Strony

czwartek, 29 stycznia 2015

"Przeminęło z wiatrem" - Margaret Mitchell

Była kiedyś kraina kawalerów i pięknych panien, kraina plantacji i pół bawełny, którą nazywano Południem; tu po raz ostatni widziano niewolników i ich panów, murzyńskie piastunki i rozkapryszone, śliczne dziewczęta. Lecz w ten świat z bajki wtargnęła wojna, niosąc śmierć, ogień i zniszczenie - i cała cywilizacja przeminęła z wiatrem, wymieciona lodowatym powiewem praktycznej, przemysłowej nowoczesności...

Nigdy nie wiemy czy dane spotkanie odmieni nasze życie… gdy zaczynamy czytać jakąś książkę, nie wiemy czy to właśnie ta będzie książką naszego życia, do której będziemy przez lata wracać, jak do domu, po otuchę, siłę do walki, natchnienie. Nie wiedziałam i ja… ile lat temu? Sama już nie wiem, kilkanaście. Chociaż treść znałam, nie umiałam jeszcze pisać, gdy Mama z Siostrą oglądały film. Od momentu pierwszej lektury przeczytałam tę książkę… najprawdopodobniej kilkadziesiąt razy, w całości, fragmentami, skacząc po rozdziałach. Byłam nastolatką i ta powieść dała mi wszystko, również wskazówkę, czego się wystrzegać. Starałam się i staram… z różnym skutkiem.

 Będzie długo i będą spojlery!

Monumentalne dzieło, jedyna książka jaką Mitchell napisała, a zapewniła jej pomnik trwalszy niż ze spiżu. Ale początek jest ciężki, opis krajobrazu Południa… nie tak obszerne jak w Nad Niemnem, ale też wystawiło na próbę cierpliwość nastolatki żądnej emocji, już, natychmiast – teraz!!

Połowa wieku XIX, Południe. Kraj sielanki, wielkie plantacje, piękne kobiety, szarmanccy panowie.  Plantacje utrzymują się dzięki niewolnictwu i o to właśnie wybucha awantura, stany północne są za zniesieniem niewolnictwa.  Stany Południa, których egzystencja zależy od niewolniczej pracy są przeciwko, tworzą Konfederację i chcą wystąpić z Unii, to oznacza wojnę. Nie chcę podejmować się streszczenia przyczyn, przebiegu i skutków wojny secesyjnych(secesja, czyli wystąpienie z Unii), bo nie jestem historykiem(tzn. tylko pasjonuję się historią), a wojna w powieści wprawdzie przeplata się z akcją, ale nieznajomość jej dokładnego przebiegu nie zaburzy Wam przyjemności czytania. W przededniu wybuchu wojny poznajemy Katie Scarlett O`Hara, córkę bogatego plantatora , który kilkadziesiąt lat wcześniej uciekł z Irlandii do Stanów i od zera dorobił się plantacji, fartem zdobył dziewczynę z arystokratycznej rodziny i z tego specyficznego mariażu urodziła się Kasia Scarlett, dziewczyna tyleż pełna uroku, co uparta i umiejąca tupnąć nogą.
 why does a girl have to be so silly to catch a husband
czyli dlaczego dziewczyny muszą udawać idiotki, żeby złapać męża ; )

Scarlett jest dziewczyną może nie uderzająco piękną, ale za sprawą uroku, potrafi rzucić urok na mężczyzn, skutkiem czego szaleje za nią męska część okolicy. Może mieć każdego, ale jak to z babami bywa ten którego chce zaręcza się ze swoją kuzynką, na nic oświadczyny zdesperowanej Scarlett, która wyznaje mu miłość, co zostaje podsłuchane przez przybyłego na przyjęcie Retta Butlera, który w ten sposób wkracza w życie Scarlett, aby zadomowić się w nim na dobre. Oboje są odmieńcami, odstają od swojej sfery. Wybucha wojna, Scarlett z bezpiecznej Tary przenosi się do Atlanty i tam pomimo wdowieństwa zaczyna żyć pełną piersią.
Przeminęło z wiatrem to historia niepokornej dziewczyny spleciona z losami walczącego i upadającego Południa. Moje wydanie liczy trzy tomy, co czyni streszczenie tej historii(znanej zapewne, chociaż w zarysie, Wam z filmu – jeśli nie z książki) niemożliwym. Oczywiście mogłabym się rozpisać, ale poprzestanę na tym, bo jest tyle wątków, że nie chciałabym żadnego pominąć, a tak ogólnie będzie sprawiedliwie.


Przesłaniem tej książki, dla mnie przynajmniej, jest by nie gonić za księżycem, gdy prawdziwe szczęście pcha się do rąk. To w sumie parafraza słów Retta, który jest jednym z wspanialszych bohaterów romantycznych jakich zna literatura. Ciężko mi wyobrazić sobie kobietę, której nie wzruszą jego wyznania. Finał książki, jest po prostu tak motylkowy, przy całym tragizmie, że za każdym razem uderza we mnie mnogość uczuć, gdybań, spekulacji. Jak wspomniałam, czytałam tę książkę wielokrotnie i za każdym razem próbowałam docieć dlaczego finał jest taki a nie inny. Głupota Scarlett, jak często upieramy się, że wiemy lepiej co dla nas najlepsze, że wbijamy sobie do głowy pewien model, szablon i dopasowujemy na siłę do niego faceta. Scarlett robi tak z Ashleyem, przycina, dodaje, pewne sprawy pomija. Ona wie, że jej ojciec miał rację, że Rett ma rację, że nie będzie z Ashleyem szczęśliwa, ale nie dopuszcza tego do głosu. Upiera się głupio i ślepo, że oto ten jeden niezdobyty da jej to za czym tęskni, rozwala sobie życie.
Rett, jego duma i strach przed odrzuceniem. O ile rozumiem go na początku, wyznanie uczucia Scarlett byłoby ryzykowne, z drugiej strony on jest naprawdę mocnym facetem nie dałby się jej wykorzystać, bo to że nie mówi o swojej miłości nie znaczy, że nie cierpi. Dlaczego w głupim uporze czeka aż Scarlett przypełznie do niego? A później ją odrzuca? Czy na zawsze? Mitchell zostawia nam swobodę interpetacyjną… zakończenie jest otwarte z czego korzystają inny autorzy – raczej niefortunnie. Oczywiście każdy wielbiciel tej powieści WIE, że oni muszą się zejść… bo taka miłość nie może przeminąć bez echa, ale czy na pewno. Rett jest stanowczy i konsekwentny. Gdyby nie brak happy endu ta książka nigdy nie przeszłaby do legendy, jest wyjątkowa, wręcz wstrząsająca. Wstrząsa nami udręka, ból Retta, z jednej stronie jesteśmy wściekli na Scarlett a z drugiej strony się nad nią litujemy, bo coś tak ważnego przeszło jej koło nosa. Właściwie jednego dnia traci dwie osoby dzięki którym istniała.
Melania – moja miłość od pierwszego wejrzenia. Chciałam być taką kobietą jak ona(spuśćmy na to zasłonę milczenia). Po niej dostała imię moja Mela( : ( ) jedna z wspanialszych postaci kobiecych w literaturze, uwielbiam o niej czytać, grzeję się w dobru które promieniuje z niej, nawet przez kartki papieru. Podziwiam ją. Szkoda, że dostała za męża największą literacką ciotę, Ashley jest tak łamagowaty i irytujący i wespół ze Scarlett konstruuje tragedię tej powieści, bo też jest wiecznie nieokreślony, miotający się i wkurzająco melancholijny. Jak można chcieć Ashleya?



Od kilkunastu lat przypominam sobie tę książkę regularnie, aby pamiętać by nie gonić za księżycem, od kilkunastu lat popełniam te same błędy. A jednak… wciąż wyciągam z tej książki nowe lekcje, wciąż dostrzegam nowy detal, coś nowego skłania mnie do myślenia. Ta książka jest uniwersalna, nie jest tylko badziewnym romansem, miłosną historyjką pewnego trójkąta. To książka o upadku cywilizacji o trudach odbudowy swojego życia, która uświadamia mi, że chociaż chcę być jak Mela, jestem jak Ashley, czytam, snuję się i marzę. Rewolucja zmiecie mnie w pierwszej kolejności.


Moje wydanie ma ponad dwie dekady, ledwo dycha...

A ja będę wciąż je zaczytywała i Wam też polecam!! Cudowna, genialna książka, której żaden mój tekst nie odda tego co jej należne!!!

27 komentarzy:

  1. Ja na początku nie byłam przekonana do "Przeminęło z wiatrem". Pierwsze 100 stron było dla mnie nudne, Scarlett, która myśli tylko nad tym jak oczarować kolejnego młodzieńca by ten walczył o jej względy. Z czasem polubiłam tę bohaterkę i stała się ona moją ulubioną postacią w tej książce. To prawda, że ma w sobie wiele cech, które innych mogą denerwować i sprawiać, że czytelnik nie zapała do niej sympatią. Uważam, że od Scarlett można się wiele nauczyć. Była odważna, pewna siebie, silna i mimo przeciwności losu dążyła do spełnienia swoich celów. "Przeminęło z wiatrem" to książka do której będę powracać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie na początku pierwsze strony zmęczyły, te czerwone drogi, trawy, ble ble, teraz delektuje się tymi opisami, ale wtedy prawie poległam.

      Bo do tej książki się wraca i zawsze znajduje coś nowego :)
      Tak jak Mela, chciałabym być jak Scarlett

      Usuń
    2. Nie mam pojęcia, dlaczego wszystkich męczą pierwsze strony. Ja od pierwszych słów mówiących o "nie-pięknie Scarlet zostałam oczarowana. Opisy przyrody i życia Południa były bardzo istotne, bo wprowadzały w amerykański klimat, wyznaczały wartości, o które będzie walczyła na dalszych stronach bohaterka, a także dały możliwość przygotowania na akcję.

      Usuń
  2. Ja również co jakiś czas wracam do tej kultowej już książki. Wielopłaszczyznowa i wielowątkowa powieść. I nie wiem co główna bohaterka widziała w Ashleyu. Red był sto razy bardziej pociągający.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Ashleyu widziała jedynego faceta którego nie zdobyła, ach ten upór. Wiadomo, że Rett jest ciacho!!

      Usuń
  3. Oczywiście miał być Rhett . Mała literówka mi się wkradła.

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam i film i książkę:) piękna recenzja:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Film oczywiście też powtórzyłam :) Dziekuję :))

      Usuń
  5. Mnie się podoba najbardziej ostatnie zdanie : "Pomyślę o tym jutro w Tarze"...nie pamiętam czy tak dosłownie brzmiało, ale oddawało całkowicie charakter Scarlett, która nie poddawała się nigdy....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. i muszę dopisać, że to zdanie dawało również mnie jako czytelniczce, która uwielbiała w młodości happy endy, że jednak między Rhettem a Scarlett nie wszystko skończone....

      Usuń
    2. Tylko jak mogłoby się znowu zacząć. Uwielbiałam to jak Scarltt odsuwała przykre myśli.

      Usuń
  6. Mam w planach tę książkę. Do tej pory obejrzałam film i doszłam do wniosku, że Scarlett jest niebywale irytująca. Nie lubię jej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest trudna w pożyciu, ale przeżyłam z nią tyle lat, bardziej jej współczuję.

      Usuń
  7. Nie czytałam jeszcze nad czytam ubolewam, film był piękny :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kocham i ubóstwiam te powieść! I Rhetta. :D Zapoznałam się z nią pierwszy raz trzy lata temu, miałam wtedy 15 lat. Śmiech, żal, smutek, wściekłość - te wszystkie emocje, które się przeżywa w trakcie czytania tej książki są niesamowite. Jakbym miała taką możliwość, to napisałabym do autorki długi list z podziękowaniami za stworzenie tak barwnych postaci - a w szczególności Rhetta i Melanii. Ta historia po prostu nie może się znudzić.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I nie nudzi się nigdy. Naprawdę!!! A te emocje - tak żywe podczas czytania nie blakną nawet za którymś razem. Majstersztyk

      Usuń
  9. Wstęp.... Jakbym czytała o sobie! Nie pamiętam ile miałam lat jak przeczytałam po raz pierwszy "Przeminęło z wiatrem", ale niedużo. Od tego czasu czytałam ją kilkanaście razy. Jest niesamowita! To jedna z najważniejszych książek mojego życia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Siostro :* :))) To prawda... niesamowita książka, niesamowite emocje!!

      Usuń
  10. "Przeminęło z wiatrem" to jedna z tych powieści, które po prostu KOCHAM! Czytałam wielokrotnie, raz nawet po angielsku! Zajęło mi to miesiąc, czy dwa, ale warto było. No i - Scarlett to ja! :)))
    Uwielbiam takie mocne kobiety!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mario, każdy Twój komentarz uświadamia mi jak wiele nas łączy i jak żałuję, że nie mieszkasz w domu obok

      Usuń
  11. Zaczynałam wielokrotnie, nigdy nie skończyłam. Mam w planach przeczytanie w oryginale. :)

    http://booklovinbypas.wordpress.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę Cię!! zrób ostatnie podejście, jestem pewna, że pokochasz!!

      Usuń

To dużymi literami: KAŻDY KOMENTARZ ZAWIERAJĄCY LINK - WYLATUJE- WIELOKROTNIE PROSIŁAM, NIE ODNOSIŁO SKUTKU, TERAZ Z AUTOMATU I BEZ CZYTANIA.

A teraz grzecznie i klasycznie ; ) bo bardzo Was przecież lubię : )

Witaj Gościu, cieszy mnie Twoja wizyta, cieszę się, że chcesz pozostawić ślad po tym, że przeczytałeś to miałam do powiedzenia.

Proszę :) komentuj, ale pamiętaj :)

Każdy głos w dyskusji jest dla mnie ważny. Każdy komentarz jest czytany, na komentarz każdego czytelnika staram się odpowiedzieć.

Jeśli chcesz coś powiedzieć, zwrócić uwagę, a komentarz pod danym postem będzie niewłaściwy - z boku podałam adres mejlowy

Nie spamuj, nie jestem nastolatką, więc nie pisz "Super, zapraszam do mnie". To właśnie jest spam, takie komentarze usuwam. Napisz coś merytorycznego, a na pewno zaciekawisz mnie i odwiedzę Twoją stronę.

Chcesz mnie obrazić? Wyzwać? Wyśmiać moje poglądy, czy mnie, jako mnie? Daruj sobie! Jesli szydzisz, lub obrażasz moich czytelników, lub po prostu naruszasz netetykietę, komentarz również wyleci.