Książki Marii Paszyńskiej mają
swoje rzesze fanów, a sama autorka była u nas w mieście na spotkaniu, ale
niestety ja nie mogłam być. A żałuję do dziś. Niektóre jej książki zrobiły na
mnie ogromne wrażenie. Największe chyba Owoc granatu oraz Dziewczyny
ze Słowaka. Nie pamiętam kto mi polecił książkę Tam, gdzie rzeki
wstrzymują swój bieg, okładka sielankowa, a fabuła obiecująca literacką
podróż na Polesie z okresu międzywojnia, wiele mi obiecywała. Zaczęłam czytać
na paznokciach i dzięki tej książce czas minął naprawdę szybko.
Sierpień jest słaby jeśli chodzi o
ilość czytanych książek, bardzo słaby. Ma to związek z mniejszą częstotliwością
spacerów z psami, a jednak spacerując mogę przesłuchać audiobook w dwa dnia,
dystans jaki pokonuję dojeżdżając do pracy znacznie zaniża średnią. Co mogę
przesłuchać w pół godziny dziennie? Jedno wielkie nic. Dawno na tapecie nie
było żadnego porno romansu o kowbojach. Nie byłam jakoś bardzo ciekawa tej
książki, dodałam ją do biblioteki siłą rozpędu, no ale jak już miałam pobraną,
to uznałam, że raz kozie śmierć. Zwłaszcza, że mój ulubieniec spacerowy,
narzuca niezłe tempo i nie mogę słuchać nic ambitniejszego niż porno-romanse,
bo muszę pilnować, żeby nogi mi się nie zaplątały i bym nie runęła w dół wału.
Po stosunkowo ciężkiej, bardzo
merytorycznej książce Imperium bólu potrzebowałam jakiegoś mózgotrzepa.
Nie jest to ordynarne porno, w stylu książkowego makdonalda(taki wjechał na
słuchawki), a że chociaż dawno nie jechałam nigdzie pociągiem, to jednak pamiętałam,
że najlepiej w pociągu poczytać i to coś co wciąga, a jednocześnie nie zajmuje
dużo miejsca i nie waży dużo(dlatego odpadł Dostojewski). Autorka tej książki
już napisała jedną która mnie ujęła, więc po zobaczeniu zapowiedzi tej,
zamówiłam od razu. Chociaż dalej mam ale, do książek, których tytuł jest po
angielsku. Nie rozumiem tej maniery. No może jestem za mało wysublimowana, jak
przystało na starą babę ze wsi.
Mam obsesję na punkcie epidemii opioidowej
w USA od ponad roku. Po raz pierwszy wyłożono mi to zagadnienie w Podkaście
Amerykańskim, później oglądałam seriale na ten temat, a potem wpisałam Imperium
bólu na listę trupów do przeczytania w 2026. Jeśli ktoś chce zobaczyć jak
doszło do tego, że w Ameryce jest tyle ludzi zombie, a także jak bezwzględni są
ludzie w swojej chęci zysku to jest to książka idealna. A zaczyna się od
rodziny żydowskich imigrantów, matka pochodzi z Polski. Książka to jednocześnie
saga rodzinna, a z drugiej strony opowieść o tym jak zbudować fortunę niszcząc
ludzi i jak nie ponosić konsekwencji.
Widziałam zapowiedź Póki lato
nas nie rozłączy i wpadła mi w oko do tego stopnia, że jak tylko pojawiła
się ta książka od razu ją pobrałam i pewnego czerwcowego dnia, bardzo upalnego
zresztą, zaczęłam słuchać. Słodka Pati, przez strzały na poligonie powiedziała,
że strajkuje, więc głównie próbowałam namówić bardzo upartą psią jednostkę, na
zrobienie odpowiedniej liczby kroków. Sukces był umiarkowany, a mnie pierwszy
rozdział nie porwał. Entuzjastyczna Scottie zaczyna nowy etap życia i marzy o
swoim nowojorskim śnie, no nie kupiło mnie to. Pewnie, gdyby nie Karolina, nie
wiem kiedy i czy dałabym jej drugą szansę.
Bardzo czekałam na drugi tom
książki Bourbon Boys, bo pierwszy mnie bardzo wciągnął, chociaż był bardzo
porno. Fakt, że okładka jest straszna kojarzy mi się z jakimiś starszymi
książkami dla dorosłych, aż się boję okładki trzeciego tomu. Ten tom był
zapowiadany jako historia Lexa, a on bardzo przypadł mi do gustu w pierwszym
tomie. Pogubiony wdowiec, ojciec dwóch córek, który skupia się na wychowaniu
dzieci, tylko czasami rusza w tango, zaliczyć przygody na jedną noc.
Uwielbiam Franciszka
Józefa, kupuję książki na temat Habsburgów, czytam co się da. Oczywiście,
zaczęło się kiedyś od Sisi(błędnie w tej książce zapisywanej jako Sissi),
finalnie uznałam Elżbietę za wredną egoistkę i całą sympatię przelałam na Najjaśniejszego
Pana. Akurat w poniedziałek będzie kolejna rocznica urodzin cesarza, co zbiegło
się z zakochaniem w Elżbiecie. Książka leżała dosyć długo, ale stosikowe
losowanie, ślepy los wskazał biografię, niejako dla odmiany. Ewidentnie książka
naukowa, z wstępem tłumaczącym, dlaczego autor uważa, że kolejna książka jest
potrzebna, chociaż o Franciszku Józefie napisano już tomy, a jego nazwisko jest
symbolem epoki, imperium któremu oddał życie, nie przetrwało pełnych dwóch lat
po jego śmierci.
Felicia Kingsley to moje odkrycie z tego roku. Czytam wszystkie jej książki, które są
na polskim rynku, więc kiedy Karola mi powiedziała, że wychodzi nowa, to
zamówiłam od razu i przebierałam nóżkami w oczekiwaniu na premierę. Zaczęłam
czytać i na początku miałam takie mieszane uczucia, trochę mnie to zahamowało i
dopiero środa czwartek to moment kiedy wsiąkłam całkowicie. Komu podobała się Godzina
pąsowej róży, albo Małgosia kontra Małgosia, w tej książce znajdzie
wersję bardziej spicy.
Reportaż Wszyscy tak
jeżdżą, zainteresował mnie od kiedy zobaczyłam zapowiedź. Byłam wtedy
świeżo po kupnie auta, no i co za tym idzie świeżo po powrocie za kierownicę i
wtedy zaczęła się moja permanentna zgroza nad tym co dzieje się na drogach.
Otóż od kiedy zaczęłam prowadzić samochód, a nie jeździć w szlachetnej roli
pasażera(byłam w tym świetna), myślę o dwóch rzeczach, po pierwsze: marzę o
kierowcy służbowym, a po drugie dlaczego prawo o ruchu drogowym jest traktowane
jako zbiór luźnych, za to niewiążących sugestii. No i niejako w odpowiedzi na
ogrom moich frasunków związanych z sytuacją wyszła ta książka. Tyle, że musiała
swoje odczekać, aż dostała się do słoika z trupami.
Niestety, te upały nie sprzyjają
lekturom takim bardziej ambitnym. Dlatego sięgnęłam po gatunek od którego miałam
chwilę przerwy, a gdy zapowiadali nową serię Elsie Silver. W tym roku na
początku zaczytywałam się jej książkami i ogólnie kowbojskimi powieściami(swoją
drogą zaczynam ten serial na Netflixie, ale póki co nie ma chemii). Ta seria
zazębia się z poprzednią serią autorki, a ja już chyba wiem, że nie będę czekać
na kolejne tomy.