porwały, ale dla równowagi były też takie które uśpiły…

Książek przeczytałam 18, nie licząc przerywników, które sobie powtarzam w tak zwanym międzyczasie. Cieszy mnie tak dobry wynik, ale to chyba ostatni tak dobry miesiąc bo jutro rozpoczynam znów trud życia proletariusza, więc czas się skurczy. Mam także sporo rzeczy do przygotowania na seminarium i międzyczas na to musi się rozszerzyć.

Według stosiku książek przybyło 19, czyli prawie na zero statystycznie wychodzę. Od ostatniego stosu przybyło ich jeszcze kilka, ale to już niech marcowo liczone będą, wiec stos nowy również niebawem ;)
Największy zawód książkowy to „Nauczycielka’
Najlepsze emocje towarzyszyły mi przy lekturze „Żon i córek” i to one bezwzględnie zostają książką lutego, chociaż „Ja jestem Halderd” goni, oj goni : )
Jeśli zaś idzie o wyzwanie centymetrowe do którego przystąpiłam na koniec lutego centymetrów jest jak widzicie w ramce obok 82, czyli jeszcze troszkę mi brakuje ; )

Z planów lutowych się niemalże wywiązałam. Odpuściłam sobie Sherlocka, do czego pchnęło mnie wyzwanie centymetrowe oraz fakt że dużo podróżowałam to tu, to tam i ciężko byłoby mi dźwigać „Księgę”.
Obawiałam się, ze krótki miesiąc utrudni mi realizację tych postanowień, ale jednak się udało co bardzo, bardzo mnie cieszy.
Teraz trzeba zaplanować i ułożyć stos marcowy i będzie piknie. Ale to już w nowym miesiącu może

"Defekt pamięci" - Krzysztof Bielecki


Co byś zrobił, gdybyś codziennie musiał pisać dwie strony tekstu, aby powstrzymać nadchodzącą zagładę?

Gdy mediami wstrząsa wiadomość o zawaleniu się wiaduktu oraz całej serii pozornie niepowiązanych ze sobą wypadków i awarii, Kool Autobee, pracownik biurowy, odkrywa, że ma właśnie tego rodzaju nietypowy problem.

Zaczyna podejrzewać, iż być może wszystkie tragiczne wydarzenia tego świata mają związek z jego osobą, a także z niedawno przeprowadzanym remontem kuchni, karteczką znalezioną na szafce nocnej oraz traumatycznymi wydarzeniami z lat szkolnych. I kto wie, być może ma rację...

Od tej pory musi dzielić czas pomiędzy codzienne obowiązki, zapobieganie zniszczeniu świata poprzez zaprzestanie pisania oraz podążanie śladami zawiłej intrygi, która doprowadza go do coraz dziwniejszych ludzi, miejsc i sytuacji, sprawiając, że jego dotychczas uporządkowane życie zaczyna nabierać zupełnie nowych barw i zmierzać w nieprawdopodobnym kierunku.

"Defekt pamięci" to kipiąca niezwykłymi pomysłami, niesłychanie zakręcona historia, której zaskakujące zakończenie sprawi, że będziesz musiał przeczytać ją jeszcze raz.



„Co być zrobił gdybyś codziennie musiał pisać dwie strony dziennie”, takie pytanie zostaje postawione bohaterowi, a co za tym idzie czytelnikowi. Moja pierwsza myśl była taka ze mój promotor bardzo by się ucieszył a moja praca nabrałaby pożądanego rozpędu. Ale nie ma tak łatwo… Wałkonię się dalej i zamiast pisać, czytałam o piszących, a raczej o Piszących.

Kool Autobee jest bardzo przeciętnym człowiekiem, pracuje w biurze co jest o tyle atrakcyjne, ze może wciągać bezkarnie toner do kopiarki. Nie zarabia fortuny, nie jest myślicielem. Coś co akurat go wyróżnia to jego wyjątkowa awersja do słowa pisanego, ma ona swoje korzenie w młodości szkolnej, ale jest po prostu silniejsza niż bohater, który nie wstydzi się tego że nie lubi czytać, pisać i nie ma zamiaru tego zmieniać. Ale okazuje się, że będzie musiał zmienić swoje sympatie, albowiem pewnego dnia przy okazji remontu znajduje karteczkę nakazującą mu pisać dwie strony dziennie, inaczej na świecie będzie dochodziło do tragedii. Oczywiście nie obyło się bez prób sprawdzenia. W istocie, jeśli napisze mniej niż dwie stron ludzie giną, mają miejsce klęski żywiołowe, Armagedon. Kool postanawia wiec pisać, pisać i ścigając się z czasem i z przeznaczeniem odkrywa, że nie jest jedyny, że został włączony do grona Piszących. Na świecie jest więcej takich osób jak on, które muszą wyrobić stronicową normę dzienną inaczej Motywator „zmusi” ich do tego. A w świecie piszących absurd, goni absurd. Trzymajcie się mocno, bo momentami będziecie się czuli jak na górskiej kolejce, i pamiętajcie każdy szczegół jest ważny, trzeba czytać uważnie!

Takie książki przywracają mi wiarę w polską literaturę, okazuje się że Polacy nie piszą tylko nowych dzienników Bridget Jones, czy innych quasi poradników, jak być szczęśliwym w świecie cudownych zbiegów okoliczności. Że możemy napisać książkę taką inną od tych które zalewają rynek. Absurdalną, złożoną, pełną inteligentnego, ironicznego humoru, zaskakującą i dającą do myślenia. Myślicie że przesadzam? Absolutnie nie! Gdybym nie czytała tej książki pewnie też bym nie wierzyła, ze taka mieszanka pozytywnych elementów jest możliwa, ale jest! I dlatego polecam tą książkę. Czyta się ją w jeden krótki wieczór, ale trzeba się mocno skupić bo zabiegi jakie stosuje autor są tak zaskakujące i jednocześnie złożone, wynikające z wcześniejszych akapitów, że trzeba się bardzo pilnować aby nie zgubić się w gąszczu absurdu i zdarzeń.
Według mnie świetnie napisana książka, język przystępny, wprawdzie znajdziemy tam wulgaryzmy(a wiem, ze niektórzy reagują na nie alergicznie bez względu na ilość – dlatego uprzedzam), moim zdaniem nie rzucają się bardzo w oczy, tekst nie jest nimi naszpikowany, czynią język bardziej autentycznym. W tym przypadku. Wartka akcja, ciekawe zwroty akcji czynią tę książkę naprawdę interesującą pozycją na rynku wydawniczym. Cieszę się że mogłam ją przeczytać…

wtorek, 28 lutego 2012

"Dziewczynka, która widziała zbyt wiele" - Małgorzata Warda




Ile można poświęcić dla ukochanej osoby?


Aaron i Ania są dla siebie całym światem. Kiedy ich matka zaczyna chorować, trafiają pod opiekę ciotki. Jej dom, który dziewczynka pamięta jako niezwykle piękny, wypełniony sztuką i antycznymi meblami, staje się miejscem przemocy i dramatycznej walki. Kto ochroni rodzeństwo, gdy wszystkie granice zostaną przekroczone? Czy dziecięca wyobraźnia Ani pozwoli jej zapomnieć o wydarzeniach w zamkniętym pokoju? Czy Aaronowi uda się ochronić swoją siostrę?




Ostatnio głośno o tej książce na blogach wielu. Nie czytałam pozostałych recenzji, aby się nie zaspojlerować i aby nie skazić – że tak powiem – mego subiektywizmu, opiniami innych. A książka wywarła na mnie spore wrażenie.



Ania sprawia wrażenie dziecka, jest licealistką a zachowuje się jak mała dziewczynka, szuka obecności osob bliskich, najbardziej kocha brata Aarona. Jej matka ma silną depresję, nie jest skłonna do normalnej egzystencji, ojciec nie żyje. W domu rodziny Budziszów dzieje się coraz gorzej, dziećmi zajmuje się ciocia idealna – Gabrysia, siostra ich ojca. Opiekuje się dziećmi, gdy matka znowu nie jest w stanie podnieść się z łóżka, zabiera ich do siebie, gdy matka ląduje w szpitalu. Jak powiedziałam, ciotka idealna, ale czy na pewno? A może nie wszystko złoto co się świeci.



Postronne osoby widzą że coś dzieje się nie tak, nauczyciele, koleżanki Ani, widzą że z dziewczynką i jej bratem coś jest nie w porządku. W przypadku Ani zwłaszcza to rzuca się w oczy, dziewczynka jest dziwadłem, a dzieci w liceum nie są skłonne same z siebie do pomocy, okazywania wsparcia. Za to do kpin i prostackich żartów nie trzeba ich namawiać. W książce czytelnik będzie mógł się dowiedzieć co leży u podstaw tego dziwnego zachowania, co jest rodzinną tajemnicą i czy ukochany brat może zrobić krzywdę swojej siostrze…



Jako, że ja starałam się unikać spojlerów, również Was nimi nie zasypię ponieważ gorąco zachęcam do lektury. Książkę czyta się błyskawicznie, strony mijają niepostrzeżenie, ale pozostaje siła uczuć, oburzenia które ta książka obudziła.



Bo książka porusza szereg problemów i żadnego nie można umniejszać, to książka nie tylko o przemocy, o braku rodzinnego porozumienia, a właściwie o rodzinnej zmowie milczenia, uzależnieniu od patologii, to książka o wyobcowaniu we własnym środowisku,, o odrzuceniu i potrzebie bliskości. Zdaję sobie sprawę, że Ania nie ma kontaktu z rówieśnikami bo nosi we własnej świadomości tragiczne piętno, ale rówieśnicy, zresztą również nauczyciele, są w większości ślepi na dramat który intuicyjnie wyczuwają ale wolą udawać że o niczym nie wiedzą, wolą nie widzieć. Taka jest smutna rzeczywistość, kiedyś nosiło to nazwę znieczulicy społecznej, dziś chyba staje się tak powszechne, a określenie znieczulicy tak pejoratywne, że wzrusza się tylko ramionami i określa mianem „takich czasów”.



Przepraszam za chaotyczność myśli, ale wciąż jestem pod wrażeniem. Ciągle kipię oburzeniem, boleję nad bezradnością dzieci które spotyka coś takiego. Skoro nie mogą liczyć na rodzinę to kto im pomoże? Same dążą tylko do autodestrukcji, bez określonego plany, w ślepej cichej panice biegną ku przepaści.



Mimo trudnej tematyki książkę bardzo polecam, czyta się ją szybko i dobrze(określenie przyjemnie nie pasuje mi do tematyki). Ta książka pokazuje jak zmowa milczenia może doprowadzić do tragedii a ta tragedia, paradoksalnie może poprawić rodzinną sytuację, chociaż moim zdaniem cena jest zbyt wysoka. Pokazuje również, że nie ma skutku bez przyczyny. Naprawdę bardzo dobra książka która nie kończy się wraz z ostatnią kropką, ona w umyśle czytelnika pozostaje i obrazy, refleksje powracają, rodzą się nowe…



Polecam!




Zapomniałam dodać, bo jestem gapowata, że książkę przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Prószyński i S-ka

"Nauczycielka" - Melissa Nathan


Ostatnia powieść zmarłej niedawno młodej, popularnej brytyjskiej pisarki, autorki "Niani w Londynie" i "Kelnerki". Vicky Hobbs jest nauczycielką, która z radością i zapałem chodzi do pracy - miejscowej szkoły podstawowej - uwielbianą przez swoich uczniów, zwłaszcza dziesięcioletniego Oscara Samuelsa, który nie ma komu okazywać swego przywiązania. Wiecznie nieobecny samotny ojciec, Mark, to bezduszny pracocholik, który prezentami próbuje kupić przychylność syna. Ale czy dorosła kobieta może zadowolić się uczuciem dziesięciolatka? Nie bardzo. Vicky ma słabość do swojego eks-narzeczonego, Roba, który chce ją odzyskać. Mark uważa Vicky za wścibską babę, która niepotrzebnie wtrąca się w jego życie. Kiedy oboje staną naprzeciw siebie, odkryją, że pierwsze wrażenia mogą być bardzo mylne...


Dziś będą dwie recenzję, a że zwykle hołduję zasadzie, ze najlepiej zacząć od mniej przyjemnego, zacznę od książki porażki. Od książki którą zaczynałam kilka razy a która tak mnie męczyła, że nawet mantra mająca na celu poprzez podświadomość wpłynąć na odbiór tej książki i zalać mnie falą pozytywnych myśli na nic się zdała.
Dziwnie mi pisać od tej książce z dwóch powodów, po pierwsze jest to wydanie pośmiertne. Autorka – młoda kobieta zdążyła tylko napisać tą powieść a później zmarła na raka piersi. A o zmarłych nie mówi się źle. Tej zasadzie też hołduję, ale nie będę pisała źle o autorce, tylko o książce. Tak przecież może być, prawda? Po drugie, dlaczego ciężko pisze mi się recenzję negatywną? Bo przeczę sama sobie a przecież w styczniu zachwycałam się inną książką autorki, pisząc jakie to czytadła są fajne, potrzebne, krzepiące itp. Zdaję sobie sprawę z absurdu w jaki wpadam, ale jak mawiał Mały Rycerz – nic to.

Miała być sympatyczna komedia romantyczna, romans jest ale mnie nie bawił, szczerze to mnie nudził. Ja wiem, że takie czytadła są przewidywalne, więc od początku wiecie jaki będzie koniec. Tajemnicą jest tylko jak dojdzie do happy endu. Mnie to „dochodzenie” znudziło śmiertelnie i uśpiło kilkakrotnie.

Właściwie o czym pisać? Książka nie jest naganna, że wypadałoby ja zjechać od piwnicy aż po strych, po prostu nie przypadła mi do gustu. Fabuły, nie mam co streszczać, opisano ją na okładce i na początku notki.
Mi nie przypadła do gustu, gdyby nie postanowienia i podobne sprawy pewnie bym ją porzuciła, a tak po prostu zmęczyłam do końca

niedziela, 26 lutego 2012

"Ja jestem Halderd" - Elżbieta Cherezińska


Halderd. Potężna niczym król. Tajemnicza i nieprzenikniona jak magiczne znaki ryte w kamieniu i kości. Wyniosła w swojej samotności i cierpieniu. Przewodziła mężczyznom, kierowała ich losem, prowadziła do zwycięstwa, ale i do zguby. Wybrała jednego i temu ofiarowała własne życie. Dla niego stała się potężną władczynią i przeszła przez krew na spotkanie z nowym Bogiem. Halderd – milcząca, wypełniona czekaniem na Niemożliwe, zamknięta w swoich myślach, w huku wewnętrznej walki. Wielokrotnie czyniąca ofiarę z własnego życia dla tych, których wybrała, pokochała.



Bardzo niedawno miałam okazję dzielić się z Wami refleksjami, a raczej zachwytami nad „Sagą Sigrun” pierwszą częścią Północnej drogi. Dziś czas na drugi tom. I kolejna część zachwytów, bo powoli zamieniam się w wyznawcę Elżbiety Cherezińskiej, pewnie Was to dziwi, na pewno tych którzy nie mieli do czynienia z tą autorką. Kto czytał ten rozumie. Jestem przekonana.

„Ja jestem Halderd” to historia kobiety, która przewija się przez pierwszy tom. Ziemie jej męża i męża Sigrun sąsiadują ze sobą. Halderd pojawia się w powieści, ona i jej rodzina pojawiają się w grodzie Sigrun. Halderd jawi się jako kobieta dzielna, silna najpierw idealna żona Pana Północy, później jako wdowa żelazną ręką zarządzająca spuściznę po mężu. Tymczasem my możemy się przekonać jak to było naprawdę, ile przyszło jej za tą siłę zapłacić. Jaką ceną opłaciła honor rodzenia synów, czyli wypełnienie swojego podstawowego obowiązku. Ona i Sigrun wychodzą z podobnego punktu, jednak Fortuna prowadzi je zupełnie innymi ścieżkami. Zdaje się że jedna dostaje wszystko, a druga musi kroczyć cierniowym traktem. Halderd pochodzi z bardzo zubożałej rodziny, pewne wydarzenia niemalże uniemożliwiają jej korzystny mariaż, jej stryj musi ją wziąć pod skrzydła i wystawić na małżeński rynek, stara się o nią dwóch mężczyzn, dwóch Panów Północy Helgi i Regin. Ten drugi zostanie, jak wiemy z pierwszej części mężem Sigrun. Na pewno pojawi się refleksja co by się stało gdyby to Regin wygrał ten wyścig, jak wtedy potoczyłyby się losy Północy, losy samej Halderd? To pozostaje tylko w sferze naszych domysłów. Los chciał inaczej, jeden wybór pociąga za sobą ciąg różnych zdarzeń, których siłą sprawczą często będzie Halderd postępująca według rad wieszczki z bagien. Ale nie potrafiłabym tak pięknie o tym napisać, poczytajcie co wymyśliła autorka.

Elżbieta Cherezińska kolejny raz udowodniła, że pisać umie i to świetnie. Ta część jest na pewno inna niż „Saga Sigrun” bo inne są losy kobiety z perspektywy której słyszymy opowieść o życiu na surowej Połnocy. Kolejny raz widzimy to życie z perspektywy kobiety, która zostaje w domu i czeka na mężczyzn, aż wrócą z wojny, ich losy są jej losami. Działania mężczyzn kształtują historię, kobiety powinny być bierne, rodzić dzieci, tylko powinny, bo zdarzają się kobiety mocne jak stal, niezłomne.

Za oknem wichura i ołowiane niebo, tym bliższa była mi opowieść która toczy się wśród fiordów, pogoda jest wprost idealna na lekturę tej książki, chociaż autorka pisze tak świetnie, wręcz przenosi nas na mroźną Północ, że pewnie wczuwałabym się jednakowo gdyby lipcowe Słońce stało w zenicie. Magia słowa!

Tak jak przy pierwszej części zostałam wystawiona na pastwę burzliwych emocji i szalejących myśli, bo autorka wystawia swoją bohaterkę na wiele prób, każe jej podejmować wiele wyborów. Halderd kocha, chociaż kochać nie powinna, wydaje się w pewnym momencie że jej kobiecość umarła, nim zdołała się narodzić, że do końca życia będzie wiodła życie szare i suche, jak umierające drzewo. Miłość, pożądanie nie pozwala dokonywać jednak racjonalnych wyborów, nawet kiedy chcemy ze wszystkich sil nad nimi zapanować bo zdajemy sobie sprawę do jakiej katastrofy może to prowadzić. Zdaje sobie z tego sprawę również Halderd, bo ostrzegła ją Urd, ale Halderd padnie ofiarą przekonania, że posiadła tajemnice przyszłości i przeznaczenia, tak jak Makbet, bo przeznaczenie jest kapryśne i nie da się rozstawiać po kątach, nie ścierpi ani przeszkadzania ale również nie lubi pomocy.

Resztkami silnej woli staram się panować, aby teraz natychmiast nie chwycić za tom trzeci, nie wiem jak długo mi się uda powstrzymywać, bo ta trzecia powieść zapowiada się również świetnie.
Kto czytał pierwszy tom sięgnie z pewnością po drugi. Kto jeszcze „Sagi” nie czytał, powinien szybko nadrobić

sobota, 25 lutego 2012

"Wyspa niesłychana" - Eduardo Mendoza


Grzechem jest nie mieć marzeń.

Fábregas rzuca wszystko - rodzinę, firmę, kochankę. Przeznaczenie lub przypadek prowadzi go do Wenecji. Dla niego to miejsce niezwykłe, pełne sekretów i tajemniczych postaci - świętych od zaskakujących cudów, morderców grasujących po ulicach, kurtyzan zamieszkujących sypiące się pałace.
Miasto hipnotyzuje, budząc głód spóźnionego odkrywania, przeżywania i smakowania życia. I wtedy na drodze Fábregasa staje tajemnicza kobieta, która niczego od niego nie chce. Wenecja daje schronienie kruchej namiętności.



Eduardo Mendoza jest autorem bardzo przeze mnie lubianym. Po każdą jego książkę sięgam zawsze z wyczekiwaniem, nie wiem nigdy czego się spodziewać, czy mnie rozbawi do łez, czy skłoni do refleksji, czy porazi absurdem. Zawsze pokazuje klasę, pisze mądrze, nawet w absurdalnych żartach pokazuje, ze jest inteligentnym człowiekiem.

Tym razem dostajemy historię nie o ukochanej Barcelonie autora, o ironio, gdy na stałe osiadł w Barcelonie napisał książkę o Wenecji. Wenecja jest pięknym, pełnym tajemnic miastem, które często jest wykorzystywane przez autorów, przynajmniej było, aby opisać wydarzenia z pogranicza jawy i snu(wspomnijmy chociaż fragment Hrabiego Monte Christo toczący się w Wenecji).

Fabregas(ale nie ten słodki piłkarz – który zresztą przestał być dla mnie słodki, od kiedy zmienił barwy na niechlubne) ma dosyć codzienności w Barcelonie, na pierwszy rzut oka żyje mu się świetnie. Ma dobrą pracę, kochankę, ot szczyt marzeń każdego mężczyzny niemalże. Jednak to go nie zadawala, porzuca to co ma i jedzie do Paryża, tam niestety dogania go faks rozgniewanego współpracownika, więc Fabregas – postać bez imienia – ucieka dalej, tym razem los pcha go do Wenecji. Do Wenecji tonącej w ulewnym deszczu. I gdy już podejmuje decyzję, że ma dosyć płacenia bajońskich sum za hotel i ulewnych strug deszczu i ma zamiar wracać do domu, wtedy spotyka kobietę, tajemniczą jak Wenecja, która pojawia się na jego drodze i wszystko się zaczyna…

Szczerze przyznam, że mam mieszane uczucia jeśli chodzi o tą książkę, jest niewątpliwie inna niż dotychczasowe książki Mendozy, inna ale nie wiem czy lepsza czy gorsza. Czytało mi się ją płynnie, chociaż może paść zarzut że jest rozwleczona, że to powieść, w sumie o niczym. Ale z drugiej strony Mendoza ma specyficzny sposób snucia opowieści, wiele jego książek(według informacji z wstępu) z założenia miały być opowiadaniami a spontanicznie się rozrosły.

Co Was nie zawiedzie to na pewno humor Mendozy, jego ironiczne, kpiarskie poczucie humoru trafia niesamowicie w moje gusta i czyta mi się dzięki temu bardzo dobrze, zdaję sobie jednak sprawę, ze to co dla mnie jest zaletą innych odstraszy, bo nie każdy ceni akurat ten rodzaj żartów. Czy trafi to w Wasz gust? Sprawdźcie, dla mnie Mendoza wciąż jest pozycją obowiązkową, poprawiającą humor niezawodnie, dającą wytchnienie od szarych myśli i deszczowej codzienności.

piątek, 24 lutego 2012

Top 10: pisarze, którzy powinni wydać nowe książki


Top 10 to akcja, przy okazji której raz w tygodniu na blogu pojawiają się różnego rodzaju rankingi, dzięki którym czytelnicy mogą poznać bliżej blogera, jego zainteresowania i gusta. Jeżeli chcesz dołączyć do akcji - w każdy piątek wypatruj nowego tematu na dany tydzień.

Dziś przyszła pora na... Dziesięciu pisarzy, którzy powinni wydać nowe książki!



Oj to będzie dylemat. Do tej topki przystępuję z mętlikiem w głowie, ale postaram się ułożyć w głowie autorów, którzy mogą jeszcze coś napisać, bo żyją, wiec póki życia, póty nadziei, jak mawia ludowa mądrość.

Carlos Ruiz Zafon.
Bardzo nie lubię mieć świadomości, że nie mam na półce żadnej książki tego autora do odkrycia. Niby wiem, ze w Hiszpanii coś tam wydano, ale w oryginale to ja powinnam zgłębiać z tuzin hiszpańskich ustaw, nie bardzo mogę i powinnam brać się za literaturę. Zafon jest autorem, którego czytam nałogowo i czytać mogłabym prawie non stop.


Wojciech Cejrowski
Za mało! Tych starszych książek nie mogę dostać. A te podróżnicze mam i uwielbiam. Wszystkie! Często mam podobne poglądy co p. Wojciech, jestem konserwatywna, wiec to co innych w autorze drażni, mi absolutnie nie przeszkadza, lubię Jego programy, chciałabym więcej poczytać o miejscach w których był.


Anna J. Szepielak
Książka „Zamówienie z Francji” wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie, byłam jedną z namawiaczek do napisania prequela, nie udało się… na razie!! Dlatego czekam na zapowiadaną, chociażby u Sabinki(co mnie bardzo ucieszyło) książkę i czekam nie tylko na tą jedną, mam nadzieję że na dwóch się nie skończy : )


Elżbieta Cherezińska
Namówiona zostałam na tą autorkę na forum i wsiąkłam, teraz kolejne tomy sagi Sigrun na mnie patrzą tęsknie a ja się zastanawiam i boję co będzie jak to się skończy, co ja będę czytała…



J.K. Rowling
Wiem, że to się powtarza, ja również chciałabym aby Hogwart trwał, żebym nie musiała opuszczać tego świata. Chciałabym może poczytać o losach Huncwotów(wtedy na pewno byłby Snape : P ). Ale miło powitałabym również coś nie z potterowskiego świata. Z ciekawości.


Szymon Hołownia.
Alles klar. Wprawdzie boję się każdej kolejnej książki, czy da radę utrzymać poziom, ale jak na razie się nie zawiodłam, wiec oczekuję kolejnych „prób”.


Alessandro D'Avenia
Jego jedyna książka, którą czytałam mnie zachwyciła, porwała i poruszyła, teraz czekam na ciąg dalszy!


Małgorzata Musierowicz
Tu nie chodzi mi o byle jaką książkę, chciałabym dokończyć za swojego życia Jeżycjadę, bo czekam już i czekam…


Jodi Picoult
Ona nie ma skromnego dorobku, ale uwielbiam jej książki.

Stephenie Meyer
Czytałam Zmierz, nie wstydzę się tego, a „Intruza” bardzo lubię, więc jak sądzę autorka ma w sobie potencjał, teraz tylko czekam aż nas zachwyci.





Wszystkie zdjecia autorów pochodzą z ich stron z serwisu Lubimyczytac.pl tylko zdjęcie Alessandro znalazłam tutaj

środa, 22 lutego 2012

"Szukając Noel" - Richard Paul Evans


Pamiętaj, liczy się tylko miłość”

Gdy Mark był dzieckiem, mama opowiadała mu, że anioły czasem przebierają się za ludzi i schodzą na ziemię. Gdy dorósł, zwątpił w te słowa. Kiedy jednak znalazł się na samym dnie, ponownie w nie uwierzył.

Mark Smart był życiowym nieudacznikiem, który nigdzie nie potrafił znaleźć dla siebie miejsca. Los postawił jednak na jego drodze niezwykłą dziewczynę - Macy. Uczucie, którym ją obdarzył różniło się od jego dotychczasowych związków: „to tak jakby porównać Święto Pracy z Bożym Narodzeniem”. Gwiazdka nie może jednak trwać wiecznie, a miłość Marka i Macy napotka na niespodziewane przeszkody. Czy mroczne wydarzenia z przeszłości muszą rozdzielić ich na zawsze?


Richard Paul Evans - autor bestsellerowych Stokrotek w śniegu - udowadnia, że zanim życie wręczy nam najwspanialszy prezent, pakuje go starannie w przeciwności losu. Ta wzruszająca opowieść to dowód na potęgę miłości, która zdolna jest do pokonania każdej przeszkody.



Dwa miesiące po Świętach, odkryłam książkę pełną ducha świątecznego, którego szukałam tak w ogołoconym z magii okresie przedświątecznym. Po Evansie spodziewałam się czegoś dobrego, ale nie takich emocji, nie tego wzruszenia i tej atmosfery świątecznej nadziei.

Książka to nie jest pyszna piernikowa opowieść, polana lukrem i posypana wiórkami czekoladowymi, to słodko-gorzka opowieść o życiu, o wychodzeniu do światła. Historia tego, że los może się do nas uśmiechnąć w najmniej spodziewanym momencie, czasami nanosekundę po tym jak dowalił nam kolejnego kopniaka.
Tak jest z Macy, tak jest z Markiem i tak jest z Jo.
Macy była ofiarą systemu, który jest często negatywnym bohaterem produkcji amerykańskich, system czyli opieka społeczna, system do którego trafiają dzieci odebrane rodzicom, tułające się od rodziny zastępczej, do kolejnej, ciągnąc za sobą ubrania w worku na śmieci. I same są tak traktowane, jako sprawiający kłopot bagaż. Macy wraz z siostrą została odebrana ojcu narkomanowi po śmierci matki. Rozdzielona z ukochaną siostrzyczką o którą troszczyła się jak nikt w świecie trafia do patologicznej rodziny. Po pewnym czasie staje przed obliczem sądu, który „przyklepuje” adopcję, całe serce dziewczynki krzyczy, że nie chce mieszkać z tą panią, która ma być jej nową mamą, ale ten krzyk ginie w gąszczu prawniczych zdań. Klamka zapadła. Dziewczynka w nowym domu jest śmieciem, wstrząsnął mnie opis, jak zareagowała jej przybrana matka gdy dowiedziała się, że dziewczynka poskarżyła się znajomej, że jest bita, cud że Macy przeżyła. Opis przeżyć małej dziewczynki był dla mnie porażający, coś niewyobrażalnego. Jakie prawo może skazywać dzieci na taki los? Czy możliwe jest że Macy wydostanie się z tego bagna? Dla mnie byłoby to niewykonalne.
Mark. Jego życie w porównaniu z losem Macy to bajka. Gdyby nie ojciec. Ze Stu zawsze miał zatarg, w końcu przez niego porzucił dom, wyjechał byle dalej i kiedy zaczęło mu się sypać życie odciął się od rodziny aby nie dać ojcu okazji do tryumfu. Jednak w trakcie lektury będziecie mogli poznać przyczynę tego konfliktu i jestem pewna, że Was poruszy. Mnie wzruszyło to ogromnie… właściwie, to wciąż ten temat rozgryzam.
I pewnie opowiedziałabym Wam całą fabułę a nie chcę zabierać Wam frajdy z czytania, bo dla mnie niespodzianki się liczą i gnałam do tego zakończenia, przyciągana jak się okazuje magią świąt, a co Was przyciągnie? Sprawdźcie.
To nie jest kolejna banalna historyjka o świątecznym cudzie przebaczenia. Na pewno nie! To opowieść o walce o swoje szczęście i o tym, że często coś co na pierwszy rzut oka jest oczywiste, skrywa w sobie głębie, której warto się przyglądnąć.

Polecam zdecydowanie z całego serca!

"Żony i córki" - Elizabeth Gaskell



Saga rodzinna autorki powieści Północ i Południe. Skomplikowane losy dwóch rodzin o odmiennym statusie społecznym oraz barwny obraz angielskiej prowincji w epoce wiktoriańskiej. Molly jest dorastającą córką lekarza w miasteczku Hollingford. Mimo że we wczesnym dzieciństwie została osierocona przez matkę, żyje beztrosko i szczęśliwie. Pewnego dnia dowiaduje się jednak, że jej ukochany ojciec postanawia ożenić się po raz drugi. Molly pogrąża się w rozpaczy. W tym dramatycznym momencie pomocną dłoń wyciąga do niej syn bogatych sąsiadów, Roger… Barwne i wyraziste w swojej różnorodności postacie bohaterów. Ich skomplikowane relacje ukazują stosunki społeczne w XIX-wiecznej Anglii w przededniu nadchodzących zmian obyczajowych i politycznych.



Zarywając noc, bo wstać będę musiała po szóstej, uparcie dokańczałam książkę…



Elizabeth Gaskell to autorka dwóch świetnych powieści, które zajmują w moim sercu ważne miejsce, nie ukrywam, że pierwsza miłość narodziła się po obejrzeniu świetnych ekranizacji, dziś chciałabym Wam opowiedzieć o moich wrażeniach, pierwszych wrażeniach z lektury „Żon i córek”, książki mającej ponad 800 stron a jednocześnie tak wciągającej, że mijają one niepostrzeżenie, jak krajobraz widziany z pędzącego pociągu. W mgnieniu oka. To jedna z tych książek, która powoduje rozdwojenie uczuć, z jednej strony chce się ja skończyć a drugiej strony każda strona przybliżająca do końca napawa smutkiem, że niedługo trzeba będzie opuścić ten świat wytwornych pań, honorowych dżentelmenów, pachnący białymi goździkami i smakujący jeżynami.



„Żony i córki” to coś więcej niż płomienny romans kostiumowy, to przede wszystkim spokojna, nieśpieszna historia sennego miasteczka, gdzie plotkowanie jest głównym zajęciem. W takim miasteczku żyje doktor Gibson ze swoją córką Molly, doktor jest wdowcem ale nie narzeka na swój stan ze swoją dorastającą córką rozumie się tak świetnie, że wiele współczesnych rodzin mogłoby mu tego zazdrościć, jednak młode kobiety to potencjalne zgryzot źródła dla swych ojców i takiego frasunku doświadcza szacowny doktor, uznaje więc(cóż za typowo męska błyskotliwość i logika), postanawia więc powtórnie się ożenić z niezwykle elegancką wdową Panią Krikpatrik de domo Cler o kwietnym imieniu Hiacynta, która również ma córkę. I tak zaczyna się wszystko. Będzie wielka miłość, skandal, szalone zauroczenia, tajemnice, wyższe sfery, ach! Będzie wszystko.



Dziś książki takiej objętości i o takiej tematyce nie cieszą się takim powodzeniem jak niegdyś. Śmiem twierdzić, że absolutnie niesłusznie, ta książka jest bowiem jedną z najlepszych jakie ostatnimi czasy czytałam. Niesamowita mnogość uczuć towarzyszy czytelnikowi w trakcie lektury, zainteresowanie, bezbrzeżna irytacja, smutek i wzruszenie, to tylko niektóre z barwnej palety. Pani Gaskell z realizmem i dokładnością maluje nam obraz życia małego miasteczka, trosk i radości jego mieszkańców.



Autorka zmarła niestety przed jej ukończeniem, wprawdzie znamy kierunek w jakim miała zamiar poprowadzić losy bohaterów, jednak nikt nie porwał się( z tego co wiem, jeśli jest inaczej proszę mnie poprawić) na dokończenie tego dzieła, wiemy tylko że miał miejsce happy end, jednak jak dokładnie do niego doszły, jakie słowa padły pozostawione jest naszej wyobraźni(co zresztą teraz zajmuje me myśli).



Wiele wątków mnie porwało, bo nie da się nie zaangażować w akcję, chyba każdy poczuje gorzki smak łez wzruszenia, czytając o głębokiej miłości Dziedzica do swej żony, autorka opisuje je z niezwykłą subtelnością i delikatnością, nie jest wylewna, ale słowa jakich używa trafią do każdego serca… do mnie przykładowo ten wątek w mini-serialu przemówił w pełni dopiero po przeczytaniu opisów książkowych.
Cudowną postacią jest nowa pani Gibson, jestem pewna ze ją znienawidzicie, jest typem tak irytującym, że pokochacie swoich najbardziej upierdliwych rodziców, uznacie się za dzieci szczęścia i na kolanach będziecie dziękować Illuvatarowi, że nie macie w domu takiej brzęczącej kobiety, która jest tak niezwykle pusta, próżna i pełna hipokryzji oraz wiecznych pretensji. A jednocześnie jej osoba jest opisana z tak celną ironią, że zasługuje to na określenie majstersztyku.
Mogłabym tak pisać i pisać bez końca… bo tyle uczuć, myśli teraz się we mnie kłębi, ale chyba lepiej będzie niż czytać te wypociny chwycicie za w/w książkę. Ja zaś przed snem chyba oglądnę sobie resztę serialu : )
Chciałabym wspomnieć jeszcze o technicznej stronie, która niestety mnie zawiodła, książka nie jest tania… chociaż w porównaniu do niektórych książek branżowych jej cena jest śmiesznie niska, ale niestety proporcjonalnie do jakości wydania jest szalenie wygórowana. Wydana na cieniutkim i lekkim papierze, co jest zaletą bo niewiele waży, obwiozłam ją tam i z powrotem przez dwa województwa i nie czułam jakiegoś dotkliwego ciężaru, to jest niewątpliwy plus. Papier jest bardzo delikatny, cieńszy mam tylko w domowym wydaniu Pisma Świętego. Ale grzbiet! Uniknąć zmarszczek, czy o zgrozo!! Złamań grzbietu można tylko czytając książkę pół-otwartą co w okolicach połowy jest niemalże niemożliwe. Jeśli nie jest się osobą cierpiąca na fetysz gładkiej okladki i inne neurozy jak autorka tego tekstu jest to chyba awykonalne. A być może jestem w blędzie, ale uważam, że książka kosztująca 49.90 złotych(polskich nowych) nie powinna być do jednokrotnego wydania i nie powinnam drżeć, że mi się rozsypie w rękach. Oraz nie powinnam układać chytrego i przebiegłego planu ukrycia jej w tylnych rzędach biblioteczki, żeby nie dorwała się do niej moja Mateczka(nota bene ofiarodawczyni tego kruchego woluminu) która mogłaby sprawić, że książka się ciut zużyje… nie kupiłam eksponatu muzealnego, ale tak muszę ten drogi mi(nie ze względu na cenę akurat) tom traktować.
Tłumaczenie jest bardzo dobre, chociaż w trakcie lektury miałam drobne zastrzeżenia, ale umykają wobec ogromu pozytywnych wrażeń :)
Jednak nie ocenia się książki po okładce, na pewno nie po sposobie wydania, ta książka jest tak świetna, że jej treść przysłania wszelkie niedoskonałości wydania. Mam nadzieję, że ktoś jeszcze skusi się na podróż do XIX wieku

wtorek, 21 lutego 2012

Top 10: muzyczni idole


Top 10 to akcja, przy okazji której raz w tygodniu na blogu pojawiają się różnego rodzaju rankingi, dzięki którym czytelnicy mogą poznać bliżej blogera, jego zainteresowania i gusta. Jeżeli chcesz dołączyć do akcji - w każdy piątek wypatruj nowego tematu na dany tydzień.

Dziś przyszła pora na... Dziesięciu muzycznych idoli!

I znowu dylemat, jak upchnąć moją playlistę tylko w 10 punktów. O większości z tych idoli kiedyś już pisałam, ale podsumujmy

Jan Sebastian Bach.
Bezsprzecznie mój ukochany kompozytor, uważam go za ponadczasowego geniusza. Jego muzyka napełnia mnie spokojem, równowagą, wyzwala masę pozytywnych uczuć. Gdy słucham go czuję się jak mały człowieczek, ale mały pozytywnie.
(naprawdę świetne wykonanie)



Placido Domingo
Mój ukochany z trzech tenorów. Lubię jego arie, ale także wykonania współczesnych kawałków. Fakt, że kibicuje mojemu ukochanemu Realowi, Ba! Nawet wykonuje hymn, działa tylko na plus




Chór Aleksandrowa.
Byłam na koncercie i jeśli to tylko możliwe moja miłość wzrosła. Panowie w mundurach, przepiękne głosy. Coś magicznego. Kiedyś byłam bardziej zagorzałą rusofilską, teraz mój zachwyt osłabł, ale ten zespół wielbię :)


Il Divo.
Czterech panów z klasą(wizualnie bardzo atrakcyjnych, w domu już podzieliłyśmy z Mamą i z Siostrą się na przyszłość, aby każda miała swojego pupila :P ). Śpiewają przepięknie, wystarczy poszukać kilku kawałków i już można stracić głowę.
Moja Mama zażyczyła sobie, aby ten kawałek był grany na Jej pogrzebie, a moja Siostra tez coś o tym przebąkuje :/



Andrea Bocelli
Od najmłodszych lat go uwielbiałam, darzyłam szacunkiem i słuchałam tego głosu z otwartą z zachwytu buzią. Później było tylko lepiej.


Po wykonawcach kojarzących się raczej z muzyką poważną czas na hulanki i swawole

The Beatels
Wpadają mi w ucho, dobrze się słucha, mądre teksty i dobra muzyka… nie chce mi się wierzyć, ze kiedyś byli symbolem buntu. Takie kochane chłopaczki :D


Amaral
Teraz słucham jej mniej, ale to była wokalistka od której zaczęła się moja przygoda z hiszpańską muzyką. To z ta wokalistką śpiewa fałszując cudownie Iker, co zawsze poprawia mi humor


Alex Ubago
Tak jak wielbię tego faceta, to brak słów, ma przecudowną barwę głosu, śpiewa nastrojowe ballady przy akompaniamencie gitary. Umieram z oczarowania.


Hans Zimmer
Jego muzyka filmowa to dla mnie definicja współczesnego geniuszu muzycznego. Jego nazwisko to już marka, obiecuje genialne wrażenia muzyczne i rzadko się zawodzę : )


Wybaczcie lakoniczność opisów, ja kocham muzyki słuchać, mówić o niej nie umiem, wydaje mi się że każde słowo jest małe.

niedziela, 19 lutego 2012

Stosineczek lutowy ;)

(wybaczcie jakość zdjęcia, zabrano mi średni aparat i został mi największy domowy szajs....)


Kończy się powoli luty a tu cisza o nabytkach… ano czekałam, na wczorajszy wyjazd do Lublina aby skorzystać z dobrodziejstw tanich księgarni, ale niestety Malo ciekawych pozycji było i mimo odkładania funduszy na ten cel, nie mogłam poszaleć. No ale prezentuję Wam ten stos, który kocham, który staja sobie na biurku i który głaskam i rozmawiam z nim… chociaż każda ksiażka będzie miała swoją osobną szansę by przemówić.

Moje nabytki własne
Dwanaście prac Herkulesa” Agaty Christie, bo przypomniało mi się jak kiedyś jedno z tych opowiadań mi się spodobalo, było to w zamierzchłych czasach obowiązkowej edukacji a u mnie w bibliotece niestety nie było
Nasze piękne dni i kochane psy w Andlauzji” nikomu chyba tłumaczyć nie muszę dlaczego chorowałam na tą książkę? Udało się mi dopaść w taniej księgarni.
W cieniu Inkwizycji” – jw. Tzn. kupiłam w taniej książce a staram się skompletować serię tych książek, brakuje mi ino dwóch :P
Bollywood dla początkujących” – dawny zakup, ale zawsze zapominałam pokazać, kupiony w antykwariacie w Rzeszowie.


Od wydawnictwa Mira:
Tak miało być” – recenzowane
Irlandzka róża” – jw.

Od Zysku
Ja jestem Haldred” – bo wsiąkłam w „Sagę…”
Pasja według Einara” – jw.

Od Oficynki:
Biedny Tom już wystygł” – uwielbiam Murdocha. <3

Od autora
Defekt pamięci” – zaciekawił mnie tytuł, a autor nazywa się jak mój kolega z podstawówki i gimnazjum i sentyment się odezwał.

Od Prószyńskiego
Ocal mnie” – opis mnie zainteresował
Dziewczynka, która widziała zbyt wiele” – jw.

Od Wydawnictwa Papierowy księżyc
Wiadomość z nieba” – ostatnio czytałam podobną tematycznie książkę i uznałam, że znowu potrzebuję katharsis
Motyl” – musiałam sprawdzić czy faktycznie mój gust i Kreatywy jest AŻ tak kompatybilny

Muza wysłała
O karykaturze polityki” – stale mam wyrzuty, że ta nasza polityka to mnie tylko irytuje, a tak naprawdę bardzo mi wszystko jedno, a wypada być zorientowanym.
Jack London. Żeglarz na koniu” – lubiłam jego książki
Biały gołąbek z Kordoby” – Hiszpanofilia
Sprawa Rembrandta’ – podobno dobry autor

Bukowy las
Cesarzowa Józefina” – po dwóch częściach musiałam przeczytać i trzecią….


A do Lublina pojadę dopiero w marcu, za to dwa razy… i zacznę zbierać Christie… ;)
Korzystam z ostatnich dni przed kołowrotkiem pracowym i czytam i czytam i czytam

piątek, 17 lutego 2012

"Podróżnik stulecia" - Andrés Neuman


Nie można w życiu być całkowicie w jednym miejscu
ani z żadnego miejsca nie da się wyjechać do końca.


Miasto przypominające labirynt, z którego nie sposób się wydostać. Enigmatyczny podróżnik, który ma właśnie wyjechać, gdy niespodziewanie zatrzymuje go niezwykła postać, na zawsze zmieniając jego przeznaczenie.

"Podróżnik stulecia" to zaskakująca opowieść ukazująca wiek XIX z perspektywy wieku XXI. Andrés Neuman tworzy kulturową mozaikę podporządkowaną emocjonującej fabule, pełnej intryg, humoru oraz fascynujących postaci, a wszystko to za pomocą pełnego świeżości stylu, który czaruje dojrzałością językową i plastycznością wyrazu. Całości dopełnia literatura i niezapomniana miłość, której płomień z taką samą dzikością trawił będzie łóżko, co książki, a także zmyślony świat, w którym jak w soczewce skupiają się konflikty nowoczesnej Europy.




Książka towarzyszyła mi przez jakiś miesiąc. Z nieznanych mi powodów uprzedziłam się do niej i początek przemęczyłam strasznie.
Wmawiałam sobie, że to ma być coś zupełnie innego, sama nie wiedziałam dokładnie co, ale na pewno taka konstrukcja mi nie odpowiadała. Ale kiedyś w kolejce u lekarza miałam tylko tą książkę i nie miałam wyjścia. Wczytałam się i wpadłam po uszy.

Książka to opowieść o tajemniczym Hansie, który przybywa spędzić parę dni w mieście Wandenburg, ale z jakichś powodów zostaje w tym mieście na dłużej, dlaczego zostaje? Dlaczego nie spieszno mu do miejsca przeznaczenia? Co spotka go w tajemniczym, czasami będącym na pograniczu magii mieście? Ode mnie więcej na temat fabuły się nie dowiecie.
Najbardziej przypadła mi do gustu postać kataryniarza, pokochałam całym sercem jego wywody w których, miedzy wierszami można wyczytać bezcenne prawdy życiowe. Jego tajemnicza postać, zafascynowanego muzyką filozofa jest mi niesamowicie bliska i naprawdę polubiłam go bardzo. Chociaż wolę koty :P

Tą książkę napisał wybitny, stosunkowo młody(chociażby młodszy od mojej siostry) Argentyńczyk z urodzenia, Hiszpan z wychowania(co jak wiadomo zawsze budzi moje zainteresowani), dosyć przystojny mężczyzna, który zabiera nas w podróż w zupełnie inne czasy, aby uświadomić jak zmieniał się sposób myślenia, wyjątkowo nie wątek romansowy był dla mnie najcenniejszy, ale właśnie wszystkie spostrzeżenie dotyczące innej częstotliwości nadawania myśli. Jako historyk bardzo lubię takie zabiegi i chętnie bym się zapoznała z innymi książkami autora.


Mimo, ze początkowo czytało mi się ją okropnie ciężko to polecam tą książkę, jestem pewna że niejednego z Was porwie i zachwyci :)

czwartek, 16 lutego 2012

"Tak miało być" - Diana Palmer


Anna Cohran odkąd tylko pamięta, jest zakochana w kilkanaście lat starszym od niej Evanie. Desperacko próbuje zwrócić na siebie jego uwagę. Bezskutecznie. Evanowi pochlebia jej zainteresowanie, ale uważa, że jest za młoda na poważny związek.
Kiedy jednak Anna oznajmia mu, że przejrzała na oczy i chce wziąć ślub z innym, Evan zamiast ulgi czuje pustkę… Czy Annie i Evanowi uda się uniknąć popełnienia życiowych błędów?



Romansów ciąg dalszy. Skoro tylko otworzyłam dziś oczy stwierdziłam, że Tłusty czwarte, tłustym czwartkiem, ale nie wezmę się za pączki aż nie przeczytam kolejnego romansu. Jak łasuchowanie to łasuchowanie. Coś dla ciała i coś dla duszy. A Diana Palmer jest jedną z moich ulubionych autorek piszących romanse. Na każdą jej książkę czekam z wypiekami na twarzy i czytam błyskawicznie. Tym razem nie było inaczej.

W tej książce poznajemy młodziutką bo dziewiętnastoletnią Annę, która serce oddała starszemu od niej o piętnaście lat Evanowi, kocha go tak jak może kochać tylko młoda dziewczyna, która nie poznała prawdziwego życia. Niestety Evan opędza się od niej jak od brzęczącej muchy, zdaje się, że towarzystwo Anny mu ciąży, denerwuje go, wiec aby odstraszyć dziewczynę wykorzystuje ku temu Ninę, atrakcyjną modelkę, która ma być wyraźnym sygnałem „Przestań się kompromitować i daj mi spokój. Jestem zajęty.” Nawet naiwne dziewiętnastolatki umieją odczytać tak jasny komunikat, zwłaszcza gdy mają dumę i cenią swoją godność. Anna postanawia wyjść za przyjaciela, Randalla, młodego lekarza, dla którego małżeństwo z posażną panienką jest szansą na karierę. On ją lubi i potrzebuje jej pieniędzy, ona chce uciszyć plotkujące języki i pokazać Evanowi, że zrozumiała komunikat. Ale wtedy Evan zaczyna się zachowywać jak pies ogrodnika. I tu mamy odwieczne pytanie „o co chodzi temu facetowi”. Sprawdźcie same!

Jak moja siostra skwitowała moją opowieść streszczającą fabułę. W romansach to jest fajne, ze wiadomo, że bohater i bohaterka będą razem, tylko pytanie, jak i kiedy. Wiadomym jest, ze po takie książki sięgamy dla odprężenia, ja nauczyłam się aby wyłączać rozsądek i praktycyzm, żeby rozkoszować się fabułą, pięknymi opisami i dać się porwać motylkom, które czułam gdy czytałam o perypetiach bohaterów. Opisy są tak jak u Nory Roberts, subtelne, delikatne, wzbudzają masę pozytywnych uczuć i dają ucieczkę myślom. Całym sercem byłam za uczuciem Anny, podziwiałam ją za determinację i za opanowanie, najprawdopodobniej ja dałabym Evanowi po pysku kilka razy i posłałabym go do diabła jeszcze więcej. Albowiem nie jestem bohaterką romantyczną. J

Jak ja ubolewam że mam może jeszcze jakiś romans zachomikowany na pólkach, bo pogoda i mój nastrój są wprost idealne do czytania o sile miłości, co góry przenosi, roztapia wieczną zmarzlinę i pokonuje inne rozliczne trudności. O miłości którą w życiu codziennym nie wierzę a o której tak lubię czytać. Mam nadzieję, ze będę miała okazję przeczytać jeszcze wiele książek tej autorki!

środa, 15 lutego 2012

"Irlandzka róża" - Nora Roberts


Erin McKinnon mieszka w małym irlandzkim miasteczku, gdzie ludzie dobrze się znają i wiedzą o sobie wszystko. Od dawna marzy, by wyrwać się stamtąd i zobaczyć wielki świat. Los daje jej szansę. Poznaje Barta Logana, właściciela farmy w Ameryce, który proponuje jej pracę w swojej posiadłości. Erin przyjmuje ofertę, nie spodziewając się, że na miejscu odkryje w sobie żyłkę hazardzistki i postawi wszystko na… jednego mężczyznę.




Gdybyście u mnie na wsi zapytali o dziewczynę nałogowo czytująca książki i piszącą recenzję, pewnie mieliby zagwozdkę i nie wiem czy trafilibyście do mnie, ale jeśli zapytalibyście o tą która chodzi i jeździ na mecze to już prędzej wskazano by wam hacjendę mą rodzinną i udałoby Wam się mnie znaleźć. Pewnie. Co to ma do rzeczy dziś? Ano to, że zapomniałam o meczu Ligi Mistrzów, albowiem utonęłam po uszy w książce Nory Roberts. Tak, zaskoczenie dodatkowe fanka footballu czyta romanse. Świat pełen jest niespodzianek.

Jeszcze nie tak dawno gardziłam wszelkimi takimi romansidłami, uważałam je za skrajnie przewidywalne i tracące mój cenny czas, który mogłam przeznaczyć na wartościowszą – w moim mniemaniu lekturę. Powoli zmieniło się moje nastawienie i dziś połknęłam „Irlandzką różę” w jeden krótki wieczór. I jestem zachwycona. Kobietki!! Nie dajcie sobie wmówić, że jesteście gorsze bo czytacie romanse, czy o zgrozo! Nie wypada czytać ich bo ogłupiają itp. Romanse czytać trzeba!! Dla równowagi umysłowej, śmiem stwierdzić, że po ponad dwudziesty stronach ekspertyzy dotyczącej wniosku posła Palikota w sprawie Krzyża, taka książka sprawdza się lepiej niż SPA!!

Książka opowiada historię Erin, Irlandki z krwi i kości, która wiedzie biedne i monotonne życie wśród malowniczych, szmaragdowozielonych pól Irlandii, marzy o wielkim świecie i lepszym losie. Zazdrości kuzynce, która wyrwała się z tej zielonej szarzyzny do Ameryki, teraz ma pieniądze, rodzinę kochającego męża. Erin intuicyjnie wie, że w rodzinnej wsi czeka ją tylko stagnacja, że nie ma tu żadnych szans na rozwój. Wraz z kuzynką i jej rodziną do Irlandii z wizytą przybywa Bart, tajemniczy chmurny jegomość, który jednocześnie irytuje i intryguje Erin. Dziewczyna nie zdaje sobie sprawy, że oto zaczyna się przygoda jej życia, że będzie mogła rozkwitnąć, jednak nic nie będzie idealne, bo nad Bartem zdaje się wisieć mrok, jakaś tajemniczość, a i on sam otacza się nie do końca miłym towarzystwem.

Czytałam z wypiekami na twarzy, całkowicie pochłonięta i wypatrująca szczęśliwego zakończenia. Już wiem dlaczego Nora Roberts to królowa romansów, pisze z niesamowitym smakiem, a jednocześnie tak delikatnie i subtelnie, pozostawiając niedomówienia, że lepiej napisanego romansu nie mogę sobie wyobrazić. Na pewno Ona i Diana Palmer będą moimi częstszymi towarzyszkami na długie wieczory.

Dodam tylko ze okładka, jest niesamowicie klimatyczna i jak tylko książkę wzięłam do ręki, poczułam że NATYCHMIAST muszę ją przeczytać!

Książkę polecam każdej kobiecie, która chce się oderwać od szarej rzeczywistości i zanurzyć się w świecie przystojnych mężczyzn, pięknych kobiet i wielkiego uczucia!



wtorek, 14 lutego 2012

Precz Walentynkom

Ja wiem, że wiele z Was obchodzi to święto, inni go nienawidzą, ja nie widzę potrzeby obchodzenia tego dnia jakoś uroczyście...
Miałam wprawdzie zaszyć się pod kocem z jakimś moim ulubionym romansem, albo całkiem nowym, ale zamiast tego rozpoczęłam próby do pączkowego festiwalu...

A Wy jakie macie sposoby, żeby nie dać się zwariować serduszkowemu szaleństwo?


Pączki właśnie rosną i wyglądają pysznie :P

niedziela, 12 lutego 2012

"Jutra może nie być" - Gabriela Gargaś


Czy miłość może być zła? Czy może niektórzy ludzie spotykają się za wcześnie, a inni za późno? Czy możliwe jest prawdziwe uczucie, wbrew wszystkiemu? Takie, które wybacza każde potknięcie?

Kochać można mimo szpetoty ciała, mimo zdrady, mimo minionych lat. Kochać można na wiele sposobów: głupio, namiętnie, bezinteresownie, naiwnie, do końca życia. A mimo to miłość nie zawsze zwycięża.

„Jutra może nie być” to historia kobiety, która pogubiła się w życiu. Na jednym z portali internetowych Kinga odnajduje po latach swoją „wielką miłość”.

On jest żonaty, ona za kilka miesięcy wypowie sakramentalne „tak”. Nawiązują romans. Dla Kingi ta miłość jest wyjątkowa. Rzuca dla niej dotychczasowe życie i czeka, aż on zrobi to samo. Zostaje kochanką. Sytuacja komplikuje się, kiedy zachodzi w ciążę…

„Jutra może nie być” to opowieść nie tylko o miłości, ale także o stracie, cierpieniu, przyjaźni, poszukiwaniu swojego miejsca na ziemi i sile, jaka tkwi w kobietach. Kobietach, które mimo przeciwności losu odnajdują w sobie odwagę, by iść do przodu i nie spoglądać wstecz. Kobietach, które spełniają swoje marzenia.



Właśnie skończyłam lekturę. Staram się ułożyć myśli, bo huczą one, jakby starały się przekrzyczeć. Jak przekupki na targu. Ciężko będzie opowiedzieć o czym jest ta książka, ciężko będzie ją ocenić. Zabiła mi ćwieka.

Po pierwsze tytuł. Można go rozumieć go w dwójnasób, po pierwsze: żyj pełną piersią, z całych sił, chwytaj dzień, żyj chwilą, wszystko co masz zrobić jutro zrób natychmiast, kochaj, śmiej się, bo przecież nikt nie gwarantuje tego, że jutro się obudzisz, nikt nie zagwarantuje, że następnego dnia ujrzysz wschód słońca, że będzie ci dana kolejna doba. Może chwila w której żyjesz, jest ostatnia a ty marnujesz ją na bierność, na roztkliwianie się nad tym co minęło. Po co? Doceń to co masz. Zaczerpnij życia, jakby to był ostatni haust powietrza przed skokiem do wody. Niech życie wypełni każdą twoją komórkę, każdy, nawet najmniejszy pęcherzyk płucny. Kto wie czy będzie szansa na kolejny wdech, na kolejny świt.
Drugi sposób a jaki próbowałam interpretować, to sposób skrajnie odmienny, przejaw depresji, chęci samounicestwienia, totalny, tak zwany tumiwisizm. Jutra może nie być, wszystko mi jedno, czy otworzę jutro oczy, skoro i tak straciłam coś tak dla mnie cennego, że życie utraciło sens, nie mam po co żyć, nie mam dla kogo się budzić, pogrążam się coraz większej bierności. Życie się wciąż toczy, ale obok…
Który sposób interpretowania jest właściwy? Czy któryś z nich jest właściwy, na to pytanie odpowiedzieć może tylko Autorka, bo Ona chrzciła to książkowe dziecko i nadawała imię i tylko Ona może właściwie zinterpretować. Ja bawiłam się w odgadywanie, dla własnej satysfakcji. Według mnie książka zawiera to i to, mamy zachłyśnięcie się życiem oraz pogrążenie w marazmie.
To jest bardzo trudna książka, trudna i ważna, traktuje o poważnych problemach i absolutnie nie może być zaklasyfikowana jako czytadło. To historia Kingi, która w sumie tuż przed ślubem spotyka miłość swojego życia. M. którego imienia nie dane jest nam poznać, spotyka go po latach od ostatniego kontaktu na portalu internetowym i rozpoczyna znajomość, niemając pojęcia jak to się skończy, czy gdyby wiedziała odmówiłaby, tej miłości, szalejem kwitnącej? M. ma żonę, ale jak w piosence „żona go nie rozumie, prawie ze sobą nie śpią”. Historia jak świat stara. Rozpoczyna się romans, romans szalony, namiętny. Piękna miłość, ale czy to jest miłość? Kradzione minuty, chwile,, ukrywanie przed żoną, ale okraszone pewnością, że jest miłość. Jednak Kindze w pewnym momencie to zaczyna przeszkadzać, chce więcej, chce budzić się obok swojego mężczyzny bez świadomości, że on będzie musiał wracać do innej, chce monopolu na jego czas, myśli, dotyk, łóżko. Chce normalnego związku. M. nie chce dzieci, nie dojrzał, nie czuje się gotowy. Kinga starała się z narzeczonym o dziecko, nie wyszło. Kiedy więc zachodzi w ciąże zrywa z M. i zachowuje ciążę w sekrecie. Intuicyjnie czuje bowiem, jak zareagowałby jej ukochany na tą wiadomość.

Nie chcę zbytnio zdradzać fabuły, wiec tutaj się zatrzymam w opowiadaniu tej historii i mam nadzieję, że skłonię Was do sięgnięcia po tą książkę bo naprawdę warto! To opowieść o silnej miłości, wielkiej nadziei i niewypowiedzianej stracie, która burzy dotychczasowe życie, odbiera oddech, historia powrotu do życia, jeśli można tak powiedzieć normalnego, chociaż przecież nic nie będzie takie samo.
To opowieść o odnalezieniu siebie, o nowej perspektywie życie, tutaj w Polsce, bez porzucania domu i ucieczki na wieś, czy to Toskanii jak to ostatnio jest modne.
Książka jest napisana bardzo dobrym językiem, a niemalże każdy rozdział rozpoczyna się od cytatu, znanych osób, takich jak Szymborska, ks. Twardowski i inni mistrzowie słowa. Cytaty te komponują się z treścią danego rozdziału, ukazują ponadczasowość danego problemu i są przede wszystkim mądrością skondensowaną od kilku słów, do kilku zdań. Bardzo mi się te cytaty podobały. Zresztą i książka zawiera aforyzmy-perełki.

Aby uczciwie opisać tą książkę muszę też napisać o pewnych sprawach, które mnie osobiście denerwowały. Po pierwsze bycie prawnikiem wypacza spojrzenie także na literaturę, tutaj po głowie mi się kołatało pytanie, jakim cudem Kinga jeszcze pracuje… wiemy że pracuje, ale w pracy jest dosłownie kilka dni, na wyjazdy i spotkania z M. jego znajomy wypisuje jej zwolnienia, a przecież nie możemy chorować w nieskończoność, jest przewidziana liczba dnia która zdaje się nie dotyczyć bohaterki, mimo że ciąża przebiega prawidłowo, Kinga jest na zwolnieniu, a przecież macierzyński urlop nie jest bez ograniczeń czasowych, mówię o płatnym, bo wnioskuję, że na takim Kinga przebywa, gdyż mieszkając w Warszawie nie prowadzi oszczędnego trybu życia. Po zakończonym urlopie(który mimo, że nie mamy podanych danych dniowych, ale patrząc przez pryzmat akcji) zbyt długim niż realnie i prawnie to możliwe, zwalnia się z pracy, bo ma dosyć, oczywiście zrozumiałe, oszczędności ma na pół roku, ale oczywiście dostaje bez stałego zatrudnienia kredyt i otwiera kawiarnię. Mi się to w głowie nie mieściło, ale kładę poprawkę, że po pierwsze to powieść, a po drugie, nie wszyscy czytelnicy, będą na akcję patrzyli przez okulary z paragrafów, prawa pracy i ubezpieczeń społecznych.

Momentami akcja i postępowanie bohaterki były irytujące, ale nie przysłoniło mi to mimo wszystko głównego problemu, ale raczej problemów poruszonych w książce. Czytałam z zapartym tchem, nie mogąc się oderwać, lub odrywałam się na siłę, aby pewne sprawy przemyśleć kilkakrotnie.

Na pewnie nie lekka książka na miły wieczór, ale bardzo dobra książka. Książka o życiu, które nas nie rozpieszcza. Chociaż będziecie pewnie wyklinały bohaterkę, że jest kolejną głupią, która wierzy, ze facet zostawi żonę i zwiąże się z kochanką, ale takie są prawa miłości, ślepa nadzieja , że moja historia skończy się inaczej…

sobota, 11 lutego 2012

Wyzwanie nowe!!


Na forum niezastąpionym dowiedziałam się o fenomenalnym wyzwaniu, aby w 2012 przeczytać tyle ksiażek ile sie ma wzrostu. Ktoś pomyśli, ale bzdura. Nonsens! Chodzi o to, aby książki przeczytane ustawione w stosiku utworzyły wieżę Naszego wzrostu.
Oto strona wyzwania

Ja przeczytałam książek na 54 centymetry. Zdjęcie bez miarki, ale potrzebna mi osoba trzecia do obfotografowania bo mam tylko dwie ręce.
Ale oto stos porównany do mojej nogi.

Uwierzcie na słowo, ten herkulesowy słup to moja nożyna. Lewa. :P
Na szczycie widać Zbrodnię i karę, ale tylko dlatego, że dwie książki czytałam z biblioteki i już oddałam, sprawdziłam na LC i wybrałam książki niemalże identyczne stronowo.


Nad prawidłowością pomiarów czuwał Wielki Komisarz Przestrzegania Wyzwania - Melania



centymetry w dłoń i do dzieła :D

piątek, 10 lutego 2012

Top 10: książki, które chcielibyśmy znów po raz pierwszy przeczytać

Top 10 to akcja, przy okazji której raz w tygodniu na blogu pojawiają się różnego rodzaju rankingi, dzięki którym czytelnicy mogą poznać bliżej blogera, jego zainteresowania i gusta. Jeżeli chcesz dołączyć do akcji - w każdy piątek wypatruj nowego tematu na dany tydzień.

Dziś przyszła pora na... Dziesięć książek, które chcielibyśmy znów po raz pierwszy przeczytać!




Książki które chciałabym poznać jeszcze raz od nowa, bez wiedzy co będzie na końcu. To na pewno wszystkie książki, które zrobiły na mnie wrażenie. Więc w kolejności dowolnej

"Cień Wiatru". Przyszedł mi do głowy jako pierwszy. Chciałabym jeszcze raz móc się dać porwać, bez wiedzy o zakończeniu, znowu z tym cudownym magicznym uczuciem. Niedługo mam zamiar się zabrać jeszcze raz do tej książki, ale przecież to nie będzie to samo.



Harry Potter. Teraz te książki znam na pamięć, a chciałabym znowu otwierać ten I tom z cudowną niewiadomą. Ja przed lekturą książki, nie widziałam filmu i byłam przekonana, że Kamień Filozoficzny, to będzie jakiś autentyczny głaz, który będzie udzielał światłych rad i filozofował. Ehhh stare dobre czasy, ale i złe bo nie znałam Severusa :P Chciałabym tą przygodę, mojej bądź co bądź młodości przeżyć jeszcze raz…

Przeminęło z wiatrem”. Nie pamiętam czasów gdy nie znałam treści tej książki, teraz znam ją na pamięć, każde wydarzenie, ktoś może wyrwać fragment z książki i bezbłędnie go zlokalizuję i dopowiem resztę. A ja chciałabym śledzić losy bohaterów z punktu widzenia nowicjusza. Pamiętam, że za pierwszym razem ledwie przebrnęłam przez I rozdział… tak, tak, było blisko a nigdy nie przeczytałabym całości. Ciekawa czy dziś, czytany po raz pierwszy opis Georgii znudziłby mnie również?







Książki Jodi Picoult. Zaskoczenie jest tam zwykle tak wielkie, że chciałabym przeczytać „Bez mojej zgody”, „Dziewiętnaście minut” i kilka innych znowu po raz pierwszy. Przeżyć te emocje jeszcze raz.


Pan Wołodyjowski”. Wprawdzie za każdym razem czytam z niesłabnąca nadzieją, że skończy się to inaczej, ale mimo wszystko… chciałabym żeby chociaż jeszcze raz ta nadzieja była uzasadniona, by płonęła jak olimpijski znicz, a nie tliła się tak ino, ino.


Nędznicy” Bo to jedna z książek mojego życia. Pamiętam jak wybłagałam swój własny egzemplarz na 17 urodziny, żeby móc zaczytywać i móc płakać do woli. Ale to pierwsze czytanie to było tak piękne uczucie, jakbym znalazła swój port.



Potop” chciałabym przeczytać jeszcze raz w ten pierwszy raz, wyzbyć się uprzedzeń filmowych(ja naprawdę nie lubię, nie lubiłam i chyba nigdy nie polubię Malgorzaty Braunek, jest chyba najgorszą Oleńką jaka tylko była możliwa, tak mamałygowata i rozlazła, że to aż bolało. Brrr i dlatego i film i książka skoczyły na łeb na szyje na sam dół mojego Sienkiewiczowego rankingu). Chciałabym dać tej książce drugą pierwszą szansę.



Władca Pierścieni”. Nie mogę sobie wyobrazić, że nie znam tej książki, a z drugiej strony chciałabym jeszcze raz zachwycić się pięknem tego świata. Przeżywać tą niepewność, strach, ale i radość.


Anna Karenina”. Zaczynałam ją czytać zaraz po seansie filmu z Sophie Marceau. Nastawiałam się więc na przepiękny, chociaż tragiczny Roman, miałam wtedy z 13 lat i niestety wątek obyczajowy, konstrukcja powieści i ciężki styl Tołstoja mnie przerosły. Niestety. Ta książka to jeden z moich wyrzutów sumienia… niestety każda kolejna próba podejścia do tej powieści jest nacechowana pierwszym złym wrażeniem. Jestem pewna, ze gdybym teraz pierwszy raz zabrała się za losy Anny to byłabym zachwycona.


Doktor Żywago” podobnie jak w przypadku Anny Kareniny. Za książkę się zabrałam, bo podobał mi się film, ale tez byłam za młoda, aby docenić kunszt autora, problemy, które porusza. I tak jak w Przypadku Anny Kareniny, niestety, okładka mnie kuje, nie mogę się kolejny raz zabrać : ( a film z Keirą mi się podobał




Żródła zdjęć:
[1] [2] [3] [4] [5] [6] [7] [8] [9] [10] [11] [12] [13]
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Wg. Autorów ( w trakcie tworzenia)

Agata Christie (49) Agata Pruchniewska (1) Agatha Christie (14) Agnieszka Kaluga (1) Agnieszka Krakowiak-Kondracka (1) Agnieszka Lingas-Łoniewska (10) Agnieszka Wojdowicz (3) Aleksander Jażwiński (1) Aleksander Makowski (1) Aleksandra Szarłat (2) Alex Bellos (1) Alice Hoffman (1) Alina Białowąs (2) Aly Cha (1) Alyson Richman (1) Ałbena Grabowska (3) Ałbena Grabowska-Grzyb (4) Amy Hatvany (2) Andrzej Andrusiewicz (2) Andrzej Chwalba (1) Andrzej Grembowicz (1) Andrzej Kępiński (1) Andrzej Markowski (2) Angele Lieby (1) Angelika Kuźniak (1) Ann Brashares (1) Ann Wroe (1) Anna Bikont (1) Anna Fincer-Ogonowska (1) Anna Gavalda (1) Anna Herbich (3) Anna J. Szepielak (1) Anna Jean Mayhew (1) Anna Moczulska (1) Anna Nejman (1) Annabel Pitcher (1) Anne Brontë (2) Anne O'Brien (1) Anne Tyler (1) Antoni Słonimski (1) Antonina Kozłowska (2) Arael Zurli (1) Arthur Conan Doyle (1) Astrid Lindgren (4) Barbara Mutch (1) Barbara O`Neal (4) Barbara Sęk (1) Barbara Wachowicz (1) Becky Wade (1) Bill Bryson (1) Bolesław Prus (2) Bożena Keff (1) Brenda Reid (1) Brigitte Hamann (1) Brygida Grysiak (1) Carla Montero (1) Carlos Ruiz Zafón (1) Carrie Snyder (1) Cat Patrick (1) Cecelia Ahern (1) Cecilia Samartin (1) Cesarina Vighy (1) Chandra Hoffman (1) Charles Dickens (4) Charles Frazier (1) Charlotte Brontë (5) Cheryl Strayed (1) Chesley McLaren (1) Chris Columbus (1) Chris Fabry (1) Chris Grabenstein (1) Christian Jacq (1) Christina Baker-Kline (2) Chufo Llorens (1) Claire North (1) Clara Sanchez (1) Claude Quétel (1) Clive Staples Lewis (2) Colin Campbell (1) Colleen Hoover (2) Colleen McCullough (1) Conor Grennan (1) Consilia Maria Lakotta (2) Dan Brown (1) Daniel Silva (2) Danielle Steel (1) Danuta Awolusi (1) Danuta Pytlak (1) Dario Fo (1) Debbie Macomber (2) Denis Brian (1) Denis Diderot (1) Denise Hildreth Jones (1) Dennis Lehane (1) Diana Gabaldon (6) Diane Chamberlain (11) Doda Około-Kułak (1) Dodie Smith (1) Donald Spoto (2) Dorota Combrzyńska-Nogala (1) Dorota Gąsiorowska (1) Dorota Golińska (1) Dorota Ponińska (1) Dorota Terakowska (2) Dorothea Johnson (1) Dorothy Rowe (1) Dörthe Binkert (1) Douglas Smith (1) E. Lockhart (1) Edward Rutherfurd (2) Eileen Goudge (1) Eliza Orzeszkowa (2) Elizabeth Cooke (3) Elizabeth Gaskell (5) Elizabeth Haran (3) Elżbieta Cherezińska (4) Emilia Sokolik (1) Emily Jane Brontë (1) Emma Donoghue (1) Eowyn Ivey (1) Eric Lomax (1) Erin Morgenstern (1) Eugen Ruge (1) Eva Weaver (1) Ewa Bauer (2) Ewa Stachniak (2) Ewa Wróbel (1) Federico Moccia (4) Fern Britton (1) Fern Michaels (1) Florian Illies (1) Francine Rivers (3) Francis Hackett (1) Francis Scott Fitzgerald (1) Francoise Giroud (1) Gardner Raymond Dozois (1) Gavin Extence (2) George Orwell (1) George R.R. Martin (7) Georgia Bockoven (1) Gigi Buffon (1) Giovannino Guareschi (5) Glenys Carl (1) Grażyna Jeromin-Gałuszka (1) Greg King (1) Gregg Olsen (1) Grzegorz Sokołowski (1) Grzegorz Strzelczyk (1) Håkan Nesser (1) Hanna Cygler (3) Harper Lee (1) Helen Fielding (2) Helen Rappaport (1) Helena Mniszkówna (1) Helga Hoškova-Weissowá (1) Hellmut Andics (1) Henning Mankell (2) Henryk Sienkiewicz (1) Holly Peterson (1) Horacio Verbitsky (1) Ibn Warraq (1) Igor Sokołowski (3) Ismet Prcić (1) Iwona J. Walczak (3) Izabela Jung (1) Izabela Sowa (1) Izabella Frączyk (1) J.J. Renert (1) Jacek Dehnel (2) Jacek Hugo-Bader (1) Jacek Lusiński (1) Jadwiga Czajkowska (1) Jakub Puchalski (1) Jan Łoziński (1) Jan Miodek (2) Jan Paweł II (1) Jan Wróbel (1) Jane Austen (6) Janina Fedorowicz (1) Jaroslav Hašek (1) Jaume Cabré (2) Jaume Collel (1) Jean des Cars (2) Jean-Christophe Brisard (1) Jean-Jacques Sempé (1) Jean-Paul Roux (1) Jeannette Kalyta (1) Jennifer Kaufman (1) Jennifer Teege (1) Jennifer Worth (1) Jerzy Bralczyk (3) Jerzy Niemczuk (2) Jerzy Sosnowski (1) Jewgienij Wodołazkin (1) Jill Barnett (1) Jill Mansell (1) Joanna Konopińska (1) Joanna Marat (1) Joanna Szczęsna (1) Joanne Harris (1) Joanne Kathleen Rowling (12) Jodi Picoult (21) John Borrell (1) John Boyne (1) John Carlin (1) John Curran (1) John Green (1) John Grogan (1) John Ronald Reuel Tolkien (7) John Seeney (1) Jojo Moyes (5) Jolanta Król (1) Jolanta Kwiatkowska (1) Jon Ronson (1) Jonathan Littell (1) Jordi Pons Salas (1) Joyce Maynard (1) Józef Witko (2) Julia Alvarez (1) Julia Child (1) Julia P. Gelardi (1) Julian Tuwim (2) Julie Lawson Timmer (1) Julie Orringer (1) Jürgen Thorwald (6) Justin Go (1) Justin Peacock (1) Justyna Wydra (2) Ka Hancock (1) Kamil Janicki (2) Kard. Jorge Mario Bergolio (2) Karen Dionne (1) Karen Karbo (1) Karen Mack (1) Karolina Frankowska (1) Karolina Lanckorońska (1) Katarina Mazetti (2) Katarzyna Archimowicz (2) Katarzyna Bonda (6) Katarzyna Kołczewska (1) Katarzyna Kwiatkowska (5) Katarzyna Michalak (14) Katarzyna Zyskowska-Ignaciak (5) Kate Lord Brown (1) Katherine Webb (2) Kathryn Taylor (1) Keith Lowe (1) Kerstin Ekman (1) Kiera Cass (5) Kristina Sabaliauskaitė (1) Krzysztof Sadło (1) Krzysztof Ziemiec (2) ks. Jan Twardowski (1) Laila El Omari (1) Laurens van der Post (1) Leah Fleming (1) Lena Najdecka (1) Leslie Carroll (1) Levi Henriksen (1) Lily Koppel (1) Linda Green (2) Lisa Genova (3) Lisa Kleypas (1) Lisa Scottoline (1) Liv Tyler (1) Louisa May Alcott (1) Louise Walters (1) Lucy Ferriss (1) Lucy Maud Montgomery (8) Lucyna Olejniczak (1) Ludwig Winder (1) Ludwik Stomma (1) Łukasz Maciejewski (1) Łukasz Orbitowski (1) M.L. Stedman (1) Maciej Karpiński (1) Maciej Stuhr (1) Magda Gessler (1) Magdalena Grzebałkowska (3) Mag­da­lena Knedler (1) Magdalena Kordel (4) Magdalena Kulus (1) Magdalena Tulli (1) Maja Łozińska (1) Małgorzata Gutowska - Adamczyk (3) Małgorzata Halber (1) Małgorzata Hayles (1) Małgorzata Łukowiak (1) Małgorzata Maj (1) Małgorzata Musierowicz (15) Małgorzata Szejnert (1) Małgorzata Tusk (1) Małgorzata Warda (2) Mandy Hale (1) Marc Llewellyn (1) Marcin Górka (1) Marcin Mastalerz (2) Marcin Prokop (2) Marcin Wilk (1) Marcin Zaremba (1) Marek Aureliusz (1) Marek Grechuta (1) Marek Ławrynowicz (1) Marek Rybarczyk (2) Margaret Dilloway (1) Margaret Mitchell (1) Maria Dąbrowska (2) Maria Kruger (2) Maria Krüger (1) Maria Sveland (1) Maria Ulatowska (3) Marilyn Brant (1) Marina Stepnova (1) Mariola Pryzwan (1) Marion Zimmer Bradley (1) Mariusz Szczygieł (4) Mariusz Urbanek (5) Mariusz Wilka (1) Mariusz Ziomecki (1) Marta Kisiel (2) Martha Grimes (1) Martin Sixsmith (1) Matthew Quick (1) Melchior Wańkowicz (1) Melissa Hill (1) Meredith Goldstein (1) Mhairi McFarlane (2) Michał Heller (1) Mieczysław Mokrzycki (1) Mike Carson (1) Mira Suchodolska (1) Miriam Karmel (1) Mitch Albom (3) Monika A. Oleksa (5) Monika Szwaja (10) Nadine Gordimer (1) Natasha Walker (1) Ned Vizzini (1) Olle Lönnaeus (1) Papież Franciszek (2) Patrick Ness (1) Patrick Pesnot (1) Paul Arden (1) Paullina Simons (3) Penny Jordan (1) Peter Heller (1) Peter Kreeft (1) Platon (1) Pola Kinski (1) Priscille Sibley (1) Rachel Hauck (2) Rebecca Johns (1) Regina Brett (4) René Goscinny (1) Richard Paul Evans (6) Richard Phillips Feynman (3) Robert Galbraith (3) Robert J. Woźniak (1) Roma Ligocka (3) Ryszard Legutko (1) Sally Bedell Smith (1) Sam Pivnik (1) Samantha Hayes (1) Samantha van Leer (1) Sarita Mandanna (1) Seré Prince Halverson (1) Shelley Emling (1) Stanisław Zakościelny (1) Stephanie Evanovich (1) Stephenie Meyer (2) Sue Eckstein (1) Sue Woolmans (1) Sylwia Chutnik (1) Szymon Hołownia (11) Szymon Sokolik (1) Terry Pratchett (2) Trygve Gulbranssen (4) Tullio Avoledo (1) Victoria Twead (2) Walter R. Brooks (2) Wiesław Myśliwski (2) Wilkie Collins (2) Yrsa Sigurdardóttir (5) Zośka Papużanka (1)

Pogoda w mojej okolicy