Każde z Was chciałoby pracować u mnie w firmie. Otóż z koleżanką(lub jak mawiają inni w firmie mawiają – znajomą) lubimy porno-romanse. Mało tego, lubimy o nich rozmawiać. Jakby tego było mało, lubimy opowiadać pikantne sceny, więc jak długo nie będę się tu odzywać, to możliwe, że zamknęli mnie za obrazę moralności. No i tak sobie polecamy te książki, no i tak gadałyśmy, no i pojawiła się rozmowa o książce „Na końcu świata”, dodałam na półkę na Legimi i pewnego deszczowego dnia, na spacerze z moim misiakiem Sajmonem, zaczęłam słuchać. Jeśli chodzi o pierwsze zdanie, to książka rozbija bank. No i umówmy się, że to tyle. Po co polskie autorki piszą uparcie książki, które dzieją się w Ameryce? Faktycznie, dziewczyna po przejściach na końcu świata to muszą być Stany…


.jpg)






