Strony

poniedziałek, 29 czerwca 2026

"Całe piękno świata" - Dominika Buczak [wspaniała opowieść o kobiecej sile]


Ach jak ja lubię tę moją akcję z trupami z półki. Gdyby nie to losowanie, to zapewne książka Całe piękno świata leżałaby i czekała na zmiłowanie jeszcze całe lata, chociaż gdy mój wzrok spoczywał na tej książce to mnie coś wołało, ale za cicho. Nawet gdy zaczęłam ją czytać to nie szło mi tak sprawnie jak zakładałam. Nie jest to powieść dynamiczna, ale kolejny głos w rozmowie o Ziemiach Odzyskanych o losie ludzi, którzy tam zaczynali nowe życie, chociaż innych życie się kończyło. Bardzo dobra książka, która zostawia nas z gonitwą myśli.

 




Wzruszająca historia o powojennych losach dwóch rodzin – polskiej i niemieckiej, którym przyszło żyć pod jednym dachem.

Kobieca siła i determinacja w budowaniu nowego życia. Próba zrozumienia tych, którzy wydają się obcy.


II wojna światowa dobiegła końca. Choć rany nie zdążyły się jeszcze zabliźnić, nadzieja na lepsze jutro rośnie z każdym oddechem. Polacy przesiedlają się na zachód, by znaleźć własny kąt w opuszczonych domach. Niemcy natomiast muszą zrezygnować z tego, co oni i ich przodkowie tworzyli przez wiele pokoleń.

Dorka i jej mąż pochodzą z podhalańskiej wioski. To oni, jako jedni z pierwszych, zdecydują się przenieść na tak zwane Ziemie Odzyskane. Poręba ma być ich bezpieczną przystanią – z dala od biedy i dramatycznych wspomnień. Na miejscu okazuje się jednak, że nie będą jedynymi lokatorami w przydzielonym im domu.

Eva i Peter nie musieli walczyć o przetrwanie, choć wojna dotknęła także ich rodzinę. Wiodą dostatnie życie wraz z dziećmi we wsi, która jeszcze do niedawna nazywała się Lichtenwalde. Ich niezachwiana dotąd równowaga rozpłynie się, gdy w okolicy zacznie pojawiać się coraz więcej Polaków, a do ich domu wprowadzi się nieznajome małżeństwo.

Z nieufności, niechęci i z trudem ukrywanej wrogości dwie kobiety usiłują budować codzienność pod jednym dachem.

Dorota jedzie ze swoim mężem pięknym Staszkiem na Ziemie Odzyskane. Nie są repatriantami, są mieszkańcami Podhala, którzy jadą szukać lepszego życia. Lepszego niż ciasna drewniana chata i demony wojny. Ojciec złamany śmiercią syna, matka szorująca podłogę na błysk. W tym domu mąż Doroty jest gołodupcem, który przyszedł z niczym zostawiając w domu rodzinnym biedę i siostry oraz tajemnicę śmierci matki. Dorota jedzie w świat marząc o nowym domu w którym w końcu urodzą się jej dzieci, bo do tej pory każda ciąża zakończyła się poronieniem, a mąż nie podchodzi do tego z empatią. Docierają do Poręby, znajdują piękny dom, ale w tym domu już ktoś mieszka. Kobieta której życie powoli kończy się w jej domu, to Eva. Wychowana z braćmi, którzy nie wrócili z Osfrontu, w kulcie Wodzowi, założyła rodzinę z Peterem, którego kocha, rodzi mu dzieci i cieszy się, że wypadek z piłą ocalił męża przed wojną. Chociaż w końcu wojna przychodzi do ich miasteczka. Forpocztą są Niemcy uciekający z okropnymi historiami na ustach. Ten strach zagnieździ się w Evie, a później pojawią się ci Polacy. Polacy którzy są brudni, mówią sycząc jak węże, Polacy chcący ograbić ją z całego piękna tego świata, który do tej pory oglądała z łąki za domem. Poznając perspektywę Evy i Doroty widzimy dwie strony barykady, ale jedno cierpienie, strach, brak stabilności. Pęka serce, to nie kobiety rozpętują wojny, ale to one płacą najwyższą cenę. Polecam tę książkę, nie tylko tym którzy mieszkają na tych ziemiach, które tak łaskawie ofiarowała nam Wielka Trójka.

 

Jaka to jest mocna książka. Chociaż nie powala objętością, to mnogość wątków powala, zwłaszcza, że żaden nie jest błahy. Mnie chyba najbardziej zapadła w serce opowieść o małym Erwinie, dziecku którego Rzesza nie chciała, o jej matce poddanej sterylizacji, by nie ryzykowała czystością rasy. Poruszyła mnie historia Evy, takiej szczęśliwej, zakochanej w dobrym mężu, w domku marzeń, w którym miała się zestarzeć otoczona dziećmi. Poruszyło mnie jak przekazuje depozyt pamięci o Erwinie, o rodzicach, braciach. Żal mi Doroty, która marzy o nowym życiu, ale podświadomie czuje, że jest nie na miejscu, która dojrzewa i odnajduje swój głos i pewność siebie. Uderzyło mnie jak symetryczne są losy tych kobiet, których nikt nie pyta o zdanie, a które same muszą walczyć o swoje miejsce, swoją godność.

Nie sposób streścić tej książki, która wzrusza od historii profesorskiego małżeństwa na początku, po haftowany prezent, bardzo polecam, może nie jest to najbardziej komercyjna książka na świecie, ale naprawdę warto ją przeczytać, jest nieśpieszna, ale piękna, chociaż trudna. Takie książki chce się czytać 

1 komentarz:

  1. Przeczytana miesiąc temu. Gdyby nie Adolf dalej ci Niemcy by tam mieszkali.

    OdpowiedzUsuń

To dużymi literami: KAŻDY KOMENTARZ ZAWIERAJĄCY LINK - WYLATUJE- WIELOKROTNIE PROSIŁAM, NIE ODNOSIŁO SKUTKU, TERAZ Z AUTOMATU I BEZ CZYTANIA.

A teraz grzecznie i klasycznie ; ) bo bardzo Was przecież lubię : )

Witaj Gościu, cieszy mnie Twoja wizyta, cieszę się, że chcesz pozostawić ślad po tym, że przeczytałeś to miałam do powiedzenia.

Proszę :) komentuj, ale pamiętaj :)

Każdy głos w dyskusji jest dla mnie ważny. Każdy komentarz jest czytany, na komentarz każdego czytelnika staram się odpowiedzieć.

Jeśli chcesz coś powiedzieć, zwrócić uwagę, a komentarz pod danym postem będzie niewłaściwy - z boku podałam adres mejlowy

Nie spamuj, nie jestem nastolatką, więc nie pisz "Super, zapraszam do mnie". To właśnie jest spam, takie komentarze usuwam. Napisz coś merytorycznego, a na pewno zaciekawisz mnie i odwiedzę Twoją stronę.

Chcesz mnie obrazić? Wyzwać? Wyśmiać moje poglądy, czy mnie, jako mnie? Daruj sobie! Jesli szydzisz, lub obrażasz moich czytelników, lub po prostu naruszasz netetykietę, komentarz również wyleci.