Lecimy nadal z trupami z półki, tym razem mieszkająca u mnie od kilkunastu miesięcy książka o chłopskiej fotografii. Książkę kupiłam zaraz po premierze, więc mam jeszcze wydanie w którym autorka dośpiewała sobie całą historię o człowieku zaangażowanym w mordowanie Żydów, tak, że wydawnictwo musiało wycofać cały nakład pierwszego wydania. W międzyczasie czytałam książkę tej autorki, w której jeździła po prowincji i rozmawiała z ludźmi w zamian za zrobienie zdjęcia. Powtórzę to co myślałam wtedy, autorka nie rozumie wsi i patrzy na nią z wyższością, po co więc tak się czepiła takiej tematyki?
Była już chłopomania
w historii, ale teraz mamy prawdziwy jej renesans. Mówimy o najniższych
warstwach społecznych bez lukru, ale doceniając ich trud. Teraz coraz częściej
mówi się o kobietach, a autorka bierze na tapet chłopską fotografię. Kiedy
wynaleziono fotografię, były one zarezerwowane dla bogatych, mamy zdjęcia papieża,
królów, z książęcych ślubów, a co z chłopami. Autorka dzieli się z nami
problemami z metodologią, pisze jak trudno znaleźć takie zdjęcia, że trzeba je
przeglądać, ponieważ w katalogach hasłowych nie ma hasła chłopska fotografia.
Trzeba szukać na piechotę, doprawdy – dramat. Autorka zasadniczo tworzy każdy
rozdział w oparciu o konkretne zdjęcie, snując dookoła tego swoje dywagacje.
Jeżeli ciekawią Was odkrywcze stwierdzenia jak chociażby, żeby kobieta miała
aparat fotograficzny musiała mieć pracę, pieniądze i być panną, to cała książka
jest przesycona takimi banałami. Najbardziej mnie jednak denerwował
protekcjonalizm autorki, która pokazuje nam świat polskich chłopów. Te historyjki
jakie dopisuje do zdjęć, hipotezy jakie stawia, są infantylne i naprawdę
niczego nie wnoszą.
Jestem dumna z mojego chłopskiego
pokolenia, dumna z siły moich przodków(której sama nie posiadam), rozumiem że
autorka nie zna tych realiów, bo większości nie da się tego przyswoić w jednej
rozmowie, tym się nasiąka. Autorka podjęła się bardzo ciekawego tematu, ale
potraktowała go powierzchownie i nie zadała sobie prawdziwego trudu, aby
napisać o tych chłopskich zdjęciach. Risercz był bardzo pobieżny, skoro cały
pierwszy rozdział musiał być wycofany. Muszę koniecznie zapamiętać jej
nazwisko, aby więcej nie naciąć się na jej książkę.

Oj pasuje. Niestety nie sięgam po tego typu literaturę.
OdpowiedzUsuń