poniedziałek, 30 czerwca 2014

"Zawołajcie położną" - Jennifer Worth

„Wody odeszły!” – to okrzyk, który panna Jennifer niemal codziennie słyszy w słuchawce telefonu. Bez względu na porę dnia czy pogodę natychmiast wkłada swój uniform, bierze pod pachę skórzaną torbę, wsiada na rower i gna przez ulice Londynu, by dotrzeć do rodzącej. Tam potrzebne są jej umiejętności i spokój, wiedza i opanowanie.

Jennifer to Jennifer Worth, brytyjska pisarska i pianistka, która przez ponad dwadzieścia lat pracowała jako położna. W młodości trafiła na praktykę do Nonnatus House, ośrodka sióstr anglikańskich, specjalizującego się w opiece pielęgniarskiej. Były to czasy powojenne, a zarazem czasy sprzed pigułki antykoncepcyjnej – pracy było więc co niemiara. Lekko ateizująca panna z dobrego domu ucząc się zawodu stopniowo zaczyna nabierać szacunku do sposobu życia, na jaki zdecydowały się siostry zakonne, i do każdej swojej podopiecznej.

Worth z precyzją i z dozą brytyjskiego poczucia humoru uchwyciła realia robotniczej dzielnicy East End w Londynie. Po latach odżywa w niej ogromna radość z przyjścia na świat każdego dziecka, ale też strach towarzyszący porodom w czasach, gdy higiena i fachowa opieka medyczna nie były wcale oczywistością.

Worth własne wspomnienia spisała w trzech tomach. Zawołajcie położną (oryg. Call the Midwife) to pierwszy z nich. Na podstawie książki powstał serial BBC, który w Wielkiej Brytanii pobił wszelkie rekordy oglądalności. Na 2014 rok planowany jest kolejny sezon przygód rezolutnej dziewczyny, która niosąc pomoc młodym mamom odkrywa mizerię, ale też wielką siłę portowych londyńskich dzielnic w latach pięćdziesiątych.


 Gdy w przedostatni dzień czerwca zaczynałam nową książkę, raczej nie spodziewałam się, że znajdę powieść, którą zaliczę do najlepszych książek miesiąca, półrocza, a nawet – kto wie – roku. „Zawołajcie położną” to wspomnienia młodej położnej, która w latach pięćdziesiątych pracowała w ubogiej londyńskiej dzielnicy, przyjmując na świat dzieci klasy robotniczej. Na podstawie tej książki nakręcono serial(planuję oglądnąć).

Biedne dzielnice, a więc planowanie rodziny na poziomie – zerowym. Brud, bałagan, różne patologie. Co mogło pchnąć dziewczynę z klasy średniej, aby została pielęgniarką i zdecydowała się praktykować z zakonnicami. Jennifer nie jest pobożna, nie pcha ją ku temu wiara, ale złamane serce. Coś co najczęściej powoduje, że kobiety chcą zmienić swoje życie. Jennifer przybywa do Domu Nonnata w East Endzie, w domu tym mieszkają zakonnice i świeckie położne. Wszystkie wykonują tę samą, żmudną pracę, opiekują się kobietami w ciąży, przyjmują porody i otaczają położnice troską w okresie połogu.  Czy zima, czy środek nocy, dzieci się rodzą i położne ruszają w ciemne i niebezpieczne ulice Londynu, aby nieść pomoc. Nie muszą się niczego obawiać, darzone są sympatią i szacunkiem nic dziwnego, ciężko pracujący w porcie ludzie widzą ile wysiłku kosztuje ich praca. Jennifer Worth opisuje swoją pracę.  Nie jest to tylko książka o porodach, ale o ludziach, których spotkała, o radościach i tragediach. Tak jak rekomenduje na okładce Danuta Wałęsa – o życiu.

Poród jest czymś naturalnym, w pewnym okresie naszej historii, uznaliśmy go za anormalny, zamknęliśmy go w sterylnych szpitalnych salach, odebraliśmy matkom ich naturalną mądrość szeptaną przez instynkt macierzyński. Chcieliśmy udowodnić, że jesteśmy panami życia.  Jennifer pokazuje nam porody domowe, tak jak odbywały się od początku świata, w których położna tylko pomaga, a nie dyktuje warunki. Kobieta w zaciszu swego domu, z doświadczoną matką przy boku czeka na cud narodzin, a pójście do szpitala traktuje jako niepotrzebny kłopot.  Przemierzając z Jennifer portowe dzielnice poznajemy ludzi ich historie. Nie są piękne, kolorowe i słodkie, to świadectwa trudnego życia, wojny, ubóstwa i rozpaczy, tak jak historia pani Jenkins, staruszki zjawiającej się zawsze pod domem położnicy i wypytującej o noworodka. To poruszająca i dająca do myślenia historia Cnochity i jej ponad dwadzieściorga dzieci. Narodziny dziecka nie zawsze są radością, gdy dziecko nie pochodzi z prawego łoża, gdy już i tak jest w domu za dużo gęb do wykarmienia, gdy ojciec pije, gdy matka zaszła w ciąże sprzedając się na ulicy.
Autorka nie oszczędza nam opisów mrożących krew w żyłach, wywołujących nasz sprzeciw i wołanie o sprawiedliwość. Bo życie w East Endzie nie jest sprawiedliwe, gdyby było los Mery byłby inny.
Pomimo smutku, książka nie jest wolna od humoru, życie pod dachem z zakonnicami jest barwne, każda z nich ma ciekawą osobowość i wiele wnosi. Można wybuchnąć radosnym śmiechem, aby na następnej stronie zalać się łzami.

Moim zdaniem, żadne słowa nie oddadzą uroki i piękna tej książki. Ją po prostu trzeba przeczytać i zachwycić się.
Naprawdę gorąco ją polecam i mam nadzieję, że kolejne tomy również się ukażą.
Ja będę niecierpliwie czekała!

niedziela, 29 czerwca 2014

"Sto imion" - Cecelia Ahern

Najnowsza powieść autorki, której książki do tej pory wydano w 46 krajach, w łącznym nakładzie ponad 15 milionów egzemplarzy.Po tym, jak Kitty Logan niesłusznie oskarżyła w programie telewizyjnym niewinnego człowieka, jej kariera dziennikarska wali się w gruzy. Jedyną osobą, która wciąż w nią wierzy, jest jej mentorka, szefowa i zarazem przyjaciółka Constance Dubois. Niestety, Constance ma zaawansowanego raka. Kitty podziwia ją i szanuje najbardziej na świecie, ale ma wielkie opory przed tym, by zobaczyć ją w takim stanie. W końcu jednak pokonuje lęk i odwiedza ją w nadziei, że pozna odpowiedzi na swoje pytania i rozwieje wątpliwości. Constance opowiada jej o pewnej historii, którą od dawna chciała się zająć, ale nie pozwoliły na to inne dziennikarskie obowiązki. Prosi Kitty, by ta odszukała teczkę z listą zawierającą imiona i nazwiska stu osób. Kitty nie zna żadnej z nich, nie wie nawet, czy cokolwiek je ze sobą łączy. Na prośbę umierającej przyjaciółki podejmuje się najtrudniejszego i - jak się okazuje - najciekawszego zadania w swojej dziennikarskiej karierze. Prawda, do której w końcu dociera, jest nie tylko fascynująca, lecz także głęboko poruszająca. Życie Kitty już nigdy nie będzie takie jak przedtem…
Ta powieść nie tylko wzrusza, ale i podnosi na duchu, pokazując, że dobro - choć niekiedy głęboko ukryte - jest w każdym z nas.



Blogerzy na każdym kroku powtarzają, że na czytanie zawsze jest czas. Podobno jedynym sposobem wyrobienia sobie nawyku czytania, jest oddawanie się lekturze codziennie. To nieprawda. Uwierzcie mi, że po 20 godzinach spędzonych na pracy, czyli czytania komentarzy, monografii, artykułów a później pisaniu, gdy kładziecie się do łóżka, kark chce się złamać, a przed oczami latają mroczki, nie możecie patrzeć na słowo pisane. Tak było ze mną, czwartek i piątek spędziłam zagrzebana w komentarzach(fundamentalne pytanie czy neutralność światopoglądowa władz publicznych, to to samo co bezstronność i jakie konsekwencje ma odpowiedź.)  a  w sobotę miałam seminarium i kopę stresu, z niewyspania, głodu(jak jestem zestresowana nie mogę jeść) bolała mnie cała czaszka, nie byłam w stanie czytać, spać, ani myśleć.  Cały ten wywód nie jest próbą uśpienia Was, ale wyjaśnieniem, dlaczego „Sto imion” w mojej torebce spędziło tyle dni. Gdy długo czytam, tak – w sumie- cienką książkę, zwykle oznacza, że morduję się z nią,  jak parlamentarzyści z ideą demokratycznego państwa prawnego. Tymczasem może po prostu być tak, że nie mam sił czytać. Bo takie dni też są. Nie chciałabym, żebyście zrazili się do tej powieści.

Nie znałam do tej pory prozy Cecelii Ahern, słyszałam o słynnym „Ps. Kocham Cię” od kilku lat leży u mnie na półce, ale film mnie zraził i jakoś wciąż nie sięgnęłam .  Widzę po blogsferze, że proza autorki cieszy się popularnością. Nie byłabym sobą gdybym nie chciała sprawdzić o co kaman. Zwłaszcza, że okładka jest urokliwa, eteryczna, a po przeczytaniu książki, okazuje się idealnie z treścią korespondować.

Poznajemy Kitty Logan w bardzo niefortunnym momencie. Kitty jest dziennikarką, je błyskotliwa kariera w TV zakończyła się reportażem w którym obrzuciła bogu ducha winnego nauczyciela, wieloma oskarżeniami, zniszczyła facetowi życie, po czym okazało się, że wszystkie oskarżenia były nieprawdziwe, a temat podsunęła jej żądna zemsty była uczennica. Kariera Kitty jest zrujnowana, telewizja musi zapłacić ogromne odszkodowanie i nie chce znać dziewczyny. Jakby tego było mało, jej przyjaciółka i mentorka umiera na raka. Tuż przed śmiercią, rozmawia z Kitty o pracy dziennikarza, tłumaczy jej o co w tym naprawdę chodzi. Po śmierci Constance gazeta chce uczcić jej pamięć i to Kitty ma napisać ten artykuł. Artykuł którego Constance nie zdążyła napisać. Jedynym śladem o czym ma być ten artykuł jest lista 100 osób. Kitty walcząc z prywatnymi problemami, próbuje odnaleźć osoby z listy, znaleźć wspólny mianownik. Jak domyślacie się, nie będzie to proste.

Nie będę ukrywała, że wciągnęłam się w książkę od pierwszej strony. Akcja jest spokojna, toczy się leniwie, jakby od niechcenia. Jedne wydarzenia przechodzą w kolejne, zazębiają się i krążą wokół Kitty ściskającej w ręku listę osób, które są najzwyczajniejsze w świecie. Czy chodzi o to, że mają jakieś tajemnice, których nie chcą wyjawić Kitty, a o których jakoś dowiedziała się Constance? Jakim cudem? Skoro z żadną z tych osób Constance nie rozmawiała? Zanim się wciągnęłam, zadawałam sobie pytanie o fenomen autorki. Pisze nieźle, czyta się nie najgorzej, ale summa summarum bez rewelacji. Do czasu. W pewnym momencie po prostu utonęłam.

Zwłaszcza zakończenie, jest… cudowne, ciepłe jak kubek gorącej herbaty po ciężkim dniu. Rozgrzewa i uspokaja. Przywraca wiarę w dobro, w sens rozmów z innymi ludźmi. Można znowu uwierzyć w happy end. Nawet gdy dopiero co, wszystko co było pewnikiem, obróciło się w gruzy i nadal lecą nam cegły na głowie.

Chcę sięgnąć po kolejne książki Ahern, dla niespieszności, ciepła i wzruszeń.
Wam też polecam : )

czwartek, 26 czerwca 2014

rzecz o... dziecięcym pudrze

Dziś słów kilka o moim kolejnym "wieczornym wosku". Wosku, którego długo się bałam i bałam zaprosić do domu. Na sucho jego zapach ginie, ciężko ocenić co to, trudno wyrokować jaki zapach nas powita. Wraz z kurczącą się listą wosków do wypróbowania przyszedł czas i na niego. Po otworzeniu, zapach jest wyraźniejszy. Łagodny i delikatny. 

Od razu wskoczył na szafkę nocną, bo przecież zapach dziecięcego pudru ze swej istoty kojarzy się z wieczornym spokojem. Spokojem względnym, o czym wiedzą wszyscy, którym kiedykolwiek przyszło usypiać dziecię po kąpieli.


Jak widzicie na zdjęciu powyżej dałam go do kominka całkiem sporo(jak na mnie), bałam się, że będzie delikatny i jak dam za mało nic nie poczuję i tylko się zrażę. 


Dziecięcy puder to nie jest zapach jaki kojarzymy z dzieciństwa, bo nasza pamięć sięga raczej czasów, gdy nie podsypywano nas pudrem. Jakie skojarzenia budzi to hasło we mnie? Skojarzenia z moją Siostrzenicą gdy była mała. Sam puder nie jest silnie perfumowany, pachnie jak talk, a talku to ja używam wyłącznie na pielgrzymce i mój ma po prostu pudrowy zapach z dodatkiem jakichś kwiatków. Ten wosk nut kwiatowych nie ma, ale na pewno nie pachnie jak bezbarwny puder dziecięcy. Dla mnie zapach tego wosku kojarzy się z zapachem domu gdzie jest małe dziecko, wieczorem. Gdy wykąpiemy naszego Maluszka, obsypiemy go pudrem, natrzemy oliwką, dzieciątko jest wykąpane, nakarmione i pachnie tym rozczulającym zapachem małego dziecka. Które jeszcze nie ząbkuje i nie ma kolki.

Ten wosk pachnie spokojem, jego zapach przywołuje widok dziecięcego pokoju, z przytłumionym światłem. To oaza spokoju, bezpieczeństwa i błogości. Zapach oliwki, pudru, małego dziecka. Po prostu. Nie da się dobitniej opisać. Wosk będzie jak znalazł na wieczór po nerwowym, pełnym pracy i stresu dniu, gdy chcemy odpłynąć.



środa, 25 czerwca 2014

stos, czyli co będę czytała



Znacie to uczucie, gdy macie miejsce na nowe książki? Rzadko? Ja właśnie znam. Tata zrobił nowe półki i porządkuje zbiory. Zejdzie mi z porządkami do końca roku :P I korzystając z okazji pokazuję Wam moje dobroci. 

Jak widzicie niektóre już recenzowałam

Od dołu widzicie:
biografia Gigi Buffona i Victora Valdesa"
"Zwaśnieni monarchowie" i "Zawołajcie położną"
"Wiosna w różanej przystani"
"Niepokorne. Eliza"
"1913 Rok przed burzą" i "Grób rodzinny"
"Samobójstwo Europy" i wspomniany "Real Madryt"

Na samej górze książki, które wygrałam w konkursie o którym zapomniałam. I które chyba Wam dam w konkursie. 


Nie będę się rozpisywać, bo każdą z książek chciałam przeczytać i każda jest wyczekiwana i kochana.

To polećcie co teraz czytać, na którą mielibyście ochotę

wtorek, 24 czerwca 2014

"Samobójstwo Europy. Wielka wojna 1914-1918" - Andrzej Chwalba

Dwudziesty wiek wybuchł w 1914 roku w Sarajewie

Od wielu lat historycy przekonują, że druga wojna światowa była tylko dogrywką pierwszej. Nie da się zrozumieć nie tylko dziejów drugiej wojny światowej, ale i całej współczesnej historii Europy i świata bez znajomości Wielkiej Wojny – praprzyczyny wszystkich najważniejszych zjawisk naszych czasów. Na polach bitew pojawiły się wtedy mordercze wynalazki i technologie, a w okopach tej wojny dojrzewały idee systemów totalitarnych. W latach 1914-1918 na światową arenę wkroczyły Stany Zjednoczone i Japonia, a po zakończeniu wojny na mapie świata wyrosły nowe państwa, w tym Polska.

Andrzej Chwalba z epickim rozmachem, ale nie stroniąc też od anegdot, opisuje I wojnę światową chronologicznie - od tragicznie zakończonej wizyty cesarskiego bratanka w Sarajewie po 11 listopada 1918 roku. Osobne rozdziały autor poświęca specyfice wojny lądowej, morskiej i powietrznej oraz losom cywilów, w tym kobiet wchodzących z impetem w zdominowaną wcześniej przez mężczyzn historię.

W Polsce nie było od lat tak nowoczesnej, wnikliwej, a przy tym tak elektryzującej książki o I wojnie światowej. Samobójstwo Europy… to coś znacznie więcej niż rozprawa o przyczynach, przebiegu i skutkach Wielkiej Wojny. To rzecz, która przenosi czytelnika w epokę schyłku dawnych obyczajów, pozwala poczuć atmosferę przedwojennego, wielokulturowego Sarajewa i niemal zatańczyć na Trafalgar Square po podpisaniu rozejmu.



Jak wiecie, albo i nie – bo nie zwracacie uwagi na takie rzeczy w nadchodzącą sobotę przypada setna rocznica zamachu w Sarajewie, w którym zginął następca tronu Austro-Węgier, Franciszek Ferdynand, wraz z małżonką Zofią. Wydarzenie to, było kroplą, która przepełniła czarę. Europa już od pewnego czasu pogrążona była w kryzysie, a napięcie pomiędzy poszczególnymi krajami było nie do wytrzymania. Bałkany powszechnie nazywano beczką prochu i faktycznie, iskra tam rzucona wywołała konflikt, w który zaangażowała się niemalże całą Europa powiązana wzajemnie siecią sojuszy.


Wielka Wojna, Pierwsza Wojna Światowa, czy wiecie, że w zależności od regionu, a konkretnie od stosunku danego państwa do tego konfliktu używa się odpowiedniej nazwy? Brytyjczycy i Francuzi wolą określenie – Wielka Wojna. Niemcy – wielcy przegrani i chociażby my – Polacy o ambiwalentnym stosunku do tej wojny używamy nazwy drugiej. Tego dowiedziałam się z książki. Andrzej Chwalba, historyk i profesor UJ stworzył wprost monumentalne dzieło, które mam nadzieję nie przejdzie bez echa.

Kiedyś wydawało mi się, że sporo wiem na temat I wojny światowej, po przeczytaniu tej książki widzę jak bardzo wydawało mi się. Nie mam pretensji –chyba wyjątkowo – do szkoły, niestety program nie jest z gumy a omówienie li i jedynie tej książki zajęłoby kilkanaście lekcji – nie ma na to czasu. Zresztą, czy mając naście lat dostrzegłabym ten dramat, tragedię milionów? Czy odpowiednio bym się tym przejęła? Może musiałam najpierw przeczytać kilkadziesiąt książek dotyczących ludzi bezpośrednio w ten konflikt zaangażowanych, dzięki temu, ofiary nie były anonimowe, miały twarz a opisy nie były suchymi podręcznikowymi hasłami, ale żywymi obrazami.


Jestem zachwycona książką prof. Chwalby, podzielił ją na rozdziały, które pozwalają skupić się na najważniejszych faktach bez próby opisania wszystkiego jednocześnie. Najpierw więc mamy przyczyny wybuchu wojny, od okoliczności zamachu w Sarajewie, po sytuację w państwach, które odegrały znaczącą rolę w późniejszym konflikcie, poznamy kto z kim zawarł sojusz, kto na co ostrzył sobie zęby a także czy tego konfliktu można było uniknąć. Następnie obserwować będziemy wojnę na lądzie to najobszerniejszy rozdział, który chronologicznie prowadzi nas, miesiąc po miesiącu po wszystkich frontach. Wszystko opisane w sposób bardzo uporządkowany – nie pozwala się pogubić. Po tym rozdziale następują rozdziały skupiające się na poszczególnych aspektach wojny, od wojny morskiej, strategii wojennych, wojen powietrznych, sytuacji cywilów i wielu innych. Moim zdaniem daje to kompleksowy wgląd w ogół działań zbrojnych.

Ta ponad sześćsetstronicowa księga niezwykle mnie rozstroił, przez kilka dni przebywałam na różnych frontach, obserwowałam działania zbrojne. Na moich oczach rodziły się nowe techniki wojenne pojawiały się czołgi, myśliwce, łodzie podwodne. Niemcy odkryli gaz bojowy.



Ta wojna zmieniła los świata, pomogła kobietom w uzyskaniu praw i swobody. Podczas tego konfliktu runęły trony, niektórzy władcy postradali życie inni musieli salwować się ucieczką. To ta wojna, która miała być ostatnią wojną w Europie położyła podwaliny pod kolejną, jeszcze bardziej krwawą i okrutną – dwadzieścia lat później. Zresztą konstruktorzy II wojny światowej walczyli i w pierwszej. Goering – był asem myślistwa, Hitler został na pewien czas wyeliminowany z walki przez gaz bojowy w 1918 roku, po stronie aliantów wybił się Philippe Pétain, późniejszy szef kolaboranckiego państwa w Vichy. 

Pierwsza Wojna światowa była tragedią na niewyobrażalną skalę, którą ta książka nam przybliża. Moim zdaniem zbliżające się rocznice są świetnym pretekstem do zapoznania się z nią. Dodatkowo książka jest napisana wspaniałą, piękną polszczyzną!

Bardzo, bardzo polecam. 














poniedziałek, 23 czerwca 2014

rzecz o... prawdziwej róży

Lubię zapach róż, chociaż uważam, że czerwone róże są przereklamowane. O wiele bardziej lubię róże białe, lub herbaciane to gdy dostaję czerwone róże, nie ciskam w donatora i nie mówię wypchaj się ja wolę herbaciane. Zapach róż bezdyskusyjnie jest piękną wonią, elegancką, uwodzicielską, ale z nieznanych mi powodów, gdy ktoś obiecuje mi zapach prawdziwych róż dostaję zatęchły, różańcowy zapach, jak zwietrzały olejek z Bułgarii. Już miałam taki zawód przy okazji świeżo ściętych róż no ale true rose miała być inna. Byłam ciekawa tego wosku, bo na sucho sprawował się całkiem całkiem. No, ale na sucho a po roztopieniu... między zapałką a brzegiem kominka, wszystko może się zdarzyć, że rzucę parafrazą.



Pogoda na róże jest idealna. Odpaliłam kominek i.... kurczę to jest to!! Po raz pierwszy miałam wrażenie, że wsadzam nos w bukiet róż. To są róże, słodkie, wyraziste, kwiatowe. Eleganckie i piękne. Intensywne. Po prostu róże. Nie zwietrzały olejek z Bułgarii, nie różaniec z Lichenia, tylko róże z ogrodu Babci Józi.  Tak jak obiecują nam w nazwie wosku. Prawdziwe róże, nie mutanty ze szklarni, piękne, ale bez zapachu, ale prawdziwe pachnące róże. Różany zapach, który uwodzi miliony kobiet.

Dla mnie ten wosk to wielkie TAK

       Ten i inne woski, tradycyjnie do nabycia na goodies.pl

niedziela, 22 czerwca 2014

rzecz o... miękkiej bawełnie

Była już czysta bawełna, przyszedł czas na miękką bawełnę. Kolejny wosk z serii simply home, mam wrażenie, że te woski są niedoceniane. A szkoda!! To kolejny wosk z tej serii, który zdobył moje serce i wszedł do wieczornego kanonu.  Na wieczór lubię zapachy, czyste, świeże, lekkie i otulające. Moim zdaniem koresponduje to z porą dnia, gdy jestem po kąpieli i do czystego, pachnącego łóżka się udaję na długie randki z książką. Nie chcę wtedy zapachów orzeźwiających, ciężkich(wyjątek męskie zapachy : P)


Nie wiem jakim cudem ten wosk mi się zawieruszył, ostatnio znalazłam go na dnie pudełka, gdy szukałam innego wosku. By nie powtórzyć przeoczenia położyłam go na biurku i wczoraj postanowiłam wypróbować. Zrobiłam porządku w książkach przy łóżku(dobra obijałam je exlibrisem i ułożyłam, żeby miejsce na kominek było)



Wosk o zapachu czystej bawełny(celan cotton) jest jednym z moich faworytów, po prostu go lubię. Lubię po upalnym dniu usypiać wśród zapachu czystego prania. Ciekawa byłam tego zapachu. Co zaproponuje YC? Miękka bawełna... hmmm. Zapach prania? Czy coś bardziej w stylu kocyka? Nie wiedziałam i z niecierpliwością czekałam aż rozejdzie się zapach.



Po pokoju rozszedł się bardzo przyjemny zapach.Z czym mi się kojarzy? Z pościelą, praniem wypłukanym w kwiatowym płynie do płukania. To zdecydowanie białe kwiaty, lilie, bez. Jest przytulny, świeży, lekki. Chociaż mocniejszy i wyrazistszy niż clean cotton. Fajnie się go wącha, jest wydajny i bardzo długo się utrzymuje. Gdy zgasiłam kominek i poszłam oglądać mecz, po powrocie wciąż wyraźnie czułam ten wosk.

Ten wosk wskoczył już do kosmetyczki w której trzymam swoje woski wieczorne i niebawem podsumuję jej wnętrze i zdradzę Wam co palę wieczorami do tych wszystkich książek.


                                  Ten i inne woski, tradycyjnie do nabycia na goodies.pl


sobota, 21 czerwca 2014

"Swoją drogą" - Tomek Michniewicz



Trzydziestolatek z korporacji uciekający od codziennej rutyny do afrykańskiej dżungli. Młoda kobieta konfrontująca się ze swoimi największymi obawami w świecie ortodoksyjnego islamu. Dojrzały mężczyzna, który postanawia wreszcie odwiedzić miejsca, o których marzył przez czterdzieści lat.
Wszyscy troje usłyszeli taką samą propozycję: „Zabiorę cię w dowolne miejsce na świecie. Pod jednym warunkiem – decyzję, dokąd chcesz lecieć i po co, musisz podjąć już, w tej chwili. Więc gdzie chciałbyś teraz być?”.
Banalne z pozoru pytanie sprowokowało całą trójkę do poszukiwania odpowiedzi – także tych dotyczących ich miejsca w świecie, ich lęków, marzeń i zmarnowanych szans. I był to pierwszy krok na drodze, która całkowicie odmieniła życie każdego z nich.
Książka o podróżach i książka-podróż, którą każdy czytelnik przeżyje inaczej.





Za pasem już wakacje, czas urlopów i wycieczek. Wydaje mi się, że większość ludzi lubi podróżować. Odliczamy dni do wakacyjnych wyjazdów, po ślubie też wyjeżdżamy gdzieś daleko, na urlop byle dalej od domu a gdy opowiadamy na co wydamy wygrany w totka milion, często pojawia się chęć wyjazdu, czy to dookoła świata, czy to na przysłowiowe Karaiby. Przeciętny Polak, deklaruje zamiłowanie do podróży, zaraz zwykle pada też wyjaśnienie, że zbyt często nie podróżuje bo nie ma za co. Ludzie którzy z podróży uczynili swój zawód są przedmiotem zazdrości. Bo – ach co to za cudowne życie, palmy, turkusowe morze, żyć nie umierać. Z tego punktu widzenia wychodzi Tomek Michniewicz, podobno klasa literatury podróżniczej( ta książka to dla mnie pierwsze spotkanie z autorem – mam nadzieję, ze nie ostatnie).


Tomek Michniewicz wpada na pomysł, dowolne miejsce na świecie, zabierze Cię tam gdzie chcesz, albo powiedz mu czego oczekujesz, wtedy On wybierze miejsce. Fajnie prawda? Tylko w tej chwili wybierz.  Odważ się zostawić to co znasz i masz i rusz w nieznane. Pełen spontan.

Pierwsza osobą, którą w ten sposób obdarowuje jest kolega Marcin, kiedyś byli razem w Etiopii, gdzie bogowie szczęścia wszystkich kultur im sprzyjali, bo po wypiciu wody z rzeki nie zachorowali. Obaj panowie byli młodzi, w tym cudownym wieku idealnym dla wagabund, byli przekonani, że świat do nich należy, że życie to przygoda, wiedzieli czym jest radość życia. Po ośmiu latach Tomek nadal zjeżdża każdy zakątek globu a Marcin… został księgowym, jego dni są jak przez kalkę odbite, bez przygód, bez wyzwań, bez smaku i koloru. Propozycja Tomka jest impulsem, echem przeszłości, Marcin chce powtórzyć przygodę sprzed lat, czy naprawdę tęskni za czarną Afryką, czy to bardziej nostalgia za czasami gdy był młody, beztroski nie służył korpo?
Jadą na Czarny Kontynent i zapuszczają się w dżunglę do plemienia Pigmejów – Baka, są jednym z ostatnich plemion żyjących w dżungli, nie znają pojęcia przyszłość, szerszego niż jutro chociaż również ich świat się zmienia, karczowane są lasy, ich środowisko naturalne. Muszą wychodzić  z dżungli a wtedy przemieniają się w końcowe ogniwa łańcucha pokarmowego.  Do świata ludzi wierzących w czary, żyjących w zgodzie z przyrodą, kultywujących wielowiekową tradycje w zacofanych krajach opuszczonych przez imperialistów trafia dwójka białych ludzi. Tomek i Marcin. O ile dla Tomka, taka wizyta to nie pierwszyzna, o tyle Marcin przeżywa wszystko. Zostajemy zabrani do równikowej dżungli, do świata zupełnie innego niż ten w którym żyjemy. Lepszego czy gorszego? No właśnie, przywykliśmy wszystko wartościować, chociaż nie ma wspólnego mianownika.
Tomek Michniewicz pokazuje nam peryferie cywilizacji i uświadamia nam, że chociaż dla nas to egzystencja, to jednak tam też ludzie mogą żyć i to wcale nie gorzej niż my, inaczej – nie znaczy że gorzej.  I chociaż ta podróż wywołała u mnie masę sprzecznych uczuć, sporo refleksji, to czytało mi się fantastycznie,  mimo iż kilkukrotnie wstrząsały mną dreszcze.  A jak wyprawę przeżył Marcin? Przekonajcie się.

Drugą osobą, którą uszczęśliwia podróżą Tomek jest Marianna, z okładki spogląda na nas prześliczna
kobieta, w książce znajdziemy większe zdjęcie, które niejedną niewiastę wpędzi w bagno zazdrości. Marianna jest śliczna. Jest też żoną autora, która nie podziela jego zachwytów nad babraniem się w bagnach, mieszkaniu tam gdzie o cywilizacji nikt nie słyszał. Dla Niej podróż to wyjazd pod palmy, to porządnego ośrodka, hotel, plaża – full wypas. A Jej małżonek zabiera Ją do Arabii Saudyjskiej, kraju ortodoksyjnego islamu, prawa zwyczajowego, gdzie zasady co wolno, a czego nie wydają rodzić się spontanicznie, bo kodeksów nie ma. Kary są z prawdziwego zdarzenia, bo odcinanie kończyn za kradzież, a za najcięższe przestępstwa żegnamy się z głową – na zawsze i nie jest istotne, czy król – władca absolutny jest naszym zięciem. Prawo dotyczy wszystkim.  Arabia Saudyjska jest krajem kontrastów, z jednej strony niewyobrażalne bogactwo a z drugiej multum zasad i zwyczajów, które dla Europejczyka są synonimem średniowiecza, chociażby zakaz prowadzenia samochodów przez kobiety, czy sklepy z zakazem wstępu dla określonej płci.
I znowu Tomek Michniewicz, stara się zrzucić nam z oczu bielmo wyższości, tłumaczy, że to co my postrzegamy jako zakazy i zniewolenie jest przejawem wolności  i uprzywilejowania kobiet. Oczywiście, zdarzają się wypaczenia, ale gdzie ich nie ma.  Kobieta może pracować – jeśli chce, jeśli nie chce, może spać do południa a później chodzić po sklepach, bo od gotowania, sprzątania i wychowywania dzieci ma służbę. Która kobieta, wracająca po dziesięciu godzinach z marnej pracy do domu gdzie czeka ją bałagan, krzyczące dzieci i głodny mąż nie marzy o tym, aby leżeć i pachnieć.  Oczywiście – punkt widzenia, zależy od punktu siedzenia. Czuję, że muszę się zabrać do przerwanej rok temu lektury „W kraju niewidzialnych kobiet” a wtedy będę miała pełniejszy obraz.
Wspólna podróż małżonków jest czymś więcej niż zwykłą wycieczką, staje się pretekstem do rozmyślań nad istotą ich związku, planami.  Autor wpuszcza nas do świata swoich, niezwykle intymnych przeżyć,  A opowieść o aranżowanych małżeństwach – daje do myślenia…


Trzecią osobą, którą Autor zabiera w podróż jest Jego własny, prywatny Ojciec. Fan muzyki bluesowej i jazzowej. Człowiek który w Autorze zaszczepił kulturę,  ale z którym dzieli go jakiś nienazwany dystans. Tomek chce spełnić marzenie Ojca, zabrać go do Nowego Orleanu, Mekki i Medyny muzyki, którą ukochał jego ojciec.  Spełnienie marzeń Ojca, cudowna sprawa, ma być dla obojga wypadem życia, wielką przygodą, okazją do zbliżenia ojca i syna. Tymczasem, nie wszystko idzie tak jak powinno. Nowy Orlean jest piękny – zdjęcia, które są dołączone, zapierają dech w piersiach, pokazują radość, roztańczonych ludzi, jakby jedynym rytmem ich życia była muzyka. Jak można nie dać się porwać tej radości. Ano można. Rozumiem Autora, bo mój Tata podejrzewam też by znalazł dziurę w całym a wiem jak to podcina skrzydła. Nie wiem czy to męska cecha, że gdy chcemy kogoś uszczęśliwić, to bach! Jakiś komentarz, reakcja wbijają nas w trotuar. Może nie jest to typowo męskie, bo autor jest tym zdołowany a ja też znam facetów, którzy dają się ponieść dziecięcemu entuzjazmowi(dziękuję!!).
Podróż na Południe, pełne kontrastów, ale eleganckie roztańczone, chociaż biedne. Miejsce w którym muzyka potrafi zmienić życie – od zera do milionera. Tylko czy Tata Autora da się porwać przygodzie? Przekonajcie się.


Trochę się rozpisałam, ale nie sposób przestać myśleć o tej książce, zastanawiać się gdzie my pojechalibyśmy, gdyby ktoś nam zaproponował taką podróż. Jak zauważyliście, niezbyt często sięgam po przewodniki, czy książki podróżnicze, ale ta jest wyjątkowa, świetnie napisana, z humorem, bardzo obrazowo.  To jedna z najlepszych książek podróżniczych, jakie miałam okazję czytać. Nie tylko opowieść o miejscach, zabytkach, kulturze, ale także o życiu zarówno tubylców jak i podróżnika.

Po prostu niezwykła opowieść, którą warto znać.
Polecam – nie zawiedziecie się.
Dodatkowo książka jest przepięknie wydana, doskonały papier i śliczne zdjęcia. Jeśli szukacie uniwersalnego prezentu – to jest idealna pozycja.


Tej książki nie da się opisać – ją trzeba przeczytać!!

piątek, 20 czerwca 2014

rzecz o... klementynce

Jeśli pochodzicie z mojego pokolenia mandarynka kojarzy Wam się w jeden sposób. Boże Narodzenie. Te małe owoce były dodatkiem do prezentów przy okazji klasowych mikołajek. Ja mam jeszcze jedno skojarzenie, otóż gdy w grudniu nadszedł dzień w którym miałam mieć hospitacje, ze stresu nie mogłam jeść, żywiłam się tylko kawą i to hektolitrami, ledwo dopiłam jedną, już grzałam wodę na drugą. Nic innego nie przechodziło mi przez gardło. Aż wrócił Tatuś i córuni przywiózł mandarynki. Okazało się, że mandarynki mnie uratują... Do dziś nie wiem czy to błogie wspomnienia dzieciństwa na moment mnie relaksowały, czy faktycznie mandarynka ma MOC.



Uwielbiam zapach mandarynki rozchodzący się po mieszkaniu gdy tylko zaczyna się ją obierać, momentalnie czuć ciepło, błogość... Pewnie więc dziwi Was dlaczego odpalam ten wosk w samym środku lata. Ano - nie wiem jak u Was - ale u mnie ołowiane chmury, zimny wiatr i w ogóle nieszczególna aura. A ja nie miałam natchnienia co by tu zapalić. A ten wosk leżał już długo obok laptopa czekając na swój dzień. Który niniejszym nadszedł.



Wielokrotnie pisałam Wam o moich obawach do zapachów cytrusowych i owocowych.  Aby się niczym nie sugerować odpaliłam kominek i poszłam czytać na pole(tak - Galicja). Wróciłam do domu, otworzyłam drzwi pokoju i zaciągnęłam się. Zdecydowany cytrus, ale bez tej nachalnej chemii rodem z kostek wc i tandetnych odświeżaczy powietrza. Zapach jest owocowy, nazwany klementynką, co jak wyczytałam jest jedną z odmian? mandarynki, soczystą, aromatyczną i to wszystko jest, tak intensywnie, że - wierzcie mi na słowo - pracują ślinianki. Zapach jest smakowity, to nie jest Boże Narodzenie, ale słodko-kwaśny owoc, który odświeża nam pokój.  Nie potrzebowałam dać go dużo, a gdy podniosę wzrok znad klawiatur(kominek stoi na parapecie - za laptopem) widzę jak unosi się para. Ja czuję Bliski Wschód, bo to nie tylko mandarynka, ale delikatniutka nutka czegoś co mi się kojarzy z kościołem, ale takim uroczystym, właśnie świątecznym. Nic duszącego, ciężkiego, lekki zapach, wbrew moim obawom dobry na lato.
Super!!

Ten i inne woski, tradycyjnie do nabycia na goodies.pl




czwartek, 19 czerwca 2014

"Grób rodzinny" - Katarina Mazetti

Niemal pół miliona Szwedów przeczytało poprzednią książkę Katariny Mazetti "Facet z grobu obok". W "Grobie rodzinnym" dowiecie się, jak potoczyły się dalsze losy dwójki bohaterów, drobnego farmera Benny'ego i Desiree, przywykłej do życia w mieście młodej bibliotekarki.

Dziś, jak to w Boże Ciało poszłam rano do kościoła, aby w godzinach okołopołudniowych móc bez skrępowania wyłożyć się na ogrodzenie w otoczeniu dobrych książek. Jak zobaczycie na zdjęciu poniżej, woluminów wybrałam sporo. „Grób rodzinny” znalazł się tam w ostatniej chwili, wciąż pamiętam masę dobrych skojarzeń związanych z lekturą pierwszej części „Faceta z grobu obok”.  Chciałam, ot tak, jeden rozdział przeczytać, żeby zobaczyć, czy autorka trzyma poziom…. Kilka godzin później, byłam już dobrze za połową powieści, a uczucia przeróżne mną targały. Znowu okazało się, że napisanie kontynuacji nie jest grzechem, a niekiedy jest koniecznością.  Nie wiem jak Wy, ja jeszcze mogłabym czytać o życiu tej dwójki. A i życzyłabym, aby rodzimi autorzy z takim realizmem i tak prawdziwie opisywali życie w powieściach obyczajowych jak jest to zrobione w „Grobie rodzinnym”.




„Grób rodzinny” łączy się z „Facetemz grobu obok”. W pierwszym tomie obserwowaliśmy jak rodzi się uczucie pomiędzy Benny`m i Desiree, ludźmi z innych światów. On jest rolnikiem z porządną gospodarką i przyziemnymi problemami, ona wyrafinowaną bibliotekarką z wysokimi oczekiwaniami. Oboje spotykają się na cmentarzu, w żałobie i nagle ich ścieżki zaczynają biec razem. Ale… no właśnie, różnice w oczekiwaniach, aspiracjach, konieczność ciągłych kompromisów sprawiają że decydują się na rozstanie. Bo miłość nie zawsze wystarczy. Benny rozpoczyna związek z kuzynką – Anitą, która jest z jego świata, zrobi wszystko w domu, przygotuje obiad, pomoże przy krowach, a jak trzeba i księgowością się zajmie, wprawdzie nie dorównuje w łóżku  Desiree, ale Benny rozumie, że nie może mieć wszystkiego.  Po rozstaniu z Bennym, Desiree ostaje opanowana przez pragnienie posiadania potomstwa. Zegar biologiczny się odezwał. Zawiera z Bennym umowę, że jeśli nie uda im się spłodzić potomka to drogi ich się rozejdą, jeśli zaś się uda, to może być jak Benny chce.  Podejmują próbę. Anita jest nieświadoma oczywiście. W parze cmentarnych kochanków uczucie wybucha z nową siłą, czy tym razem miłość wytrzyma próbę codzienności?


Od pierwszej strony w tej książce utonęłam. Ona przyciąga swoim realizmem i prawdziwością. To nie jest kolejna przesłodzona bajeczka o tym „jak bardzo się kochamy, ale ja wolę pić kawę ze szklanki, a ty z filiżanki, więc od razu widać, że wiele problemów przed nami, no ale przezwyciężymy je i będziemy pić w kubku. Bo się kochamy.” Ta książka jest o problemach, które faktycznie się zdarzają i autorka konsekwentnie prowadzi swój realizm, nie  zapomina o nim pod koniec książki, żeby dać czytelnikowi słodko-mdlący happy end. Od razu Was uprzedzam, ja podchodzę do tej książki(tak jak do poprzedniej) bardzo osobiście, stałam w życiu przed takim samym wyborem, tylko wybrałam inaczej niż bohaterka.  Czy to był dobry wybór? Czy kiedykolwiek jesteśmy o tym przekonani? Ja przynajmniej mogę pójść do toalety sama, bez dwójki dzieci uwieszonych do nóg.



Ta powieść jest… słodko-gorzka z przewagą goryczą. Widzimy, że Benny i Desiree się kochają, ale mijają się w życiu. Tym paniom, które uważają, że Szwecja jest Mekką feministek i pragnących równouprawnienia, polecam tę książkę. Wszędzie jest tak samo moje drogie. On pracuje w gospodarstwie, a ona będąc na macierzyńskim ma WOLNE, więc powinna przyjść i mu pomóc w oborze, a przynajmniej upiec bułeczki, a jak wraca po macierzyńskim do pracy i znowu jest w ciąży – litości – pracuje w bibliotece ile przy tym roboty, mogłaby być boginią seksu prawda?
Książkę czyta się błyskawicznie, chociaż sporo emocji targa człowiekiem podczas czytania, emocji sprzecznych i rozchwianych – jak kobieta w ciąży. Bo co karta to nowy problem, nowy kłopot. Zza tych kłopotów nie widać miłości Benny`ego i Desiree, ale mimo wszystko są ze sobą, troszczą się nawzajem o siebie, chociaż częściej się kłócą.

Polecam Wam tą książkę, poprzednią też! Zapewni Wam świetną rozrywkę, masę emocji silnych i przejmujących do szpiku kości. To jest bardzo dobra książka, realistyczna – takiego realizmu, chyba próżno szukać w rodzimej literaturze. Prawdziwa, szczera i wciągająca.
Nie pożałujecie!!

"Malownicze. Wymarzony czas" - Magdalena Kordel

Każdy ma swój wymarzony czas. To czas na miłość, na szczęście. Czas radości, ale i zmian. Magda ma już swój wymarzony dom i cieszy się na myśl o tym, że już wkrótce stworzy prawdziwą rodzinę dla Marcysi i Ani. Wie jednak, ile przeszkód musi jeszcze pokonać, zanim nadejdzie ich wymarzony czas. Przed Michałem też niełatwe zadanie: czy jego miłość do Magdy wystarczy, by ją przekonać? Czy tych dwoje odważy się myśleć o wspólnej przyszłości?Kacper, ojciec Julki, za wszelką cenę chce ją odzyskać i pokazać pewnej kobiecie, jak bardzo się kiedyś pomyliła, odrzucając jego uczucie... 
Malownicze. Wymarzony czas to piękna opowieść o tym, że choć przeszłości nie można już zmienić, to przyszłość jest w naszych rękach. Każdy ma szansę przeżyć swój wymarzony czas. 
Zajrzyj do Malowniczego. Tu zawsze jest czas, by się uśmiechnąć i porozmawiać. Wymarzony czas.

Ci którzy pamiętają moją recenzję „Wymarzonego domu”, recenzję daleką od entuzjazmu, mogli dziwić się mogli, że w zakładce „teraz czytam” pojawiła się kontynuacja czyli „Wymarzony czas”. Dlaczego się pojawiła? Bo nie lubię zrażać się do autora, lubię czytać całą serię a tu mamy kontynuację. Bo… bo okładka jest piękna. Bo jestem kobietą i rządzą mną hormony a głównym powodem jest brak powodu :P

Książkę otwiera enigmatyczna scena starcia kobiety i mężczyzny. Nie wiemy kim oni są, o co poszło. W następnym rozdziale wracamy na stare śmieci, czyli do Malowniczego, urokliwego miasteczka gdzieś na końcu świata, gdzie życie toczy się innym rytmem. Nieznajoma z pierwszego rozdziału pojawia się z córka w środku miasteczka i budzi ciekawość mieszkańców. Marta, bo tak zwie się owa niewiasta, przyjechała do Magdy, sympatycznej bohaterki pierwszego tomu serii, która porzuciła swoje życie i kupiła dom i już całkiem się w miasteczku zaaklimatyzowała. Marta studiowała ongi z Magdą a teraz znalazła się w tak podbramkowej sytuacji, że postawiła wszystko na jedną kartę i postanowiła odnaleźć przyjaciółkę i zjawić się u niej z wizytą. Jakaż to podbramkowa sytuacja Marta nie wyjaśnia. Nie mówi nic, wszystko osnuwa tajemnica.  Jak się dowiemy później, tajemnica zaiste jest poważna i Marta zachowuje się nieodpowiedzialnie a Magda jest naiwna. Co się dzieje dalej, w zasadzie wszystko i nic. Na mieszkańców Malowniczego jak na Hioba spadają kolejne plagi, zacznijmy od tego, że pierwsza plotkara przestaje plotkować, co zaburza życie wsi. Magda ma problemy z formalnościami aby stać się rodziną zastępczą(ach ta okrutna biurokracja), do miasteczka wraca ojciec Julki czyli sławny Kacper i też zaczyna broić.

Przez większą część książki miałam w głowie pytanie „no fajnie, ale po co to?”, mamy kolejne czytadło, w malowniczych(nomen omen) okolicznościach przyrody, miasteczko jest podzielone na dobrych i tych co szkodzą Magdzie, gdzieś tam się błąka jakaś tajemnica(osoba Marty), łajdactwo(Kacper), zabawne sytuacja(Kwaśniakowa), proza życia(problem z dziewczynkami), dramaty(dom dziecka). Wątków jest sporo, ale ciągle nie mam przekonania do sposobu ich poprowadzenia, mam wrażenia, że to po łebkach jest.
Żeby było jasne, książkę czyta się bardzo dobrze i wiem, że wiele kobiet będzie nią zachwyconych od początku do końca. Gdyby nie był to egzemplarz recenzyjny wtedy tak, koło połowy(góra) rzuciłabym ją w kąt i sklęła się za głupotę i za wydane pieniądze na darmo. Szczęście w nieszczęściu, że musiałam doczytać do końca. I bardzo dobrze. Zakończenie jest mocne, emocjonujące. Nie powiem, łezka w oku mi się zakręciła. Zachciało mi się takiego miejsca, takiego momentu w życiu, gdy wszystko się układa, nie idealnie, ale toczy się po właściwym torze.
 
Tak czytałam - z Hiszpanią w sercu i na paznokciach


Wydaje mi się, że zrozumiałam za co czytelniczki kochają Magdalenę Kordel i żałuję szczerze, że innych Jej książek nie znam. Z tej książki bije ciepło, jak słońce wczesnojesienne, bursztynowe i pokrzepiające. Bije wiara w to, że miłość zwycięża i jak długo dookoła mamy życzliwych ludzi, a w sercu sprawy za które warto walczyć, będzie dobrze.

Gdyby nie ta końcówka, nie ta iluminacja, nie napisałabym zbyt dobrze o tej książce, ale warto się przełamać, spojrzeć z innej perspektywy… i za to dziękuję.

Czy polecam książkę? Na pewno nie odradzam. Moim zdaniem jest lepsza niż tom pierwszy.  : )

środa, 18 czerwca 2014

"Księga stylu Coco Chanel. Jak stać się elegancką kobietą z klasą" - Karen Karbo, Chesley McLaren

Współczesne spojrzenie na legendarną ikonę mody i praktyczny poradnik dla kobiet wszystkich pokoleń.Każda dziewczyna powinna mieć dwie rzeczy: klasę i urok.Coco Chanel urodziła się w 1883 roku w biednej rodzinie na południu Francji. Osierocona jako kilkuletnie dziecko przez matkę i porzucona przez ojca, trafiła pod opiekę zakonnic, które nauczyły ją szyć. Na początku XX wieku pracując jako szansonistka w paryskich kawiarniach, w wolnych chwilach dla zabawy zaczęła szyć kapelusze. To był początek jej wielkiej kariery. Zagłębiając się w meandry zawikłanej biografii słynnej projektantki, Karen Karbo napisała inspirującą książkę o sprawach ponadczasowych – stylu, pasji, pieniądzach, sukcesie, kobiecości i życiu na własnych warunkach.


Pora na lekturę z ostatnich chwili. Do premiery książki o której chcę Wam opowiedzieć zostały dwa tygodnie. Sądzę, że sprzeda się na pniu, bo nazwisko Chanel działa na wyobraźnię milionów kobiet. Nie tylko ubrania, które zaprojektowała, czy wychodzą z domu mody z jej nazwiskiem, również książki i filmy o Coco cieszą się wciąż ogromną popularnością. Dlaczego? Co ta kobieta ma w sobie, że intryguje kobiety, tyle lat po śmierci intryguje kobiety i to nie tylko te związane z modą. O mnie wiele można powiedzieć, ale nie to że moda to mój konik. Na co dzień biegam w luźnych spodniach i t-shirtach, głoszę herezję – mianowicie kobieta nie potrzebuje miliona butów. Staram się ubierać stosownie do sytuacji, ale nie cierpię ubraniowych zakupów, a to co założę jutro nie spędza mi snu z powiek. Mimo to postać Chanel mnie ciekawi, a książka zatytułowana „Księga stylu Coco Chanel” mnie zaintrygowała. Każda kobieta powinna mieć styl. Ba nawet każdy człowiek. Tylko czy tego da się nauczyć z książki?

„Styl oznacza świadomość tego, kim się jest i co ma się do powiedzenia, bez dbałości o resztę.”
Dość odważne zdanie, każda postawa której przyświeca owo „bez dbałości o resztę”, oznacza nonkonformizm graniczący z dezynwolturą, zwykle jestem przeciwniczką takiej filozofii, dla mnie jest popadaniem w przesadę, przejawem zadufania w sobie, tylko że w przypadku Chanel odniosło sukces. Tym właśnie Coco podbiła świat mody, zdobyła serca Francuzek, a później świata. To dzięki Coco możemy jeździć rowerem w wygodnych ubraniach a nie kostiumach do których założenia potrzebny byłby nam tabun służby. Chanel, nie pochodziła z dobrej rodziny, jej dzieciństwo nie było usłane różami, a życie było raczej smutne. Potrafiła wykorzystywać okazje, żyć chwilą, wady przekuwać w zalety i po prostu cieszyć się życiem.  Wiedziała czego potrzebują kobiety, że chcą wyzwolić się z gorsetów, kapeluszy które mają wielkość koła i aby się utrzymały potrzeba rusztowania i kunsztownych konstrukcji, wiedziała i wykorzystała swoją wiedzę, stworzyła modę wygodną i będącą do dziś klasyką.
Prosto i elegancko.
No dobrze taka była Coco, ale czy ta książka to biografia?
I tak i nie.
Autorka jest zafascynowana Coco, spędza dni „chodząc” po aukcjach na ebay i próbując zdobyć oryginalną marynarkę zaprojektowaną przez Coco w latach świetności i jakby  mimochodem snuje swoją opowieść, niechronologiczną ale bardzo ciekawa, podpowiada nam czym jest styl i klasa i jak to wygląda na przykładzie Chanel, jej życia i projektów.



Naprawdę!! Większość kobiet powinna ją przeczytać. Jak znalazłam zdanie o dobieraniu ubrań na własną figurę a nie według mody myślałąm, że za to jedno zdanie autorkę powinno się ozłocić, a książkę wprowadzić do kanonu lektur szkolnych. Serio! Nie interesuję się modą, ale nawet ja!! Zdaję sobie sprawę, że nie wszystko na każdej kobiecie wygląda ładnie. Niewiasta o przysadzistej figurze i krótkich nogach w butach balerinach wygląda jak słoniątko w cyrku, zaś kobieta wysoka o szczupłych nogach i dużych stopach w butach czółenkach z porządnym szpicem gdy przyjdzie do przyjaciół mieszkających w bloku będzie miała problem z zostawieniem butów w przedpokoju, gdzie zwyczajnie się nie zmieszczą(ale będzie mogła te buty wypożyczać w roli kajaków ; ] ).
Moim zdaniem ta książka, jest fajnym miksem, melanżem. Sprawnie przeplatają się w nim rady na temat życia, sposobu ubierania się z ciekawostkami o życiu Chanel.
Znajdziemy w niej kilka(naście) zdań, które mogą stać się naszym mottem, dostaniemy też wiele wskazówek dzięki którym poczujemy się lepiej we własnej skórze i stworzymy spójny wizerunek.

Naprawdę warto!!  To więcej niż zwykły poradnik.

Premiera – już 3 lipca!! 

"Troje" - Sarah Lotz

Cztery katastrofy.Troje ocalonych.Przesłanie, które zmieni losy świata.Czarny czwartek. Dzień, którego nie sposób zapomnieć. Dzień, w którym niemal równocześnie w czterech miejscach na świecie dochodzi do katastrof wielkich samolotów pasażerskich. Giną setki ludzi, przeżywa tylko czworo. Jedną z nich jest Pamela May Donald. Leżąc w pogorzelisku, wśród poskręcanych fragmentów kadłuba i zmasakrowanych szczątków współpasażerów, nagrywa na komórkę wiadomość, która wstrząśnie światem. Wkrótce potem umiera.Zostaje ich tylko troje.To dzieci, jakimś cudem prawie niedraśnięte, co nie znaczy, że niezmienione. Wokół nich i z nimi zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Nie uchodzi to uwagi religijnych fanatyków na całym świecie. Pojawiają się domysły, podejrzenia i teorie. Niektóre intrygujące, inne fantastyczne, jeszcze inne groźne. Wreszcie komuś przychodzi do głowy myśl, że musi być jeszcze jeden ocalony. Jeszcze jedno cudowne dziecko. Rozpoczynają się poszukiwania, a raczej polowanie.I wtedy świat zmienia się do końca.


Miałam napisać o zupełnie innej książce, ale przypomniałam sobie, że jest powieść, którą skończyłam dosyć już dawno temu, a wciąż nie stworzyłam recenzji. Najpierw dlatego, że musiałam sobie ułożyć  w głowie co myślę o tej książce, później zapomniałam, ale jednak długo mi zeszło z ułożeniem sobie co o niej myślę.

Ciężko znaleźć blogera, który o tej książce nie słyszał, akcja marketingowa była przeprowadzona koncertowo. Nie sposób obok tej książki przejść obojętnie. Przykuwa wzrok, okładką,  brzegami kartek, wszystko jest czarne z elementami czerwieni, która świetnie się kontrastuje. Książka czarna jak przysłowiowa czarna skrzynka(która w rzeczywistości czarna nie jest). Wszystko dopracowane w najmniejszych szczegółach. Co jednak pomyśli sobie wytrawny czytelnik po takim wstępie? Ano, że często w takich sytuacjach para idzie w gwizdek, czyli największy szum jest w reklamie, a sama treść niczego nie urywa, nie wywraca życia…


Jeden dzień, cztery katastrofy, wielkich samolotów pasażerskich, ogrom ofiar, masowa panika. I nagle z tych miejsc, gdzie te samoloty się rozbiły dochodzą wieści, że nie wszyscy zginęli, jedno… drugie… trzecie… dziecko.  Czy będzie czwarte? W książce próżno szukać „zbitej” akcji, to zapis wypowiedzi, rozmów ludzi zaangażowanych w jakiś sposób w te katastrofy, związanych z Trojgiem ocalałych.

„Troje” wybrałam świadomie, chciałam wiedzieć co w trawie piszczy, po drugie ex definitione nie czytuję thrillerów bo się boję, ale raz na jakiś czas muszę sięgnąć po ten gatunek, z ciekawości, dla udowodnienia sobie, że robię słusznie, no i świeci słońce szaleńczo. Jak jest tak jasno, boję się trochę mniej…


Co mogę Wam napisać o tej książce, po pierwsze: jest bardzo realistyczna, tak bardzo, że zaczęłam szukać w pamięci wiadomości o tych katastrofach. Ta opowieść nie nosi znamion fikcji, naprawdę mamy wrażenie, że te katastrofy miały miejsce. Bardzo rzadko zdarza mi się takie zawierzenie fikcji. Osiągnięcie takiego efektu wymaga sprawnego pióra, szeregu zabiegów, które muszą się zazębiać. W tej książce się to udało i wzbudziło mój autentyczny podziw.
Książka zawiera elementy teorii spiskowych, jestem zbyt wielkim sceptykiem i zasadniczo nie przepadam za wietrzeniem spisku wszędzie gdzie się da, tutaj nie jest to irytujące, a zgrabnie wpisane w fabułę.
„Troje” to książka, którą czyta się szybko i dobrze, wywołuje uczucie niepokoju, ale raczej nie jest mrożącym krew w żyłach thrillerem, nie miałam po lekturze problemów ze snem. Moje życie nie zostało wywrócone do góry nogami. Nie było źle, ale bez rewelacji. Czyta się dobrze, nie miałam ochoty książką rzucać, byłam żywo zainteresowana treścią i ciekawa zakończenia, rozwiązania.
Moim zdaniem to dobra książka na upalny dzień, do wylegiwania się w ogródku, na plaży. Ot naprawdę niezła. Tylko dla mnie bez rewelacji.

wtorek, 17 czerwca 2014

czerwiec, w tym roku szczególny

z wikipedii
W tym roku czerwiec jest miesiącem szczególnym.
28 czerwca padły strzały, które zabiły arcyksięcia Franciszka Ferdynanda i jego żonę. Miesiąc później rozpoczęła się Wielka Wojna, I wojna światowa. Konflikt na nieznaną do tej pory skalę, z użyciem nowych technologii, krwawą i bezlitosną. Europa się zmieniła. Trzy wielkie dynastie zostały zrzucone z tronu, w najtragiczniejszy sposób Romanowowie.
Rozpadły się imperia, powstały nowe kraje, w tym Polska, miały okazję zrzucić jarzma niewoli.









Ten czerwiec nastraja mnie nostalgicznie, częściej patrzę na portret Franciszka Józefa. W czerwcu chcę sięgnąć po książki historyczne.

Czytałam i bardzo Wam polecam "Zabić Arcyksięcia" - genialnie wprowadzi Was w klimat
Pozostałe trzy wpisują się moim zdaniem w ducha tego czerwca.


Edit. z 20:22
Zapomniałam o "Ptasim śpiewie"

Zaczęłam dziś "Samobójstwo Europy", napisana przez prof. UJ-otu. Dowiedziałam się już czegoś!! Otóż w zależności od regionu, od tego jakie miejsce zajmuje ta wojna w mentalności ludzi jest różnie nazywana. My Polacy nazywamy ją tak jak przegrani - I wojną światową, co wpisuje się schemat, narody środkowej Europy nie mają osobistego stosunku do tej wojny. Walczyliśmy za cudzą sprawę. Ani nas ziębi, ani grzeje. Wyjątkiem jest Rumunia.


I wojna światowa została wyparta w naszej świadomości przez swą okrutną i krwawą następczynię.

Nie dajmy zabić w sobie tej pamięci, obudźmy ją. Poznajmy wojnę, która zmieniła oblicze świata!


Zachęcam Was do tego : )


rzecz o... plażowym drewnie

Testowania zapasów ciąg dalszy. Ostatnio mam fazę ma morze, plażę i ciągle planuję wakacje, wymarzony urlop. Śnię o piasku przesypującym się pomiędzy palcami, gdy ja czytam książkę a od morza zawiewa słonym zapachem.

Gdyby ktoś rzucił hasło plażowe drewno o czym bym pomyślała?  O plaży po deszczu, piasku sypkim, w kolorze wosku, taka kawa z dużą ilością mleka, albo lukier kawowy. Jak już pisałam, jest po deszczu, piasek jest mokry. A dzikie konary, oślizgłe, oblepione glonami, pachną w niepowtarzalny. Taka plaża tuż po burzy to coś wspaniałego. 

Z tym woskiem, tak jak z większością produktów YC, albo ludzie się zakochują, albo nienawidzą. Pierwszy test zaliczyłam w sobotę. W pracy byłam krótko, wróciłam do domu, w ulewie i zamarzył mi się wosk ciepły, przytulny, może z jakąś męską nutką. Miałam się rozgrzać i ucieszyć z popołudnia w domu...



Wosk wygląda uroczo... spartańska prostota!


Wosku zużyłam niewiele.  Poszłam robić kawę, obiad i poczekać aż zacznie pachnieć. Wróciłam do pokoju i faktycznie znalazłam to czego szukałam. Zapach jest ciepły, ale orzeźwiający, świeży, chociaż nieco gorzkawy. Czuję w nim nuty wilgotnego drewna, wyrzuconego na brzeg, którym rysuje się po mokrym piasku, serduszka i całą resztę ; )

Musiałam dorzucić trochę wosku, bo słabo go czułam. Kiedy już wosk czuć w pokoju, wyczuwamy zapach męskich perfum, kojących i otulających. Naprawdę fajnych. 

Naprawdę czuć w nim morze, sól, piasek, niedawny deszcz. To wszystko jest w tym wosku. Nie wiem jak YC to robi. 

Bałam się tego wosku, ale zupełnie niepotrzebnie. Będę go paliła często, jak tylko złapie mnie tęsknota za szumem fal.


Ten i inne woski, tradycyjnie do nabycia na goodies.pl




poniedziałek, 16 czerwca 2014

"Miłość i śmierć Krzysztofa Kamila" - Wiesław Budzyński



Fascynująca opowieść o wyjątkowym człowieku i poecie!
Krzysztof Kamil Baczyński, którego życie owiane jest legendą, był poetą o wielkiej wrażliwości i wyobraźni.Pełen niepokojów i mrocznych przeczuć, był jednym z najzdolniejszych i najbardziej obiecujących poetów pokolenia Kolumbów. Historię młodego twórcy, który odznaczał się ogromną dojrzałością i świadomością czasu i miejsca,które wyznaczyła mu historia, dopełniła śmierć w Powstaniu Warszawskim.
Książka Wiesława Budzyńskiego jest wynikiem wieloletniej wędrówki pisarza śladami Baczyńskiego. Autor dotarł do ludziz bliskiego otoczenia poety (w pewnym momencie zamieszkał nawet w tym samym domu), z podziwu godną rzetelnością zbierał czasami sprzeczne ze sobą relacje i sprawdzając je, dociekał prawdziwości faktów.
Jako pierwszy biograf zwrócił uwagę na przemianę ideową poety, przedstawił motywy, które skłoniły Baczyńskiego do walkio niepodległość, opisał jego rodzinne problemy, podał najbardziej wiarygodną i logiczną wersję śmierci.
MIŁOŚĆ I ŚMIERĆ KRZYSZTOFA KAMILA jest zapisem wielkiej ponadtrzydziestoletniej przygody literackiej autora.
Książka Wiesława Budzyńskiego jest namiętną opowieścią o życiu poety i jego bliskich. Wszystko – od rodzinnej historii, poprzez dzieciństwo, lata szkolne i małżeństwo z Barbarą, śmierć, którą badacz stara się odtworzyć nie zaniedbując żadnego szczegółu i nie bagatelizując sprzeczności – zostało w niej zrekonstruowane z zadziwiającą rzetelnością.(fragment recenzji w czasopiśmie „SUKCES")



Ciężko jest być nauczycielem, ciężko być polonistą, to z jednej strony ogromna radość, ale i duża presja, bo ucznia łatwo zrazić Łatwo można z poety zrobić nudziarza, wepchnąć go na cokół, odebrać mu człowieczeństwo i sprawić, że nikt normalny, ani nie sięgnie po jego wiersze, ani nie zainteresuje się jego życie.  Później uczeń dorasta i ma uraz, albo coś mu się w głowie zakodowało i ciężko ze stereotypem własnym walczyć. Na szczęście, tylko krowa nie zmienia poglądów.

Krzysztof Kamil Baczyński, poeta Polski Walczącej, jeden z Kolumbów, ze straconego rocznika, przeklętego w dniu narodzin. Pierwsze pokolenie które przyszło na świat w wolnej Polsce i którym długo nie dane było cieszyć się niepodległością. Poszli w śmierć jak w dym. A wśród nich. W szkole robi się z niego gipsowy posąg, albo omawia się tylko kilka wierszy, wspominając półgębkiem, lub zostawiając uczniów z notkami biograficznymi. Krzysztof Kamil Baczyński był normalnym chłopakiem. Autor książki „Miłość i śmierć Krzysztofa Kamila” po dokładnej kwerendzie opowiada nam kim był ten młody chłopak, budzi w nas ciekawość. Jak to się stało, że razem z innymi poszedł do powstania, przecież różne były jego polityczne losy.  Pochodził z rodziny inteligenckiej, ale nie idealnej, jego rodzicie rozstali się, a matka której był synkiem wyczekanym i wychuchanym miała odegrać w jego życiu ogromną rolę. Bezdyskusyjnie – synuś mamusi, czy można się temu dziwić? Chory na astmę, centrum życia matki, która po ślubie syna stała się źródłem konfliktów z wybranką Krzysia. A Krzysztof święty nie był, w szkole nie był prymusem, szukał swojej drogi, ideologii która da mu odpowiedź. Był kochliwy i podbijał damskie serce, wrażliwością, rysunkiem. Basia nie była jego pierwszym zauroczeniem, ale coś miała w sobie ta kobieta co sprawiło, że się pobrali. Czy zajęła miejsce matki? Wpatrzonej w Krzysztofa, ubóstwiającej jego talent? Większość pytań pozostanie bez odpowiedzi, ale  możemy nieco zaspokoić ciekawość dzięki tej książce.

Wiesław Budzyński zabiera nas do świata, który przeminął, powiedzie nas do Warszawy w okresie dwudziestolecia międzywojennego i tej stolicy pod okupacją.  Po książce widać, jaki ogrom pracy włożył autor, aby publikacja była rzetelna. Starał się dotrzeć do wszystkich, którzy mogliby móc coś powiedzieć o Baczyńskim, jeśli weźmiemy pod uwagę, jak PRL – nieboszczka traktowała powstańców, ludzi niewygodnych dla propagandy jak poeta, domyślimy jak było to trudne.   Ta książka jest smutna, unosi się nad nią duch tragedii całego pokolenia, duch żołnierzy wyklętych.  Melancholia, jaką odczuwałam czytając tę książkę sprawia, że nie mogłam jej skończyć tak szybko jak chciałam, czytałam ją powoli, nieuchronnie zbliżając się do końca.

Nie bójcie się tego smutku! Sięgnijcie po tę niezbyt obszerną, ale ciekawą i naładowaną emocjami książkę. Poznajcie tego enigmatycznego Baczyńskiego, odczarujcie poezję. Można pisać wiersze i być normalnym. Można się buntować i iść walczyć za Ojczyznę.

niedziela, 15 czerwca 2014

"Klub filmowy Meryl Streep" - Mia March

Trzy siostry - dwie rodzone i jedna cioteczna - dorastające w cieniu tragedii, jaka przed kilkunastu laty dotknęła ich bliskich, zostają wezwane przez matkę ostatniej z nich do prowadzonego przez nią pensjonatu, gdzie otrzymują szokującą wiadomość.
Isabel, June i Kat nieoczekiwanie zamieszkują w jednym pokoju na poddaszu pensjonatu. Lolly, ciotka dwóch pierwszych i matka trzeciej, prosi je o pomoc i zaprasza do uczestniczenia w cotygodniowym wieczorze filmowym. W pensjonacie trwa właśnie miesiąc filmów z udziałem Meryl Streep.
Każda z kobiet spogląda na swoje życie przez pryzmat oglądanych filmów i na własnej skórze doświadcza magii kina.



Moja pierwsza styczność z książką z serii „Leniwa niedziela”, na pewno nie ostatnia.  Jestem wielbicielką tego typu literatury, niespieszna, emocjonująca książka, na spokojny dzień, lub na wieczór z kubkiem herbaty, po pracy. Zwłaszcza, gdy mają tak czarowne okładki. Ta jest klimatyczna, ten maślany popcorn działał na moją wyobraźnię.  Jestem fanką Merlyl Streep, a dzięki tej książce mam kopa, żeby nadrobić zaległości filmowe.

Trzy kobiety, kiedyś wychowywały się razem. Dwie siostry, które straciły rodziców w wypadku samochodowym i zostały wzięte na wychowanie przez siostrę ich matki, która w tym samym wypadku straciła męża i została z córką i dwoma siostrzenicami. Lolly prowadzi pensjonat, zmaga się z wdowieństwem i musi wychowywać trzy okrutnie zranione  i wchodzą w okres dojrzewania.  Ścieżki dziewcząt się rozchodzą, dla każdej z nich wspólne mieszkanie było traumą o której chcą zapomnieć. Kat zostaje z matką w pensjonacie i marzy o własnej cukierni. Isabel wychodzi bardzo młodo za chłopaka, który pomógł uporać się jej z żałobą i wyjeżdża. June wyjeżdża na studia do Nowego Yorku, tam tuż przed końcem studiów zachodzi w ciąże, nie może odnaleźć ojca swojego dziecka, wraca w rodzinne strony i żyje wciąż pielęgnując miłość do tamtego mężczyzny. Każda z kobiet jest na życiowym rozdrożu, Isabel przyłapuje męża in flagranti na zdradzie tuż przed dziesiątą rocznicę, June traci pracę i musi wrócić do rodzinnego miasteczka, a Kat… wciąż szuka swojej drogi. Wszystkie zostają wezwane na rodzinne spotkanie, które odwróci ich życie, zmieni perspektywy, odnowi relacje. W pensjonacie trwa miesiąc filmów z Meryl Streep, ukochaną aktorką Lolly, dzięki tym filmom kobiety zobaczą własne życie, własne wybory w nowym świetle. Nabiorą dystansu.

Powiecie, że motyw jest oklepany. Że podobnie było w „Klubie miłośników Jane Austen”(ta książka byłą niewypałem totalnym), po części będziecie miały rację, życiowe rozdroże, powrót do korzeni, odkrycie dobroczynnej mocy wsparcia rodzinnego. Moim zdaniem dobra książka nie musi opierać się na nowej fabule, można sięgnąć po znany motyw, ale opisać to w sposób niepowtarzalny, miły dla czytelnika.  Taki jest „Klub filmowy Meryl Streep”, tak jak obiecuje nam okładka, książka jest idealna do popcornu a i chusteczka się przyda. Książka jest z gatunku rozgrzewających jak gorąca czekolada, kojących. Takich które otulają nas kokonem,  nie jest to książka poruszająca fundamentalne problemy etyczne, chociaż to jak postępują bohaterki może budzić nas sprzeciw i wywoływać różne reakcje. Książka nie odmóżdża, ale stawia na emocje, stonowane, delikatne jak morska bryza. Odświeżające.

Czego uczy nas ta książka? Tego, że każdą porażkę, najgorszy upadek możemy przekuć na nowy początek przy pomocy miłości i wsparcia bliskich. Warto pokonać uprzedzenia, zasypać rowy,  odbudować mosty. Można to zrobić zawsze, trzeba chcieć. Brzmi tandetnie? Być może, ale po prostu tak jest. Nieco ponad czterysta stron czyta się szybko i dobrze.
Polecam, na leniwą niedzielę i stresujący poniedziałek. Intuicja mnie nie myliła. To dobra książka.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Wg. Autorów ( w trakcie tworzenia)

Agata Christie (49) Agata Pruchniewska (1) Agatha Christie (14) Agnieszka Kaluga (1) Agnieszka Krakowiak-Kondracka (1) Agnieszka Lingas-Łoniewska (10) Agnieszka Wojdowicz (3) Aleksander Jażwiński (1) Aleksander Makowski (1) Aleksandra Szarłat (2) Alex Bellos (1) Alice Hoffman (1) Alina Białowąs (2) Aly Cha (1) Alyson Richman (1) Ałbena Grabowska (3) Ałbena Grabowska-Grzyb (4) Amy Hatvany (2) Andrzej Andrusiewicz (2) Andrzej Chwalba (1) Andrzej Grembowicz (1) Andrzej Kępiński (1) Andrzej Markowski (2) Angele Lieby (1) Angelika Kuźniak (1) Ann Brashares (1) Ann Wroe (1) Anna Bikont (1) Anna Fincer-Ogonowska (1) Anna Gavalda (1) Anna Herbich (3) Anna J. Szepielak (1) Anna Jean Mayhew (1) Anna Moczulska (1) Anna Nejman (1) Annabel Pitcher (1) Anne Brontë (2) Anne O'Brien (1) Anne Tyler (1) Antoni Słonimski (1) Antonina Kozłowska (2) Arael Zurli (1) Arthur Conan Doyle (1) Astrid Lindgren (4) Barbara Mutch (1) Barbara O`Neal (4) Barbara Sęk (1) Barbara Wachowicz (1) Becky Wade (1) Bill Bryson (1) Bolesław Prus (2) Bożena Keff (1) Brenda Reid (1) Brigitte Hamann (1) Brygida Grysiak (1) Carla Montero (1) Carlos Ruiz Zafón (1) Carrie Snyder (1) Cat Patrick (1) Cecelia Ahern (1) Cecilia Samartin (1) Cesarina Vighy (1) Chandra Hoffman (1) Charles Dickens (4) Charles Frazier (1) Charlotte Brontë (5) Cheryl Strayed (1) Chesley McLaren (1) Chris Columbus (1) Chris Fabry (1) Chris Grabenstein (1) Christian Jacq (1) Christina Baker-Kline (2) Chufo Llorens (1) Claire North (1) Clara Sanchez (1) Claude Quétel (1) Clive Staples Lewis (2) Colin Campbell (1) Colleen Hoover (2) Colleen McCullough (1) Conor Grennan (1) Consilia Maria Lakotta (2) Dan Brown (1) Daniel Silva (2) Danielle Steel (1) Danuta Awolusi (1) Danuta Pytlak (1) Dario Fo (1) Debbie Macomber (2) Denis Brian (1) Denis Diderot (1) Denise Hildreth Jones (1) Dennis Lehane (1) Diana Gabaldon (6) Diane Chamberlain (11) Doda Około-Kułak (1) Dodie Smith (1) Donald Spoto (2) Dorota Combrzyńska-Nogala (1) Dorota Gąsiorowska (1) Dorota Golińska (1) Dorota Ponińska (1) Dorota Terakowska (2) Dorothea Johnson (1) Dorothy Rowe (1) Dörthe Binkert (1) Douglas Smith (1) E. Lockhart (1) Edward Rutherfurd (2) Eileen Goudge (1) Eliza Orzeszkowa (2) Elizabeth Cooke (3) Elizabeth Gaskell (5) Elizabeth Haran (3) Elżbieta Cherezińska (4) Emilia Sokolik (1) Emily Jane Brontë (1) Emma Donoghue (1) Eowyn Ivey (1) Eric Lomax (1) Erin Morgenstern (1) Eugen Ruge (1) Eva Weaver (1) Ewa Bauer (2) Ewa Stachniak (2) Ewa Wróbel (1) Federico Moccia (4) Fern Britton (1) Fern Michaels (1) Florian Illies (1) Francine Rivers (3) Francis Hackett (1) Francis Scott Fitzgerald (1) Francoise Giroud (1) Gardner Raymond Dozois (1) Gavin Extence (2) George Orwell (1) George R.R. Martin (7) Georgia Bockoven (1) Gigi Buffon (1) Giovannino Guareschi (5) Glenys Carl (1) Grażyna Jeromin-Gałuszka (1) Greg King (1) Gregg Olsen (1) Grzegorz Sokołowski (1) Grzegorz Strzelczyk (1) Håkan Nesser (1) Hanna Cygler (3) Harper Lee (1) Helen Fielding (2) Helen Rappaport (1) Helena Mniszkówna (1) Helga Hoškova-Weissowá (1) Hellmut Andics (1) Henning Mankell (2) Henryk Sienkiewicz (1) Holly Peterson (1) Horacio Verbitsky (1) Ibn Warraq (1) Igor Sokołowski (3) Ismet Prcić (1) Iwona J. Walczak (3) Izabela Jung (1) Izabela Sowa (1) Izabella Frączyk (1) J.J. Renert (1) Jacek Dehnel (2) Jacek Hugo-Bader (1) Jacek Lusiński (1) Jadwiga Czajkowska (1) Jakub Puchalski (1) Jan Łoziński (1) Jan Miodek (2) Jan Paweł II (1) Jan Wróbel (1) Jane Austen (6) Janina Fedorowicz (1) Jaroslav Hašek (1) Jaume Cabré (2) Jaume Collel (1) Jean des Cars (2) Jean-Christophe Brisard (1) Jean-Jacques Sempé (1) Jean-Paul Roux (1) Jeannette Kalyta (1) Jennifer Kaufman (1) Jennifer Teege (1) Jennifer Worth (1) Jerzy Bralczyk (3) Jerzy Niemczuk (2) Jerzy Sosnowski (1) Jewgienij Wodołazkin (1) Jill Barnett (1) Jill Mansell (1) Joanna Konopińska (1) Joanna Marat (1) Joanna Szczęsna (1) Joanne Harris (1) Joanne Kathleen Rowling (12) Jodi Picoult (21) John Borrell (1) John Boyne (1) John Carlin (1) John Curran (1) John Green (1) John Grogan (1) John Ronald Reuel Tolkien (7) John Seeney (1) Jojo Moyes (5) Jolanta Król (1) Jolanta Kwiatkowska (1) Jon Ronson (1) Jonathan Littell (1) Jordi Pons Salas (1) Joyce Maynard (1) Józef Witko (2) Julia Alvarez (1) Julia Child (1) Julia P. Gelardi (1) Julian Tuwim (2) Julie Lawson Timmer (1) Julie Orringer (1) Jürgen Thorwald (6) Justin Go (1) Justin Peacock (1) Justyna Wydra (2) Ka Hancock (1) Kamil Janicki (2) Kard. Jorge Mario Bergolio (2) Karen Dionne (1) Karen Karbo (1) Karen Mack (1) Karolina Frankowska (1) Karolina Lanckorońska (1) Katarina Mazetti (2) Katarzyna Archimowicz (2) Katarzyna Bonda (6) Katarzyna Kołczewska (1) Katarzyna Kwiatkowska (5) Katarzyna Michalak (14) Katarzyna Zyskowska-Ignaciak (5) Kate Lord Brown (1) Katherine Webb (2) Kathryn Taylor (1) Keith Lowe (1) Kerstin Ekman (1) Kiera Cass (5) Kristina Sabaliauskaitė (1) Krzysztof Sadło (1) Krzysztof Ziemiec (2) ks. Jan Twardowski (1) Laila El Omari (1) Laurens van der Post (1) Leah Fleming (1) Lena Najdecka (1) Leslie Carroll (1) Levi Henriksen (1) Lily Koppel (1) Linda Green (2) Lisa Genova (3) Lisa Kleypas (1) Lisa Scottoline (1) Liv Tyler (1) Louisa May Alcott (1) Louise Walters (1) Lucy Ferriss (1) Lucy Maud Montgomery (8) Lucyna Olejniczak (1) Ludwig Winder (1) Ludwik Stomma (1) Łukasz Maciejewski (1) Łukasz Orbitowski (1) M.L. Stedman (1) Maciej Karpiński (1) Maciej Stuhr (1) Magda Gessler (1) Magdalena Grzebałkowska (3) Mag­da­lena Knedler (1) Magdalena Kordel (4) Magdalena Kulus (1) Magdalena Tulli (1) Maja Łozińska (1) Małgorzata Gutowska - Adamczyk (3) Małgorzata Halber (1) Małgorzata Hayles (1) Małgorzata Łukowiak (1) Małgorzata Maj (1) Małgorzata Musierowicz (15) Małgorzata Szejnert (1) Małgorzata Tusk (1) Małgorzata Warda (2) Mandy Hale (1) Marc Llewellyn (1) Marcin Górka (1) Marcin Mastalerz (2) Marcin Prokop (2) Marcin Wilk (1) Marcin Zaremba (1) Marek Aureliusz (1) Marek Grechuta (1) Marek Ławrynowicz (1) Marek Rybarczyk (2) Margaret Dilloway (1) Margaret Mitchell (1) Maria Dąbrowska (2) Maria Kruger (2) Maria Krüger (1) Maria Sveland (1) Maria Ulatowska (3) Marilyn Brant (1) Marina Stepnova (1) Mariola Pryzwan (1) Marion Zimmer Bradley (1) Mariusz Szczygieł (4) Mariusz Urbanek (5) Mariusz Wilka (1) Mariusz Ziomecki (1) Marta Kisiel (2) Martha Grimes (1) Martin Sixsmith (1) Matthew Quick (1) Melchior Wańkowicz (1) Melissa Hill (1) Meredith Goldstein (1) Mhairi McFarlane (2) Michał Heller (1) Mieczysław Mokrzycki (1) Mike Carson (1) Mira Suchodolska (1) Miriam Karmel (1) Mitch Albom (3) Monika A. Oleksa (5) Monika Szwaja (10) Nadine Gordimer (1) Natasha Walker (1) Ned Vizzini (1) Olle Lönnaeus (1) Papież Franciszek (2) Patrick Ness (1) Patrick Pesnot (1) Paul Arden (1) Paullina Simons (3) Penny Jordan (1) Peter Heller (1) Peter Kreeft (1) Platon (1) Pola Kinski (1) Priscille Sibley (1) Rachel Hauck (2) Rebecca Johns (1) Regina Brett (4) René Goscinny (1) Richard Paul Evans (6) Richard Phillips Feynman (3) Robert Galbraith (3) Robert J. Woźniak (1) Roma Ligocka (3) Ryszard Legutko (1) Sally Bedell Smith (1) Sam Pivnik (1) Samantha Hayes (1) Samantha van Leer (1) Sarita Mandanna (1) Seré Prince Halverson (1) Shelley Emling (1) Stanisław Zakościelny (1) Stephanie Evanovich (1) Stephenie Meyer (2) Sue Eckstein (1) Sue Woolmans (1) Sylwia Chutnik (1) Szymon Hołownia (11) Szymon Sokolik (1) Terry Pratchett (2) Trygve Gulbranssen (4) Tullio Avoledo (1) Victoria Twead (2) Walter R. Brooks (2) Wiesław Myśliwski (2) Wilkie Collins (2) Yrsa Sigurdardóttir (5) Zośka Papużanka (1)

Pogoda w mojej okolicy