niedziela, 6 grudnia 2009

"Władca Barcelony" -Chufo Llorens


Jeden z największych hiszpańskich bestsellerów ostatniego roku. Napisana z rozmachem powieść historyczna utrzymana w duchu i tematyce słynnej "Katedry w Barcelonie".

Barcelona, rok 1052. Wychowany w skrajnej nędzy Marti Barbany ma 19 lat, gdy trafia do pysznego i dumnego miasta. Oszołomiony możliwościami, jakie niesie ze sobą życie w metropolii, zrobi wszystko, aby stać się pełnoprawnym obywatelem, zasłużyć na miłość dziewczyny z bogatego rodu i odmienić swój los. Dzięki inteligencji i odwadze, a także smykałce do handlu stopniowo buduje fortunę i zyskuje powszechny szacunek. Są tacy, których bolą sukcesy odnoszone przez wiejskiego przybłędę, którzy nie cofną się przed niczym, by upokorzyć i zniszczyć Martiego. Jego historia splata się z dziejami hrabiego Ramóna Berenguera I, darzącego występną miłością Almodis z Marchii, hrabinę Tuluzy, który wciąga miasto w niebezpieczny konflikt.

[Albatros, 2009]



Przywołana w opisie "Katedrę w Barcelonie" dosłownie połknęłam, mimo wszystko jednak nie określiłabym jej, jako sławną.... z moich obserwacji wynika, że jestem jedną z nielicznych, którzy przeczytali, a ludzie z mojego otoczenia czytali, bo im wcisnęłam... no, ale nie o Katedrze przecież mowa.... chociaż nie da się nawiązać do tej książki pisząc o "Władcy”, bo ta druga książka jest wyraźnie wzorowana, na fenomenalnej Katedrze. Nawet nie tyle napisana w duchu, co stanowiąca wierne odbicie.... może nie słowo w słowo, wątek w wątek, ale tak jak w kodeksach bywa napisane, pewne rozwiązania stosuje się "odpowiednio". Nie lubię kalkowania, nie lubię przenoszenia sytuacji, ale ta książka mnie strasznie wciągnęła, czytałam ją na każdym wykładzie i na wielu ćwiczeniach, wracałam z rorat i musiałam urwać, chociaż z 5 minut, żeby doczytać.... nie zwracałam uwagi na znajomych śmiejących się z nowej biblii, i strasznie się wkurzałam, gdy ktoś mi przerwał. Wreszcie skończyłam! Wrażenia... w niektórych momentach motylki unosiły mnie pod niebo, w innych momentach łzy dławiły w gardle a na koniec mimo, ze wszystko wiadomo jak się skończy, to jednak nie do końca no i ten koniec jest wyczekiwany.

Owszem, jeśli chodzi o opis średniowiecznej Barcelony moim skromnym zdaniem daleko Llorensowi do mistrzostwa Falconesa, który tak realnie oddał to miasto, że słyszałam jego zgiełk, czułam krople potu pracujących rzemieślników, burzyłam się wewnętrznie na niesprawiedliwość i cieszyłam się, że żyję w swoich czasach. llorens nieco to wszystko spłycił. Ale i tak napisał dobrą książkę!!

niedziela, 29 listopada 2009

Listopadowe słuchanie

Nie tylko filmami, książkami i studiami żyje człowiek. Przyzwoity homo sapiens sapiens musi!! słuchać muzyki, jakoś tak się złożyło, ze w listopadzie słuchałam raczej tego co już odkryłam więc dużo było hiszpańskiej muzyki, którą klepię od zeszłego roku, ale na uwagę zasługują nowości przypadkowo odkryte...

Po pierwsze:
Michał Bajor - Piosenki Marka Grechuty i Jonasza Kofty
W skład szesnastego już albumu artysty wchodzą dwie płyty z interpretacjami utworów Marka Grechuty oraz Jonasza Kofty.

Album promują piosenki: Niepewność (sł. Adam Mickiewicz, muz. Jan Kanty Pawluśkiewicz) oraz Kwiat jednej nocy (sł. Jonasz Kofta, muz. Juliusz Loranc)

Lista utworów:
cd A
1. Niepewność
2. Tango Anawa
3. Miłość
4. Historia pewnej podróży
5. Serce
6. Będziesz moją panią
7. Mieć taki deszcz, gdy świeci słońce (Parasolki Renoir)
8. Muza pomyślności
9. Ocalić od zapomnienia
10. Nie dokazuj
11. Dni, których nie znamy
12. Wiosna, ach to ty
13. Korowód
14. Jestem w innym świecie

cd B
1. Kwiat jednej nocy
2. Nieobecni
3. Samba przed rozstaniem
4. Podróżą każda miłość jest
5. Wakacje z blondynką
6. Trzeba marzyć
7. Pamiętajcie o ogrodach
8. Serce mi pęka
9. Deszcz na jeziorach
10. Walc szczęście
11. Jej portret
12. Popołudnie

Bardzo lubię Grechutę a wśród piosenek Bajora też mam swoje ulubione perełki, do albumu podchodziłam niby to krytycznie bo jakoś nie wyobrażałam sobie nowych(w domyśle lepszych) interpretacji.. a tutaj się zawiodłam, Bajorowa interpretacja "Dni, których nie znamy" dosłownie powaliłą mnie na kolana. Świetnie klimatyczna, mająca w sobie to COŚ po prostu metafizyka!. Nie jest to jedyna piosenka z tej płyty, która co rusz jest "zapętlana w Winampie"

Po drugie:
Nowoodkryta przeze mnie hiszpańska kapela Despistaos
Despistaos to hiszpański popowo-rockowy zespół muzyczny, utworzony w 2002 roku w Guadalajarze.
Despistaos grają piosenkę wstępową w „Física o Química”, popularnym hiszpańskim programie na Antena 3.

po raz kolejny okazało się, że last.fm lepiej zna moje gusta niż ja sama. Poleciło mi tą kapelę i chociaż słucham dopiero chyba drugiego albumu już wiem, ze zawrzemy bliższą i dłuższą znajomość.

sobota, 28 listopada 2009

" Andrea Bocelli - biografia tenora"- Antonia Felix


Biografia tenora Andrei Bocelli - ego, jego dom rodzinny, życie, droga do kariery, przyjaciele, kontakty, debiuty, występy, sława. Wszystko to uzupełnione licznymi fotografiami.

Od dawna zauroczona wręcz magicznym głosem tenora, zobaczyłam kiedyś biografię w księgarni... cena troszkę przeraziła około 50 złotych za książkę w średnim stanie.... wtedy kupiłam coś innego..... Bocelli czekał na swój czas i ten się też pojawił.... dorwałam knigę na allegro gdzieś miesiąc temu.... niestety przyszła wtedy gdy byłam poza domem... przyjechawszy do domu po miesiącu przyssałam się do książki połykając ją w mgnieniu oka...! klimatyczne zdjęcia, krajobrazów oraz osób bliskich artyście... Ciekawa opowieść o życiu normalnego człowieka z czarodziejskim głosem... głosem który wyciska łzy z oczu pozwala się wznieś ponad szarość codzienności. Po lekturze tej książki jakoś inaczej, lepiej słucha mi się Jego muzyki.

piątek, 27 listopada 2009

"Uwierz w ducha" - Ghost


Sam (Patrick Swayze) i Molly (Demi Moore) są szczęśliwą, kochającą się parą. Pewnego wieczoru, w drodze powrotnej z teatru, zostają napadnięci i Sam ginie w walce. Zostaje uwięziony w postaci ducha do czasu, aż wyjaśni się, że jego śmierć nie była przypadkiem. Stara się ostrzec Molly przed grożącym jej niebezpieczeństwem, ale jak się okazuje, nie jest to takie łatwe dla ducha...

Moja Mama i Siostra są szaleńczo zauroczone tym filmem, niemalże przez siebie mówią kiedy zachwycają się Patrickiem, muzyką, fabuła, wsyztskim. Postanowiłam i ja oglądnąć to czym żyją moje bliskie, i tak może dlatego, że oglądnałam na raty oglądało mi się średnio, ani nie dałam rady wciągnąć się w fabułę, ani porwać muzyce... nic mnie nie przyciągnęło, ale i nic jakoś nie odepchnęło... także może kolejne podejście będzie lepsze... bo sam pomysł na film jest dobry....

"Forrest Gump"


"Forrest Gump" to romantyczna historia dokumentalno-fabularna. W roli tytułowej Tom Hanks jako Forrest Gump - nierozgarnięty młody człowiek o wielkim sercu i zdolności do odnajdywania się w największych wydarzeniach w historii USA, począwszy od swego dzieciństwa w latach 50-tych. Po tym, jak staje się gwiazdą footballu, odznaczonym bohaterem wojennym i odnoszącym sukcesy biznesmenem - Forrest zyskuje status osobistości, lecz nigdy nie rezygnuje z poszukiwania tego, co dla niego najważniejsze - miłości swej przyjaciółki, Jenny Curran. Forrest jest małym chłopcem, kiedy jego ojciec porzuca rodzinę i pani Gump utrzymuje siebie i syna biorąc pod swój dach lokatorów. Kiedy okazuje się, że jej chłopiec ma bardzo niski iloraz inteligencji, pozostaje nieustraszona w swej determinacji, że Forrest ma takie same możliwości jak każdy inny. To prawda - takie same, a nawet dużo większe. W całym swym życiu Forrest niezamierzenie znajduje się twarzą w twarz z wieloma legendarnymi postaciami lat 50-tych, 60-tych i 70-tych. Wiedzie go to od boiska piłki nożnej, poprzez dżungle Wietnamu, Waszyngton, Chiny, Nowy Jork, do Luizjany - i w wiele innych miejsc - relacjonuje w swych poruszających i wstrząsających opowieściach.

Słyszałam tak wiele pochwał na temat tego filmu, że postanowiłam go nabyć.... kosztem jakichś kilku obiadów w promocji oglądnąć... musiałąm poczekać do weekendu, aż będę miałą wystarczająco dużo czasu do oglądania, położyłam się i wpadłam po uszy... może jakoś nie tak spektakularnie, ale jak na film po którym tak się wiele spodziewałąm spełnił moje oczekiwania... zazwyczaj gdy się nastawiam na jakiś film tak, że hurra to zawsze kończę zawiedziona... a tutaj bardzo pozytywnie... Świetna gra Hanksa, chyba przede wszystkim zasługuje na oklaski, te monologi... super sprawa jednym słowem.... nie bez pardonu dostał tyle oskarów.... naprawdę polecam...!!

sobota, 14 listopada 2009

Poskromienie złośnicy - The Taming of the Shrew


Zabawna komedia romantyczna analizująca skomplikowane relacje damsko-męskie nieoczekiwanego romansu między kłótliwą polityk Kate i ekscentrycznym wolnym ptakiem Petruchio. Kate Minola jest bystrą, utalentowaną polityk, której przepowiedziano kiedyś oszałamiającą karierę. Została jednak ostrzeżona, że sukces zmaterializuje się, tylko wtedy, gdy będzie postrzegana jako ktoś prowadzący normalne zamężne życie. Kiedy więc silny, ekscentryczny Petruchio pojawia się w jej życiu i prawie natychmiast się oświadcza, Kate decyduje się na ten krok. Jednakże po tej błyskawicznej decyzji sprawy bardzo szybko komplikują się?

Czy może być większa zachęta do oglądnięcia tego filmu poza osobą Rufusa?
Może nie tylko Rufus jest boski, to naprawdę niezła komedia, którą oglądnęłam tydzień temu z koleżanką zaśmiewając się do łez…. Chociaż przyznam się szczerze, że momentami się gubiłam ;) Ale sam film był zabawny, optymistyczny(skoro KAŻDA potwora znajdzie amatora i to jeszcze TAKIEGO)No i Rufus…. Tego się nie da opisać, jego trzeba zobaczyć i usłyszeć…. I umrzeć z rozkoszy, aby trafić do Rufusowego raju ^^
Główna bohaterka jest taką złośnica, że na miejscu męża to bym ją przełożyła przez kolano i sprała…. Chociaż mężulek też bez winy nie jest….. cudny film naprawdę….. ciekawe postacie, i historia którą przyjemnie się ogląda… ot taka doskonała komedia na wieczór listopadowy

niedziela, 8 listopada 2009

"Nie idź tam człowieku" - Andrzej Kołaczkowski-Bochenek


Autor, po pięćdziesięciu latach życia w beztroskim ateizmie, ruszył w najstarszą pielgrzymkową drogę Europy. Ruszył, bo tej okolicy nie znał, bo było tanio i była szansa na nową przygodę. Okolicę poznał, pieniędzy dużo nie wydał, przygodę przeżył. A gdy już przybył na miejsce, do katedry w Santiago de Compostela, przeżył najważniejsze: w przestrzeni katedry wibrowały słowa: "No, jesteś wreszcie".

Steven Weinberg, fizyk i laureat nagrody Nobla, jeden z największych umysłów naszych czasów, powiedział kiedyś zdanie, które stało się drogowskazem dla bardzo wielu ludzi: "Religia jest obrazą ludzkiej godności. Także bez niej ludzie dobrzy będą postępować dobrze, a źli źle. Ale to właśnie pod wpływem religii ludzie dobrzy postępują źle".
Prawie przez całe życie podzielałem tę opinię. A potem poszedłem na wycieczkę do Santiago. Wszystkim, którym poglądy Weinberga są cenne i drogie i którzy za nic nie chcieliby od nich odstąpić, mogę poradzić tylko jedno: chcecie zobaczyć Santiago, pojedźcie spokojnie, nic wam nie grozi, ale nie wyruszajcie w pielgrzymce na Camino de Santiago.


Kiedy na Salonowym forum polecono tą książkę jako zbzikowana na punkcie Hiszpanii, Camino de Santiago a ostatnio także po prostu pieszych pielgrzymek nie mogłam!! Się nie zainteresować. Wydałam ostatnie pieniądze na przetrwanie i czekałam spokojnie na książkę. Wczoraj przywieziono mi ją…. Połknięta błyskawicznie została.
Czytałam te wspomnienia z wędrówki i odnosiłam je do własnego wędrowania sprzed kilku miesięcy, przypominałam sobie swój ból, pot, bąbelki… wszystko wróciło. Czułam tą niechęć do pobudki i wstania z karimaty… przypominałam sobie towarzyszy pielgrzymki i wtedy kolejny raz w życiu zawyłam z pragnienia pójścia tą najstarszą pielgrzymkową trasą…. Chcę kiedyś zobaczyć, przejść, wzruszyć się….. Autor piszę tą książkę w bardzo interesujący sposób, nie ma w nim pychy, że on przeszedł, cierpiał… a ty bezduszny czytelniku nie byłeś to nie wiesz.
I tak bardzo się z nim łączyłam duchowo…. Tak samo płakałam ja… w czerwcu u stóp Jasnej Góry… Wierzę głęboko, że dane mi będzie odwiedzić Tego uśmiechniętego Świętego, że niedługo też się będę mogła do Niego przytulić…. Czego wszystkim życzę….
Gdzieś przeczytałam o Santiago, że „To nie droga jest trudnością... To trudności są drogą. ...” i ta książka przy końcu której się spłakałam zdaje się to potwierdzać. Zazdrościć mogę tylko Autorowi Jego drogi, Jego przeżyć…. Oraz Jego daru opowiadania….
I zachęcam gorąco do przeczytania książki!!