piątek, 25 lipca 2014

fiszki do angielskiego - znowu

Wspomniałam Wam kiedyś, że muszę się zabrać do nauki angielskiego. Pisałam też, że ciężko mi się zmusić do regularnej nauki języka, którego nie używam codziennie. Nie mam już kartkówek, sprawdzianów, kolosów, ani zaliczenia - w bliskiej perspektywie. 

Czy to znaczy, że mogę spocząć na laurach? Nie - po pierwsze, wymaga się ode mnie znajomości języka mieszkańców Albionu, po drugie - wciąż lubię brytyjskie i amerykańskie seriale, które szybciej obejrzę w oryginale, niż czekając na przekład. 

No dobrze, ale kiedy się uczyć? Ja wiem, że jako nauczyciel nie mogę powiedzieć, że nie mam czasu na naukę. Czas może mam, ale nie mam ochoty, nie chce mi się - po prostu. Najłatwiej byłoby się zapisać na kurs, ale czas, pieniądze, które trzeba w kurs zainwestować studzą zapas. 

A fiszki... fiszki są sporo tańsze i sięgamy po nie, wtedy - gdy mamy czas. Wystarczy pudełeczko z fiszkami wrzucić do torebki i już: na przystanku, w pociągu, w mpk, czekając na spotkanie - możemy sobie fiszkować. 

Testowałam zestaw fiszek, składający się z czterech pudełeczek:
-konstrukcje egzaminacyjne
-amerykański kontra brytyjski
-najczęstsze błędy
-wyrazy zdradliwe

Każdy pakiecik jest zapakowany w poręczne pudełeczko z dwiema przekładkami: umiem i do nauki, co pozwala zgrabnie posegregować karteczki i zorganizować sobie pracę. 

W pudełeczku mamy 100 wyrazów/zwrotów. Do tego zawsze mamy zbudowane przykładowe zdania, co
pozwala nam uczyć się budować poprawne zdania, a nie jest tylko wkuwaniem słownika. De facto uczymy się więc większej ilości słów.

W środku opakowania mamy kod do poprania słówek w wersji mp3, aby pracować nad prawidłową wymową.


























Co mogę Wam powiedzieć o tych fiszkach. Jestem zachwycona wykonaniem i doborem słówek, nie są sztampowe. Korzystało mi się z tych fiszek i korzysta nadal z dużą przyjemnością, wynikającą również z tego, że ja naprawdę lubię się uczyć. Te fiszki doskonale korespondują z moim imperatywem sprawdzania własnej wiedzy i udzielania odpowiedzi na pytania. Ponieważ powoli zaczynam znać je na pamięć muszę zabrać się do poszukiwań i znaleźć coś nowego.

Cena jednego opakowania fiszek, to 9.99(często są promocje) na fiszki.pl moim zdaniem cena jest bardzo korzystna. Nie musimy się spłukiwać by mieć fun ; )

Osobiście - polecam :))

środa, 23 lipca 2014

rzecz o... drożdżówkach z żurawiną

Gdy słyszę słowo "drożdżowe", widzę dom. Jedno z moich najwcześniejszych wspomnień to zapach ciasta w sobotę. Stała mojego życia, to Mama, Babcia przy z stolnicy, z makutrą na kolanach. Dom jest domem wtedy, gdy pachnie ciastem, gdy wracasz do domu, gdzie czeka na ciebie coś dobrego do herbaty.

Ciężko odwzorować zapach dobrego, drożdżowego ciasta, tej mieszanki masła, drożdży, ciepłego mleka. Firma Kringle proponuje nam zapach drożdżówek z żurawiną. Nie jestem wielbicielką żurawiny, lubię, ale bez szaleństwa... Niemniej jednak żurawiny pasują do ciasta drożdżowego i mają szansę stworzyć, bardzo ciepłą, aromatyczną kompozycję. W sam raz na słotny dzień


Wczoraj miałam ochotę na wypieki. Zaczęło się od bułki z kruszonką, przepis na którą ongi podawałam na blogu, stwierdziłam, że do tego ciasta świetnie będzie pasował ten wosk. To nie było pierwsze palenie tego wosku. Powiem Wam, że mam obawy co do wosków o zapachach spożywczych. Nie mogę się do nich przekonać, najchętniej kupuję je gdy mogę osobiście obwąchać. Drożdżówki z żurawiną były  moim pierwszym zakupem Kringlowym i  gdy otworzyłam pojemniczek, nie byłam oczarowana. Woń mi się podobała, ale to nie było WOW. 


Ponieważ ciasto drożdżowe to zapach domu, azylu, wosk powędrował do pudełeczka "woski wieczorne" i "chłodniejsze dni". Jak wspomniałam, nie jestem fanką ani żurawiny, ani zapachów spożywczych. Tyle dobrego słyszałam, jednak o tym wosku. 

Gdy odpaliłam i wróciłam do pokoju - oszalałam. Wosk pachnie żurawiną, nie wiem jak Amerykanie czują ciasto drożdżowe, ale to na pewno nie to. Nikt, kto wracał do domu pachnącego siedzącą w piekarniku drożdżówką, nie uzna tego zapachu z wosku, za zapach drożdżowego ciasta. Za to żurawina jest żurawiną, z jakąś ciepłą nutą. Żurawina to fajne połączenie smaków, tak realnie oddane, że niemalże szczypie w język.

Wosk jest wydajny, a zapach długo utrzymuje się w powietrzu, gdy wróciłam z imprezy - jakieś sześć godzin po odpaleniu, wciąż cały parter pachniał żurawiną. 

Czy kupię ten wosk jeszcze raz? Tak! Jest ciepły, aromatyczny, lubię odpoczywać w jego towarzystwie


Ten wosk kupowałam w Pachnącej Wannie, wciąż pamiętam radość z otwierania paczuszki, zresztą bardzo dobrze wspominam tamten dzień ;-) 

wtorek, 22 lipca 2014

rzecz o... gorącej czekoladzie

Ludzie dzielą się na tych, którzy kochają czekoladę i na tych, którzy mogą bez niej żyć. Na szczęście, dla moich stawów, należę do tej drugiej grupy, jednak  od czasu do czasu, lubię sobie zjeść coś co ma smak czekolady. Owszem, czekolada sama w sobie jest smaczna i nie rezygnuję jej wcale, ale wolę ciasta, budyń czy gorącą czekoladę. Ostatnio postanowiłam się rozpieścić i rozpaliłam w kominku wosk o zapachu gorącej czekolady i upiekłam muffiny - brownies z białym serem. Miałam w domu czekoladowy odlot.


Nie wierzyłam tym, którzy pisali, że gorąca czekolada od Kringla to faktycznie, wierne odwzorowanie zapachu tego tradycyjnego i przepysznego napoju. Nic nie jest w stanie zastąpić, pysznej, gęstej i gorącej czekolady. Kubek gorącej czekolady, z odrobiną bitej śmietany, nawet bez - to idealna recepta na wieczór po ciężkim dniu. Tego nie da zamknąć się w wosku. 

Dałabym sobie za to rękę obciąć, do czasu aż otworzyłam wieczko wosku. O kurczę, pachnie czekoladą, prawdziwym kakao. Ciężko się powstrzymać, żeby nie odkroić wosku i zamiast włożyć do kominka, nie rozpocząć konsumpcji. 

No, ale przełamawszy się, czekałam na zapach. A ten był - niczym w pijalni gorącej czekolady. Słodycz - ale nie mdląca, ciepło. Dla mnie to kwintesencja dobrego wieczoru, relaksu.  Jestem zachwycona tym woskiem. Wiem, że pewnie - tak jak ja kiedyś - będziecie mieli problem z uwierzeniem, że ten wosk pachnie jak gorąca czekolada, ale tak jest. Pysznie, czekoladowo. Ten wosk jest po prostu niesamowity. 

Kto ma ochotę przetestować, Gorącą Czekoladę i inne produkty w sklepie cozazapach.pl na hasło kasiek kupicie z 15% rabatem.

"Grzeczna dziewczynka" - Alina Białowąs

„Grzeczna dziewczynka”- to opowieść 25 letniej Karoliny, która oglądając na laptopie film z własnego ślubu i przewijając wspomnienia, jak taśmę filmową - klatka po klatce, nawet z czasów dzieciństwa, chce uchronić siebie przed popełnieniem tych samych błędów, gdy znowu spotka miłość, albo gdy miłość spotka ją.


Szkoda, że dziś wydaje się tony książkowego chłamu a porządne książki wychodzą w e-wersji. Chcę Wam opowiedzieć o książce szczególnej, która powinna być przestrogą dla wielu kobiet. Alina Białowąs już raz udowodniła, że potrafi pisać o tym co gra w sercach kobiet, jakie są nasze słabości. Ciekawa byłam kolejnej książki, nie wiedziałam czego się spodziewać. Romansu, dramatu?

Karolina ma dwadzieścia pięć lat, poznajemy ją w chwili, gdy ogląda film ze swojego ślubu. Uczucia towarzyszące jej, sugerują, że związek nie zakończył się happy endem, dlatego cofamy się w czasie i możemy oglądać początki jej znajomości z Filipem, rozwój akcji, wszystkie kamienie milowe i zastanawiamy się, jak dziewczyna, której życie przypomina bajkę, utknęła w takim bagnie?

Czytając tę książkę miałam gęsią skórkę. Powiedzcie z ręką na sercu, która z nas nie ładowała się w związek, który każdy jej odradzał, ale my byłyśmy mądrzejsze? Która, przynajmniej w jakimś okresie znajomości nie zamieniała wad partnera w zalety? Ja to wszystko przeżyłam, wyłączywszy oczywiście skrajności. Gdyby Karolina nie była tak zakompleksiona, poraniona po rozstaniu z miłością swojego życia nie dałaby się złapać na ten lep.
Często się mówi, że jeśli wychowujemy się w fajnej, kochającej rodzinie, mając dobry przykład miłości pomiędzy naszymi rodzicami unikniemy toksycznego związku, bo będziemy mieli odpowiednie wymagania. U Karoliny to się nie sprawdza, miłość pomiędzy jej rodzicami jest ogromna, po ćwierćwieczu małżeństwa, oni nadal piją sobie z dzióbków, co sprawia, że dziewczyna jest zazdrosna, zaczyna wymyślać historie o tym, że jest adoptowana, a w jej rodzinie czai się tajemnica, której ona jest główną bohaterką.

Najłatwiej jest na Karolinę się wkurzyć, bo doprawdy trudno uwierzyć, że dorosła, inteligentna kobieta jest z gościem, który ją tak traktuje, wydaje rozkazy, musztruje i jak bóstwa czci rodziców. Wielokrotnie, podczas lektury miałam ochotę rzucić ebookiem, ale rzucanie tabletem niesie poważniejsze konsekwencje, niż rzucanie książką, więc się opanowałam. Nie mogłam uwierzyć, że Karolina nie słucha przyjaciółki, rodziny. No, ale jak nie słucha ojca, matki – posłucha psiej skóry.

Zdejmuję kapelusz przed Aliną Białowąs, która napisała wnikliwe studium toksycznego związku. Dowodzi w tej książce swojej znajomości ludzkiej psychiki i pewnych mechanizmów, o których istnieniu wiemy, ale je odsuwamy, nie wierzymy że taka historia może nam się trafić. Wydaje mi się, że ku przestrodze ta książka powinna być czytana przez kobiety. Mamy XXI, ale zaskakująco wiele kobiet łapie się w taką pułapkę, czasami na ratunek jest za późno.

Na pewno nie jest to płaskie czytadełko…

Książkę czyta się bardzo szybko. Właściwie to pozycja na jeden wieczór, ale naprawdę polecam.
I znowu będę musiała się oczekać, na kolejną książkę autorki!

poniedziałek, 21 lipca 2014

"Nie tylko o łajdakach" - Magdalena Kulus

„Nie tylko o łajdakach” to powieść o dojrzewaniu, o poszukiwaniach i próbach oswojenia szczęścia.

Z pozoru lekka, zmusza do przemyślenia życiowych decyzji i wartości, którymi się kierujemy. Nastka – główna bohaterka – ucieka od problemów, od niemiłości i opuszcza miasto, by napisać na wsi pracę magisterską oraz rozpocząć dorosłe życie. Na swojej drodze spotyka ludzi, którzy uczą ją, że świat, chociaż pełen łajdaków, daje sporo powodów do radości. Szybko zaczyna rozumieć, że należy z nich korzystać, gdy tylko jest ku temu okazja.



Przegapiłam debiut Magdaleny Kulus, coś mi tam się kojarzy, że książka została bardzo dobrze przyjęta. No, ale fizycznie nie da się być na bieżąco z każdą nowością. Autorka była dla mnie kompletnie obca, nie wiedziałam czego się spodziewać(wyjąwszy profil wydawniczy Wydawnictwa SOL). Dlatego, gdy to słońce dla wszystkich świeciło. Zaległam na podkarpackiej wsi, w samym środku lata i otworzyłam zieloną okładkę. Żebym dała porwać się od pierwszej strony – nie mogę powiedzieć. Może to wina tego, że ostatnio czytałam świetne książki. No i ta wieś. Były Mazury, było Podlasie, Podkarpacie, teraz przyszła kolej na Śląsk. W polskiej literaturze nadal jest zatrzęsienie książek, których motywem przewodnim jest ucieczka na wieś w celu odmiany swego życia. Polska wieś  jako panaceum. Do takich książek podchodzę sceptycznie, bo zwykle autorki nie mają pojęcia o realiach polskiej wsi i lecą takimi schematami stereotypami, że zgrzytam zębami, a tego zabrania mi mój stomatolog.
Później sobie pomyślałam, że nie mogę osądzać książki, tylko dlatego, że znajdę w niej znany motyw. To, iż ktoś spieprzył temat, nie znaczy, że ktoś inny nie da rady. Wyzbyłam się uprzedzeń, (a lato jest piękne tego roku- więc było łatwiej). Zaczęłam czytać, narracja pierwszoosobowa(nie lubię), dosyć specyficzna narracja z rzadko spotykanymi charakterystykami nowych postaci, no nic – najwyżej nie spodoba mi się – nikt od tego nie umrze.

Nastka, czyli Anastazja kończy studia i postanawia wyjechać do domu rodziców na wieś, aby dokończyć magisterkę i odpocząć od Rodzicieli, którzy są dosyć toksyczni. Mają wąty o wszystko. Bywa. Wioska jest typową, małą miejscowością, każdy zna się „od zawsze” i o wszystkim wie „wszystko”. Można być pewnym, że jeśli o północy kichniemy na jednym końcu wsi, to o świcie, na drugim końcu zapytają nas jak tam katar. Znam to z własnego podwórka. Autorka opisuje wieś bardzo prawdziwie, bez uciekania się na „miejskie wyżyny” i komentowania nawyków „wieśniaków” z wyższością. Pisze jak jest. Realizm i takt – rządzi. Więc Anastazja jedzie na wieś, również po to, aby odpocząć od toksycznego związki, jednak toksyczny związek w postaci Olka zjawia się jednak na wsi.  Ogólnie książka jest o tym jak Anastazja walczy z przeciwnościami losu, boryka się z codziennością i oddaje serce wsi. To pogodna, ciepła książka o życiu. Nie zwykłe czytadło, ale fajny pretekst do refleksji, okraszony poezją, muzykę(dzięki Autorce przypomniałam sobie jak ja uwielbiam skrzypce).

Nie chcę opisywać Wam fabuły, bo nie chcę Wam psuć niespodzianek, drobnych zaskoczeń. Jestem bardzo zbudowana tą ksiązką. Ciepłą, pełną dobrej energii, chociaż również nie jest wyzuta ze smutku. Tak jak w życiu wielkie radości zakwitają w cieniu ogromnych smutków, a może odwrotnie. Czy zebra jest biała w czarne paski, czy czarna w białe? Nieważne, wszystko to splata się w naturalny warkocz życia. Barwny, pachnący, smakowity, a że czasami zdarzy się ziarenko gorczycy? Dodaje smaku i podbija słodycz.

Moim zdaniem to jest idealna powieść na lato, do poczytania na plaży, w ogródku, gdy słońce świeci nam w oczy, a twarz muska nam lekki wiaterek. Takie powieści, chociaż nie są novum, nie grzeszą innowacyjnością, nie poruszają nowych, wstrząsających wątków, ale zaspokajają w nas potrzebę happy endów, przywracają wiarę w świat, ogrzewają od środka, że nie potrzebny nam już żaden drink.
Książka jest bardzo dobrze napisana, zabawna, pachnąca ziołami, oślepiająca zielenią, otula nas pysznymi zapachami z kuchni i otacza psim towarzystwem i towarzystwem fajnych ludzi. Bardzo udany to mariaż i chętnie zapoznam się z wcześniejszą powieścią autorki i na pewno sięgnę po kolejne – mam nadzieje, że je napiszę.

Powieść ta wpisuje się w założenia wydawnicze Wydawnictwa SOL, to naprawdę są książki, które pomagają się zresetować, zapomnieć o smuteczkach. Polecam!




Dzięki tej książce odkryłam tę piosenkę i zabiorę się za ten zespół < 3

niedziela, 20 lipca 2014

"Niepokorne. Eliza" - Agnieszka Wojdowicz

"Niepokorne" to trylogia opowiadająca o wyjątkowych kobietach, których zawiłe losy splatają się w scenerii młodopolskiego Krakowa. Eliza Pohorecka, Klara Stojnowska i Judyta Schraiber spełniają swoje marzenia kosztem wyrzeczeń i trudnych kompromisów, nierzadko płacąc wysoką cenę za szczęście.Jest jesień 1895 roku. Eliza Pohorecka dotąd uczyła się zawodu w otwockiej aptece, lecz opuszcza Kongresówkę, gdy jako jedna z pierwszych kobiet zostaje przyjęta na Uniwersytet Jagielloński. W cesarsko-królewskim Krakowie, pełnym uprzedzeń i konwenansów, będzie musiała się zmierzyć z niechęcią wykładowców wydziału farmacji, z tragiczną przeszłością rodziny i z zakazanym uczuciem.Eliza na szczęście nie jest sama. Otuchy podczas dokonywania niełatwych wyborów dodaje jej Klara Stojnowska, idealistka i emancypantka. Ona także prowadzi swoją prywatną wojnę — przeciwko konserwatywnemu ojcu, profesorowi krakowskiej uczelni.Tymczasem Judyta Schraiber, Żydówka z Kazimierza, ucieka z domu — z namiętności do mężczyzny i z miłości do sztuki. Stara się zostać malarką, bierze lekcje u młodego Staszka Wyspiańskiego, na każdym kroku walcząc o swoją niezależność. Nie wie jednak, że już wkrótce będzie musiała bronić czegoś równie cennego: tożsamości. Choć Eliza, Judyta i Klara z pozoru bardzo się różnią, coś je jednak łączy. Każda z nich jest niepokorna…


Mam wrażenie, że książka jest jak wino. Im dłużej poleży i poczeka, tym bardziej uderza do głowy. Im trudniej do niej mi się zabrać, tym większy mam problem, żeby się oderwać, odłożyć ją chociaż na chwilę i posłuchać co ma do powiedzenia, ktoś kto właśnie przyszedł, zadzwonił. No bo przecież na kartkach, które mam na kolanach, toczy się życie, ludzie kochają, tracą i cierpią…

Początek zdezorientował mnie jak legislacyjne działania polskiego ustawodawcy. Mamy lata czterdzieste XIX wieku. Jakieś kobiety, Elżbieta, traci męża i dom wskutek Rabacji Galicyjskiej, a gdy kryje się przed grozą z maleńkim synkiem w ramionach widzi maszerujące wojsko austriackie, będące w zmowie z chłopami. Sara – młoda Żydówka z krakowskiego Kazimierza, która kocha malować i jest jak na swoje czasy trochę niepokorna. Mija pół wieku. Wnuczka Sary, jest zbuntowana, walczy o siebie. Chce malować, chce żyć swoim życiem, a nie chce być żoną mężczyzny, którego wybiorą jej rodzice. Bo Judyta znalazła sobie sama mężczyznę, którego kocha szaleńczą miłością dziewczyny, dziecka, które nie zna życia. Ucieka z domu, aby żyć z mężczyzną, dla którego była tylko igraszką.
Do Krakowa przyjeżdża także wnuczka Elżbiety. Dziewczyna chce studiować farmację, finansowo wspiera ją babka, która nigdy nie otrząsnęła się z tragedii. Nigdy nie wybaczyła Austriakom, że zburzyli szczęście w jej życiu. Pech chce, że pewien Austriacki żołnierz zaczyna kręcić się w pobliżu jej wnuczki. Dodajmy do tego młodą, wyzwoloną Klarę, córkę świetnego profesora o skostniałych poglądach i mamy bohaterki, świetnej powieści, z klimatem i emocjami.

Rzecz dzieje się w Krakowie końca XIX wieku w którym zderza się umiłowanie tradycji przez mieszkańców szacownego grodu Kraka i nowoczesności, dekadencji, młodości i pragnieniem zmian reprezentowanym przez młodzież. Młodzież, która chce żyć sercem a nie konwenansami. Takie powieści, jak ta którą napisała Agnieszka Wojdowicz uwielbiam. Za ten klimat i subtelne emocje, piękne a pomimo swej delikatności uderzające z całą siłą.

Możemy pospacerować po Krakowie końca XIX wieku, mieście klimatycznym z zabytkami, ale i z cesarskim wojskiem pilnującym porządku w imieniu Franciszka Józefa. Na chodnikach spotkamy sławy jak Jacek Malczewski, Stach Wyspiański i całą reszta artystycznego światka, który ukształtował nasze spojrzenie na sztukę.

Agnieszka Wojdowicz stworzyła wspaniałą, klimatyczną powieść, którą czyta się szybko i bardzo prędko wpada się w nią jak śliwka w kompot. Niepostrzeżenie zaczynamy żyć życiem bohaterów, kibicować im i przejmować się ich dramatami. Ja bardzo polubiłam wątek tytułowej Elizy i Antona był motylkowy i uroczy.  Skojarzyła mi się z książką „W cudzym domu” z tym, że uważam, że „Niepokorne.Eliza” to książka bardziej dopracowana, pozwalająca czytelnikowi poczuć jeszcze więcej emocji.

To naprawdę dobra i poruszająca powieść, taka jakie lubię najbardziej. Losy kobiet niepokornych, zbuntowanych przeciwko konwenansom, a gdy pojawia się miłość ten bunt przybiera jeszcze na siłę, jak gdyby samorealizacja nie była jedynym powodem palenia mostów i burzenia skostniałych murów, jak gdyby dopiero miłość dodawała im sił.

Lubię książki pisane przez polonistki, to się wyczuwa, język jest staranny, zdania wyważone, pięknie skonstruowane. Czytanie nie męczy, nie boli, ale jest jak słuchanie klasycznej muzyki.
Bardzo mnie cieszy, że jest przewidziany kolejne tomy i będę niecierpliwie ich wypatrywały. Nie spodziewałam się, że książka aż tak mi się spodoba i chcę jeszcze raz!!
Wspaniała – polecam!!



Książkę mogłam przeczytać dzięki uprzejmości portalu

sobota, 19 lipca 2014

"Hopeless" - Colleen Hoover

Czasem odkrycie prawdy może odebrać nadzieję szybciej niż wiara w kłamstwa.To właśnie uświadamia sobie siedemnastoletnia Sky, kiedy spotyka Deana Holdera. Chłopak dorównuje jej złą reputacją i wzbudza w niej emocje, jakich wcześniej nie znała. W jego obecności Sky odczuwa strach i fascynację, ożywają wspomnienia, o których wolałaby zapomnieć. Dziewczyna próbuje trzymać się na dystans – wie, że Holder oznacza jedno: kłopoty. On natomiast chce dowiedzieć się o niej jak najwięcej. Gdy Sky poznaje Deana bliżej, odkrywa, że nie jest on tym, za kogo go uważała, i że zna ją lepiej, niż ona sama siebie. Od tego momentu życie Sky bezpowrotnie się zmienia.


Pamiętajcie, że na podróż brać należy dwie książki. Bo jedna się kończy i można płynnie przejść do następnej. Chociaż o Hopeless następuje zjawisko pożądane po każdej dobrej książce, czyli kac książkowy. Hopeless czytałam wczoraj wieczorem i nie zważałam na zmęczenie po podróży – więc w nocy, a następnie – ponieważ P.T. Pan M. wyjeżdżał do sanatorium, od 4.30 dziś. Ani mi w głowie był sen. Była historia!
Po kilku entuzjastycznych wspominkach napaliłam się na tę książkę okrutnie. Później bałam się, że skoro takie mam oczekiwania, to z ich wyżyn, zlecę w czeluści Hadesu, a upadek będzie bolesny. No, ale – kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana – jak mawia klasyk.

Sky jest adoptowanym dzieckiem. Od trzynastu lat wychowuje ją nieco szalona Karen. Karen jest weganką, nie uznaje zdobyczy techniki, typu telewizor, komputer i internet i uczy córkę w domu. Jednak jak każda nastolatka Sky chce swobody, pod wpływem przyjaciółki z sąsiedztwa decyduje się na pójście do szkoły. Nie jest to zbyt dobry krok, bo przyjaciółka jedzie na wymianę do Włoch, a Sky, trafia w sam środek dżungli. Przyjaźniąc się z Six, Sky poznała wielu chłopców i ma niezbyt dobrą reputację. A jaka jest amerykańska szkoła – wiemy z filmów. Sky poznaje w szkole chłopaka z którym się zaprzyjaźnia, ale dopiero następne wydarzenia odmieniają jej życie. Otóż na zakupach spotyka obłędnie przystojnego facet, na widok którego nogi jej miękną, co jest dziwne, bo do tej pory nawet „kręcąc” z chłopakami była obojętna. Tak jakby się zakochała. Niestety nic, czego dowiaduje się o chłopaku nie napawa optymizmem, ale serce, mózg ciało są uparte i Sky gna w stronę ognia i w stronę? Starożytni uważali, że samorozpoznanie nigdy nie kończy się dobrze. Dopiero później było, że „prawda Was wyzwoli”. Ja będzie w tym wypadku?

Mam kaca po tej książce… okazała się tak poruszająca, jak obiecywały inne blogerki. Cieszę się, że po nią sięgnęłam. Jest poruszająca, motylkowa. Z drugiej strony sporo  tam seksu i zastanawiam się czy dałabym ją Młodej. Wczoraj łaziłam z kolegą po Plazie i tak idąc na kawę rozmawialiśmy o dzieciach, na co On skwitował, że Młoda ma już zupełnie inne zainteresowania i że pewnie w wielu sprawach mogłaby być dla nas profesorem. Mnie wbiło w ziemię i kazałam mu się wstrzymać, bo to jednak moje Dziecko. Jednak faktycznie nie mam prawa uważać, że dla szesnastolatki ta książka będzie szokująca. Prędzej zgorszy Babcię tejże ; - ) ale wolę Mamie tego nie sugerować, bo zgasi mnie jakąś celną ripostą.  Więc tak(nie zaczynaj zdania od więc powtarzała profesor od Historii): faktycznie w książce jest sporo opisów seksualnych igraszek nastolatków, ale już formalnie pełnoletnich. Nie są wulgarne, nie zbliżają się nawet w stronę pornografii, czy modnego ostatnio gatunku porno-literatury.
Bo ta książka jest o miłości, a czy w naszym mniemaniu młodzi zbyt prędko idą ze sobą do łóżka? Odłóżmy szkiełko i oko, skupmy się na sercu.

Autorka ma dar… bo pisze w taki sposób, że nie sposób uciec od motylków. Uczucia bohaterów, są naszymi. Czujemy ich ból, złość, rozgoryczenie i frustrację. To jest w książkach najważniejsze, to że przeżywamy huragany uczuć i doznajemy słynnego katharsis. Konstrukcja bohaterów, wielowymiarowa, złożona też jest bardzo istotna, ale tutaj autorka trochę uciekła od tematu, bo nie rozwodzi się nad charakterami wykreowanych postaci, a na pierwszy plan wysuwają się ich problemy.

Problemy, jest ich kilka… nie będę Wam spojlerowała, odkryjcie to sami. Byłam zszokowana i do teraz ciągle ta historia we mnie jest. Żeby się wyżyć musiałam coś upiec… ciężko mi po tak emocjonującej powieści wczytać się w coś innego, wszystko jest jakby nijakie…

O co chodzi w tej książce? O miłość, która jest nam niezbędna, żeby przetrwać życiowe huragany i burze, kiedy ostatnie skrawki gruntu wysuwają nam się spod nóg.
Polecam!!

"Wyspa na prerii" - Wojciech Cejrowski

Dotychczas pisałem książki o Indianach z Amazonii – było dziko i egzotycznie. Ta jest o kowbojach z Arizony, i też będzie dziko i egzotycznie. Południe Stanów Zjednoczonych oraz dawny Dziki Zachód są zupełnie inne niż Nowy Jork, Chicago, Floryda czy Kalifornia. Preria zadziwia nawet tych, którzy dobrze znają Amerykę. Gdyby komuś nie mieściło się w głowie, że prowincja największego mocarstwa na świecie wygląda tak, jak ją tu opisałem, niech rzuci okiem na serial telewizyjny „Duck Dynasty” (w Polsce znany jako „Dynastia Kaczorów”) albo... niech potraktuje tę książkę jak zwykłą powieść przygodową.A gdyby ktoś chciał sprawdzić osobiście, czy jest tak jak tu opisałem, drogę znajdzie łatwo: wystarczy zjechać z autostrady, potem jeszcze raz zjechać, i znów zjechać, i tak do skutku – aż skończy się mapa i wylądujesz na polnej drodze, prowadzącej na jakieś rancho.Rzecz dzieje się współcześnie, w Arizonie, tuż przy granicy z Meksykiem. Dziki Zachód dawno przestał być dziki, ale mieszkańcy prerii wciąż o tym zapominają. Preria jest trochę dzika, trochę niepiśmienna. Nie jest zacofana! Po prostu poszła w inną stronę niż nasza cywilizacja.Posłuchajcie...


 Jeśli chodzi o Wojciecha Cejrowskiego, ludzi można podzielić na trzy grupy, kochają Go, Nienawidzą, albo nie lubią Jego poglądów, ale wielbią jego twórczość. WC jest postacią barwną a programy podróżnicze zawojowały Polskę. Jego książki grzeją poczesne miejsce na mojej półce, więc nie mogłam odpuścić sobie Jego najnowszego Posłuchajcie, tym razem nie o Amazonii, a o Arizonie. WC jest apologetą Stanów Zjednoczonych, co jest mi całkowicie obce, bo nie lubię zachłystywania się czymkolwiek i ślepym twierdzeniem „tam cacy, tu be” ale Autor pisze tak dobrze, tak – do tej pory – wspaniale mi się te książki czytało, że nie mogłam sobie odmówić tej powieści. Doczytywałam ją już w podróży do Lublina i z każdą stroną czułam smutek… ze już blisko koniec.

Tym razem przenosimy się, jak sam tytuł wskazuje na Prerię. WC zaprasza nas na rancho, które raz dostał, raz wygrał i w końcu raz kupił. Po dwóch dekadach od wejścia w posiadanie domku na prerii, wraca tam, jakby to rzec, bardziej na stałe. Tuż przed Bożym Narodzeniem przyjeżdża do Arizony, wprawia miejscowych w konsternację, tym że tak późno chce kupić choinkę. Przygotowuje się do świąt i do tego co nieuchronne. Do konfrontacji ze zwartym stadem tubylców oraz innych jednostek powszechnie występujących na prerii, jak kojoty, szopy, robactwo i ptactwo. Wiadomo – z ludźmi będzie najtrudniej, jest tu nowy, oni znają się „od zawsze”. Dodatkowo WC jest posiadaczem niewymawialnego imienia, toteż dla ułatwienia każe mówić do siebie Gringo. Gringo jest osobliwością na prerii, jest jak małe dziecko, nie wie oczywistości i ciągle się uczy. A gdy się nie uczy, siedzi sobie na niebieskim krześle(żartym przez termita) i kontempluje widoki.

Czy mogę napisać, że ta książka zachwyciła mnie jeszcze bardziej niż poprzednie? Póki pamiętam – jest genialnie wydana, co oczarowało moją Mamę, gdy tylko wzięła ją w łapki. Solidna twarda, klimatyczna okładka, masa cudnych zdjęć i stylizacja na retro-westernową. No i papier – prima sort. Można się zawąchać zapachem tego papieru.
No tak, ale ładnie można wydać dzieła zebrane Lenina a to nie doda im zbyt wiele wartości. Bez styli WC, ta książka byłaby kolejną książką o cudownościach Ameryki, co to mi bokiem wychodzi. Sekret dobrej książki podróżniczej tkwi w tym, aby autor pisał w taki sposób, że my chcemy rzucić to co robimy w danej chwili, chcemy spakować plecak i ruszyć w drogę. I żeby były momenty, gdy błogosławimy świat, że jesteśmy TU, a nie TAM(stado pszczół w aucie, czy huragan). Ta opowieść to wyczuwalna pasja. Miłość do tego kawałka ziemi, ludzi, ze wszystkimi wadami i zaletami. Nie sztuka kochać miejsce pozbawione wad, sztuką jest kochać te wady i nie wyobrażać sobie bez nich życia.
 
Ten fragment na dole mnie uwiódł. Prawie jak o mojej Turbi ; )
Preria w opowieściach Wojciecha Cejrowskiego jest miejscem magicznym(ale nie w sensie magii z Luizjany), nie jest bajkowa, bo pełno na niej niebezpieczeństw, od zagrożenia opryskaniem przez skunksa, do zagrożeń typu „zaraz umrzesz” czyli np. grzechotnik. Ludzie w tych ekstremalnych warunkach, są specyficzni, mogą strzelać do intruza, wyśmiewają wpadki sąsiadów, potrafią obić pysk zalotnikowi siostry i podglądać się przez satelitę. Życie ich nie jest proste, ani bajkowe, a jednak zachowują pogodę ducha, radość życia i pełnię człowieczeństwa, towaru – w cywilizowanych częściach świata – deficytowego.

Perypetie o których pisze WC są i wzruszające i bawiące do łez. Nie chcę Wam pisać więcej, bo na pewno nie opiszę tego tak pięknie i z taką swadą, jak to uczynił Autor. Powiem Wam szczerze, moim celem jest namówienie Was na tę książkę, bo jest warta uwagi. Czyta się ją szybko, za szybko nawet i czuje się klimat prerii, kurz, pył i wiatr.
Zmartwiła mnie prośba Autora z końca książki, bo już, już chciałam ruszać.

Wspaniała książka, warta polecenia, naprawdę z całego serca polecam i gwarantuję, że się nie zawiedziecie!!

środa, 16 lipca 2014

"Preludium brzasku" - Tracie Peterson

Lydia wychodzi za Floyda, podstarzałego wdowca. Czyni to nie z własnej woli, ale w ramach umowy biznesowej zawartej przez jej ojca ze wspólnikiem. Małżonek okazuje się jednak okrutnym tyranem. Jego nagła śmierć staje się dla upokarzanej przez męża i jego dzieci Lydii szansą na wyzwolenie z udręk. Wdowa nieoczekiwanie otrzymuje w spadku cały majątek, czego nie akceptują bezwzględni pasierbowie. Lydia potajemnie wyrusza na Alaskę. Bolesne wspomnienia odbierają jej nadzieję na to, że zazna jeszcze spokoju, szczęścia i prawdziwej miłości. Nie spodziewa się, że życie zgotuje jej jeszcze wiele niespodzianek...

Akcja powieści Preludium brzasku, pierwszej części trylogii Pieśń Alaski, toczy się w latach siedemdziesiątych XIX wieku - fascynującym okresie w dziejach Stanów Zjednoczonych.


Swego czasu w internetach ;] roiło się od recenzji trylogii „Pieśń Alaski”, akurat miałam wtedy szlaban na zakupy, ale zachęcona pozytywnymi recenzjami, będącymi bardziej laudacjami, niż „tylko” zachwytami, obiecałam sobie, że zapoznam się z tą serią. Bogu dziękuję, że kupiłam li i jedynie pierwszy tom. W tym roku chyba żadna z książek tak mnie nie rozczarowała.  Nie wiem jak to się stało, ze osoby z którymi mam podobny gust, tak wysoko oceniły powieść, której ja nie byłam w stanie dokończyć. Sporo za połową, przestałam czytać, a zaczęłam kartkować. Zresztą, już w ¼ tej powieści wiadomo było jak się skończy.

Fabuła zapowiadała się interesująco. Lata 70 XIX wieku, USA.  Lydia jest tuż przed trzydziestką, dwanaście lat wcześniej ojciec zmusił ją do wyjścia za kanalię, który poprzednią żonę doprowadził do samobójstwa. Teraz Kanalia i Ojczulek właśnie zginęli. Lydia ma dosyć miasta, nie wierzy w to, że Bóg jej pomoże, toteż planuje wyjechać na Alaskę do siostry ojca nieboszczyka, której nie widziała ohoho, ale korespondowały ze sobą. Traf chce, że Lydia dziedziczy fortunę, a potomstwo męża-kanali z pierwszego małżeństwa jej nie toleruje i nie jest szczęśliwe, że macoszka wysiudała ich z hajsu. No więc Lydia jedzie na Alaske z pomocą prawnika, który wierzy w Boga i modli się za nią, w co Lydia nie wierzy. Na miejscy, od razu wpada w ramiona mężczyzny, przystojnego ogromne(mieszanka krwi rosyjskiej i szwedzkiej), też wierzącego, ciotka też wierzy, wszyscy dobrzy wierzą, wiec Lydię oprócz odpoczynku po koszmarze małżeństwa, czeka jeszcze solidna religijna indoktrynacja. Wyniku zapewne się domyślacie, bo… dokładnie!! Wszyscy dobrzy wierzą. Jak ktoś w Boga nie wierzy, automatycznie jest kanalią. Lydia jest sceptyczna, ale jest po przejściach. Chwilowo jej to wybaczamy. Aha,  cała gromada pasierbów knuje jak odzyskać pieniądze i to jest wątek sensacyjno-dramatyczny.
Taram!! Właśnie wiecie o czym jest książka – mniej więcej.

Nie cierpię zaczynać serii i jej nie kończyć, ale na rozum by mi padło gdybym wydała chociaż złotówkę na kolejny tom. No 5-10 PLN odżałuję. Ta książka to chodzący dramat. Takie opowiastki pisałam w szkole podstawowej. Mam wrażenie, że autorka czuła misję ureligijnienia czytelników, dlatego wybrała sobie dowolny okres historyczny i napisała co chciała.

Nie mam nic przeciwko książką o wyraźnym religijnym przesłaniu. Ba! Lubię takie. Zresztą w tym roku kilka recenzowałam i to pozytywnie. Sama jestem wierzącą katoliczką i uważam, że ten aspekt życia jest zbyt często pomijany, a religia jest ważnym czynnikiem, chociażby przy dokonywaniu wyborów. Ale to czy autorka pisze naturalnie, to inna sprawa. Czytałam już wiele książek, w których religia była płynnie wpleciona w akcję, a nie stanowiła uderzenie młota indoktrynacji. Moim zdaniem było bardzo nachalnie.

Akcja dzieje się w latach 70, XIX wieku, nie chcę się czepiać, bo jednak to historia kraju autorki, ale na oko realia historyczne są tak zachowane, że aż zęby bolą. Lata 70, tuż po akcji „Przeminęło z wiatrem”, ten sam kraj, a pamiętacie jak Scarlett obrywało się za nienoszenie żałoby? Wdowa i córki po nieboszczykach mają to w nosie i w sumie nic. Lydia przyjeżdża na Alaskę i ludzie wyprawiają na jej cześć bal!! Kwestie przyzwoitości są niemalże nieobecne. A to purytańskie Stany Zjednoczone, końca XIX wieku!! Mam wrażenie, że autorka wybrała sobie okres w którym możliwe było wydanie córki za mąż bez jej zgody i brak samodzielności kobiet. No i jakiś pół-dziki kraj. Żeby pokazać, że dobrzy ludzie są zaangażowani społecznie i nie uważają rdzennej ludności za gorszą. Moim zdaniem autorka w ogóle nie stworzyła klimatu epoki. Nic!

Kolejny zarzut, bohaterowie tak płascy, że płaskorzeźby przy nich to full HD i 3D. Nie ma żadnego realizmu, albo ktoś jest tak dobry, że zaraz wyrosną mu skrzydła, a nad czaszką buja się aureola, albo ktoś jest taką kanalią, że aż dziw, że po mieście nie chadza z widłami. Nie znoszę takich zabiegów. Jakby autor odmawiał nam umiejętności używania rozumu i dokonywania trafnych osądów. Musi tak skonstruować bohaterów, żeby nie było wątpliwości. To jest sztuczne.  W bajkach dla dzieci jest więcej realizmu i różnych charakterów. W „Preludium blasku” Ci dobrzy są cierpiący, ale znoszą to z pokorą i cierpliwością, więc nie trzeba być Nostradamusem, żeby wiedzieć, ze spotka ich zasłużona nagroda.  Normalnie w nagrodę nawet byk im się ocieli.

Książka płaska,  nijaka, bez zachowania realiów historycznych. Jest powierzchowna i nijaka.

Nie czytałam w tym roku tak złej książki. Dramat. Nie wiem co mi na mózg siadło, że kupiłam. Gorzej jak się Mamie spodoba i trzeba będzie następne tomy kupić.  
Nie polecam!

"Skradziona" - Clara Sanchez

Powieść oparta na prawdziwych historiach dzieci odebranych matkom. Autorka nagrodzona PREMIO PLANETA.
Pewnego dnia w teczce z dokumentami, do której dzieci nie powinny zaglądać, Weronika znalazła fotografię. Ze zdjęcia spoglądała na nią dziewczynka, bardzo do niej podobna, trochę tylko starsza. Na odwrocie ręką mamy było zapisane jedynie imię: Laura. Weronika, mimo że miała dopiero 9 lat, intuicyjnie wyczuwała, że nie powinna zadawać pytań. Jednak rodzinna tajemnica nie dawała jej spokoju.
Kim była Laura? I jak jej osoba łączyła się z dziwnym zachowaniem rodziców?
„Skradziona” to powieść nawiązująca do kontrowersyjnej afery, która wstrząsnęła Hiszpanią: co najmniej 60 000 Hiszpanów zostało w dzieciństwie porwanych i sprzedanych zaraz po narodzinach. Ich matki były przekonane, że dzieci zmarły przy porodzie.




Być może pamiętacie aferę sprzed kilku lat, dotyczącą handlu noworodkami w Hiszpanii, współpraca reżimu Franco i Kościoła, zaowocowała odebraniem matkom, przynajmniej kilkudziesięciu tysięcy dzieci i za drobną opłatą przekazaniu ich rodzinom adopcyjnym. Niebywały dramat, rodziców, dzieci. Afera, głośnym echem odbiła się po całej Europie, po czym zainteresowanie publiki skierowało się w stronę innych tematów. W Hiszpanii temat wciąż żyje, najnowszy artykuł w El pais traktujący o skradzionych dzieciach ukazał się w miniony piątek i dotyczy perturbacji z ekshumacją w Kadyksie. Hiszpania wciąż żyje swoim dramatem. Bo jak nie żyć, jak nie szukać nadziei, jeśli jest jej chociaż cień, że dziecko, które rzekomo urodziło się martwe, jednak może żyć.

Dziesięcioletnia Veronica  w teczce z najważniejszymi domowymi dokumentami, przypadkiem odkrywa zdjęcie dziewczynki, nieco od niej starszej, ale bardzo do niej podobnej. Intuicyjnie, jak to dziecko, wyczuwa, że nie powinna zadawać pytań, że nie może zdradzić się że zdjęcie to widziała. Świadomość tą pogłębia fakt, że matka dziewczynki jest apatyczna, jakby pogrążona w depresji, letargu. Gdy młodszy brat Veroniki nie wraca na czas do domu, półsłówka, niepokoją dziewczynkę jeszcze bardziej. Kim jest dziecko z tajemniczej fotografii i jaki związek ma to ze stanem jej matki?
Drugim wątkiem opowieści jest życie Laury. Zogniskowane wokół matki i babci, które są dyktatorkami jej życia, decydują o każdym najmniejszym aspekcie jej egzystencji. Pewnego dnia, Laura dowiaduje się, że mają się nagle przeprowadzić. Dziewczynka zaczyna wyczuwać, że nie wszystko jest w porządku, że w cieniu czai się tajemnica. Dziecko uczone chorobliwej nieufności do całego świata nie może rozwijać się normalnie. Jaka tajemnica kryje się w życiu Laury?

I tu następuje mój ogromny dylemat. Bo książka ma ogromny potencjał. Kanwa prawdziwych wydarzeń wokół których skonstruowano fabułę, dodaje realizmu. Temat nie jest częsty, a tutaj dodatkowo możemy ten dramat spersonalizować, co dodaje  dramatyzmu. Autorka strzela sobie trochę w kolano, prowadząc akcję dwutorowo, odbiera nam cenną eskalację napięcia, ponieważ karty są, w dużej części odkryte.  Oczywiście trochę tajemnic i wątków pozostaje ukrytych.

Książkę czytało mi się bardzo powoli, nie umiała mnie ta historia porwać, przykuć. Czytałam ją i jedynym jej atutem był bardzo ważny wątek z historii współczesnej Hiszpanii i chęć zrozumienia co się działo na Półwyspie Iberyjskim.  Nie umiałam zaangażować się w problemy bohaterów  i ich tragedie, chociaż bardzo chciałam. Być może powodem tego stanu rzeczy jest fakt, że autorka równolegle porusza taką masę wątków, że ten najważniejszy problem, momentami ginie.

Niewątpliwym atutem tej historii jest prawdziwość, świadomość, że nawet jeśli ta historia jest fikcyjna, to coś podobnego miało miejsce. Ta świadomość przenika dreszczem i dodaje emocji powieści. Potrafi zadziałać na wyobraźnię, bo jeżeli tak postępują lekarze, którym w pewnych chwilach naszego życia powierzamy cały nasz los, to komu możemy zaufać?  Wątek ukradzionego dziecka, nigdy nie jest wyzuty z dramatu matki, której odebrano to dziecko, nie jest wyzuty z potępienia osób, które się takiego procederu dopuszczają. Ten lęk, współczucie, potępienie, będzie obecne też w tej książce. Jednakże uważam, że można było rozegrać akcję tej powieści lepiej…



Premiera już jutro!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Wg. Autorów ( w trakcie tworzenia)

Agata Christie (33) Agnieszka Lingas-Łoniewska (7) Aleksandra Szarłat (1) Alex Bellos (1) Alice Hoffman (1) Alina Białowąs (2) Aly Cha (1) Alyson Richman (1) Amy Hatvany (1) Andrzej Kępiński (1) Andrzej Markowski (1) Angele Lieby (1) Angelika Kuźniak (1) Ann Brashares (1) Anna Bikont (1) Anna J. Szepielak (1) Anna Jean Mayhew (1) Annabel Pitcher (1) Anne Brontë (2) Anne Tyler (1) Arthur Conan Doyle (1) Astrid Lindgren (1) Barbara Mutch (1) Barbara O`Neal (3) Becky Wade (1) Bill Bryson (1) Bożena Keff (1) Brenda Reid (1) Brigitte Hamann (1) Brygida Grysiak (1) Carla Montero (1) Carlos Ruiz Zafón (1) Cat Patrick (1) Cecilia Samartin (1) Cesarina Vighy (1) Chandra Hoffman (1) Charles Dickens (1) Charles Frazier (1) Charlotte Brontë (3) Cheryl Strayed (1) Chris Columbus (1) Christian Jacq (1) Chufo Llorens (1) Clive Staples Lewis (2) Colin Campbell (1) Conor Grennan (1) Consilia Maria Lakotta (1) Dan Brown (1) Daniel Silva (2) Danielle Steel (1) Danuta Awolusi (1) Debbie Macomber (1) Denis Brian (1) Dennis Lehane (1) Diane Chamberlain (6) Doda Około-Kułak (1) Dodie Smith (1) Donald Spoto (2) Dorota Combrzyńska-Nogala (1) Dorota Terakowska (2) Dörthe Binkert (1) Elizabeth Gaskell (4) Elżbieta Cherezińska (1) Emilia Sokolik (1) Emily Jane Brontë (1) Emma Donoghue (1) Eric Lomax (1) Erin Morgenstern (1) Eva Weaver (1) Ewa Bauer (2) Ewa Stachniak (1) Federico Moccia (4) Fern Britton (1) Fern Michaels (1) Francine Rivers (3) Francis Scott Fitzgerald (1) Gavin Extence (1) Georgia Bockoven (1) Giovannino Guareschi (5) Grażyna Jeromin-Gałuszka (1) Greg King (1) Grzegorz Sokołowski (1) Grzegorz Strzelczyk (1) Hanna Cygler (1) Helena Mniszkówna (1) Helga Hoškova-Weissowá (1) Hellmut Andics (1) Horacio Verbitsky (1) Håkan Nesser (1) Ibn Warraq (1) Izabela Jung (1) J.J. Renert (1) Jadwiga Czajkowska (1) Jan Miodek (1) Jan Paweł II (1) Jane Austen (2) Janina Fedorowicz (1) Jaume Collel (1) Jean-Jacques Sempé (1) Jean-Paul Roux (1) Jeannette Kalyta (1) Jennifer Kaufman (1) Jennifer Teege (1) Jerzy Bralczyk (1) Jerzy Sosnowski (1) Jill Barnett (1) Joanna Konopińska (1) Joanna Szczęsna (1) Joanne Harris (1) Joanne Kathleen Rowling (5) Jodi Picoult (19) John Boyne (1) John Curran (1) John Green (1) John Grogan (1) John Ronald Reuel Tolkien (2) Jolanta Kwiatkowska (1) Jordi Pons Salas (1) Julia Alvarez (1) Julia Child (1) Julia P. Gelardi (1) Julie Orringer (1) Józef Witko (2) Jürgen Thorwald (1) Ka Hancock (1) Kamil Janicki (1) Kard. Jorge Mario Bergolio (2) Karen Mack (1) Karolina Lanckorońska (1) Katarina Mazetti (2) Katarzyna Archimowicz (1) Katarzyna Kwiatkowska (2) Katarzyna Michalak (12) Katarzyna Zyskowska-Ignaciak (2) Kate Lord Brown (1) Kerstin Ekman (1) Krzysztof Ziemiec (1) ks. Jan Twardowski (1) Leah Fleming (1) Lena Najdecka (1) Lily Koppel (1) Lisa Genova (2) Lisa Kleypas (1) Lisa Scottoline (1) Louisa May Alcott (1) Lucy Ferriss (1) Lucy Maud Montgomery (3) Lucyna Olejniczak (1) M.L. Stedman (1) Maciej Stuhr (1) Magdalena Kordel (2) Marc Llewellyn (1) Marcin Prokop (2) Marek Aureliusz (1) Marek Rybarczyk (1) Margaret Dilloway (1) Maria Dąbrowska (1) Maria Sveland (1) Maria Ulatowska (3) Marilyn Brant (1) Marina Stepnova (1) Martin Sixsmith (1) Matthew Quick (1) Małgorzata Gutowska - Adamczyk (1) Małgorzata Hayles (1) Małgorzata Maj (1) Małgorzata Szejnert (1) Małgorzata Tusk (1) Małgorzata Warda (2) Małgorzata Łukowiak (1) Melchior Wańkowicz (1) Melissa Hill (1) Meredith Goldstein (1) Mhairi McFarlane (1) Michał Heller (1) Mieczysław Mokrzycki (1) Mike Carson (1) Mira Suchodolska (1) Miriam Karmel (1) Mitch Albom (2) Monika A. Oleksa (1) Monika Szwaja (7) Nadine Gordimer (1) Natasha Walker (1) Ned Vizzini (1) Olle Lönnaeus (1) Papież Franciszek (2) Patrick Ness (1) Patrick Pesnot (1) Paul Arden (1) Paullina Simons (2) Penny Jordan (1) Peter Heller (1) Peter Kreeft (1) Platon (1) Pola Kinski (1) Priscille Sibley (1) Rachel Hauck (2) Rebecca Johns (1) Regina Brett (2) René Goscinny (1) Richard Paul Evans (6) Richard Phillips Feynman (1) Robert J. Woźniak (1) Roma Ligocka (1) Ryszard Legutko (1) Sally Bedell Smith (1) Sam Pivnik (1) Samantha Hayes (1) Samantha van Leer (1) Sarita Mandanna (1) Seré Prince Halverson (1) Shelley Emling (1) Stanisław Zakościelny (1) Stephanie Evanovich (1) Stephenie Meyer (1) Sue Eckstein (1) Sue Woolmans (1) Sylwia Chutnik (1) Szymon Hołownia (9) Szymon Sokolik (1) Terry Pratchett (1) Trygve Gulbranssen (2) Tullio Avoledo (1) Victoria Twead (2) Walter R. Brooks (2) Wiesław Myśliwski (2) Wilkie Collins (1) Yrsa Sigurdardóttir (4) Zośka Papużanka (1) Łukasz Maciejewski (1)

Pogoda w mojej okolicy