Po przeczytaniu Przysięgi kłamstwa ewidentnie miałam syndrom sztokholmski. To jest książka o bardzo patologicznej relacji i naprawdę daleko jej do ckliwych romansideł. Gdyby nie to, że zakończenie bardzo mnie zszokowało i chciałam wiedzieć co tam się wydarzyło, pewnie odpuściłabym tę serię. Drugi tom poszedł piorunem, ale może dlatego, że był weekend. Trzeci tom już nie pójdzie mi tak prędko, głównie dlatego, że albo dopadło mnie jakieś choróbsko, albo moja alergia wyjątkowo mocno zaatakowała.









