Ostatni trup z półki musiał poczekać kilka dni w grudniu zanim wskoczył na tapet(o tym ile czekała na półce – litościwie nie wspomnę, bo to zbyt wstydliwe). Rzadko czytam thrillery, zatem pewnie kupiłam ją bo ktoś komu ufam polecał, a w międzyczasie wyleciało mi z głowy, aż wskutek sprawdzania półek trafił do słoika i oto mamy, a nie była to lekka lektura, ale bardzo przewrotna.
Głośną
staje się sprawa brutalnego morderstwa. Wszystko wskazuje na to, że w
małżeństwie artystów zdarzył się dramat i utalentowana malarka – Alice, brutalnie
zabiła męża, a po morderstwie przestała mówić i jeszcze namalowała poruszający
obraz nawiązujący tytułem do mitu w którym żona oddaje życie za męża.
Zafascynowany tym przypadkiem psychoterapeuta, który obrał taką ścieżkę kariery
ponieważ wychował się z przemocowym ojcem, staje na rzęsach aby dostać pracę w
zakładzie w którym przebywa Alice. Chce ustalić co i dlaczego wydarzyło się naprawdę.
Alice jest trudnym orzechem do zgryzienia i chociaż personel szpitala stara się
od pewnego czasu, jest nadal zamknięta, nadal milczy, a otępiona lekami sprawia
bardzo przygnębiające wrażenie. Szef tego szpitala, mentor Theo – psychoterapeuty
oczami którego obserwujemy sytuację sprzyja mu, chce aby mógł wdrażać swoje
pomysły. Tymczasem małżeństwo Theo
przechodzi kryzys, a my równolegle mamy okazję zgłębiać pamiętnik Alice. Czy
dowiemy się dlaczego doszło do tak zatrważającej zbrodni? Czy Alice oszalała?
Czy była zazdrosna, a może miała dosyć małżeństwa i wybrała tak brutalny sposób
by je zakończyć?
Przez
większość czasu nie rozumiałam dlaczego ta książka została zaliczona do
thrillerów, przypomina bardziej kryminał, z powolnym dochodzeniem do prawdy,
próbą odkrycia rzeczywistego przebiegu wydarzeń. Owszem atmosfera szpitala
psychiatrycznego może podbijać nastrój grozy, ale też nie przesadzałabym. Przez
większość czasu książka ma niespieszne tempo, za wiele się nie dzieje, już
zdążyłam pożałować i zakupu i czasu mitrężonego na lekturę, aż tu nagle zaczęło
się coś dziać, jakby ktoś ze mną igrał i to w niezłym stylu. Nie mogę
powiedzieć, że te ostatnie strony rekompensują pozostałą część lektury, ale
było dobrym zabiegiem, książka nabrała wyrazu, poruszyła mnie i zaangażowała,
szkoda że na krótko i tak późno, sądzę, że wiele osób nie dotrwało.
.jpg)
No i teraz mnie pocieszyłaś. Mam tę książkę u siebie na półce już od jakiegoś czasu i za każdym razem, gdy na nią patrzę, coś mnie powstrzymuje, żeby po nią sięgnąć. Chyba podświadomie czułam, że to może być takie „ni pies, ni wydra”. Skoro piszesz że tempo jest niespieszne, to pewnie u mnie jeszcze trochę postoi, aż będę miała bardzo cierpliwy dzień 😉 Dzięki za szczerość.
OdpowiedzUsuń