Strony

poniedziałek, 7 października 2013

"Niewidzialny most" - Julie Orringer

Szmaragdowa Seria to dzieje rodzin w trudnych czasach. Perypetie miłosne i dramaty historii splatają się, tworząc fascynujące wielowątkowe opowieści.
Poruszająca historia rodziny rozbitej i ponownie zjednoczonej w najmroczniejszej godzinie wojny.Jest rok 1937. Młody Węgier Andras Lévi przyjeżdża na stypendium do Paryża. Zabiera ze sobą tylko walizkę i tajemniczy list, który obiecał dostarczyć młodej wdowie, nauczycielce baletu Klarze. Szaleńczo się w niej zakochuje. Ich namiętny związek jest jednak pełen komplikacji. Kochanka skrywa mroczny sekret.Gdy w Europie wybucha wojna, Andras trafia do obozu koncentracyjnego. Wspomnienia o Klarze dają mu siłę konieczną, by przetrwać w tej strasznej rzeczywistości. Nadzieja na ponowne spotkanie Klary trzyma go przy życiu.
Niewidzialny most to powieść o miłości wystawionej na ciężką próbę, o żydowskiej rodzinie, walczącej o przetrwanie, i trzech braciach, których łączy szczególnie silna więź.


 Nie wiem dlaczego zakodowałam sobie, że „Niewidzialny most” będzie kiepską książką. Ta autosugestia była na tyle silna, że książka wcale mnie nie kusiła. Mijałam ją bez namiętnych spojrzeń, bez pożądliwych gestów, jeśli coś przykuwało mój wzrok to ten charakterystyczny zielony kolor na grzbiecie i okładce.  Jakieś pojedyncze opinie, zdania wyrwane z kontekstu, to wszystko sprawiło, że nie było między nami chemii, zapewne „Niewidzialny most” nigdy nie znalazłby drogi do mojego portfela, torebki i serca, gdyby nie dyskusja na FB. Tak Czytacze, był czas gdy nie byłam blogerem kupowałam coś pod wpływem chwili, przy łóżku nie miałam stosów czekających na przeczytanie. A w portfelu miałam więcej pieniędzy. Zaufane blogerki, osoby których gustom ufam i jestem przekonana o kompatybilności powiedziały „Spodoba Ci się”, powiedziały, że to niezwykła książka. Uwierzyłam!
I tydzień temu na podróż do Lublina zabrałam właśnie tę książkę. Ostrzegam!! Książkę która porywa od pierwszej strony.  I chociaż rozkład jazdy PKP jest bezlitosny a czas płynął i płynął ja czytałam. Później porwało mnie Lubelskie życie na dwa dni, później – rzeczywistość, później znowu Lublin, następnie przyszła choroba i praca. Ale walcząc z napadami kaszlu czytałam… Zagłębiałam się w powieść, której nie nazwałabym prawdopodobnie najlepszą na świecie, ale moim zdaniem zasługuje na określenie powieści wybitnej, niezwykłej i rewelacyjnej. Tak… już słyszę to chóralne „a nie mówiłam”, ano mówiłyście, ale nie przygotowałyście mnie na te emocje, na łzy, wzruszenie i zaciskanie kciuków.  

Andras Levi wyjeżdża na wymarzone, wyśnione stypendium do Paryża. Jest Żydem, rygorystyczne przepisy uniemożliwiają mu studiowanie architektury w Budapeszcie, swoim talentem intryguje profesorów z Francji i tym sposobem stoi przed ogromną szansą. Dostanie pieniądze i szansę na naukę w prestiżowej szkole.  Emigracja do Paryża jest jednocześnie spełnieniem marzeń, jak i źródłem wielu obaw. Andras stoi dopiero u progu życia, lęka się czy podoła, czy nie pokona go bariera językowa, czy jego talent i chęci okażą się wystarczające. Trapi go rozstanie z ukochanymi rodzicami i braćmi.
Pierwsze dni w Paryżu nie są łatwe, tęsknota, obcy język, obce i wielkie miasto działają przygnębiająco, ale możliwość spełnienia marzeń działa uskrzydlająco. Nawet gdy pojawiają się pierwsze problemy, nie będące spełnieniem obaw Andrasa, a narastającego antysemityzmu, chłopak się nie poddaje! Walczy, zawiązują się pierwsze przyjaźnie i pojawia się miłość… perła w koronie Paryża.

„Niewidzialny  most” to niezwykła kronika najtrudniejszych lat dla Europy i dla świata, przełom lat trzydziestych i czterdziestych dwudziestego wieku. Niby oklepane, opisane miliony razy, a jednak autorka „Niewidzialnego mostu” pisze w sposób poruszający dusze, wyciskający łzy… 
Czytałam o Żydach niemieckich, francuskich i polskich, nie miałam okazji czytać o tym co działo się z tymi którzy są naszymi bratankami. Nie zdawałam sobie sprawy co działo się nad Dunajem gdy Hitler doszedł do władzy. Moja znajomość historii okazała się niezwykle uboga i powierzchowna. A przecież los tych ludzi jest tak samo ważny, tak samo należy wspominać tysiące bezimiennych ofiar, które dla kogoś były najdroższą osobą na świecie.

Ta książka jest niespieszna, może nawet leniwa. Zaczyna się w roku 1937 i płynie sobie powoli do przodu, jak Dunaj, jak Sekwana, czasami zatrzymuje się, po to by za chwilę nabrać prędkości, zakręca, meandruje, myli nas, że niekiedy mamy problemy z ustaleniem dokładnej chronologii, ale czas i akcja gnają do przodu poznajemy to bezbłędnie po dzieciach, które rosną… może się walić i palić, ale dzieci zawsze rosną pokazując wyraźnie jak nieubłaganie biegnie czas.

Gdy Andras przyjeżdża do Paryża nad Europą wciąż wisi echo minionej Wielkiej Wojny, która dotknęła każdego Europejczyka, kraje, które dopiero podniosły się po zawierusze wojennej, padły znów na kolana z powodu Kryzysu. W Niemczech swoje idee i pomysły w czyn wprowadza Adolf Hitler, pokłosie tych czynów jak morowe powietrze rozprzestrzenia się na sąsiednie kraje znajdując podatny grunt, wszak na Żyda tak łatwo zwalić winę… za wszystko.  Andras i jego przyjaciele, również Żydzi na własnej skórze przekonają się, że Francja, ojczyzna wolności, równości i braterstwa nie do końca przestrzega tych szczytnych postulatów.  Już we Francji, przed wojną będziemy świadkami bezdusznych przejawów niesprawiedliwości, antysemityzmu. Czytając było mi po prostu niedobrze z bezsilności i niemego sprzeciwu. To takie niewyobrażalne, a jednocześnie – realne.  Miłość, przyjaźń sąsiadują  z najniższymi ludzkimi odruchami tworząc intrygujący kolaż, przepięknie opisany przez Autorkę.
A później wybucha wojna… najbrutalniejszy konflikt nowożytnej Europy, wojna totalna, brutalna, nieludzka. Wojna którą znamy z setek książek, z wielu lekcji historii,  z filmowych obrazów, muzeów. A jednak za każdym razem opisywana rzeczywistość wstrząsa. Nam Polakom nie jest obca ta najmroczniejsza karta II wojny światowej, ludobójstwo, genocidum a jednak nie miałam pojęcia o rzeczywistości wojennej na Węgrzech, chociaż przyznaję, że gdy czytałam początki to mając w pamięci obraz hitlerowskiej maszyny śmierci wymierzonej przeciwko Żydom, wydawało mi się śmieszne mówienie o represjach w kontekście węgierskich Żydów. Wystarczyło jednak tylko się wczuć w sytuację ludzi, których oddzielano od rodzin i wywożono w nieznane, w nieludzkie warunki i niepewność jutra. Wystarczy uruchomić minimalne pokłady empatii, aby po prostu zapaść się w tę książkę i umierać po trochę, z każdym rozdziałem coraz bardziej…

Nie wiedziałam co miały na myśli osoby, które polecały mi tę książkę mówiąc, że jest niezwykła i poruszająca, wolałam sama się przekonać. Teraz już wiem. Teraz nie wiem co ze sobą zrobić, bo… ciągle jestem w Paryżu, w Budapeszcie, na bezkresnych stepach Ukrainy, kocham, boję się i tęsknie. Wciąż tkwi we mnie treść tej książki, która w normalnych, leniwych okolicznościach towarzyszyłaby mi góra trzy dni. Miałam ją pod ręka tydzień, zżyłam się z jej bohaterami, myślę o nich jako o przyjaciołach… współodczuwam w ich dramacie… i rozmyślam o zakończeniu powieści. I nie mogę sobie znaleźć miejsca.

Pozostaje mi westchnąć ach!! Co to za książka!!

30 komentarzy:

  1. Wiesz, ja zakodowałam sobie podobnie i książkę ze 2 miesiące mam już na czytniku i nie mogę sie do niej zabrać. Ale skoro twierdzisz, że wybitna...etc, to w te pędy jeszcze w tym miesiącu ja przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że będziesz tak samo zachwycona, jak ja. Mnie naprawdę ta książka uwiodła. I ciąglę myślę skąd były we mnie te uprzedzenia ;)

      Usuń
  2. Ty to potrafisz narobić ochoty;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jejuuu! Ale mnie rozochociłaś! Leży na mojej półce i leży, a ja ją ciągle z miejsca na miejsce przekładam. Koniec! Na dniach biorę się za lekturę!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tym bardziej się cieszę, że Cię zmotywowałam. Bo warto. Serio bardzo warto. Żal, żeby ta ksiażka leżała bezczynnie na półce

      Usuń
  4. Dziwna sprawa, ale ja też sobie zakodowałam, że to chyba jakieś kiepskie czytadło...Wypożyczyłam z biblioteki, niedługo mija termin, a ja się jeszcze za cegłę nie zabrałam. Miałam książkę odpuścić, ale po Twojej recenzji chyba nie mam wyjścia :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w tej książce jest, że tyle osób miało takie myśli. A aż tylu recenzji tej książki nie czytałam, żeby mi się coś takiego urodziło ;/

      Usuń
  5. Zaobserwowałem, na prawdę świetny blog :) Czy mógłbym sie dowiedzieć jak pani robi to zielone tło w paski z opisem ksiazki ? Proszę o odpowiedz na moim blogu.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jakze sie ciesze z tak pozytywnej recenzji! Ksiazka powinna dotrzec do mnie na dniach i spodziewam sie, ze pochlonie mnie tak samo, jak Ciebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby! :P Wydaję mi się że nie można przejść obojętnie obok tej książki, ona jest po prostu przesiąknięta emocjami!

      Usuń
  7. Uwielbiam Twoje recenzje! Po każdej pozytywnej nie myśli się o niczym innym, jak tylko o nabyciu nowej książki :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Czytając takie zdanie czuję się jakbym Nobla dostała :D
      Tak tematycznie :D

      Usuń
  8. Czuję się mocno zachęcona! Po tym, co się nasłuchałam i co teraz czytam - jest to pozycja obowiązkowa, książka, którą KONIECZNIE muszę poznać! Tematyką zdecydowanie wpisuje się w mój gust.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja bałam się trochę tej tematyki. Myślałam, że już wszystko było i nic mnie nie zaskoczy. A jednak!! :D

      Usuń
  9. Taki opis, to aż chce się do niej zajrzeć. A w PKP zawsze dużo wolnego czasu :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :))
      Ja za to lubię PKP że w spokoju mogę poczytać :D

      Usuń
  10. Ach, popieram! Więcej nie da się napisać. Podobała mi się, chociaż uważałam, że będzie mało ciekawa. Jak dobrze, że jednak się skusiłam. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Dla takich "Zawodów" aż chce się żyć :D Chociaż niestety książkowe rozczarowania też są obecne, ale oby jak najmniej takich ;)

      Usuń
  11. A we mnie właśnie zakodowało się przeczucie, że to wspaniała powieść i że powinnam ją jak najszybciej poznać. To zasługa wielu bardzo pochlebnych recenzji, Twoja opinia to kolejna cegiełka, która przybliża mnie do poznania tej historii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem przekonana, że Ci się spodoba, więc cieszę się że dołożyłam cegiełkę i dopomogłam w przyspieszeniu lektury :)

      Usuń
  12. Muszę przeczytać, skoro nie można o niej zapomnieć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno ciężko o takich emocjach zapomnieć. Niezwykła to książka. :)

      Usuń
  13. Potrafisz tak pięknie opisywać historię przeczytaną w książce, że mogłabym czytać Twoje recenzję i czytać..:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurczę i znowu Nobel!!
      Dziękuję, jakby dostała medal.
      Dla takich zdań warto pisać :))

      Usuń
  14. Tak poruszająca lektura to zdecydowanie wartościowo spędzony czas. A swoją droga też mam tak czasami, że podświadomie koduje sobie czego spodziewam się po danej książce. Ale dobrze czasami dać się tak zaskoczyć treścią.

    OdpowiedzUsuń
  15. Zachęciłaś mnie swą recenzją bardzo. Już widziałam te okładkę, która również zachęca swoją niebanalnością.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mnie w okładce przyciągał ten szmaragdowy kolor :))

      Usuń
  16. Po takiej recenzji pozostaje tylko dopisać książkę do listy must-read. :)

    OdpowiedzUsuń

To dużymi literami: KAŻDY KOMENTARZ ZAWIERAJĄCY LINK - WYLATUJE- WIELOKROTNIE PROSIŁAM, NIE ODNOSIŁO SKUTKU, TERAZ Z AUTOMATU I BEZ CZYTANIA.

A teraz grzecznie i klasycznie ; ) bo bardzo Was przecież lubię : )

Witaj Gościu, cieszy mnie Twoja wizyta, cieszę się, że chcesz pozostawić ślad po tym, że przeczytałeś to miałam do powiedzenia.

Proszę :) komentuj, ale pamiętaj :)

Każdy głos w dyskusji jest dla mnie ważny. Każdy komentarz jest czytany, na komentarz każdego czytelnika staram się odpowiedzieć.

Jeśli chcesz coś powiedzieć, zwrócić uwagę, a komentarz pod danym postem będzie niewłaściwy - z boku podałam adres mejlowy

Nie spamuj, nie jestem nastolatką, więc nie pisz "Super, zapraszam do mnie". To właśnie jest spam, takie komentarze usuwam. Napisz coś merytorycznego, a na pewno zaciekawisz mnie i odwiedzę Twoją stronę.

Chcesz mnie obrazić? Wyzwać? Wyśmiać moje poglądy, czy mnie, jako mnie? Daruj sobie! Jesli szydzisz, lub obrażasz moich czytelników, lub po prostu naruszasz netetykietę, komentarz również wyleci.