Strony

niedziela, 23 sierpnia 2026

"Imperium bólu. Baronowie przemysłu farmaceutycznego" - Patrick Radden Keefe [ jak uzależniono Amerykę od opioidów]

 


Mam obsesję na punkcie epidemii opioidowej w USA od ponad roku. Po raz pierwszy wyłożono mi to zagadnienie w Podkaście Amerykańskim, później oglądałam seriale na ten temat, a potem wpisałam Imperium bólu na listę trupów do przeczytania w 2026. Jeśli ktoś chce zobaczyć jak doszło do tego, że w Ameryce jest tyle ludzi zombie, a także jak bezwzględni są ludzie w swojej chęci zysku to jest to książka idealna. A zaczyna się od rodziny żydowskich imigrantów, matka pochodzi z Polski. Książka to jednocześnie saga rodzinna, a z drugiej strony opowieść o tym jak zbudować fortunę niszcząc ludzi i jak nie ponosić konsekwencji.

 



Bracia Arthur, Raymond i Mortimer Sacklerowie w ciągu kilku dekad zbudowali imperium. Niczym Medyceusze obejmowali mecenatem artystów, a setki milionów dolarów przeznaczali na filantropię. Najstarszy stał za sukcesem Valium i komercjalizacją rynku farmaceutycznego. Braciom podarował firmę Purdue Frederick – zbili na niej fortunę, lecz na zawsze pogrzebali dobre imię Sacklerów.

Majątek rodziny szacowano na miliardy dolarów, ale niepohamowana żądza bogactwa pchnęła ich dalej: do intratnego sektora leków opioidowych. Arthur i Mortimer chcieli, by ich produkt był czymś więcej niż tylko specjalistycznym środkiem stosowanym w opiece paliatywnej. Miał przynieść ulgę rzeszom zwykłych Amerykanów cierpiących na pospolite bóle. Swój lek – OxyContin – reklamowali jako bezpieczną alternatywę dla morfiny. W rzeczywistości jego główny składnik – oksykodon – był od niej dwa razy silniejszy, o czym doskonale wiedzieli. Agresywna strategia marketingowa w ciągu kilkunastu lat doprowadziła do tragedii – setki tysięcy Amerykanów uzależniło się od opioidów, a śmierć z powodu przedawkowania była jedną z głównych przyczyn zgonów w USA. Sacklerowie uparcie powtarzali, że problem nie leży w leku, tylko w jego użytkownikach.

„Odchodząc, należy zostawić świat w lepszym stanie, niż ten, w jakim go zastaliśmy” – zwykł mówić Arthur Sackler. Wybitny reporter Patrick Radden Keefe przedstawia historię rodziny, która z rzekomej troski o pacjentów uczyniła listek figowy dla swojej zachłanności. Imperium bólu to porażająca opowieść o ambicji i filantropii, o zbrodniach i bezkarności. O korumpowaniu publicznych instytucji, o chciwości i władzy. To także historia stulecia amerykańskiego kapitalizmu i świata, w którym pieniądz i sława wygrywają z etyką i człowieczeństwem.


Isaac i Sophie Sacklerowie byli emigrantami z Galicji, chcieli w Nowym Jorku zacząć nowe życie. Mieli trzech synów, którym wpajano jak ważne jest porządne nazwisko. Wiele ambicji wpompowano zwłaszcza w najstarszego syna Arthura, który miał być lekarzem. Na medycynę poszli wszyscy trzej synowie, ale najstarszy miał w sobie ambicję i chęć by spełnić ambicje rodziców, po przedwczesnej śmierci ojca, przejął rolę głowy rodziny. Już na studiach zaczął pracować w reklamie, był pionierem reklamy medycznej, piął się po szczeblach kariery, ale początki miał szlachetne, dzięki pracy w szpitalu dla obłąkanych, naprawdę pomagał chorym traktowanym podle, pracował nad leczeniem ich, dzięki czemu pacjenci nie musieli być przetrzymywani w tych przytułkach rodem z powieści Dickensa. Jego życie i kariera to materiał na powieść, film, a historię jego rodziny mógłby opisać Mann w amerykańskiej wersji Buddenbrocków. Chociaż tutaj upadek rodziny mamy tylko wizerunkowy. Od zera, do twórcy prężnych biznesów farmakologicznych promujących valium, gdy już pieniędzy miał w bród, poszedł w kolekcjonowanie dzieł sztuki i czynienie z rodziny mecenasów sztuki, nauki. A jego życie osobiste, o panie, trzy żony, dozgonna przyjaźń z pierwszą żoną. I tak miał szczęście, umarł akurat w takim okresie, że akurat jego imię nie może być kojarzone z nadchodzącą erą opioidów. Śmierć Arthura podzieliła rodzinę, jak sępy zaczęli walczyć o dzieła sztuki, pieniądze, nieruchomości. A niezależnie toczyła się kampania mająca wprowadzić na amerykański rynek morfinę w tabletce. Niestety, morfina kojarzy się ze śmiercią, ludzie kojarzą, że dostaje się ją, gdy nie ma żadnej nadziei, dlatego chciwi Sacklerowie połączyli powłokę umożliwiającą długotrwałe uwalnianie z tabletek z morfiną, z syntetyczną morfiną. Stworzyli całą kampanię na rzecz walki z bólem(wpisując się w aktualne trendy), wypuścili w kraj rzeszę przedstawicieli handlowych, a przede wszystkim z premedytacją kłamali, że oksykodon nie uzależnia. Ale już najstarszy brat dał przykład, oszukując na temat skutków ubocznych valium. Kłamstwa i chęć zysku, tak to wszystko się zaczęło.

 

Och, co to była za lektura. O ile początek czytałam z ciekawością i nawet pewną dozą podziwu. Sto lat temu nie było tak łatwo wybić się w USA, a Sackler konsekwentnie realizuje swój cel, nawet wielki kryzys bardzo mu nie przeszkadza. Ta pierwsza część to przeciekawa opowieść o rodzinie, romanse, obsesja kolekcjonowania, ciężka praca, ukrywanie konfliktu interesów, taka łagodniejsza wersja Ojca chrzestnego, ale już fragmenty dotyczące wypuszczania na rynek w sposób oszukańczy leków, to już mnie doprowadzało do wrzenia. Nie ma roli Arthura we wprowadzeniu na rynek tabletek z oksykodonem w Stanach, ale dokładnie tak samo robił z lekami uspokajającymi, tak samo oszukiwał, ale nie wydarzyło się nic na taką skalę. No szlag mnie trafia jak czytam jak z premedytacją uzależniano kraj. Skala manipulacji, jest oburzająca. Ile czasu musiało minąć, żeby to wyszło na jaw i rodzina zaczęła być kojarzona z tą sprawą. Nie uważam, że zapłacili za to, kara nie jest sprawiedliwa, ludzie z pieniędzmi się wywinęli. Jaka jest nauczka dla nas? Nie wierzmy w żadne cudowne leki, kiedyś valium, później oksy, może teraz ozempic. Leki trzeba brać, kiedy tego wymaga sytuacja, a nie bo jest moda, chociaż sytuacja z USA pokazuje, że nawet to może nas nie ochronić. Przerażające.  

1 komentarz:

  1. Kocham wszystkie reportaże z Czarnego! Ten wydaje się tak fascynujący, że już sobie zapisuję w bibliotece ebooków. Zamierzam przeczytać.
    Świetna recenzja

    OdpowiedzUsuń

To dużymi literami: KAŻDY KOMENTARZ ZAWIERAJĄCY LINK - WYLATUJE- WIELOKROTNIE PROSIŁAM, NIE ODNOSIŁO SKUTKU, TERAZ Z AUTOMATU I BEZ CZYTANIA.

A teraz grzecznie i klasycznie ; ) bo bardzo Was przecież lubię : )

Witaj Gościu, cieszy mnie Twoja wizyta, cieszę się, że chcesz pozostawić ślad po tym, że przeczytałeś to miałam do powiedzenia.

Proszę :) komentuj, ale pamiętaj :)

Każdy głos w dyskusji jest dla mnie ważny. Każdy komentarz jest czytany, na komentarz każdego czytelnika staram się odpowiedzieć.

Jeśli chcesz coś powiedzieć, zwrócić uwagę, a komentarz pod danym postem będzie niewłaściwy - z boku podałam adres mejlowy

Nie spamuj, nie jestem nastolatką, więc nie pisz "Super, zapraszam do mnie". To właśnie jest spam, takie komentarze usuwam. Napisz coś merytorycznego, a na pewno zaciekawisz mnie i odwiedzę Twoją stronę.

Chcesz mnie obrazić? Wyzwać? Wyśmiać moje poglądy, czy mnie, jako mnie? Daruj sobie! Jesli szydzisz, lub obrażasz moich czytelników, lub po prostu naruszasz netetykietę, komentarz również wyleci.