Strony

niedziela, 9 sierpnia 2026

"Wszyscy tak jeżdżą" - Bartosz Józefiak [ sierpniowy trup]

 


Reportaż Wszyscy tak jeżdżą, zainteresował mnie od kiedy zobaczyłam zapowiedź. Byłam wtedy świeżo po kupnie auta, no i co za tym idzie świeżo po powrocie za kierownicę i wtedy zaczęła się moja permanentna zgroza nad tym co dzieje się na drogach. Otóż od kiedy zaczęłam prowadzić samochód, a nie jeździć w szlachetnej roli pasażera(byłam w tym świetna), myślę o dwóch rzeczach, po pierwsze: marzę o kierowcy służbowym, a po drugie dlaczego prawo o ruchu drogowym jest traktowane jako zbiór luźnych, za to niewiążących sugestii. No i niejako w odpowiedzi na ogrom moich frasunków związanych z sytuacją wyszła ta książka. Tyle, że musiała swoje odczekać, aż dostała się do słoika z trupami.

 


Samochód to wolność. Za pomocą samochodu pokazujemy, na co nas stać. Polacy od lat przodują w liczbie samochodów na jednego mieszkańca, zajmując także wysokie miejsce w niechlubnych rankingach śmiertelności na drogach.

Autor wyrusza więc w Polskę, aby zrozumieć, co się dzieje na polskich szosach. Opisuje wojnę między kierowcami a rowerzystami, organizację nielegalnych wyścigów, bezkarną jazdę po pijaku oraz najgłośniejsze wypadki, po których służby drogowe miały ostatecznie rozprawić się z piratami. Może to nieudolny system prawny odpowiada za społeczne przyzwolenie na szybką i ryzykowną jazdę?

Józefiak wnika także w środowisko firm odszkodowawczych, dosłownie utrzymujących się ze śmierci pod kołami. Sprawdza, jak się żyje tym, którzy dzięki samochodom zarabiają na chleb – kierowcom tirów, kurierom, dostawcom jedzenia. Dociera do wykluczonych z dostępu do komunikacji miejskiej i tych, którzy z pasją gromadzą kolejne „najnowsze modele” na podwórku.

Wszyscy tak jeżdżą to wielowymiarowy, rasowy, gęsty reportaż o stanie umysłowym polskich kierowców.


Bartosz Józefiak bierze na tapet problemy związane z ruchem drogowy. Książka dzieli się na cztery rozdziały: Kultura zapierdalania, najobszerniejszy i budzący największe emocje. Niby nie ma tygodnia, żeby człowiek nie słyszał o jakimś wypadku, znacząca większość dotyczy przekraczania prędkości. W książce mamy historie ludzi, którzy zginęli, bo komuś się spieszyło. Autor rozmawia też ze sprawcami i co najbardziej szokuje, to prócz niskich wyroków(okazuje się, że jeśli kierowca nie jest pod wpływem, to nie jest norma, a okoliczność łagodząca), kierowcy nie mają w sobie skruchy, przecież nikt nie jeździ przepisowo, winni są piesi, po co przechodzili przez drogę, nie widzieli że tam auta jeżdżą? Drugi rozdział poświęcony jest życiu na prowincji, albo na peryferiach, gdzie bez samochodu nie ma życia. Wykluczenie komunikacyjne dla wielu jest nie sloganem, ale rzeczywistością, która uniemożliwia podjęcie pracy, wpycha w biedę. Ten rozdział, z racji na moje miejsce zamieszkania rezonował ze mną najbardziej. Rozdział trzeci to historia samochodozy, betonozy w miastach. O tym jak miasta, kiedyś świetnie skomunikowane, zamieniły się w zakorkowane dramaty, ale próżno obwiniać za to tylko włodarzy, czy deweloperów, to ludzie są wygodni i nie chce im się przejść paru metrów na przystanek i korzystać z autobusu, więc zamiast kilkunastu osób w jednym autobusie, mamy kilkanaście samochodów z jednym ludziem w środku i korki. Ostatni rozdział to historie związane z zarabianiem związanym z komunikacją od kurierów, dostawców jedzenia, taksówkarzy aż po pracowników kancelarii odszkodowawczych, którzy różnymi ścieżkami docierają do ofiar wypadków i  ich rodzin.

 

To była bulwersująca mnie lektura. Cieszę się, że nie czytałam tej książki tuż po zakupie, bo dostałabym jeszcze większej paranoi. Jestem strasznie wkurzona na to co dzieje się na drogach, ale nieco pocieszyły mnie historie, chociażby z Jaworzna, gdzie wprowadzają nowe rozwiązania, które mają wpływać na przestrzeganie prawa i chronienie pieszych. Zastanawiam się też nad bojkotem InPostu, bo o ile sytuacja się nie zmieniła, to model pracy kurierów jest straszny, a firma nic z tym nie robi, a więc kupując rzeczy do paczkomatów dokładam się do tego. A przecież ja z przyczyn ideologicznych nie używam aspiryny z Bawarii. Podobała mi się ta książka, chociaż gdyby upały były trochę mniejsze, to przeczytałabym ją szybciej.

2 komentarze:

  1. Wsadzam do koszyka! Muszę przeczytać, choć wiem, że będzie mnie to kosztowało mnóstwo emocji

    OdpowiedzUsuń
  2. Też bardzo zainteresowała mnie ta książka już od zapowiedzi, ale jeszcze nie miałam okazji czytać. Trochę obawiam się podwyższonego ciśnienia podczas lektury!

    OdpowiedzUsuń

To dużymi literami: KAŻDY KOMENTARZ ZAWIERAJĄCY LINK - WYLATUJE- WIELOKROTNIE PROSIŁAM, NIE ODNOSIŁO SKUTKU, TERAZ Z AUTOMATU I BEZ CZYTANIA.

A teraz grzecznie i klasycznie ; ) bo bardzo Was przecież lubię : )

Witaj Gościu, cieszy mnie Twoja wizyta, cieszę się, że chcesz pozostawić ślad po tym, że przeczytałeś to miałam do powiedzenia.

Proszę :) komentuj, ale pamiętaj :)

Każdy głos w dyskusji jest dla mnie ważny. Każdy komentarz jest czytany, na komentarz każdego czytelnika staram się odpowiedzieć.

Jeśli chcesz coś powiedzieć, zwrócić uwagę, a komentarz pod danym postem będzie niewłaściwy - z boku podałam adres mejlowy

Nie spamuj, nie jestem nastolatką, więc nie pisz "Super, zapraszam do mnie". To właśnie jest spam, takie komentarze usuwam. Napisz coś merytorycznego, a na pewno zaciekawisz mnie i odwiedzę Twoją stronę.

Chcesz mnie obrazić? Wyzwać? Wyśmiać moje poglądy, czy mnie, jako mnie? Daruj sobie! Jesli szydzisz, lub obrażasz moich czytelników, lub po prostu naruszasz netetykietę, komentarz również wyleci.