czwartek, 23 października 2014

rzecz o... peonii

Uwielbiam lekkie, świeże, kwiatowe zapachy. Teraz, gdy przekwitły w nas wonne metafory i wszystkie śliczne, kolorowe kwiatki, tym chętniej sięgam po świeże zapachy, aby chociaż tak podtrzymać złudzenie, że za oknem NIE  jest ponuro.











Nie znam się na nazwach kwiatów. Mama z Sąsiadkami godzinami deliberuje o odmianach, nazwach skomplikowanych, egzotycznych, ja wtedy skupiam się na własnych myślach. Storczyk, anturium, gerber, jaśmin, bez. Te kwiaty znam. O peonii słyszałam i czytałam, zapewne widziałam ją wielokrotnie, w końcu mieszkam na wsi, gdzie Pani mają fisia na punkcie ogrodów. Jeśli peonia pachnie tak jak ten wosk wiem jedno, muszę w przyszłym roku wprowadzić peonie do ogródka.


Ten wosk pachnie różami. Jest lekki, świeży, bardzo kwiatowy. Pachnie delikatnie, ale wyraźnie.
Moja Mama - fanka kwiatowych zapachów  - jest oczarowana. 
Cieszę się, że katar mi przeszedł, bo mogę się rozkoszować tym zapachem.(szkoda tylko, że jeszcze kaszel trzyma). Siedzę w pokoju i słucham jak deszcz chlupie nade mną, a ja mogę zapomnieć, że jest jesień i że 22 października czeka mnie wyjazd na konferencję i że powinnam się stresować. Pachnie mi ślicznie, ja się cieszę, ciepła ciecz w kubku, może być pięknie...


Wosk do kupienia w zapachyswiata.eu


środa, 22 października 2014

"Kubuś Fatalista i jego Pan" - Denis Diderot

Ułożona w formie zabawnych dialogów powiastka filozoficzna.
Sprytny, zaradny Kubuś zwany fatalistą (ponieważ głosi przekonanie, że zdarza się nam tylko to, co jest z góry przypisane) mimo wszystko nie godzi się na zło tego świata i szczerze wierzy, że dobro wreszcie zatriumfuje. Można by rzec, że Kubuś fatalista i jego pan to opowieść drogi. Tytułowi bohaterowie wiodą nas przez świat, gdzie granica między panem i sługą została prawie całkowicie zatarta. Wędrując nieustannie rozmawiają i nieustannie nas bawią. Bowiem Kubuś jest prawdziwą skarbnicą zabawnych historyjek, anegdot i przewrotnych opowieści.


Na przełomie roku 2013 i 2014 obiecałam sobie, że sięgnę po teksty źródłowe, które wpisały się do klasyki filozofii… Umówmy się, różnie z tym bywało. Dobre chęci były i w sumie nadal są, ale jakoś z czasem podupadłam. No w każdym razie, w końcu się przemogłam i sięgnęłam po absolutną klasykę.

„Nigdy nie robi się tyle dzieci co w czasach nędzy.”
Takie zdanie znajdziemy w powiastce filozoficznej Denisa Diderota o której każdy z Nas słyszał. Wkuwaliśmy w szkole ogólny zarys opowieści o Kubusiu i jego Panu. A zapewne, mało kto sięgnął po oryginał.  Szkoła tego nie wymaga. Obecnie, szkoła nie wymaga myślenia, to co tu mówić o czytaniu powiastek filozoficznych.

„Co dzień prawie sypia człowiek z kobietami, których nie kocha, a nie sypia z tymi, które kocha.”
Takie słowa padają z ust Pana. Abstrahując od tego czy są prawdziwe… moim zdaniem są idealne dla młodych, gniewnych ludzi w szkołach średnich, którzy uważają, że wszystko z łatką filozoficzną, oznacza nudę i jest nieżyciowe. A czy powyższy paradoks, nie jest wciąż aktualny?  Nie chodzi o sypianie, chodzi o przesłanie..

Powiastka ta jest zapisem rozmów jakie prowadzą Kubuś i jego Pan, będąc w drodze. Kubuś, chociaż niższy stanem, jest samorodnym filozofem, wyznaje iż losy każdego człowieka są zapisane, gdzieś, przez kogoś. Od nas nic nie zależy:

„(…) wszystko, co nam się trafia dobrego czy złego, jest zapisane w górze. Zna pan jaki sposób, aby wymazać to pismo? Czy mogę nie być sobą? A będąc sobą, czy mogę postępować inaczej niż ja?”
Kubuś reprezentuje filozoficzny pogląd – fatalizm. Nie oznacza to tego co my dziś rozumiemy pod tym słowem. Bycie fatalistą, to to samo co bycie defetystą, film fatalistyczny to prawie to samo co katastroficzny. My mamy zakodowane, że fatalizm pochodzi od słowa fatalny, a więc zapewne oznacza, że nic dobrego nas nie spodka, że świat to gniazdo żmij.
Filozoficzny fatalizm oznacza wiarę, że wszystko co nas spotyka i co ma nas spotkać zostało już zapisane w księdze dziejów. A więc genezy słowa fatalizm powinniśmy doszukiwać się w słowie fatum, które znamy od greckich tragedii.
 
Boy - Żeleński Mistrz Tłumaczenia


Ktoś może przypuszczać, że skoro tematyka fatalistyczna, to książka jest poważna i smutna, może nawet dołująca.
Tak nie jest!! Wprawdzie nie czyta się jej jednym tchem, nie jest to książka, na jedno popołudnie, ale jest to opowieść bardzo humorystyczna… Kubuś jest bohaterem błyskotliwym, ma gadane, jego konkluzje, bawią. Perypetie Pana i Kubusia są naprawdę godne uwagi.
Wiem, że to nie jest nowość, ale moim zdaniem warto zwrócić na nią uwagę.
Polecam, klasyka w najlepszym wydaniu!!
A przy okazji zbiór doskonałych sentencji, skłaniających do refleksji.

Bóg... zawsze, nigdy...

Nie lubię robić z mojego wyciumkanego blogaska tablicy ogłoszeń, łamię się tylko dla książek naprawdę niezwykłych. Skąs mam jednak wiedzieć, że książka jest niezwykła skoro JESZCZE jej nie znam?

Mój Tata jest czytelnikiem wybrednym. Tak jak Hitler ongi doprowadzał do szału swoich feldmarszałków wyrzucając do kosza ich dopracowane plany, tak mój Ojczulek, niekiedy doprowadza mnie do białej gorączki, gdy skinieniem ręki, tak władczym, że starożytni cezarowie mogliby się od Niego uczyć, odsyła stosy książek, które Mu przynoszę z przekonaniem, że coś chwyci.

Któregoś dnia Tatuś przybył z żądaniem, że oto chce przeczytać książkę "Bóg zamyka oczy"... zdębiałam, bo tytułu nie kojarzyłam. Ni w ząb. Pan Ojciec obsztorcował mnie, że tyle razy nalegał na skatalogowanie książek, a ja mam w pokoju....bu... eee lupanar. Na co ja podirytowana, jak zwykle gdy ktoś mi zarzuca, że nie panuję nad księgozbiorem, odrzekłam, że ja wiem jakie książki mam, a jak On chce jakąś konkretną to niech tytuł dokładnie zapisze, na litość boską. 

Uznawszy trafność mych zarzutów, następnego dnia powrócił z tytułem książki... na to ja wstałam, sięgnęłam ponad Nim i podałam Mu książkę. Z tryumfem w oczach. Jemu brakło słów... Książkę połknął, drugą część również...


O "Bóg nigdy nie mruga" i "Jesteś cudem" - pisałam. Drugi tom czytałam w ubiegłym roku. Pamiętam, że zbiegło się to z oczekiwaniem hospitacji na moich zajęciach, co mnie strasznie stresowało, a dzięki tej książce... po prostu nabierałam otuchy.

Na kolejną książkę tej Autorki czekam z niecierpliwością... mam nadzieję, że podzieli los poprzedniczek i nie zagrzeje miejsca na półce, pójdzie między ludzi, siać nadzieję...


Premiera już 5 listopada!!

wtorek, 21 października 2014

"Sekretny język kwiatów" - Vanessa Diffenbaugh

Jak nauczyć się porozumienia i miłości? Victoria spędziła młodość w rodzinach zastępczych i domach dziecka. Aspołeczna. Porywcza. Małomówna. Bezczelna – oto, co zapisywano w raportach. Ale jest bardzo wrażliwa i kocha kwiaty. Nieufna, porozumiewa się z otoczeniem za pomocą języka roślin. Poznała go dzięki Elisabeth, jednej ze swych przybranych matek. Nieprzystosowana i zła na cały świat, napotkanym ludziom najchętniej dawałaby bukiet nagietków, oznaczający żal, lub osty, sygnalizujące mizantropię.
Osiemnastoletnia Victoria zaczyna teraz dorosłe życie. Chce być florystką i dostaje pracę w kwiaciarni, gdzie przygotowuje bukiety o specjalnym znaczeniu, pomagające klientom w wyrażaniu wielu dobrych uczuć. Sama jednak nie chce o nich słyszeć, nie wierzy w nie, nie rozumie. Gdy spotyka Granta, który również zna język kwiatów w dziewczynie rozkwitają wcześniej nieznane uczucia. „Sekretny język kwiatów” jest pasjonującą opowieścią o odkrywaniu prawdziwych sensów, znaczeń i intencji, odbieranych inaczej przez każdego z nas. I o tym wspólnym, najintymniejszym obszarze porozumiewania się, możliwym, gdy w grę wchodzi to jedno jedyne, najpiękniejsze uczucie. Vanessa Diffenbauch podarowała nam prawdziwy skarb: bukiet z paproci (szczerość), mimozy (wrażliwość), dzięgiela (inspiracja), portulaki (wyznanie miłości) i dzwonów irlandzkich (szczęście).


Praca na milion etatów nie sprzyja czytaniu. Dodatkowo przyplątało się do mnie przeziębienie, a to już całkiem eliminuje mnie z rynku czytelniczego… mój organizm walczy, więc stara się przejść w stan uśpienia przy każdej okazji. A jednak znalazłam książkę, która z tego marazmu mnie wyrwała. Nie dał rady uczynić tego Mann, ale książka o której Wam napiszę… szczególna… przezwycięży senność i Was porwie.



Victoria całe życie błąkała się po rodzinach zastępczych. Nie zna stałości, zna tylko odrzucenie i brak stabilizacji. Raz jeden była blisko adopcji… poznajemy ją gdy kończy osiemnaście lat i musi rozpocząć samodzielne życie. Bez pieniędzy, bez wsparcia, bez perspektyw. Co najgorsze, nikt nie wierzy, że się jej uda. Victoria posiada szczególną umiejętność, rozumie język kwiatów. Potrafi bukietem powiedzieć to, czego klient potrzebuje. Chociaż w kontaktach osobistych jest oschła i zimna, co wynika z trudnego dzieciństwa, pracując przy kwiatach zmienia się. Na swej drodze spotyka chłopaka, mężczyznę, który tak jak ona kocha kwiaty i je rozumie. Wbrew rozsądkowi, przyrzeczeniom danym sobie zaczyna się coś nowego. Tylko, że Victoria tyle razy przeżywała otwarcie nowego rozdziału, że nie chce mieć nadziei, nie chce sobie nic obiecywać i w nic angażować. Bo po co, skoro i tak to wszystko runie.



O „Sekretnym języku kwiatów”, było głośno dawno temu. Mnie moda na tę książkę ominęła i kupiłam ją stosunkowo niedawno po szaleńczo promocyjnej cenie. Jest pięknie wydana, a zieleń z okładki uwodzi i czaruje. Kocham taki kolor. No, ale ta książka nie jest o kolorach, ale o kwiatach. Autorka używa kwiatów jako pretekstu, aby opowiedzieć o problemach w nawiązywaniu relacji.

Victoria… jest jak kaktus, wyewoluowała, obrosła w kolce, nauczyła się żyć w ekstremalnych warunkach. Sadzę, chociaż o tym w książce nie ma słowa, że kiedyś była dzieckiem czekającym na miłość, pełnym nadziei. Wydaje mi się, że każdy z Nas ma w sobie taką iskierkę, która często gaśnie, niknie, pod wpływem przeżyć. Victoria nie umie kochać, nie nauczono jej życia w rodzinie, w harmonijnym społeczeństwie… nie nauczono jej potrzeby miłości, jednak pewne instynkty wciąż w niej się tlą.

Pomimo własnego, wewnętrznego wypalenia Victoria ma talent, dzięki któremu pomaga ludziom. Jej język, to język kwiatów, wśród nich czuje się względnie bezpieczna, bo w sercu ciągle nosi zadrę.

Ta książka jest niezwykła… napisana w interesujący sposób, zmusza do przemyśleń i intryguje. Tak naprawdę ja ciągle ją przegryzam, myślę o bohaterce, o jej życiu o jej szansie…

poniedziałek, 20 października 2014

rzecz o... hortensji

Ostatnio paliłam trochę mniej... nie z braku czasu, może trochę też, ale skończyły mi się tealighty. Na szczęście wizytując Lublin, wpadłam do Tesco po porządny pakiet.

Niedawno, na polskim rynku coraz głośniej jest o firmie Village Candle. Ponieważ w stw, pojawiają się dopiero i to baardzo nieśmiało woski z YC, przeto nie liczę, że VC szybko się pojawią.


Jak wiecie, w Lublinie, stacjonarnie kupuję moje pachnidełka.
Od ponad pół roku, jestem stałym bywalcem na stoisku Imperium Zapachów

Uwielbiam to miejsce. Mogę wszystko na żywo obwąchać, co kilka razy uchroniło mnie przed kupnem niezłych śmierdzieli.
Nie wiem, kiedy poznałabym dzisiejszy zapach, gdyby nie miłość od pierwszego niucha.



Gdyby nie zapach, etykieta nieprędko by mnie skusiła. Ale jak tylko przytknęłam sampler do nosa, wiedziałam, że muszę go mieć. Jako fanka zapachów lekkich, świeżych, kwiatowych nie mogłam się oprzeć... Teraz odpoczywam po ciężkiej pracy, po maratonie wielkim... wprawdzie jakieś choróbsko mnie rozbiera, ale resztką zmysłu zapachu mogę się delektować.



o tym jak palę samplery pisałam w ostatniej notce o VC.
Po tym zapachu wiele się spodziewałam. Wprawdzie nie jestem jakoś szczególnie rozkochana w hortensjach... ale ten zapach jest moim ukochanym zapachem, dlatego, że pachnie moim ukochanym kwiatem. Pachnie konwalią.

Ten zapach jest PRZEPIĘKNY!!! pachnie po prostu cudownie. Majem, wiosną, lekkością, zakochaniem. Białe kwiaty, budzący się świat.  Obie z Mama kochamy konwalie  i za sprawą tej świeczuszki, jakbyśmy miały w domu ogromniasty bukiet konwalii.





Polecam - obecnie mój zapachowy faworyt!!!

niedziela, 19 października 2014

powiedz co się stało.

Notka z cyklu notek, dlaczego nie ma notek.

Umieram... słuchajcie jestem  tak zarobiona, że padam. W tym tygodniu będzie miała miejsce Bardzo-Ważna-Konferencja, w której biorę udział. Tak się złożyło, że ostatnie tygodnie są całkowicie jej podporządkowane. Dlatego też siedzę ciągle w busie/pociągu i kursuję na trasie Stw-Lublin. Stres jeszcze mnie nie dopadł, chyba tylko dlatego, że po prostu jestem zbyt zmęczona.

Praca... Dwa etaty, plus zlecenia, plus w końcu muszę pojawić się na uczelni poprowadzić zajęcia, które odwołałam.  A jak jesteśmy przy uczelni, to i moje studia robią się absorbujące...

Normalnie żyć, nie umierać... ostatnio cieszę się, jak położę się do łóżka i prześpię 5 godzin na dwa dni. To już jest radość.

Tym sposobem oduczam się kupować książki, co z tego, że teraz mnie stać, na to co chcę przeczytać, skoro czas mi się skurczył jak majtki w praniu?


Zaraz zrobię sobie earl greya i poczytam coś, bo ostatnio byłam tak zalatana, że w pociągu nad Mannem, po prostu usnęłam, a muszę dać sobie chwilę przerwy od referatu, od zajęć, od myślenia...



Mój nowy kubeczek..., niestety jest w domu...

z takim zamówieniem go dostałam

Już się ciesz na chwile z lekturą... 


Mam nadzieję, że zrozumiecie moją absencję... wszystko wróci do normy... jeśli tylko przeżyję ; - )


piątek, 17 października 2014

rzecz o... zabawie w słońcu

O firmie Village candle, produkującej zapachowe cuda ostatnio zrobiło się głośno. Ponieważ na moją prowincję wszystko dociera z opóźnieniem, musiałam cierpliwie czekać, aż wyrwę się do wielkiego miasta. Nawet nie wiedziałam, że w Lublinie są te produkty dostępne... Obwąchałam co było i zdecydowałam się wybrać samplery, ale chyba przy kolejnej wizycie skuszę się na jedną świecę...






Jestem fanką zapachów plażowych, bo kocham morze i każdy pretekst by wrócić na ciepłą plażę, chociażby tylko we wspomnieniach jest dla mnie dobry.


Ponieważ do wczoraj, na moim bajkowym Podkarpaciu miałam piękną złotą jesień i było tak ciepło, że chodziłam w krótkim rękawku, to nie zdziwi Was, to że po ciężkim dniu w pracy, wracałam i miałam ochotę napawać się klimatem wakacji, wciąż żywych we wspomnieniach. Ten wosk i z etykiety, i z suchego zapachu wydawał się być stworzony do relaksu.




Jak używam samplerów? Na pewno nie tak jak zwykłych świeczek. Nie odpalam ich od góry, ale rozpalam kominek, wkładam świeczkę na sztorc, jak widzicie u góry i czekam aż podtopi się dół, później odkrawa mi się lepiej i odkrojoną część wkładam do niecki - jak wosk. Próbowałam po prostu topić tyle ile chcę, ale mam małe kominki i to wymagałoby, abym podtrzymywała sampler, bo inaczej się przewróci i zachlapie mi pół pokoju.

Mam spory problem z opisaniem tego zapachu. On jest tak lekki, świeży i wakacyjny, że trzeba go poczuć na własnym nosie... czy kojarzy się z plażą? Tak! To taka mieszanka olejku do opalania, słońca, piasku, morskiej bryzy... Bardzo lekki, bardzo świeży. Doskonały na ciepłe dni, które powoli przechodzą do lamusa. 

Z domownikami, byliśmy zgodni w zachwytach




Zapachy z serii Fun in the sun  możecie kupić w zapachyswiata.eu

"Szum" - Magdalena Tulli

Najnowsza powieść jednej z najwybitniejszych polskich pisarek. Naznaczona emocjonalną intensywnością historia kobiety, próbującej przełamać towarzyszące jej od zawsze poczucie wyobcowania i poszukującej porozumienia z matką, z którą zawsze łączyły ją trudne relacje. 
To najodważniejsza, najbardziej osobista książka Magdaleny Tulli. Autorka odkrywa w niej uniwersalną prawdę o kondycji ludzkiej, w którą wpisany jest pierwiastek obcości, niedostosowania, a także dojmująca potrzeba wzajemnego zrozumienia i wybaczenia.



Bywa, że kiedy przeczytam Książkę, kiedy mam kontakt z Literaturą przez duże „eL”, żałuję, że nie jestem literaturoznawcą. Na studiach nauczono mnie analizować suche akty prawne, a nie teksty w których ktoś obnaża duszę. Nie nauczono mnie jaka książka jest dobra, obiektywne, ale umiem dostrzec, gdy któraś dotyka rozżarzonym węglem mojej duszy. Wiem, brzmi to tak patetycznie, jakbym pisała dialogi do taniej peruwiańskiej telenoweli. Sorry, taka książka.

Książka Magdaleny Tulli to strumień myśli. Myśli, jak to z ich natury wynika są chaotyczne, plączą się schodzą na manowce dygresji, ale tworzą obraz kompleksowy, osobisty. Są kontekstem. Przyszykowałam sobie do czytania tej książki zakładki indeksujące, ale prędko zaniechałam próby ich użycia… równie dobrze mogłabym wziąć w cudzysłów całą książkę, każde zdanie, każde spostrzeżenie… bo tylko tak uwolniłabym się od poczucia, że wybrałam jedno zdanie kosztem innego, może jeszcze lepszego.

W tej książce śledzimy życie i przeżycia dziewczynki… dziecka, które przechodzi przez traumę dzieciństwa. Chyba dzięki tej książce uświadomiłam sobie, że te wszystkie lata tęsknoty za dzieciństwem, za jego beztroską, są zasnute mgłą zapomnienia. Jak zwykle chcemy pamiętać to co wspaniałe, sielskie, anielskie. Tymczasem dzieciństwo nie jest… nie zawsze jest rajem. Nigdy nim nie było. Tulli pokazuje nam cholernie trudny świat, świat kpiny, wyśmiewania. Sam fakt odebrania dziecku głosu, odebranie prawa do obrony, jest już czynem nieludzkim.  Dziecko, które nie może znaleźć zrozumienia w świecie realnym tworzy sobie swój własny świat, w gruncie rzeczy to smutne, ale może być inspirujące i w tym smutku kreatywne.
Naprawdę, gdy chcę napisać o tej książce, wszystkie moje słowa stają się szare i małe. Stają się eufemizmami, lub napakowanymi patosem szczapami.

Ta książka jest intymna i prawdziwa, poruszająca, jak „Dobre dziecko” Ligockiej.

Słów mi mało, aby napisać jak bardzo ruszyła mnie ta książka. Jest trudna, nie jest taka do czytania, o przy śniadaniu, na dobry początek dnia. Jest najlepszym dowodem, że Polacy mają wciąż genialnych literatów!!

czwartek, 16 października 2014

"Potop" - 1974

Lata 1655-1660, okres najazdu szwedzkiego na Polskę. Zaręczony z Oleńką Billewiczówną (Małgorzata Braunek) chorąży orszański Andrzej Kmicic (Daniel Olbrychski) opowiada się początkowo po stronie kolaborującego ze Szwedami potężnego rodu magnackiego Radziwiłłów. Uznany przez szlachtę i narzeczoną za zdrajcę, zaczyna poniewczasie rozumieć, że Radziwiłłom chodzi nie o dobro ojczyzny, ale o własne interesy. Aby odkupić winy, porywa księcia Bogusława Radziwiłła (Leszek Teleszyński), by zawieźć zdrajcę przed oblicze króla Jana Kazimierza, ale ten ciężko rani Kmicica i ucieka. Doszedłszy do zdrowia, Andrzej Kmicic stara się zwrócić honor swojemu nazwisku.


 Kilkukrotnie, w różnych miejscach dawałam znać, że nie przepadam za „Potopem”, ani w wersji książkowej, ani w filmowej. Ale cały szum wokół odnowionej wersji tej ekranizacji oraz gadanie Wiktora i Marysi, sprawiły, że pod wpływem impulsu włączyłam sobie do oglądania moją żmiję na trylogijnym łonie.

Film, kojarzyłam głównie ze świątecznych maratonów… Moi Rodzice są tradycjonalistami i katowali mnie Jędrusiem, Jędrusiem przypalanym i Oleńką-Jędrusia-ran-niegodna-całować. Przez ćwierćwiecze mego życia, od kiedy nauczyłam się chodzić, wychodziłam z pokoju, gdy tylko na ekranie pojawiała mi się twarz Daniela – chabrowe-oczy Olbrychskiego. Często podejmowałam, nadludzki niemal wysiłek, gdy po świątecznym obżarstwie/rezurekcji/pasterce, naprawdę nie chciało mi się unosić sempiterny.
Tym razem z pełną odpowiedzialnością i świadomością podjęłam próbę zmierzenia się z ekranizacją książki, której nie lubię. Kmicica nie lubię, Oleńka mnie wkurza. A Bogusław jest tak  metroseksualny, że powinien nosić stanik.

Zaczęłam oglądać, wybywszy się uprzedzeń i kurczę… nie jest to takie złe jak mi się wydawało. Nawet Oleńka nie jest taką bezpłciowa, jak jawiła mi się z wspomnień pacholęcych.
Nie sądzę, aby „Potop” nagle stał się moim ulubieńcem, nawet nie czuję SILNEJ potrzeby powtórki tej książi.
Tylko, że ten film jest naprawdę fajnie nakręcony. Kiedyś umieliśmy kręcić coś, co ma ręce i nogi. Sceny batalistyczne, plenery, piękne stroje. To wszystko się broni. Fabułę broni pióro Sienkiewicza, ale przecież kilka zmian, które Hoffman wprowadził, też się bronią…

Teraz biorę się za ekranizację Pana Wołodyjowskiego. Trzeba trochę sobie popłakać…  

środa, 15 października 2014

"Witaj Karolciu" - Maria Krüger

To ciąg dalszy fantastycznych przygód pomysłowej dziewczynki, którą znamy z pierwszej części tej książki pt. "Karolcia". Tym razem Karolcia i jej kolega przeżywają zabawne przygody dzięki czarodziejskiej niebieskiej kredce. Ich mały skarb, podobnie jak niebieski koralik, posiada moc spełniania życzeń. Opowiadanie napisane jest ze wspaniałym humorem i wartko toczącą się akcją. Idealnie nadaje się na pierwszą "własną" lekturę.



Po tym jak zafundowałam sobie wycieczkę do dzieciństwa za pomocą pierwszej książki o przygodach Karolci, strasznie mnie nosiło, żeby sięgnąć po tom drugi. Niestety, mój własny, prywatny egzemplarz diabeł ogonem nakrył, prawdopodobna jest również wersja, że książka po prostu rozsypała się ze starości, bo sporo dzieciarni ją w swoim czasie zaczytywało. Nie wytrzymałam i zaliczyłam wizytę w księgarni. Na szczęście podstawowa wersja, z identycznymi ilustracjami, jak te w moim egzemplarzu, kosztował dosłownie grosze, więc niewielkim kosztem zafundowałam sobie… kilkadziesiąt minut czytania. Dla dorosłego ta książka to krótka przyjemność, bo czyta się naprawdę szybko.

Dostajemy drugą część przygód Karolci, tej od błękitnego koralika. Otóż dziewczynka, pewnego deszczowego dnia znajduje błękitną kredkę, która – jak się okazuje – ma magiczne właściwości. Wszystko co narysuje, materializuje się. Za sprawą tej kredki, można o wiele mniej niż dzięki koralikowi, ale mimo wszystko świat staje się piękniejszy. Tak jak na koralik, tak również na błękitną kredkę poluje zła czarownica Filomena.

Kiedyś miałam większy sentyment do części o kredce… może dlatego, że łatwiej było zdobyć błękitną kredkę? A może dlatego, że nie umiem ładnie rysować, to i brak takiego magicznego przedmiotu bolał, jakby mniej? Tymczasem czytając tę książkę, jako dorosła kobieta, byłam nieco zawiedziona. Zapamiętałam ją jako lepszą książkę.

Chociaż już w pierwszym tomie była spora dawka dydaktyzmu. Dzieci musiały być wychowane, nauczone dobrych manier, ale smrodek dydaktyczny zawarty w tym tomie, po prostu dusi. Zabójcza dawka „dzieci myjcie rączki”, dorosłego czytelnika może wkurzyć, sądzę, że współcześni adresaci tego rodzaju powieści będą nieco znudzeni. Karolcia nie jest dziewczynką z którą mogą się identyfikować, nie ma wad, postępuje jak należy i kredki używa już tylko do pomocy innym.

Nie będę ukrywała, że ten tom nie wytrzymał konfrontacji z dorosłym czytelnikiem, ale mimo to w dalszym ciągu chętnie będę wracała do książek dzieciństwa.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Wg. Autorów ( w trakcie tworzenia)

Agata Christie (35) Agnieszka Lingas-Łoniewska (7) Aleksandra Szarłat (2) Alex Bellos (1) Alice Hoffman (1) Alina Białowąs (2) Aly Cha (1) Alyson Richman (1) Amy Hatvany (1) Andrzej Kępiński (1) Andrzej Markowski (1) Angele Lieby (1) Angelika Kuźniak (1) Ann Brashares (1) Anna Bikont (1) Anna J. Szepielak (1) Anna Jean Mayhew (1) Annabel Pitcher (1) Anne Brontë (2) Anne Tyler (1) Arthur Conan Doyle (1) Astrid Lindgren (1) Barbara Mutch (1) Barbara O`Neal (3) Becky Wade (1) Bill Bryson (1) Bożena Keff (1) Brenda Reid (1) Brigitte Hamann (1) Brygida Grysiak (1) Carla Montero (1) Carlos Ruiz Zafón (1) Cat Patrick (1) Cecilia Samartin (1) Cesarina Vighy (1) Chandra Hoffman (1) Charles Dickens (1) Charles Frazier (1) Charlotte Brontë (4) Cheryl Strayed (1) Chris Columbus (1) Christian Jacq (1) Chufo Llorens (1) Clive Staples Lewis (2) Colin Campbell (1) Conor Grennan (1) Consilia Maria Lakotta (2) Dan Brown (1) Daniel Silva (2) Danielle Steel (1) Danuta Awolusi (1) Debbie Macomber (2) Denis Brian (1) Dennis Lehane (1) Diane Chamberlain (6) Doda Około-Kułak (1) Dodie Smith (1) Donald Spoto (2) Dorota Combrzyńska-Nogala (1) Dorota Terakowska (2) Dörthe Binkert (1) Elizabeth Gaskell (4) Elżbieta Cherezińska (1) Emilia Sokolik (1) Emily Jane Brontë (1) Emma Donoghue (1) Eric Lomax (1) Erin Morgenstern (1) Eva Weaver (1) Ewa Bauer (2) Ewa Stachniak (1) Federico Moccia (4) Fern Britton (1) Fern Michaels (1) Francine Rivers (3) Francis Scott Fitzgerald (1) Gavin Extence (1) Georgia Bockoven (1) Giovannino Guareschi (5) Grażyna Jeromin-Gałuszka (1) Greg King (1) Grzegorz Sokołowski (1) Grzegorz Strzelczyk (1) Hanna Cygler (1) Helena Mniszkówna (1) Helga Hoškova-Weissowá (1) Hellmut Andics (1) Horacio Verbitsky (1) Håkan Nesser (1) Ibn Warraq (1) Izabela Jung (1) J.J. Renert (1) Jadwiga Czajkowska (1) Jan Miodek (1) Jan Paweł II (1) Jane Austen (2) Janina Fedorowicz (1) Jaume Collel (1) Jean-Jacques Sempé (1) Jean-Paul Roux (1) Jeannette Kalyta (1) Jennifer Kaufman (1) Jennifer Teege (1) Jerzy Bralczyk (1) Jerzy Sosnowski (1) Jill Barnett (1) Joanna Konopińska (1) Joanna Szczęsna (1) Joanne Harris (1) Joanne Kathleen Rowling (5) Jodi Picoult (19) John Boyne (1) John Curran (1) John Green (1) John Grogan (1) John Ronald Reuel Tolkien (3) Jolanta Kwiatkowska (1) Jordi Pons Salas (1) Julia Alvarez (1) Julia Child (1) Julia P. Gelardi (1) Julie Orringer (1) Józef Witko (2) Jürgen Thorwald (2) Ka Hancock (1) Kamil Janicki (1) Kard. Jorge Mario Bergolio (2) Karen Mack (1) Karolina Lanckorońska (1) Katarina Mazetti (2) Katarzyna Archimowicz (1) Katarzyna Kwiatkowska (2) Katarzyna Michalak (13) Katarzyna Zyskowska-Ignaciak (2) Kate Lord Brown (1) Kerstin Ekman (1) Krzysztof Ziemiec (1) ks. Jan Twardowski (1) Leah Fleming (1) Lena Najdecka (1) Lily Koppel (1) Lisa Genova (2) Lisa Kleypas (1) Lisa Scottoline (1) Louisa May Alcott (1) Lucy Ferriss (1) Lucy Maud Montgomery (4) Lucyna Olejniczak (1) M.L. Stedman (1) Maciej Stuhr (1) Magdalena Kordel (2) Marc Llewellyn (1) Marcin Prokop (2) Marek Aureliusz (1) Marek Rybarczyk (1) Margaret Dilloway (1) Maria Dąbrowska (1) Maria Sveland (1) Maria Ulatowska (3) Marilyn Brant (1) Marina Stepnova (1) Martin Sixsmith (1) Matthew Quick (1) Małgorzata Gutowska - Adamczyk (1) Małgorzata Hayles (1) Małgorzata Maj (1) Małgorzata Szejnert (1) Małgorzata Tusk (1) Małgorzata Warda (2) Małgorzata Łukowiak (1) Melchior Wańkowicz (1) Melissa Hill (1) Meredith Goldstein (1) Mhairi McFarlane (2) Michał Heller (1) Mieczysław Mokrzycki (1) Mike Carson (1) Mira Suchodolska (1) Miriam Karmel (1) Mitch Albom (2) Monika A. Oleksa (1) Monika Szwaja (8) Nadine Gordimer (1) Natasha Walker (1) Ned Vizzini (1) Olle Lönnaeus (1) Papież Franciszek (2) Patrick Ness (1) Patrick Pesnot (1) Paul Arden (1) Paullina Simons (3) Penny Jordan (1) Peter Heller (1) Peter Kreeft (1) Platon (1) Pola Kinski (1) Priscille Sibley (1) Rachel Hauck (2) Rebecca Johns (1) Regina Brett (3) René Goscinny (1) Richard Paul Evans (6) Richard Phillips Feynman (1) Robert J. Woźniak (1) Roma Ligocka (2) Ryszard Legutko (1) Sally Bedell Smith (1) Sam Pivnik (1) Samantha Hayes (1) Samantha van Leer (1) Sarita Mandanna (1) Seré Prince Halverson (1) Shelley Emling (1) Stanisław Zakościelny (1) Stephanie Evanovich (1) Stephenie Meyer (1) Sue Eckstein (1) Sue Woolmans (1) Sylwia Chutnik (1) Szymon Hołownia (9) Szymon Sokolik (1) Terry Pratchett (1) Trygve Gulbranssen (2) Tullio Avoledo (1) Victoria Twead (2) Walter R. Brooks (2) Wiesław Myśliwski (2) Wilkie Collins (1) Yrsa Sigurdardóttir (5) Zośka Papużanka (1) Łukasz Maciejewski (1)

Pogoda w mojej okolicy