Strony

piątek, 28 września 2012

"Anna German o sobie" - Mariola Pryzwan

Mariola Pryzwan - autorka biografii Haliny Poświatowskiej, Zbigniewa Cybulskiego i Władysława Broniewskiego - wydaje już drugą książkę poświęconą Annie German, jednej z najwybitniejszych gwiazd polskiej estrady. Pozycja wychodzi równo 30 lat po śmierci popularnej wokalistki. Zawiera 164 fotografie, pochodzące głównie z rodzinnego archiwum, a także prywatne listy i dokumenty.

Mariola Pryzwan losami piosenkarki interesuje się od dawna, jest też wielbicielką jej talentu. Książka "Tańcząca Eurydyka" zawierała wspomnienia znajomych, przyjaciół i krewnych artystki. Tym razem biografka postanowiła oddać głos samej Annie German. Pozbierała jej wypowiedzi z audycji radiowych, prasy polskiej, rosyjskiej i włoskiej. Zadanie nie było łatwe, ponieważ gwiazda nie lubiła udzielać wywiadów.

Dzięki lekturze publikacji "Anna German o sobie" poznamy wiele szczegółów z ciekawego życia piosenkarki. Przeczytamy o dzieciństwie spędzonym w środkowej Azji, o studiach geologicznych na Uniwersytecie Wrocławskim, o współpracy z teatrem studenckim Kalambur, o sukcesach na festiwalach w Opolu, Sopocie, San Remo i Ostendzie. Dowiemy się sporo na temat pobytu Anny German we Włoszech, na temat jej tragicznego wypadku samochodowego, długotrwałej rehabilitacji oraz heroicznej walki o powrót na estradę. Zobaczymy Annę German nie tylko jako wielokrotnie nagradzaną wokalistkę, ale również jako wrażliwego, ciepłego i dobrego człowieka. Przeczytamy, o czym marzyła, co myślała o szczęściu, jak pięknie mówiła o swojej babci, matce i synku...



Jak już wiecie bardzo lubię biografie. Nie przepadam zbytnio(co do zasady) za biografiami ludzi bardzo współczesnych, którzy żyją, tworzą wciąć(chociaż wiecie że mam tu wyjątki).  Niekoniecznie książka ma opowiadać dzieje osoby, która umarła wiele wieków temu, ale zbyt wielu cele brytów teraz wydaje książki, które są tylko czczą gadaniną, ludzie ci nie mają co powiedzieć i o nich nie ma co opowiadać, podsycają w ten sposób chyba swoją megalomanię, dolewają oliwy do tego ognia popularności, jakby bojąc się, że jeśli w danym tygodniu nie będzie o nich głośno – znikną.

O Annie German słyszałam dużo od mojej Mamy, która jest fanką i często przychodzi do mnie marudząc, żebym puściła coś Anny German, dlatego gdy zobaczyłam tą książkę w zapowiedziach pomyślałam o Mamie. Dlatego ta książka tyle czekała na przeczytanie. Porwała mi ją Mama i długo nie chciała oddać, czytała, a później tylko sobie przeglądała.
Wreszcie dorwałam się ja. Czy wspominałam, że lubię książki ładnie wydane, szyte i porządne, które czytam bez lęku o to że rozlecą się w mych dłoniach jak kilkusetletni manuskrypt? No to uwielbiam. Od samego początku książka zachwyciła mnie wizualnie, masa zdjęć, ładne wydanie. No, ale dużo rzeczy zapakowanych jest w ładne opakowanie a w środku okazuje się, że bida z nędzą.
Zaczynam czytać, a tu zonk. Spodziewałam się biografi, takiej wiecie – tradycyjnej – urodziła się, jako dziecko lubiła, itp. A nie wiem dlaczego nie zwróciłam uwagi na tytuł. Dlaczego on mi nie dał do myślenia. „Anna German o sobie”. Anna German nie lubiła mówić o sobie, autoka postanowiła więc z wywiadów które piosenkarka-geolog udzieliła opowiedzieć o osobie Anny German.
Książka jest podzielona na części, które dotyczą wybranych aspektów życia piosenkarki, dowiemy się dlaczego poszła, na takie, a nie inne studia, jak podobało jej turne po Włoszech,  ja sama dowiedziałam się dużo o Jej wypadku, nigdy nie myślałam że był tak poważny.

Chyba pierwszy raz spotkałam się z takim sposobem napisania biografii i musze powiedzieć, że bardzo mi się to podobało, nie jest to wyrywanie zdań z kontekstu, tak modne teraz, aby kogoś ośmieszyć, czy zdyskredytować, to danie ostatniej szansy na opowiedzenie swojej historii, osobie, która nie ma szans sama się wypowiedzieć.

Autorka wykonała ogromną pracę, zebrała tyle zdjęć, tyle wywiadów, przeglądnęła i wybrała te najciekawsze, przedstawiające Annę German w pełnym świetle.


Polecam bardzo gorąco, a od wczoraj słucham prawie tylko tego

czwartek, 27 września 2012

"Słonie mają dobrą pamięć" - Agata Christie

Oboje znaleziono nad urwiskiem, zastrzelonych. Policja nie mogła stwierdzić, czy to żona zabiła męża, a potem siebie, czy też mąż zastrzelił najpierw żonę, a siebie potem. zbadano kule i tak dalej, sama pani wie, ale sprawa okazała się bardzo trudna. Policja uważała, że było to podwójne samobójstwo.




 Moja przygoda z audiobookami zaczęła się od powieści Christie. Próbowałam do haftu posłuchać kontynuacji Trylogii Sienkiewicza, ale coś nie mogłam się wciągnąć. Sięgnęłam więc po kolejną książkę mojej – ostatnio- ulubionej autorki. Książka chodziła za mną, co i rusz w księgarni się na nią natykałam, ale ciągle coś innego wygrywało. Raz tylko wygrał zdrowy rozsądek. Zaczęłam wiec słuchać kryminału „Słonie mają dobra pamięć”. Ja haftowałam, Mama się plątała po domu, nie widziałam, że słucha, do czasu aż zaczęła mnie rugać za każdą przerwę w czytaniu. Nigdy nie pomyślałabym, że Mamę wciągną książki w wersji audio. Moi Drodzy, nie jest ważny wiek, trzeba spróbować!! A jest duża szansa, że ta forma czytania książek, podczas wykonywania innych czynności przy których czytać się nie da – wciągnie i Was.

Ta książka jest jedną z ostatnich z Herkulesem Piorotem, miałam już kilka  mniej entuzjastycznych przygód z powieściami z tego okresu, więc nie ukrywam, że podeszłam sceptycznie. Tyle że haftowałam, a wtedy i tak nie czytam, bo mam tylko dwie ręce i dwie gałki oczowe. Więc pomyślałam – wszystko jedno. Niespodziewanie szybko się w opowieść wciągnęłam, wprawdzie wstęp jest przydługi, chociaż w porównaniu z obecnie słuchanym „Kotem wśród gołębi” to pikuś.

Na samym początku poznajemy panią Olivier, która jest autorką popularnych kryminałów, wiekowa matrona, miewa problemy z pamięcią. Wybiera się na spotkanie literackie i tam dopada ją pewien ekspansywny babsztyl, który zaczyna zadawać jej niedyskretne pytania. Zaczyna się od pytania o chrzestną córkę pisarki. Bez zbytnich wstępów nowopoznana wścibska baba zaczyna pytać o tragiczna historię rodziców Celii(chrzestnej córki), których wiele lat temu znaleziono zastrzelonych, policja uznała, że było to podwójne samobójstwo, ale to wyjaśnienie nie wystarcza tej „milutkiej” Pani Olivier wytrącona z równowagi tą rozmową czym prędzej ewakuuje się z tego przyjęcia i jedzie odwiedzić swego przyjaciela, Herkulesa Poirot. Rozmawiając z nim, od słowa, do słowa układają wstępny plan rozwiązania zbrodni sprzed ponad dekady. Ale przecież wiemy, że to nie pierwszyzna dla jajogłowego Belga.
Uwaga!! W powieści znajdują się delikatne spojlery do innych książek Christie z udziałem zadufanego detektywa, do „Pięciu małych świnek” i z tego co pamiętam „Wigilii Wszystkich Świętych”. Być może o czymś zapomniałam.

Historia jest naprawdę ciekawa, w pewnym momencie człowiek ma wrażenie, że jak odpuści sobie tą historię przed poznaniem rozwiązania to się udusi. Z Mamą dyskutowałyśmy, spekulowałyśmy, chociaż jeśli mam być szczera w pewnym momencie, fakt że dopiero pod koniec, rozwiązanie jest do odgadnięcia. Niemniej jednak scena w którym Herkules podaje swoje rozwiązanie i pokazuje po jakich ścieżkach dedukcji chodził, warta jest czekania. Jak zwykle.

Agaty Christie przecież nie trzeba polecać.

Nie pamiętam kto czytał tego audiobooka, jest On dosyć stary, wyprodukowany przez Związek Niewidomych, ale naprawdę świetnie zrobiony, lektor stara się oddać charakter rozmówców, atmosferę powieści. Naprawdę polecam!



A co haftowałam ktoś zapyta. Ano dłubałam dalej Madame Butterfly z postu stosikowego. Na około godzinę 14 miałam większą połowę

Teraz jest już skończona, ale efekt obfotografowany będzie jutro jak przyniosę aparat :P


 Teraz gromadzę audiobooki na Panią Jesień  wczoraj kupiłam już po moteczku mulinek na aktualny hafcik. Mam nadzieje, że z tym się wyrobię do końca jesieni.

Tzn. Madame Letnia jest skończona, jeśli chodzi o krzyżyki, została jeszcze wykończeniówka, ale nad tym muszę pomyśleć :P

środa, 26 września 2012

"Spójrz mi w oczy" - Lisa Scottoline

A gdyby okazało się, że twoje dziecko należy do kogoś innego?


Pewnego dnia Ellen Gleeson znajduje w skrzynce pocztowej ulotkę „Czy widziałeś to dziecko?”. Początkowo nie zwraca na nią większej uwagi i zamierza ją nawet wyrzucić, ale coś nie daje jej spokoju, zmusza, by spojrzeć na nią jeszcze raz. Widok mrozi jej krew w żyłach. Chłopiec z ulotki wygląda dokładnie tak samo jak jej adoptowany synek, Will.

Rozum podpowiada jej, żeby zignorować całą sprawę, skoro adopcja została przeprowadzona całkowicie legalnie. Ale Ellen jest dziennikarką i nie potrafi przestać myśleć o tym zdjęciu. Musi odkryć prawdę, choć wciąż nie potrafi sobie odpowiedzieć na pytanie, co zrobi, jeśli okaże się, że Will to rzeczywiście uprowadzony chłopiec? Odda go jego biologicznym rodzicom czy spróbuje przy sobie zatrzymać? Ellen podejmuje bolesną decyzję o podjęciu prywatnego śledztwa i krok po kroku zaczyna odkrywać kolejne tropy, które na zawsze powinny pozostać tajemnicą. A kiedy niebezpiecznie zbliża się do prawdy, okazuje się, że stawką może być jej życie – i życie synka, którego tak bardzo kocha…

Choćbyście bardzo chcieli, nie zdołacie się oprzeć tej historii!  Jodi Picoult


Świetna książka! Nora Roberts

Historie Scottoline są pełne autentycznych emocji, a bohaterowie budzą sympatię i współczucie. To jedna z moich ulubionych autorek. Janet Evanovich

Znakomita powieść – emocjonująca fabuła, silna bohaterka i niespodziewane zwroty akcji. Trudno się oderwać. Tess Gerritsen



 Ciężko mi przypomnieć sobie co skłoniło mnie do sprowadzenia tej książki do domu. Szata graficzna wskazywała, ze będzie to opowieść pełna grozy. Ale chyba pchnął mnie do tego mój ulubiony odcień niebieskiego. A swoją drogą, książka po prostu hipnotyzowała, przyciągała wzrok. Ciężko przejść obok niej obojętnie.
Wczoraj – nieopatrznie rozpoczęłam lekturę i nagle, od początku przestała liczyć się gotująca na gazie woda, grabiejące dłonie, czy miałczący kot. Najważniejsza była książka spoczywająca na moich kolanach, która z każdym zdaniem wciągała mnie, niczym ruchome piaski zbłąkanego wędrowca. Niestety Morfeusz okazał się silniejszy, wczoraj nie doczytałam, ale dziś w każdej wolnej chwili czytałam i przed chwilą doczytałam ostatnie zdanie.

Ellen Gleeson, samotnie wychowuje adoptowanego synka, godzi obowiązki matki i pani domu z pracą zawodową, jest dziennikarką, jej troski i marzenia nie różnią się od tych jakie mają setki tysięcy innych matek i kobiet, do pewnego niepozornego dnia, kiedy znajduje ulotkę z informacjami na temat zaginionych dzieci i rozpoznaje w twarzy jednego z nich, twarz swojego synka Willa. Najpierw myśli, że to jakieś przywidzenie, błąd komputera, ale twarz chłopca z ulotni nie daje jej spokoju, zaczyna drążyć. Na początku stawia na szali spokój swego ducha, później pracę, nie wie że w końcu stawką będzie jej życie, jej i jej synka, bo sytuacja z dnia na dzień robi się coraz bardziej tajemnicza i groźna.

Wcześniejsza książka lisy Scottoline również mnie poruszyła i wciągnęła, pamiętam, gdy ją czytałam był zimny marzec, ale uczucia jakie mną targały podczas tej lektury… ciężko opisać, moim zdaniem można tą książkę porównać do najlepszych książek Picoult, jej rekomendacja na okładce nie jest przypadkowa. Autorka zadaje czytelnikowi wiele pytań, czytelnik może przeklinać Ellen za to, ze nie zostawi tej sprawy, nie wyrzuci ulotki tylko drąży. Wiadomo, że wynik poszukiwań może być niekorzystny,  wtedy żadne wyjść nie będzie dobre a nie pozostanie zwalenie winy na nieświadomość. Z drugiej strony, czy słusznie by postąpiła, gdyby posłuchała rad tych których o nią poprosiła? To już jest pozostawione naszemu osądowi.
Wydaje mi się, że nikt komu przypadły do gustu książki Jodi Picoult nie będzie zawiedziony książką „Spójrz mi w oczy”, znajdziemy tu w doskonałych proporcjach: dramatyzm, kontrowersyjny dylemat, miłość, dużo napięcia i dramatyzmu i zaskakujące zakończenie.

Chociaż uważam, że tytuł nie do końca pasuje do książki.

Polecam zastanowienie się nad postawą Ellen, czy według Was postąpiła jak dobra matka, czy może powinna była wyrzucić ulotkę z pamięci. Czy Wasze zdanie byłoby takie samo, gdy zmieniono zakończenie?

Polecam, naprawdę z czystym sercem, szczerze i gorąco. Warto!!                

wtorek, 25 września 2012

"Zaproszenie na morderstwo" - Carmen Posadas

Grupka przyjaciół na jachcie, tajemnicze morderstwo, wszyscy są podejrzani, bo każdy z nich miał motyw… Sytuacja jak z klasycznym kryminale, gdyby nie fakt, że być może zamordowana Olivia sama to wszystko ukartowała! Czy rzeczywiście można być aż tak perfidną osobą i dać się zabić, żeby dokonać zemsty na nielubianych znajomych? Zagadkę spróbuje wyjaśnić Agata, siostra Olivii, wielbicielka powieści detektywistycznych. Ale czy przypadkiem i ona nie jest nieświadomym niczego elementem wyrafinowanej gry swojej siostry? I czy wskazanie mordercy to na pewno właściwe zakończenie?


 Kryminały ostatnio bardzo, bardzo polubiłam. Oczywiście jestem wyznawcą Jedynej Królowej kryminału jaką jest Agata Christie. Ale nie samą Agatą żyje człowiek. Tytuł i opis książki „Zaproszenie na morderstwo” brzmiał intrygującą, książka prosiła się wręcz „weź mnie i czytaj”, aby zagłuszyć ten głos włożyłam ją „chwilowo” pod sam sufit. Ale w końcu nadeszła jej chwila.

Olivia, kolejny raz się rozwodzi, traci nie tylko męża, to akurat średnio ją obchodzi, ale traci swoją pozycję i pieniądze,  postanawia zaprosić swoich „bliskich” a ponieważ wrogów trzeba bardzo blisko trzymać, na uroczyste świętowanie rozwodu na luksusowym jachcie.

Kości zostały rzucone,  zaproszenia dostarczone, każda z osób czytających zaproszenie przypomina sobie swoje najgorsze chwile z Olivią, ale mimo wszystko każda z nich korzysta z zaproszenia i zjawia się w oznaczonym dniu na jachcie. I puszczone zostaje im nagranie w którym Olivia przedstawia swój plan, mianowicie to, że któraś z osób obecnych na jachcie będzie chciała ją zabić. Faktycznie Olivia pewnego dnia zostaje znaleziona bez tchu. Policja stwierdza, że to nieszczęśliwy wypadek. Siostra Olivii – Agata, również obecna na jachcie, wszczyna swoje prywatne śledztwo, aby wyjaśnić okoliczności śmierci siostry. Co odkryje?

„Zaproszenie na morderstwo” nawiązuje do trzech powieści Agaty Christie, niestety ja czytałam tylko jedną „Dziesięciu murzynków”. Nawiązania same rzucają się w oczy, co  nieco odbiera przyjemność czytania, zwłaszcza jeśli książkę ma się świeżo w pamięci, a przed oczami geniusz Agaty, ale należy się wyzbyć skojarzeń, przestać porównywać i można czerpać inspiracje – jak dokopać nielubianym osobom, nawet po śmierci.

Książka ma swoje mocniejsze i słabsze momenty, były chwile, że zmuszałam się do lektury, po to, aby za chwilę dać się porwać stylowi Autorki, któremu nie mam nic do zarzucenia, podobał mi się język, to że każdy bohater jest rozpoznawalny, charakterystyczny.
Mimo iż nie uznaję tej książki za mistrzostwo świata, nie jest to też książka która męczy i czyta się ją z zaciśniętymi zębami. Książkę nazwałabym po prostu przeciętną.

poniedziałek, 24 września 2012

Stos i haft krzyżykowy


(po kliknięciu zdjęcie się powiększy i tytuły powinny być czytelne :) )
Pierwszy stos jest recenzyjny.
"Dziedzictwo", "Cranford" "Jak szybko i skutecznie rzucić palenie" były już recenzowane. "Chleby, bułki i bułeczki, rezydują w kuchni bo eksperymentuję z przepisami. Chlebki pita wyszły wyborne xD
Dwa pozostałe stosy to efekt ostatniej wypłaty. Kolejne tomy Wielkich Biografii oraz Agaty. Klaudynę zyskałam dzięki Endze. "Jeździec miedziany" i "Tatiana i Aleksander" były już recenzowane. Agata Christie... Na "Niemego świadka" namówiła mnie niedobra Cat. Królów przeklętych wreszcie znalazłam I tom. A kieszonkowe wydanie Segala... chciałam przeczytać "Doktorów", ale szkoda mi było prawie pieciu dych na normalne wydanie.

No i z boku moja duma i radość. Hiszpański stosik :D Trzy książki które pozwolą mi nie nudzić się w deszcz :D
Dodatkowo wzięłam się za haft krzyżykowy. 
Stan pracy na "przed chwilą" wbrew pozorom nie wydarłam go psu memu z gardła, ale zdjęłam z tamborka.

Jak widać ledwo 1/4 jest zrobiona. Haftuję muliną Anchor nr 131, trzema nitkami, półkrzyżykiem, na cholernie drobnej kanwie, którą uwielbiam za efekt gobelinu.

Aktualnie pracuję nad tym fragmentem zaśmiewając się przy pierwszym sezonie serialu wszech czasów, czyli "Przyjaciele" na tapecie, do tej pory oglądałam Once Upon A Time, ale miałam z lektorem, a nie lubię haftować przy serialach z literkami :P Więc albo serial z lektorem, albo audiobooki, przy tym hafcie(i nordick Walkingu) słuchałam Wielkiego Gatsbiego. Na dziś wieczór mam "Słonie mają dobrą pamięć", gdyby nie fakt, że Agatha Christie to napisała, byłabym przekonana, że to moja biografia. Ale nic posłuchamy - zobaczymy :)


Jak widzicie zmieniłam tło bloga, na jesienne i ciepłe, myślę o zmianie nagłówka... już mam zdjęcie na dysku, ale chyba bez obróbki się nie obejdzie... a będzie ciężko bo mam beznadziejny rozkład światła w mieszkaniu. A nie wytnę z nagłówka Ikerowego kubka.

No i zdjecia mogę robić jak Taty nie ma, bo zabrał aparat którego mogę dotykać, a bawię się tym do którego mam zakaz zbliżania. Prawie sądowy.


Howgh.

Tym optymistycznym akcentem kończę Wam truć. Ten kto dotrwał do końca, może sobie pogratulować, z taką wytrwałością i siłą, tylko ruszać zdobywać Mount Everest :D

niedziela, 23 września 2012

"Jak szybko i skutecznie rzucić palenie" - Treusch Dirk

JAK SZYBKO I SKUTECZNIE RZUCIĆ PALENIE
Ta książka nie zmusza Cię do rzucenia palenia. Nie znajdziesz w niej również żadnych nakazów i zakazów. Dowiesz się za to i nauczysz, jak wyzbyć się potrzeby palenia, która wg przekonań Autora jest główną przyczyną i źródłem Twojego uzależnienia. Jeśli więc masz już dość śmierdzących palców nikotyną, pożółkłych zębów i dodatkowo chciałbyś zaoszczędzić co miesiąc okrągłą sumkę, ten poradnik Ci w tym pomoże. Dzięki niemu uwolnisz się raz na zawsze od papierosów bez odczuwania przy tym ich braku, a także skutków ubocznych. Zdaniem Autora nałóg ten wcale nie jest uzależnieniem fizycznym. To jedynie psychika wymusza chęć i potrzebę palenia, a ciało tylko wykonuje tę czynność. Autor – Dirk Treusch jest trenerem i terapeutą, który prowadzi seminaria na temat odzwyczajania się od palenia. Posiada on kilkudziesięcioletnie doświadczenie w pracy z osobami uzależnionymi od papierosów i wskazuje im drogę oraz skuteczne metody na zerwanie z tym nawykiem. Nieważne od jak dawna i ile papierosów dziennie palisz, opisane w książce proste techniki opukiwania punktów na ciele (działające podobnie jak EFT), odblokują i uwolnią Twój mózg oraz ciało od potrzeby palenia. Dzięki przedstawionej metodzie, opartej na psychologii energetycznej sam wyleczysz się z uzależnienia i staniesz się wolnym, szczęśliwym człowiekiem. Zerwij z nałogiem już dziś! To prostsze niż myślisz!


 Niegdyś palenie było modne, później popularne, jeszcze poźniej powszechne. Teraz jest złem. Ustawodawca lekceważy fakt, że akcyza jest drugim(po podatku Vat) poważnym strumieniem zasilającym budżet państwa. Daleko, daleko dalej jest podatek dochodowy. Więc Ustawodawca podcina sobie gałąź na której siedzi, a później płacze, że go zadek boli(czyli dziura budżetowa się powiększa). Ale nie o podatku będzie mowa. Będzie mowa o I(słownie pierwszym) sensownym poradniku który przeczytałam. Ciężko jest palić w obecnych czasach, nie ma gdzie, nie ma za co. Wypada rzucić. W tym celu naiwni palacze wydają fortuny na psychoterapeutów, jakieś plasterki, jakieś gumy.
A wystarczy wydać 25 polskich złotych, czyli odmówić sobie około dwóch paczek papierosów(w zależności od tego jaką ktoś markę preferuje) i dowiedzieć się jak skutecznie rzucić.
Czytałam już wiele poradników, zwykle po dziesięciu stronach(w najlepszym wypadku) zaczynałam rzucać książką o ścianę. To jest pierwszy poradnik napisany w fajny sposób, po pierwsze: nikt nas do niczego nie zmusza, nie próbuje wmówić, że jesteśmy źli, głupi, słabi, że palimy, nie rozciąga przed nami wizji ognia piekielnego, ani nas konających w bólach, krztuszących się marnymi resztkami płuc.

Człowiek który sam palił używa NAUKOWEJ wiedzy, logicznych argumentów, żeby przeprowadzić Nas przez proces odstawienia papierosów, obala mit narkotyku, a przede wszystkim nie każe nam zgasić tlącego się papierosa w tej sekundzie. Ba! Wręcz przeciwnie, jeśli najdzie nas ochota na papierosa w trakcie lektury każe się nie krepować i palić spokojnie.
Daje nam czas do namysłu, do przewartościowania, przespania się z tematem i każe rozpocząć rzucanie wtedy kiedy będziemy pewni, że to ten moment. Przy czym nie uważa, że samo podjęcie decyzji załatwia sprawę. Nie zostawia Nas samych w pół drogi, proponuje Nam pakiet ćwiczeń, które pomogą nam w odzwyczajeniu się od papierosa, obala mity, które wiele osób sobie stwarza.

Mam nadzieję, że spotkam w życiu jeszcze kilka poradników napisanych tak przekonująco, które nie wzbudzą we mnie natychmiastowej irytacji. Będę książkę polecać znajomym palaczom.
Jak zadziała na Mamę to facet na Nobla zasługuje.  Tylko trzeba przeczytać w całości, nie wolno pominąć akapitu, trzeba się również do poleceń Autora zastosować, ale ćwiczenia te opisuje tak dokładnie, że nie ma z tym problemu. Nie wymagają jakiejś sprawności, można je(jak doradza nawet autor) wykonywać w toalecie publicznej. Naprawdę minimum miejsca i wysiłku.


książkę mogłam przeczytać dzięki uprzejmości Studia Astropsychologii za co dziękuję


"Dziedzictwo" - Katherine Webb

Trwa surowa zima. Po śmierci babki Erica Calcott i jej siostra Beth wracają do Storton Manor, imponującej rezydencji w południowej Anglii, gdzie jako dziewczynki spędzały wakacje. Przeglądając rzeczy babki, Erica wraca wspomnieniami do dzieciństwa…

Rozmyśla o Henrym, kuzynie, którego tajemnicze zniknięcie ze Storton Manor odcisnęło piętno na całej rodzinie. Erica postanawia rozwikłać zagadkę; pragnie pozbyć się duchów przeszłości i sprawić, by Beth mogła w końcu zaznać spokoju. Gdy Erica zagłębia się w dzieje swojej rodziny, odkrywa sekret, który wiedzie ją do Ameryki przełomu wieków, pewnej pięknej dziedziczki i przeklętej, jałowej ziemi.

Kiedy przyszłość i teraźniejszość zaczynają się zbiegać, Erica i Beth muszą stawić czoła dwóm straszliwym zdradom i dziedzictwu, jakie po sobie pozostawiły.

Dziedzictwo to niesamowita, zapadająca w pamięć i poruszająca historia, której echa będą odzywać się w tobie jeszcze długo po zamknięciu książki...


 Sporo książek, nim rozpocznę lekturę musi  nabrać, tak zwanej mocy urzędowej, ta czekała stosunkowo niedługo, dodatkowo leżała na biurku, obok laptopa, czyli tam gdzie jestem codziennie i kłuła w oczy mnie boleśnie i dosyć upierdliwie. A że czytałam najpierw jedną, później drugą i trzecią pochlebną powzięłam zamiar przeczytania jej dosyć szybko.

Jako rzekłam, już po recenzjach, po blurbie, wiedziałam, że to taki gatunek, taki styl, który lubię i świetnie się mi czyta. Ale wrodzony sceptycyzm kazał mi uważać, wszak nie od dziś wiadomo, że wiele razy, nastawiając się na pozytywne wrażenia zdarza nam się rozczarować, dotyczy to w równym stopniu: mężczyzn, muzyki, filmów i książek też.
Książka zaczyna się mrocznie, młoda kobieta porzuca swoje dziecko. Dlaczego to robi? Czy się to wyda? Jakie to będzie miało konsekwencje? Krótki fragment korty intryguje, stawia wiele pytań. I nagle ciach! Przenosimy się w czasy współczesne, dwie siostry przyjeżdżają do tego samego dworu, w którym wiele lat temu zostało porzucone dziecko, nie przybywają go szukać, po prostu ich babka zmarła i zapisała im ten dom, jeśli w nim zamieszkają. Erica – wolny duch i jej siostra Beth, która cierpi na depresję, chociaż żadna nie planuje tu zamieszkać, chcą tu jednak spędzić święta, z miejscem tym wiążą się dla nich przykre wspomnienia, gdy były dziećmi zaginął tu w czasie wspólnego odpoczynku ich kuzyn Henry, mija 23 lata a o losach chłopaka nic nie słychać, wszyscy pogodzili się już z jego śmiercią, jednak Ericę dręczą, zwłaszcza w dworze wspomnienia, a raczej ich brak, kobieta obwinia się że nic nie pamięta, a może jej wspomnienia rzuciłyby jakieś światło na sprawę.
Podczas pobytu Erica zaczyna drążyć historię rodziny, intryguje ją zwłaszcza zdjęcie prababki Caroline z małym chłopcem na kolanach z czasów gdy prababka była jeszcze panną, to zdjęcie jest jedynym dowodem istnienia chłopca, milczą o nim kroniki rodzinne, Caroline przybyła z Ameryki jako stara panna, skąd więc u niej dziecko?
I tutaj przenosimy się do przeszłości poznajemy zahukaną przez ciotkę Caroline w momencie gdy ta poznaje swojego przyszłego męża Corina i oznajmia despotycznej ciotce, że wyjdzie za tego mężczyznę i przeniesie się do niego, na dziki Zachód, tam gdzie jeszcze nie sięgają Stany Zjednoczone. Co się stanie, gdzie zginie ta zakochana, szczęśliwa kobieta? Jaką drogę pokona od kawiarni w Nowym Jorku do dworu w Angli i tytułu Lady? Wydaje się być szczęśliwa z mężem? Chociaż nie jest łatwo, bo Dziki Zachód to nie jest dobre miejsce dla  wielkiej damy.

Akcja książki jest prowadzona w dwóch płaszczyznach. Pierwsza to współczesność, oglądamy starania Erici w odkryciu prawdy o losie kuzyna, w szukaniu historii swojej rodziny, wyjaśnieniu mniejszych i większych tajemnic. Druga płaszczyzna to losy Carolinie, bardzo wciągające, porywające i dosyć poruszające.
Ogromna zaletą tej książki jest, że Autorka nie zaniedbuje żadnej historii, obie czyta się świetnie, może dzięki temu że Katherine Webb ma niesamowicie plastyczny styl, wszystko o czym pisze opisuje w taki sposób, że niemalże staje nam to przed oczami, angażuje czytelnika w swoją opowieść, zmusza do trwania w świecie którzy tworzy i sprawia, że z niechęcią myśli się o porzuceniu tej historii.
Jak powiedziałam na początku lubię takie historie, lubię gdy przeszłość, harmonijnie przeplata się z teraźniejszością, gdy równolegle są prowadzone dwie historie a wszystko, prawie wszystko wyjaśnia się na końcu. To intryguje, ciekawi, przywiązuje do książki. Szkoda, że tak mało książek jest pisanych w ten sposób. Mam nadzieję, że takich będzie więcej.

Polecam bardzo, bardzo. Chociaż mierzcie czas na zamiar, łatwo się od tej książki nie odkleicie :P

czwartek, 20 września 2012

"Cranford" - Elizabeth Gaskell

Cranford to nie tyle powieść, co zbiór szkiców, swego rodzaju album nostalgicznych obrazków z życia niemłodych kobiet – panien i wdów – z prowincjonalnego miasteczka w XIX-wiecznej Anglii. Ich życie zorganizowane jest według kodeksu wykwintnej oszczędności, całą zaś wolną od zasad przestrzeń wypełniają czarujące dziwactwa bohaterek, ich snobizm i niedorzeczne obyczaje.

Błyskotliwie uchwycone ograniczenia społeczne są zarazem źródłem wielu trosk. Zajmowana przez damy pozycja jest na tyle wysoka, by uniemożliwić im pracę zarobkową, nie zapewnia im jednak wystarczającego dochodu, by mogły żyć niezależnie.

Na kartach tego utworu Gaskell w pełni zademonstrowała swój niesamowity talent budowania opowieści wokół wydarzeń dnia codziennego oraz umiejętnego operowania suchym humorem równoważonym idealnie wymierzoną szczyptą tragedii. Udało jej się ponadto stworzyć galerię niezapomnianych postaci, z których każda „ma własną indywidualność – żeby nie powiedzieć ekscentryczność – całkiem nieźle rozwiniętą”. Jest to bowiem przede wszystkim opowieść o kobietach: o ich zainteresowaniu pozycją społeczną, konwenansami i modą, lecz także o ich zainteresowaniu sobą nawzajem.

Cranford to powieść niezmiernie zabawna, miejscami nieopisanie smutna, to książka o dobroci i o tym, że „uczciwe życie przysparza przyjaciół”. Przez niektórych uważana jest za kobiecą odpowiedź na Klub Pickwicka.

Wydanie zawiera także dwa niepublikowane dotąd w Polsce szkice: Poprzednia generacja i Klatka w Cranford.


 Cieszy mnie to, że w Polsce widać powrót do klasyki. Coraz więcej wydawnictw dochodzi do wniosku, że warto wydawać dzieła sprawdzonych autorów sprzed stuleci. Cieszy  mnie zwłaszcza powrót do Gaskell, która dawno, dawno temu była w Polsce wydana, ale jej jedyna książka(wydana w Polsce), właśnie Panie z Cranford chodziła po allegro w astronomicznych cenach. Nie dla przeciętnego czytelnika. Dlatego podskoczyłam z radości, gdy tłumaczka Pani Katarzyna Kwiatkowska napisała do mnie pewnego pięknego dnia. Właśnie w sprawie Cranford. Gdy książkę powitałam  domu, natychmiast wylądowała przy łóżku, do jak najszybszego przeczytania. A ja raczyłam się przemiłą dedykacją. Za którą, i za książkę ślicznie dziękuje.
Niestety jestem tak chamska i bezczelna, że gdy książka mi się nie podoba nie mam, a raczej nie miałabym skrupułów aby to bezwstydnie wysmarować.

Na szczęście jednak, wiedziałam, że to mi nie grozi, zdążyłam już na tyle poznać autorkę, ze wiedziałam iż Jej styl mi całkowicie odpowiada. Zresztą jestem również pod  wpływem doskonałego serialu produkcji BBC, który luźno opiera się  na  motywach opowiadań Gaskell o paniach z Cranford. Można spokojnie przeczytać najpierw książkę, serial jest zrobiony w taki sposób, że i tak będziemy miały niespodzianki.

Cranford to babiniec, mieszkają tu głównie stare panny, lub bezdzietne wdowy, które żyją w swoim świecie, nie zważając na zmieniające się mody, obyczaje.  Ich światem jest Cranford. Dobrze się czuja w swoim gronie, chociaż nie obce są im drobne niesnaski, ich losy wbrew pozorom pełne są małych, lub większych dramatów, tragedii, jednak nic nie jest w stanie ich złamać. Żyją skromnie, oszczędzają na świecach, dbają o przyzwoitość do tego stopnia, że pomarańcze spożywają w swoim pokoju.

Pani Gaskell stworzyła szereg przeciekawych postaci, które dodatkowo nabierają barw gdy dołoży się im twarz aktorki odtwarzającej ich rolę w filmie.
Mamy więc pannę Jenkyns, noszącej dumne imię Deborah, która jest strażniczką przyzwoitości Cranford, dba bardzo o to co wypada. Jej siostra – panna Matty jest nieco bardziej „swobodna” w swoim życiu przeżyła swoją nieszczęśliwą historię miłosną, jest niesamowicie prostoduszna i do szpiku kości prawa. Do tych dwóch pan w odwiedziny przyjeżdża panna Smith, która jest narratorką, wprowadza nas do Cranford i przedstawia resztę towarzystwa. Poznamy więc damę, nieco wyżej urodzoną od swych przyjaciółek, która ma bzika na punkcie swego pieska, inna Pani ma hopla na punkcie swojej krowy, której sprawiła nawet flanelową piżamę.
Każda z bohaterek powieści ma swój niezapomniany charakter, charakterystyczny styl wypowiedzi, system wartości.

Mimo, że książka ma niewiele ponad dwieście stron, zapada się w nią niczym w puchowe, cieplutkie piernaty, jest niczym filiżanka gorącego kakao, rozgrzewa, ociepla, niesie ze sobą wiarę, że wszystko się ułoży. Książka także wzrusza, ale także w chwilach wzruszeń grzeje serce. Już teraz wiem, że książki na półkę nie odłożę, ma leżeć przy łóżku, abym mogła do poszczególnych opowiadań wracać gdy będzie mi źle. Ciężko o książkę która z takim wdziękiem łączy humor, sarkazm, ironię z odpowiednią dawką wzruszeń.

Naprawdę gorąco polecam

Deszczowy dzień, a same dobre wieści

Światem zaczęła rządzić jesień, a ja mam pyszny humor.

Moje nadzieje się ziściły, wczoraj dostałam wiadomość, ze dostałam się na upragnione studia doktoranckie co przez ostatni tydzień okrutnie mnie stresowało. Od października zacznę oficjalnie to co jaki wolny słuchacz robiłam przez ubiegły rok.

Dodatkowo dostałam pracę jako nauczyciel w szkole dla dorosłych. Nauczanie jest misją, jak każdy wie, więc fortuny na tym nie zrobię. Ale kilka książek kupię. Całą ostatnią wypłatę wydałam na książki. no prawie całą, wiec stos też niebawem będzie.


Cieszę się bardzo, że te najważniejsze sprawy nieco się ułożyły. Tak bardzo się cieszę, że postanowiłam się z Wami tym podzielić bowiem wiem, że Ci którzy wiedzieli trzymali kciuki i mnie wspierali :)


Pozdrawiam Was - wniebowzięta

środa, 19 września 2012

"Lokatorka Wildfell Hall" - Anne Brontë

Losy kobiety walczącej o niezależność w świecie, gdzie w oczach społeczeństwa i w świetle prawa żona jest jedynie własnością męża. Pojawienie się we dworze Wildfell Hall pięknej i tajemniczej wdowy wywołuje huragan plotek wśród okolicznych mieszkańców. Czy młoda kobieta skrywa jakiś mroczny sekret? Nikt nie może uciec przed przeszłością...


 Macie czasami uczucie, że nie pasujecie do swojej epoki? Ze urodziliście się co najmniej o 150 lat za późno? Ja miewam tak często, dlatego tym chętniej sięgam po powieści. Bardzo cenię Twórczość Sióstr Bronte, moja faworytką pozostają „Dziwne losy Jane Eyre”, ale widzę, że „Lokatorka Wildfell Hall” będzie następna na liście, chociaż zatrważająco długo gościła na mojej liście „teraz czytam” to w rzeczywistości, gdy się za nią naprawdę zabrałam poszło piorunem. Bo nie mogło być inaczej.

Książka to klimatyczna opowieść o tym jak do jednego z dworów wprowadza się tajemnicza kobieta z synem. Wszyscy mają ją za wdowę, jednak dosyć szybko po okolicy rozchodzą się plotki o jej niemoralnym prowadzeniu w przeszłości, na nieznajomą unosi się aura skrywanej tajemnicy, Helena maluje obrazy, które wysyła na sprzedaż do Londynu, ale nie podpisuje się prawdziwymi inicjałami, mętnie się tłumacząc. Tymczasem Gilbert młody mężczyzna traci dla sąsiadki głowę. Stara się do niej zbliżyć, gdy ona mu to utrudnia wykorzystuje do tego jej syna, który najwyraźniej potrzebuje męskiego towarzystwa, gdyż Helena sprawia wrażenie nadopiekuńczej. Okazuje się, że Helena nie odtrąca Gilberta bez powodu, sama też do niego czuje ale ze względu na swoją przeszłość nie chce chłopakowi utrudniać życie, daje mu do przeczytania swój dziennik z czasów gdy była mężatką. Gilbert chyba nigdy nie spodziewał się czego się dowie.

Początkowo obawiałam się, że będzie to powieść epistolarna za czym nie przepadam za bardzo, szczęście moje obawy były przedwczesne, autorka zastosowała kilka rodzajów narracji(w tym również listy), z każdym rodzajem radząc sobie świetnie, na pewno nie zrazi nas narracja, chociaż próżno oczekiwać tutaj adrenaliny jak w thrillerze czy kryminale, to jest zaleta powieści XIX-wiecznych, wszystko tchnie spokojem, pozbawione jest tej znanej nam z codzienności  bieganiny. Tutaj światem rządzą ugruntowane, może się wydawać od wieków konwenanse. W tym świecie kobieta jest zagubioną, słabą istotą zdaną na łaskę mężczyzn, dla której jedyną szansą na dobre życie jest zamążpójście. Przykład bohaterki pokazuje jak łatwo było w ten sposób wpaść w pułapkę, przecież Helena nie była szczęśliwa w małżeństwie, jej dzienniki pokazują ile przeszła, ile wycierpiała, jakiego heroizmu wymagała od niej decyzja by porzucić męża i rozpocząć nowe życie. Jakiż to ogromny kontrast w porównaniu do dzisiejszych czasów gdy małżeństwa rozpadają się z błahych powodów i takie rozejście nic nie znaczy.
Siostry Bronte, same będący dosyć postępowe w swoich książkach kreują fascynujące żeńskie postacie, silne, takie które walczą o siebie, o swoje szczęście i przyszłość, a nie pozwalają nieść się życiu, jak bezwolne liście rzucone do strumienia. Helena jest bez wątpienia kobietą która wyprzedza swoją epokę, z jej charakterem ułożyłaby sobie życie w każdych czasach.

Co tu dużo mówić książka to nie tylko ciekawa opowieść o życiu w XIX wieku, konwenansach, małżeństwie, ale także opowieść o pięknej miłości, nie takiej spektakularnej jak z hollywoodzkiego filmu, ale takiej normalnej, codziennej.

Osobiście bardzo książkę polecam…

"Wielki Gatsby" - Francis Scott Fitzgerald

Świetnie napisany, klasyczny thriller z 1925 roku. Akcja rozpoczyna się na początku XX wieku. Jest czas prohibicji. Rodzi się zorganizowana przestępczość… Po wojnie następuje wielki kryzys. Podział na ofiary i beneficjentów krachu gospodarczego staje bardzo wyraźny. Główny bohater Jay Gatsby jest oficerem zasłużonym w czasie wojny. Jego nie jasna przeszłość staje głównym wątkiem powieści. Akcja nabiera tempa i następuje kilka nieoczekiwanych zwrotów…

Książkę czyta sprawdzony w tej roli aktor Antoni Rot. Jego interpretacje są zawsze wciągające i ciekawe, a głos jakby stworzony do tekstów "z dreszczykiem". Specjalnie skomponowana muzyka, stylizowana na okres narodzin jazzu, dodaje całości odpowiednią atmosferę.


 Audiobooki wróciły do mych łask drodzy Państwo. Jeśli mól książkowy jest jednocześnie człowiekiem renesansu, to nie ma wyjścia. Audiobooki to jedyne wyjście, można haftować, gotować, piec, uprawiać nornic walking, rób zwykły rowering i jednocześnie na moment nie porzucać lektury. Książka „Wielki Gatsby” chodziła za mną długo, słyszałam że to znana książka, ale z braku tej książki na półce odkładałam lekturę na wieczne „jutro”. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności trafił w me łapki audiobook. I niezwłocznie załączyłam. Słuchałam haftując, łażąc po okolicy oraz usypiając.

Przenosimy się do Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, dwudziestolecie międzywojenne, czasy prohibicji a więc okres podczas którego powstanie wiele fortun, zaroi się od nuworyszów, jednak autor daje jasne przesłanie „pieniądze szczęścia nie dają”.

Losy Johna Gatsby`ego poznajemy z relacji jego sąsiada i jak się okazuje jedynego przyjaciela.  Gatsby – weteran z czasów wojny w tajemniczy sposób doszedł do ogromnej fortuny, jest odpowiednikiem dzisiejszego celebryty, ma ogromny, luksusowy dom, wyprawia w nim regularnie gigantyczne przyjęcia na których wydaje się bawić całe miasto, lepsza jego część – na pewno. Ma własny samolot, luksusowe auto oraz ogromną bibliotekę. Jest jeden problem, po mieście krążą sprzeczne plotki na jego temat, opowiada się nawet jakoby zabił człowieka. Tymczasem Gatsby przybył do miasta w jednym celu, aby odzyskać miłość swojego życia, kobietę dla której zgromadził takie bogactwo, chce być jej godzien. Tylko, że ta kobieta ma już męża, ma dziecko, czy z tego może wyjść coś dobrego?

Książka nie jest jakoś szalenie emocjonująca, jest niespieszna, narracja jest prowadzona leniwie, jakby po okropnościach wojny, codziennych emocjach Autor nie chciał dodatkowo czytelnika stresować. Książka MOŻE sprawiać wrażenie nudnej, ale moim zdaniem broni się ciekawą fabułą, nie musi to znaczyć, że na każdej stronie pada trup a czytelnik przeżywa każdą stronę. Podobał mi się niesamowicie opis miłości Gatsby`ego i Daisy, tym bardziej że patrzymy tym razem z męskiej perspektywy. Niesamowicie to motylkowe….

Mimo, że dosyć długo tej książki słuchałam, bo jakoś nie wciągnęła mnie początkowo historia, to jednak mimo wszystko uważam ją za ciekawą wycieczkę do Nowego Świata do sfer pięknych i bogatych ludzi, którzy otrzymali wszelkie możliwe dobra materialne, ale są ubodzy duchem, bezduszni, zimni i sztuczni jak PCV.


Pozwolę sobie kilka słów na temat samej jakości audio wtrącić. To mój czwarty audiobook w życiu i chyba  najlepszy pod względem interpretacji i jakości. Pan Antoni Rot, który jest lektorem, ma nie tylko niesamowitą barwę głosu, ale także sobie świetnie radzi z interpretacją, potrafi oddać wzniosłe emocje, jak również odegrać pustą lalunię, tak że widzimy słodziutką blondyneczkę odzianą w róż. Mam nadzieję, że to nie będzie ostatnia książka w interpretacji Pana Antoniego z którą będę miała do czynienia.
Dodatkowo audiobook został wyposażony w klimatyczną ścieżkę dźwiękową dzięki której możemy jeszcze intensywniej wczuć się w klimat powieści.


Audiobook można pobrać tutaj, aby w zależności od prędkości łącza dosyć prędko móc zacząć słuchać.

wtorek, 18 września 2012

"Tatiana i Aleksander" - Paullina Simons

Część druga: wcześniejsze losy Aleksandra i jego rodziców, amerykańskich komunistów. Rodzina Barringtonów, zaślepiona ideami socjalizmu, przenosi się w latach 1930. z Bostonu do wyidealizowanego ZSRR, nie wiedząc, co czeka ją pod rządami Stalina. Rodzice małego Aleksandra giną w więzieniu, pozostawiając go na łasce losu, a on sam, gdy dorasta, trafia do Armii Czerwonej, gdzie musi ukrywać swoje pochodzenie. Epicka narracja, nagłe zwroty akcji


 Niemalże natychmiast po zakończeniu lektury „Jeźdźca miedzianego” nabyłam tom drugi. Niestety z powodu zawirowań prywatnych, a właściwie jazdy to tu to tam i ogromnych stresów nie przeczytałam tej książki tak szybko jak powinnam. Chciałam poznać dalsze losy Tatiany i Aleksandra, chociaż wierzyłam że będą razem mimo wszystko, mimo panującej wojnie i potędze Związku Radzieckiego. Kupiłam i przeczytałam… Wrażeniami już się dzielę.

Akcja jest prowadzona kilkutorowo. Mamy teraźniejszość Tatiany, teraźniejszość Aleksandra i retrospekcje, ważne wydarzenia z przeszłości Aleksandra, ponieważ „Jeździec” był pisany raczej z perspektywy Tatiany, to Ona była zazwyczaj uczestniczką zdarzeń, wydarzenia widziane oczami li i jedynie Aleksandra były rzadkością, w związku z taką konstrukcją pierwszego tomu autorka najwyraźniej uznała, że koniecznym jest wyjaśnienie pewnych faktów z życia tego idealnego do pewnego momentu Aleksandra. Poznamy młodego Aleksandra tuż przed wyjazdem ze Stanów Zjednoczonych, tuż po przyjeździe do ziemi obiecanej jaką miał być Kraj Rad, następnie będziemy uczestniczyć w tych wydarzeniach które w zarysie znaliśmy z pierwszego tomu, tylko w wersji rozszerzonej.  I to moim zdaniem jest zbędne o Aleksandrze wiedzieliśmy wszystko, że jego matka się rozpiła, że Rodzice zostali aresztowani i nie przeżyli starcia z reżimem, wiedzieliśmy że uciekł z transportu do łagru, że później podszył się za syna Biełowów którzy z niemalże całą wsią zmarli, itd. Niekoniecznie musieliśmy wiedzieć z kim przeżył pierwszy raz, jak uwodziła go córka gospodarzy i co bardzo mnie rozczarowało jak chodził na dziwki. Wiem był żołnierzem, ale to nie tłumaczy jego zachowania. Zrozumcie dla mnie był bohaterem idealnym, a to jak zachowywał się przed poznaniem Tani odziera go z tego epitetu. Powiecie, że nikt  nie jest idealny. W książkach bohaterowie mogą być idealni. Tania przez całą powieść jest irytująco doskonała… a co to za seksizm powieściowy?? Nie rozumiem też jak Dasza mogła się w nim zakochać, po tym jak ją potraktował czytając pierwszy tom nie dopisałabym takiego scenariusza ich poznania. Na jakiej podstawie ona sadziła że ją kocha? Jakim cudem nie zaczęła czegoś podejrzewać, skoro uprawiał z nią seks na prawo i lewo i WIEDZIAŁA, że nie stroni raczej od panien które dają mu to i owo w nawet niezbyt ustronnych miejscach co kazało jej uważać że wszystko jest w porządku?? Czy my kobiety naprawdę jesteśmy tak ślepe i naiwne??

Później akcja wraca już do czasu teraźniejszości w dalszych częściach toczy się już raczej dwutorowo z perspektywy Aleksandra i Tani. Oczywiście książka jest kontynuacją więc zaczyna się w tym samym niemalże momencie w którym zakończyliśmy obserwację losów bohaterów w tomie pierwszym. Niewiele mogę zarzucić tej książce, jest przejmująca, trzyma w napięciu, niekiedy naprawdę ogromnym. Ale po tak niesamowitym „Jeźdźcu miedzianym” wydaje się… nijaka. Ona wciąż kocha i tęskni, On kocha i tęskni. Ona jest idealna, kryształowa, wspaniała. Irytująco idealna kocha ją każdy od pierwszego wejrzenia. Merysuizm do bólu. Dużo się dzieje przez te ponad pięćset stron, ale nie wywołało u mnie to takiej burzy emocji jakiej doświadczyłam przy lekturze pierwszego. Wzruszyłam się, z tego co pamiętam nawet jakaś jedna łezka popłynęła. Ale czegoś mi brakuje… Nie było źle, ale miało być wspaniale. No i nie mam pojęcia o czym ma być tom trzeci(nie czytałam opisu) skoro w epilogu mamy kropkę nad przysłowiowym i. Znowu retrospekcja i udziwnienia? Jeśli tak to się wstrzymam.

Chociaż podkreślam nie żałuję czasu spędzonego na lekturze nie należy się po prostu spodziewać, że będzie tak wspaniały jak oczekiwaliśmy po zakończeniu lektury „Jeźdźca miedzianego” a powinno być ok. Nie wiem dlaczego dziwi mnie to że tom drugi jest słabszy.

sobota, 15 września 2012

"Jeździec miedziany" - Paullina Simons

Epopeja chwytająca za serce jak „Doktor Żywago” Leningrad, rok 1941. 17-letnia Tania Mietanowa poznaje młodego oficera mówiącego z obcym akcentem. Zakochuje się w nim ku swemu przerażeniu, gdyż Aleksander jest już obiektem uczuć jej siostry Darii. Miłość jednak nie wybiera - Aleksander odwzajemnia uczucia Tani, ale by nie ranić Darii, bohaterowie przysięgają nigdy nie ujawnić swej miłości.



 O tej książce bym pewnie nie słyszała gdyby nie to, że gdzieś rok temu czytałam  „Białą wilczycę”, która porównywana była między innymi do nieznanego mi „Miedzianego jeźdźca”, lubię książki z wielką historią w tle. I tak ciągle miałam w pamięci  żeby nabyć, bo w mojej bibliotece nie było. I tak zawsze coś, zawsze coś, inna książka z listy, lub coś niespodziewanego. Aż  w czwartek nie było żadnej książki którą chciałam kupić, a dzień był tak niepomyślny, że musiałam coś nabyć. I wzrok padł na książkę której tytuł wciąż błąkał mi się w pamięci. Impuls i bach!! Zaczęłam czytać już na przystanku… zarwana noc…. Chwile wzruszeń, wielkich emocji i  łez.

Motyw wielkiej miłości Rosjanki i obcokrajowca jest popularnym motywem literackim. Zwykle wydarzenia te rozgrywają się na tle rewolucji, schyłku caratu. Bohaterką zwykle jest piękna, młodziutka, naiwna arystokratka, której świat z dnia na dzień pęka jak bajka mydlana, ona z narażeniem życia ucieka, najczęściej do Paryża, tam spotyka będącego na przepustce Amerykańskiego żołnierza, kochają się do szaleństwa, ale on musi wracać na front. Są rozstania, łzy. Później jest niepokój, no bo wojna, ona umiera z niepokoju i  z głodu, bo przecież rodowe majątki zostały we wzburzonej Rosji. Na nią naciskają, swatają z jakimś pobratymcem, który również uciekł z Rosji, jest do szaleństwa w dziewczynie zakochany i może ją utrzymać. Ona już prawie traci nadzieje, sądzi, że była tylko igraszką i już prawie się zgadza, kiedy chwila moment jedno spotkanie… on wraca, przeprasza itp.

Tak bywa zwykle… obawiałam się, że znowu dostanę powieść  jakich wiele już czytałam.  Ale dostałam naprawdę wyjątkową . Pod wieloma względami.

Poznajemy Tatianę,  jest rok 1941, czerwiec. Niemcy zaczynają realizować plan Barbarossa. Napadają na Związek Radziecki. Swojego sojusznika. Na początku wszyscy wierzą w błyskawiczne pokonanie Hitlera. Matka Rosja jest potężnym krajem, zgniecie w proch nazistów. W mgnieniu oka… Tatiana jest taką… sierotką Marysią. Jej starsza o siedem lat siostra Dasza, jest gwiazdą, dorosła, łamie serca i non stop się zakochuje. Bliźniaczy brat Tani – Pasza jest ukochanym, jedynym synem. Pupilkiem rodziców. Drobna i malutka Tania uchodzi za niezaradne dziecko. Wysłana po zakupy poznaje przystojnego oficera Armii Czerwonej – Aleksandra. Dziewczyna nie ma pojęcia, że oto nadeszła chwila która zmieni jej życie. Oficer ma nieodparty urok, ratuje ją z opresji i jako pierwszy dostrzega w niej piękną kobietę. Niestety, jak to w życiu bywa wszystko się komplikuje. Okazuje się że niewiele wcześniej Aleksander poznał Daszę. Dasza uważa, że jest zakochana w Aleksandrze. Na litość boską, która normalna kobieta nie zakochałaby się w takim facecie. A Tania ostatnia w hierarchii rodzinnej nie wyobraża sobie złamać serca Siostrze. Spotyka się potajemnie z Aleksandrem oddaje mu serce i duszę z każdym dniem coraz bardziej, a On dzieli się z nią swą przeszłością, z pozoru lekkomyślnie bo oboje naraża na straszny los. Oboje oszukują Daszę, oszukują  „przyjaciela”” Aleksandra Dimę, którego zżera zazdrość i chce koledze odebrać wszystko co jest mu drogie i ma na Aleksandra porządnego haka.  Tania i Aleksander odgrywają farsę nieustannie. Ona nie chce ranić Siostry i chce oddać jej mężczyznę którego kocha, On zrobi wszystko co Tania mu każe, byle nie stracić z nią kontaktu

Wszystkie te wydarzenia rozgrywają się na tle Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Oblegany Leningrad. Problemy z aprowizacją, ludzie gotowi zabić na ulicy, w biały dzień za kawałek chleba. Wojna, która nie jest chlubą, wojna która upadla, zmienia człowieka, wydobywa z niego najgorsze cechy.

Dobra, bo streszczę całą fabułę… Od razu uprzedzę, nie jest to literatura najwyższych lotów, wprawdzie znajdziemy tam cytaty z Puszkina(tytuł powieści nawiązuje do dzieła Puszkina, którego nie znam w związku z tym nie wypowiem się co do trafności tytułu), ale to babskie czytadło. Faceta pewnie znudzą i zniechęcą. Wiele kobiet pewnie też.

Moja dziwna reumatyczna czytelnicza dusza potrzebowała takiej powieści, tak motylkowej. Bo motylki fruwają. Spotkałam się z zarzutami, że autorka emanuje pornografią. Moim zdaniem zarzut na wyrost, owszem w książce jest relatywnie sporo wiadomych opisów, ale nie można nazwać ich wulgarnymi, moim zdaniem nie ma co się bulwersować. On i Ona się kochają, nie ma co oszukiwać, że się pożądają i fizyczność odgrywa ważną rolę w ich życiu. Nawet taka purytańska ja mogę to zaakceptować.

Bardzo poruszały mnie rozmowy bohaterów, Autorka z niesamowitym wyczuciem opisuje relacje między Tatianą i Aleksandrem, relację skomplikowaną. Nie zawsze jest różowo, padają mocne słowa, ale to wszystko jest przepięknie opisane, że czyta się z motylkami w brzuchu, czasami jedno zdanie potrafi niesamowicie rozrzewnić.

Nie ukrywam, że główny bohater jest ogromnym plusem tej powieści… nie oszukujmy się takich facetów nie ma… tzn. są ale w jakimś niedostępnym dla mnie Wszechświecie, nie zmienia to faktu, że o takim facecie miło się czyta. Dobrze poobserwować takiego chociaż w świecie fantazji, zwłaszcza jak się jest taką beznadziejną idealistką wychowaną na męskich postaciach idealnych.

Kurczę!! Zauroczyła mnie ta książka, te cztery dyszki wydane za solidną(siedemset ponad stron) książkę, w twardej oprawie, szytą okazało się dobrą inwestycją. Czas spędzony na lekturze tej książki był naprawdę dobrze przeżytym.

czwartek, 13 września 2012

"Niebiosa są puste" - Avrom Bendavid-Val

Kiedyś było to tętniące życiem miejsce. Mieszkali tu Polacy, Żydzi i Ukraińcy. Była siedmioklasowa szkoła powszechna i kościół.
Po pacyfikacji miasta przez ukraińską policję została tylko trawa i zgliszcza. Zofiówka, pierwowzór filmowej Anatewki ze „Skrzypka na dachu”, latem 1942 roku zamordowano tu 5000 ludzi, a ich domy zrównano z ziemią. 30 sierpnia 1943 zgliszcza Zofiówki stały się miejscem wypadowym band UPA przed największym atakiem w sile 10 tys. banderowców na Przebraże.
Avrom Bendavid-Val, odwiedziwszy nieistniejącą Zofiówkę, miejsce, gdzie urodził się i dorastał jego ojciec, poruszony tym, co zobaczył, poświęcił dwanaście lat na poszukiwania, w których wyniku powstała ta książka


 Jestem bardzo związana z miejscem gdzie się urodziłam i wychowałam. Jestem jak Anteusz, odzyskuje siłę gdy dotykam mojej Matki Ziemi, czuję że w końcu brak perspektyw zmusi mnie do porzucenia mojego miejsca na ziemi, ale na razie się z tym wstrzymuję. Dlatego gdy przeczytałam opis książki „Niebiosa są puste” poczułam, że muszę to przeczytać, natychmiast wyobraziłam sobie ledwo widoczne ślady dróg i puste pola, ślady po miejscu które dla kogoś były najdroższym na świecie. Pamiętam, gdy 12 lat temu umarł Proboszcz mojej parafii i jeden z Jego przyjaciół opowiadał jak pojechał z Nim(gdy jeszcze żył oczywiście) na Kresy, na Cmentarz gdzie kiedyś pochowano Rodziców Mojego Proboszcza, a cmentarz został przez wiatry historii zdmuchnięty, ostały się jakieś dwa groby w kącie…. Już wtedy nie mogłam pojąć co człowiek czuje w takiej chwili. Wydarty z korzeniami? Pozbawiony jakiejś części swojej tożsamości?

„Niebiosa są puste” wzruszają od pierwszej strony, od pierwszego rozdziału w którym Autor wyjaśnia co skłoniło Go do napisania takiej a nie innej książki.

Ci którzy oczekują książki akcji raczej się zawiodą, tak to „kolejna” książka o Holokauście. Chociaż nie do końca, na początku mamy historię miasteczka Trochenbrod, po polskiemu Zofiówka. Tętniące życiem miasteczka, skąd się wzięło na ubogich ziemiach? Jak wyglądały początki tego miejsca, które w połowie XX wieku miało stać się współczesną Atlantydą, po prostu miało zniknąć? Następnie poznamy historię Trochenbrodu, zwyczaje jego mieszkańców, rytuały które odprawiali, jakich zajęć się imali, jak wyglądało życie w tym sielskim, jak mogło się zdawać miasteczku na Kresach, do czasu, sielanka kończy się wraz z wybuchem II wojny, chociaż i wcześniej sielanka była ogólnie mówiąc relatywna, choroby, I wojna, ale nie żyło się źle… zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę co zdarzyło się po agresji Hitlera na ZSRR, gdy Niemcy wkroczyli do Trochenbrodu, losy większości mieszkańców były policzone.

Książka zawiera brutalne opisy, uważam że powinna być obowiązkową lekturą dla każdego antysemitów oraz innym zwolennikom teorii o nadczłowieku i rasach podludzi, uważam, że każdy, za przeproszeniem głąb który tak myśli powinien mieć w ramach wychowawczej funkcji prawa karnego wyprawę do obozu koncentracyjnego oraz dodatkowo razem  z dozorem obowiązek czytania książek zawierających świadectwa z Holokaustu. W głowie, kolejny raz, nie mieści mi się taka nienawiść, to obrócenie niezmierzonych możliwości ludzkiego umysłu, ku złu, czystemu, wcielonemu złu.

Nie napiszę, że to najbardziej poruszająca książka jaką ostatnio czytałam, bo albowiem ostatnio sporo takich czytam, ale na pewno jest to książka działająca na wyobraźnię, dająca do myślenia. Jedna z tych które TRZEBA, a nie tylko można przeczytać. Jej nie czyta i nie zapomina się tak łatwo.

środa, 12 września 2012

"Zło czai się wszędzie" - Agata Christie

Ekskluzywny hotel na malutkiej malowniczej wysepce wydaje się idealny na wakacje. Herkules Poirot ma nadzieję odetchnąć od napięcia i odpowiedzialności związanej ze swoim zawodem. Ale ledwie przybywa na miejsce, wyczuwa kłębiące się emocje, zazdrość, ambicję. Źródłem tych napięć jest piękna Arlena Stuart. Kiedy w grocie na plaży znajdują ciało zamordowanej Arleny, niewiele osób - szczególnie niewiele kobiet - czuje żal czy zaskoczenie.*






 We wrześniu miałam co najmniej dwa kryminały z genialnym Herkulesem przeczytać. Niniejszym się z tego wywiązuję.  Dodatkowo kolejną książkę przeczytałam mniej niż miesiąc po zakupie. Bo „Zło czai się wszędzie” nabyte zostało w Lublinie 16 sierpnia. Sama z siebie jestem dumna!

Ksiązki Agaty Christie uwielbiam za to zaczytanie, kiedy otwieram jakąkolwiek jej powieść, zaczynam czytać i… odpływam, Jej narracja przenosi mnie tam gdzie akurat toczy się akcja,. Od książki ciężko jest się oderwać do czasu rozwiązania zagadki, gdy Herkules podaje rozwiązanie, wyjaśnia jak wpadł na ten trop… dopiero po ostatniej kropce można wrócić do normalnego życia. Tym razem nie było inaczej…

Herkules Poirot przeszedł na emeryturę, odpoczywa sobie tym razem w pewnym hotelu na prywatnej wyspie. Swoją drogą mam nadzieję, że jeśli dożyję emerytury to nie będę zmuszona tak często zawieszać odpoczynek. Inna sprawa, że raczej emerytury nie dożyję. Kolejna troska z głowy.
W Anglii środek sezonu wypoczynkowego, odpoczywa Herkules, ale także chmara gości hotelowych, zbieranina różnych ludzi, aczkolwiek wszyscy raczej zamożni. Niewątpliwą gwiazdą wśród gości jest Pani Marshall, piękna, roztacza swój urok na wszystkich prawie panów chociaż jest na wyspie z mężem i z pasierbicą. Zwłaszcza jeden Pan zdaje się być podatnym na jej wdzięki, niestety On również na wakacje przyjechał z żoną. Rozwój tego specyficznego układu w tragiczny sposób przerywa morderstwo. Zbrodnia z miłości? Z zazdrości? A może wyrachowane morderstwo z zimną krwią? Oj! Herkules Poirot musi wezwać na pomoc swoje szare komórki. Łatwo nie będzie… a może pierwszy raz zobaczymy jak wygląda zbrodnia doskonała?


Po dopadającym od pierwszej strony napięciu w kryminale „Samotny dom” tutaj początkowo czułam się zawiedziona, ale tylko początkowo, dosyć szybko znużenie opadło i z zapałem nowicjusza zaczęłam przemierzać z Herkulesem korytarze hotelu w poszukiwaniu mordercy.
Mimo najlepszych chęci nie udało się naturalnie odkryć tożsamości sprawcy, również motyw typowałam zupełnie inny. Kolejny raz zostałam absolutnie zaskoczona. Kolejna książka, a ja wciąż daję się podejść jak dziecko..

Ta książka jest poprawna, nie zaliczyłabym Jej do najlepszych książek Królowej, ale na pewno nie policzyłabym jej razem z Błękitnym Ekspresem  do tych mniej udanych. Ciężko napisać, że to przeciętny kryminał, bo intryga jest świetna, rozwiązanie zaskakujące, przemyślane., Co tu dużo mówić miód malina, jednakowoż brakuje tego czegoś. Tego co sprawiło, że czytelnicy uwielbiają „Morderstwo w Orient Ekspresie”, z drugiej strony pewne elementy z tej powieści znajdziemy w tym kryminale. „Morderstwo w Orient Ekspresie”, „Zabójstwo Rogera Acroyda” to książki, które Agacie przysporzyły rzesze fanów. „Zło czai się wszędzie” na pewno nie zawiedzie zarówno wielbiciela Christie, jak i po prostu osobnika czytującego kryminały, czy tylko lubiącego czytać.

Tak jak nie zawiodła mnie jak na razie żadna książka, która wyszła spod pióra Agaty Christie. I dlatego kolejny raz, cóż mogę więcej napisać poza tym, ze POLECAM ; )



* opis i okładka dokładnie tego wydania pochodzą ze sklepu Wydawnictwa, o tu

wtorek, 11 września 2012

"Przewodnik po powstańczej Warszawie" - Jerzy S. Majewski, Tomasz Urzykowski

Wędrówka po współczesnej stolicy śladami walk 1944 roku. W zagłębienia po kulach, ocalałych fragmentach budowli, kościołach i miejscach straceń odnajdywanie okruchów wspomnień, faktów, lat, które dawno temu stały się historią. Wędrówka po Warszawie jakże pouczająca i pełna wrażeń. Relacje świadków – uczestników powstania, archiwalne zdjęcia, zestawianie fotografii współczesnych z tymi sprzed lat. Dzielnica po dzielnicy, budynek po budynku, ulicami, kanałami, szlakiem tamtych wydarzeń, wstrząsających, tragicznych. Odkrywanie tajemnic miejsc, obok których toczy się życie dzisiejszej Warszawy, kurhanów, placów egzekucji, grobów i zaciekłych bitew.




 To sierpień był miesiącem w którym wyjątkowo silnie wspomina się Powstanie Warszawski, zwykle wtedy toczy się dyskusje o celowości tego zrywu i porusza się kwestię wyjątkowej skłonności Polaków do wspominania tragicznych momentów historii i wiecznego umartwiania się. Chciałabym się odciąć, tym razem, od takiej dyskusji, bo tak jak ocena Józefa Piłsudskiego będzie budzić spory, tak nigdy nie będzie jedności w Narodzie, a przynajmniej nie za Naszego życia nie dojdziemy do konsensusu w kwestii zasadności decyzji o Powstaniu Warszawskim. Od tych dyskusji odcinają się również autorzy książki o której chciałabym Wam opowiedzieć dzisiaj. Niestety nie będzie zdjęć tej pięknie wydanej książki, której większa część to zdjęcia. Niestety Tata gdzieś zabrał aparat, którego mogę używać.

Książka o której piszę to „Przewodnik po powstańczej Warszawie”. Wydaje mi się, że za parę lat będzie to bardzo wartościowa pamiątka dla dzieci, wnuków, dla osób, które nie będą miały szansy zobaczyć jak wyglądało „niepokorne miasto”  po tym ostatnim wielkim zrywie niepodległościowym. Miasto które miało zostać zrównane z ziemią powstało, odremontowane, wypięknione, wciąż ma blizny po walce na śmierć i życie, blizny, które znikają pod nowymi, pachnącymi tynkami, za parę lat, będzie to stolica jak każda inna, jeszcze bardziej pozbawiona śladów historii niż teraz. A ta książka pokaże palcem, które budynki wyszły cało z wojennej pożogi. Zobaczymy detale, które być może, a nawet na pewno idąc ulicą byśmy przegapili, bo ciężko dostrzec kraty podziurawione kulami.

Autorzy podzielili książkę na rozdziały opisujące miejsca poszczególnych dzielnic, jak wspomniałam książka jest bardzo bogato ilustrowana, znajdziemy tam również mapki poszczególnych dzielnic z zaznaczonymi, ważniejszymi miejscami, o których mowa jest dalej. Każde takie miejsce to opis heroizmu, młodych ludzi którzy nie wahali się iść bić się za honor, za Ojczyznę, za ideały w których zostali wychowani z tą szlachetną postawą mamy zestawione opisy potwornych zbrodni Niemców od których nieraz włos się zjeży na głowie. Dodatkowo znajdziemy świadectwa osób pamiętających Powstanie, historia przestaje być abstrakcyjna, gdy ma twarz konkretnego człowieka. Naprawdę bardzo to wszystko porusza.

Żałuję, że nie mam możliwości zrobienia zdjęć wnętrzu książki, chociaż musiałabym chyba wkleić całość a to już byłoby nielegalne, chciałam tylko udowodnić Wam, jak dobrze jest wydana, na dodatek szyta, więc ma szansę przetrwać w doskonałym stanie lata.

Dla mnie nie-warszawianki, raczej osoby która miasto zna słabo była to doskonałe uzupełnienie wiedzy, wiele wydarzeń przestało być oderwanych od miejsca, zyskało konkretne geograficzne umiejscowienie.

niedziela, 9 września 2012

"Samotny dom" - Agatha Christie

Emeryt Herkules Poirot miał wypoczywać w nadmorskim uzdrowisku, tymczasem poznał Nick Buckley i musi uspokajać nerwy, budując domki z kart. Pech, czy ktoś nieudolnie próbuje zabić Nick? Właścicielka Samotnego Domu cztery razy uniknęła śmierci, a jednak lekceważy ostrzeżenia detektywa. Do czasu! Podejrzani przyjaciele, zaginiony narzeczony, pożyczony szal.... Miłość, chciwość i tragiczne qui pro quo. Morderstwo. Czyżby pierwsza porażka detektywa? To tylko pozory!*


 Kryzys recenzjowy chwilowo zażegnany. Gdy jedna książka spędza mi sen z oczu przez kilka dni. Gdy recenzje nie ukazują się na blogu regularnie, wiem że jest na to prosta recepta, kryminał Agaty Ch. Znacie taką? Ponieważ półka powoli zaczyna się uginać pod ciężarem powieści z udziałem pewnego jajogłowego, niesamowicie  zadufanego w sobie, pedantycznego, ale diabelnie inteligentnego detektywa, uznałam, że zasłużyłam na dreszczyk emocji, że moje zwoje mózgowe mogłyby zapracować na codzienną paszę, wysilić się i odgadnąć kto zabił. O ile „Zagadka Błękitnego Ekspresu” lekko mnie znudziła, tak „Samotny dom” no proszę Państwa… emocje sięgną zenitu. Jedna z bardziej zaskakujących książek Autorki.

Herkules Poirot odpoczywa w Kornwalii ze swym przyjacielem Hastingsem, niestety – kolejny raz nie dane będzie słynnemu detektywowi delektowanie się pięknymi landszaftami i konwersacjami z przyjacielem, bowiem ktoś na oczach detektywistycznej sławy wszechczasów próbuje zabić młodą panienkę – i to nie pierwszy raz! Czy Herkules Poirot pozwoli, żeby jakiś złoczyńca grał mu na nosie? Na pewno nie! Zwłaszcza, że to nie jest pierwszy zamach na życie panny Nick. Mimo zaangażowania Herkulesa zamachowiec nie ustaje w swych próbach i wszystko wskazuje na to, że będziemy świadkami pierwszej porażki detektywa o wąsach w postaci wiechcia pod nosem.

Zapewniam Was jest to jeden z lepszych kryminałów Autorki, jeśli chodzi o zwrot akcji mogę porównać go do takich sław jak „Morderstwo w OE” i „Zabójstwo Rogera Acroyda”. Wczoraj wieczorem zaczęłam czytać, z sąsiednich komnat napływał jazgot TV i Mam talentu, ale błyskawicznie przestały docierać do mnie inne bodźce, bo książka wciąga niemalże od pierwszej strony, ciągle było tylko „Jeszcze jeden rozdział, jeszcze strona” i tak w końcu siłą rozsądku zmusiłam się do odłożenia książki….

Rano, tzn w okolicach południa zaczęłam czytać znów i  z każdym zdaniem coraz bardziej rozpływałam się nad kunsztem Christie… mam nadzieję że życia i pieniędzy mi starczy na przeczytanie wszystkiego co zostało przetłumaczone na mój rodzimy język.

Polecam szczerze, wszystkim… bez względu na wiek, na pogodę, porę roku, strefę czasową czy przekonania polityczne!





* zdjęcie i opis, wyjątkowo nie pochodzą z serwisu LC, a z księgarni Wydawnictwa Dolnośląskiegoktóre wydaje te kryminały. Notka nie jest sponsorowana, książka została nabyta za ciężko zarobione pieniądze. Ba nawet do księgarni rowerem pojechałam w ramach oszczędzania. A link do strony z której wzięłam okładkę i opis podaje z czystej uczciwości :P Nie spodziewam się laurowych wieńców, ani czegoś podobnego :P