Zakamarki
Białego Domu to kupiłam rok temu bo była jakaś
promocja, albo może miałam do wykorzystania jakiś bon? Cięzko powiedzieć, na
pewno kupiłam ponieważ pod wpływem Podkastu amerykańskiego mam wielką ciekawość
amerykańskich tematów, a zwłaszcza lubię takie historyczne ciekawostki. Nie
wiem dlaczego książka czekała aż rok, ale trafiła w dobry moment kiedy po
cięższych reportażach miałam ochotę na coś w tym stylu. Książka pisana i
aktualna do końca 2024 roku, kiedy jeszcze nie było wiadomo kto wygra wybory w
USA, a biorąc pod uwagę, że autor nie jest wielkim fanem Donalda Trumpa, to
teraz lekkiej pracy raczej nie ma.
O
zbrodni połanieckiej dowiedziałam się pierwszy raz czytając Ziarno prawdy
gdzie motyw takiej makabrycznej zbrodni był przywołany i pamiętam jak działał
mi na wyobraźnię. Wcale nie łączyłam tego z nie tak znowu odległym Połańcem,
dopiero niedawno temat wrócił przy okazji rozmów w pracy i wtedy zaczęłam
czytać intensywniej i krew mi mroziło. Długo wzbraniałam się przed czytaniem
tego reportażu, ale uznałam, że no zobaczę. Zaczęłam czytać i już mnie
pochłonęło bez reszty.
W
mojej okolicy i w mojej rodzinie tradycje kolejarskie są bardzo silne. Spora część
mojej rodziny była kiedyś związana z PKP i doskonale pamiętam katastrofę pod
Szczekocinami. Pamiętałam skalę tej tragedii, a same Szczekociny kojarzyłam, bo
było to spore miasteczko na trasie pieszej pielgrzymki do Częstochowy, a że za
każdym razem miałam tam kryzys to i nazwa wryła mi się w pamięć. A i ja dosyć
często jeździłam wtedy pociągami, na szczęście wtedy niewiele czytałam na temat
katastrof kolejowych, ponieważ inaczej solidnie wjechałoby mi to na psychikę.
Teraz nie wiem czy tak beztrosko udam się w podróż koleją.
Nowy
rok zaczął się ewidentnie od wyczytywania zapasów i nie dlatego, że mam jakąś
akcję, ale tak wyszło, że jakoś ręka wyciąga się po starsze zakupy. Jakiś czas
już nie ruszałam kryminału, a za oknem taka pogoda, że nic tak nie siądzie jak
skandynawski kryminał. Moim zdaniem są dwie pory roku dobre do tego gatunku, po
pierwsze środek upalnego lata, gdy te skandynawskie klimaty działają jak
klimatyzacja, albo właśnie taka pogoda jak teraz, gdy ciągle jest zimno,
ponuro, mróz i taka podróż na północ tylko podbija klimat. Szkoda tylko, że
Lackberg straciła formę.
Stosikowe
losowanie w styczniu okazało się dla mnie bardzo łaskawe, wylosowała mi się
książka, którą mam od jakiegoś czasu, bo polecała ją moja znajoma, prawdziwa
fachowiec jeśli chodzi o Kaszuby, chyba pierwszy raz od Niej usłyszałam o
Kaszubach coś więcej. Cieszę się, że w naszej świadomości mówi się więcej o tym
że zróżnicowanie narodowościowe nie było domeną tylko międzywojnia, że 1945 rok
nie wymazał wszystkich grup narodowych. Więcej mówi się o Ślązakach, o Łemkach,
właśnie o Kaszubach, pojawiają się książki o Mazurach i Warmiakach, więc coś
się dzieje.
Lepiej
niż w filmach zamówiłam bo skusiła mnie romansowa
tematyka i musiałam wtedy coś dobrać, do innej książki, żeby mieć darmową
wysyłkę, a później książka przepadła na hałdzie zapomnienia. Uznałam, że chcę z
początku roku poczytać jakąś wciągającą historię miłosną, a lubię książki z
tego wydawnictwa. Tylko, że czytając opis byłam pewna, że to historia dorosłych
bohaterów, a to jest bardzo młodzieżowa powieść.
Na
szczęście nie podchodzę do książek z przesądem, nie uważam, że pierwsza lektura
w nowym roku jest jakąś wróżbą. Całe szczęście, bo losowanie nie było dla mnie
szczęśliwe, a ja oberwałam za chęć poszerzenia horyzontów. Nie znam Pani od
Feminatywów, a książkę kupiłam kilka lat temu na fali zakupów książek, które miały
mnie otworzyć na feminizm, pokazać coś więcej niż stereotypy. Jestem, z bardzo
konserwatywnego miejsca na ziemi, a ja sama raczej opieram się zmianom i o ile
takie tradycyjne feminatywy jak lekarka, nauczycielka, czy nawet dyrektorka nie
budzą mojej konsternacji, o tyle psycholożki, ministra i chirurżki to już
drapią w ucho, a ta książka miała mi pokazać naukowe podwaliny.