Strony

poniedziałek, 20 kwietnia 2026

"Trzy imiona Ludki" - Gisela Pou[mniej znana historia]


Książka Trzy imiona Ludki zaciekawiła mnie już swoim opisem. Nie znałam tego wątku z historii, a przecież swego czasu mocno interesowałam się historią Hiszpanii, no ale jakoś Barcelonę traktowałam po macoszemu. Byłam bardzo ciekawa w którą stronę pójdzie autorka, kiedy czytałam opis, pomyślałam o Hannie Krall i o rozmowie Mariusza Szczygła, w jednym z podkastów o jej felietonie w którym dziewczynka, tyle razy zmieniała imię ukrywając się, że nie wiedziała jak się przedstawić. Poruszyło mnie to.

 




Bez przeszłości, bez wspomnień, jak drzewo, którego odsłonięte korzenie wystawione są na wiatr.
W 1946 roku dziewięcioletnia Ludka Nowak przypływa do Barcelony wraz z setką innych polskich sierot. Wiele z nich podczas wojny zostało porwanych przez hitlerowców i poddanych brutalnemu procesowi germanizacji. Międzynarodowy Czerwony Krzyż i polski konsulat ułatwiły dzieciom przybycie do miasta, gdzie powstała pierwsza polska szkoła. Podczas gdy władze poszukiwały ich rodzin, one powoli odzyskiwały język i kulturę, które im skradziono.


Ludka – dzięki przyjaźni z Emmą, dziewczynką w jej wieku – z biegiem lat zaczyna przypominać sobie epizody z przeszłości i odnajdywać swoje prawdziwe imię. Ostatecznie wyrusza w podróż, by skonfrontować się z przeszłością…

Trzy imiona Ludki, oparte na relacjach świadków i dokumentach, to wciągająca opowieść o ocalałych zmuszonych do życia w czasach tyranii. O szukaniu swojego miejsca w świecie i uczeniu się, jak walczyć o własne pragnienia. To również hołd dla Wandy Morbitzer-Tozer, która poświęciła się ratowaniu istot wyrwanych z ich ojczyzn i rodzin. A przede wszystkim jest to protest przeciwko przemocy wobec dzieci wszystkich narodowości.

Historię poznajemy na początku od Emmy, dziewczynki z Barcelony, która wychowuje się bez ojca, ale za to z matką i z dziadkami. Cała rodzina jest przeciwna reżimowi Franco, ale muszą się z tym kryć. Dziadek Emmy nie może uczyć w szkole, tylko pracuje w stolarni. W domu trwa cichy opór przeciwko władzy i nienawiść do sług systemu. Ojciec Emmy zginął na wojnie. Matka dziewczynki zarabia szyciem i tak trafia na polskie środowiska i ma pomóc przygotować dom na przyjęcie polskich sierot, które przez nazistów zostały zabrane rodzinom, przepuszczone przez system. Naziści chcieli je zmienić w rasę panów. Emma się buntuje, gdy jej matka zaczyna spędzać tam coraz więcej czasu, jest zazdrosna o uwagę jaką daje innym dzieciom. A jednak Emma zaczyna bywać w domu polskich sierot, gdzie ciągnie ją do milczącej Ludki, tak zaczyna się przyjaźń która potrwa lata. Ludka dzięki przyjaciółce wyrwie się z katatonii, a my dowiemy się jak wyglądało życie dzieci zabieranych Polakom w czasie wojny. To nie tylko historia mniej znanego epizodu, ale to też historia Hiszpanii, a rządy Franco w Polsce to nadal temat mało znany. Poruszająca lektura na wielu poziomach. Miałam przeczucie, że to będzie dobra książka, ale nie spodziewałam się, że aż tak mnie ruszy.

 

Trzy imiona Ludki to książka o trzech kobietach, Emmie, Ludce i matce Emmy. Wszystkie trzy żyją z brzmieniem straty, cierpią w milczeniu. Porusza mnie opowieść Ludki, dziecka któremu wymazano przeszłość i zmuszono aby zajęła miejsce niemieckiej dziewczynki, która zmarła. Ludka staje się Heddą, kocha swoją nową mamę, boi się swojego nowego ojca, który pewnego dnia zabiera ją do Sobiboru, to co tam zobaczy, będzie ją dręczyło całe życie. Czy uda się jej odkryć swoją przeszłość, którą jej wymazano próbując uczynić z niej przedstawicielkę rasy panów? Stosunkowo szczęśliwa jest Emma, chociaż wychowuje się bez ojca, jej dom jest pełen miłości, ma cudownych dziadków, oddaną matkę, jej dramaty są problemami dziecka, konflikty w szkole, zazdrość o mamę, a jednak to wrażliwość tej dziewczynki jest najlepszym kluczem do Ludki. No i matka Emmy, ta historia mnie niesamowicie poruszyła, chyba najbardziej, okryła mnie melancholią. Książka bardzo kojarzyła mi się z powieściami Zafona, pewnie przez ten klimat Barcelony, tajniaków, reżim, ale ta książka to także hołd dla Polek, które niosły pomoc poszkodowanym przez wojnę dzieciom. Naprawdę warto sięgnąć.  


1 komentarz:

  1. Mnie również poruszyła ta historia... Nie jestem w stanie sobie wyobrazić, jak trudna, dla tak małych dzieci, musiała być ta utrata poczucia przynależności. W bardzo podobnej tematyce jest książka "Kim naprawdę jestem" Agnieszki Jeż - polecam.

    OdpowiedzUsuń

To dużymi literami: KAŻDY KOMENTARZ ZAWIERAJĄCY LINK - WYLATUJE- WIELOKROTNIE PROSIŁAM, NIE ODNOSIŁO SKUTKU, TERAZ Z AUTOMATU I BEZ CZYTANIA.

A teraz grzecznie i klasycznie ; ) bo bardzo Was przecież lubię : )

Witaj Gościu, cieszy mnie Twoja wizyta, cieszę się, że chcesz pozostawić ślad po tym, że przeczytałeś to miałam do powiedzenia.

Proszę :) komentuj, ale pamiętaj :)

Każdy głos w dyskusji jest dla mnie ważny. Każdy komentarz jest czytany, na komentarz każdego czytelnika staram się odpowiedzieć.

Jeśli chcesz coś powiedzieć, zwrócić uwagę, a komentarz pod danym postem będzie niewłaściwy - z boku podałam adres mejlowy

Nie spamuj, nie jestem nastolatką, więc nie pisz "Super, zapraszam do mnie". To właśnie jest spam, takie komentarze usuwam. Napisz coś merytorycznego, a na pewno zaciekawisz mnie i odwiedzę Twoją stronę.

Chcesz mnie obrazić? Wyzwać? Wyśmiać moje poglądy, czy mnie, jako mnie? Daruj sobie! Jesli szydzisz, lub obrażasz moich czytelników, lub po prostu naruszasz netetykietę, komentarz również wyleci.