sobota, 31 sierpnia 2013

dawno nie było

A to mi się nie chciało, a to aparatu nie było, a to... 
dawno stosu nie pokazywałam.
Ten też jest taki przypadkowy, pokazuje książki,, które "ostatnio" do mnie przybyły a które leżą n a podorędziu i czekają na przeczytanie.
Niektóre, jak zauważyliście już przeczytałam. 


Te to moje prywatne nabytki.
"Tajemnice Windsorów" wygrane na FB.
Cztery książki L.M. Montgomery, to zakup na moim miejskim rynku. Grzechem byłoby nie kupić. 5 zł sztuka.
"Wyznaję", ongiś nabyłam u anetapzn za co Jej serdecznie dziękuję.
"Kłamstwa" i kolejną Christie kupiłam na początku sierpnia w Lublinie. To wynik kompletowania książek tych Autorek.
"Życie prywatne elit" promocja w Tesco.
"Pan jest z Tobą dzielny wojowniku", koleżanka mnie namówiła... i jak tak czytam, wiem że miała rację. Świetna książka. Kupiona tak jak "Suknia ślubna" w katolickiej księgarni u mnie w mieście.



Te książki to egzemplarze do zrecenzowania.
"Pożegnanie z Afryką", "Ścieżka słońca", "Córka kapitana" i "Zanim przekwitną wiśnie" od Prószyńskiego
"Australijczyk w Italii" i  niezwykle poruszająca książka "Ocaliła mnie łza" to książki od ŚK,
"Ja Klaudiusz" i "Sekretne zapiski Agaty Christie" to przesyłka od Publicatu.
Podczytuję świetną "Krew" od znaku.
No i zachwyciła mnie znów "Jane Eyre. Autobiografia" od MG.

Co polecacie w pierwszej kolejności?


Oczywiście tych książek w sumie przybyło więcej, ale skoro je przeczytałam, poupychałam je już na półkach, gdzie żyją własnym życiem, a jako iż ostatnio uwaga!! POSPRZĄTAŁAM w pokoju nie chcę na nowo wszystkiego rozgrzebywać i hałd tworzyć. ;)


piątek, 30 sierpnia 2013

"Ocaliła mnie łza" - Angele Lieby

„Niewiarygodna, lecz prawdziwa historia – gotowy scenariusz na film hollywoodzki” - Canal Plus

Czy jest ktoś, kto miałby więcej do powiedzenia o woli życia, niż Angele Lieby?

W przeddzień święta narodowego Francji Angele Lieby jedzie do jednego ze strasburskich szpitali ze straszną migreną. Jej stan się pogarsza i trzeba ją wprowadzić w śpiączkę farmakologiczną. Kilka dni później lekarze nie są w stanie jej wybudzić; mimo rozmaitych prób stymulacji Angele nie daje znaku życia. Jej mąż słyszy w końcu: „Trzeba odłączyć ją od urządzeń podtrzymujących życie”. Jednak po jakimś czasie córka nieszczęsnej pacjentki dostrzega łzę w kąciku jej oka. Angele nie tylko żyje, ale pozostała świadoma tego, co się wokół niej dzieje! W tej książce opisała to niezwykłe doświadczenie – przeżycia kobiety uwięzionej we własnym ciele, która wszystko słyszy, odczuwa straszny ból fizyczny, przeżywa tortury psychiczne, ale niezdolna jest do jakiejkolwiek reakcji.

Wielką zaletą książki jest styl: precyzyjny, reporterski, powściągliwy. Z pewnością przyczynił się do tego jej współautor, Hervé de Chalendar, dziennikarz, który jako pierwszy przedstawił w mediach poruszającą historię Angele Lieby, która ostatecznie wybudziła się ze śpiączki i dziś jej niesamowite doświadczenia są ważnym argumentem w dyskusji o opiece paliatywnej oraz o eutanazji.



Książka może mieć potencjał. Czytając opis, możemy sobie wyobrażać głębię przeżyć, jaka przed nami się otworzy, gdy weźmiemy książkę do rąk. A później możemy srodze się zawieść. Gdy autor nie wykorzysta potencjału, pozostawi niedosyt, lub – co najgorsze – spartoli temat po całości. Tak, często podświadomie lękam się zawodu. Im bardziej moja intuicja krzyczy „będzie świetnie”, tym głośniej rozum sceptyka woła „nie może być AŻ tak rewelacyjnie”.
Wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że „Ocaliła mnie łza” będzie książką poruszającą, czy zapłaczę nad nią, czy poruszy mnie do szpiku kości? Gdy dziś rano przyjechał kurier, jakoś moje dłonie same znalazły drogę do tej cienkiej (circa 190 stron) książki/ Zaczęłam czytać i od pierwszej strony miałam dreszcze.
Angele Lieby, mieszkanka Strasburga  tuż przed rocznicą zdobycia Bastylii trafia do szpitala z niezwykle silnym bólem głowy.  O ironio miasto trybunału Praw Człowieka okazuje się miastem szpitala w którym pracują lekarze za nic mający te prawa. Traktują kobietę jak przedmiot, próbują pozbyć się zawalidrogi, problemy z postawieniem diagnozy sprawiają, że kilkakrotnie próbują odesłać ją do domu. Gdyby nie nalegania męża chorej, zapewne umarłaby kilka godzin później, zamiast tego zostaje wprowadzona w stan śpiączki farmakologicznej. Śpiączki z której się „budzi”, ale nikt tego nie zauważa, także ona nie jest w stanie nawiązać porozumienia z lekarzami, pielęgniarkami, najbliższymi. Angele, słyszy, czuje, ale leży w ciemności, nieruchoma, pogrzebana żywce. Sama określa to w ten sposób:

„Tak, przypominam drzewo; drzewo pokryte grubą korą. Bo, jak już rozumiem, zostałam uwięziona. Zamknięta w trumnie własnego ciała. Zamurowana w sobie samej. Obijam się o wewnętrzne ściany mojego więzienia, ale nikt tego nie zauważa.”*

Czy można sobie wyobrazić gorszy koszmar? Uwięzienie w mrokach własnego ciała, Angele  bała się
pogrzebania żywcem z powodu lęku przed zamknięciem, przed powolną agonią w zapomnieniu, lęku przed niedostrzeganym cierpieniem, dlatego wybrała spopielenie.  I chociaż jej mąż wiedział o jej wyborze, dosyć szybko zmuszono go do wcielenia tych planów w życie. Bezduszny lekarz, brak empatii, przedmiotowe traktowanie człowieka. Rozmowa z rodziną, jeden z licznych obowiązków  w długim dniu pracy, źle zrealizowany przysporzy cierpienia tym którzy żyją na bombie zegarowej.
Angele wyszła z tej śpiączki i chce krzyczeć w imieniu swoim i tych którzy fizycznej możliwości krzyku nie mają, a są poddawani bolesnymm zabiegom, traktowani jak coś mniej niż człowiek, a jeszcze nie zwłoki, którym przecież też należy się szacunek. Angele we wstępie pisze
„Pisze bo na błędach trzeba się  uczyć. Bo błąd można popełnić, ale nie wolno go powtarzać. Wspomnienie o tym co wycierpiałam, stanie się łatwiejsze do zniesienia, jeśli pomoże złagodzić cierpienie innych.”

Co wycierpiała, nawet „przebudzenie” nie jest końcem dramatu kobiety. Rozpoczyna się rekonwalescencja, walka z własnym ciałem, które od nowa musi nauczyć się kontrolować mięśnie, stać, balansować, trawić i wydalać a także… oddychać. Czy zastanawiacie się czasami jak wielkim cudem jest oddychanie bez użycia siły woli, bez nieustannego myślenia o tym, aby nabrać powietrza i pamiętania, że trzeba je wypuścić. Nie telepiecie się codziennie przed snem, ze strachu, że w nocy, śniąc zapomnicie zaczerpnąć powietrza.  Czytając tę książkę, uświadamiałam sobie po pierwsze jak wspaniałe jest życie w jego obezwładniającej prostocie, a jednocześnie jak trudne mogą być te najbardziej oczywiste czynności.  Do podobnych wniosków doszedł Ray, mąż Angele:
„Dziesiąty dzień śpiączki. Człowiek nigdy się takich rzeczy nie spodziewa. Gdy się zdarzają zaczynamy rozumieć, co to znaczy żyć.”

Bez względu na to czy mieliście do czynienia z choroba własną, czy najbliższej osoby, czy los Wam tego oszczędził i pozostaje wyobraźnia. Ta książka porusza bardzo wiele tematów, jak chociażby traktowania pacjentów w szpitalach. Gdy uświadomimy sobie, że to MY moglibyśmy być w taki sposób potraktowani, tak bezlitośnie, z tak dużymi, negatywnymi konsekwencjami budzi się w nas głośny sprzeciw. Osobiście poczułam zapierającą dech w piersiach wdzięczność za to, że jestem w miarę zdrowa i sprawna. Móc podnieść do ust kubek herbaty. To tak wiele.

Według mnie książka „Ocaliła mnie łza” jest jedną z książek, które zmieniają sposób patrzenia na życie, nasze podejście, nasze pragnienia.  To niezwykle poruszające świadectwo, jedno z niewielu tego rodzaju. Pierwszy raz czytałam o przeżyciach osoby w śpiączce, osoby która ma świadomość swego istnienia, ale jest to niezauważane przez otoczenie. Proces rekonwalescencji, zaś jest sam w sobie tak poruszający, że zamierałam i wpatrywałam się w okno próbując zebrać myśli. Odpędzić lęk o tych, których kocham.

Źle użyłabym słów gdybym napisała, że książka mnie zachwyciła. Jest owszem, niesamowita, porywająca i wstrząsająca. Pokazuje jak tytaniczną jest siła naszej woli, jak wiele daje pozytywne podejście do życie. Jak ważne, by mieć obok siebie kogoś kogo kochamy i kto nas kocha, tak, że będzie walczył o nas nawet gdy dla „nauki” zgaśnie nadzieja.

Wielbicielom „Motyla”, „Lewej strony życia”, polecam gorąco, nie zawiedziecie się. Tym, którzy tych książek nie znają – tez polecam. Każdemu polecam, nie wyobrażam sobie, że ta książka może znudzić.


* wszystkie cytaty pochodzą z „Ocaliła mnie łza” – Angele Lieby i Herve de Chalendara, Świat Książki, Warszawa 2013.

czwartek, 29 sierpnia 2013

"Śmierć w chmurach"

Mój Kot nawet w dzień przychodzi na drzemkę do domu. Co to znaczy? Ano, że jesień już w pełni. Faktycznie na polu zimno, w powietrzu unosi się tak charakterystyczna woń palonych liści. A z mojego biurka praktycznie nie znika kubek z czymś gorącym do picia(i grzania dłoni, bowiem jestem straszny zmarźluch).  Więc dziergam nadal na chłodne dni chustę. A żeby czasu nie tracić to włączam sobie filmy z lektorem, bo jeszcze nie jestem tak biegła, by drutować bez patrzenia na robótkę. A Mama zażyczyła sobie Poirota do południowej drzemki. Obie uwielbiamy tego małego detektywa. Tym razem wybór padł na „Śmierć w chmurach”, obie ongiś słuchałyśmy tej książki w wersji audio.

Na pokładzie samolotu lecącego z Paryża do Angli, zostaje zamordowana madame Gisele, znana paryska lichwiarka, która była bardzo bezwzględna  w egzekwowaniu długów. Wiele osób mogło życzyć jej śmierci, na pokładzie samolotu znajdowały się osoby, które mogły mieć szczególny interes w tym aby starsza dama pożegnała się ze światem. Na dodatek sprytny morderca, podrzuca Corpus delicti obok siedzenia, na którym drzemie Herkules Poirot. Mały Belg, czuje się zobowiązany do oczyszczenia swojego nazwiska z tego podłego podejrzenia, rozpoczyna śledztwo, tymczasem, na jaw wychodzą nowe okoliczności. 
Fabuła filmu, została nieznacznie zmieniona w stosunku do książkowego oryginału. Rozwinięto nieco akcję przed feralnym lotem, dzięki temu można nam bardziej namieszać w głowie i rzucić światło na motywy potencjalnego mordercy.

Kolejny raz, nie można NIE zachwycac się doskonale wykreowaną postacią Herkulesa, który budzi sympatie i rozbawienie, to ostatnie raczej by go zezłościło. Mamy tutaj też postać Jappa, policjanta ze Scotland Yardu, który tez jest niezwykle pocieszny, zwłaszcza ze swoją frankofobią, jego nieporozumienia z francuską policją, problemy z prowadzeniem śledztwa we Francji, są niezwykle zabawne.
A jeśli idzie o intrygę, zbyt dobrze pamiętam książkę, aby być zaskoczoną. Wiedziałam kto zabił, wiec oglądałam jednym okiem i nie mogłam dać się zwieść.
Oczywiście polecam film, jak każdy(na obecną chwilę) z tej serii, kolejny już niebawem. Mam kilka filmów w zapasie, a nawet mam już kilka oglądniętych, które czekają aż się zlituję i opiszę : )



Pokażę też moją chustę, stan na „przed chwilą"

wtorek, 27 sierpnia 2013

"Zło które żyje pod słońcem"

Nieubłaganie zbliża się jesień. Pora czerwonych liści, długich wieczorów przy gorącej herbacie, a także
mroźnych wiatrów i przeziębień. Postanowiłam WYJĄTKOWO zdążyć z robótkami jesienno-zimowymi i udziergać sobie nowe chusty na drutach, aby swoją radosną barwa, lub ciepłym splotem umilały mi słotne dni. Nie myślałam długo, udałam się na rynek do sklepu z dziewiarskimi artykułami i nabyłam cztery motki włóczki. Zielony, błękitny, żółty i cieniowany zielony. Piękne wszystko. Zaczęłam dziergać chustę w kolorze letniego nieba, już skończyłam zresztą. A co do dziergania jest dobre? Ano film jakiś, lub serial.
Wróciłam więc w objęcia  Herkulesa Poirota. Mój wybór padł na „Zło które żyje pod słońcem”, robiłam kilka podejść do tego filmu z Mamą, ale Ona tak szybko zasypiała, że w końcu oglądnęłam sama. Mniej więcej pamiętałam konstrukcję intrygi, ale jednak nie była to wiedza dokładna. Zwłaszcza, że z tego co pamiętam nieznacznie fabułę zmieniono.





Oto Herkules Poirot musi wyjechać na kurację odchudzającą, do uzdrowiska na wyspie, przybywając do ośrodka, wyczuwa szczególną atmosferę. Urwane zdania, obrazy, tworzą złowrogą atmosferę, wydaje się, że zło nie śpi, nawet w tak pięknym miejscu
I faktycznie zbrodnia zostaje popełniona. Na plaży zostają znalezione zwłoki pięknej kobiety, jednej z lokatorek uzdrowiska. Zamordowana sprawiała wrażenie femme fatal, kobiety która jest tak piękna, że jej uroda może jej tylko napytać biedy. Wiele wskazuje, że tak właśnie było. Zabić mogły tylko osoby znajdujące się na wyspie, prawie każdy miał motyw i sposobność. Ale czy można zwieść Poirota? Nawet osłabionego kuracją odchudzającą?
 
Bardzo dobrze oglądało mi się ten film, David Suchet w tym odcinku wspina się na wyżyny kunsztu aktorskiego czyniąc z Herkulesa Poirota postać niezwykłą, jest zabawny, czarujący, a jednocześnie przenikliwy i bezwzględny w dochodzeniu do prawdy. Zresztą, cala obsada tego odcinka zasługuje na oklaski, wywiązali się ze swoich ról perfekcyjnie…

Pamiętam, że książka mnie nie zachwyciła, podobała mi się, ale bez rewelacji, natomiast ten film oglądało mi się bardzo dobrze. Wciąż najbardziej lubię momenty gdy Poirot objaśnia kulisy zbrodni.


to Oni wytropią złoczyńcę.
Zaczęłam kolejną chustę więc i oglądać będę dalej.





źródła zdjęć - gugle

niedziela, 25 sierpnia 2013

"Miłość w kasztanie zaklęta" - Monika A. Oleksa

Miłość w kasztanie zaklęta to opowieść o miłości kobiecej i słabościach zwykłego człowieka. O podejmowaniu trudnych decyzji i umiłowaniu życia. To książka o dostrzeganiu niedostrzegalnego. Marta, samotna trzydziestoparoletnia nauczycielka, ma przyjaciół, plany i marzenia, ale nie ma nikogo bliskiego, z kim mogłaby się nimi dzielić. Przedwczesna śmierć rodziców, a potem odejście ukochanej babci pozostawiły w niej głęboki ślad oraz poczucie ulotności i kruchości ludzkiego życia. Marta wie jednak, że wszystko ma swój czas, i dlatego czeka na księcia z bajki. Niespodziewanie w jej życiu pojawia się Piotr. Kim jest jednak tajemnicza kobieta, która zaklęła w kasztanie swą miłość do Piotra i do małego Miłosza? Czy ich losy, w zadziwiający sposób wplecione w życie Marty, się połączą? Czy Marta jest gotowa na przyjęcie wszystkiego, co przyniesie jej przyszłość?


Ojej. Wróciłam z lokalnej pielgrzymki, mam jakieś 18 km w nogach, chociaż oficjalnie pielgrzymka(od wyjścia z domu, do dojścia za bramę Sanktuarium) wg mojego GPS-u ze Stefana zamknęła się w skromnej 16,28 kilometrów… nie jest to dystans imponujący, na Pielgrzymce na Jasną Górę to zwykle połowa dziennego dystansu. Przy dobrych wiatrach. Noga chora boli. Gardło zdarte… Szczerze, teraz marzy mi się ziemne piwo i relaks. Ale nie musiałam rozkręcać koło od roweru. Tym sposobem nabyłam nową umiejętność, aczkolwiek dziś jakby wszyscy uparli się podnieść mi ciśnienie.  Od wczoraj raczę się melisą. Może będą efekty.

"... przechyla się ku jesieni Ziemia"
Ale nie chcę Wam opowiadać, ani o melisie, ani o nowych herbatkach których kosztuję, nie chcę się nawet rozpisywać o pielgrzymce. Chcę Wam opowiedzieć o niezwykłej książce, którą przeczytałam i która dogłębnie mnie poruszyła. Wygrałam ją ongiś w konkursie na blogu Autorki, chciałabym Jej w tym miejscu podziękować, za te wszystkie uczucia które mną targały, za łzy i za uśmiech. Za wspomnienie Lublina.

Marta dawno już przekroczyła trzydziestkę, ma wiernego przyjaciela, którego kocha, bez śladu namiętności i pożądania, chociaż jego matka chętnie widziałaby w Marcie synową. Od pewnego czasu Marta po pracy w szkole idzie do parku i siada na tej samej ławce obserwują, przystojnego mężczyznę, zbierającego kasztany. Irracjonalnie zaczyna ją on fascynować, chociaż na jego serdecznym palcu lśni obrączka, to w jego oczach kryje się niezmierzony smutek. Nieszczęśliwy wypadek sprawia, że drogi Marty i tajemniczego nieznajomego się krzyżują. Okazuje się że Piotr, jest lekarzem, ginekologiem, który niedawno pochował Marię, żonę, która była miłością jego życia, spotkaną po przejściach. Niełatwą miłość przerwał rak, najpierw Maria wygrała walkę z nowotworem, aby potniej ją przegrać, gdy była najbardziej potrzebna swojemu mężowi. Ciężko walczyć z duchem żony, tak uwielbianej, gloryfikowanej, która strata wciąż jest otwartą raną. Marta jednak wierzy, wierzy w Boga, w celowość Jego działań, wierzy w to, że wszystko w naszym życiu dzieje się po coś, że żadne spotkanie nie jest prawdziwe. Czeka na swojego Księcia i czeka na miłość, bo jej życie było jej pozbawione, śmierć rodziców, choroba babci, dzieciństwo w sierocińcu, ogromna potrzeba miłości.
Życie to nie jest bajka o królewnach i królewiczach, zwykła proza życia niesie nam wiele niespodzianek. Nie zawsze są one pozytywne i tak będzie i w przypadku Marty i Piotra…

pączki, nowa herbata i książka. Pączki mojej roboty. Przepis kiedyś był na blogu :)
Z okazji pielgrzymki tak sobie "dogodziłam"
Ciasto z 1,2 kilograma mąki, lekko nie było :P
Ale Babcia mi robiła pączki na pielgrzymkę...
Nie chcę zdradzać za wiele, chociaż tutaj akurat spojlery nie mają AŻ tak wielkiego znaczenia, największym atutem nie są nagłe zwroty akcji, ale styl Autorki, która przepięknie opisuje uczucia. Nie mogłam zwalić na hormony, na złą pogodę, na nadmiar alkoholu. Ta książka po prostu masakruje duszę. Nie mogę rozgryźć jej fenomenu, nie mogę odpowiedzieć na pytanie, dlaczego zrobiła na mnie takie wrażenie. Przecież nie za sprawą Lublina, który miałam przed oczami.  Temat, główny wątek jest ciekawy, łzogenny, ale nad tą książka nie tylko się płacze, ale przeżywa wszystkie targające nimi uczucia. Odczuwa się rozpacz, smutek, radość, pustkę i stratę. 

Przyznam się, że nie oczekiwałam wiele po tej książki,  ot jesiennej lektury, na chłodniejszy wieczór, przy kubku dobrej herbaty, a tymczasem zanurzyłam się w oceanie uczuć, targana wichrami emocji.  Wiem, że jak najszybciej muszę dorwać kolejną książkę Autorki. Jeśli jest tak samo dobra jak ta… to będzie niezwykłe doznanie.

Cieszą mnie takie książki, które udowadniają, że WARTO czytać POLSKICH autorów, że warto sięgnąć po coś bez polecanek, bez recenzji, bo odkrywa się takie perełki.

Polecam Wam z całego serca.

Chyba oglądnę teraz przedpremierowy odcinek Czasu Honoru i wypiję meliskę i padnę. Jestem skonana. I chora stopa mi dokucza, a struny głosowe mam w strzępach, a tak zawsze szczyciłam się akademickim głosem i gardłem, nie do zdarcia. Czyżby przyszła kryska?

czwartek, 22 sierpnia 2013

"Chciałbym Kościoła ubogiego dla ubogich" - Kard. Jorge Mario Bergolio

Książka zawiera homilię wygłoszoną podczas Mszy Świętej inaugurującej pontyfikat Papieża Franciszka!


Książka jest zbiorem wypowiedzi Papieża Franciszka oraz najważniejszych homilii i przemówień kardynała Jorge Mario Bergoglio SJ. Pozycja zawiera również życiorys i przedstawienie duchowej sylwetki Papieża. Całość zamykają interesujące wywiady na temat Ojca Świętego z kard. Zenonem Grocholewski prefektem Kongregacji ds. Edukacji katolickiej oraz ks. Andrzejem Koprowskim SJ - Dyrektorem programowym Radia Watykańskiego.


Kard. Jorge Mario Bergoglio na Synodzie Biskupów w 2001 r. - pokazał rolę biskupa w kontekście współczesnego świata. Mówił o więzi biskupa z Jezusem, o jego służbie na rzecz Kościoła powszechnego i lokalnego, o roli biskupa w kontekście problemów świata i misji Kościoła w świecie. W jego listach i wystąpieniach widać jak wnikliwie - poprzez Ewangelię - dostrzegał konkretne problemy życia społecznego, kryzys społeczeństwa nastawionego tylko na konsumpcję, korupcję w elitach władzy, jej uleganie naciskom lobbingów, konieczność walki z kartelami narkotykowymi i strukturami mafijnymi. Wskazywał na fatalne skutki rozpadania się więzi społecznych i społeczeństwa obywatelskiego. Nie tylko krytykował, ale wskazywał na rolę jaką w uzdrowieniu sytuacji mają odgrywać katolicy i Kościół. Poruszał 
sprawy związane z edukacją, szacunkiem dla życia i wiele innych palących problemów. Przez co często popadał w konflikty z władzą.

Niedawno gruchnęła po kraju wiadomość, iż Papież Franciszek ogłosi iż Światowe Dni Młodzieży odbędą się w Polsce. Tak też się stało. Zapanowała radość. Bez względu na wiek, czy ktoś się zalicza do młodzieży, czy tylko jest młody duchem, wiele, wiele osób zapowiedziało swoją obecność w Krakowie. Motywem jest, po części na pewno, pragnienie uczestniczenia we wspólnocie wierzących, pozytywnych ludzi, po części zaś ciekawość – wciąż nowego – papieża. Od wyboru na Stolicę Piotrową, Franciszek zaskakuje, zachwyca, intryguje. Porywa ludzi.

Tylko, że my jesteśmy, no! – bywamy, powierzchowni. Zachwycamy się słowami, gestami, wolimy zadowolić się powłoczką, zamiast zgłębić temat.

Uważam, że taka postawa nie jest słuszna, dlatego dziś chciałam Wam polecić książkę „Chciałbym Kościoła ubogiego dla ubogich”. W tej, niewielkiej książeczce znajdziemy po pierwsze, omówienie tego ostatniego konklawe, jakie oczekiwania ma Kościół, co – wyłączywszy Ducha Świętego – mogło kierować elektorami, którzy na Głowę Kościoła wybrali kardynała „z końca świata”. Przybliżona zostanie nam postać św. Franciszka, co ułatwi nam  nakreślenie głównych założeń pontyfikatu papieża, który z życia „biedaczyny z Asyżu” będzie chciał czerpać inspiracje. Jeśli dodamy do tego skróconą wersję życiorysu  kardynała Jorge Mario Bergolio mamy słowo wstępne, przybliżające nam papieża Franciszka. Wersję życiorysu skróconą, bowiem „Chciałbym Kościoła ubogiego dla ubogich” było jedną z pierwszych publikacji tuż po konklawe, zaraz po wyborze.

Po słowie wstępnym następuje wybór homilii, przemówień, ks. Bergolio. W książce zebrano wygłoszone z różnych okazji homilie, kazania obecnego papieża. Daje nam to wgląd osobowość papieża, pokazuje na co będzie kładł nacisk.

Z tych tekstów wyłania się mądry i ciepły człowiek, pasterz, który nie zaniedbuje tych najuboższych, tych których współczesny świat spycha na margines, bo bieda, starość i choroba są niemodne, nieładnie wychodzą pokazane na okładce gazety, czy w wieczornym wydaniu wiadomości.  Papież Franciszek nie jest synem zamożnego rodu, nie jest księciem Kościoła rozkochanym w przepychu, nie otacza się złotem. Dlatego jest tak autentyczny w tym co mówi. To nie tylko słowa, ale czyny porywają.
Homilie które wygłaszał kard. Bergolio docierają prosto do serca, nie są z gatunku „mowa-trawa”, nie wpadają jednym uchem, żeby wylecieć drugim, zostają w głowie i powoli drążą skałę.  Są mądre, ale nie usypiają naukowym, teologicznym bełkotem, który najeżony jest fachowymi zwrotami, ale na normalnym człowieku nie zrobi żadnego wrażenia, z prostego powodu, bo zwykły człowiek, bez studiów teologicznych nie zrozumie „co poeta miał na myśli”. Papież Franciszek mówi i pisze w sposób zrozumiały. Ta książeczka jest doskonałym uzupełnieniem najnowszej encykliki.

Wydaje mi się, że katolik, który chce być na bieżąco ze swoją wiarą powinien nie tylko chodzić do kościoła co niedzielę, ale poświęcić również chwilę na czytanie tego typu publikacji.  Mój egzemplarz „Chciałbym Kościoła ubogiego dla ubogich” pooblepiana jest zakładkami przypominającymi zdania dla mnie ważne, abym kiedy tylko zajdzie potrzeba, mogła otworzyć i przypomnieć sobie o sprawach fundamentalnych.

Ja polecam, nie tylko tym, którzy planują wyjazd na Światowe dni młodzieży ; )

środa, 21 sierpnia 2013

"Tajemnice Windsorów" - Marek Rybarczyk

Czy powszechnie lubiani William, Kate i ich dziecko uratują monarchię?

Czy tron po Elżbiecie II przejmie jej syn Karol, zwany złośliwie Karolem III Ostatnim, czy ukochany wnuczek królowej? Czy poddani nadal zechcą płacić 62 pensy rocznie za przyjemność oglądania tej jedynej w swoim rodzaju „opery mydlanej”?

Królowa Wiktoria i jej mąż Albert pasjonowali się... seksem. Siedmioro dzieci i służba mogli wpaść do pokoju w najmniej odpowiednim momencie. Stąd ich małżeńskie łoże połączył z drzwiami najnowszy gadżet − elektryczny zamek automatyczny.
Sekrety Wiktorii to drobiazg w porównaniu z tajemnicami jej syna, Edwarda VII. Przysparzał on swemu ojcu Albertowi, matce królowej i oczywiście żonie Aleksandrze niekończących się zgryzot. Często ulegał szaleństwu hazardu i podobno zdołał zaliczyć w swym życiu z półtora tysiąca kochanek (statystyki to niepewne i być może niepełne).

Windsorowie śmiali się z prowincjonalnego, austriackiego akcentu Hitlera. Jak przystało na typowych londyńczyków, doskonale mówili po... niemiecku.

„Nie możesz być królem z takimi uszami!”, tłumaczył młodemu Karolowi jego kuzyn i mentor lord Louis Mountbatten. Słynny brytyjski fotograf Norman Parkinson przypinał mu je taśmą do szyi i dopiero wtedy rozpoczynał sesję. Elżbieta II nie wysłała Karola na operację, by zlikwidować „płetwy Windsorów”. Ten kompleks zawsze towarzyszył Karolowi.

Elżbieta bardzo ponoć lubi cyniczną formułę: „Nieważne, czy członkowie rodziny królewskiej dopuszczają się grzechów, jedyny prawdziwy grzech to dać się złapać”. Tej umiejętności zabrakło wielu Windsorom.


„Tajemnice Windsorów” odsłaniają kulisy brytyjskiej dynastii. Korzystając z nowych prac historyków brytyjskich autor opisuje: tajemnice dworu i ekscesy seksualne, współpracę Edwarda VIII z nazistami i problemy małżeńskie Elżbiety II oraz nowe okoliczności ostatniego romansu i śmierci Diany w paryskim tunelu. Czy równie popularni jak Diana - Kate, William i ich dziecko utrzymają prestiż monarchii w nadchodzącej epoce nielubianego księcia Karola?

Czy czytelnik będzie miał odwagę czytać tę książkę? Być może lektura tak wstrząsających historii wywróci jego wizję świata , czyniąc go pełnym pułapek i mrocznych tajemnic. Sięgając po Sekrety Windsorów robi się to na własną odpowiedzialność. Ciekawość jest największą pułapką a wiedza prawdziwym afrodyzjakiem. Wybór należy do czytelnika!
 



 W okresie baby manii, która ogarnęła Wsypy i udzieliła się mieszkańcom kraju nad Wisłą, popyt na wszelkie nowinki związane z życiem brytyjskiej rodziny królewskich wzrósł. W ulubionej plotkarskiej gazecie mojej Mamy, ukazywały się artykuły z ciekawostkami, a po obnażającej wstydliwe fakty z życia Królowej Matki, przyszedł czas na rozprawienie się z całą dynastią. A co!

Słyszałam sporo o tej książce. Sporo złego, dobrego też, ale zdecydowanie mniej.  Naczytałam się opinii, zwłaszcza ostatnio, w sumie jak przypomnę sobie recenzję, którą czytałam tuż przed wizytą listonosza, który mi przyniósł mój egzemplarz, to zastanawiam się czy może ja miałam inne wydanie? Ale nieważne. Czytałam, że błoto, że plugastwo, że paskudne ploty, że brukowiec tylko w wersji książkowej. To studziło mój zapał.  Do tego stopnia, że chociaż moje zainteresowanie Windsorami sprawiło, że mam już jakiś zaczątek biblioteczki na ich temat, to w przypadku tej książki miałam opory. Na szczęście wygrałam w konkursie! I to z autografem : ))  Gdy książka przyszła, pozostawało stoczyć walkę z Mamą, która dorwała ją jako pierwsza i zaczęła czytać. Styl, Jej się spodobał. Ale nie udzieliłam zgody na oddanie książki we władztwo prekaryjne i mogłam spokojnie pogrążyć się w lekturze.

Książka faktycznie skupia się na kompromitujących epizodach z dziejów Windsorów, dynastii stosunkowo
młodej i bardzo nie-angielskiej. Przeczytałam już kilka książek o Elżbiecie, o angielskiej monarchii. O wielu wydarzeniach wiedziałam, o innych czytałam zupełnie w innym świetle,  bo jak się chce to większość wad można przekuć na zalety i odwrotnie. Przy okazji lektury dowiedziałam się kilku nowych plotek prostu z angielskiego dworu. Oto Marek Rybarczyk czyni zamach na symbol Wielkiej Brytanii, na spoidło imperium na rodzinę Windsorów, których skandalami można byłoby spokojnie obdzielić sporą wioskę. Rozwody, zdrady, kompromitujące zdjęcia, szczeniackie wyskoki… dużo tego. Nad wszystkim czuwa sroga Elżbieta, obrończyni wiary, czulsza dla psów niż dla dzieci, podobno od lat żyjąca w separacji z Filipem. Podobno Elżbieta urodziła się w wyniku sztucznego zapłodnienia, ponieważ zarówno jej ojciec, jak i jego brat słynny Edward, który abdykował, z powodu powikłań po śwince mieli problemy natury intymnej.  Dlatego Edward nie miał dzieci, a może także dlatego, że Wallis podobno była hermafrodytą?  Podobno… tak ten zwrot jest typowy dla plotek i zbiorem plotek jest ta książka, ale i my Polacy jesteśmy poszkodowani, u nas rodzina królewska nie cieszy się takim zainteresowaniem i sporo  informacji nas omija, a nie każdemu chce się szukać po angielskich brukowcach, takich wiadomości. Wygodniej mieć w jednym miejscu.

Zapewne sama nazwałabym „Tajemnice Windsorów” rozbudowanym brukowcem, czy „Wypisami ze szmatławców”, gdyby nie  coś co sprawia, że książkę czyta się szybko i świetnie – mam na myśli styl. Nie czytywałam, albo nie wiem, że czytywałam artykułów Marka Rybarczyka, ale widzę, że sporo straciłam, bowiem ma lekkie pióro i wyczucie, dzięki temu książka momentami bawi a są chwile, ze wzrusza. Dlatego nie mogę się zgodzić z opiniami, że to tylko wyżycie się na Windsorach, aby zarobić trochę grosza.  W Polsce nie ma książek krytykujących Windsorów, może raczej nie było, bowiem widać, że idzie ku nowemu. Daliśmy sobie wpoić propagandę, jak to monarchia jest kryształowa, tymczasem za tą „nieskazitelną” powierzchnią kryją się ryski dokładane konsekwentnie przez kolejnych royalsów, tymczasem tutaj mamy kompleksowe ujęcie wyskoków Windsorów, które wstrząsały, w większym, lub mniejszym stopniu opinią publiczną.

Osobiście, podobała mi się ta książka, dobrze się czyta, taka do czytania przed snem, do kubka gorącej herbaty. Z przymrużeniem oka, nie do końca na serio, a można sporo ciekawostek poznać. 
Zamek Windsor - zdjęcie z Gugla

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

"Jane Eyre. Autobiografia" - Charlotte Brontë

Najsłynniejsza powieść Charlotte Brontë, która przyniosła jej międzynarodową sławę.


Brontë opowiada historię młodej dziewczyny, która po stracie obojga rodziców, trafia do domu brata swojej matki. Nie potrafi jednak obudzić uczuć u ciotki, która – gdy tylko nadarza się okazja – pozbywa się dziewczynki, wysyłając ją do szkoły dla sierot, słynącej z surowego rygoru. Jane daje sobie jednak radę, zdobywa wykształcenie i wreszcie znajduje pracę jako guwernantka, w domu Edwarda Rochestera, samotnie wychowującego przysposobioną córkę. Wydawałoby się, że tu wreszcie znajdzie prawdziwe szczęście. Jednak los upomni się zadośćuczynienia za winy z przeszłości jej ukochanego pana. Jane nocą ucieka szukać swojej własnej drogi…


To jest autobiografia – być może nie w ujęciu nagich faktów i okoliczności, lecz prawdziwego cierpienia i doświadczenia – pisał angielski filozof, George H. Lewes – to właśnie nadaje książce jej urok: dusza przemawia tutaj do duszy; jest to wypowiedź z głębin wewnętrznego zmagania i bólu ducha, który wiele przeszedł.




Jane Eyre to powieść, o której wnet po jej opublikowaniu gazety angielskie pisały codziennie, do tego – niemal w samych superlatywach, a taki publiczny zachwyt nie zdarza się często. Książka Charlotte Brontë rzeczywiście porwała tłumy. Po ponad stu sześćdziesięciu latach nadal pozostaje powieścią kultową i choć epoka wiktoriańska dawno przeminęła, Jane Eyre wciąż żyje w umysłach czytelników. W czym tkwi jej fenomen? Wydaje się, że w wierności samemu życiu. Charlotte Brontë była pisarką, której nigdy nie myliło się ono ze sztuką. Bez względu na epokę, w której człowiek żyje, samotność, tęsknota i cierpienie są zawsze te same i zawsze tak samo przeżywane. Zwłaszcza jeśli jest to samotność wśród ludzi, tęsknota za zwykłym ciepłem drugiego człowieka i cierpienie wynikające z odtrącenia przez innych. Czy działo się to dawno temu, czy działo się wczoraj – trauma odrzucenia pozostaje ta sama, a lekcja miłości do odrobienia. Tymczasem Jane Eyre ukazała tę drogę nie tylko jako możliwą do przezwyciężenia, ale pewną, przykładem własnej osoby ręcząc, że sprawiedliwość istnieje, a cierpienie zostaje wynagrodzone.

Zamiast siedzieć z Ordynacją podatkowa na kolanach, wczoraj zabrałam się za inna lekturę, aczkolwiek nie mogę powiedzieć, by była mniej porywająca. „Jane Eyre. Autobiografia” jedna z książek mojego życia… nie mogłam się wyrzec przyjemności płynącej z lektury, z poznania – po przerwie, losów Jane i Edwarda. Czy będą wciąż mnie tak poruszać, czy znowu będą motylki? A teraz zamiast dopieszczać Ordynację i wgryzać się w PIT, myślę nie o płatniku i inkasencie, nie o deklaracjach, a o tej, jednej z najbardziej porywających historii miłosnych jakie dane mi było czytać.

Ruth Wilson jako Jane
Toby Stephens jak Rochester
Jane Eyre, dziecko mezaliansu, zamożnej dziedziczki i biednego pastora. Rodzina matki wyrzekła się jej gdy ta wyszła za mąż poniżej swojej pozycji. Niestety krótko po ślubie pastor i żona zmarli, osierocili córeczkę, którą zabrał na wychowanie ukochany brat matki, Reed. Kochał on córkę swojej drogiej siostry i pewnie losy Jane miałyby inny obrót, gdyby nie to, że i wuj umarł. Na łożu śmierci powierzył piecze nad siostrzenicą swojej żonie, przykazując jej, aby kochała i wychowywała Jane jak własne dzieci, których mieli trójkę. Niestety pani Reed, nie żywiła ciepłych uczuć do dziewczynki i traktowała ją jak kukułcze jajo, jak zbędny balast. Jane zbyt była różna od jej dzieci, prezentowała typ osobowości odmienny od kuzynów, niezrozumiały dla nich i dla ciotki. Z tego powodu, jak również dlatego, że była zupełnie na ich łasce, stała się kopciuszkiem, ofiarą, workiem treningowym.  W końcu ciotka nie może już nią dłużej wytrzymać, wysyła ją do dobroczynnego zakładu w Lowood, gdy Jane ma dziesięć lat. Z nieczułego domu Sary Reed, Brocklehursta. Warunki, jak w kompanii karnej, do czasu gdy tyfus
Żródło
dziesiątkuje pensjonariuszki co zwraca uwagę społeczeństwa na warunki kształcenia. Po epidemii warunki się poprawiają.Jane kończy szkołę i zostaje tam nauczycielką. Zawiera przyjaźnie i ostatecznie kształtuje się jej osobowość.  Po ośmiu latach pobytu w Lowood, Jane zaczyna tęsknić za zmianami, postanawia poszukać pracy, jako guwernantka. W ten sposób – z ogłoszenia, trafia do Thornfield, gdzie ma uczyć małą Francuzkę, wychowanicę pana domu. Wiecznego nieobecnego Edwarda Rochestera, który rzadko bawi we dworze, podróżując po świecie jakby go coś gnało. Dworem zarządza jego daleka krewna, pani Fairfax. Oprócz Adelki jest jeszcze Sophie, jej francuska bona, no i służba oczywiście. Ponury, niemalże pusty dom, na wrzosowiskach, idealna scena na mroczną wiktoriańską powieść.

trafia do purytańskiej szkoły, prowadzonej przez skąpego i świętoszkowatego

Jane na tle Thornfield
Tyle z zarysu fabuły mogę Wam zdradzić.  Reszta, może zdradzać szczegóły, bo mam ogromną potrzebę opowiedzenia tej książki. Jeśli jej nie czytaliście, a chcecie mieć stuprocentową niespodziankę, przezornie omińcie dalszy ciąg. Aczkolwiek, ja za pierwszym razem, przez lekturę „Idy sierpniowej”, wiedziałam o WIELKIEJ NIESPODZIANCE i nie czuję, że zepsuło mi to radość lektury.

Jestem pod wrażeniem tej książki. Byłam pod równie wielkim wrażeniem, gdy jakieś, bo ja wiem, dziesięć lat temu czytałam pierwszy raz.  Nie! Chyba było to nieco później. Nieważne. Ta książka jest do przeżywania. Pisana w pierwszej osobie, z perspektywy Jane, samotnej, młodej, bez perspektyw. Dziewczyny o mocnym, ale i porywczym charakterze, do Jane uśmiecha się szczęście, po prawie dwóch dekadach samotności, smutku, biedy i odrzucenia trafia do domu gdzie może zjeść do syta, gdzie może ogrzać się przy kominku, bez oskarżenia, że poprzez folgowanie wygodnictwu, zaniedbuje umartwienia, które powinny cechować dobrego chrześcijanina. Trafia do bezpiecznego, upragnionego portu, gdzie może przywiązać się do ludzi. No i pan Rochester, sarkastyczny, ironiczny, apodyktyczny, mężczyzna, który nie grzeszy uroda, czego Jane nie omieszka mu wytknąć. Nawiązuje się pomiędzy nimi więź, pokrewieństwo dusz, przyjaźń, ale ze strony Jane pojawiać zaczyna się też miłość, gdy tymczasem pan Rochester, zamiaruje pojąć za żonę pannę piękna, niezbyt posażną – to fakt, ale z możnego rodu. Jakie szanse wobec Blanki Ingram, może mieć biedna i brzydka Jane?
I tutaj pojawia się szrama na charakterze Edwarda, w moim odczuciu, później gdy dowiadujemy się, że
Moja Jane i mój Rochester
faktycznie chciał tylko w Jane wzbudzić zazdrość. To było nie fair, tak samo wzburza mnie epizod z cygańską wróżką. To mi się nie podobało. Natomiast podstęp do jakiego się uciekł… łapałam się podczas lektury na myśleniu, że gdyby Jane nie napisała do swojego wuja… gdyby to się nie wydało… czy to źle świadczy o mnie jako o kobiecie? Pewnie nie za dobrze… ale nędzny los Jane tak chwytał mnie za serce. Jakie to typowe… gdy się stoi u bram raju, nagle drzwi się zatrzaskują i człowiek czuje się zdruzgotany, pozwolono mu już cieszyć się bliskością szczęścia, tymczasem pustka i gorycz. I wtedy jest się jeszcze nieszczęśliwszym, nim się było. Bo pozostaje żal po stracie, pustka… Tymczasem Jane się nie poddaje, wykazuje się niezwykle silnym charakterem, niezłomna moralnością i wychodzi z tej próby zwycięsko. Miłość tak, ale w granicach nakazów prawa boskiego i ludzkiego. Los ją za to nagradza, jej karta się odwraca, chociaż kobieta wciąż tęskni za tym którego pokochała. Sceny z popołudnia w dniu ślubu, rozmowa z panem Rochesterem to jedne z piękniejszych rozmów o miłości, poruszające dotykające czułych strun w sercu, tym bardziej, że zdania te wypowiada mężczyzna, chyba można je postawić w jednym rzędzie z przejmującymi monologami wypowiadanymi przez Retta Buttlera. Roztapiają serce, jak słońce, rozpuszcza śnieg. Bardziej poruszające będzie tylko zakończenie. Piękne, motylkowe, sprawiające, że wzlatuje się w stratosferę.

Boże mój, brakuje mi słów, żeby powiedzieć jak zachwyca mnie ta książka, jakie uczucia we mnie wzbudza. Minęło tyle lat, od kiedy po raz pierwszy tak mną wstrząsnęła, a jednak wciąż te słowa mają moc, wciąż – tak samo – poruszają. Nieśmiertelna, uniwersalna historia. Symbolem osiemnastowiecznej angielskiej literatury kobiecej jest „Duma i uprzedzenie”, wiele osób wskazuje na „Wichrowe wzgórza”, dla mnie osobiście, najpiękniejszą historią jest ta Jane Eyre.

Ta książka to nie tylko romans. To portret tamtej epoki i ludzi tamtych czasów. Znajdziemy w niej ludzi dobrych i złych, silnych moralnie, jak i zakłamanych, altruistów i egoistów. Pani Reed, pan Brocklehurst nie sprawiają problemów przy wydawaniu sądu na ich temat, tak samo jak jednoznaczne moralnie są Jane i jej przyjaciółka Helenka, dla mnie najtwardszym orzechem do zgryzienia była postać St. Johna nie wiem co o nim myśleć, irytuje mnie jego zachowanie, to jak odrzuca miłość, jak jest zatwardziały, ale jednocześnie jest prawy, gorliwy kapłan, który stara się postępować zgodnie ze swoimi przekonaniami, chociaż czyni to w sposób, dla mnie, specyficzny.


Podsumowując „Jane Eyre. Autobiografia” to nie tylko kolejna powieść należąca do kanonu który trzeba znać, moim zdaniem lektura tej powieści wzbogaca nasze wnętrze, dostarcza nam niezapomnianych wrażeń i przeczytać ją należy, nie dlatego, że „tak wypada”, ale po prostu lektura jej dostarcza pozytywnych przeżyć, jest przyjemna, książka która ubogaca…
Z całego serca Wam ją polecam. Jedna z moich ukochanych książek!

Ach, nabrałam ochoty na serial z 2006 roku, ale zostawiłam w Lublinie :( więc wyobraźnią muszę się zadowolić.
zdecydowanie moja ukochana wersja


A mnie opanowała muzyczna obsesja na punkcie zespołu Enej, tak tematycznie, teraz:





Źródła zdjęć, tradycyjnie wyszukiwarka google

niedziela, 18 sierpnia 2013

niedzielnie z kawą

Czekam, aż kawa mi się zaparzy i tak patrzę w okno i ponarzekałabym.

Na co? Na brak czasu. Nie! Na złą organizację… wczoraj zamiast się pouczyć i w czwartek to mi się zachciało książek czytać. I dziś zamiast wylegiwać się z książką na ogrodzie, otoczę się pięknymi i zaiste wielce pasjonującymi ustawami o Picie, Vacie i Ordynacją Podatkową… Możecie mi wszyscy zazdrościć. Lubię się uczyć, ale dziś jest pogoda idealna na zupełnie coś innego. Na ten przykład, żeby nad wodę sobie pojechać i na piaseczku poleżeć, w wodzie się popluskać.

Jestem chyba jedynym nauczycielem, który tęskni do roku szkolnego. Zacznie się wrzesień to i moja organizacja czasu pracy mam nadzieję się zmieni. Jak na razie przebimbałam dwa miesiące. No! Półtora.  Jeszcze w sierpniu chciałabym sobie opracować konspekty lekcji, wtedy już mogłabym na bieżąco robić sobie powtórki, a nie w piątek wieczorem budzić się z krzykiem „O Jeju, jutro do roboty”.

Straszna rzecz prokrastynacja. Wprawdzie zwykle zdążam, ale gdybym miała wybrać jedną rzecz z charakteru to zmieniłabym właśnie to.

A dziś jeszcze czeka mnie opisanie wrażeń z lektury Jane Eyre… książka po raz kolejny mnie uwiodła, swoim językiem, stylem, sposobem pisania o uczuciach, że jestem rozbita na tysiące kawałeczków. Po tylu latach, wciąż te same emocje. Tyle w moim życiu się zmieniło a historia Jane i Edwarda wciąż porusza mnie to samo. Książki dają mi niesamowite poczucie stabilizacji : )

Wiem, że pewnie macie dosyć tych próśb, ja tylko tak nieśmiało : ) zostałam nominowana do eBuki. Co mnie cieszy : ) aczkolwiek najbardziej cieszy mnie to, że czytacie, zaglądacie, komentujecie, tutaj i na FB. Czuję, że ten blog żyje.

Więc jeśli ktoś Jeśli będziecie chcieli wysłać mail na adres ebuka@duzeka.pl w tytule wpisując tytuł bloga, a więc Z pasją o dobrych książkach i nie tylko...  będę bardzo wdzięczna.  : )

 

Co u mnie? Przeżywam, że na Pielgrzymce mnie nie było, w przyszłą niedzielę jest parafialny spacer, bo czy można to nazwać Pielgrzymką, skoro nawet 20 kilometrów nie ma? Najgorsze, że nie wiem czy noga mi pozwoli nawet i na to. Więc rower mi zostaje tylko i dołowanie się regularne.  Pogoda śliczna, nie pamiętam jak wygląda deszcz.  Mój storczyk  - Grima, tfu, tfu na psa urok rośnie i cieszy oko na moim parapecie. Reszta pokoju cieszy oko jakby mniej. Pandemonium to mało powiedziane. Nie jestem pedantem, ale zbliża się czas gdy chyba podejmę decyzję o posprzątaniu.

Bo są jakieś granice ; )

 

Za dużo książek za Malo czasu, życie jest za krótkie. Nie macie przypadkiem takiego wrażenia?

 

 

Dopijam kawę i idę czytać, niestety ustawy. Jeszcze muszę wydrukować tą o Vacie(coby wszystko aktualne było, na pewno), moja drukarka ma jakiś uraz do tego aktu prawnego i nie bardzo chce współpracować : | ehhh zawsze pod górkę.

sobota, 17 sierpnia 2013

"Kobieta, która spadła z nieba" - Simon Mawer


Mariane właśnie poznała smak pierwszego pocałunku. Alice nauczyła się skakać ze spadochronem i zabijać Niemców. Anne-Marie była piękna i przyciągała spojrzenia mężczyzn. Mariane, Alice i Anne-Marie to jedna osoba. Kobieta, która nie cofnie się przed niczym – ani na wojnie, ani w miłości. Bezkompromisowa kobieta szpieg z elitarnej brytyjskiej jednostki SOE staje się bezbronną dziewczyną, kiedy po raz pierwszy przychodzi do niej miłość. Kobieta, która spadła z nieba to trzymająca w napięciu opowieść o poświęceniu, odwadze i miłości, która rozkwita pomimo okrucieństwa wojny. Historia inspirowana losami tajnych brytyjskich agentek.


 Czasy drugiej wojny światowej to temat dosyć oklepany. W literaturze, w filmie, ba! W serialach nawet.  Ten okrutny czas stanowi doskonałą kanwę do każdego rodzaju opowieści, każdy gatunek znajdzie jakiś wycinek, z którego można stworzyć arcydzieło.  Chociaż od końca wojny upłynęło już ponad sześćdziesiąt lat, prawie siedemdziesiąt, to wciąż na światło dzienne wychodzą nowe fakty. I te nowinki stanowią bazę do nowych opowieści o ludziach, którzy żyli w „ciekawych czasach”.

Jedną z takich książek jest „Kobieta która spadła z nieba”. O Mariannie działa w elitarnej, brytyjskiej jednostce SOE.  Po polsku to Kierownictwo Operacji Specjalnych (Special Operations Executive). Organizacja ta organizuje operacje dywersyjne, zrzuca swoich członków na teren krajów okupowanych, aby wspierali lokalny ruch oporu. Marianna jest córką dyplomaty, francuski jest jej drugim językiem, stanowi łakomy kąsek dla takiej organizacji. Bez problemu powinna zaaklimatyzować się we Francji. Najpierw musi tylko przejść katorżnicze szkolenie, które wykaże czy nadaje się fizycznie i psychicznie do takiej pracy. I wtedy droga powietrzna do Francji – otwarta. A we Francji, mężczyzna z którym kiedyś, przed wojną – niemalże przed eonami – łączyła ją pełna zażyłość. Rodzina nie może wiedzieć gdzie się udaje ich córka. Dowie się tylko brat, bowiem oprócz wspierania ruchu oporu, Marianna ma zagrać na poważniejszym ringu, stawką jest bomba atomowa.

A przecież to młoda dziewczyna, podlotek, którego wojna zmusza do błyskawicznego dojrzewania.  Miłość, namiętność, śmiertelne zagrożenie, zdrada, ucieczka i konspiracja, wszystko tu mamy, niekiedy w sąsiednich akapitach. Jest wojna, w czasie wojny może i milczą prawa, ale nie milczy miłość i serce. Jak potoczą się losy Marianny, która zamieni się w Alicję, gdy tylko dotknie francuskiej ziemi? Przekonacie się już pod koniec sierpnia. Bardzo warto czekać : )

Nie czytałam jakiejś zatrważającej ilości książek o francuskim ruchu oporu. Oczywiście moja wiedza i wyobrażenie o nim nie bazuje tylko na serialu(już legendzie) Allo allo. Miałam poważniejsze źródła. Z prywatnych badań jakie przeprowadziłam, wynikało, że a) gdy były to źródła polskie – okupacja we Francji to były wczasy, Francuzi narzekali, a w sumie nie mieli o co. Największy problem – kłopoty z aprowizacją, brak dóbr luksusowych, b) gdy źródła były zachodnie, okupacja była straszna, terror, ucisk, zdrada, przemoc, głód i nędza.  Przed rozpoczęciem lektury nie wiedziałam jak czytać „Kobietę która spadła z nieba”, czy szukać w niej informacji o okupacji, o wojnie? Ale pomyślałam chwileczkę(chociaż słyszałam, że najpierw się czyta, później się myśli) i doszłam do wniosku, że to ma być beletrystyka, a ja nie pisze referatu do szkoły.  Wyłączyłam swoje martyrologiczne myślenie i zanurzyłam się w historię!

Mało jest książek tak wojennych i jednocześnie tak niewojennych. Paradoks? Niekoniecznie, mam na myśli
czytanie przy porannej kawie - w łóżku jeszcze
, że książka chociaż traktuje o wojnie o okupacji – u nas tematach dosyć drażliwych. My Polacy nie umiemy mówić o wojnie bez patosu, zwykle nie umiemy tez pisać. Oczywiście biorąc pod uwagę nasze doświadczenia, jest to w pewien sposób zrozumiałe, ale ta książka jest doskonałym przykładem, że można napisać książkę o życiu pod okupacją, o wojnie z punktu widzenia jednostki. Bez powiewających flag, wzniosłych marszów i pompatycznych przemów.

„Kobieta która spadła z nieba” to kilka wątków, które zbiegają się w osobie Marianny, młodziutkiej, naiwnej dziewczyny, która godzi się na misję, której w gruncie rzeczy nie rozumie, nie ma świadomości faktycznego ryzyka, bo groźba „możesz zginąć”, jest abstrakcyjna dla kogoś, kto pracuje w Lotnictwie, ale jego praca polega na ustawianiu makiet samolotów na mapie. Dopóki nie poczuje się oddechu śmierci na karku, dopóki nie spojrzy się wrogowi w oczy nie poczuje się grozy. A może już zimne powietrze owiewające twarz w momencie skoku uświadamia nam w co się wpakowaliśmy? Tylko wtedy jest już za późno. Gdy rozkłada się czasza spadochronu, można tylko bezwładnie spadać.

Ta książka mnie zaskoczyła… nie tylko tym, że pomimo ex definitione, trudnego tematu, czyta się ją bardzo szybko, mi zeszło z nią jakieś dwa dni, a miałam sporo pracy w domu. Zaskoczyła mnie oryginalnym stylem, mamy trochę retrospekcji,  aby lepiej poznać bohaterkę i usprawnić akcję, mamy zabieg, który nie mam pojęcia jak się fachowo nazywa, a ja mówię na niego „urywane kadry”, czyli krótki opis, jakiejś sytuacji, który pozornie niewiele wnosi do akcji, ale jest niezbędny, czy to dla wyjaśnienia jakiegoś wydarzenia, które było, lub dopiero będzie, lub wyjaśnia nam motywy postępowania bohatera. Lubię „urwane kadry” gdy nie ma ich za dużo, gdy to nie jest bełkot pijaka, gdy tworzą spójną całość. Tutaj, nie mam nic do zarzucenia, z umiarem i w dobrym stylu.

Mnie ta książka poruszyła, skłoniła do refleksji, nad losem wielu, bezimiennych kobiet, które szły tą samą ścieżką co Marianna, które porzucały rodzinę, nadzieje, plany aby walczyć w cichej wojnie, wcale nie mniej niebezpiecznej. Czy można przejść obok nich obojętnie? Ja nie była w stanie…

Książka trzyma w napięciu, są momenty gdy to napięcie opada, ale chwile gdy osiąga punkty szczytowe, są naprawdę mocne, że nie wspomnę, aby nie spojlerować, o zakończeniu… mocna rzecz.

Polecam szczerze „Kobietę która spadła z nieba” jako gatunkowy mix, powieść szpiegowska, wojenna i romans. Naprawdę zgrabne połączone, ze smakiem i równowagą. 

czwartek, 15 sierpnia 2013

"Legion" - Elżbieta Cherezińska

Walcząc z Sowietami i Niemcami, dawali dowody, że państwo polskie trwa – karze przestępców, likwiduje zdrajców, chroni ludność i przygotowuje kadry dla niepodległego kraju. Byli solą tej ziemi, wyrośli w polskich lasach – liczyli tylko na siebie. Nie mieli broni ani z Londynu, ani z Moskwy. Ich jedynym orężem była odwaga. Kiedy wielu upadło na duchu i rozpoczęło pertraktacje z Sowietami, oni postanowili nie poddać się nikomu i przedrzeć do armii polskiej na Zachodzie. Ponad tysiąc karnych zdecydowanych na wszystko żołnierzy Brygady Świętokrzyskiej dotarło do Czech. W Holiszowie brawurowo oswobodzili zaminowany i przygotowany do spalenia niemiecki obóz koncentracyjny dla kobiet. Setki uratowanych od śmierci Polek, Żydówek i Francuzek w dowód wdzięczności podarowały im serduszka uszyte z pasiaków. Najwyższe odznaczenie, jakie dostali w życiu. Razem z Amerykanami wzięli do niewoli sztab XIII armii niemieckiej. Generał Patton przywitał ich słowami: „Na Boga, powinniśmy podrzeć te cholerne, podłe porozumienia z Sowietami i ruszyć prosto na wschodnie granice”. W tak fascynujący, emocjonalny i pełen humoru sposób, może pisać tylko Elżbieta Cherezińska. O patriotyzmie bez patosu, o prawdziwych bohaterach bez bohaterszczyzny. Powieść z iście filmowym nerwem. Niczym Bękarty wojny i Złoto dla zuchwałych. Powieść o tych, którzy nie poddali się nikomu!


 Gdybym dwa lata temu nie zdjęła z półki „Gry w kości” moje życie literackie byłoby uboższe, gdybym pewnego dnia – na L4 nie przemaszerowała całego miasta, aby zdobyć „Sagę Sigrun” nie pokochałabym skandynawskiej sagi. Gdybym nie przeczytała „Legionu” byłabym pustym wewnętrznie człowiekiem. Właśnie skończyłam, nieco ponad tygodniową, przygodę z książką tak dobrą, że brak słów by to opisać. Książkę, którą chciałam czytać w nieskończoność, więc dawkowałam sobie fragmenty, aż dziś nie wytrzymałam, zasiadłszy ze słonecznikiem, tak długo skubałam, że dotarłam do końca. Niepostrzeżenie. I czuję pustkę, jestem jak skorupka, którą opuścił ślimak.

Przeczytałam prawie wszystkie książki Elżbiety Cherezińskiej, za każdym razem z ust wyrywało mi się krótkie „wow”, ale „Legionu” chyba nic nie przebije. Niezwykłe wrażenia obiecywała już lektura blurba. Popłakałam się czytając. Jestem kobietą, hormony i te sprawy.  Ale to nie hormony, to wspaniały styl Autorki. I blurb, w tym przypadku, nie był czczą obietnicą, był wielkim niedomówieniem, ale czy dało się inaczej, żadne słowa nie opiszą jak ta książka jest świetna.

Sukcesy w telewizji święci Czas Honoru, śliczny serial o pięknych, młodych ludziach walczących za Polskę. Za tą Polskę walczą oni w Warszawie, mają ładne mieszkania, piękne kobiety, bliskich pod ręką. Walczą w Armii Krajowej, która jedyną szansą Polski jest. Nie kwestionują, nie pytają, walczą za wolność. Skończyłam renomowane Liceum, wprawdzie na II wojnę światową i odzyskiwanie niepodległości brakowało już czasu(błogosławmy reformę edukacji : |), ale tam też tylko AK, zły Stalin, jeszcze gorszy Hitler, ale przecież Niedźwiadek, Bór, chluba, duma. Elżbieta Cherezińska mnie zawstydziła, pokazała mi palcem moją niewiedzę. Pokazała jej powierzchowność, bo lwia część książki opisuje „moje tereny” miejsca, nazwy które znam, które odwiedzałam, a o których historii nie wiedziałam nic.  Ale… zacznijmy od początku.

Jest wrzesień 1939 roku – wybuchła wojna. Wkroczenie wojsk niemieckich, później sowieckich, zaskakuje różnych ludzi, w różnych miejscach kraju. Łączy ich jedno, chcą walczyć, nie zgadzają się na okupację, zakorzenione w nich pragnienie wolności, niepodległości jest silniejsze niż biologiczny instynkt przetrwania. Ale wróg, wrogowie są silni, konsekwentnie dążą do zwycięstwa, gdy regularne, oficjalne wojsko składa broń,  ci niepokorni idą do lasu, inni przedzierają się na Zachód, skąd przylecą jako cichociemni skacząc w noc i w mgłę, aby stawiać opór najeźdźcy. Tylko, że walka z Niemcami i Sowietami byłaby prosta, ale naród jest podzielony, w lasach kryją się dziesiątki różnych ugrupowań, którzy z równą mocą zwalczają Niemca, Ruska i inne oddziały „swoich”. Równolegle z okupacją, toczy się leśna wojna domowa, na której tracą najwięcej miejscowi, plądrowani to przez jednych, to przez drugich. Tragiczne pokolenie… pokolenie Kolumbów, w lasach Lubelszczyzny, kielecczyzny, śląska oddawali życie, kochali, nienawidzili, zwykli ludzie, z wadami i zaletami o ogromnym honorze. Obok takiej historii nie można przejść obojętnie.

„Legion” ma taką moc, być może również dlatego, że  My wiemy, jak Ci ludzie skończyli, w katowni UB na Rakowickiej, w niesławie, na emigracji, sprawa o którą walczyli przegrała. Zresztą ten specyficzny „epilog” napisany przez autorkę, jest gwoździem do trumny. Sprawia, że człowiek martwieje. Ja zmartwiałam. W takim stanie będzie wielu czytelników, którzy będą mogli w losach bohaterów szukać historii swojej rodziny. A może ta książka będzie pretekstem aby zapytać, podrążyć, korzystajmy z ostatnich okazji, bo Ci którzy oddali swoje życie na służbę Ojczyźnie odchodzą, jest ich coraz mniej.

oj się czytało...
Elżbieta Cherezińska w… specyficzny sposób opowiada historię Brygady Świętokszyskiej, na początku byłam przekonana, że nie połapię się w nawale nazwisk, ale o dziwo poszło mi sprawnie, przez 800 stron powieści, ani się człowiek obejrzy a już każdego kojarzy, każdy staje mu się drogi, przeżywa żałobę po śmierci bohaterów z którymi zdążył się zżyć.  Świetny styl autorki sprawia, że chociaż „Legion” to spora cegła czyta się ją bardzo szybko i stron w niepokojącym tempie ubywa, dodatkowo książka jest napisana niezwykle lekko, ba! Z humorem. Bez zbędnego patosu, długich przemów o „świętej miłości, kochanej Ojczyzny”, czytelnik  nie jeden raz się zaśmieje, z sytuacji, ze zdarzenia, ze szpetnej latającej brwi Zęba, z odzywek. To jest coś niezwykłego, można bez patosu pisać o ruchu oporu, bez robienia od razu drugiego Allo Allo. Ewenement!

W ogóle, „Legion” jest dla mnie ewenementem, jest doskonałą książką, która pokazuje zupełnie nieznane oblicze II wojny światowej, tutaj na naszym podwórku, o tym nie uczą w szkołach, nie mówi się w telewizji. Czy godzi się, żebyśmy byli tak nieuświadomieni? Nie jest to, bynajmniej, podręcznik, ale poruszająca książka o ludziach, którzy istnieli, którzy wierzyli, że to co robią jest słuszne. A ta książka pokazuje, że ofiara ich życia nie była daremna, że nie udało się tym, którzy ich imię chcieli pozostawić w infamii.

Po stokroć polecam „Legion”, jest to genialna książka pod każdym względem!
Brawo dla Elżbiety Cherezińskiej, która – dla mnie – jest niekwestionowana Królową Literatury Polskiej!

Dodatkowo ze dwa razy wspomniane zostało miasto gdzie się urodziłam ; ) i w ogóle, naczytałam się o swoich dalszych – to prawda – okolicach w nieznanym kontekście!

"Wakacje w Europie" - Marilyn Brant

Upewnij się, że masz ważny paszport – po przeczytaniu tej powieści zechcesz podążyć śladami jej bohaterów.

W dniu trzydziestych urodzin Gwendolyn Reese otrzymuje od ciotki Bei zaskakujący prezent: pięciotygodniową wycieczkę po Europie w towarzystwie przyjaciół starszej pani. Perspektywa wyjazdu nie wydaje się Gwen zbyt zachęcająca, lecz kiedy spodziewany prezent – pierścionek zaręczynowy od chłopaka – się nie pojawia, postanawia zaryzykować.

Z początku, jak na poukładaną nauczycielkę matematyki przystało, skrupulatnie odhacza kolejne zabytki na liście miejsc wartych obejrzenia. Jednak stopniowo, pośród zapierających dech w piersiach krajobrazów południowych Włoch, coś zaczyna w niej pękać… Wędrując po kamiennych schodach Capri, podziwiając dzieła sztuki w Luwrze i próbując nowych potraw w marsylskich kawiarenkach, Gwen odkrywa, że cuda wokół niej są niczym w porównaniu z przemianami, jakie zachodzą w jej duszy.
 


Mamy już końcówkę wakacji… studenci, którzy pilnie studiowali są dopiero na półmetku. To ostatni dzwonek, aby spakować walizkę i pojechać w świat. Nie praktykuję wakacyjnych podróży, nie tylko dlatego, że mój paszport stracił ważność i nie mogę się ruszyć poza strefę Schengen. Chociaż lubię podróże, uciekający krajobraz za oknem, zapach nowych miejsc, nowych ludzi i nie dały rady zniechęcić mnie do tego kolonie na które jeździłam jako dziecko, uważam że nigdzie nie śpi się tak dobrze jak we własnym łóżku. A dodatkowo, trzeba mieć kompana, który jest odpowiedzialny, który przypomni mi o najważniejszych rzeczach…  W tym roku bardzo potrzebowałam wyjazdu, zmiany powietrza, ale niestety nie mogę zostawić mojej Ferajny, dlatego udałam się na wycieczkę w sposób bardzo ekonomiczny i wygodny. Nie dostałam odcisków, nie odkleiła mi się siatkówka z powodu dźwigania sakwojaży. Ograniczyłam się do „dźwigania” tableta i wirtualnego wędrowania po Europie!

Ponieważ ja sama byłam bardzo sceptyczna czytając ten tekst na okładce, że należy zatroszczyć się o ważność paszportu, przed lekturą tej książki, chcę ostrzec Was! W naszym przypadku potrzebny jest ważny dowód. Miejcie ważny dowód!! Nie sposób się oprzeć przygodzie, która woła z kart tej książki.

Gwen budzi się w dzień swoich trzydziestych urodzin. Jest to jeden z tych dni, które uświadamiają kobiecie jej przemijanie. To jedna z tych granic, gdy uświadamiamy sobie, że czas gna do przodu, że oto przyszedł czas na ślub, na dzieci, na stabilizację. Gwen ma chłopaka, jest z nim od dwóch lat i jest przekonana, że zaprosił ją na urodzinową kolację aby zadać TO pytanie. Niestety Richard, jest takim nudziarzem, że przysłowiowy księgowy się chowa.  Domyślając się, że Gwen jest rozczarowana, gdy w prezencie zamiast pierścionka dostaje kolczyki, tłumaczy jej, że najlepszą porą na MYŚLENIE o zaręczynach jest jesień. Bo przecież pora roku MA ogromne znaczenie :/ Zasmucona Gwen idzie na przyjęcie, które organizuje jej ciotka – siostra matki Gwen, która zmarła gdy dziewczyna miała dwanaście lat. Okazuje się, że ciocia Bea i jej grono znajomych, żwawych starszych państwa, jest o niebo bardziej żywiołowa, niż Richard. W prezencie urodzinowym Gwen dostaje bilet na wycieczkę po Europie. Z ciotką i jej znajomymi z klubu. Pretekstem jest konkurs w sudoku, ale dlaczego przy okazji się nie zabawić. EUROPA!! Rzym, Wiedeń, Budapeszt, Londyn, Paryż, to tylko niektóre przystanki. Gwen jest jednak, w pewnym sensie, nudziarą, boi się takiej spontaniczności i nawet gdy się decyduje na wyjazd, wciąż jest spięta, zamiast cieszyć się pięknem oglądanych miejsc odhacza kolejne pozycje z listy, wszystko próbuje wepchnąć w rubryczki. Za nic nie chce wyluzować.  Na szczęście nie podróżuje sama, inni będę robili co mogli, aby dziewczyna odetchnęła pełną piersią, zachwyciła się staruszką Europą a najlepiej, żeby wdała się w romans, pierwszym poważnym kandydatem jest przewodnik ;)  Czy Gwen wyzwoli się z własnych zahamowań? Czy piękno starej Europy zmieni jej sposób myślenia, jej plany?
Jedno jest pewne – podróże kształcą. Sprzyjają też łamaniu konwenansów, od młodości słyszymy o letnich przygodach znajomych. Może sami mamy za sobą wakacyjne miłości, takie na kilka tygodni. Dlaczego nie? Dlaczego na urlopie nie poluzować swoich zasad? Oczywiście są tacy, Gwen należy do takich, którzy nie uważają, że przerwa w pracy i zmiana otoczenia zobowiązuje do zmiany charakteru. Stara się być wierna swoim zasadom i przyzwyczajeniom. Przede wszystkim, chce być wierna Richardowi, którego – jak sądzi – kocha. Chociaż tego też, do końca, nie jest pewna. Pewnie wyjazd byłby niewypałem, gdyby nie dołączenie do wycieczki dwóch braci z UK. Jeden z nich – młodszy – zupełne przeciwieństwo Richarda, sprawi, że Gwen odkryje uroki wakacyjnych wojaży i inaczej spojrzy na zabytki i na klasyczne piękno europejskich stolic.

Spodziewacie się letniego czytadła? Oj zawiedziecie się, ale In plus, moim zdaniem, pod pozornie lekką formą czeka na Was sporo rozważań o sensie życia, o tym co jest naprawdę ważne, jak żyć w zgodzie ze sobą. Te dysputy nie się utrzymanie w nudnym, patetycznym tonie, mamy je podane w przyjazny sposób, w pięknych okolicznościach przyrody, tak jakbyśmy to My stali na placu św. Marka, czy przemierzali Prater, lub biegali po Luwrze, dyskutując o ważnych sprawach z przyjacielem.  Chcę przez to powiedzieć, że nie jest to taka banalna, pusta książka.
Nie jest to jednak traktat filozoficzny, to też, a właściwie, przede wszystkim ciepła dobra książka, która sprawia, że chcemy rzucić swoją codzienność i ruszyć w trasę. Jak przy żadnej innej książce czułam klimat opisywanych miejsc, oglądałam w Internecie opisywane miejsca, zachwycałam się opisami, czułam zapach, klimat tych miejsc. A jednocześnie przeżywałam uczucia szarpiące Gwen. Ta książka mnie poruszyła i zachwyciła, jeśli miałabym wskazać książkę, która jest kwintesencją lata, wakacji, zapewne byłaby to właśnie ta!
Jeśli nie macie możliwości wyjazdu, prawdziwych szalonych wakacji sięgnijcie po „Wakacje w Europie”, poczujecie się jak w podróży marzeń!




Zapraszam na fanpejdża, stworzyłam album ze zdjęciami miejsc o których czytam :) Zainspirowana tą książką właśnie :)




źródła zdjęć - wyszukiwarka Google
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Wg. Autorów ( w trakcie tworzenia)

Agata Christie (50) Agata Pruchniewska (1) Agatha Christie (15) Agnieszka Kaluga (1) Agnieszka Krakowiak-Kondracka (1) Agnieszka Lingas-Łoniewska (10) Agnieszka Wojdowicz (3) Aleksander Jażwiński (1) Aleksander Makowski (1) Aleksandra Szarłat (2) Alex Bellos (1) Alice Hoffman (1) Alina Białowąs (2) Aly Cha (1) Alyson Richman (1) Ałbena Grabowska (3) Ałbena Grabowska-Grzyb (4) Amy Hatvany (2) Andrzej Andrusiewicz (2) Andrzej Chwalba (1) Andrzej Grembowicz (1) Andrzej Kępiński (1) Andrzej Markowski (2) Angele Lieby (1) Angelika Kuźniak (1) Ann Brashares (1) Ann Wroe (1) Anna Bikont (1) Anna Fincer-Ogonowska (1) Anna Gavalda (1) Anna Herbich (3) Anna J. Szepielak (1) Anna Jean Mayhew (1) Anna Moczulska (1) Anna Nejman (1) Annabel Pitcher (1) Anne Brontë (2) Anne O'Brien (1) Anne Tyler (1) Antoni Słonimski (1) Antonina Kozłowska (2) Arael Zurli (1) Arthur Conan Doyle (1) Astrid Lindgren (4) Barbara Mutch (1) Barbara O`Neal (4) Barbara Sęk (1) Barbara Wachowicz (1) Becky Wade (1) Bill Bryson (1) Bolesław Prus (2) Bożena Keff (1) Brenda Reid (1) Brigitte Hamann (1) Brygida Grysiak (1) Carla Montero (1) Carlos Ruiz Zafón (1) Carrie Snyder (1) Cat Patrick (1) Cecelia Ahern (1) Cecilia Samartin (1) Cesarina Vighy (1) Chandra Hoffman (1) Charles Dickens (4) Charles Frazier (1) Charlotte Brontë (5) Cheryl Strayed (1) Chesley McLaren (1) Chris Columbus (1) Chris Fabry (1) Chris Grabenstein (1) Christian Jacq (1) Christina Baker-Kline (2) Chufo Llorens (1) Claire North (1) Clara Sanchez (1) Claude Quétel (1) Clive Staples Lewis (2) Colin Campbell (1) Colleen Hoover (2) Colleen McCullough (1) Conor Grennan (1) Consilia Maria Lakotta (2) Dan Brown (1) Daniel Silva (2) Danielle Steel (1) Danuta Awolusi (1) Danuta Pytlak (1) Dario Fo (1) Debbie Macomber (2) Denis Brian (1) Denis Diderot (1) Denise Hildreth Jones (1) Dennis Lehane (1) Diana Gabaldon (6) Diane Chamberlain (12) Doda Około-Kułak (1) Dodie Smith (1) Donald Spoto (2) Dorota Combrzyńska-Nogala (1) Dorota Gąsiorowska (2) Dorota Golińska (1) Dorota Ponińska (1) Dorota Terakowska (2) Dorothea Johnson (1) Dorothy Rowe (1) Dörthe Binkert (1) Douglas Smith (1) E. Lockhart (1) Edward Rutherfurd (2) Eileen Goudge (1) Eliza Orzeszkowa (2) Elizabeth Cooke (3) Elizabeth Gaskell (5) Elizabeth Haran (3) Elżbieta Cherezińska (4) Emilia Sokolik (1) Emily Jane Brontë (1) Emma Donoghue (1) Eowyn Ivey (1) Eric Lomax (1) Erin Morgenstern (1) Eugen Ruge (1) Eva Weaver (1) Ewa Bauer (2) Ewa Stachniak (2) Ewa Wróbel (1) Federico Moccia (4) Fern Britton (1) Fern Michaels (1) Florian Illies (1) Francine Rivers (3) Francis Hackett (1) Francis Scott Fitzgerald (1) Francoise Giroud (1) Gardner Raymond Dozois (1) Gavin Extence (2) George Orwell (1) George R.R. Martin (7) Georgia Bockoven (1) Gigi Buffon (1) Giovannino Guareschi (5) Glenys Carl (1) Grażyna Jeromin-Gałuszka (1) Greg King (1) Gregg Olsen (1) Grzegorz Sokołowski (1) Grzegorz Strzelczyk (1) Håkan Nesser (1) Hanna Cygler (3) Harper Lee (1) Helen Fielding (2) Helen Rappaport (1) Helena Mniszkówna (1) Helga Hoškova-Weissowá (1) Hellmut Andics (1) Henning Mankell (2) Henryk Sienkiewicz (1) Holly Peterson (1) Horacio Verbitsky (1) Ibn Warraq (1) Igor Sokołowski (3) Ismet Prcić (1) Iwona J. Walczak (3) Izabela Jung (1) Izabela Sowa (1) Izabella Frączyk (1) J.J. Renert (1) Jacek Dehnel (2) Jacek Hugo-Bader (1) Jacek Lusiński (1) Jadwiga Czajkowska (1) Jakub Puchalski (1) Jan Łoziński (1) Jan Miodek (2) Jan Paweł II (1) Jan Wróbel (1) Jane Austen (7) Janina Fedorowicz (1) Jaroslav Hašek (1) Jaume Cabré (2) Jaume Collel (1) Jean des Cars (2) Jean-Christophe Brisard (1) Jean-Jacques Sempé (1) Jean-Paul Roux (1) Jeannette Kalyta (1) Jennifer Kaufman (1) Jennifer Teege (1) Jennifer Worth (1) Jerzy Bralczyk (3) Jerzy Niemczuk (2) Jerzy Sosnowski (1) Jewgienij Wodołazkin (1) Jill Barnett (1) Jill Mansell (1) Joanna Konopińska (1) Joanna Marat (1) Joanna Szczęsna (1) Joanne Harris (1) Joanne Kathleen Rowling (12) Jodi Picoult (22) John Borrell (1) John Boyne (1) John Carlin (1) John Curran (1) John Green (1) John Grogan (1) John Ronald Reuel Tolkien (7) John Seeney (1) Jojo Moyes (5) Jolanta Król (1) Jolanta Kwiatkowska (1) Jon Ronson (1) Jonathan Littell (1) Jordi Pons Salas (1) Joyce Maynard (1) Józef Witko (2) Julia Alvarez (1) Julia Child (1) Julia P. Gelardi (1) Julian Tuwim (2) Julie Lawson Timmer (1) Julie Orringer (1) Jürgen Thorwald (6) Justin Go (1) Justin Peacock (1) Justyna Wydra (2) Ka Hancock (1) Kamil Janicki (2) Kard. Jorge Mario Bergolio (2) Karen Dionne (1) Karen Karbo (1) Karen Mack (1) Karolina Frankowska (1) Karolina Lanckorońska (1) Katarina Mazetti (2) Katarzyna Archimowicz (2) Katarzyna Bonda (6) Katarzyna Kołczewska (1) Katarzyna Kwiatkowska (5) Katarzyna Michalak (14) Katarzyna Zyskowska-Ignaciak (5) Kate Lord Brown (1) Katherine Webb (2) Kathryn Taylor (1) Keith Lowe (1) Kerstin Ekman (1) Kiera Cass (5) Kristina Sabaliauskaitė (1) Krzysztof Sadło (1) Krzysztof Ziemiec (2) ks. Jan Twardowski (1) Laila El Omari (1) Laurens van der Post (1) Leah Fleming (1) Lena Najdecka (1) Leslie Carroll (1) Levi Henriksen (1) Lily Koppel (1) Linda Green (2) Lisa Genova (3) Lisa Kleypas (1) Lisa Scottoline (1) Liv Tyler (1) Louisa May Alcott (1) Louise Walters (1) Lucy Ferriss (1) Lucy Maud Montgomery (8) Lucyna Olejniczak (1) Ludwig Winder (1) Ludwik Stomma (1) Łukasz Maciejewski (1) Łukasz Orbitowski (1) M.L. Stedman (1) Maciej Karpiński (1) Maciej Stuhr (1) Magda Gessler (1) Magdalena Grzebałkowska (3) Mag­da­lena Knedler (1) Magdalena Kordel (4) Magdalena Kulus (1) Magdalena Tulli (1) Maja Łozińska (1) Małgorzata Gutowska - Adamczyk (3) Małgorzata Halber (1) Małgorzata Hayles (1) Małgorzata Łukowiak (1) Małgorzata Maj (1) Małgorzata Musierowicz (15) Małgorzata Szejnert (1) Małgorzata Tusk (1) Małgorzata Warda (2) Mandy Hale (1) Marc Llewellyn (1) Marcin Górka (1) Marcin Mastalerz (2) Marcin Prokop (2) Marcin Wilk (1) Marcin Zaremba (1) Marek Aureliusz (1) Marek Grechuta (1) Marek Ławrynowicz (1) Marek Rybarczyk (2) Margaret Dilloway (1) Margaret Mitchell (1) Maria Dąbrowska (2) Maria Kruger (2) Maria Krüger (1) Maria Sveland (1) Maria Ulatowska (3) Marilyn Brant (1) Marina Stepnova (1) Mariola Pryzwan (1) Marion Zimmer Bradley (1) Mariusz Szczygieł (4) Mariusz Urbanek (6) Mariusz Wilka (1) Mariusz Ziomecki (1) Marta Kisiel (2) Martha Grimes (1) Martin Sixsmith (1) Matthew Quick (1) Melchior Wańkowicz (1) Melissa Hill (1) Meredith Goldstein (1) Mhairi McFarlane (2) Michał Heller (1) Mieczysław Mokrzycki (1) Mike Carson (1) Mira Suchodolska (1) Miriam Karmel (1) Mitch Albom (3) Monika A. Oleksa (6) Monika Szwaja (10) Nadine Gordimer (1) Natasha Walker (1) Ned Vizzini (1) Olle Lönnaeus (1) Papież Franciszek (2) Patrick Ness (1) Patrick Pesnot (1) Paul Arden (1) Paullina Simons (3) Penny Jordan (1) Peter Heller (1) Peter Kreeft (1) Platon (1) Pola Kinski (1) Priscille Sibley (1) Rachel Hauck (2) Rebecca Johns (1) Regina Brett (4) René Goscinny (1) Richard Paul Evans (6) Richard Phillips Feynman (3) Robert Galbraith (3) Robert J. Woźniak (1) Roma Ligocka (3) Ryszard Legutko (1) Sally Bedell Smith (1) Sam Pivnik (1) Samantha Hayes (1) Samantha van Leer (1) Sarita Mandanna (1) Seré Prince Halverson (1) Shelley Emling (1) Stanisław Zakościelny (1) Stephanie Evanovich (1) Stephenie Meyer (2) Sue Eckstein (1) Sue Woolmans (1) Sylwia Chutnik (1) Szymon Hołownia (11) Szymon Sokolik (1) Terry Pratchett (2) Trygve Gulbranssen (4) Tullio Avoledo (1) Victoria Twead (2) Walter R. Brooks (2) Wiesław Myśliwski (2) Wilkie Collins (2) Yrsa Sigurdardóttir (5) Zośka Papużanka (1)

Pogoda w mojej okolicy