niedziela, 30 czerwca 2013

"Do Santiago. O pielgrzymach, Maurach, pluskwach i czerwonym winie" - Emilia Sokolik, Szymon Sokolik

Lepiej iść z mężem czy z osłem? Ile dziewic składano w daninie Maurom? Jak medyk z Kordowy odchudził króla Sancha? Dlaczego rycerze z Zakonu Santiago byli żonaci? Jak byki egzekwują zakaz parkowania? Co jest gorsze: pluskwy czy nyktofobia? Co ślubował Krzysztof Kolumb? Jakie części ciała powinien obmywać pielgrzym?
Znacie odpowiedzi? Oni też nie znali, dopóki nie postawili pierwszego kroku na Camino de Santiago. Emilia i Szymon Sokolikowie postanowili na miesiąc przenieść swoje życie małżeńskie z Warszawy na górskie i polne ścieżki północnej Hiszpanii. Przeszli nimi osiemset kilometrów, podążając cały czas za żółtymi strzałkami w kierunku Atlantyku, do grobu jednego z trzech najbliższych uczniów Jezusa – świętego Jakuba Apostoła. 


 Niedziela, dzień Pański, jakoś tak ładnie zainspirowało mnie kazanie Wikarego i sięgnęłam po książkę, którą zaczęłam ponad rok temu. Może również dlatego, że do pielgrzymki już niedaleko, a mnie dokucza przeklęta stopa, a termin wizyty u ortopedy odległy. Prędzej stopa mi odpadnie, albo sama się wyleczy. Książki o pielgrzymowaniu do grobu św. Jakuba zbieram od jakiegoś czasu, na tą długo miałam ochotę, tylko że jak zabrałam ją w pewną ważną podróż do Lublina, czytając cały czas chlipałam a makijaż miałam. Ryzykowna sprawa.

Więc nie czytałam, żeby skończyć. Czytałam, żeby podnieść się na duchu, znaleźć ten spokój i otuchę jakie niesie pielgrzymowanie, żeby się wzruszyć i zapłakać. Żeby poczytać jak trud wędrówki odbierają inni wierzący ludzie. Kilka razy wspominałam, oficjalnie powtórzę, że jeśli napiszę i obronię doktorat sama udam się w drogę, nawet jeśli mi się nie uda(niezbadane są przecież Boże wyroki) to będę chciała pójść. Jak na razie chłonę atmosferę pielgrzymki, za którą tak tęsknię, z książek, czytam i tęsknię za słońcem piekącym w twarz, za wiatrem rozwiewającym włosy, za cudem wędrowania o brzasku, gdy mgła otula drzewa, a horyzont się czerwieni. Tęsknię do dnia gdy „usłyszę ruszaj, ruszaj!”

Ale nie o moich doświadczeniach i pielgrzymkowych trudach miało być! Polskie małżeństwo Szymon i Emilia ruszają na Camino, wychodzą z Francji, do przejścia mają jakieś osiemset kilometrów. Są wierzącymi, dobrymi ludźmi, jaki jest ich cel? Intencja? Różne, kto raz szedł, wie, że ciężko idzie się z JEDNĄ intencją, bo to ktoś z bliskich ma problem, to ktoś nas poprosi, jest tyle ludzi za których chcemy się modlić, za których chcemy podziękować. Wprawdzie między wierszami, a i kilka razy literalnie możemy wyczytać, że Emilia i Szymon będą się modlić o potomstwo, także. Zanim jednak pokłonią się i uścisną św. Jakuba, czeka ich wiele kilometrów, nie tylko łagodnej płaskiej mesety, za to spalonej słońcem, ale również stromych gór, dużych przewyższeń gdzie pogoda będzie się zmieniała z dnia na dzień. Pielgrzymka to nie tylko droga, to noclegi, to bąble, obtarcia, u nas w Polsce modna jest asfaltówka, ale pielgrzymka to LUDZIE!. Istoty często irytujące, wkurzające i zdawałoby się, że przeszkadzające w szczęśliwej egzystencji, na pielgrzymce zmieniają swoje przeznaczenie. Chociaż model hiszpańskiego pielgrzymowania jest różny, niż nasz polski. U nas idzie się sporym stadem, śpiewa się, macha, Camino pokonuje się samotnie, ewentualnie z małżonkiem, z przyjacielem, ludzi się spotyka na szlaku, nasze drogi się krzyżują, ale idziemy samemu. Samemu ze sobą, ze swoimi myślami, z Bogiem, aby lepiej wsłuchać się w to co ma nam do powiedzenia.  Tylko, że ludzie na Camino są inspiracją, natchnieniem, przywracają siły i pomagają odnaleźć sens, gdy opadnie na nas zwątpienie.
Przez kilkanaście dni towarzyszymy tej dwójce w wędrówce. Nie ograniczają się do zwykłego dziennika z podróży, przytaczają historię mijanych miejsc, legendy, tradycje obowiązujące na szlaku, dzięki temu dowiadujemy się wielu ciekawostek, uczymy się historii. Dlatego ta książka nie jest przeznaczona dla fanów tej formy spędzania urlopu jaką jest pielgrzymka, to gratka dla miłośników dobrej literatury podróżniczej.
Wprawdzie momentami historia jest monotonna, może nas chwycić znużenie, ale jednak całościowo zaliczam ją bardzo na plus. Towarzyszyła mi, jak już wspomniałam, ponad rok. Ciężko mi ze świadomością, że muszę ją odłożyć…
Tym ciężej, że z dużym prawdopodobieństwem, w tym roku nie będę pielgrzymowała. Niestety.
Ale  książka ma bibliografię, więc pokłonię się allegro i będę kompensować.

Jeszcze dopisze, że zwłaszcza wzruszyła mnie i dala do myślenia rozmowa z Javierem.
Javier pięknie mówi o relacji z Bogiem, zwraca uwagę, przypomina o bardzo ważnym aspekcie wiary i relacji ze Stwórcą! Mianowicie o ufności.  Cieszę się, że sobie to przypomniałam!

sobota, 29 czerwca 2013

"Magnolia" - Grażyna Jeromin-Gałuszka

Czasami dopiero na bieszczadzkiej wsi życie nabiera prawdziwego znaczenia.

Filip Spalski jest pilotem, kocha latać, robił to całe życie. Pewnego dnia wraca do domu po długim locie przez Atlantyk i dowiaduje się, że jego żona odeszła. Nie chciała dłużej czekać – na niego, dziecko, na wspólne życie. Filip nagle widzi, że nic mu nie zostało. Jest sam, nie ma przyjaciół ani rodziny. Wsiada w samochód i rusza przed siebie. Dojeżdża na koniec świata, do małej wioski w Bieszczadach, gdzie czas płynie tak wolno, że wszyscy kupują gazety sprzed tygodnia. Na nieczynnej poza sezonem stacji kolejowej spotyka mężczyznę, będącego w podobnej sytuacji. Kupuje od nieznajomego zaniedbany pensjonat o nazwie Magnolia. Pracuje tam kilka niezwykłych kobiet, które odmienią jego życie…


Pamiętacie czasy gdy nie było tu tak cicho i pusto, żeby nie powiedzieć martwo? Ja już tylko przez mgłę. Wszystko wskazuje na to, że kończy się rok akademicki i szkolny, koniec wyjazdów, koniec pracy, koniec jazd na egzaminy i wykłady. Mogę skupić się tylko na czytaniu. Szkoda z jednej strony, z drugiej – cieszę się bardzo. Ale ja w ogóle jestem ostatnio jakoś szczęśliwa :D

Wracając w czwartek z Lublina, nie byłam w stanie utrzymać książki, więc wyjęłam telefon z ebookiem. Wybrałam „Magnolię” nie wiem dlaczego, pamiętałam, że okładka mnie uwiodła.
Fabuła też wydawała się zachęcająca, nieco wtórna po tych wszystkich wielkich ucieczkach literackich ostatnich lat. Więc o ile okładka rozbudzała nadzieje, o tyle zapowiadana treść nieco je studziła.

Filip – mężczyzna w średnim wieku, pilot. Jednego dnia traci wszystko, pracę która była jego miłością i pasją oraz żonę. Małżonka, ma dosyć losu żony marynarza, ma dosyć czekania na męża, dosyć życia spod igły, chce dziecka i odrobiny szaleństwa. Trochę dużo, jak na jeden dzień, na jednego człowieka, Filip przechodzi zawał i te wydarzenia sprawiają iż wsiada w samochód i gna przed siebie. Przypadkiem trafia w Bieszczady, na opuszczonej stacji spotyka mężczyznę, który przechodzi coś podobnego. Filip kupuje od niego pensjonat, mieszczący się w starym budynku dla więźniów, mężczyzna ma szansę zacząć nowe życie.

taki cytat Autorka umieściła na początku - uwiódł mnie!
Tak, wiem fabuła która obfituje w „przypadki” i teoretyczną banalność, zgadzam się, można było „Magnolię” spartolić po całości, zrobić z tego męską wersję rozlewiska, żeby było mdło i nijako oraz do bólu schematycznie. Tymczasem „Magnolia” jest wyjątkowa, po pierwsze, to facet dostaje po kuprze, jest karma!! Chociaż te „przypadki” jakie natrafia na swej drodze odzierają nieco z realizmu historię, to jednak nie prawdziwość wydarzeń jest dla mnie największym atutem tej książki. Otóż autorka opowiada nam historie, nie jedną, ale kilka historii, które do czytelnika przemawiają. Do mnie najbardziej przemówiła historia Olgi, wciąż o niej myślę, wciąż staram się rozgryźć, dla mnie w tej kobiecie w jej życiu jest coś co przyciąga.
Gdyby tylko interesowała mnie Olga to książka na dobrą sprawę mogłaby mieć kilkanaście stron, ma nieco ponad dwieście, a na jej kartach żyją ludzie. Cieszą się, popełniają błędy, przeżywają dramaty i kochają.
Grażyna Jeromin-Gałuszka zaprasza nas do wysłuchania wyjątkowej opowieści, warto skorzystać z zaproszenia, wydaję mi się, że jednostka wrażliwa nie będzie żałowała!! 

poniedziałek, 24 czerwca 2013

"Lód w żyłach" - Yrsa Sigurdardóttir

Grupa Thory przybywa na wschodnie wybrzeże Grenlandii, gdzie zostaje odcięta od świata.
Ktoś uszkodził czasze anten satelitarnych, nie działają telefony komórkowe, w kampusie brak natrysków i jedzenia. Okolica uważana jest przez autochtonów za przeklętą i cały czas wydaje się, że ktoś obserwuje członków ekipy. Pierwsza noc jest niczym koszmar, a rankiem bohaterowie odnajdują zwłoki z ogromna dziurą między żebrami. Dziwnym znaleziskiem jest także figurka Tupilaka oraz ludzkie kości, poupychane w szufladach niektórych pracowników. Mieszkańcy pobliskiej osady nie zapuszczają się w te rejony, nie chcą rozmawiać z przyjezdnymi. Swoje śledztwo Thora zaczyna od przeczytania książki o miejscowych wierzeniach i historii wschodniej Grenlandii.


„Lód w żyłach” to trzecia książka islandzkiej pisarki Yrsy Sigurdardóttir, jaką miałam okazję przeczytać. Poprzednie dwie wgniotły mnie w fotel, podniosły poziom adrenaliny, toteż postanowiłam systematycznie skompletować resztę książek tej pisarki.  W sukurs przyszedł mi lubelski, empik który akurat obniżył cenę książki „Lód w żyłach” do zawrotnej 9.99. Grzechem byłoby nie kupić. Książka przeleżała swoje na półce, nabrała mocy urzędowej. Przyszły upały, długie dni. Nie ma bowiem lepszych okoliczności do czytania Yrsy niż ciepło za oknem i noc, która długo nie przychodzi. Jako, że akcja jej książek toczy się zwykle na dalekiej północy, dodatkowo te książki niesamowicie podnoszą adrenalinę, więc czytanie ich w  nocy, grozi zawałem serca.

Bogatsza w doświadczenia powieści Yrsy, które wcześniej czytałam uznałam, że najdłuższe dni w roku to najlepszy moment na lekturę tych książek, które mrożą arktycznym powietrzem i po prostu przerażają.  Tym razem autorka wysyła swoją bohaterkę, prawniczkę Thorę na Grenlandię.  Prawniczka zostaje wynajęta przez bank, ma za zadanie znaleźć możliwość zawarcia ugody, bowiem wykonywanie odwiertów na Grenlandii, które zostało zlecone, nie idzie tak jak powinno. Okazuje się, że zaginęło trzech pracowników, znaleziono zwłoki a baza została odcięta od świata.
Co z całą sytuacją mają wspólnego pierwsi mieszańcy tych terenów, którzy wyginęli co do jednego, czy ziemia tam faktycznie jest przeklęta? Czy panuje tam bezlitosny Tupilaka, który upomina się o swój trybut? A może to wszystko, jak zwykle wina człowieka?

Przyznam się Wam, że nieco się zawiodłam na tej książce. W porównaniu ze „Spójrz na mnie” i „Pamiętam cię” książka ma o wiele mniejsze napięcie, chociaż autorka stosuje mniej więcej podobne chwyty, w podobny sposób  buduje napięcie. Nie wiem czy wina leży w moich zbyt wysokich oczekiwaniach, czy tez w tym, że „Lód w żyłach” jest wcześniejszą powieścią Yrsy i może jej kunszt jeszcze się nie rozwinął aż tak jak w czasach tych powieści, które czytałam. Poprzednie książki połykałam w jeden dzień, nie mogłam się oderwać i czytałam jak zahipnotyzowana. „Lód w żyłach” zaczęłam w piątek. W sobotę, czytałam troszkę przed pracą i porzuciłam, wczoraj – usnęłam. Pewnie dziś, gdyby nie burza i odwyk od kompa, tez bym jej nie dokończyła. Jestem zaskoczona takim stanem rzeczy i przyznam się że nieco zawiedziona.
Ale się nie zrażam, dalej jestem fanką tej autorki, tego w jaki sposób buduje napięcie i wzbudza lęk. Te książki są naprawdę świetnym sposobem na spędzenie upalnych dni. Mimo, że „Lód w żyłach” mnie zawiódł, nie uważam tej książki za złą, czy słabą. Nie genialną, ale do poziomu „poniżej przeciętnej” sporo jej brakuje. Bądź, co bądź, były momenty gdy autentycznie się bałam i wolałam nie czytać wieczorami, po ciemku.
Naprawdę dobry skandynawski kryminał!

niedziela, 23 czerwca 2013

"I że cię nie opuszczę"- The Vow (2012)

Żona Leo w wyniku wypadku samochodowego traci pamięć. Bohater robi wszystko, by znów się w nim zakochała.


Lubię sobie od czasu do czasu oglądnąć romans. Zwłaszcza gdy zasiadam z tamborkiem, lubię w tle puścić coś niezobowiązującego, coś co w pelni mnie relaksuje. Wprawdzie najczęściej zajeżdżam na śmierć „Władce Pierścieni”, ale jednak CZASAMI oglądam coś innego. Tym razem mój wzrok padł na film „I że Cię nie opuszczę”. Niewiele myśląc odpaliłam film, oglądałam bodajże na trzy raty(bo jednak film AŻ TAK do miejsca nie przykuwa) i dziś, przed chwilą skończyłam.

Film bazuje na prawdziwej historii małżeństwa. Żona, w filmie Page grana przez znaną miłośnikom gatunku Rachel McAdams traci w wypadku pamięć. Nie tak całkowicie, wie kim jest, ale zupełnie nie pamięta tego co zdarzyło się po tym jak zerwała kontakty z rodzina, tego faktu zresztą tez nie pamięta. Wyparowało z jej umysłu, że rzuciła studia prawnicze, że zmieniła styl życia oraz – co tragiczniejsze, że poznała, pokochała i poślubiła Leo(gra go Channing Tatum). Mężczyzna nie zraża się utratą pamięci ukochanej, postanawia walczyć o ten związek, najpierw czyni starania, aby pomóc żonie odzyskać pamięć. A gdy ta wraca do „starego życia”, chce ją w sobie rozkochać na nowo. Jednak to wszystko spełza na niczym. Paige wydaje się być szczęśliwa z powrotu do życia, które kiedyś porzuciła, jakby dostała od życia szansę, aby przywrócić system do stanu w którym ostatnio wszystko działało świetnie. Leo chce jej szczęścia, więc pozwala jej na to. Ale wiadomo – to romans. Wiemy, że wrócą do siebie, wiemy, że będzie ten happy end. Bo przecież wtedy byłby dramat, gdzie wiara w szczęśliwe zakończenia, wtedy by się podziała?

Jest to film jakich wiele. Ale mnie dodatkowo skłonił do myślenia, do refleksji, czy chciałabym też dostać od losu taką szansę. I na chwilę obecną doszłam do wniosku, że tak. Jest jedna osoba, której spotkania nie żałuję, bynajmniej! Cieszę się, że to wszystko mnie spotkało, że mnie spotyka, ale chyba chciałabym, teraz zapomnieć. Gdybym tak jak Paige straciła pamięć, nie chciałabym, żeby ktoś m i przypominał co się zdarzyło. Chociaż tak jak pokazuje ten film los jest kapryśny, możemy różne rzeczy odkręcać, a i tak znajdziemy się w takim samym punkcie końcowym. Tak jak stalo się to z Paige i Leo, tak jak stało się z małżeństwem, którego historia zainspirowała twórców filmu. Chociaż kobieta nigdy pamięci nie odzyskała. Przeznaczenie? Niezbadane Wyroki Opatrzności? Różnie można to nazywać. Efekt jest jeden, wydaje się jeden. Nasz los został gdzieś spisany, istnieje Plan, który jest realizowany, chociaż chwilami, poszczególne etapy są dla nas bezsensowne. Budzą lęk i poczucie beznadziei. Trzeba trwać w wierze, że w końcu wszystkie puzzle trafią na swoje miejsce.
Ten film przypomniał mi o tym. Chociaż nie jest to produkcja, która mnie zachwyciła, wbiła się w pamięć. Nie będę do tego filmu wracała. Ale nie żałuję czasu poświęconego na oglądnięcie.

sobota, 22 czerwca 2013

"Lalki z getta" - Eva Weaver

Przejmujący opis wojny widzianej oczami dziecka i jego prześladowcy. Porywające studium ludzkiej odwagi i siły przebaczenia. 
Żydowski chłopiec imieniem Mika na początku wojny dziedziczy po dziadku płaszcz, a wraz z nim kolekcję pacynek ukrytą w jego licznych kieszeniach. Lalki pozwalają mu choć przez chwilę zapomnieć o potwornościach wojny i pomóc zapomnieć innym. Talent Miki zostaje odkryty przez niemieckiego żołnierza, który zmusza go do rozpoczęcia podwójnego życia, walki o życie i honor. Chłopcu udaje się jednak znaleźć nowe zastosowanie dla lalkarskiego talentu i sekretnych kieszeni płaszcza.
Powieść opisuje też drugie oblicze wojny widzianej oczami niemieckiego żołnierza, Maxa, który później trafia do syberyjskiego gułagu. Łącznikiem między postaciami żydowskiego chłopca i hitlerowca staje się jedna z pacynek, która przekazywana z pokolenia na pokolenie symbolizuje trudne dziedzictwo wojny.


Za każdym razem gdy czytam książki o tematyce Holocaustu czuję się… czuję się wyczerpana, przerażona. Zawsze wtedy chciałabym zgromadzić wokół siebie wszystkie bliskie mi osoby. Powiedzieć jak bardzo je kocham, podziękować Bogu, za ich bliskość, za to, że są. Książki takie jak „Lalki z getta” sprawiają, że ogarniam miłością całą moją Rodzinę, chciałabym jak kwoka ogarnąć ich skrzydłami i nigdy nie spuszczać z oczu.  Zawsze ogarnia mnie ten charakterystyczny strach o tych których kocham. Tak wpływają na mnie takie książki. Dlatego po ich lekturze czuję się przybita.

Już sam tytuł „Lalki z getta” pełen paradoksu, zestawiający zabawkę, coś trywialnego, zabawnego z synonimem piekła, jakim było getto jest niezwykłym, bardzo trafnym zabiegiem. W oryginale tytuł brzmi(wybaczcie tłumaczę, zwykle na własny użytek li i jedynie) „Lalkarz z Warszawy”. Oryginalny tytuł nie umiejscawia książki w czasie, nie wzbudza żadnych mocniejszych uczuć. Ten polski tytuł jest zdecydowanie trafniejszy, pozwala wyłuskać książkę, z hałd nowości.

Książka wstrząsa, właściwie od pierwszych stron, opowiada historię nastoletniego chłopca, który żyje w Warszawie z ukochanym dziadkiem i matką(ojciec obumarł mu gdy chłopiec miał trzy latka) Ale akcja zaczyna się zupełnie inaczej, oto starszy pan, za oceanem, w USA, zabiera swego wnuka na niedzielny spacer, jeden plakat porusza całą lawinę wspomnień, które leżały pochowane pod gruzami niepamięci przez lata. I tak starszy człowiek wraca wspomnieniami do Warszawy do roku 1938, do ostatniego roku wolności, gdy jego dziadek, z okazji otrzymania profesury, obstalował u krawca elegancki płaszcz. Niedługo przyszło mu się cieszyć i profesurą i płaszczem. Minął rok, przyszedł wrzesień, na Warszawę spadły bomby. Waleczne miasto skapitulowało, a na dymiących gruzach tryumfował Hitler i jego siepacze, w których głowach już świtał diabelski plan. Idące coraz to dalej represje, w końcu getto, więzienie, miasto śmierci.  Jak napisałam od pierwszych stron tragedia tego nastoletniego chłopca wstrząsa, tym bardziej, że wydarzenia opowiada nam on sam, relacjonuje kolejne upokorzenia, dramat jakim było wyrzucenie ze szkoły jego, a dziadka z uniwersytetu, a później przeprowadzka do getta. Chłopiec wspomina, jak dziadek zamienił ów słynny płaszcz w Arkę, która przez spienione wody historii miała przewieźć to co dla niego cenne. Książki, listy do i od żony, zdjęcia. Nie zdążyła, broniąc honoru kobiety dziadek traci życie na ulicy getta. Schedę – płaszcz w ostatnich słowach przekazuje wnukowi. I ten płaszcz ocali Mice życie, ocali jego świat i nie tylko jego. Płaszcz i pacynki, które będą dla wielu jedynym światłem w mroku getta, dzieciom ze szpitala, z sierocińca Korczaka. Mika zostanie zmuszony do zabawiania Niemców, tych samych którzy na ulicy będą do niego celowali, którzy będą ładowali jego bliskich do bydlęcych wagonów. Jednak jestem żołnierz będzie inny i dopiero w osobie Maxa historia lalek z getta nabiera barw, zyskuje kształt, a historia zostaje spięta klamrą.

Pomimo niewielkich rozmiarów(nieco ponad 300 stron) książka jest niesamowicie poruszająca, tak zapewne wpływa na to ogólna tematyka książki, która daje dużo na początek, zapewnia dramaturgię, zapewnia przeżywanie całej gamy silnych uczuć. To mają do siebie książki z holocaustem w tle. Ale w „Lalkach z getta”, holocaust jest, co brzmi nieco dziwnie, zsunięty na dalszy plan, przy zachowaniu należnego szacunku ofiarom i oddaniu hołdu, tym którym próbowano odebrać człowieczeństwo. Tutaj na pierwszy plan wysuwają się starania młodego chłopaka, który chce w tym piekle na ziemi, ocalić nieco normalności. Na ile może chce pomóc dzieciom w przeżyciu tego koszmaru, zachowania jakiejś namiastki dzieciństwa. Ale nie tylko bawi się pacynkami, ratuje życie dzieciom, bardzo ryzykując życiem.

I z jednej strony mamy żydowskiego chłopca, który stara się ocalić życie, przeżywa swoją młodość w anormalnych warunkach, przeżywa pierwszą miłość i ciągle jest ofiarą i zwierzyną łowną, a z drugiej strony mamy niemieckiego żołnierza z którym los go styka. Najczęściej Niemiec, to Niemiec, zły, świnia i ścierwo. Tutaj autorka przełamuje schemat, pokazuje losy Maxa po wojnie, gdy role się odwracają, gdy to on jest zwierzyną, gdy jemu odbiera się człowieczeństwo, gdy to on zostaje odarty z godności. Po prostu role się odwracają. Dzięki temu książka jest pełniejsza, prawdziwsza. Bardziej daje do myślenia, niż dziesiątki powieści, które ukazywały Niemców, jako rzeszę bez twarzy, jako bezimienną machinę do zabijania. Świetnie to autorce wyszło. Książka zyskuje na autentyczności również poprzez wprowadzenie do niej historycznych postaci, chociażby Korczaka.

To jest bardzo prawdziwa i wstrząsająca książka, ale autorka porusza serca, nie epatuje przemocą, ona w tak interesujący sposób dobiera słowa i konstruuje obrazy, że bez zalania czytelnika krwią potrafi poruszyć duszę.

Nie spodziewałam się takiej gamy emocji po, bądź co bądź, kolejnej książce o Holocauście. Myliłam się. Dostałam książkę, która przeczytałam w popołudnie. Książkę która mnie poruszyła i znowu zmasakrowała.
Bardzo polecam!!


Ufff, myślałam, że nie napisze tej recenzji. Moja Mela urządziła sobie na klawiaturze spacerniak...

"Nocne życie" - Dennis Lehane

Fascynująca, epicka, wielowymiarowa opowieść o wiernych przyjaciołach i zapamiętałych wrogach, bezwzględnych przemytnikach rumu i mrocznych femme fatale, cytujących Biblię ewangelistach i okrutnych członkach klanu, walczących o przeżycie i swój udział w amerykańskim śnie.
Boston, rok 1926. Szalone lata dwudzieste w pełnym rozkwicie. Alkohol leje się strumieniami, kule świszczą w powietrzu, a pewien człowiek zamierza odcisnąć swój ślad na tym świecie.Prohibicja spowodowała pojawienie się splątanej sieci podziemnych gorzelni, nielegalnych lokali, gangsterów i sprzedajnych policjantów. Joe Coughlin, najmłodszy syn znanego w Bostonie kapitana policji, już dawno odrzucił surowe zasady, w których go wychowano. Teraz, gdy drobne kradzieże z dzieciństwa odeszły w przeszłość, zajął się pracą dla najgroźniejszych gangsterów w mieście. Robi to dla zysku, dreszczu emocji i smaku życia na marginesie społeczeństwa.
Niestety, życie po stronie mroku ma wysoką cenę. W czasie gdy bezwzględni ludzie, mający do dyspozycji pieniądze, nielegalny alkohol i broń, walczą o władzę, nie można ufać nikomu. Buntownikom takim jak Joe pisany jest jeden los: przedwczesna śmierć. Ale ludzie jemu podobni, nie bacząc na nic, zamierzają żyć pełnią życia aż po ostatni dzień.
Joe rozpoczyna oszałamiającą wspinaczkę po szczeblach organizacji gangsterskiej, która rzuca go z Bostonu czasów jazzu do tętniącej życiem dzielnicy łacińskiej w Tampie i na słoneczną Kubę. 
„Nocne życie” to opowieść o wielkiej miłości i saga o zemście, fascynująca historia zdrady, przebaczenia, muzyki i śmierci, która przywraca do życia czasy, gdy popełnienie grzechu było powodem do świętowania, a występek uważano za cnotę obywatelską.
„Nocne życie” to „Ojciec chrzestny” dla ludzi myślących.Stephen King
Każde zdanie sprawia przyjemność. Jesteście w rękach eksperta i sami to poczujecie. „New York Times”
„Nocne życie” przekracza ramy znanego nam życia i wyczarowuje własną, przekonującą rzeczywistość… Misterny fresk, przedstawiający burzliwą przeszłość Stanów Zjednoczonych. „Washington Post Book World”
To bezsprzecznie i pod każdym względem magnetyczna powieść – przestępstwo, rodzina, namiętność, zdrada, a to wszystko na przedstawionym z dbałością o najdrobniejsze szczegóły tle historycznym. „Booklist”
Mistrzostwo! Lehane stworzył dojrzałą, prawdziwie amerykańską opowieść, która przemówi zarówno do czytelników literatury pięknej, jak i do miłośników kryminałów. „Publishers Weekly”



 Nazwisko Denis Lehane  nic mi nie mówiło. Nie nam tego autora, nie czytałam żadnej jego książki. Ale wchodząca na polski rynek powieść „Nocne życie” zapowiadała się świetnie. A ja nie przepuszczam takich okazji.

Au tor bierze na warsztat lata dwudzieste i trzydzieste. To bardzo barwne lata w historii USA, gdy prohibicja, kryzys sprawiły, że wszystko zmieniało się jak w kalejdoskopie. Upadały wielkie, stare fortuny, powstawały nowe. Z dnia na dzień.. W tych czasach, gdy ciałem stawały się słowa „od zera do milionera”, autor każe żyć Joe`mu, chłopakowi, który wkracza do gangsterskiego fachu, środowiska w którym fortuna kołem się toczy, jak ruletka i to rosyjska. Zaczyna się od pozornie małoznaczącego napadu na jeden z lokali. Robota, jakich wiele, ma mieć konsekwencje nie tylko materialne, ale i uczuciowe, Joe poznaje tam pewną kobietę, która odegra ważną rolę w jego, obfitującym w przygody, życiu.  Życie Joe idealnie wpasuje się w klimat tamtych czasów, jest odwzorowaniem trendów panujących w społeczeństwie, pokazuje pewne prawidłowości lat między dwiema Wielkimi Wojnami, które zmieniły świat. Wielkim walorem jest fakt, że autor nie trzyma się jednego miejsca, ale pokazuje nam pełniejszy wachlarz, to ciekawi i wciąga.

Jako wspomniałam, to mój pierwszy kontakt z piórem tego autora, mam nadzieję, wiem, że raczej nie ostatni. Odpowiada mi styl Denisa Lehane`a, wciągający, bardzo plastyczny. Pisze on w sposób niepozwalający się od książki oderwać. Konstruuje świetnych  bohaterów.
Pisząc bardzo przystępnie, nie tworzy banalnego czytadła, ale prawdziwą książkę z klasą, która zostaje w pamięci, dłużej. Naprawdę jest to dobra przedstawicielka powieści gangsterskiej, która byłaby świetnym materiałem na film(o wiele lepszym niż Gatsby IMHO).

Jestem pod dużym i pozytywnym wrażeniem „Nocnego życia”, prawdą jest, że zabierałam się do niej jak pies do jeża, ale skoro rozpoczęłam lekturę, wpadłam jak truskawka w kompot, zarwana nocka, oczy na zapałki.
Ja polecam, każdemu kto ma ochotę na dobrą prozę i dodatkowo lubi ten gatunek, lubi międzywojnie. Nie! Każdemu kto lubi dobrą książkę! Bez pozostałych ograniczeń.
Serdecznie polecam!

piątek, 21 czerwca 2013

wesołe jest życie emerytar

Wiele osób się dziwi, gdy mówię/piszę, że zazdroszczę Moim Rodzicom emerytury.

Dlaczego zazdroszczę, popatrzcie jak szybko moja Mama wyszyła Papieża(a i tak miała zastój, bo nie miałam kiedy dokupić Jej muliny).

Poszło Jej piorunem.


A ja?
no a ja mam studia, mam pracę, mam wyjazdy i spotkania. Rzadziej towarzyskie, częściej szkolno-służbowe. W które tamborka nie zabieram.
mam książki(tu akurat Mamę muszę zganić, zapuściła się czytelniczo).
Dlatego mojego Wilka prawie wstyd pokazywać :(
Ale pokażę bo samokrytyczna jestem
Tak - dobrze widzicie, do odfajkowania ćwiartki, jeszcze sporo mi brakuje :(

Kolorystyka odbiega od oryginału bo kombinowałam z mulinami 
(zbliżenie na hiper równe krzyżyki)

prace stanęły bo mi też muliny brakowało. Ale teraz mam już potrzebne do wyszycia ćwiartki i zacznę się bawić z czernią od góry. I od góry będę sobie systematycznie wypełniać. Koniec skakania po kolorach i na siagę.



czwartek, 20 czerwca 2013

"Przygody Alexa w krainie liczb" - Alex Bellos

W Przygodach Alexa w krainie liczb omówiono różne gałęzie matematyki, w kolejności odpowiadającej mniej więcej chronologii ich rozwoju w historii matematyki. Zagadnienia teoretyczne omawiane są na przykładzie analizy konkretnych problemów i ilustrowane anegdotami oraz sylwetkami postaci historycznych i żyjących. Autor przedstawia historię dociekań matematycznych w zakresie wybranych problemów oraz przedstawia (często zaskakujące) zastosowania wiedzy matematycznej. W każdym rozdziale znajdują się wywiady z wybitnymi matematykami oraz najróżniejszej maści pasjonatami matematyki, np. z kolekcjonerem suwaków logarytmicznych, znawcą numerologii czy zwycięzcą zawodów w liczeniu w pamięci na czas. Autor relacjonuje również swoje matematyczne podróże, np. do Japonii, gdzie odwiedził klubu sorobanu i poznał szympansa umiejącego liczyć, czy do Indii, gdzie spotkał się z guru matematyki wedyjskiej. Autor pokazuje obecność matematyki w życiu codziennym oraz jej związki z przemysłem, rolnictwem, architekturą, kulturą (również popularną), religią, filozofią czy rozrywką.


książka towarzyszyła mi na świeżym powietrzu...
Jestem po profilu humanistycznym, po humanistycznych studiach, chociaż niepozbawionych niestety cyfr i liczb.  W Liceum, mieliśmy grupę osób rozkosznie niezainteresowanych matematyką, chociaż na gimnazjalnym świadectwie miałam z matmy piątkę, a może nawet szóstkę? Ale raczej piątkę. Matematyka jest cudownie logiczna, uwielbiam w niej to, że dobrze wykonane działanie musi dać konkretny wynik, nie ma miejsca na spory doktrynalne, na różne interpretacje. Dwa plus dwa, niezależnie od sympatii składu sędziowskiego zawsze będzie cztery. Przynajmniej na poziomie matematyki uczonej w szkołach, nie na studiach matematycznych. Niestety w LO wybrałam klasę humanistyczną(tzn. to akurat był mój świadomy wybór i nie żałuję go), a w niej dostałam nauczyciela matematyki, który – owszem był świetnym człowiekiem, miał genialne poczucie humoru. Ale miał jedną – sporą dla mnie, wadę – nie umiał tłumaczyć ograniczonym humanistom – jak się podówczas z dumą mieniliśmy – matematyki. Prośby o wytłumaczenie zadania domowego, kończyły się wezwaniem kilku osób do tablicy, wlepieniem kilku jedynek, następnie Profesor podejmował, zwykle dwukrotny, wysiłek wyłożenia nam jeszcze raz zagadnienia. Gdy Ci którzy jeszcze coś kumali, tracili grunt pod oczami, następowała przykra konstatacja „prościej się nie da wytłumaczyć” a po niej komenda „róbmy zadanie” . Nie możecie mi się dziwić, że klasę maturalną, powitałam z dziką radością(bowiem urodziłam się w latach pozwalających umknąć mi spod topora katowskiego i nie mieć obowiązku zdawania na maturze matematyki – dzięki temu szczycę się średnim wykształceniem, maturą a nawet wykształceniem wyższym ; ] ) nie zdawałam matury, moja przygoda z matematyką mogła się zakończyć. I chociaż lata licealne kojarzą mi się z traumą, również matematyczną,  nie zapomniałam o tym matematycznym zachwycie jaki kiedyś miałam. Gdy trudne zagadnienie znajdowało drogę do mojego mózgu, gdy cały gąszcz iksów i cyferek, zaczynał układać się w logiczną całość i wynik się klarował. Gdy z gąszczu figur wpisanych i opisanych po kolei, skrupulatnie wyłuskiwałam kolejne wartości potrzebne do obliczenia mi pola, czy obwodu. Coś pięknego. Matematyka jest logiczna, matematyka jest piękna, poraża wręcz swa prostotą, niezmiennością i stałością.

Przez całe lata matematyka i liczenie na piechotę prawie nie było mi potrzebne, ale wciąż żywiłam nabożną cześć do matematyki będącej dla mnie czymś na kształt sztuki tajemnej. Więc gdy przeczytałam zapowiedź tej książki, wiedziałam, że będę się przy niej świetnie bawić. Nie spodziewałam się, że będę czytała ją TAK DŁUGO, ale po zastanowieniu się, dochodzę do wniosku, że szybciej się nie da, bo ta książka wymaga świadomego, uważnego czytania, a nie maratonu wzroku po tekście.

Już wstęp mnie ujął. Dlaczego? Bo uwielbiam ludzi z pasją. A Alex Bellos tą pasję ma i to się czuje. Tak opisuje pisanie książki: „w trakcie pisania tej książki cały czas starałem się przekazywać radość i zachwyt towarzyszące odkrywaniu matematyki.(I pokazywać, że matematycy są zabawni. Jesteśmy królami logiki, dzięki czemu mamy niezwykle wyrafinowane wyczucie nielogiczności). Matematyka ma opinię nieciekawej i trudnej. Często rzeczywiście taka jest. Ale potrafi być też inspirująca, przystępna, a nade wszystko fantastycznie twórcza.

Czy można oprzeć się takiej rekomendacji? Absolutnie nie! Autor w niezwykle przystępny sposób
... i w zaciszu domowym przy kawie
wprowadza nas w świat matematyki, nie tylko w świat cyfr i liczb, ale również teorii, ciekawostek, zabaw. Pokazuje nam niezwykłe zależności, zwraca uwagę na doniosłość, w codziennym życiu, starożytnych teorii. Pokazuje nam jak to jest być zakochanym w matematyce. Książka ma trzynaście rozdziałów od zera do dwunastu. Autor w ten sposób chce podkreślić doniosłość „wynalezienia”, czy też „odkrycia” zera.

W kolejnych rozdziałam kluczowym jest konkretny dział matematyki. Dzięki autorowi, miałam pierwszy kontakt z logarytmami, mało tego zrozumiałam o co chodzi. Przypomniałam sobie w domu, że mam suwak logarytmiczny(gdzieś pomiędzy hałdami książek). Alex Bellos snuje pasjonującą opowieść o królowej nauk.
Mogę Wam zagwarantować, że kilka(naście) lat matematycznej edukacji w szkole nie nauczyły Was tyle, ile dowiecie się dzięki tej książce. To uczucie WOW, to zrozumienie, gdy człowiek rozumie o co autorowi chodzi. Właśnie dlatego uwielbiam się uczyć, to uczucie zachwytu wobec teorii i prawd znanych już rzeszom ludzi, a dla nas będących cudownym objawieniem. Jak napisał sam autor: „ Emocjonującym w matematyce jest moment nagłego olśnienia – dzięki takim właśnie dowodom – kiedy w jednej chwili wszystko staje się zrozumiałe. Sprawia to ogromną satysfakcję, fizyczną niemal przyjemność.

Ilustracje, ciekawe anegdotki sprawiają, że książka ta jest wymarzonym prezentem dla umysłu ścisłego, który gardzi książką, ale także dla wszystkich, którzy kochają łączyć naukę z przyjemną lekturą.  Jestem zachwycona „Przygodami Alexa w krainie liczb”, mignęła mi ostatnia kropka, a j a wcale nie chcę wychodzić z tego świata.

Naprawdę gorąco polecam tę książkę, pełną ciekawostek związanych z matematyką, wśród których każdy znajdzie coś dla siebie, geograf, historyk, pedagog. Książka napisana przez człowieka z pasją, nie tylko dla zawodowych matematyków, także dla takich, którzy bliższą znajomość z Królową Nauk zerwali w okolicach trzeciej gimnazjum!!


* wytłuszczone cytaty pochodzą z książki "Przygody Aleksa w krainie liczb", która ukazała się nakładem wydawnictwa Albatros w 2013 roku.
 

niedziela, 16 czerwca 2013

"Przyjdź i zgiń" - Agata Christie

Sheila Webb w samo południe z krzykiem wybiega z domu niewidomej panny Pebmarsh. Przybyły na miejsce zbrodni inspektor Hardcastle odkrywa, że jedynymi śladami wskazującymi na mordercę są cztery zegary nastawione na godzinę 4.13, z których jeden należy do Sheili. Nie umiejąc rozwiązać zagadki, policja prosi o pomoc Herkulesa Poirota.


W treści ostatniego miesięcznego podsumowania uznałam za karygodne, że nie przeczytałam ani jednego kryminału z Herkulesem Poirotem. Chociaż, uważam, i coraz bardziej się utwierdzam w przekonaniu, że przeczytałam już najlepsze powieści z zarozumiałym belgiem, to jednak wciąż zostało mi kilka książek do odfajkowania całej listy. Chwyciłam więc za dobrze rokującą, według  opisu, książkę „Przyjdź i zgiń”.  Już opinie na LC(chociaż zwykle nie czytam ich przed lekturą), nieco ostudziły mój entuzjazm. 

Do mieszkania niewidomej nauczycielki, zostaje wezwana młoda stenografka. Jakież jest jej zdziwienie, gdy docierając na miejsce, postępując zgodnie z obietnicami, zastaje na podłodze zwłoki mężczyzny, dodatkowo kilka zegarów wskazuje dziwny czas. Wybiega z krzykiem i wpada na policjanta, który zawędrował w te strony z powodów służbowych.  Rozpoczyna się śledztwo, mające na celu wyjaśnienie śmierci i jej dziwnych okoliczności. Tylko, że okazuje się, że nikt z sąsiadów nic nie widział, ani nie słyszał… Nikt nic nie wie.  Na dodatek nie mija wiele czasu, gdy pojawia się kolejny trup. Sprawa wydaje się okrutnie zaplątana, tak zagmatwana, że  jeden z detektywów pracujących przy śledztwie, postanawia zwrócić się do przyjaciela swojego ojca. Utalentowanego detektywa Herkulesa Poirota, tym bardziej, że tożsamość pierwszej ofiary, jest wciąż zagadką oraz, że zachodzi podejrzenie, że ze sprawą morderstwa wiąże się afera szpiegowska.

Jak zasygnalizowałam na Facebooku, książka mnie bardzo zawiodła, nie tylko dlatego, że Poirota jest jak na lekarstwo nie wiem czy znalazłoby się w sumie dziesięć stron z jego udziałem, na ponad dwieście. W tym fragment gdy podaje rozwiązanie zagadki.
„Przyjdź i zgiń” należy do najsłabszych książek Agaty jakie czytałam, może nie usypia, nie sprawia bólu, ale nie porywa. Dodatkowo autorka postanawia wpleść do akcji wątki szpiegowskie. Jakkolwiek Agata jest bezdyskusyjną królową kryminałów, jednakże wątki sensacyjne nijak pasują do spokojnego, flegmatycznego charakteru jej książek. W efekcie czytelnik  dostaje marną namiastkę powieści szpiegowskiej i nie zostaje to wynagrodzone nawet przyzwoitym wątkiem kryminalnym.
Książka jest do tego stopnia słaba, że nawet nie bardzo chciało mi się rozgryzać, kto może być mordercą, dlatego gdy Poirot podawał rozwiązanie, nie było tego słynnego WOW, nie było emocji. Ot czytałam, żeby doczytać.

Zdecydowanie jest to jeden z większych zawodów książkowych, tym bardziej odczuwam gorycz, że na półce do przeczytania(z Herkulesem) zostało mi  pięć książek, w tym trzy zbiory opowiadań. Nie nastraja to optymistycznie. A później panna Marple. A o niej też sprzeczne opinie słyszałam.

sobota, 15 czerwca 2013

"Gwiazdozbiór psa" - Peter Heller

Hig przeżył epidemię grypy, która wytrzebiła niemal całą ludzką populację. Nie żyją jego żona i przyjaciele, a on sam mieszka w hangarze na małym opuszczonym lotnisku wraz ze swoim psem i jedynym sąsiadem – mizantropem nie rozstającym się z bronią.
W swojej Cessnie 182 z 1956 roku Hig zabezpiecza strefę ochronną lotniska, a od czasu do czasu wymyka się w góry, by łowić ryby i udawać przed samym sobą, że wszystko jest jak dawniej. Ale kiedy w pokładowym radiu natrafia na transmisję z innego lotniska, budzi się tkwiąca w nim głęboko nadzieja, że gdzieś istnieje inne, lepsze życie, podobne do tego, które utracił. Ryzykując wszystko, Hig wyrusza na wyprawę tam, skąd nie będzie już mógł powrócić, nie tankując: kieruje się do źródła zaszumionego sygnału radiowego. To, co go czeka i z czym musi się zmierzyć, jest i lepsze, i gorsze od czegokolwiek, czego mógł się spodziewać.
"Gwiazdozbiór Psa" to porywająca i wzruszająca, w tym samym stopniu błyskotliwie zabawna, co przejmująco smutna opowieść o człowieku, który wiedzie życie w ziejącym pustką i przepełnionym poczuciem straty świecie; opowieść o tym, czym gotów jest zaryzykować, by wbrew wszystkiemu odzyskać kontakt z innymi, miłość i pełnię człowieczeństwa.


 Nie czytuję powieści post-apokaliptycznych. Od razu wiec uprzedzę, że nie znam się na tym gatunku. Ale przyciągnęła mnie okładka, niebieski działa kojąco na duszę, a ja chyba potrzebowałam tego typu lektury. Na samym początku uznałam, że chyba się pomyliłam. Ale tak jak daję szansę  do samego końca człowiekowi, tym bardziej doczytuję książki do końca. Mając nadzieję, że JEDNKA coś zaskoczy.

Jak czytamy  na tylnej okładce Autor przedstawia wizję Ziemi na której większość ludzi wyginęła  powodu wirusa grypy. Ci którzy przeżyli, w małych grupkach lub samotnie starają się przetrwać. To opowieść o samotności, o stracie, o przemijaniu świata i początku nowego. To bardzo przygnębiająca historia, epatująca pustką. Historia mężczyzny, który miał szczęście i przeżył oraz historia który miał pecha bo ocalał.

Jak pisałam wcześniej, nie czytuję tego rodzaju książek, więc nie wiem jak stoi ona w stosunku do powieści o post-apokaliptycznej tematyce. Ta nie trafiła do mnie stylowo. Potrafiłam docenić dobrą historię, książka skłoniła mnie również do refleksji. I naprawdę ją przeżywałam, ale pióro autora mnie nie uwiodło. Urwane zdania, oderwane od siebie akapity, krótkie zdania. Kojarzyło mi się to z awangardowymi wierszami, których po prostu nie lubię. Z tego powodu nie czytało mi się tej książki płynnie. Jak dla mnie była ona zbyt nowoczesna, awangardowa.

Wydaję mi się, ze miłośnicy gatunku nie powinni się rozczarować, bo książka jest dobra, dobra nawet dla czytelnika który z apokalipsą ma do czynienia tylko w kościele. Po prostu relatywnie dobra powieść, stylowo, jak dla mnie średnio, ale wiadomo, że o gustach się nie dyskutuje. Wczoraj mi uświadomiono, że zdani w książkach powinny być krótkie. Jako osoba wychowana na Sienkiewiczu i wiernie go naśladująca nigdy się z tym, chyba, nie zgodzę.

Smutno mi po tej książce, jakąś pustkę zostawiła, chyba za dużo rozmyślałam pod jej wpływem, o życiu i o egzystencji… zjawił się przeto stary dobry, Weltschmerz….

czwartek, 13 czerwca 2013

"Zapomniane" - Cat Patrick

Przeszłość. Teraźniejszość. Przyszłość. Która z nich ma największe znaczenie? 
Mam problem: Widzę migawki przyszłości, jakby to były wspomnienia. Ale przeszłość jest dla mnie tajemnicą. Pamiętam, co będę miała na sobie jutro i kłótnię, która zdarzy się dopiero po południu. Ale nie wiem, co jadłam wczoraj na kolację. Radzę sobie dzięki notatkom, mamie i najlepszej przyjaciółce, Jamie, i system jakoś działa... Do czasu. Bo teraz wszystko się sypie. Jamie się buntuje. Mama nie mówi mi prawdy. I nie widzę w swojej przyszłości chłopaka, za którym szaleję. Ale dzisiaj go kocham. I chciałabym zapamiętać na zawsze, jak bardzo...


 W poniedziałek przed wyjazdem przyszły do mnie dwie książki, tą o Sokratesie zaczęłam natychmiast czytać, ale przed włożeniem jej do torby powstrzymywały mnie jej gabaryty. Rozpoczęłam przeto żmudny proces poszukiwań książki na drogę. Gdy jest się zamkniętym w pociągu przez dwie godziny i nie ma możliwości odłożenia nużącej książki i rozpoczęcia nowej, trzeba wyborów dokonywać świadomie. Zdając sobie sprawę z wagi decyzji jaką jest zabranie książki w podróż.

„Zapomniane” trafiły do mnie ponad rok temu, ale tak jakoś się złożyło, że książka wylądowała na półce. Ongiś czytałam wiele, bardzo pozytywnych recenzji, to one zresztą skłoniły  mnie do zakupu.  Książkę wyjęłam już na dworcu, na którym musiałam swoje odsiedzieć, dzięki genialnym, niepozwalającym się pasażerom nudzić – ani zaznać monotonii, pomysłom PKP. Książka to historia dziewczyny, imieniem London, która codziennie o 4.33 traci pamięć. W miarę normalnie funkcjonuje dzięki sporządzanym na bieżąco notatkom, dodatkowo – jakby było za mało dziwnie – London pamięta przyszłość. To co u innych jest wspomnieniem tego co było, u niej zastąpione jest przez to co będzie. Wspomnienia z przyszłości są takie jak u nam wspomnienia z przeszłości, są niejasności, jakieś przebłyski itp.
O jej problemie wie ograniczona liczba osób, w walce z codziennością pomaga jej matka i przyjaciółka, pomocne są również notatki i przypomnienia w telefonie. Wszystko zaczyna się komplikować gdy w życie London wkracza chłopak, którego nie pamięta z przyszłości, w tym samym czasie przyjaciółka London postanawia zaangażować się w związek z nauczycielem, o czym London wie, że skończy się tragicznie.

Zaliczyłabym tę książkę do gatunku dla młodzieży, osobiście uważam, że jakkolwiek osoba dorosła, może nie uśnie podczas lektury, ale nie dozna jakichś skrajnych przeżyć.  Dla mnie ta książka była nijaka, pomysł na fabułę był całkiem niezły skłonił mnie do rozgryzania dlaczego takie odwrócenie wspomnień i deja vu miało miejsce, ale to by było na tyle zaintrygowania. Książka jest mdła, niby wielka miłość, niby wielkie wzruszenia, silne przeżycia. Ja tego nie czułam. Nic a nic.
Przeczytałam ją bardzo szybko, nie jest to ambitna książka, czyta się ją bardzo szybko i bez bólu, ale też bez ekscytacji. Autorka ma kilka fajnych pomysłów, ale żadnego nie wykorzystuje, zaczyna coś i gdy mamy nadzieję, ze oto może wreszcie zacznie się coś dziać, bach! Koniec.  Zamiast jakichś ciekawych zwrotów akcji mamy za to dylematy nastolatki, które za którymś razem robią się nudne.

Moim zdaniem jeśli nie czytało się tej książki, niczego się nie straciło.

niedziela, 9 czerwca 2013

"Pieśń o poranku" - Paullina Simons

"Pieśń o poranku" to niezapomniana opowieść o więziach, które nas łącza i pożądaniu, które
nas rozdziela.

Larissa Stark ma cudownego męża, piękne dzieci i dom, który uwielbia. Ale czasami, gdy posiada się wszystko, przestaje to wystarczać. Przypadkowe spotkanie z młodszym nieznajomym mężczyzną odmienia jej idylliczne życie. Larissa zadaje sobie pytanie, czy to, w co do tej pory wierzyła, jest prawdą oraz zastanawia się nad tym, co wydawało się nie do pomyślenia. Ale jeśli odważy się na niemożliwy krok, czym stanie się jej życie? Obojętnie jakiego dokona wyboru, ktoś zostanie zdradzony...

"Po części kryminał, po części romans, po części dramat rodzinny – jednym słowem idealna książka." - Daily Mail

"W jednej chwili będziecie wypłakiwać sobie oczy, a w następnej śmiać się przez łzy... Czytajcie i płaczcie... - dosłownie." - COMPANY

 Paulinę Simons znam dzięki jej najsłynniejszej powieści  „Jeździec miedziany” swego czasu zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Czytałam ją z wypiekami na twarzy, nie mogłam się oderwać.
Po „Pieśni  o poranku” również spodziewałam się lekkiej i przyjemnej historii miłosnej. Historii o miłości, z problemami, ale lekkiej, poruszającej. Tymczasem autorka wali z grubej rury.

Larissa ma życie jak z żurnala, jest dobrze sytuowana, ma zaradnego męża, który dobrze zarabia. Ma trójkę zdrowych, udanych dzieci. Stać ją na realizowanie pasji, nie musi pracować. Zajmuje się domem i spędza czas jak tylko chce. Tylko, że przypadkowe spotkanie, najpierw jedno, później następne sprawiają, że chce więcej. Kobieta uświadamia sobie jałowość własnej egzystencji o wdaje się w romans z chłopakiem, który mógłby być jej synem.

Do tych zdań sprowadza się fabuła tej książki. Akcji tam wiele nie znajdziecie. Będzie, za to sporo dylematów. Autorka tworzy bardzo specyficzną bohaterkę, taką której nie da się lubić. Larissa jest irytująca, wkurza. Jest klasycznym przykładem „w głowie od dobrobytu się poprzewracało”. Bo ona ma wszystko, na dodatek nie spadło jej to z nieba. Był okres gdy z mężem się borykali z biedą, Larissa zna więc cenę luksusu. A jednak podejmuje ryzykowną grę. Magnetyzm Kaia jest  bezdyskusyjny, uwodzi większość klientek, jest sprzedawcą w sklepie z drogimi autami, więc to jakby część jego pracy, ale stosunki z Larissą wykraczają zdecydowanie dalej, niż zwykłe handlowe stosunki. Pomiędzy nim a Larissą nawiązuje się bliska relacja, bliska do tego stopnia, że Larissa bez swojego kochanka(przypomnijmy, ona ma czterdzieści on circa dwadzieścia) jest jak na narkotycznym głodzie. Wykonuje domowe prace myśląc o Kai`u, kocha się ze swym mężem(aby ten nie nabrał podejrzeń) z ciałem Kai`a przed oczami. Prowadzi podwójne życie, z pozoru wszystko jest w najlepszym porządku, ale w istocie, wywróciła wszystko do góry nogami.

Próbowałam, ale nie mogę wykrzesać współczucia dla Larissy, dla mnie jest bezmyślną babą, która dla zachcianki rujnuje życie swojej rodziny. Porzuca rodzinę z dnia na dzień, znika bez śladu, jakby nie interesowało ją co będą przeżywali. Dlaczego? Bo jej kochanek nie chce aby z jego lóżka wracała do męża.  Dla Larissy to kwintesencja miłości, jak nastolatka wierzy że ten wielki płomień będzie trwał wieczność, nigdy się nie wypali. Larissa nie pyta co będzie dalej, liczą się jej pragnienia, jej chcice, reszta świata ma się do niej dostosować. Po prostu egocentryczna baba.

"Pieśń o poranku" w towarzystwie zblendowanych truskawek :)
Pomimo irytującej głównej bohaterki książka niesamowicie mnie wciągnęła i zaangażowała emocjonalnie. To nie jest książka na jedno popołudnie, nie tylko przez objętość. Za sprawą ogromnego ładunku emocjonalnego czyta się ją powoli, bowiem nagromadzono w niej sporo wątków. To nie tylko opowieść o kobiecie która nie wie co ze sobą zrobić. Jej problemom towarzyszą dramaty osób z najbliższego otoczenia. Chociażby przyjaciółka Larissy – Che, która przebywa w Manilii i rozpaczliwie chce zajść w ciążę, dźwigając z poczuciem winy bagaż przeszłości.
To nie jest książka po przeczytaniu której wraca się, ot tak, do rzeczywistości. Kolejny raz Paullina Simons udowodniła, że potrafi czytelnika porwać wywołać w nim silne emocje, że potrafi stworzyć niezwykłych bohaterów, którzy nie są odrealnieni, których się darzy, albo szczerą sympatią, albo zgrzyta się zębami nad ich charakterem.
Bardzo polecam!
Wczoraj w pracy, dziś w pracy, jutro nad książkami. To co wyhaftowałam w piątek, to jest :/

Dziękuję Wam za przemiłe słowa w kierunku haftów moich i Mamy. Naprawdę do tego nie trzeba talentu. Wystarczy cierpliwość, a że hafty niesamowicie uspokajają(chyba, że człowiek haftuje coś cały dzień a później musi pruć), więc i ta się znajduje ;)

Polecam Wam taką formę spędzenia czasu.
Wezmę sobie robótkę do Lublina, jak nie wczytam się do tego czasu w dobrą książkę.

Kawę wypiłam, nie pospałam i trzeba iśc, nieść ten kaganek prawda... Ale biorę "Pieśń o poranku" chciałabym skończyć, bo ciekawa jestem jak się to wszystko wyklaruje. Jak na razie powiem Wam jedno, książkę się dobrze czyta(w przeciwieństwie do "Ogrodu letniego" który porzuciłam), ale bohaterka mnie wkurza.
Nie rozumiem baby.
Ale ja dziewucha ze wsi jestem, potomek chłopów pańszczyźnianych(w 75% na poziomie dziadków), dla mnie takie zachowanie, JAK NA RAZIE nie zasługuje na współczucie i zrozumienie.

piątek, 7 czerwca 2013

Po co mi to było?

Zaczęłam nowy haft

Pochwalę się Wam, dziękując jednocześnie za wszystkie miłe słowa przed wyjazdem, iż nie kupiłam ŻADNEJ książki podczas wypadu do Lublina, ba! Nie byłam nawet w ŻADNEJ księgarni, a kupiłam dwie bluzki i buty. Nie poznaję siebie!!!

Mam nadzieję, że wykrzyżykuję w miarę szybko te wilki. Bo to Wilczyca z wilczątkiem.


A moja Mama haftuje Papieża Franciszka.
Popatrzcie jak Jej zgrabnie idzie:


Mama ze starej szkoły robótkowej i nie rysuje kratek.
A ma igłę z turbodoładowaniem, bo nawet tydzień od rozpoczęcia haftu tego nie minął.



Nie wiem jak będzie mi się tego wilka haftowało. Dawno na tak rzadkiej kanwie nie robiłam nic.
Kilka lat to na pewno.


Jak przewidywałam mało czytałam. Wczoraj tylko w busie podczas drogi powrotnej ;) do domu wróciłam późno i padłam.

A teraz papiery pracowe, studyjne egzaminy, zaliczenia.
Kociokwik.

środa, 5 czerwca 2013

:)

U mnie cisza, bo zaraz znowu jadę na Wschód.
Zabieram książkę kupioną przedwczoraj, ale pewnie poczytam tyle co w podróży...


Tęsknijcie i wypatrujcie mnie na Wschodzie. Że tak rzeknę parafrazując Gandalfa.
I trzymajcie kciuki, żeby udało mi się zrealizować wszystko po co jadę.

poniedziałek, 3 czerwca 2013

"Oczarowanie. Życie Audrey Hepburn" - Donald Spoto

Oczarowanie. Życie Audrey Hepburn” to biografia gwiazdy pióra Donalda Spoto, autora życiorysów także m.in. Marilyn Monroe, Elizabeth Taylor, Marleny Dietrich czy Ingrid Bergman. Spoto kreśli życie Hepburn od chwili jej narodzin (wcześniej zresztą ukazując małżeńską sytuację jej rodziców), przez lekcje baletu, lata wojenne (jako nastolatka wspierała ruch oporu) i powojenne (kiedy to na skutek wycieńczenia organizmu spowodowanego biedą i głodem lat wcześniejszych, nie nadawała się na baletnicę), dość nieoczekiwaną karierę aktorską, po poświęcenie rodzinie i wielu szczytnym działaniom UNICEF-u aż do śmierci w 1993 roku.


 Jest to trzecia biografia z tej serii jaką miałam okazję czytać. Nie zmieniam swojego zdania, uwielbiam biografie, chociaż pod koniec człowieka ogarnia nostalgia, melancholia, przejmujący smutek, a czasem nawet i łzy.

Tym razem padło na biografię Audrey Hepburn, którą kojarzy chyba każdy. Jej śliczna buzia mignęła Wam na pewno w przynajmniej jednym filmie. Nawet jeśli  nie jesteście miłośnikami czy znawcami kinematografii. Ja się nie znam jako mała dziewczynka oglądałam „Śniadanie u Tiffany`ego” ale zapamiętałam tylko kota wyrzuconego na deszcz. Miałam traumę, bowiem było mi okrutnie żal zwierzaczka, dlatego nie oglądałam tego filmu jako starsza osoba, teraz planuję  nadrobić wszystkie jej popularniejsze filmy.  Ale nawet takiego ignoranta jak mnie nie ominęła fascynacja magnetyzującym spojrzeniem Audrey.  Jej zdjęcie na okładce przyciąga wzrok. Nie sposób przejść obok obojętnie. Także i mnie skusiła opowieść o tej niezwykłej kobiecie.

Audrey miała trudne dzieciństwo, jej rodzice się rozwiedli, ojciec ich porzucił. Całe dorosłe życie zostało napiętnowane tymi wydarzeniami, wznieciło w niej lęk przed porzuceniem,. Później nadeszła wojna, najpierw łagodnie obchodząca się z jej miastem, później coraz brutalniej wdzierająca się w życie dziewczynki, która musiała z dnia na dzień dorosnąć, przestać się bawić, a zacząć działaś w ruchu oporu i w podziemiu. Wiele się zmieniło, na gorsze, po nieudanej alianckiej operacji Market Garden, wtedy zaczął się prawdziwy głód, prawdziwa bieda. Audrey z powodu wygłodzenia przestała dawać lekcje tańca a zaczęła przymierać głodem. Dopiero koniec wojny przyniósł poprawę jej sytuacji. Po wojnie, młodą dziewczyna chciała nadal tańczyć, marzyła o zostaniu baletnicą, niestety głód w latach wojny i przerwy w treningu sprawiły, że musiała pożegnać na zawsze tiulową spódniczkę i baletki. W ten sposób jej los się dokonał… zwróciła się w stronę sceny i poczyniła pierwsze drogi na ścieżce, która zapewni jej miejsce wśród największych gwiazd kina i zapewni nieśmiertelność.
Można wiele mówić o jej urodzie o jej cudownej filigranowej figurze, która w czasach jej świetności nie była modna. Audrey niemalże przez całe życie ważyła około 50 kg przy wzroście 170 cm.  Więc trzeba było się nieźle natrudzić, aby ukryć  jej kościstość.  Ale Audrey wypracowała swój styl,  to klasyczna elegancja.

„Oczarowanie. Życie Audrey Hepburn” nie jest książką, która skupia się wyłącznie na jej karierze aktorskiej, co byłoby niestawialne dla każdego, kto nie jest szalonym kino maniakiem. Autor harmonijnie łączy jej życie zawodowe z życiem prywatnym. Tworząc składną historię, dającej wgląd w całokształt jej życia i twórczości. Jej romanse, życie prywatne, marzenie o szczęśliwym domu pełnym dzieci  i jej kariera, recenzje pełne zachwytów osobą Audrey. Grała z największymi gwiazdami kina tamtych czasów. Pełna ciepła, to do niej wszyscy biegli, aby się wypłakać i szukać rady, przy całej swej łagodności była jednak niezwykle stanowcza jeśli chodzi o sprawy dla niej istotne, takie jak garderoba, czy imidż.

Mogłabym pisać i pisać i musiałabym przepisać Wam biografię. Ta książka wzbudziła moje wielkie zainteresowanie osobą tej aktorki i już rozglądam się za jej filmami.
Bardzo polecam „Oczarowanie” na lekturze tej książki spędziłam przemiły sobotni wieczór, na sam koniec oczywiście  się popłakałam. Bo tak jak od początku życie Audrey było intensywne, tak do końca nie zwalniała tempa dając siebie innym i nie oszczędzając swojego ciała.

Coś pięknego, po prostu coś pięknego! Dodatkowo książka jest super wydana, twarda, solidna oprawa i szycie a w środku sporo fotografii z różnych okresów życia Audrey i z jej najważniejszych filmów.

niedziela, 2 czerwca 2013

"Ogród Afrodyty" - Ewa Stachniak

Niezwykła historia życia Zofii Potockiej, najpiękniejszej kobiety Europy.
Matka siedemnastoletniej Zofii, pięknej Greczynki o wielkich czarnych oczach, przyprowadza ją do ambasadora Polski w Turcji, prosząc o opiekę. Kobieta nie widzi innego wyjścia - musi oddać swoje dziecko podstarzałemu mężczyźnie, który ma pieniądze i władzę. Dobrze jednak wie, że tylko wykorzystując swoją nieprzeciętną urodę i inteligencję, Zofia ma szansę przemienić ich trudny los. Od tej pory młodziutka córka handlarza bydłem jest zdana tylko na siebie. 
Jak to się stało, że z biednej greckiej dziewczyny Zofia przeistoczyła się w ulubienicę salonów osiemnastowiecznej Europy, polską arystokratkę, przyjaciółkę króla Stanisława Augusta Poniatowskiego i księcia Potiomkina?
Ogród Afrodyty to porywająca powieść o silnej i niezależnej kobiecie, która dokonała rzeczy niemożliwej – w patriarchalnym świecie podziałów społecznych, na zawsze określających życiowe szanse jednostki, odmówiła zgody na przypisany jej los i wygrała.


 Wczoraj skończyłam książkę która towarzyszyła mi przez kilka ostatnich dni. Gdy książka do mnie dotarła uświadomiłam sobie, że miałam ją już w rękach, tylko w innym wydaniu. U nas w bibliotece jest egzemplarz „Ogrodu Afrodyty”. Mama kiedyś ją pożyczyła, mnie nie skusiła, lubię powieści historyczne, ale przełom XVIII i XIX wieku nie należy do moich ulubionych. Zdecydowanie wolę epokę wiktoriańską, ostatecznie empire. Ale tyle dobrego słyszałam o tej książce, a ja ulegam książkowym modom, to jedyne trendy z którymi jestem na bieżąco.

„Ogród Afrodyty” to zbeletryzowana historii Zofii Potockiej, trzeciej żony hrabiego Stanisława Szczęsnego Potockiego, targowickiego zdrajcy. Wokół postaci Zofii narosło wiele legend i właśnie na ich kanwie oraz na bazie autentycznych źródeł autorka buduje opowieść o niepokornej dziewczynce, później kobiecie, która stawia czoła swoim czasom. Podłym czasom w których bardzo niewygodnie było być kobietą. Pochodząca z ubogiej rodziny Zofia może mieć nadzieje na dobre zamążpójście, jest bowiem bardzo atrakcyjna. Niestety nadzieje te niweczy chłopiec, który w bardzo młodym wieku odbiera jej cnotę. Rodzina musi porzucić dom i szukać miejsca gdzie o hańbie Zofii nikt nie wie. Szukać miejsca gdzie będzie można ją sprzedać jako niewinna dziewicę. Dziś uznano by ją za prekursorkę recyclingu kilkukrotnie odgrywała nietkniętą dziewicę.
Mistrzyni manipulacji i uwodzenia. Potrafiła się sprzedać jak mało kto, i to nie do końca, wybierała sobie na kochanków potężnych mężczyzn swoich czasów, za pomocą swoich wdzięków zdobywała wpływy, pieniądze i opiekę, zachowując jednak maksimum niezależności.
Także i ta książka jest powieścią w której akcja toczy się dwutorowo, w połowie skupia się na życiu Zofii od młodości do czasów gdy była już kobietą, według pojęć swojej epoki, starszą. Druga połowa pokazuje nam hrabinę Potocką, u schyłku życia, wyniszczona przez nowotwór  i życie leży na łożu śmierci oczekując wizyty lekarza, który być może zgodzi się na przeprowadzenie operacji wycięcia guza macicy, co przedłużyłoby życie Zofii. Niestety wybitny lekarz nie widzi dla niej nadziei, choroba jest zbyt zaawansowana, operacja byłaby niepotrzebną torturą. I tak możemy obserwować ostatni dni Zofii Potockiej i osób w jej otoczeniu, damy do towarzystwa, lekarzy, córek, zięcia.

Nie chodzi mi o to, aby opowiedzieć Wam fabułę. W gruncie rzeczy chcę was zachęcić do tej książki, chociaż na początku ciężko było mi się w nią wczytać. Jednak relatywnie szybko mnie ta książka porwała. Ślęczałam w Internecie oglądając miejsca w których rozgrywała się akcja, czytałam o historycznych bohaterach i wychodziłam z podziwu dla autorki, która wokół wydarzeń historycznych stworzyła tak interesującą książką.
Chyba nie da się czytać tej książki bez zaangażowania uczuć, los Zofii, ale nie tylko jej,  porusza. Cała ta książka zmusza więc do refleksji  na losami wielu, wielu kobiet które nie miały siły i energii Zofii, aby sprzeciwić się konwenansom. Były tłamszone, wykorzystywane i porzucane we wstydzie i hańbie aby wieść marną egzystencję, której nie można nawet nazwać życiem. Zofia była inna. Nie była wzorem cnót, potrafiła wznieść się na wyżyny egoizmu, perfidii i wygrała…  Wygrała życie i miejsce na kartach historii. Czy wygrała szczęście?
 To chyba czytelnik musi ocenić, w zależności od jego własnej definicji szczęści. Według mnie nie wygrała, nie zamieniłabym swojego życia, na jej z całym uwielbieniem królów, cesarzów i możnych.
Według mnie nie jest to historia kobiety szczęśliwej, ale samotnej, zaszczutej i zdradzonej. Jej współcześni, albo ją kochali, albo nienawidzili nazywając dziwką, zdrajczynią oraz lżąc ją w innych obelżywych słowach, które składały się na listy i pamflety.


Polecam Waszej uwadze „Ogród Afrodyty” jeśli lubicie książki, których akcja dzieje się w dosyć odległej przyszłości, z bohaterami historycznymi, powieści o niepokornych kobietach, ta jest właśnie dla Was. Dla wszystkich miłośników chwil z dobrą opowieścią.

sobota, 1 czerwca 2013

majowe podsumowanie

Maj przeleciał jak z bicza strzelił. Nawet nie wiem kiedy i gdzie. Tak jak pierwszy weekend powitał nas ulewnymi deszczami, tak ostatnie dni maja również dały nam pod tym względem popalić. Prawdziwie angielska pogoda. Nic dziwnego, że w stereotypach Anglicy są tacy flegmatyczni, przy takiej pogodzie również i ja nie mam ochoty wykrzesywać z siebie energii.
Oczywiście są i plusy takiego stanu rzeczy. Np. aż chce się czytać. Bo co innego robić, skoro nie można spacerować, jeździć na rowerze. Tylko książki i filmy pozwalają zachować resztki zdrowych zmysłów.

Na blogu pojawiło się szesnaście recenzji książek. Wprawdzie „Bezdomną” czytałam wcześniej, ale w poprzednich miesiącach jej nie liczyłam do przeczytanych książek. Więc doliczam w maju. Nie skończyłam doczytać „Ogrodu Afrodyty”. Recenzja będzie w czerwcu, bo dopiero przed chwilą skończyłam.

Uważam, że szesnaście książek to nie jest zły wynik i czepiać się nie będę. Nie przeczytałam, jednak żadnego kryminału z Herkulesem. Za długa przerwa!!
Czytałam w ubiegłym miesiącu naprawdę dobre książki. Warto wspomnieć „Tygrysie wzgórza”, „Z innej bajki”, „Niebo dla średnio zaawansowanych”, „Dlaczego nie jestem muzułmaninem”. Książki nieco słabsze np. „Szmaragdową tablicę”. Był też wielki książkowy zawód czyli „Maria Skłodowska – Curie i jej córki”
Czyli jest równowaga : )

Troszkę oglądałam filmów i serialu, troszkę(ale niewiele) robótkowałam. Trochę się po świecie włóczyłam. Czyli po staremu ja i Lublin czyli kronika różnych zdarzeń. Zakończyłam przygodę z wietrznymi Kielcami, bo udało mi się zakończyć(pozytywnie) kwalifikacyjny kurs pedagogiczny i mogę już uczyć z całym arsenałem jaki daje mi pedagogika i nauki pokrewne. Super!!!

Teraz mam nadzieję zakończyć pierwszy rok studiów oraz pierwszy rok pracy w szkole a przy okazji zacząć pisać dla samokształcenia, ale także dla przelania licznych pomysłów. Nie lękajcie się nie planuję wydawać książek. Chcę pisać do szuflady, a raczej na dysk. No i czytać, czytać bo to moje życie. Wciąż i wciąż!!!!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Wg. Autorów ( w trakcie tworzenia)

Agata Christie (49) Agata Pruchniewska (1) Agatha Christie (14) Agnieszka Kaluga (1) Agnieszka Krakowiak-Kondracka (1) Agnieszka Lingas-Łoniewska (10) Agnieszka Wojdowicz (3) Aleksander Jażwiński (1) Aleksander Makowski (1) Aleksandra Szarłat (2) Alex Bellos (1) Alice Hoffman (1) Alina Białowąs (2) Aly Cha (1) Alyson Richman (1) Ałbena Grabowska (3) Ałbena Grabowska-Grzyb (4) Amy Hatvany (2) Andrzej Andrusiewicz (2) Andrzej Chwalba (1) Andrzej Grembowicz (1) Andrzej Kępiński (1) Andrzej Markowski (2) Angele Lieby (1) Angelika Kuźniak (1) Ann Brashares (1) Ann Wroe (1) Anna Bikont (1) Anna Fincer-Ogonowska (1) Anna Gavalda (1) Anna Herbich (3) Anna J. Szepielak (1) Anna Jean Mayhew (1) Anna Moczulska (1) Anna Nejman (1) Annabel Pitcher (1) Anne Brontë (2) Anne O'Brien (1) Anne Tyler (1) Antoni Słonimski (1) Antonina Kozłowska (2) Arael Zurli (1) Arthur Conan Doyle (1) Astrid Lindgren (4) Barbara Mutch (1) Barbara O`Neal (4) Barbara Sęk (1) Barbara Wachowicz (1) Becky Wade (1) Bill Bryson (1) Bolesław Prus (2) Bożena Keff (1) Brenda Reid (1) Brigitte Hamann (1) Brygida Grysiak (1) Carla Montero (1) Carlos Ruiz Zafón (1) Carrie Snyder (1) Cat Patrick (1) Cecelia Ahern (1) Cecilia Samartin (1) Cesarina Vighy (1) Chandra Hoffman (1) Charles Dickens (4) Charles Frazier (1) Charlotte Brontë (5) Cheryl Strayed (1) Chesley McLaren (1) Chris Columbus (1) Chris Fabry (1) Chris Grabenstein (1) Christian Jacq (1) Christina Baker-Kline (2) Chufo Llorens (1) Claire North (1) Clara Sanchez (1) Claude Quétel (1) Clive Staples Lewis (2) Colin Campbell (1) Colleen Hoover (2) Colleen McCullough (1) Conor Grennan (1) Consilia Maria Lakotta (2) Dan Brown (1) Daniel Silva (2) Danielle Steel (1) Danuta Awolusi (1) Danuta Pytlak (1) Dario Fo (1) Debbie Macomber (2) Denis Brian (1) Denis Diderot (1) Denise Hildreth Jones (1) Dennis Lehane (1) Diana Gabaldon (6) Diane Chamberlain (11) Doda Około-Kułak (1) Dodie Smith (1) Donald Spoto (2) Dorota Combrzyńska-Nogala (1) Dorota Gąsiorowska (1) Dorota Golińska (1) Dorota Ponińska (1) Dorota Terakowska (2) Dorothea Johnson (1) Dorothy Rowe (1) Dörthe Binkert (1) Douglas Smith (1) E. Lockhart (1) Edward Rutherfurd (2) Eileen Goudge (1) Eliza Orzeszkowa (2) Elizabeth Cooke (3) Elizabeth Gaskell (5) Elizabeth Haran (3) Elżbieta Cherezińska (4) Emilia Sokolik (1) Emily Jane Brontë (1) Emma Donoghue (1) Eowyn Ivey (1) Eric Lomax (1) Erin Morgenstern (1) Eugen Ruge (1) Eva Weaver (1) Ewa Bauer (2) Ewa Stachniak (2) Ewa Wróbel (1) Federico Moccia (4) Fern Britton (1) Fern Michaels (1) Florian Illies (1) Francine Rivers (3) Francis Hackett (1) Francis Scott Fitzgerald (1) Francoise Giroud (1) Gardner Raymond Dozois (1) Gavin Extence (2) George Orwell (1) George R.R. Martin (7) Georgia Bockoven (1) Gigi Buffon (1) Giovannino Guareschi (5) Glenys Carl (1) Grażyna Jeromin-Gałuszka (1) Greg King (1) Gregg Olsen (1) Grzegorz Sokołowski (1) Grzegorz Strzelczyk (1) Håkan Nesser (1) Hanna Cygler (3) Harper Lee (1) Helen Fielding (2) Helen Rappaport (1) Helena Mniszkówna (1) Helga Hoškova-Weissowá (1) Hellmut Andics (1) Henning Mankell (2) Henryk Sienkiewicz (1) Holly Peterson (1) Horacio Verbitsky (1) Ibn Warraq (1) Igor Sokołowski (3) Ismet Prcić (1) Iwona J. Walczak (3) Izabela Jung (1) Izabela Sowa (1) Izabella Frączyk (1) J.J. Renert (1) Jacek Dehnel (2) Jacek Hugo-Bader (1) Jacek Lusiński (1) Jadwiga Czajkowska (1) Jakub Puchalski (1) Jan Łoziński (1) Jan Miodek (2) Jan Paweł II (1) Jan Wróbel (1) Jane Austen (6) Janina Fedorowicz (1) Jaroslav Hašek (1) Jaume Cabré (2) Jaume Collel (1) Jean des Cars (2) Jean-Christophe Brisard (1) Jean-Jacques Sempé (1) Jean-Paul Roux (1) Jeannette Kalyta (1) Jennifer Kaufman (1) Jennifer Teege (1) Jennifer Worth (1) Jerzy Bralczyk (3) Jerzy Niemczuk (2) Jerzy Sosnowski (1) Jewgienij Wodołazkin (1) Jill Barnett (1) Jill Mansell (1) Joanna Konopińska (1) Joanna Marat (1) Joanna Szczęsna (1) Joanne Harris (1) Joanne Kathleen Rowling (12) Jodi Picoult (22) John Borrell (1) John Boyne (1) John Carlin (1) John Curran (1) John Green (1) John Grogan (1) John Ronald Reuel Tolkien (7) John Seeney (1) Jojo Moyes (5) Jolanta Król (1) Jolanta Kwiatkowska (1) Jon Ronson (1) Jonathan Littell (1) Jordi Pons Salas (1) Joyce Maynard (1) Józef Witko (2) Julia Alvarez (1) Julia Child (1) Julia P. Gelardi (1) Julian Tuwim (2) Julie Lawson Timmer (1) Julie Orringer (1) Jürgen Thorwald (6) Justin Go (1) Justin Peacock (1) Justyna Wydra (2) Ka Hancock (1) Kamil Janicki (2) Kard. Jorge Mario Bergolio (2) Karen Dionne (1) Karen Karbo (1) Karen Mack (1) Karolina Frankowska (1) Karolina Lanckorońska (1) Katarina Mazetti (2) Katarzyna Archimowicz (2) Katarzyna Bonda (6) Katarzyna Kołczewska (1) Katarzyna Kwiatkowska (5) Katarzyna Michalak (14) Katarzyna Zyskowska-Ignaciak (5) Kate Lord Brown (1) Katherine Webb (2) Kathryn Taylor (1) Keith Lowe (1) Kerstin Ekman (1) Kiera Cass (5) Kristina Sabaliauskaitė (1) Krzysztof Sadło (1) Krzysztof Ziemiec (2) ks. Jan Twardowski (1) Laila El Omari (1) Laurens van der Post (1) Leah Fleming (1) Lena Najdecka (1) Leslie Carroll (1) Levi Henriksen (1) Lily Koppel (1) Linda Green (2) Lisa Genova (3) Lisa Kleypas (1) Lisa Scottoline (1) Liv Tyler (1) Louisa May Alcott (1) Louise Walters (1) Lucy Ferriss (1) Lucy Maud Montgomery (8) Lucyna Olejniczak (1) Ludwig Winder (1) Ludwik Stomma (1) Łukasz Maciejewski (1) Łukasz Orbitowski (1) M.L. Stedman (1) Maciej Karpiński (1) Maciej Stuhr (1) Magda Gessler (1) Magdalena Grzebałkowska (3) Mag­da­lena Knedler (1) Magdalena Kordel (4) Magdalena Kulus (1) Magdalena Tulli (1) Maja Łozińska (1) Małgorzata Gutowska - Adamczyk (3) Małgorzata Halber (1) Małgorzata Hayles (1) Małgorzata Łukowiak (1) Małgorzata Maj (1) Małgorzata Musierowicz (15) Małgorzata Szejnert (1) Małgorzata Tusk (1) Małgorzata Warda (2) Mandy Hale (1) Marc Llewellyn (1) Marcin Górka (1) Marcin Mastalerz (2) Marcin Prokop (2) Marcin Wilk (1) Marcin Zaremba (1) Marek Aureliusz (1) Marek Grechuta (1) Marek Ławrynowicz (1) Marek Rybarczyk (2) Margaret Dilloway (1) Margaret Mitchell (1) Maria Dąbrowska (2) Maria Kruger (2) Maria Krüger (1) Maria Sveland (1) Maria Ulatowska (3) Marilyn Brant (1) Marina Stepnova (1) Mariola Pryzwan (1) Marion Zimmer Bradley (1) Mariusz Szczygieł (4) Mariusz Urbanek (5) Mariusz Wilka (1) Mariusz Ziomecki (1) Marta Kisiel (2) Martha Grimes (1) Martin Sixsmith (1) Matthew Quick (1) Melchior Wańkowicz (1) Melissa Hill (1) Meredith Goldstein (1) Mhairi McFarlane (2) Michał Heller (1) Mieczysław Mokrzycki (1) Mike Carson (1) Mira Suchodolska (1) Miriam Karmel (1) Mitch Albom (3) Monika A. Oleksa (5) Monika Szwaja (10) Nadine Gordimer (1) Natasha Walker (1) Ned Vizzini (1) Olle Lönnaeus (1) Papież Franciszek (2) Patrick Ness (1) Patrick Pesnot (1) Paul Arden (1) Paullina Simons (3) Penny Jordan (1) Peter Heller (1) Peter Kreeft (1) Platon (1) Pola Kinski (1) Priscille Sibley (1) Rachel Hauck (2) Rebecca Johns (1) Regina Brett (4) René Goscinny (1) Richard Paul Evans (6) Richard Phillips Feynman (3) Robert Galbraith (3) Robert J. Woźniak (1) Roma Ligocka (3) Ryszard Legutko (1) Sally Bedell Smith (1) Sam Pivnik (1) Samantha Hayes (1) Samantha van Leer (1) Sarita Mandanna (1) Seré Prince Halverson (1) Shelley Emling (1) Stanisław Zakościelny (1) Stephanie Evanovich (1) Stephenie Meyer (2) Sue Eckstein (1) Sue Woolmans (1) Sylwia Chutnik (1) Szymon Hołownia (11) Szymon Sokolik (1) Terry Pratchett (2) Trygve Gulbranssen (4) Tullio Avoledo (1) Victoria Twead (2) Walter R. Brooks (2) Wiesław Myśliwski (2) Wilkie Collins (2) Yrsa Sigurdardóttir (5) Zośka Papużanka (1)

Pogoda w mojej okolicy