środa, 31 lipca 2013

"Harry Potter i Komnata Tajemnic" - Joanne Kathleen Rowling

Kontynuacja tomu Harry Potter i Kamień Filozoficzny. Jedenastoletniemu Harry'emu udało się pokonać czarnoksiężnika, teraz musi zmierzyć się z przerażającym potworem z Komnaty Tajemnic na zamku Hogwart. W dodatku jeden z jego najbliższych przyjaciół znajduje się w śmiertelnym niebezpieczeństwie.Świat oszalał na punkcie baśniowej historii o Harrym Potterze i to nie tylko dlatego, że pojawiła się, gdy krytycy ogłosili koniec gatunku literatury młodzieżowej. Sukces książki obalił ten pogląd.


Ubiegły tydzień był piękny, zachęcał do wieczornych spacerów z kijami, lub jazdy rowerem. Zapewne nie musielibyście czekać tyle na kolejną recenzję audiobooka, gdyby nie fakt, że przez ubiegły tydzień mordowałam się ze skutkami wyrwania tak zwanej „ósemki”(nie dajcie się na to namówić!! – nigdy). Nie jeździłam, nie chodziłam. Leżałam w łóżku i miałam wrażenie, że czaszkę ściska mi imadło. Haftować mi się nie chciało, czytałam i spałam :P
Ale już jest lepiej no i zawsze jakiś fragmencik tej książki mówionej, w genialnej interpretacji Piotra Fronczewskiego wysłuchałam. Moim zdaniem audiobook jest zrobiony po prostu genialnie i nie mam mu nic do zarzucenia, cena wg Empiku to około 45 złotych, za nagranie trwające ponad dziesięć godzin, na ośmiu płytach CD. 45 złotych to dosyć sporo… ale  pewnie jeszcze do zniesienia. Fronczewskiego uwielbiam, świetnie oddaje charaktery osób w imieniu których w danej chwili mówi, jego dykcja jest nienaganna. Coś pięknego, raduje się ucho me.

Dosyć o technicznej stronie audiobooka, w Internecie jest sporo fragmentów, można samemu ocenić, czy taka wersja odpowiada. : ) Skupię się na książce, gdyż dawno nie powtarzałam Komnaty Tajemnic w wersji książkowej, filmowo – też nie przepadam(pająki – i to wszystko co mam do powiedzenia), najprawdopodobniej czytałam ten tom, od czasu gdy z wielką radością powitałam go w moim domu, a było to jakąś dekadę temu. Być może niszczący upływ czasu sprawił, że zupełnie inaczej odbieram tę książkę. Kiedyś nie  przepadałam za nią, nie należała do moich ulubienic, nie darzyłam jej sentymentem.  Teraz już wiem, że mnie po prostu irytuje. Ale zacznijmy tradycyjnie, od fabuły.

Harry Potter, chłopiec który przeżył spędza wakacje u wujostwa. Bardzo samotne wakacje, przyjaciele nie piszą, a Harry jest pomiatany przez ciotkę i wujka. Wydaje się, że rok w Hogwarcie owocny w zdarzenia i przyjaźnie był snem. Bo Harry znalazł się w punkcie wyjścia.  Do pewnego momentu. Okazuje się, że sprawcą alienacji Harrego jest domowy skrzat – Zgredek. Zgredek chce w ten sposób powstrzymać Harrego przed powrotem do Szkoły Magii i Czarodziejstwa, ponieważ źli ludzie uknuli plan i mają zamiar zniszczyć szkołę, bez ofiar się nie obędzie. Domowy Skrzat chce chronić Pottera. Chroniąc go wyrządza więcej szkody niż pożytku i to raczej z tego powodu życie Pottera jest zagrożone. W Hogwarcie zaiste zaczynają dziać się dziwne rzeczy, atmosfera byłaby fatalna, gdyby nie promienista postać nowego nauczyciela Obrony przed czarną magią. Nim ten tom dobiegnie końca, doświadczymy całej gamy uczuć i spotkamy się oko w oko ze stworami, których na żywo nigdy nie chcielibyśmy spotkać.

Fabuła drugiego tomu zapowiada naprawdę fajną przygodę. Zaiste przygoda jest fajna, ale Harry jest tak irytujący, że mnie bolały zęby. W tym tomie objawia się najbardziej irytująca cecha Harrego, jego mesjanizm i przekonanie, że jeśli on to nikt. Strasznie denerwowało mnie to, jak zatajał różne informacje i wszystko chciał robić po swojemu, na własną rękę. Oczywiście rozumiem jego lęki, jego obawy, ale to wszystko mogło się skończyć tragicznie. Podłączę się do zdania Severusa, która kilkakrotnie w ciągu całej sagi wypowiadał się o dezynwolturze Pottera. Prawda przemawiała przez Mistrza Eliksirów. Moim zdaniem w tym tomie o wiele lepiej Rowling wykreowała nauczycieli, Minerwa jest bezbłędna, Snape ocieka cynizmem i sarkazmem, a Gilderoy rozkłada na łopatki. Podobają mi się bardzo bliźniacy z ich radością życia, humorem i zamieszaniem, które nieustannie wywołują. Cud, miód.
Widzę, że podczas „lektury” towarzyszyły mi zupełnie inne emocje, na inne rzeczy zwracałam uwagę, dlatego właśnie lubię wracać do książek, bo za drugim, trzecim, czwartym razem dopiero w pełni odbieram daną książkę, chociaż są przecież lektury, które czytam dziesiątki razy i wciąż odkrywam coś nowego : )

Teraz będę słuchała mojej ulubionej, jednej z ulubionej części potterowskiej sagi. „Harry Potter i Więzień Azkabanu”.
  

wtorek, 30 lipca 2013

"Rosyjscy szpiedzy" - Patrick Pesnot

Książka wciąga czytelnika w plątaninę niewiarygodnie cynicznych machinacji polityków.
Wydarzenia prezentuje na szerokim tle, obrazowo i ze swadą - od stalinowskich czystek do fałszywych zamachów organizowanych przez Putina. Pokazuje, że mimo załamania się systemu sowieckiego, rząd rosyjski nadal praktykuje korupcję i przemoc, nie waha się wzniecać ruchów opozycyjnych i poświęcać obywateli dla dobra "racji stanu". W rozdziałach opatrzonych nagłówkami w rodzaju: "Tuchaczewski, czerwony Bonaparte", "Stalin i Żydzi", "Prawdziwy zabójca Trockiego", "Victor Louis, dziennikarz KGB", "Widma STASI", "Czeczenia, dźwignia władzy" autorzy próbują odpowiedzieć na pytania ważne dla badaczy oraz dla tych, którzy poznawanie historii traktują jako wielką potrzebę.
Autorzy korzystają z długo niedostępnych dokumentów odsłaniających koszmarne tajemnice KGB i okrucieństwo radzieckich polityków, skrywanych w archiwach w Rosji, które i teraz otwierają się bardzo wolno.
Kto był prawdziwym zabójcą Trockiego? Jak został rozpowszechniony tajny raport o zbrodniach Stalina? Jaką rolę pełniły tajne służby w zgnieceniu przez radziecką armię wyzwoleńczych ruchów na Węgrzech i w Czechosłowacji? Jakimi sposobami Jelcyn przyczynił się do fiaska Gorbaczowa? Jak Putin, mroczny pułkownik KGB, posłużył się wojną w Czeczenii, aby dość do władzy? - oto pytania, na które starają się odpowiedzieć Pan X i Patrick Pesnot.


Zaczęłam czytać książkę „Rosyjscy szpiedzy. Od Stalina do Putina” z postanowieniem dawkowania sobie lektury. Miałam się delektować, każdy rozdział miał byś świętem. O ile, jak sądzę, mam silną wolę w zakresie wszystkich nałogów, wszystkich przywar, o tyle w konfrontacji z nałogami książkowymi przegrywam z kretesem. Usiadłam dziś do książki i wszystkie postanowienia poszły spać.  Może dlatego, że sercem wciąż jestem historykiem, wciąż drzemie we mnie pasja i marzenie, chociaż oficjalnie, marzeń już nie mam.

czytamy
Nigdy specjalnie nie interesowałam się sowiecką Rosją, współczesna historia tego państwa-giganta, również jakoś mnie nie frapowała. Zawsze moim konikiem był carat, zwłaszcza jego schyłek. Jakąś tam śladową fascynację żywiłam do Papcia Stalina.  Ale czy mogłam się oprzeć książce z której tak zalotnie zerka na mnie Władimir? Nie dało rady.
Tylko u mnie Elżbieta II, Putin i Stalin razem :D
Książka niezwykle zajmująca, chociaż każdy rozdział to osobny wątek, osobna historia, które razem składają się  na obraz dziejów Rosji. 
Tytuł zwodzi, szpieg, szpiegować, sugeruje pracę na niekorzyść kraju z korzyścią dla innego państwa, które daje za to jakieś korzyści.  Spodziewałam się więc biografii wielkich szpiegów, którzy w ciągu tych niemalże stu lat nieźle namieszali w historii Rosji, czy też Związku Radzieckiego. Tymczasem ta książka nie jest biografią, nie jest zbiorem biografii, to raczej szkice dotyczące kluczowych, lub kontrowersyjnych(lub to i to), wydarzeń.



Aby czerpać radość z tej lektury nie trzeba mieć doktoratu z historii, prawdopodobnie nawet matura nie jest
potrzebna, dla ludzi ciekawych świata, którzy szukają inspiracji będzie to bardzo dobra książka. Tylko dla tych co szukają inspiracji, moim zdaniem książka jest bardzo pobieżna, dlatego użyłam określenia „zbiór szkiców”, naturalnie, że aby wydać wyczerpującą publikację o tej tematyce, książka musiałaby kosztować, ze trzy razy tyle co odrzuciłoby potencjalnych czytelników, zostaliby hobbiści. A w jakiś sposób trzeba czytelnika zachęcić. Ta książka kosztuje 34,99 moim zdaniem jest to przystępna cena, widziałam szmatławe czytadła, które kosztowały dobrze powyżej czterdziestu złotych.

Książka jest fajnym pomysłem na prezent dla historyka-pasjonata, kogoś kogo chcemy zachęcić do czytania, do nauki garścią ciekawostek. Dla czytelnika, który oczekuje, że dowie się czegoś więcej ta książka może być zawodem. Mnie nieco zawiodła, ale ja przykładałam się do nauki historii :P zwłaszcza historii Rosji. Zawiodła, ale trochę, nie po całości, chciałam czegoś więcej. Miałam nadzieję, na bardziej „fachową” lekturę.  Tutaj mamy gawędziarski ton, lekki przystępny styl i autor nie cofa się przed przytaczaniem plotek i pogłosek. A ja po prostu chciałam historycznego patosu.



I taki żart. Czym różni się Stalin od pralki automatycznej?

Stalin jeszcze wiesza :P

"Korzenie niebios" - Tullio Avoledo



Dziwnie jest poruszać się w otwartej przestrzeni. Żyję od tak dawna pod ziemią, że chyba doznałbym szoku pod rozgwieżdżonym niebem. Ale gwieździste niebo należy już do przeszłości. Pokrywa chmur, z której spada lepki śnieg, jest jak niskie sklepienie grobowca. Czasami myślę sobie, że Ziemia stała się olbrzymim grobem, mogiłą dla całej ludzkości, i że my, nieliczni ocaleni, jesteśmy jedynie niewygodnymi anomaliami statystycznymi, żałosną resztą z działania matematycznego, które powiodło się niemal perfekcyjnie.

Akcja pierwszej nierosyjskiej powieści z cyklu Uniwersum Metro 2033 zaczyna się w rzymskich katakumbach. Razem z jednym z nielicznych ocalałych z Katastrofy katolickich księży – Johnem Danielsem – wyruszamy przez skutą lodem postapokaliptyczną Italię, by wypełnić powierzoną mu misję – odszukać ostatniego członka kolegium kardynalskiego.

Jest to droga naznaczona krwią, bólem i obłędem.

Do góry brzuchem ;)


Apokalipsa za oknem. Wczoraj na termometrze przy oknie w pokoju do godziny dwudziestej miałam około 35 stopni, po 20, spadło do aż!! 31. Dziś jest chłodniej, wieje wiatr(nici z roweru : (  zostają kijki), ale za to wychodzi ciepło, które przez ten tydzień z hakiem wlazło w mury. Ciśnienie niskie, umrzeć, umrzeć!! Chociaż trzecia kawa nie wydaje się złym pomysłem. Siedzę w pokoju, próbując złapać cień przeciągu, obłożona książkami. Próbuję zebrać myśli na tyle, aby opisać Wam ogrom uczuć, jaki towarzyszył mi książce czytanej w najcieplejsze dni w roku. Swoją drogą, niezwykły to był wybór, gdy za oknem szalało lato, ja wygrzebałam książkę o czasach po apokalipsie.  Siedziałam sobie za domem, dookoła miałam piękno, gdy zanurzałam nos w powieść, otaczał mnie strach, dantejskie wizje.

Nie czytałam żadnej książki z serii „Universum”, z tego co wyczytałam z przedmowy autora, wątku głównego, który stał się inspiracją do tej powieści, to Rosjanin Dmitry Glukhovsky  wymyślił następujący post-apokaliptyczny scenariusz. Na Ziemię spadają bomby, w zależności od tego jak duże i ważne jest miasto, liczba bomb jest różna. Naziemna cześć metropolii zostaje obrócona w perzynę, jak w Hiroszimie, jak w Nagasaki po ludziach pozostają cienie na chodnikach, nawet nie tyle, bo chodników też nie ma. Krajobraz księżycowy, proch, pył i promieniotwórczość przyczyniające się do licznych mutacji. Ale pod ziemią, w tunelach metra, w podziemiach schronili się ludzie, którzy słuchając odwiecznego i silnego instynktu przetrwania żyją nadal. Ba dbają o pozory, w miarę normalnego życia. Książka Rosjanina stała się hitem i zainspirowała czytelników do tworzenia historii opartych na tej kanwie, ale dziejących się w różnych miejscach świata. Ja czytałam włoską wersję.
kawa!! kawa musi być

Jesteśmy w Rzymie, ponad dwadzieścia lat po Dni Zagłady.  Ci, którzy ocaleli ukrywają się w Katakumbach św. Kaliksta, gdzie został przeniesiony Watykan – Stolica Apostolska po tym jak na Rzym spadły bomby. W katakumbach – jak w katakumbach, za wesoło nie jest. Brak zróżnicowanego pożywienia, ludzie za rarytas uznają to, co w czasach przed zejściem do podziemi było odpadkami. Ciasnota, wilgoć.  A na zewnątrz jest jeszcze gorzej, mutacje, stwory które błyskawicznie, wbrew prawom ewolucji zmutowały w przerażające potwory siejące śmierć i grozę.
w domu - chłodniej.
Jako, że akcja dzieje się w Rzymie, można się domyślić, że Stolica Apostolska będzie miała jakowyś wpływ na akcję powieści. I tak jest. W Dniu Zagłady zginął papież Benedykt, biorąc pod uwagę, że był Niemcem, chyba możemy być przekonani, że  chodziło o Benedykta XVI. Od chwili tej śmierci mamy Sede vacante, czyli wakat Stolicy Apostolskiej. Po pierwsze kamerling nie miał kogo popukać w czoło, srebrnym młoteczkiem, bowiem wszyscy obecni na Placu św. Piotra w chwili wybuchu bomb stali się momentalnie prochem, druga sprawa, został jeden kardynał, a wiec nie bardzo da się zorganizować konklawe. Ale!! Do Katakumb docierają plotki, że w  Wenecji jest przetrzymywany kardynał patriarcha.  Pochodzący z USA, jedyny członek Kongregacji Nauki Wiary, czyli dawnej Świętej Inkwizycji ojciec  John Daniels zostaje oddelegowany do tego, aby udać się do miasta i odnaleźć tego człowieka, który ma być ostatnią nadzieją Kościoła, który z minuty na minutę traci prestiż. Łatwo rzec: „pakuj manatki i jedź do Wenecji”, należy pamiętać, że świat zewnętrzny jest pełen zagrożeń, te znane przyprawiają o paraliżujący lęk, a ile potworności nieznanych czeka za progiem? Dlatego jako eskortę, ojciec Daniels dostaje żołnierzy Gwardii Szwajcarskiej, a raczej tego, co po niej zostało. Po  wyjściu z Katakumb zobaczy i przeżyje rzeczy o których nie myślał w najgorszych scenariuszach. W świecie po apokalipsie dobro zostało zdmuchnięte razem z wiarą i nadzieją. Przynajmniej tak się wydaje.

Jak kiedyś pisałam, nie jestem znawcą powieści post-apokaliptycznej, przeczytałam ich raptem kilka, lepszych i słabszych. Wiadomo, że w fabule jest pewna powtarzalność, a ten gatunek ma to do siebie, że nie promieniuje optymizmem. Raczej wpędza w przygnębienie. Skłania do raczej smutnych refleksji.
Ta książka jest jedną z lepszych, w tej tematyce, jakie czytałam. Przede wszystkim jest napisana bardzo dobrym językiem, świetny styl autora.  Niezwykle celne zdania, trafnie opisują rzeczywistość w której toczy się akcja, „nowa ziemia i nowe niebo”, apokalipsa opisana w Biblii, rozgrywająca się na oczach katolickiego księdza.  Oglądanie tego co przetrwało Zagładę, jakie uczucie obudziło w ludziach, jest przerażające, ucieleśnia lęki większości z nas, tłumaczy, dlaczego tak boimy się końca świat.

Moim skromnym zdaniem, to naprawdę bardzo dobra książka. Mroczna, momentami przygnębiająca i przerażająca, z racji na gatunek i tematykę, ale bardzo dobra : )


poniedziałek, 29 lipca 2013

"Karty na stół" - Agata Christie

Herkules Poirot przyjmuje zaproszenie na obiad do domu pana Shaitany, człowieka, który w
londyńskim towarzystwie znany jest z ekstrawaganckich pomysłów, zamiłowania do prowokacji i organizowania, z iście diabelską fantazją (ma w sobie coś demonicznego!), wykwintnych, acz dość osobliwych przyjęć. Teraz postanowił udowodnić sławnemu detektywowi, że zbrodnia doskonała jest możliwa. W tym celu zaprosił kilka osób, „najlepszych z najlepszych w jego kolekcji morderców, którym się udało”, mających prestiż, lubianych, o nieposzlakowanej opinii, by pokazać, że morderstwo może być sztuką, a morderca mistrzem. Nie przewidział jednak skutków gry swojej chorej wyobraźni i dlatego, będący u niego całkiem prywatnie Poirot, wskutek zaistniałych okoliczności, musiał natychmiast rozpocząć śledztwo.


 Jest tak upalnie, że nawet umrzeć się nie chce. A zrobiłabym z 10 km na rowerze, ale to za kilka godzin. Teraz za drzwiami piec. Ale z domu wychodziłam rano, chłodno, rześko, oczywiście zaspałam, bo gadałam do pierwszej w nocy, to i budzik o 5.30 wyłączyłam.  Obudziła mucha pałętająca się po pokoju i której robiłam za lotnisko : | Co mnie zdarło o takiej porze? Ano moi mili, napiszę, bowiem pod tym kątem dobierałam lekturę. W dniu dzisiejszym miałam wyczekaną wizytę u ortopedy, który miał mi dać zielone światło do pielgrzymki. Nastawiłam się na kwitniecie w kolejce i zgrawszy pięć ebooków, zabrałam do torby poręczny kryminał Christie, a co! Dawno nie czytałam nic jej pióra :P Wczoraj pół żartem, pół serio powiedziałam do Mamy, że ale by było jakby lekarz miał urlop. I słowo ciałem się stało. 1,5 miesiąca czekania i vanitas! Mało mnie krew nie zalała. Gdy dotoczyłam się do domu, zabrałam Christie do łóżka i wdałam się w romans z Poirotem, który myślałam, że niczym mnie nie zaskoczy In plus, a jednak – stary człowiek i może ; )

Pasjami grywam w karty, toteż kryminał o takim tytule był dla mnie łakomym kąskiem. Upolowany na allegro – z tego co wiem, obecnie w regularnej sprzedaży niedostępny. Mam nadzieję, że będzie wznowienie – bo dobry!

Herkules Poirot na wystawie tabakierek spotyka znajomego, gadka-szmatka, rozmawiają o zbieractwie, od tego tematu to już rzut beretem do zbrodni. I tak od słowa, do słowa pan Shaitana(bo tak się zwie ów znajomy), obiecuje Poirotowi wieczór w towarzystwie osób, które kiedyś kogoś zamordowały, w sposób, który uniemożliwia wykrycie sprawcy. Zbrodnia idealna, jednak istnieje. Herkules, zaciekawiony, przyjmuje zaproszenie, gdy przybywa do domu Shaitany, spotyka tam panią Olivere, inspektora policji i czwórkę nieznanych, niepowiązanych z sobą osób. Osób różnych profesji, różnych zainteresowań, niedorzecznością byłoby myśleć, ze któraś z tych osób, a co dopiero, że wszystkie, dopuściły się zbrodni. Jednak gospodarz domu podjął niebezpieczną grę, podrażnił tygrysa, nie wyszedł z tej rozgrywki zwycięsko, ucina sobie drzemkę w fotelu i już się nie budzi.  Zasztyletowany na oczach sporej grupy ludzi. Zuchwała zbrodnia, każdy z czwórki , niby morderców miał okazję go zabić, każdy teoretycznie miał motyw. Nie ma żadnych śladów. Jest tylko psychologia i szare komórki Herkulesa Poirota, czyli wszystko co potrzebne by rozwiązać zagadkę.

Ostatnio przeżywałam zawód za zawodem. Tak Christie i Herkules Poirot nie zachwycali jak kiedyś. Z dużym sceptycyzmem podeszłam więc do tej książki.  Bałam się, ze będzie tak nudna jak „Niedziela na wsi”, czy „Trzecia lokatorka”, powoli oswajałam się z myślą, że najlepsze książki z Poirotem mam za sobą. Tymczasem „Karty na stół” było miłą niespodzianką, jest tu wszystko to za co kocham Agatę, ciekawa intryga, zero szpiegostwa, ani wielkiej polityki, ograniczona liczba potencjalnych sprawców i genialna dedukcja Belga, są dramatyczne zwroty akcji, ale całość powieści toczy się leniwie, spokojnie.  Klasyka kryminału! Naprawdę dobra książka.

Miłośnikom Agaty polecam, nie zawiedziecie się : )

niedziela, 28 lipca 2013

Ludzie listy... czy piszą - nie wiem, ale pisali.

Temat Miesiąca: Aubrey de Grey: Możemy zatrzymać śmierć
Narodziła się już osoba, która dożyje kilkuset lat! Czy naprawdę chciałbyś być tą osobą?
W XX wieku długość życia człowieka wydłużyła się o 30 lat. Dzięki postępowi medycyny prawdopodobnie bylibyśmy dla XIX-wiecznych Europejczyków tym, kim dla nas są, występujące w literaturze fantastycznej, cyborgi i mutanci. Angielski biolog, Aubrey de Grey, twierdzi nawet, że narodziła się już osoba, która dożyje kilkuset lat.
Jak to możliwe? 
Jak wyglądałaby nasza codzienność gdybyśmy mieli trzysta lat? 
Czy teoria o życiu bez starości naprawdę się sprawdzi? 
Ponadto w numerze:
Wywiad:
Ryszard Horowitz: Nie umiem opowiadać o swoich doświadczeniach, ale cudze historie mnie fascynują. 
Debaty:
Pedofilia w Kościele. Jakiej pomocy oczekują ofiary pedofilii od Kościoła? Czy znajdują ją w Kościele?
Kultura:
Zbigniew Herbert. Posyłam wieżę Eiffela. Niepublikowana korespondencja Herberta z Brzękowskim. 
Fotoreportaż: 
U braci Jabłkowskich. Gwarantujemy zadowolenie lub zwracamy pieniądze – historia handlowej potęgi II RP.



Chociaż przekonałam się już do e-czytania, w piątkowe popołudnie, gdy mój Czcigodny wybrał się na ryby, wydrukowałam sobie wakacyjne wydanie miesięcznika "ZNAK" i udałam się do cienia, aby oddać się lekturze listów Herberta. Czyniłam to z niepokojem i wewnętrznym rozdarciem. Lubię listy, ale nigdy nie mogłam natrafić na wiersz Herberta, który by mnie do niego przekonał. Mówiąc językiem współczesności - nie ogarniałam faceta.



W bieżącym numerze miesięcznika znajdziemy dwadzieścia pięć listów. Listów będących świadectwem czasów, które przeminęły, stylu, który odszedł do lamusa. Gdyby dziś, jeden facet pisał takie listy do drugiego, okrzyknięto by ich gejami, chociaż teraz modne jest się wyróżniać, więc byłoby to... dekadenckie, na fali. Wiele wskazuje, wszak niczego nie można być dziś pewnym, że nie byli homo(ja nie wiem o tym przynajmniej nic), te listy to świadectwo przyjaźni, która rozkwita, również dzięki emigracji, pokrewieństwu dusz i temu, iż oboje mają wrażliwą duszę poety.


O ile wiersze Herberta, nigdy do mnie nie przemówiły, a twórczości Brzękowskiego nie znam(pewnie to hańba, tym bardziej, że szczycę się tym, że skończyłam bardzo dobre liceum), to bardzo przemawia do mnie ich korespondencja, z której bije cała gama uczuć.   Listy sprzed ponad pięćdziesięciu lat, nie tracą swojego silnego wydźwięku, może dzięki uniwersalności poruszanych tam tematów. Dziś również, tylko częściej via e-mail, poruszamy tematy dotyczące naszej codzienności, piszemy o podróżach, problemach ze zdrowiem, spotkaniach, sympatiach i problemach.  Są w tych listach(bardzo starannie opisanych i chociaż dostajemy je w formie przedruków, pod każdym listem jest informacja o tym jak list był napisany; na jakim papierze, jakim kolorem, jedno, czy dwustronnie), tematy dotyczące czasów w których poeci żyli, a więc problemy z cenzurą, konieczność życia na emigracji, tęsknota za krajem. 


Moim zdaniem warto się z tymi listami zapoznać. Czytałam je z prawdziwą przyjemnością. A cały miesięcznik czytam sobie do porannej kawy :)

Dodatkową  motywacją może być, przypadająca dziś rocznica śmierci Herberta



piątek, 26 lipca 2013

"Sekrety uczuć" - Barbara O'Neal

Po traumatycznym wypadku Tessa Harlow powraca do rodzinnego miasteczka, Las Ladronas. Wydawać by się mogło, że wraz z wypadkiem jej życie się skończyło… Tymczasem jest na odwrót. Na drodze Tessy staje Vince. Czy to ta prawdziwa miłość, o której Tessa od dawna marzy? Żeby odpowiedzieć na to pytanie, Tessa będzie musiała zmierzyć się z przeszłością, a także z sobą samą…


„Sekrety uczuć” tytuł – z pozoru banalny, okładka… sugerująca kolejną babską powieść, zapychającą czas i jak to niektórzy znawcy twierdzą „odmóżdżającą”.  Barbarę O`Neal miałam okazję poznać kilka miesięcy temu, dzięki jej powieści „Recepta na miłość”, uwiodła mnie swoim stylem, delikatnym, subtelnym. Tworzy historię pachnące dobrym jedzeniem z których emanuje ciepło jakie znam tylko z własnej i babcinej kuchni, ciepło otulające i kojące, dające poczucie bezpieczeństwa, świadomość ze oto dotarliśmy do domu. Taka była „Recepta na miłość”, pełna najlepszych nadziei zabrałam się do lektury „Sekretów uczuć”. Okazało się, że wybrałam idealną książkę na trudne dni po wyrwaniu mojej nieszczęsnej ósemki. Jeśli coś dawało zapomnieć mi o bólu, to była to ta książka… I wiem, że czekam na kolejną powieść autorki.

Główną bohaterką jest Tessa, wagabunda pracuje w turystyce i zjeździła pół świata, nigdzie nie może zagrzać miejsca. Jest w trudnym momencie życia, przeżyła wypadek w pracy, podczas oprowadzania grupy turystów, podczas tego wypadku, przez pychę Tess zginęła jedna młoda kobieta. W chwili wypadku Tess przypomniała sobie o tragedii jaką przeżyła, będąc dzieckiem a jej młody umysł, wyparł to z pamięci. Kobieta postanawia wrócić do miejsca gdzie to się wydarzyło, wbrew prośbom ojca jedzie do Los Ladrones, gdzie oboje mieszkali pewien czas w hipisowskiej komunie. Pretekstem jest zorganizowanie dla agencji gdzie pracuje, rekonesansu i sprawdzeniu czy da się tam organizować wycieczki. Tess nie spodziewa się jak bogatą w przeżycia będzie ta podróż, jak wiele zmieni w jej życiu. Na ile spraw spojrzy inaczej, ilu rzeczy o sobie się dowie.  Tylko czy wiedza zawsze jest dobra? Czy nie lepiej, niekiedy, pozostawać w błogiej nieświadomości?

Treść książki doskonale oddaje okłada, pozornie – pogodna i lekka, gdy lepiej się wpatrzyć, nieco niepokojąca. Ukazuje kobietę wspinającą się po schodach, która zdaje się wpatrywać w coś, co wyłania się zza węgła, coś co – gdy ujrzy w pełnej krasie – ją może porazić. Opowieść o odkrywaniu siebie i pragnień które drzemią w nas, a które w swej pysze, spychamy na granice naszego jestestwa.

Tak z pozoru błaha i banalna książka dostarczy Wam wielu wzruszeń i pozytywnych przeżyć. Gdybym miała ją krótko opisać, napisałabym : ciepła i smakowita z posmakiem goryczy.

Autorka porusza wiele problemów w tej książce, ciężko coś więcej napisać, żeby nie zaspojlerować.  „Sekrety uczuć” to historia Tessy, Vince`a, jego córek, Annie, Vity i Sama, uwikłanych w przeszłość, która uniemożliwia im normalne, szczęśliwe życie. Każde z nich dźwiga na barkach jakieś brzemię przeszłości, każde w ukryciu kryje rany jakie zadał im czas, uparcie twierdząc, że w pojedynkę da sobie radę. Nie zawsze da się wszystko zrobić samemu, czasami potrzebne jest otwarcie się na pomoc i wsparcie drugiego człowieka.
„Sekrety uczuć” to książka podobna i jednocześnie różna od „Recepty na miłość”, jest tak samo ciepła i smakowita. Tak samo kusi smakiem przygotowywanych na kartach potraw i wypieków(to, że znowu nieustannie nie jadłam spowodowane było tylko gojącym się dziąsłem), w tematyce w ścisłym tego słowa znaczeniu różni się, nie trzeba znać „Recepty na miłość”, żeby zachwycić się tą książką. Nie są ze sobą w żaden sposób związane(poza autorką i łączeniem prawd o życiu z prawdami kulinarnymi).
Moim skromnym zdaniem książka naprawdę warta jest uwagi. Na końcu książki miałam łzy wzruszenia w oczach i mrowienie dookoła serca. Bardzo dobra poruszająca książka. Polecam!

czwartek, 25 lipca 2013

"Sekretne zapiski Agaty Christie" - John Curran

W 2004 roku, pośród rozmaitych dokumentów w domu rodzinnym w Greenway, odkryto osobiste notesy Agaty Christie: 73 zeszyty z notatkami, spisami, szkicami powieści i opowiadań zawierające fascynujące szczegóły z warsztatu pisarki, których nie ujawniła nawet w swojej „Autobiografii”.Książka odsłania rąbek największej tajemnicy Agathy Christie – pokazuje, w jaki sposób z odręcznych zapisków, list występujących postaci i wstępnych szkiców wątków rodziły się jej poczytne powieści, opowiadania i sztuki teatralne. Alternatywne rozwiązania intrygi, zmienione tytuły, inni bohaterowie, niezamieszczone w wersji końcowej sceny, a nawet plany nigdy nienapisanych powieści – dzięki badaniom Johna Currana poznajemy bogactwo niepublikowanych materiałów, w tym także dwa skończone opowiadania z Herkulesem Poirotem jako bohaterem: „Wypadek z psią piłeczką” oraz trzynastą opowieść z cyklu Prac Herkulesa.Książka jest także wyjątkowa pod względem edytorskim. W narrację zostały wplecione i wyróżnione odmienną czcionką różnego rodzaju fragmenty: zapisy myśli Agaty Christie (kursywą) i zapiski z notatników z pomysłami na kolejne kryminały (czcionką ozdobną), którym towarzyszą odwzorowania wybranych stron z prawdziwych notatników autorki. Jeśli w danym rozdziale zawarto rozwiązania zagadek kryminalnych, tytuły tych książek podano na początku rozdziału.


 Od nieco ponad roku jestem wierną wyznawczynią kultu Agaty Christie. Systematycznie nabywam i zapoznaję się z jej kolejnymi książkami. Regularnie daję się złapać w jej pułapki, próbując odgadnąć jak utkała intrygę. Okazyjnie udaje mi się zgadnąć, wtedy czuję się jakby legendarna MENSA przyjęła mnie w poczet swych członków. Moja pycha rośnie w zastraszającym tempie i przez dwa dni chodzę z nosem wycelowanym w niebo, puchnąć z dumy.

Na „Sekretne zapiski Agaty Christie” chorowałam od dawna, chodziłam wokół nich jak facet w zalotach. Miałam na półce „Autobiografię” Królowej Kryminału, więc obiecywałam sobie, że jak ją przeczytam pomyślę nad kupnem. „Autobiografia”, leży przywalona Pismem Świętym i z pięcioma podręcznikami, które niedługo wrócą do biblioteki, a ja kolejny raz złamałam swoje postanowienie.  Dorwałam się do „Sekretnych zapisków” i nie miałam zamiaru wypuścić ich z rąk. Bez zbędnej zwłoki, z rekordowo małym okresem nabierania mocy urzędowej, zapadłam się w pościel z książką z której bije ogromna sympatia do Agaty Christie. Wydaje mi się, że z autorem, który opracował te chaotyczne notatki, dobrze by mi się rozmawiało, chociaż zupełnie inne powieści są naszymi „najulubieńszymi”, niekiedy ocena danej książki różni się nam diametralnie, ale autor jest zafascynowany postacią Christie, traktuje ją jako bóstwo i to nie jakieś lokalne, pomniejsze. On uważa Agatę Christie za boginię, której świat cały oddaje część, wprawdzie mniej tych peanów, niż zasługuje, ale to przecież kwestia czasu.

Autor oddaje w nasze ręce książkę, która jest analizą i kompilacją notatek, które Agata Christie po sobie zostawiła. Chaotycznie prowadzone zeszyty, w których na gorąco spisywała swoje pomysły, potencjalnych morderców, ale sprawy również tak przyziemne jak lista zakupów, czy listę prezentów. Niestety, najprawdopodobniej nie wszystkie zeszyty przetrwały do naszych czasów, widać, że z najważniejszych, najlepszych powieści Christie nie pozostał ślad w tych notatnikach, które zostały, co każe przypuszczać, że pomysły na te książki spisywała w zeszytach, które gdzieś zginęły, lub uległy zniszczeniu. Jednak te notatki które przetrwały pozwalają nam lepiej wejrzeć w psychikę autorki, w jej charakter oraz kryminalny geniusz.

Chyba niewielu jest czytelników, którzy przeczytali i wnikliwie przeanalizowali wszystkie dzieła Christie i doszli do takich wniosków jak autor tego opracowania, który dysponował notatkami pozwalającymi mu chociażby oglądać krok, po kroku etap powstawania ostatecznej intrygi.  To zaskakujące jak często Christie uciekała się do podobnego sposobu uknucia intrygi, jak często powtarzała schematy, chociaż przeczytałam sporo jej książek większości analogii nie dostrzegłam. I pewnie bym nie dostrzegła, gdyby nie wyłożenie kawy na ławę w tej książce. 

Najbardziej się obawiałam spojlerów, bo jednak wszystkich książek, sztuk i słuchowisk nie znam, ale na początku każdego rozdziału i podrozdziału autor ostrzega zakończenia których dzieł zostaną wyjawione. I gdy tak czytałam, zorientowałam się, że nawet gdy poznaje zakończenie książki, której nie znam to szybko o tym zapominam i raczej nie grozi mi zepsuta radość czytania, gdy już dorwę daną powieść. Mało tego, z książek które czytałam, miałam problem  bardzo często, aby przypomnieć sobie kto zabił, wiec dobrze, że autor te rozwiązania podaje, bo zabijcie a pozapominałam.  Jeśli wstrzymuje Was przed lekturą obawa, że zaleje Was spojlerami i później nie będzie się Wam dobrze czytało tych nieznanych kryminałów – nie lękajcie się.

Nie jest to jednak książka dla kogoś kto ma za sobą zaledwie kilka kryminałów Christie, przy najlepszych chęciach  i umiłowaniu pióra autorki, wydaje mi się, że aby w pełni rozsmakować się tą książką, konieczna jest znajomość kilkunastu książek autorki, wtedy mamy większą pewność, że znamy te najlepsze, te średnie i te słabsze. Wtedy będziemy lepiej się bawili wyłapując smaczki, podobieństwa, będziemy mogli sobie przypominać nasze refleksje i skojarzenia. Bez  jako takiego obeznania w powieściach Christie, „Sekretne zapiski” będą tylko  naukowym opracowaniem, suchym zebraniem faktów, a chyba nie o to chodzi.

Według mnie książka jest naprawdę świetna, dla prawdziwych maniaków prozy Christie, pozwoli Wam dostrzec to – co przeoczyliście, nabierzecie ochoty do powtórki swoich ulubionych powieści.  Naprawdę polecam, nie do czytania na akord, ale delektowania się każdym rozdziałem!
To jedna z tych książek z których czuć pasję i głęboką fascynację. Super się takie pozycje czyta!

środa, 24 lipca 2013

"Harry Potter i Kamień Filozoficzny" - Joanne Kathleen Rowling

Harry Potter to sierota i podrzutek, od niemowlęcia wychowywany przez ciotkę i wuja, którzy podobnie jak ich syn Dudley traktowali go jak piąte koło u wozu. Pochodzenie chłopca owiane jest tajemnicą, jedyna pamiątka z przeszłości to zagadkowa blizna na jego czole. Skąd jednak biorą się niesamowite zjawiska, które towarzyszą nieświadomemu niczego Potterowi? Wszystko wyjaśni się w jedenaste urodziny chłopca, a będzie to dopiero początek Wielkiej Tajemnicy...



 Nie mogę powiedzieć, że wychowałam się na książkach o Harrym Potterze, chyba piętnastoletnia dziewoja jest już wychowana, a mi brakowało tygodnia do piętnastych urodzin, gdy w swe ręce dostałam pierwszy tom. Pamiętam to jak dziś. Trzecia gimnazjum, urodziny koleżanki, już wtedy byłam aspołeczna i gdy znudziła mnie impreza po prostu pożyczyłam od niej książkę i zaczęłam czytać. Koleżanka miała I i IV tom, nikt na wsi nie miał tomu II i III. Po błyskawicznym przeczytaniu tomu pierwszego, zaczęłam żebraninę u Rodziców, którzy w końcu się zlitowali i kupili mi dwa kolejne tomy(już wtedy nie lubiłam spojlerów). Tom czwarty kupiłam tuż po bierzmowaniu, a tom pierwszy posiadłam na własność jakoś pod koniec trzeciej klasy. Na kolejne tomy musiałam czekać… Ale zdecydowanie nie wychowywałam się z Harrym, może dorastałam, ale jak byłam niewychowana, tak jestem ; )

Lubię wracać do książek, które czytałam pierwszy raz jako piękne, pełne ideałów i marzeń dziewczę, ponieważ z tego dziewczątka niewiele zostało(nawet kropka w „i” wyblakła już), chciałam powrócić do czasów gdy miałam piętnaście lat, a świat stał przede mną otworem. Tylko brakuje mi czasu na powroty do ukochanych książek. Zwłaszcza teraz gdy chcę trenować do Pielgrzymki, powyszywać, jest na to lekarstwo – audiobooki. Mogę ze słuchawkami w uszach zdobywać świat zaprawiając nogi w marszu, mogę sobie haftować słuchając książki, a i Mama którą końmi do Pottera nie jestem w stanie namówić(kilka tomów przeczytała) słucha i jest zachwycona. Dziś skończyłyśmy słuchać, książkę czyta jeden z naszych ulubionych aktorów – Piotr Fronczewski. Uwielbiam tego Pana, ma niesamowity, ciepły głos. Dzięki temu najgorsze godziny po wyrwaniu zęba przeszły prawie niezauważalnie. Słuchałam sobie audiobooka i relaksowałam się. Pan Piotr fenomenalnie intonuje zdania, dopasowuje ton głosu do osoby, której kwestie właśnie czyta. To jeden z najlepszych lektorów jakich miałam okazję czytać. Lepszy byłby chyba tylko Alan Rickman.

Fabuły Harrego Pottera chyba nikomu nie trzeba streszczać. Oto chłopieć, który mając roczek traci rodziców, zostaje podrzucony na próg siostry swojej matki i jej męża. Przez  kolejną dekadę, żyje jak popychadło, taki Kopciuszek. W jedenaste urodziny okazuje się, że chłopiec jest czarodziejem, po wakacjach ma pójść do Hogwartu – szkoły dla czarodziejów, zamiast publicznego gimnazjum.  Okazuje się również, że jego rodzice nie zginęli, jak wmawiało mu wujostwo, w wypadku samochodowym, ale zostali zabici przez Voldemorta, najpotężniejszego czarnoksiężnika wszechczasów, który chciał zabić również Harrego, ale zaklęcie odbiło się od chłopca i ugodziło w Sami-Wiecie-Kogo. To spowodowało, że Harry jest sławny na cały czarodziejski świat. Harry wkracza w zupełnie nieznany dla siebie świat, wreszcie zacznie żyć, przeżyje wiele przygód, będzie ryzykował życie, znajdzie przyjaźń, w końcu nie będzie sam oraz dowie się jakie tajemnice skrywa jego przeszłość.

O Potterze słyszał chyba każdy, jeśli nie czytał, to pewnie widział film. Nie należę do grona osób,   które uważają, że te książki można tylko kochać. Nie mam problemu z negatywną opinią, może dlatego, że w domu mam taką rozpiętość gustów czytelniczych, że od najmłodszych lat wiem, ze nie wszyscy lubią wszystko? Walczę natomiast z automatycznym potępianiem tych książek. Krew się we mnie gotuje, gdy słyszę „Nie czytałem i nie będę bo WIEM, że to satanistyczna książka”. Powiem Wam, że jestem wierzącym i praktykującym katolikiem, ale nie mam problemu z rozróżnieniem fikcji od prawdy(naprawdę nie próbuję latać na miotle, ani się teleportować), czytałam kilkukrotnie każdy tom i nie dostrzegłam tam treści afirmujących zło. Gdybym miała dzieci, nie miałabym nic przeciwko, aby czytały Pottera, oczywiście w odpowiednim wieku, uważam, że od IV tomu książki robią się nieco mroczne.

Według mnie te książki, oprócz interesującej, naprawdę ciekawej fabuły posiadają również walor dydaktyczny. Mają morał, zło jest karane, dobro tryumfuje, afirmują przyjaźń, lojalność, pomoc słabszym i wiele innych pozytywnych cech. Nie wiem – może się nie znam, ale gdy ja byłam dzieckiem książki przekazujące takie treści były pożądane.

Dodatkową zaletą są fajnie skonstruowani bohaterowie, już w I tomie wybija się postać Severusa – jednego z moich najukochańszych bohaterów. Ociekający sarkazmem, cyniczny, złośliwy, chamski i bezczelny Severus to przykład człowieka, którego – oceniając po pozorach- nie da się lubić. Ja jestem nienormalna i go kocham :D

Pierwszy tom jest naiwny, tak jak naiwną i lekką może być powieść o jedenastolatku, ale – co znamienne – ta książka mnie nie wkurza, nie irytuje. Ba czytając ją kolejny raz odkrywam za każdym razem jakąś perełkę. Zapewne to nie moje ostatnie spotkanie z I tomem.

Wy zaś szykujcie się na opis moich impresji z tomu II.
A w nagrodę dla tych co wytrwali, równo ¼ haftu. Jeszcze dużo książek wysłucham nim skończę : P

"Zapach gorzkich pomarańczy" - Kate Lord Brown

Pobudzająca wyobraźnię opowieść o utraconej miłości i rodzinnych sekretach, sięgająca czasów hiszpańskiej wojny domowej.
W przepięknej scenerii wzgórz Walencji stoi zapomniany dom, który przetrwał serię niszczycielskich najazdów wojsk generała Franco i rodzinnych dramatów. Czas odcisnął na nim swoje piętno: bielone ściany posiadłości się sypią, a zadbany ogród zamienił się w dziki gąszcz splątanych winorośli i drzewek pomarańczy.
Emma Temple, znana i ceniona perfumier, jest pierwszą od siedemdziesięciu lat osobą, która przekroczy jego próg. Klucz, razem z plikiem starych listów, otrzymała w spadku po matce, Liberty. Do Hiszpanii przyjeżdża, by odpocząć od londyńskiego zgiełku i osobistych problemów, a także przywrócić podupadłej willi dawny blask. Mimo niewątpliwego uroku domu w Walencji, każdy kąt przypomina Emmie tragiczne wydarzenia, które się w nim rozegrały. Z każdym otwartym schowkiem i podniesionym przedmiotem Emma poznaje niezwykłą historię tego miejsca, swojej rodziny i utraconych marzeń.


 Mało jest dobrych książek, których akcja dzieje się w Hiszpanii, a moja hiszpanofilia wymaga karmienia. Gdy przeczytałam opis fabuły, wiedziałam, że to będzie coś dla mnie. Może ta książka nie dorówna „Komu bije dzwon”, ale będzie w tym stylu, hiszpańska wojna domowa daje duże pole do popisu, a dodatkowo akcja powieści prowadzona dwutorowo – coś co tygryski bardzo lubią – obiecywała świetną lekturę.

Autorka podzieliła swoją książkę na dwie części. Część pierwsza toczy się w latach trzydziestych XX, gdy w Hiszpanii trwa wojna domowa, wojna, która była próbą przed II wojną światową. Hiszpańska wojna domowa w annałach zapisała się jako jedna z najkrwawszych, najokrutniejszych potyczek.  Temat żywy w literaturze tamtych czasów, powieści dotyczące tej wojny napisali tak wielcy pisarze jak Orwell, czy Hemingway, którzy bezpośrednio zaangażowali się w ten konflikt. Dziś Hiszpańska wojna domowa jest obecna li i jedynie w literaturze faktu. Nie spotkałam współczesnej powieści, która zahaczałaby o tą tematykę. A szkoda. Gdy możemy mieć przesyt, wielkich miłości rozdzielanych przez siepaczy Hitlera, czy Stalina, niedoceniane, zapomniane tematy mogłyby nas porwać na nowo. Moim zdaniem ten powiew nowości jest ogromną zaletą tej książki. Druga, współczesna część książki, rozgrywa się w roku 2001 gdy świat Emmy obraca się w perzynę, najpierw umiera jej matka, a kobieta równolegle odkrywa, że jej ukochany zdradza ją z przyjaciółka. Dodatkowo, gdy odkrywa, że jest w ciąży, bezpośrednio dotyka ją zamach na WTC. Złamana kobieta postanawia wyjechać do Hiszpanii, do domu zostawionego przez matkę, aby tam odnaleźć siebie, historię swojej rodziny i święty spokój. Tylko czy to jej się uda?

Wiedziałam, że na tej książce się nie zawiodę. I nie zawiodłam się. To poruszająca opowieść o miłości i o stracie. O silnych kobietach i ciężkich czasach, które bez względu na epokę historyczną są jednako trudne dla kobiet, które kochają. Napisana pięknym językiem historia, która poruszy każdego wrażliwego czytelnika. Czytając „historyczną część”, nasuwały mi się porównania do „Komu bije dzwon”, a jest to jedna z moich najukochańszych książek, które wstrząsają, poprzez opisy wojennego okrucieństwa, ale i poruszają siłą miłości, która o właściwy czas nie pyta.

Według mnie jest to jedna z lepszych książek, która podczas tych wakacji ukazała się na rynku. Książka ponadczasowa, po prostu ładna i dobra, którą z całego serce polecam!

poniedziałek, 22 lipca 2013

"Saga wyklętych" - Chufo Llorens

Hiszpania, II połowa XIV wieku. Esther, piękna córka wpływowego i bogatego rabina gminy
żydowskiej w Toledo, kocha Simóna, syna lokalnego kupca. Ojciec zaplanował dla niej małżeństwo z Rubénem, ortodoksyjnym rabinem lokalnej wspólnoty, uważanym za świetną partię. Nie mając innego sposobu, aby być razem, Esther i Simón decydują się na ucieczkę, lecz ich plany krzyżują zamieszki, które wybuchają w Wielki Piątek: podburzani przez biskupa Toledo chrześcijanie napadają na dzielnicę żydowską, dokonując pogromu, niszcząc i paląc wszystko na swojej drodze. Ścieżki kochanków muszą się rozejść, by po licznych perypetiach ponownie zejść w Sewilli... Niemcy za rządów nazistów, lata 1935-1945. Hitlerowskie ustawy antyżydowskie zmuszają mieszkającą w Berlinie rodzinę bogatego jubilera Leonarda Pardenvolka do szukania schronienia za granicą, w Wiedniu. W kraju pozostają jego dwaj dorośli synowie, Manfred i Siegfried. Wkrótce dołącza do nich Hanna, bliźnicza siostra Manfreda, która wraca do Niemiec pod zmienionym nazwiskiem. Każde z trójki rodzeństwa, na swój sposób, prowadzi walkę z „brunatnym” reżimem. Siegfried zostaje specjalistą od fałszowania dokumentów; obracając się w kręgach wojskowych, zdobywa informacje przydatne ruchowi oporu. Manfred, członek partii komunistycznej, walczy z faszyzmem na ulicach Berlina i Rzymu. Hanna wiąże się z organizacją antynazistowską Biała Róża; w jej szeregach próbuje uświadamiać studentów. Za swoje zaangażowanie zapłacą życiem, lub życiem swoich bliskich.

  
Uff. Skończyłam, takie westchnienie rozdarło nocną ciszę w moim rodzinnym domu. Teraz nie wiem, czy „Władca Barcelony” był książką złą, ale trafił na okres mojej pomroczności, czy był po prostu najlepszą książką tego autora. Wprawdzie „Katedra w Barcelonie”(Falcones) była książką o wiele lepszą, ale na „Władcy” się nie nudziłam. Pamiętam, że dobrze mi się czytało. Później, na fali na urodziny sprawiłam sobie „Uciekinierkę z San Benito” i bach! Zawód. Książka była straszna.  Rok temu kupiłam kontynuację „Władcy” do dziś nie przeczytałam. Owszem zaczęłam, ale odłożyłam. Co u licha sprawiło, że tak napaliłam się na „Sagę wyklętych”? Tajemnica roku 2013. Po 1,5 tygodniu oczekiwania na książkę, wreszcie ją dostałam, po jakichś dwóch dniach zabrałam się do lektury.

Chufo Llorens dał się poznać jako sprawny twórca powieści historycznych. „Sagę wyklętych” dedykuje wybitnym twórcom powieści historycznych, znajdziemy między innymi wzmiankę o Henryku Sienkiewiczu. Lista autorów, którzy swego czasu zawładnęli wyobraźnią Katalończyka jest imponująca. Niestety – powieści, które czytała, przewyższają książkę która przyprawiła mnie o zakwasy(około siedemset stron, dobrze, że okładka  miękka).

Autor postanowił swoją powieść podzielić. Część dzieje się w Hiszpanii XIV wieku, druga część w Niemczech na przełomie lat 30 i 40. Książka opowiada… o Żydach, o prześladowaniach, o nienawiści i represjach. W dużym skrócie, pokazuje jak możni tego świata knuli intrygi mające na celu wyeliminowanie Żydów z życia społecznego, gospodarczego i w jaki sposób miało to wpływ na jednostkę. Główną bohaterką ten hiszpańskiej części jest Esther, młode dziewczę, córka wielkiego rabina, której młodość i pierwsza miłość przypada na okres gdy przeciwko Żydom jest knuta poważna intryga, która nie tylko rozpocznie okres niepokoju, ale zaważy na życiu dziewczyny, a później kobiety. Część niemiecka kręci się wokół rodziny niemieckiego jubilera, który nie jest nawet ortodoksyjnym Żydem, ma żonę katoliczkę, trójkę dzieci, ale nowy system który zapanował w Niemczech nie zwraca uwagi na takie niuanse. Jest on zmuszony do ucieczki z kraju, gdzie zostaje jego dwóch synów, którzy będą musieli zmierzyć się z reżimem.

Powiem Wam, że dawno mnie tak książka nie wymęczyła, nie dlatego że była zła, była tak nijaka, że aż zęby mnie jeszcze bolą. Wkurzyło mnie jedno, ale na samym początku, więc może zaważyło to na moim odbiorze książki. Przypisy!! Wyjaśnienia są na samym końcu, a przypisów jest dostatek, autor nie żałował sobie: wyjaśnień historyczny, kulturowych, językowych.  Było to tak niewygodne, że w pewnym momencie zrezygnowałam ze sprawdzania co znaczy dane słowo(nie jestem Żydówką, ani znawcą wybitnym judaizmu), wprawdzie bywały słowa, które można było przetłumaczyć i darować sobie przypis, a najlepiej byłoby gdyby te przypisy były, jak Pan Bóg przykazał na dole strony. Nie wiem co to za pomysł. Taki sposób robienia przypisów toleruję jedynie w publikacjach naukowych.

Przypisy mnie wkurzyły, ale najbardziej zirytowała mnie miałkość tej książki. Potencjał był ogromny, autor
odwalił też niesamowitą pracę badawczą, bo książka jest pisana z wyczuwalną znajomością tematu. Tylko, że co z tego skoro ja nie umiałam przejąć się losami bohaterów. „Nieszczęście” Esther mnie tylko irytowało, uważam że była infantylna i afektowana, wolałam – szczerze mówiąc Rubena.
Z niemieckiej części lubiłam – w miarę – postać Erica.  O ile autor przyłożył się do kwerendy i z dokładnością oraz pietyzmem opisuje żydowskie środowiska, o tyle pomija całkowicie stronę ludzką. Przez co bohaterowie byli dla mnie odrealnieni, mimo ogromu nieszczęść, tragedii co krok, a  może z powodu tej kumulacji właśnie, nie mogłam się z nimi zżyć. Książka straciła bardzo wiele. Chociaż na samym końcu miałam łzy w oczach, to jednak nie rehabilituje książki w moich oczach.
Zawiodłam się.  Ten zawód nie kosztował mnie zbyt wiele. Bo w mojej ulubionej księgarni zapłaciłam za nią nieco ponad trzydzieści złotych, a czytania jest dużo. Nie żałuję pieniędzy, a czasu straconego na chybioną książkę nauczyłam się wcale nie żałować. Ale mogłam brać się za „Atlas chmur” ;]

Ale spodobało mi się bardzo jedno zdanie:

"(...) uważał, że o wiele lepiej jest kochać, niż być kochanym, bo to pierwsze czuł w sercu każdego ranka, kiedy wstawał z łóżka, i w każdej minucie dnia, to drugie natomiast zdawało się przelotnym błyskiem, krótką chwilą(...)"



sobota, 20 lipca 2013

"W imię miłości" - Katarzyna Michalak

Od czasów Ani z Zielonego Wzgórza nie było tak wzruszającej książki!
Edward, właściciel pięknego starego domu na Jabłoniowym Wzgórzu, nie przeczuwa rewolucji, jaka nagle nastąpi w jego życiu. Rewolucja ma na imię Ania, ma dziesięć lat i właśnie straciła wszystko… Tajemnica z przeszłości zmusi mężczyznę do postawienia pytań o to, co naprawdę jest ważne i czy w jego życiu jest miejsce na rodzinę. Książka zaskoczy bogactwem emocji i nieoczekiwanych zwrotów akcji. Ogromna ilość wzruszeń gwarantowana!
Trzymająca w napięciu historia o poszukiwaniu własnego miejsca na ziemi, potrzebie bycia kochanym, tęsknocie za prawdziwą rodziną i o tym, że cuda się zdarzają.


Zastanawiam się jaki jest limit książek wzruszających i poruszających dla wrażliwego czytelnika. Bo to trzecia książka w ciągu ostatniego tygodnia i nie wiem czy moja psychika to dobrze zniesie. Aktualnie wpadłam w okrutną melancholię, odczuwam ból istnienia – mego wiernego kompana. Jestem przygnębiona, smutna.  Książką, która  dopełniła czarę goryczy to „W imię miłości”. Miałam okazję przedpremierowo ją przeczytać. Chociaż poprzednia okładka – zielonkawe kolory, mnie ongiś zauroczyła, pasowała na jesień, ta aktualna okładka, jest bardziej letnia, ciepła…

„W imię miłości”, nawiązuje – już opisem z okładki – do „Ani z Zielonego Wzgórza”, ambitne wyzwanie, Anię zna każdy, wielu bibliofilów odkryło radość z czytania, właśnie podczas czytania o rudej sierocie. Katarzyna Michalak, nie kryje że inspiracje z Ani czerpie pełnymi garściami. Główna bohaterka wkracza na karty powieści w sposób podobny do tego, w jaki na Zielone Wzgórze zawitała Ania Shirley, na tym podobieństwa się nie kończą, wybuchowy charakter, duża wyobraźnia, zaradność, silne pragnienie miłości. Wydaje mi się, że Ania stworzona przez Katarzynę Michalak jest skrzyżowaniem Ani Shirley i Pollyanny . Taka rekomendacja,  obiecuje  opowieść ciepłą, pogodną, zabawną, nieco wzruszającą, prawda? Ha ha! To też daliście się nabrać!  Nie dajcie się zwieść optymistycznej, letniej okładce, nie dajcie się nabrać na nazwisko, Katarzyna Michalak przestała jakiś czas pisać książki po prostu radosne i bajkowe, teraz poszła w opisywanie dramatów, które towarzyszą nam w życiu. Wybaczcie mi wielbicielki Kasi, ale moim zdaniem, te powieści pełne szarej strony życia wychodzą jej o wiele lepiej.  Jeszcze na żadnej z tych książek się nie zawiodłam. Tak i „W imię miłości”, mnie uwiodło!
Tak jak w poprzednich swoich powieściach, autorka umieszcza akcję swojej powieści wśród krajobrazów, na wyobraźnię silnie działających. Wśród takich pól wszelakich, rozgrywają się dramaty, jakby udowadniały, że śmierć i łzy nie są przypisane tylko do odrapanych, obskurnych bloków. Do Jabłonowego Wzgórza przybywa dziesięcioletnia dziewczynka – Ania, jej matka umiera na nieoperacyjnego raka mózgu i w ostatnim odruchu miłości wysyła dziewczynkę do swojego ojca, który chociaż ma pieniądze, dom, spełnił swoje marzenia, to kiedyś swoją córkę przegnał na cztery wiatry. Umierająca kobieta, jednak ufa, że ludzie, którzy kiedyś ją odrzucili zaopiekują się jej dzieckiem, które i tak za szybko zaczęło dorastać. Teraz Ania potrzebuje ciepła by zmierzyć się z agonią matki. Nie tylko z tym przyjdzie się zmierzyć dziesięciolatce, wszyscy lokatorzy Jabłonowego Wzgórza przeżyją sporo, będzie się działo i wystarczy wrażeń na kilka ładnych lat.

Póki pamiętam – mam jeden zarzut, ale to ewidentne czepiarstwo, dodatkowo z mojej branży, uważam, że w kwestiach zahaczających o prawo książka jest niedopracowana merytorycznie i najprawdopodobniej może razić to każdego człowieka który jest z tą szlachetną ; ] profesją związany. Jak mówię – czepiam się, bo chociaż to wpływa na treść książki, to jednak nie jest to  podręcznik do prawa karnego, z którego czerpiemy wiedzę, co do funkcjonowania polskiego prawa karnego. Może nagięcie  tych norm do potrzeb powieści, przez niektórych będzie uznane za… przegięcie, mnie to ukuło, ale ja jestem czepliwa – po Rodzicach – obojgu ; P Z uczciwości piszę, to mi się rzuciło w oczy.

No niestety czepiać się muszę nieco na siłę, bo nie bardzo jest się do czego przyczepić. Czy książka która
wszystkie listy poszły w kąt
znowu dała mi pięścią w brzuch może być zła? Mnie uwiodła, do tego stopnia, ze zrezygnowałam z drzemki  odpoczynku, tylko czytałam, aby dowiedzieć się jaki będzie finał. Czy spodziewałam się takiego zakończenia? Zdecydowanie nie!

Spodziewałam się innej historii, innego rozwoju wypadków, jak w życiu było inaczej niż myślałam, że będzie. Ale zdecydowanie nie gorzej. Na przykładzie tej książki widać jak Katarzyna Michalak ewoluowała. „W imię miłości” jak żadna z książek, które czytałam, łączy to za co pokochały ją kolejne grupy czytelniczek. Czy ta książka trafi w gust każdemu? Zapewne nie, mogłabym dla przykładu wypisać zarzuty, jakie sądzę, że padną pod adresem tej książki. Ale po co?

Mi się po prosto podobało, chociaż chwilami po prostu martwiałam  ze smutku i z uczucia pustki, która mnie pochłaniała – bo  były takie momenty. I za te momenty wzruszenia, a jednocześnie atmosferę ciepła i miłości, atmosferę Zielonego Wzgórza, które dało miłość dziecku niekochanemu, dało nadzieję, gdy dookoła ziała rozpacz, za to wystawiam tej książce wysoką ocenę w moim prywatnym rankingu.

Bardzo wartościowa pozycja na wakacyjnej liście zapowiedzi. Moim zdaniem warto sięgnąć, warto się zaczytać. Warto… uwierzyć : )

czwartek, 18 lipca 2013

"Upalne lato Kaliny" - Katarzyna Zyskowska-Ignaciak

Jakim człowiekiem może stać się kobieta, silnie poturbowana przez wojnę, która wyrzekła się
wszystkiego dla miłości?
Kalina prawie nie zna własnej matki – Marianna nigdy nie pozwoliła, by ktokolwiek, włącznie z córką, poznał jej przeszłość i zrozumiał życiowe motywacje. Dlatego Kalina, choć jest już dorosłą kobietą, nadal w głębi serca pozostaje małym, skrzywdzonym dzieckiem. Zagubionym, samotnym i niepewnym swojego miejsca w świecie.Już nie ma sielskiego dworu wśród rozkołysanych, mazowieckich pól, a niezwykłą atmosferę ostatniego, przedwojennego lata zatarła w pamięci późniejsza zawierucha. Marianna jest zagubiona w nowej, siermiężnej rzeczywistości i nie potrafi uporać się z noszoną w sercu tajemnicą.Ale los nie pozwoli jej być biernym obserwatorem życia. Kalina staje się żoną, matką… ale dopiero gdy na jej drodze staje Maciej, musi się rozliczyć sama ze sobą.
„Upalne lato Kaliny” pewnymi watkami nawiązuje do „Upalnego lata Marianny” (choć książka jest odrębną całością).Tym razem autorka przenosi czytelnika w sugestywnie naszkicowany świat końca lat sześćdziesiątych. 


 Oczekiwałam lekkiej lektury na upalne dni… dostałam kolejnego kaca książkowego. Miało być lekko i przyjemnie, było intensywnie, szykujcie się na kolejną beznadziejną recenzję, bo takiej dobrej książki nie umiem opisać dobrze. Będzie znowu usiłowanie nieudolne – to karne mnie chyba prześladuje.

początek lektury przy kawie
Nie czytałam – jeszcze!!- „Upalnego lata Marianny”, ale „Upalne lato Kaliny” przemówiło do mnie w kilka chwil. Widziałam, że książka gości na wielu blogach, więc odłożyłam ją, aby nabrała mocy urzędowej. „Wytrzymałam” tydzień. A i tak za długo.  Odebrałam tę książkę jako bardzo mocną opowieść o życiu. Skłoniła i skłania mnie do refleksji.

Kalina to córka Marianny – znanej z poprzedniej książki „Upalne lato Marianny”. W tej książce poznajemy w jaki sposób losy Marianny wywarły wpływ na los jej córki. Marianna, żyjąc tylko własnym życiem, własnymi potrzebami, zaniedbała najbliższą rodzinę, skrzywdzona na początku dorosłego życie ni potrafiła dać córce miłości, nie potrafiła być matką. Kalina z tego powodu jest poharatana uczuciowo, dodatkowo okres liceum sprawił, że straciła wiarę w Boga i straciła zaufanie do mężczyzn.  Kalina tak jak jej matka nie potrafi kochać. Pod koniec lat sześćdziesiątych, nieco tylko po dwudziestce, gdy życie się zaczyna, gdy okulary są różowe, ona wychodzi za mąż za około dwie dekady starszego wykładowcę uniwersytetu, historyka, który kocha Kalinę, chce z nią być, ale nade wszystko kocha swoją historię, swoje szpargały. On przeżył wojnę, doświadczył tego zmierzchu bogów, tragedia wojny odcisnęła na nim piętno, Kalina urodziła się już po wojnie, w rodzinie szlacheckiej, wywłaszczonej, ale której jako-tako się wiodło. Ona jest młoda, powinna szaleć, on chce tylko siedzieć w książkach.  Katalizatorem, który doprowadza do ich ślubu jest ciąża. Dziecko które pojawia się na świecie cieszy Jerzego, ale nie wzbudza żadnych uczuć w Kalinie, która korzysta z okazji i zostawia córeczkę w rodzinnym domu pod okiem swej dawnej piastunki, pod pretekstem kończenia studiów i pisania pracy. Ostatnim akordem wolności, nim będzie musiała zmierzyć się z wychowaniem córki jest wyjazd z mężem i z przyjaciółmi do Zakopanego. Jerzy będzie pracował, Kalina pozna góry. I być może wszystko pozostałoby po staremu, gdyby nie spotkanie Maćka – przyjaciela, Basi – z którą Kalina i jej mąż jadą w góry. Młody, pełen życia chłopak, którego życie również nie było sielanką, ale niemalże rówieśnik Kaliny z bezpośredniością graniczącą niekiedy z bezczelnością  uświadamia jej, jakie nieszczęśliwe, puste i jałowe życie wybrała. Może i spotkanie Maćka nic by nie zmieniło, bo Basia uprzedziła przyjaciółkę jakim jest on lekkoduchem i bawidamkiem, jak skacze z kwiatka na kwiatek. Ale rozmowa Kaliny z właścicielką pensjonatu, uświadamia jej co w życiu jest ważne, jak szybko mija czas, i jak w tym kontekście ważne jest owo słynne carpe diem. Może i to wszystko nie zdołałoby popchnąć Kaliny na nowe tory, gdyby nie Gabrysia, jej dawna piastunka, nie postanowiła przerwać milczenia i nie opowiedziała jej historii życia i dramatu Marianny. Historia matki stała się iskrą na prochu… A jak to się skończyło? Czy książki się kończą? A może trwają w nas, jako alternatywne byty?

Zwykle staram się fabułę streścić w kilku zdaniach, hmmm dziś mi nie wyszło za bardzo, a starałam się
Z nadmiaru emocji emocji musiałam coś upiec ;]
napisać tylko o rzeczach najważniejszych, starałam się nie spolerować, chyba mi się udało. : ) Siła tej książki nie tkwi w konkretnych wydarzeniach, których zdradzenie mogłoby zepsuć przyjemność lektury. Właściwie to zastanawiam się, jakim cudem ta książka tak mnie skopała. Czytając ją, ogarniał mnie przejmujący smutek, pomimo górskich szczytów, potęgi Tatr, wśród których rozgrywa się akcja. Przebiegały mi mrówki wzdłuż kręgosłupa, ogarniała mnie pustka i ten smutek… Naprawdę rzadko zdarza się, abym książkę odbierała tak mocno.  Nawet teraz po odłożeniu książki(jeszcze nie na półkę) czuję taki bezdech, jakbym dostała pięścią w brzuch.
Piękny, staranny język, celne i mądre zdania, które trafiają w serce, przynajmniej w moje, uderzyły w pewne podstawy mojej filozofii, mojego sposobu na życie i na pewno nimi zachwiały, czy je zburzą?

Sam pomysł w gruncie rzeczy jest zlepkiem pomysłów oklepanych i znanych, ale tak zebrany do kupy jest czymś nowym i bardzo, bardzo dobrym. Jestem pod wielkim wrażeniem tej książki oraz stylu autorki, która znajduje drogę do duszy czytelnika i gra na niej, jak tylko chce.

Kac po tej książce będzie ogromny… idę chyba klinika jakiegoś zastosować.

|| Upalne lato Marianny ||   || Upalne lato Kaliny ||   || Upalne lato Gabrieli ||

środa, 17 lipca 2013

Piękna nasza Polska cała

Ponieważ z przyczyn obiektywnych nie mogę złapać za kijki i trenować do Pielgrzymki(już za osiemnaście dni będę w trasie!!), to biorę rower, przyjazną Duszę i trenuję mięśnie nóg jeżdżąc po okolicy.
Polegiwanie nad Sanem

I pokazać Wam chciałam w jak urokliwym miejscu żyję.
Niektorzy wyśmiewają mój lokalny patriotyzm.
Ja kocham to miejsce, nie ma tu gór, nie ma morza, nie ma zapierających dech w piersiach landszaftów.
Ale to jest ziemia którą kocham, tu - w większości- mieszkają ludzie, których kocham i to Ich oraz wspomnienia z Nimi związane, związane z chwilami w których byłam szczęśliwa, darzę takim uczuciem.

Ten budynek z boku to lotnisko :)


zachód słońca nad lotniskiem
marna jakość bo z komórki





Jestem Anteuszem, mam takie wrażenie :))


Muszę odzyskać któryś aparat, aby te chwile uwieczniać w przyzwoitej jakości :))

wtorek, 16 lipca 2013

"Statek śmierci" - Yrsa Sigurdardóttir

Luksusowy jacht rozbija się przy wejściu do portu w Reykjawiku. Na jego pokładzie nie ma nikogo. Jacht jest własnością Banku Islandzkiego, odkąd poprzedni właściciel popadł w długi. Co stało się z trzema członkami załogi i czteroosobową rodziną, która weszła na pokład w Lizbonie? Turyści, którzy zaginęli wykupili, przed podróżą, bardzo wysoką polisę na życie. Firma ubezpieczeniowa chce mieć pewność, że nie doszło do oszustwa. Do akcji wkracza Tora. Musi ustalić, co wydarzyło się na jachcie pomiędzy Lizboną a Reykjawikiem.To nie horror. Lub może raczej horror innego rodzaju. Jeśli znalazłeś się na pokładzie jachtu na środku oceanu i nie wiesz, komu możesz zaufać, to horror o którym mówimy

Po książkowym kacu spowodowanym lekturą książki „Moja Siostra mieszka na kominku”(polecam lekturę) miałam problem z wyborem lektury, rzuciłam chyba czterema książkami, obiektywnie – świetnie się zapowiadały- ale ja wpadłam w taki typowo-babski humor „nie wiem czego chcę, wkurza mnie to, nie podchodź mi pod nogi, bo zaraz się okaże, ze to przez ciebie!! Grrr trzymajcie się ode mnie z daleka, nie mam co czytać”.  Swoje lata mam, ale wiem, że żaden PMS nie wytrąca mnie z równowagi i tak nie działa mi na nerwy jak kac książkowy i problem z wyborem lektury. Jest zaledwie kilka osób na całym globie, które irytują mnie – a i to li i jedynie porównywalnie – tak bardzo.

Yrsa zawiodła mnie tylko raz, jej najnowsza książka zbiera różne recenzje, od pełnych zachwytów, przez sceptyczne, aż po te z brakiem entuzjazmu. To wyciszyło mój entuzjazm, ale z drugiej strony ja jestem bardzo strachliwa. Naprawdę! Nie czytam thrillerów, horrorów bo się boję spać i nie są to czcze słowa, ja naprawdę nie mogę usnąć! Unikam więc. Ale Yrsę pokochałam dwa lata temu, w okolicach mojej obrony przeczytałam, połknęłam kryminał „Spójrz na mnie”.  Do dziś pamiętam ten dzień, gdy zamiast stresować się obroną, wylegiwałam się na słońcu i wraz z Thorą próbowałam rozwiązać zagadkę. „Pamiętam cię” również wzbudziło we mnie masę emocji, dreszczyku. Wydaje mi się, że Yrsa jest moją ulubioną, współczesną autorką kryminałów.  Piszę o tym wszystkim, aby dać Wam pogląd na moją(nieco skopaną) psychikę, jestem strachliwa, toteż mój próg wytrzymałości jest niższy, to czego ja się przestraszę zapewnie nie wywrze wrażenia na miłośnikach literatury z dreszczykiem.  Musiałam tę książkę skończyć przed zmrokiem, bo po zachodzie słońca musiałabym ją czytać z psem i kotem.  Fragmentami, czułam autentyczny strach, a każdy hałas przyprawiał mnie o stan przedzawałowy.  A książka, jako całość… nie rozczarowała mnie.

Do portu przypływa luksusowy jacht, przypływa, a raczej taranuje nadbrzeże, po wejściu na statek okazuje się, że nie ma na  nim żywej duszy. Statek jest pusty. Jak to możliwe? Skoro z portu w Lizbonie wypłynął Jach z małżeństwem z bliźniaczkami oraz z załogą. Tak mała liczba pasażerów jest spowodowana tym, iż jacht został zajęty przez bank na poczet długów. Krążą plotki, że nad jachtem ciąży klątwa, coś dziwnego wyczuwa się również w atmosferze. Thora – znana z poprzednik kryminałów autorki – prawnik zostaje pełnomocnikiem rodziców mężczyzny, który z ramienia komisji likwidacyjnej, znalazł się na pokładzie bo ma uprawnienia – odbył kiedyś kurs żeglarski- a jeden z członków załogi miał wypadek. Przypadek… płynął z żoną i dwiema córkami, najmłodsza córka została z dziadkami. Rodzice Egira wynajmują Thorę, która jak zwykle całym sercem angażuje się w śledztwo mające na celu wyjaśnienie tego co stało się na pokładzie. Czy pasażerowie dryfują gdzieś po lodowatych wodach? Ta nadzieja ulatuje, gdy odnalezione zostają zwłoki jednego z pasażerów, one rozwiewają złudzenia. Jaka tragedia rozegrała się na luksusowym, zachwycającym jachcie? Kto mógł dokonać takiej eksterminacji, w jakim celu?


Jak dla mnie już sam wybór miejsca na główną akcję jest rewelacyjny. Jacht na pełnym morzu, to zagranie w stylu Christie, mamy ograniczoną liczbę potencjalnych sprawców, dodatkowo dochodzi permanentne poczucie zagrożenia, dziwna atmosfera, poczucie przebywania w pułapce z której de facto nie ma ucieczki, kontakt ze światem jest ograniczony a i to odchodzi w przeszłość.  Dodatkowe Yrsa pisze w specyficzny sposób na pograniczu realizmu i świata paranormalnego. Ten schemat powtarza się i tutaj, ale jest to napisane w tak dobry sposób, że nawet osoby tak przyziemne jak ja nie odczuwają z tego powodu dyskomfortu.

Co mi przeszkadzało, co przeszkadza mi w kryminałach skandynawskich to imiona, których nie mogę wypowiedzieć nawet w głowie, więc ciężko mi połapać się who is who. Wiem, że nic się z tym nie da zrobić, ale niesamowite zbitki liter sprawiają, że nawet nie próbuję odczytać imienia, bohaterów kojarzę wizualnie po zlepkach znaków oznaczających ich personalia. Mam nadzieję, że rozumiecie co mam na myśl ; ]

Reasumując spędziłam przy tej książce naprawdę dobre godziny, dała mi to czego oczekiwałam, emocje, dreszczyk, napięcie i zakończenie, które jest nieco zamotane, ale ostatnie strony dają po twarzy – metaforycznie. Mocne.

Szczerze polecam, dobra książka! Jasne, na raz – jak większość kryminałów, ale nie powinniście doznać zawodu.

A tak czytałam dziś, kontuzjowana(tak wciąż wybieram się na pielgrzymkę!)
Dobrze się czytało :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Wg. Autorów ( w trakcie tworzenia)

Agata Christie (49) Agata Pruchniewska (1) Agatha Christie (14) Agnieszka Kaluga (1) Agnieszka Krakowiak-Kondracka (1) Agnieszka Lingas-Łoniewska (10) Agnieszka Wojdowicz (3) Aleksander Jażwiński (1) Aleksander Makowski (1) Aleksandra Szarłat (2) Alex Bellos (1) Alice Hoffman (1) Alina Białowąs (2) Aly Cha (1) Alyson Richman (1) Ałbena Grabowska (3) Ałbena Grabowska-Grzyb (4) Amy Hatvany (2) Andrzej Andrusiewicz (2) Andrzej Chwalba (1) Andrzej Grembowicz (1) Andrzej Kępiński (1) Andrzej Markowski (2) Angele Lieby (1) Angelika Kuźniak (1) Ann Brashares (1) Ann Wroe (1) Anna Bikont (1) Anna Fincer-Ogonowska (1) Anna Gavalda (1) Anna Herbich (3) Anna J. Szepielak (1) Anna Jean Mayhew (1) Anna Moczulska (1) Anna Nejman (1) Annabel Pitcher (1) Anne Brontë (2) Anne O'Brien (1) Anne Tyler (1) Antoni Słonimski (1) Antonina Kozłowska (2) Arael Zurli (1) Arthur Conan Doyle (1) Astrid Lindgren (4) Barbara Mutch (1) Barbara O`Neal (4) Barbara Sęk (1) Barbara Wachowicz (1) Becky Wade (1) Bill Bryson (1) Bolesław Prus (2) Bożena Keff (1) Brenda Reid (1) Brigitte Hamann (1) Brygida Grysiak (1) Carla Montero (1) Carlos Ruiz Zafón (1) Carrie Snyder (1) Cat Patrick (1) Cecelia Ahern (1) Cecilia Samartin (1) Cesarina Vighy (1) Chandra Hoffman (1) Charles Dickens (4) Charles Frazier (1) Charlotte Brontë (5) Cheryl Strayed (1) Chesley McLaren (1) Chris Columbus (1) Chris Fabry (1) Chris Grabenstein (1) Christian Jacq (1) Christina Baker-Kline (2) Chufo Llorens (1) Claire North (1) Clara Sanchez (1) Claude Quétel (1) Clive Staples Lewis (2) Colin Campbell (1) Colleen Hoover (2) Colleen McCullough (1) Conor Grennan (1) Consilia Maria Lakotta (2) Dan Brown (1) Daniel Silva (2) Danielle Steel (1) Danuta Awolusi (1) Danuta Pytlak (1) Dario Fo (1) Debbie Macomber (2) Denis Brian (1) Denis Diderot (1) Denise Hildreth Jones (1) Dennis Lehane (1) Diana Gabaldon (6) Diane Chamberlain (11) Doda Około-Kułak (1) Dodie Smith (1) Donald Spoto (2) Dorota Combrzyńska-Nogala (1) Dorota Gąsiorowska (1) Dorota Golińska (1) Dorota Ponińska (1) Dorota Terakowska (2) Dorothea Johnson (1) Dorothy Rowe (1) Dörthe Binkert (1) Douglas Smith (1) E. Lockhart (1) Edward Rutherfurd (2) Eileen Goudge (1) Eliza Orzeszkowa (2) Elizabeth Cooke (3) Elizabeth Gaskell (5) Elizabeth Haran (3) Elżbieta Cherezińska (4) Emilia Sokolik (1) Emily Jane Brontë (1) Emma Donoghue (1) Eowyn Ivey (1) Eric Lomax (1) Erin Morgenstern (1) Eugen Ruge (1) Eva Weaver (1) Ewa Bauer (2) Ewa Stachniak (2) Ewa Wróbel (1) Federico Moccia (4) Fern Britton (1) Fern Michaels (1) Florian Illies (1) Francine Rivers (3) Francis Hackett (1) Francis Scott Fitzgerald (1) Francoise Giroud (1) Gardner Raymond Dozois (1) Gavin Extence (2) George Orwell (1) George R.R. Martin (7) Georgia Bockoven (1) Gigi Buffon (1) Giovannino Guareschi (5) Glenys Carl (1) Grażyna Jeromin-Gałuszka (1) Greg King (1) Gregg Olsen (1) Grzegorz Sokołowski (1) Grzegorz Strzelczyk (1) Håkan Nesser (1) Hanna Cygler (3) Harper Lee (1) Helen Fielding (2) Helen Rappaport (1) Helena Mniszkówna (1) Helga Hoškova-Weissowá (1) Hellmut Andics (1) Henning Mankell (2) Henryk Sienkiewicz (1) Holly Peterson (1) Horacio Verbitsky (1) Ibn Warraq (1) Igor Sokołowski (3) Ismet Prcić (1) Iwona J. Walczak (3) Izabela Jung (1) Izabela Sowa (1) Izabella Frączyk (1) J.J. Renert (1) Jacek Dehnel (2) Jacek Hugo-Bader (1) Jacek Lusiński (1) Jadwiga Czajkowska (1) Jakub Puchalski (1) Jan Łoziński (1) Jan Miodek (2) Jan Paweł II (1) Jan Wróbel (1) Jane Austen (6) Janina Fedorowicz (1) Jaroslav Hašek (1) Jaume Cabré (2) Jaume Collel (1) Jean des Cars (2) Jean-Christophe Brisard (1) Jean-Jacques Sempé (1) Jean-Paul Roux (1) Jeannette Kalyta (1) Jennifer Kaufman (1) Jennifer Teege (1) Jennifer Worth (1) Jerzy Bralczyk (3) Jerzy Niemczuk (2) Jerzy Sosnowski (1) Jewgienij Wodołazkin (1) Jill Barnett (1) Jill Mansell (1) Joanna Konopińska (1) Joanna Marat (1) Joanna Szczęsna (1) Joanne Harris (1) Joanne Kathleen Rowling (12) Jodi Picoult (21) John Borrell (1) John Boyne (1) John Carlin (1) John Curran (1) John Green (1) John Grogan (1) John Ronald Reuel Tolkien (7) John Seeney (1) Jojo Moyes (5) Jolanta Król (1) Jolanta Kwiatkowska (1) Jon Ronson (1) Jonathan Littell (1) Jordi Pons Salas (1) Joyce Maynard (1) Józef Witko (2) Julia Alvarez (1) Julia Child (1) Julia P. Gelardi (1) Julian Tuwim (2) Julie Lawson Timmer (1) Julie Orringer (1) Jürgen Thorwald (6) Justin Go (1) Justin Peacock (1) Justyna Wydra (2) Ka Hancock (1) Kamil Janicki (2) Kard. Jorge Mario Bergolio (2) Karen Dionne (1) Karen Karbo (1) Karen Mack (1) Karolina Frankowska (1) Karolina Lanckorońska (1) Katarina Mazetti (2) Katarzyna Archimowicz (2) Katarzyna Bonda (6) Katarzyna Kołczewska (1) Katarzyna Kwiatkowska (5) Katarzyna Michalak (14) Katarzyna Zyskowska-Ignaciak (5) Kate Lord Brown (1) Katherine Webb (2) Kathryn Taylor (1) Keith Lowe (1) Kerstin Ekman (1) Kiera Cass (5) Kristina Sabaliauskaitė (1) Krzysztof Sadło (1) Krzysztof Ziemiec (2) ks. Jan Twardowski (1) Laila El Omari (1) Laurens van der Post (1) Leah Fleming (1) Lena Najdecka (1) Leslie Carroll (1) Levi Henriksen (1) Lily Koppel (1) Linda Green (2) Lisa Genova (3) Lisa Kleypas (1) Lisa Scottoline (1) Liv Tyler (1) Louisa May Alcott (1) Louise Walters (1) Lucy Ferriss (1) Lucy Maud Montgomery (8) Lucyna Olejniczak (1) Ludwig Winder (1) Ludwik Stomma (1) Łukasz Maciejewski (1) Łukasz Orbitowski (1) M.L. Stedman (1) Maciej Karpiński (1) Maciej Stuhr (1) Magda Gessler (1) Magdalena Grzebałkowska (3) Mag­da­lena Knedler (1) Magdalena Kordel (4) Magdalena Kulus (1) Magdalena Tulli (1) Maja Łozińska (1) Małgorzata Gutowska - Adamczyk (3) Małgorzata Halber (1) Małgorzata Hayles (1) Małgorzata Łukowiak (1) Małgorzata Maj (1) Małgorzata Musierowicz (15) Małgorzata Szejnert (1) Małgorzata Tusk (1) Małgorzata Warda (2) Mandy Hale (1) Marc Llewellyn (1) Marcin Górka (1) Marcin Mastalerz (2) Marcin Prokop (2) Marcin Wilk (1) Marcin Zaremba (1) Marek Aureliusz (1) Marek Grechuta (1) Marek Ławrynowicz (1) Marek Rybarczyk (2) Margaret Dilloway (1) Margaret Mitchell (1) Maria Dąbrowska (2) Maria Kruger (2) Maria Krüger (1) Maria Sveland (1) Maria Ulatowska (3) Marilyn Brant (1) Marina Stepnova (1) Mariola Pryzwan (1) Marion Zimmer Bradley (1) Mariusz Szczygieł (4) Mariusz Urbanek (5) Mariusz Wilka (1) Mariusz Ziomecki (1) Marta Kisiel (2) Martha Grimes (1) Martin Sixsmith (1) Matthew Quick (1) Melchior Wańkowicz (1) Melissa Hill (1) Meredith Goldstein (1) Mhairi McFarlane (2) Michał Heller (1) Mieczysław Mokrzycki (1) Mike Carson (1) Mira Suchodolska (1) Miriam Karmel (1) Mitch Albom (3) Monika A. Oleksa (5) Monika Szwaja (10) Nadine Gordimer (1) Natasha Walker (1) Ned Vizzini (1) Olle Lönnaeus (1) Papież Franciszek (2) Patrick Ness (1) Patrick Pesnot (1) Paul Arden (1) Paullina Simons (3) Penny Jordan (1) Peter Heller (1) Peter Kreeft (1) Platon (1) Pola Kinski (1) Priscille Sibley (1) Rachel Hauck (2) Rebecca Johns (1) Regina Brett (4) René Goscinny (1) Richard Paul Evans (6) Richard Phillips Feynman (3) Robert Galbraith (3) Robert J. Woźniak (1) Roma Ligocka (3) Ryszard Legutko (1) Sally Bedell Smith (1) Sam Pivnik (1) Samantha Hayes (1) Samantha van Leer (1) Sarita Mandanna (1) Seré Prince Halverson (1) Shelley Emling (1) Stanisław Zakościelny (1) Stephanie Evanovich (1) Stephenie Meyer (2) Sue Eckstein (1) Sue Woolmans (1) Sylwia Chutnik (1) Szymon Hołownia (11) Szymon Sokolik (1) Terry Pratchett (2) Trygve Gulbranssen (4) Tullio Avoledo (1) Victoria Twead (2) Walter R. Brooks (2) Wiesław Myśliwski (2) Wilkie Collins (2) Yrsa Sigurdardóttir (5) Zośka Papużanka (1)

Pogoda w mojej okolicy