środa, 22 maja 2013

"Marley i ja. Życie, miłość i najgorszy pies świata" - John Grogan

Historia psa Marleya bawi i wzrusza do łez. Wreszcie poznasz własnego psa i sens własnego życia.
Marley, żółty labrador jest nieznośnym, rozbrykanym, krnąbrnym potworem. Wyleciał ze szkoły tresury za brak postępów. Demoluje dom i wyrywa ozdobne rośliny w ogródku, uwielbia pić wodę z miski klozetowej. A jednocześnie jest wiernym i niezawodnym przyjacielem, kochanym stworzeniem, które uczy swoich właścicieli, jak cieszyć się ulotnymi chwilami i co jest naprawdę ważne.
Ekranizację książki Johna Grogana wyreżyserował David Frankel ("Diabeł ubiera się u Prady"). W rolach głównych wystąpili: Owen Wilson i Jennifer Aniston. 


 Chyba jeszcze nigdy tak długo i tak bardzo nie płakałam na książce. Nigdy książka o ludziach nie była w stanie wycisnąć ze mnie takiego wiadra łez jak ta. Zwykle kończy się na chlipaniu, w najbardziej wzruszającym razie są płynące łzy. Ale baaaaardzo rzadko kończy się na łzach ciurkiem kapiących i odrywających się od policzka i brylantowym blaskiem spadających na rękę/pościel/stół.
Kilka lat temu widziałam film, wtedy była moda na książkę o najgorszym labradorze świata, jako że najpierw widziałam film i uznałam, że książka jest podstępną próbą wyłudzenia ode mnie pieniędzy. Gdyby nie przypadek, gdyby nie to, że książka w bibliotece sama wpadła mi w ręce, nigdy nie przeczytałabym tej historii. Nie byłoby głośnych wybuchów śmiechu i długotrwałego szlochania w chusteczkę.

John i Jenny są po ślubie, uczą się bycia rodziną. Jenny zabija kolejny kwiatek i wtedy wpada na pomysł zaadoptowania psa, aby sprawdzić czy dadzą radę zaopiekować się żywą istotą. To ma być taki wstęp przed decyzja o dziecku. Wybierają się więc na farmę, gdzie akurat przybyło małych, biszkoptowych labradorów. W oko wpada im jeden, który okazuje się być w promocji, jest tańszy niż jego bracia. Ciekawe dlaczego… John i Jenny którzy w dzieciństwie mieli psa, od pierwszego wejrzenia zakochują się w szczeniaku, który sprowadzi na nich całą kupę nieszczęść. I o tym jest ta książka. Podtytuł „Życie, miłość i najgorszy pies świata” doskonale opisuje treść książki.

Autor opisuje swoje życie, życie swojej rodziny do której zalicza również ograniczonego umysłowo ;] psa Marleya. Czytając o przygodach tego psa dławiłam się ze śmiechu, chociaż widziałam film to jednak książka jest bogatsza w te opisy, tak samo o wiele bardziej mnie wzruszyła. Poszła paczka chusteczek, a moja biedna  Mama myślała, że oto dostałam jakiegoś ataku kataru gdy ja, tymczasem chlipałam nad książką.
Ciężko mi wyrazić jak piękna jest ta książka, pełna ciepła. Jest doskonałą kwintesencją życia, które nie bywa ani słodkie, ani zawsze kwaśne. W życiu gorycz porażki, sąsiaduje ze słodyczą sukcesu. Autor opisał wiele, bardzo osobistych momentów.  Dzięki autentyzmowi, możemy na tej książce przeżyć prawdziwe katharsis. Ciągle się nie mogą po tej książce pozbierać, policzki mi płoną, dookoła leżą mokre chusteczki. A ja jako wielbiciel futrzaków wczuwam się w sytuację autora.

Zapewne znajdą się osoby dla których ta książka to będzie kosmos. Uznają, że główny bohater był głupi zajmując się tak niesfornym psem. Że najlepiej było przywiązać Marleya drutem do drzewa gdzieś na pustkowiu, a za pieniądze które poszłyby na naprawę strat i leczenie psa zafundować sobie wycieczkę dookoła świata. Żal mi takich osób, chociaż za robienie krzywdy zwierzęciu mordowałabym z zimną krwią. Jest to dla mnie czyn uwłaczający człowieczeństwu. Jednak rozumiem, że nie wszyscy zwierzęta muszą kochać. Żal mi tych którzy przez całe życie nie nawiązali z czworonogiem, głębokiej, prawdziwej przyjaźni. Chociaż mówi się, że zwierzęta nie umieją kochać, że przyjaźń z psem czy z kotem będzie zawsze namiastką tej ludzkiej relacji, nie do końca się z tym zgadzam. To będą inne relacje, ale nie wartościowałabym tak łatwo. Kto raz patrzył w wierne, pełne miłości oczy zwierzęcia, kto widział  jak intuicyjnie wyczuwa gorsze samopoczucie właściciela i ze wszystkich swoich sił próbuje ulżyć człowiekowi w smutku czy w chorobie tak jak ja popłacze się na tej książce i odbierze ją całym sercem.

 Bo książka „Marley i ja” nie jest do czytania rozumem, bo więź zwierzę-człowiek nie jest więzią racjonalną, to doznanie na płaszczyźnie serca i niezwykłych uczuć. Uczuć, których  nie sposób opisać(chociaż John Grogan nieźle sobie radzi), je trzeba przeżyć.

wtorek, 21 maja 2013

"Siedem minut po północy" - Patrick Ness

Odważna, pełna czarnego humoru, głęboko poruszająca opowieść o chłopcu, jego ciężko
chorej matce i niezapowiedzianym, potwornym gościu.Jest siedem minut po północy, gdy trzynastoletni Conor budzi się i odkrywa, że za oknem jego sypialni czai się potwór.Jednak to nie tego potwora Conor się spodziewał – sądził, że odwiedzi go raczej ten z dręczącego go koszmaru, powtarzającego się niemal każdej nocy od dnia, kiedy matka chłopca rozpoczęła leczenie.Potwór z jego podwórka jest inny. Sędziwy. I dziki. I chce czegoś od Conora. Czegoś niebezpiecznego i przerażającego.Żąda prawdy.Na podstawie ostatniego pomysłu wielokrotnie nagradzanej pisarki Siobhan Dowd – która zmarła na raka i nie mogła sama napisać tej historii – Patrick Ness stworzył mroczną, przejmującą powieść o nieszczęściu i stracie, a także o potworach: tych realnych i tych wyobrażonych.


Gdy przeczytałam, że jest to książka na podstawie komiksu… złapałam się za głowę! Z tym gatunkiem nie miałam do czynienia od ponad dekady, a nigdy nie byłam wielbicielką gatunku.  Uznałam jednak, że nie warto się uprzedzać.  Książka, ze względu na wydanie była bardzo poręczna, brałam ją do kieszeni polaru i czytywałam gdzie się dało… ale jednak lubię się skupić na lekturze, więc w końcu zaszyłam się z nią w łóżku…


Nastoletni Conor nie ma lekko. Jakby nie wystarczyło ciężkie życia ucznia amerykańskiej szkoły i codzienne spięcia z rówieśnikami, jakby nie wystarczyła ciężka choroba matki. Koszmar na jawie – to za mało.  I dlatego Conor ma koszmary, od początku terapii jakiej jest poddawana matka. Jednak pewnej nocy o godzinie 00:07 coś się zmienia koszmary się zmieniają, jakby ustępowały miejsca czemuś nowemu. Czemuś tak staremu jak świat. Do Conora przychodzi… drzewo i zwraca się do niego po imieniu. Nie przychodzi tylko na pogawędki. Ów Potwór przychodzi opowiedzieć chłopcu trzy historii, w zamian za to Conor jemu opowie jedną – swoją.

„Siedem minut po północy” to z pozoru zwykła bajka z dreszczykiem, jednak według mnie to pełna metafor
historia o odkrywaniu prawdy i radzeniu sobie z samym sobą. Co, jak co, nie jest to książka przegadana, chyba przez lakoniczność nabiera głębi i paradoksalnie lepiej do nas przemawia.
Na pierwszy rzut oka widziałam tylko chłopca, który śni koszmar, przyglądając się uważniej zobaczyłam chłopca, dla którego wszystkie koszmary świata są fraszką, w porównaniu z tym co musi przeżywać na jawie.
To jest książka z której wionie bezgraniczny smutek. Conor jest jeszcze dzieckiem, trzynaście lat – cóż to jest, a przeżył już rozwód rodziców, porzucenie przez ojca – a wszyscy wiemy jak ważna jest dla chłopca osoba ojca. Tymczasem Tatuś ma nową, lepsza rodzinę za oceanem. Conor teraz przechodzi najcięższą próbę, bo choroba matki to nie jest problem, który kończy się w domu – przeciwnie, rozciąga się na wiele aspektów życia chłopca. W jaki sposób trzynastolatek ma sobie poradzić z takim ciężarem? Właśnie w tym celu przybywa do niego Potwór-Drzewo, które sobie wyobrażam, jako coś na kształt tolkienowskiego Enta. Dzięki opowieścią Potwora chłopiec zobaczy, że wszystko ma drugą stronę medalu, że nic nie jest tak oczywiste, jak się wydaje na pierwszy rzut oka. Dzięki tym opowieścią, Conor odkryje swój lęk, który nie musi być kosmaty i błyskający ostrymi zębiskami.

Książka mimo swej niewielkiej objętości, niesie ze sobą ważny przekaz, a także wiele silnych emocji. Nie spodziewałam się, naprawdę nie spodziewałam się, że ta niewielka książeczka tak mnie ruszy.
Oczywiście polecam.

poniedziałek, 20 maja 2013

Stos - czyli "przybyły woluminy pod okienko"

Minął miesiąc od poprzedniego stosu. Coś w międzyczasie przybyło.
Niestety nie jestem w stanie pokazać wszystkiego, bo już ktoś coś pożyczył...

Ale i tak jest co pokazać
Stosik w całej okazałości.


Recenzyjny
Tu możecie zerknąć na stosik recenzyjny. Jak widać sporo książek było recenzowanych... może sporo to przesada. Ale kilka na pewno :P
"Utracona córka" - recenzowana jeszcze jako ebook
"Dlaczego nie jestem muzułmaninem" - wczoraj była recenzja.
Czekają na mnie, jak widać "Korzenie niebios", "Ogród Afrodyty", "Gwiazdozbiór psa", "Pieśń o poranku", "Kwiatki Papieża Franciszka", "Chciałbym Kościoła ubogiego, dla ubogich", "Ślady krwi", "Siedem minut po północy"








a to mój prywatny
Ten stos to w większości efekt szalonych promocji
"Życie Pi" i "Szmaragdową tablicę" dostałam od Mamy.
"Poczet papieży" nabyłam, aby rozwijać swoją wiedzę.
"Dom sióstr" (który kupiłam w dzień książki w Matrasie - promocja, wraz z Moccią i "Tygrysimi wzgórzami", był bardzo polecany.
"Wyznania" św. Augustyna, miałam pożyczone, ale bardzo mi się spodobały i kupiłam własny egzemplarz.
W lubelskim Świecie książki były fajne promocje więc nabyłam "Ducha króla Leopolda" i "Ogród letni"(nie wiem czy nie będę żałowała, bo na razie czyta się topoooornie)
"Niebo dla średnio zaawansowanych" kupione z "Wyznaniami" bardzo się opłaciło na stronie Znaku.
"Tysiąc lat dobrych  modlitw" i "Mordercy w Mauzoleach" to zakupy za 9.99 w lubelskim empiku :), skąd przywędrowała recenzowana już "Maria Skłodowska Curie i jej córki"

niedziela, 19 maja 2013

"Dlaczego nie jestem muzułmaninem" Ibn Warraq

Moją ulubioną książką o islamie jest DLACZEGO NIE JESTEM MUZUŁMANINEM, racjonalistyczna krytyka, której autor ukrywa się pod pseudonimem Ibn Warraq i jest byłym wyznawcą, Pakistańczykiem, odnajdującym siebie po tym, jak odrzuciła go od własnej religii sprawa Rushdiego.-Christoper Hitchens, pisarz, felietonista Vanity Fair, autor "Bóg nie jest wielki"
Dobrze udokumentowana i blyskotliwa książka. Akt oskarżenia wobec jednej z wielkich religii świata.-Daniel Pipes, The Weekly Standard
Spośród wszystkich osiągnięć wydawnictwa Prometheus Books w ostatnich 25 latach, najwartościowszym jest sponsorowanie i wydanie DLACZEGO NIE JESTEM MUZUŁMANINEM Ibn Warraqa oraz zbioru esejów pod jego redakcją, "The Origins of Koran"- Anthony Flew, profesor filozofii na University of Reading w Anglii 


 Gdy zobaczyłam w zapowiedziach książkę „Dlaczego nie jestem muzułmaninem”, bardzo się zapaliłam. Już od jakiegoś czasu szukałam książki, która kompleksowo traktowałaby o islamie. Przeznaczonej dla ludzi, którzy chcą wiedzieć, którzy nie szukają natchnienia przed zmianą religii.  Moja wiedza na temat islamu nie była rozległa. Coś czytałam, coś wiedziałam, coś słyszałam od Biskupa Ordynariusza, który opowiadał nam to i owo i jakiś pogląd sobie wyrobiłam. Zresztą ciężko nie mieć poglądu w obecnych czasach. Wojny z terroryzmem. Terroryzmem, który jest świętą wojną z innowiercami. Wcielaniem w życie Koranu nakazującego rozprawę z tymi którzy nie wierzą.

Szukałam impulsu do zapoznania się z tą religią wokół której narosło wiele stereotypów.  Miałam „koleżankę” która przeszła na islam, ale niestety fakt bycia neofita i związana z tym postawa na „świętsza od papieża” oraz de facto brak znajomości i zrozumienia tej Religi, bo co neofita wie? To co powiedziano mu podczas procesu „nawracania” nie zna tradycji nie wie co się kryje za poszczególnymi ceremoniami, słowami. Potrzebowałam TAKIEJ książki.

Od razu zaznaczam nie traktuję tej książki jako źródła wiedzy wszelakiej, zawsze – a zwłaszcza w przypadku książek poświęconych tak drażliwej sprawie jak religia – trzeba szukać wielu źródeł. Ta książka niech będzie wstępem. Próbą poznania fundamentów islamu,w  sposób bardzo kompleksowy. Autor sięga do historii, do nauki Proroka, do zwyczajów, do kontrowersji, do różnorakich wypaczeń. Podaje fakty, oczywiście możemy założyć, że dokonał bardzo subiektywnej ich selekcji, dlatego bezwzględnie należy sięgnąć jeszcze po jakieś publikacje.

Książkę czytałam z ogromnym zainteresowaniem, poleciłam ją chyba każdemu kogo spotkałam, z kim rozmawiałam w okresie gdy ją czytałam. Co wyróżnia „Dlaczego nie jestem muzułmaninem”. Wiele rzeczy. Po pierwsze niewiele jest na polskim rynku książek poświęconych islamowi(szukałam – wiem), dwa autor był muzułmaninem, urodził się i wychował w tradycyjnej muzułmańskiej rodzinie. To sprawia, że czuje religię, rozumie ją. Poświęcił wiele czasu na naukę o islamie, czytał, pytał, szukał. A nie jest to łatwe. Ta książka potwierdza to co wiemy z mediów, atak na Koran, na islam jest zdradą, jedną z największych(może nawet największą) zbrodni w muzułmańskim świecie. Każdy negatywny komentarz, lub brak ślepej akceptacji entuzjazmu  ściąga prześladowania, może oznaczać śmierć. Apostazja jest karana śmiercią. A pozycja innowiercy w krajach muzułmańskich, gdzie rozdział państwa i kościoła, jest nieznaną instytucją, jest zaiste nie do pozazdroszczenia. 

O czym pisze Ibn Warraq? O wielu rzeczach. Na początku opisuje jaki los spotyka tych, którzy ośmielają się wystąpić z tego zgodnego chóru piewców islam, który próbują myśleć i nawet nie musi chodzić o zmieszanie religii z błotem, a uczynienie jej bardziej ludzką, o dostosowanie jej do teraźniejszości. Nie ma mowy, Islam ma trwać niezmienny, Koran jest świętą księgą której oryginał jest w niebie.  Chociaż niekiedy udaje się wybrnąć  z sytuacji że coś w Koranie opisane jest tak, a nauka odkrywa że jest inaczej. Są naukowcy, którzy zaraz wynajdą kilka sur pokazując „widzicie, nauka odkryła to teraz, my w Koranie mieliśmy to od wieków”. Z wieloma sprawami nie da się tak postąpić, wtedy się je ignoruje.  Wychodząc właśnie od problemu z ewolucją islamu autor wraca do początku tej religii. Opisuje narodziny islamu. Jest to opis bardzo szczegółowy, mamy drobiazgowo opisane życie Mahometa, jak również krok po kroku opisane jak ta religia się rozwijała, skąd konkretne sury się wzięły, jakie były okoliczności ich powstania.

I tak temat, za tematem zostajemy wprowadzeniu w świat islamu. Nie jest to książka, która wyczerpuje temat.  Wręcz przeciwnie inspiruje do dalszych poszukiwań. Mi osobiście do gustu przypadły, najbardziej – dwa rozdziały. Jeden poświęcony temu czy da się islam pogodzić z prawami człowieka, a drugi poświęcony roli kobiety w islamie. Ale każdy rozdział czytałam z wypiekami na twarzy i często – rosnącym przerażeniem.

Moim zdaniem ta książka jest naprawdę fenomenalna, nie mogę ręczyć za to, że nie jest przekłamana, ale też nie mam  podstaw by taki sąd wydawać. Ja dzięki niej dowiedziałam się bardzo wielu rzeczy. Rzeczy, które mnie zbulwersowały i zastanowiły…

Tak ta książka jest krytyką islamu, ale nie na zasadzie, bo każda wiara jest zła. Nie na zasadzie uprzedzeń czy krzywdzących stereotypów. To krytyczne studium islamu, poparte interpretacją prawa, Koranu, badaniami historycznymi i obserwacjami tego jak islam funkcjonuje w praktyce.

sobota, 18 maja 2013

"Maria Skłodowska-Curie i jej córki" - Shelley Emling

To biografia Marii Skłodowskiej-Curie oraz jej dwóch córek, z których każda była na swój sposób wyjątkowa. Autorka skupia się relacjach matki z córkami, rzucając nowe światło na osobę legendarnej uczonej.
Historia rodziny sięga do trzeciego pokolenia: Emling kreśli portret Hélene Langevin-Joliot, która odziedziczyła po babci zamiłowanie do nauki.
Ta bogato udokumentowana, ale zarazem osobista i nieszablonowa książka to frapująca opowieść ukazująca – często niewidocznego zza pomnikowej postaci naukowca – kobietę z krwi i kości: przyjaciółkę i matkę. Takiej Marii dotychczas nie znaliśmy.


Od wielu, zaiste – wielu lat żywię głęboką fascynację osobą Marii Skłodowskiej Curie. Gdy jako nastolatka przeczytałam jej biografię, która wyszła spod pióra córki Marii – Ewy, interesowałam się polską uczoną. Gdy zobaczyłam książkę poświęconą, jak sugerował tytuł relacji noblistki z córkami – bez chwili wahania zrezygnowałam z dwóch innych książek i kupiłam tą. Niby zakupów książkowych się nie żałuje, tak jak przeczytanych książek, ale żebym zachwycona była – chyba przez gardło mi nie przejdzie.

Wspomniałam, że moja fascynacja Marią nie jest sprawą świeżą, w związku z tym czytałam książki i artykuły na jej temat, z tych tekstów wyłaniał się specyficzny obraz relacji matka-dzieci.  Ale dzieła te skupiały się na Marii-naukowcu, na Marii-nieszczęśliwej kobiecie.  A jedna z nich była książka napisana przez młodszą córkę, jako źródło – absolutnie trzeba brać poprawkę na ewentualnie wygładzenia, czy przemilczenia(Ewa w bardzo zawoalowany sposób i zupełnie niezgodny z prawdą, pomija romans swojej matki).

Ta książka zaczyna się właśnie od historii romansu Marii i Paula. Autorka chce pokazać czytelnikowi dwie ostatnie dekady życia madame Curie. Po przeczytaniu tej książki i przeczytaniu rekomendacji z tylnej okładki, zwłaszcza zdania: „ Życie i dokonania uczonej widziane poprzez jej relacje z córkami”. Po tym tekście mam wrażenie, że czytałam inną książkę, ba! Nawet sprawdziłam jak brzmiał tytuł oryginału, że może tutaj miało miejsce jakieś reklamowe przekłamanie, ale nie. Zaiste tytuł jest wiernie przełożony. Być może moja wina, że dałam się złapać i zmanipulować, spodziewałam się książki o relacjach pomiędzy Marią a jej córkami, a dostajemy co najwyżej osobne historie. Książkę o rodzinie Curie, ale obszerniejsza, bardziej kompleksową już poznałam. Z tej nie dowiedziałam się niczego nowego.

„Maria Skłodowska – Curie i jej córki” nie wnosi niczego nowego. Gdyby autorka wyszła poza schemat, ale ona opisuje życie Marii i Ireny, tak że przez wiele stron czytelnik zapomina o tym, że Maria miała jeszcze jedno dziecko. W książce jest JEDNO zdjęcie Ewy, w książce – no na okładce. Moim zdaniem to o czymś świadczy.  Mam problem z odpowiedzeniem sobie, w jakim celu powstała ta książka? Nie przeczę, że kilka razy się wzruszyłam, ale historia Marii taka po prostu jest. Wzruszyłam się i zdenerwowałam, gdy np. przeczytałam że ojciec Marii zmarł na gruźlicę(z tego co mi było wiadome zmarł na coś innego), ale w innym miejscu zmarł w wyniku komplikacji po operacji. To w końcu jak?

Książkę odkładam na półkę z poczuciem zawodu i rozczarowania. Miałam nadzieję, że zachwyci mnie jak ongiś biografia kobiet Romanowów. A tutaj nie było nic o czym nie przeczytałabym w sieci, czy w innych książkach poświęconych noblistce. Niekiedy nawet w okrojonej wersji. Nie wiem dlaczego autorka wybrała właśnie ostatnie dwie dekady, nie zgadzam się z jej wyjaśnieniem, nie sądzę, że są to białe plamy w życiu uczonej.  Ta książka pomija bardzo wiele ISTOTNYCH faktów z życia Marii, nie tylko ważnych dla jej kariery, ale także takich, które wyjaśniłby dlaczego była taką, a nie inną osobą, co ją ukształtowało, jak starała się wychować córki, jakimi ideałami się kierowała. Wszystko to tutaj jest pominięte, albo spłycone.
Bardzo mi się to nie podoba.

No, ale trudno-darmo.  Wiem, że więcej sceptycyzmu mi trzeba. Książka raczej nie zaspokoi głodu wiedzy.

piątek, 17 maja 2013

"Brzoskwinie dla księdza proboszcza" - Joanne Harris

Kontynuacja bestsellerowej „Czekolady”.

Vianne Rocher, znana czytelnikom bohaterka „Czekolady” i „Rubinowych czółenek”, od lat mieszka z ukochanym Roux i dwiema córkami w Paryżu. Pewnego dnia otrzymuje list, którego autorką jest Armande Voizin, dawno nieżyjąca mieszkanka Lansquenet. Armande prosi w nim swą dawną przyjaciółkę o przyjazd do swego starego domu. Komu potrzebna jest pomoc Vianne? Jak ułożą się jej stosunki z tamtejszą społecznością? Jaką rolę odegra w tym wszystkim proboszcz Reynaud, który kiedyś doprowadził do wyjazdu Vianne z Lansquenet?
 




Dalej cierpię z powodu utraty zęba mądrości(już drugiego).  Niby nie boli(dentysta naprawdę miał rację). Ale jestem strasznie senna i na niczym się nie mogę skupić. Wczoraj usnęłam czytając książkę i oglądając serial. Że przy tylu bodźcach byłam w stanie….
Opiszę książkę, która znowu mi się skojarzy z trauma. Gdy kilka lat temu kupiłam „Czekoladę” było to kilka godzin po oblaniu egzaminu na prawo jazdy. Przyznacie, że nie jest to zbyt miłe skojarzenia. Teraz „Brzoskwinie” będą mi się kojarzyć z traumą po resekcji. Chociaż akurat książkę czytałam z masą pozytywnych emocji. Pożyczyłam z biblioteki „Rubinowe czółenka” ale jeszcze ich nie przeczytałam. Nadrobię. Wiec mam pewne fakty z życia bohaterów poznałam z wyprzedzeniem, trudno, darmo. Nie będę miała niespodzianki.

Od zakończenia akcji „Czekolady” minęło kilka lat. Vianne ze swoją rodziną wiedzie w miarę spokojne życie w Paryżu. Wszystko zmienia list, w którym przyjaciółka prosi ją o przyjazd do miasteczka, które wiele lat wcześniej opuściła, w niezbyt miłych okolicznościach.  Vianne zabiera córki i wraca, do miasteczka, które nie zmieniło się wcale, a jednak zmieniło się zupełnie.

Joanne Harris słynie z książek emanujących magią taką specyficzną, pełną ciepła atmosferą. Moim zdaniem jest nie inaczej w „Brzoskwiniach dla księdza proboszcza”. To książka, która w bardzo ciepły, przyjazny sposób opowiada ważne historie, a  jednocześnie czyta się ją bardzo dobrze.  Nie nazwałabym jej powalającą na kolana, porażająco lepsza niż poprzednie dwie – zdecydowanie nie. Ale wydaje mi się że to po prostu „Czekolada” postawiła poprzeczkę wysoko i ciężko jej dorównać.

Osobiście, polecam tę książkę, porusza problemy coraz aktualniejsze w obecnych czasach . Serie uzależniają, ale powroty do znanych i tak lubianych bohaterów są świetnym doświadczeniem, więc chociaż, zwykle seria nie ma równego poziomu, to jednak łatwo się nie poddaję. Żałuję, że nie zmusiłam się do przeczytania „Rubinowych czółenek”. Więc ze swej strony polecam czytanie „za kolejką” pomoże to być „na bieżąco” i bardziej zżyć się z bohaterami. Chociaż co kto lubi. Ja lubię wszystko po kolei mieć.

Polecam „Brzoskwinie dla księdza proboszcza” jako ucieczkę od codzienności. Powieść magiczną i smakowitą… oj chwyci głód w trakcie lektury : P Możecie być pewnie. Umiejętność autorki w opisywaniu smaków to wirtuozeria. 

środa, 15 maja 2013

"Wojna i miłość" - Birdsong 2012

Adaptacja powieści Sebastiana Faulksa pod tym samym tytułem. Opowieść o angielskim żołnierzu, Stephenie (Eddie Redmayne), walczącym w okopach północnej Francji w czasie I wojny światowej. Prześladuje go wspomnienie jego zakazanego romansu z zamężną Francuzką, Isabelle Azaire (Clémence Poésy), którą poznał i zakochał się w Amiens latem 1910 roku. 


Wiecie już pewnie, ze przepadam za kostiumowymi filmami. Gdy o jakimś usłyszę, nie spocznę póki nie zdobędę i nie oglądnę. Tak właśnie trafiłam na Birdsong(po polski Wojna i miłość). Zapowiadało się nieźle. Naprawdę fajni aktorzy. Ją znałam z Harrego Pottera i z Wojny i pokój. Wiele osób ją krytykowało, uważało, że jest kiepską aktorką. Ja kupiłam jej rolę w ekranizacji epopei Tołstoja. On zaś zasłynął dzięki „Filarom ziemi”

Czasy również były interesujące, tematyka również intrygująca. Pełna najlepszych nadziei zasiadłam do oglądania. Jakoś oglądnęłam te dwa odcinki(taki mini, mini-serial) I mam problem. Nie wiem nawet co powiedzieć, o czym jest ta produkcja. Film jest tak nudny. Chociaż przepiękny wizualnie, muzyka też jest godna uwagi.
Ale fabuła i gra aktorów mogą zamordować nudą.
Akcja obfituje w retrospekcje. Teraźniejszość to I wojna światowa, siedząca wojna we Francji. Młody mężczyzna aby zapomnieć o okropieństwach, które go otaczają wspomina czasy przed wojną i spotkanie z kobietą w której od pierwszego wejrzenia się zakochał. Niestety ona miała męża i to sporo starszego od niej. Więc chociaż przedwojenne wspominki są wizualnie piękne ograniczają się do tęsknych spojrzeń, oczu labradora i zasadniczo do niczego więcej.

Naprawdę, jak rzadko to czynię tak ten film odradzam. Ciężko mi dopatrzeć się jakiejś pozytywnej stronie.
Nie wszystko co kostiumowej jest dobre. Podobno film jest ekranizacją. Nie wiem czy chcę przeczytać książkę :(


Mam nadzieję, że zmobilizuję się i wrzucę stosik. Trzyma mnie znieczulenie, nie wiem co będzie jak zejdzie :/



wtorek, 14 maja 2013

"Niebo dla średnio zaawansowanych" - Szymon Hołownia, Grzegorz Strzelczyk

Jak będzie w niebie? Najlepiej poinformowani uchylają rąbka tajemnicy!
Co zrobić, gdy zobaczysz światełko w tunelu?Dlaczego warto uzbierać sobie czyśćcowych odpustów na zapas?Czy niebo będzie jak wieczny orgazm, a w piekle będzie ciekawsze towarzystwo?
To tylko niektóre z pytań, które zawsze chciałeś zadać swojemu katechecie, ale się bałeś. Teraz jednego z najbardziej błyskotliwych polskich teologów – ks. Grzegorza Strzelczyka – w dogmatyczny kozi róg próbuje zapędzić Szymon Hołownia. 
Efektem starcia tych dwóch godnych siebie rozmówców jest niezwykła książka. Tylko dzięki niej dowiesz się, czy w niebie będą małżeństwa (skoro ślubuje się tylko do śmierci), czy dalej będą dokuczać nam komary i dlaczego jedna z głównych prawd wiary jest głęboko nieprawdziwa.
Lekko, dowcipnie i intrygująco o sprawach bardzo poważnych. Sprawdź, co czeka Cię po drugiej stronie! 


Poprzednia książka Szymona Hołowni mnie zawiodła. I chociaż wtedy kupiłam ją zaraz po premierze, za ostatni grosz, to czytałam ją rekordowo długo. I chociaż ten zawód jest we mnie świeży to jednak gdy tylko zobaczyłam w zapowiedziach kolejna książkę Hołowni, oczywiście zapłonęło we mnie pożądanie. Przy pierwszej dobrej promocji nabyłam. Dosyć szybko zaczęłam czytać(wszak nieco tych recenzyjnych połknęłam, to nieco prywaty) I jestem zachwycona. Stary, dobry Hołownia wrócił.

Najpierw, nie tak dawno przeczytałam polecaną przez Hołownię książkę o niebie. Dlaczego? Chciałam wiedzieć, czy nie kupię dubla. Nieco zmienionego, innym językiem pisanego, ale w gruncie rzeczy o tym samym. Później poczytałam fragmenty na stronie Znaku, zapowiadała się interesująca rozmowa. Chociaż, może faktycznie książka jest reklamowana, bardzo populistycznymi hasłami, bo niebo jako wieczny orgazm i wizja pięknych niewiast z licami i figurą Angeliny J. działa na taką dosyć płytką  publiczność, darujcie – nie chce nikogo obrazić. Moim zdaniem książka – przez wzgląd na renomę S.H się sprzeda, nie trzeba sięgać po takie „tanie chwyty”, chociaż one intrygują, w jakiś sposób wyróżniają książkę. Ale nie do końca kojarzy mi się to ze stylem Hołowni. Pomimo tych drobnych zgrzytów, pełna najlepszych oczekiwań rozpoczęłam lekturę wczoraj i…

Kurczę Hołownia, najlepszy Hołownia największe zalety poprzednich książek łączy tu w jedną, genialną książkę! Książka porusza sprawy ostateczne, poważne, fundamentalne dla naszej wiary i życia, a jednocześnie czyni to w sposób przystępny, niekiedy bardzo zabawny. Mamy wrażenie, że siedzimy z inteligentnymi znajomymi w kawiarni, a nie, że zaplątaliśmy się na jakiś niefortunny teologiczny wykład.
To zaiste ciekawe, porywające dyskusje o tym co czeka nas po śmierci, a także o bytach związanych z niebiosami, a więc i aniołami i demonami, będzie słówko o spirytyzmie i o tym jak Matka Boska pomaga w czyśćcu.
Szymon Hołownia zdecydowanie wciąga!
Tak, ta książka to gdybologia, nie oszukuję się, że wszyscy nagle uwierzą, że oficjalne teorie Kościoła Katolickiego są słuszne i faktycznie tak będzie, że to co Kościół wymyślił, oświadczył się spełni, bo przecież ta nauka  ewoluowała przez wieki, nawet w ostatnich latach coś tam w koncepcji nieba, otchłani się zmieniało. Co będzie „później” – możemy snuć tylko teorie, koślawe, toporne – bo ludzkie. Ułomne. Zapewne Pan Bóg porządnie nas zaskoczy. Więc dlaczego czytać taką „fantastykę” bo fajnie jest się uczyć, o wielu teoriach nie wiedziałam. Ta książka pokazuje jak kompleksowy i dopracowany jest Kościół, ale jednocześnie nawet Kościół musi w niektórych sprawach rozłożyć ręce i powiedzieć „nie wiem”. Jest wiele spraw, na których nie mamy pomysłu, wiele które są hipotezami. Nie wiemy co jest po drugiej stronie, nie wiemy praktycznie nic, bo opowiedzieć nam mogliby umarli, a Ci nie wracają, a te spirytyzmy, wywoływania duchów są powodowane ludzką chciwością, lub wynikiem knowań Szatana.
Dla mnie ta książka była połączeniem nauki ze świetnie spędzonym czasem, skłoniła mnie również, do przemyślenia spraw najważniejszych.
W porównaniu do „Monopolu na zbawienie” i „Kościoła dla średnio zaawansowanych” ta książka jest skupiona li i jedynie na sprawach niebiańskich, ale nie porównałabym jej do biografii Boga. „Niebo” jest książką zdecydowanie ciekawszą, na pewno bardziej przystępną.  Chociaż o wiele bardziej serio niż ta, będąca zapisem rozmowy Hołowni z Prokopem. I jeśli mam być szczera czytało mi się ją zdecydowanie lepiej.

Dla wielbicieli Szymona Holowni to pozycja obowiązkowa i widzę małe szanse, że doznacie zawodu.
Ja ze swej strony polecam : )

Pogoda w mojej okolicy

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...