Strony

piątek, 5 czerwca 2026

"Ratownik. Nie jestem Bogiem" - Justyna Dżbik-Kluge, Jarosław Sowizdraniuk


 Pierwszy trup czerwca wylosował się trudny. Ratownik. Nie jestem Bogiem. Oj przybyła ta książka ponad dwa lata temu, a od tamtego czasu miałam do czynienia z pogotowiem, szpitalami, SORami dużo więcej niż bym chciała, więc musiała odczekać. Ja ogólnie mam duży szacunek dla tego zawodu, mój Tata przed samą emeryturą jeździł w zakładowym pogotowiu, jako kierowca, bo miał wszystkie potrzebne uprawnienia(później miał być kierowcą wozu strażackiego, ale finalnie przepisy emerytalne mu to uniemożliwiły, może to i lepiej, bo Mama przez dekady pracy Taty wystarczająco się ostresowała mężem kierowcą, że chociaż na emeryturze mogła odetchnąć). Zaczęłam tej książki słuchać w wersji audio, ale, gdy po pięciu minutach miałam świeczki w oczach, uznałam, że chodzenie po błoniach zapłakaną będzie dziwnie wyglądało. To był dobry pomysł, płakałam w trakcie tej lektury wielokrotnie, nie dlatego, że przed oczami miałam reanimację Mamy, nie dlatego, że przypominałam sobie wizyty karetki u moich Rodziców, którzy byli ze starej szkoły i jak już wyrazili zgodę na karetkę, to był to albo zawał, albo złamanie. Dlatego tych ludzi, którzy wzywają pogotowie, bo kogoś boli paluszek, to bym potelepała. Świetna książka, bez lukru, ale o prawdziwym powołaniu.

 


Samobójca, który próbował ratować się w ostatnich chwilach życia. Samotna kobieta pragnąca czułości. Staruszka pozostawiona samej sobie przez rodzinę. Niemowlę duszące się od zwykłego kataru, któremu niedoświadczeni rodzice nie potrafią pomóc.

Co łączy te i wiele innych osób? Mieszkańców wielkich miast i zapomnianych wiosek, studentów i księży, sprzedawczynie i profesorów?

Ratownik medyczny. Człowiek, który podczas kilkunastogodzinnego dyżuru styka się różnymi osobowościami, zachowaniami i wypadkami.

W czasie pandemii COVID-19 o ratownikach było głośno. Ludzie bili im brawa na balkonach, w mediach podkreślano ich poświęcenie, ale też zdarzało się, że obrzucano ich samochody farbą, krzycząc „roznosiciele zarazy!”.

Z czym ratownik mierzy się każdego dnia? Jak jest przygotowany do pomocy ludziom, nie tylko po zawałach serca czy wypadkach samochodowych?

Jarosław Sowizdraniuk przez kilkanaście lat był ratownikiem medycznym we Wrocławiu i okolicach. Na czas pandemii wrócił od zawodu. W rozmowie z Justyną Dżbik-Kluge opowiada o pracy w karetce, także jej ciemnej stronie. Szczerze, prawdziwie, po ludzku.


Jarosław Sowizdraniuk w rozmowie z Justyną Dżbik-Kluge opowiada o pracy ratownika medycznego, tego zawodu co to ni pies(lekarz), ni wydra(pielęgniarka), a coś na kształt świdra(sanitariusz?). W naszym państwie z różnymi bzdurnymi dylematami dopiero w 2022 doczekaliśmy się, a więc już po pandemii, solidniejszego uregulowania tego zawodu, i gdy posłowie przejeżdżają tysiące złotych bez powodu, tak i tak ratownicy muszą podnosić swoje kwalifikacje z własnych pieniędzy, we własnym wolnym czasie. Niezbyt dobrze świadczy to o sytuacji w kraju. Polityk może najwyżej nam krwi napsuć, na ratownikach stoi nasza ochrona zdrowia. W tej książce mamy opisy rzeczywistości w pandemii, kiedy Jarek wraca do pracy, ale mnie najbardziej ruszył opis kobiety umierającej we własnym domu, nie zabierali jej do szpitala, dali pożegnać się rodzinie. W tej książce ujmuje mnie niesamowita empatia i szacunek do drugiego człowieka. Poczytamy o osobach z zaburzeniami psychicznymi, hipochondrykami, ale też bezdomnymi, narkomanami, alkoholikami. Praca pod presją czasu, użeranie się z ludźmi po obu stronach, a mimo to Jarosław Sowizdraniuk emanuje autentycznym powołaniem i pasją do tej pracy, fajnie że jest nauczycielem akademickim i przekazuje wiedzę i doświadczenie dalej. Mnie tylko krew zalewa, że najważniejsze wartości; zdrowie i życie są tak daleko na liście priorytetów. Czy nie byłoby afery z Pavulonem, gdyby firmy pogrzebowe nie dostrzegły kiepsko opłacanego ogniwa systemu? To pewnie za daleko idący wniosek, bo to co działo się w Łodzi było po prostu złe, ale to też efekt zaniedbań w tym zakresie. Co mnie ruszyło najbardziej? To, że kiedyś ktoś zrobił zdjęcie ekipie pogotowia jak podjechała kupić sobie pączki. Serio skandal! Ratownik je, pewnie jeszcze sika. No skandal. Uświadomiłam sobie, że sama niewystarczająco doceniam ludzi, którzy pracują najciężej, aby zachować mój dobrostan.

W tej książce jest wiele historii, które doprowadziły mnie do łez, chyba najbardziej rozumiałam i rezonowała we mnie historia staruszka, który najpierw opowiadał o zdradzie żony, a później okazało się, że to był objaw, bo żona umarła, a starszy pan za nią tak tęsknił. Na końcu jest krótki poradnik, jak reagować w sytuacjach zagrożenia życia i zdrowia!

Bardzo polecam, chyba najlepsza książka napisana przez przedstawiciela zawodu medycznego, dodatkowym atutem, dla mnie, jest to, że Jarosław Sowizdraniuk nie ukrywa swojej wiary(a to rzadkie w książkach pisanych przez medyków), no i też chodzi raczej do zakonników, niż do „czarnych”, nie ma kompleksu Boga, jest raczej, jak powiedział Benedykt XVI po wyborze skromnym narzędziem. Ta pokora też mnie ujęła. Naprawdę ta książka była dobrym spędzeniem czasu, chociaż dawno tak nie płakałam.

1 komentarz:

  1. Jak dla mnie książka nie dla mnie, więc raczej po nią nie sięgne.

    OdpowiedzUsuń

To dużymi literami: KAŻDY KOMENTARZ ZAWIERAJĄCY LINK - WYLATUJE- WIELOKROTNIE PROSIŁAM, NIE ODNOSIŁO SKUTKU, TERAZ Z AUTOMATU I BEZ CZYTANIA.

A teraz grzecznie i klasycznie ; ) bo bardzo Was przecież lubię : )

Witaj Gościu, cieszy mnie Twoja wizyta, cieszę się, że chcesz pozostawić ślad po tym, że przeczytałeś to miałam do powiedzenia.

Proszę :) komentuj, ale pamiętaj :)

Każdy głos w dyskusji jest dla mnie ważny. Każdy komentarz jest czytany, na komentarz każdego czytelnika staram się odpowiedzieć.

Jeśli chcesz coś powiedzieć, zwrócić uwagę, a komentarz pod danym postem będzie niewłaściwy - z boku podałam adres mejlowy

Nie spamuj, nie jestem nastolatką, więc nie pisz "Super, zapraszam do mnie". To właśnie jest spam, takie komentarze usuwam. Napisz coś merytorycznego, a na pewno zaciekawisz mnie i odwiedzę Twoją stronę.

Chcesz mnie obrazić? Wyzwać? Wyśmiać moje poglądy, czy mnie, jako mnie? Daruj sobie! Jesli szydzisz, lub obrażasz moich czytelników, lub po prostu naruszasz netetykietę, komentarz również wyleci.