poniedziałek, 20 października 2014

rzecz o... hortensji

Ostatnio paliłam trochę mniej... nie z braku czasu, może trochę też, ale skończyły mi się tealighty. Na szczęście wizytując Lublin, wpadłam do Tesco po porządny pakiet.

Niedawno, na polskim rynku coraz głośniej jest o firmie Village Candle. Ponieważ w stw, pojawiają się dopiero i to baardzo nieśmiało woski z YC, przeto nie liczę, że VC szybko się pojawią.


Jak wiecie, w Lublinie, stacjonarnie kupuję moje pachnidełka.
Od ponad pół roku, jestem stałym bywalcem na stoisku Imperium Zapachów

Uwielbiam to miejsce. Mogę wszystko na żywo obwąchać, co kilka razy uchroniło mnie przed kupnem niezłych śmierdzieli.
Nie wiem, kiedy poznałabym dzisiejszy zapach, gdyby nie miłość od pierwszego niucha.



Gdyby nie zapach, etykieta nieprędko by mnie skusiła. Ale jak tylko przytknęłam sampler do nosa, wiedziałam, że muszę go mieć. Jako fanka zapachów lekkich, świeżych, kwiatowych nie mogłam się oprzeć... Teraz odpoczywam po ciężkiej pracy, po maratonie wielkim... wprawdzie jakieś choróbsko mnie rozbiera, ale resztką zmysłu zapachu mogę się delektować.



o tym jak palę samplery pisałam w ostatniej notce o VC.
Po tym zapachu wiele się spodziewałam. Wprawdzie nie jestem jakoś szczególnie rozkochana w hortensjach... ale ten zapach jest moim ukochanym zapachem, dlatego, że pachnie moim ukochanym kwiatem. Pachnie konwalią.

Ten zapach jest PRZEPIĘKNY!!! pachnie po prostu cudownie. Majem, wiosną, lekkością, zakochaniem. Białe kwiaty, budzący się świat.  Obie z Mama kochamy konwalie  i za sprawą tej świeczuszki, jakbyśmy miały w domu ogromniasty bukiet konwalii.





Polecam - obecnie mój zapachowy faworyt!!!

niedziela, 19 października 2014

powiedz co się stało.

Notka z cyklu notek, dlaczego nie ma notek.

Umieram... słuchajcie jestem  tak zarobiona, że padam. W tym tygodniu będzie miała miejsce Bardzo-Ważna-Konferencja, w której biorę udział. Tak się złożyło, że ostatnie tygodnie są całkowicie jej podporządkowane. Dlatego też siedzę ciągle w busie/pociągu i kursuję na trasie Stw-Lublin. Stres jeszcze mnie nie dopadł, chyba tylko dlatego, że po prostu jestem zbyt zmęczona.

Praca... Dwa etaty, plus zlecenia, plus w końcu muszę pojawić się na uczelni poprowadzić zajęcia, które odwołałam.  A jak jesteśmy przy uczelni, to i moje studia robią się absorbujące...

Normalnie żyć, nie umierać... ostatnio cieszę się, jak położę się do łóżka i prześpię 5 godzin na dwa dni. To już jest radość.

Tym sposobem oduczam się kupować książki, co z tego, że teraz mnie stać, na to co chcę przeczytać, skoro czas mi się skurczył jak majtki w praniu?


Zaraz zrobię sobie earl greya i poczytam coś, bo ostatnio byłam tak zalatana, że w pociągu nad Mannem, po prostu usnęłam, a muszę dać sobie chwilę przerwy od referatu, od zajęć, od myślenia...



Mój nowy kubeczek..., niestety jest w domu...

z takim zamówieniem go dostałam

Już się ciesz na chwile z lekturą... 


Mam nadzieję, że zrozumiecie moją absencję... wszystko wróci do normy... jeśli tylko przeżyję ; - )


piątek, 17 października 2014

rzecz o... zabawie w słońcu

O firmie Village candle, produkującej zapachowe cuda ostatnio zrobiło się głośno. Ponieważ na moją prowincję wszystko dociera z opóźnieniem, musiałam cierpliwie czekać, aż wyrwę się do wielkiego miasta. Nawet nie wiedziałam, że w Lublinie są te produkty dostępne... Obwąchałam co było i zdecydowałam się wybrać samplery, ale chyba przy kolejnej wizycie skuszę się na jedną świecę...






Jestem fanką zapachów plażowych, bo kocham morze i każdy pretekst by wrócić na ciepłą plażę, chociażby tylko we wspomnieniach jest dla mnie dobry.


Ponieważ do wczoraj, na moim bajkowym Podkarpaciu miałam piękną złotą jesień i było tak ciepło, że chodziłam w krótkim rękawku, to nie zdziwi Was, to że po ciężkim dniu w pracy, wracałam i miałam ochotę napawać się klimatem wakacji, wciąż żywych we wspomnieniach. Ten wosk i z etykiety, i z suchego zapachu wydawał się być stworzony do relaksu.




Jak używam samplerów? Na pewno nie tak jak zwykłych świeczek. Nie odpalam ich od góry, ale rozpalam kominek, wkładam świeczkę na sztorc, jak widzicie u góry i czekam aż podtopi się dół, później odkrawa mi się lepiej i odkrojoną część wkładam do niecki - jak wosk. Próbowałam po prostu topić tyle ile chcę, ale mam małe kominki i to wymagałoby, abym podtrzymywała sampler, bo inaczej się przewróci i zachlapie mi pół pokoju.

Mam spory problem z opisaniem tego zapachu. On jest tak lekki, świeży i wakacyjny, że trzeba go poczuć na własnym nosie... czy kojarzy się z plażą? Tak! To taka mieszanka olejku do opalania, słońca, piasku, morskiej bryzy... Bardzo lekki, bardzo świeży. Doskonały na ciepłe dni, które powoli przechodzą do lamusa. 

Z domownikami, byliśmy zgodni w zachwytach




Zapachy z serii Fun in the sun  możecie kupić w zapachyswiata.eu

"Szum" - Magdalena Tulli

Najnowsza powieść jednej z najwybitniejszych polskich pisarek. Naznaczona emocjonalną intensywnością historia kobiety, próbującej przełamać towarzyszące jej od zawsze poczucie wyobcowania i poszukującej porozumienia z matką, z którą zawsze łączyły ją trudne relacje. 
To najodważniejsza, najbardziej osobista książka Magdaleny Tulli. Autorka odkrywa w niej uniwersalną prawdę o kondycji ludzkiej, w którą wpisany jest pierwiastek obcości, niedostosowania, a także dojmująca potrzeba wzajemnego zrozumienia i wybaczenia.



Bywa, że kiedy przeczytam Książkę, kiedy mam kontakt z Literaturą przez duże „eL”, żałuję, że nie jestem literaturoznawcą. Na studiach nauczono mnie analizować suche akty prawne, a nie teksty w których ktoś obnaża duszę. Nie nauczono mnie jaka książka jest dobra, obiektywne, ale umiem dostrzec, gdy któraś dotyka rozżarzonym węglem mojej duszy. Wiem, brzmi to tak patetycznie, jakbym pisała dialogi do taniej peruwiańskiej telenoweli. Sorry, taka książka.

Książka Magdaleny Tulli to strumień myśli. Myśli, jak to z ich natury wynika są chaotyczne, plączą się schodzą na manowce dygresji, ale tworzą obraz kompleksowy, osobisty. Są kontekstem. Przyszykowałam sobie do czytania tej książki zakładki indeksujące, ale prędko zaniechałam próby ich użycia… równie dobrze mogłabym wziąć w cudzysłów całą książkę, każde zdanie, każde spostrzeżenie… bo tylko tak uwolniłabym się od poczucia, że wybrałam jedno zdanie kosztem innego, może jeszcze lepszego.

W tej książce śledzimy życie i przeżycia dziewczynki… dziecka, które przechodzi przez traumę dzieciństwa. Chyba dzięki tej książce uświadomiłam sobie, że te wszystkie lata tęsknoty za dzieciństwem, za jego beztroską, są zasnute mgłą zapomnienia. Jak zwykle chcemy pamiętać to co wspaniałe, sielskie, anielskie. Tymczasem dzieciństwo nie jest… nie zawsze jest rajem. Nigdy nim nie było. Tulli pokazuje nam cholernie trudny świat, świat kpiny, wyśmiewania. Sam fakt odebrania dziecku głosu, odebranie prawa do obrony, jest już czynem nieludzkim.  Dziecko, które nie może znaleźć zrozumienia w świecie realnym tworzy sobie swój własny świat, w gruncie rzeczy to smutne, ale może być inspirujące i w tym smutku kreatywne.
Naprawdę, gdy chcę napisać o tej książce, wszystkie moje słowa stają się szare i małe. Stają się eufemizmami, lub napakowanymi patosem szczapami.

Ta książka jest intymna i prawdziwa, poruszająca, jak „Dobre dziecko” Ligockiej.

Słów mi mało, aby napisać jak bardzo ruszyła mnie ta książka. Jest trudna, nie jest taka do czytania, o przy śniadaniu, na dobry początek dnia. Jest najlepszym dowodem, że Polacy mają wciąż genialnych literatów!!

czwartek, 16 października 2014

"Potop" - 1974

Lata 1655-1660, okres najazdu szwedzkiego na Polskę. Zaręczony z Oleńką Billewiczówną (Małgorzata Braunek) chorąży orszański Andrzej Kmicic (Daniel Olbrychski) opowiada się początkowo po stronie kolaborującego ze Szwedami potężnego rodu magnackiego Radziwiłłów. Uznany przez szlachtę i narzeczoną za zdrajcę, zaczyna poniewczasie rozumieć, że Radziwiłłom chodzi nie o dobro ojczyzny, ale o własne interesy. Aby odkupić winy, porywa księcia Bogusława Radziwiłła (Leszek Teleszyński), by zawieźć zdrajcę przed oblicze króla Jana Kazimierza, ale ten ciężko rani Kmicica i ucieka. Doszedłszy do zdrowia, Andrzej Kmicic stara się zwrócić honor swojemu nazwisku.


 Kilkukrotnie, w różnych miejscach dawałam znać, że nie przepadam za „Potopem”, ani w wersji książkowej, ani w filmowej. Ale cały szum wokół odnowionej wersji tej ekranizacji oraz gadanie Wiktora i Marysi, sprawiły, że pod wpływem impulsu włączyłam sobie do oglądania moją żmiję na trylogijnym łonie.

Film, kojarzyłam głównie ze świątecznych maratonów… Moi Rodzice są tradycjonalistami i katowali mnie Jędrusiem, Jędrusiem przypalanym i Oleńką-Jędrusia-ran-niegodna-całować. Przez ćwierćwiecze mego życia, od kiedy nauczyłam się chodzić, wychodziłam z pokoju, gdy tylko na ekranie pojawiała mi się twarz Daniela – chabrowe-oczy Olbrychskiego. Często podejmowałam, nadludzki niemal wysiłek, gdy po świątecznym obżarstwie/rezurekcji/pasterce, naprawdę nie chciało mi się unosić sempiterny.
Tym razem z pełną odpowiedzialnością i świadomością podjęłam próbę zmierzenia się z ekranizacją książki, której nie lubię. Kmicica nie lubię, Oleńka mnie wkurza. A Bogusław jest tak  metroseksualny, że powinien nosić stanik.

Zaczęłam oglądać, wybywszy się uprzedzeń i kurczę… nie jest to takie złe jak mi się wydawało. Nawet Oleńka nie jest taką bezpłciowa, jak jawiła mi się z wspomnień pacholęcych.
Nie sądzę, aby „Potop” nagle stał się moim ulubieńcem, nawet nie czuję SILNEJ potrzeby powtórki tej książi.
Tylko, że ten film jest naprawdę fajnie nakręcony. Kiedyś umieliśmy kręcić coś, co ma ręce i nogi. Sceny batalistyczne, plenery, piękne stroje. To wszystko się broni. Fabułę broni pióro Sienkiewicza, ale przecież kilka zmian, które Hoffman wprowadził, też się bronią…

Teraz biorę się za ekranizację Pana Wołodyjowskiego. Trzeba trochę sobie popłakać…  

środa, 15 października 2014

"Witaj Karolciu" - Maria Krüger

To ciąg dalszy fantastycznych przygód pomysłowej dziewczynki, którą znamy z pierwszej części tej książki pt. "Karolcia". Tym razem Karolcia i jej kolega przeżywają zabawne przygody dzięki czarodziejskiej niebieskiej kredce. Ich mały skarb, podobnie jak niebieski koralik, posiada moc spełniania życzeń. Opowiadanie napisane jest ze wspaniałym humorem i wartko toczącą się akcją. Idealnie nadaje się na pierwszą "własną" lekturę.



Po tym jak zafundowałam sobie wycieczkę do dzieciństwa za pomocą pierwszej książki o przygodach Karolci, strasznie mnie nosiło, żeby sięgnąć po tom drugi. Niestety, mój własny, prywatny egzemplarz diabeł ogonem nakrył, prawdopodobna jest również wersja, że książka po prostu rozsypała się ze starości, bo sporo dzieciarni ją w swoim czasie zaczytywało. Nie wytrzymałam i zaliczyłam wizytę w księgarni. Na szczęście podstawowa wersja, z identycznymi ilustracjami, jak te w moim egzemplarzu, kosztował dosłownie grosze, więc niewielkim kosztem zafundowałam sobie… kilkadziesiąt minut czytania. Dla dorosłego ta książka to krótka przyjemność, bo czyta się naprawdę szybko.

Dostajemy drugą część przygód Karolci, tej od błękitnego koralika. Otóż dziewczynka, pewnego deszczowego dnia znajduje błękitną kredkę, która – jak się okazuje – ma magiczne właściwości. Wszystko co narysuje, materializuje się. Za sprawą tej kredki, można o wiele mniej niż dzięki koralikowi, ale mimo wszystko świat staje się piękniejszy. Tak jak na koralik, tak również na błękitną kredkę poluje zła czarownica Filomena.

Kiedyś miałam większy sentyment do części o kredce… może dlatego, że łatwiej było zdobyć błękitną kredkę? A może dlatego, że nie umiem ładnie rysować, to i brak takiego magicznego przedmiotu bolał, jakby mniej? Tymczasem czytając tę książkę, jako dorosła kobieta, byłam nieco zawiedziona. Zapamiętałam ją jako lepszą książkę.

Chociaż już w pierwszym tomie była spora dawka dydaktyzmu. Dzieci musiały być wychowane, nauczone dobrych manier, ale smrodek dydaktyczny zawarty w tym tomie, po prostu dusi. Zabójcza dawka „dzieci myjcie rączki”, dorosłego czytelnika może wkurzyć, sądzę, że współcześni adresaci tego rodzaju powieści będą nieco znudzeni. Karolcia nie jest dziewczynką z którą mogą się identyfikować, nie ma wad, postępuje jak należy i kredki używa już tylko do pomocy innym.

Nie będę ukrywała, że ten tom nie wytrzymał konfrontacji z dorosłym czytelnikiem, ale mimo to w dalszym ciągu chętnie będę wracała do książek dzieciństwa.



rzecz o... otusze

Otucha każdemu jest potrzebna. Ostatnio szczególnie odczuwam potrzebę, by ktoś podniósł mnie na duchu, bo chyba wzięłam na siebie za dużo. W domu już prawie nie mieszkam. Czas wolny to chyba jest to co przeznaczam na dojazdy, skądś, dokądś...

Niemniej jednak, od czasu do czasu, zabawię w domu kilka godzin z rzędu i to tak, że nie muszę od razu paść na łóżko. Wtedy nadal stosuję aromaterapię, gdyby nie ona chyba już bym sięgnęła za broń, wzorem mych antenatów. 

Jak tylko poczułam ten wosk, tęskniłam do chwili, gdy będę miała odrobinę czasu i go wypróbuję. Takie cytrusowe połączenie skojarzyło mi się z wakacjami w Krynicy Górskiej. Byliśmy tam ze znajomymi ładnych parę lat temu, od tamtego czasu, cytrusy kojarzą mi się z szalonymi wakacjami


Ten wosk pochodzi z serii Relaxing Rituals. Woski z tej serii nie mają kształtu tart, a regularnych prawie walców. Mają bardziej zwartą konsystencję, nie kruszą się, a łatwo łamią, jak widzicie na zdjęciu powyżej. Każdy wosk z tej serii to kompozycja olejków eterycznych. 

Ten, który poszedł na pierwszy ogień to połączenie cytryny, grejpfrutów i imbiru. Do kominka trafiła 1/3 krążka.

Po na sucho i na pierwszy niuch po odpaleniu, czuć rześką woń cytrusów. Pachnie świeżo, bardzo cytrusowo, chociaż da się wyczuć takie zgrzytające chemiczne nutki. Natomiast gdy kominek rozpali się na całego czujemy również imbir, co wprowadza takiego korzennego kopa.

Dzięki tym nutom imbiru, ten wosk staje się moim jesiennym ulubieńcem. Jest świeży, ale i przytulny. 


 Ten  i inne zapachy kupicie na goodies.pl

wtorek, 14 października 2014

"4.50 z Paddington" - Agata Christie

Akcja książki zbudowana jest wokół zagadki morderstwa popełnionego w pociągu. Śledztwo okazuje się trudne i nietypowe: nie znaleziono ofiary, a jedyny świadek zdarzenia podróżował innym pociągiem. Nikt nie wierzy starszej damie upierającej się przy swojej wersji zdarzeń. Intryga zagęszcza się, gdy dochodzi do kolejnych zabójstw. Panna Marple, detektyw amator, wysyła na miejsce zbrodni swoją młoda przyjaciółkę Lucy Eyesbarrow.Czy obu kobietom uda się zdobyć informacje, które skierują śledztwo na właściwe tory?


 Jakiś czas temu wpadłam w szpony uzależnienia od Agaty Christie. Na pierwszy ogień poszły kryminały z Poirotem, ale niestety nie była to studnia bez dnia, toteż kwestią czasu było, gdy wezmę się za te z udziałem panny Marple. To druga powieść z tą panią detektyw, którą miałam okazję czytać. To chyba za mało, żeby wypowiedzieć się o jej poziomie… na tle powieści z Poirotem wypada słabo, ale jeśli weźmiemy najlepsze powieści z Belgiem, bo przecież czytałam też słabe książki, takie które mnie usypiały… Nie tracę więc nadziei, że pokocham Jane Marple.

Pewna starsza pani wybiera się w podróż pociągiem z londyńskiej stacji Paddington. W pociągu, jak to w pociągu, nuda, sen człowieka morzy i po przebudzeniu, niewiasta widzi jak w mijającym pociągu mężczyzna dusi kobietę. Oczywiście, czym prędzej zawiadamia odpowiednie służby, jednak nie jest przekonana, że wzięli to na poważnie. Udaje się więc do detektywa-amatora, swojej przyjaciółki Jane Marple, która w odróżnieniu od policji uważa, że koleżanka mówi prawdę, angażuje pomoc i wszczyna śledztwo, mające na celu wyjaśnić tajemnicze zajście i odkryć tajemnicę. Tymczasem, to nie są jedyne zwłoki, jakie pojawią się w tej książce.

Chcąc być uczciwą muszę Wam przyznać, że to chyba mój rekord jeśli chodzi o czytanie powieści Christie. Nigdy jeszcze nie czytałam tak długo jej kryminału. Na pewno jechał ze mną do Lublina, ale mnie nie wciągnął, na miejscu – miałam co robić, w drodze powrotnej spała. Dopiero zrobiłam sobie jeden dzień wolnego i uznałam, że nie będę się zmuszała… to pomogło, od wczoraj poszło już piorunem. Na początku książka mnie zaintrygowała, później zaczęła nudzić, po to aby pod koniec znowu zainteresować.

W porównaniu z książkami z Poirotem ta książka jest spokojniejsza… Panna Marple jest mniej obecna, snuje się gdzieś po peryferiach akcji, chociaż finalnie to ona doprowadza do rozwiązania. Jednak pierwsze skrzypce gra jej protegowana.



Kryminał jest bardzo angielski, w stylu Christie, niespieszny. Intryga w gruncie rzeczy jest śmiesznie prosta, ale chyba nikt nie zgadnie kto zabił, bo jednak mamy sporo fałszywych tropów, a ten WŁAŚCIWY jest tak przedstawiony, że no kurczę.
Jak to zwykle u Christie wielbiciele krwawych kryminałów, sensacji, sikającej krwi, miliona trupów i akcji gnającej na łeb na szyję(niczym pendollino), będą zawiedzeni. Ale wszyscy Ci, którzy lubią się delektować słowem, urokliwym klimatem i którzy chcą się pobawić w tropienie zagadek – będą wniebowzięci.

Reasumując, pomimo początkowych problemów, sama nie wiem z czego wynikających, przygodę z panną Marple uważam za udaną i chętnie sięgnę po kolejne powieści w których Ona występuje.
Może polecicie te, Waszym zdaniem, najlepsze?

poniedziałek, 13 października 2014

"Pod płonącym niebem" - Elizabeth Haran

Kiedy Arabella Fitzherbert trafia do Marree, maleńkiej miejscowości w samym sercu australijskiego pustkowia, wdzięczność za uratowanie życia – wypadła z pociągu i gdyby nie szybka pomoc, z pewnością umarłaby na rozpalonej słońcem pustyni – szybko ustępuje miejsca zdumieniu, oburzeniu i niechęci. Czy to możliwe, żeby ludzie żyli w tak prymitywnych warunkach? Czy to możliwe, żeby zajmowali się tak przyziemnymi, nieciekawymi sprawami? Kapryśna i rozpuszczona dziewczyna musi jednak jakoś ułożyć sobie życie w tym zapomnianym przez Boga i ludzi miejscu, ponieważ nic nie wskazuje na to, żeby udało jej się szybko je opuścić. Niechętnie i opornie zaczyna zmieniać nastawienie do otaczających ją „prostaków”, oni zaś przekonują się stopniowo, że ta początkowo naburmuszona i traktująca ich „z góry” dziewczyna nie jest tak bezwartościową osobą, jak im się wydawało. Jeszcze ciekawiej zaczyna być wtedy, kiedy między Arabellą i jednym z mieszkańców miasteczka rozkwita gwałtowne, gorące uczucie…



Nie umarłam, żyję, ale taki  maraton, jaki miałam ostatnimi dniami to mało kto wytrzyma, a zanosi się na kolejny, jeszcze większy, tak… do końca października…

Na dodatek odrzuciło mnie od książek. Tzn. dalej chciałam czytać, ale nic mnie nie przekonywało,  mordowałam kilka tych książek, bo wiedziałam, że skoro mam napisać recenzję, to nie rzucę w kąt, no ale – dla Boga Panie Wołodyjowski – serca nie miałam. W końcu się wkurzyłam… po tym jak do Lublina wzięłam dwie, żadnej nie czytałam, bo nie mogłam się wciągnąć w jedną i w końcu zapatrzyłam się w krajobraz, a później miałam inne zajęcia : P.
Wczoraj w pracy już się wkurzyłam, postanowiłam zrobić przerwę z książką, która mnie jeszcze nie porwała i wzięłam się za inną. I to był strzał!! Znowu się w coś wciągnęłam. Czytałam, a nie a to malowałam paznokcie, a to oglądałam program kulinarny, czy patrzyłam w okno. Jest BUM, jest siła. Byłam wręcz zła na Przyjaciółkę, że dzwoni i dorywa mnie od lektury.

Chociaż za oknem piękna polska, złota jesień, ja przeniosłam się na spalone słońcem, pustynne obszary Australii, żeby kolejny raz dać się uwieść opowieści, którą snuje Elizabeth Haran. Tutaj znajdziecie recenzje „Szeptu wiatru”, pierwszej powieści tej autorki, z którą miałam styczność. Po lekturze tej książki, wiedziałam, że chcę jeszcze.

Kolejna powieść… jest zbliżona do poprzedniczki. Autorka stosuje pewien schemat, pewne zagrania, ale tworzy zupełnie inną historię, innych bohaterów, a i tak wszyscy wiemy, jak kończą się tego rodzaju książki. Element zaskoczenia, nie jest tak ważny.

Arabella ma dziewiętnaście lat i jest tak rozwydrzona jak przeciętna uczennica gimnazjów, o której my – stare pryki opowiadamy dowcipy. Dziewczyna jest tak antypatyczna, pozbawiona empatii z zadatkami na hipochondryczkę i po prostu wrzód na sempiternie społeczeństwa. Ponieważ męczy ją kaszel, zamożni rodzice zabierają swoją jedynaczkę do Australii, aby tamtejszy klimat uleczył jej płuca. I jadą sobie przez dzikie tereny antypodów i tak się składa, że Arabella wypada z pociągu a rodzice do rana nie odnotowują tego faktu. Podkłady kolejowe zjadły termity, łączność telegraficzna zerwana. Rodzice są zrozpaczeni, a Arabella skazana na powolną śmierć w paszczy pustyni. Tak się jednak nie dzieje, w przeciwnym wypadku, książka prędko by się skończyła. Arabella zostaje ocalona przez rdzennych mieszkańców Australii, trafia do cywilizacji… przy czym określenie cywilizacja według dziewczyny jest nieco przesadzone. Ludzie są prymitywni, warunki sanitarne strasznie, a na dodatek nikt nie chce dookoła Arabelli skakać. No skandal!! Jednak warunki zmuszają ją do pozostania w tej dziczy i z tej rozkapryszonej dziewuchy zaczyna wyłaniać się rozumny człowiek. Oczywiście nie jest bez związku fakt, że miłość krąży wokół nas.

Elizabeth Haran kolejny raz zabiera nas w ciekawą i pasjonującą podróż na antypody. Rzadko tam bywam – literacko, a lubię klimat kontynentu kangurów. Ponieważ Australia jest nieco wyalienowana, to ma jedyny w swoim rodzaju klimat, skrzyżowanie Dzikiego Zachodu, wsi, eleganckiego świata… nowinki dochodzą tu – jak do Shire – z opóźnieniem, albo wcale.

Życie nie rozpieszcza ludzi, którzy wybrali życie na antypodach, ale ni z jakichś względów upierają się by trwać na tej surowej, kapryśnej ziemi. Niektórzy kochają takie klimaty, inni przed czymś uciekają, inni liczą na ogromny zarobek. Wśród nich- Arabella – rozpieszczona pannica z wielkiego świata, która gardzi wszystkim, co nie odpowiada jej standardom.

Ta powieść jest historią dojrzewania, nauki empatii i dostrzegania drugiego człowieka. W Arabelli dokonuje się przemiana. Autorka opisuje to w interesujący sposób, chociaż nieco senny. Książka nie jest powieścią akcji, ma fragmenty, że akcja – ta która jest – zwalnia i staje w miejscu jak zatęchłe, mętne jeziorko, a nawet gdy rusza, to jest to raczej senny strumyk płynący po równinie. Tylko, że pomimo tej senności, strumyk jest wielce malowniczy, chce się usiąść nad brzegiem tego ruczaju(na pagórku niewielkim, we brzozowym gaju) i zapomnieć o otaczającym nas świecie.

Moim zdaniem nie jest to kolejne romansidło, płaska książka, ale naprawdę historia z dalszymi planami i każdy wart jest poznania.

Polecam.

Oczywiście, na kolejną książkę autorki  się czaję!!

sobota, 11 października 2014

Mamma mia - Mamma Mia - 2008



Niezależna i pełna temperamentu Donna (Meryl Streep) prowadzi mały hotel na idyllicznej greckiej wyspie. Kobieta samotnie wychowuje córkę Sophie (Amanda Seyfried). Dziewczyna jest szczęśliwie zakochana i zamierza wziąć ślub. Donna postanawia zorganizować tę ważną uroczystość wraz ze swymi dwiema wiernymi przyjaciółkami, z którymi tworzyła kiedyś zespół Donna i Dynamitki: praktyczną i ułożoną Rosie (Julie Walters) oraz wielokrotną rozwódką Tanyą (Christine Baranski). Kobieta nie wie, że Sophie potajemnie zaprosiła na ślub trzech gości. 

Sophie, chcąc się dowiedzieć, kto jest jej ojcem, sprowadziła do Grecji mężczyzn, z którymi Donna miała romans 20 lat wcześniej. W trakcie jednej magicznej doby zakwitnie nowe uczucie, a ponadto potwierdzi się mądre przysłowie, że stara miłość nie rdzewieje. 

"Mamma Mia!" to wspaniała okazja, by na nowo zakochać się w wielkich przebojach ABBY: "Dancing Queen", "S.O.S.", "Money, Money, Money" i "Take a Chance on Me". Przygotujcie się na ponad dwie godziny wzruszeń i niesamowitych wrażeń w towarzystwie największych gwiazd kina.


Przyjaciółka wróciła na stare śmiecie. A że u obu Nas perturbacje uczuciowe są swego rodzaju stałą, to potrzebowałyśmy czegoś na tak zwane dobicie. I gdy wypłakiwała mi się w słuchawkę, to między poszczególnymi uwagami, powiedziała że na poprawę humoru oglądnęła "Mamma mia". Ponieważ, ja sama ten film uwielbiam, uznałam, że a co - oglądnę.

Pierwszy raz widziałam go w kinie, nie w Lublinie, a w Kielcach - gdy byłam u przyjaciółki z wizytą. Zamierzchłe dzieje... później wielokrotnie go jeszcze oglądałam, czy to sama, czy z Mamą, czy z przyjaciółkami...

Wiem, że ten film nazywają kiczem, ale nic nie poradzę, że raz na jakiś czas lubię się powzruszać w rytm piosenek ABBY.

Zabawnie prezentują się gwiazdy w niecodziennej roli - śpiewaczej. Wydaje mi się, że najlepiej wypada Colin Firth, który ma w sobie całe pokłady luzu i fajnej zabawy. 



Chociaż miał mi ten film poprawić humor, to ta piosenka mnie dobiła, co wypomniałam Przyjaciółce...

Ostatnio oglądałam film o piosenkarce z Abby i jak ona pięknie mówiła o tym utworze... z całego repertuaru Abby, na dzień dzisiejszy to chyba moja ulubiona piosenka. A może tylko dlatego, że tak doskonale oddaje moje uczucia?


Ten film, to nie tylko kicz, nie tylko wesołe piosenki to także przesłanie, że nie można tracić nadziei... bez względu na to, co myślę o tym teraz...

Polecam Wam, na tę porę roku jest idealny....


43/52
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Wg. Autorów ( w trakcie tworzenia)

Agata Christie (35) Agnieszka Lingas-Łoniewska (7) Aleksandra Szarłat (2) Alex Bellos (1) Alice Hoffman (1) Alina Białowąs (2) Aly Cha (1) Alyson Richman (1) Amy Hatvany (1) Andrzej Kępiński (1) Andrzej Markowski (1) Angele Lieby (1) Angelika Kuźniak (1) Ann Brashares (1) Anna Bikont (1) Anna J. Szepielak (1) Anna Jean Mayhew (1) Annabel Pitcher (1) Anne Brontë (2) Anne Tyler (1) Arthur Conan Doyle (1) Astrid Lindgren (1) Barbara Mutch (1) Barbara O`Neal (3) Becky Wade (1) Bill Bryson (1) Bożena Keff (1) Brenda Reid (1) Brigitte Hamann (1) Brygida Grysiak (1) Carla Montero (1) Carlos Ruiz Zafón (1) Cat Patrick (1) Cecilia Samartin (1) Cesarina Vighy (1) Chandra Hoffman (1) Charles Dickens (1) Charles Frazier (1) Charlotte Brontë (4) Cheryl Strayed (1) Chris Columbus (1) Christian Jacq (1) Chufo Llorens (1) Clive Staples Lewis (2) Colin Campbell (1) Conor Grennan (1) Consilia Maria Lakotta (2) Dan Brown (1) Daniel Silva (2) Danielle Steel (1) Danuta Awolusi (1) Debbie Macomber (2) Denis Brian (1) Dennis Lehane (1) Diane Chamberlain (6) Doda Około-Kułak (1) Dodie Smith (1) Donald Spoto (2) Dorota Combrzyńska-Nogala (1) Dorota Terakowska (2) Dörthe Binkert (1) Elizabeth Gaskell (4) Elżbieta Cherezińska (1) Emilia Sokolik (1) Emily Jane Brontë (1) Emma Donoghue (1) Eric Lomax (1) Erin Morgenstern (1) Eva Weaver (1) Ewa Bauer (2) Ewa Stachniak (1) Federico Moccia (4) Fern Britton (1) Fern Michaels (1) Francine Rivers (3) Francis Scott Fitzgerald (1) Gavin Extence (1) Georgia Bockoven (1) Giovannino Guareschi (5) Grażyna Jeromin-Gałuszka (1) Greg King (1) Grzegorz Sokołowski (1) Grzegorz Strzelczyk (1) Hanna Cygler (1) Helena Mniszkówna (1) Helga Hoškova-Weissowá (1) Hellmut Andics (1) Horacio Verbitsky (1) Håkan Nesser (1) Ibn Warraq (1) Izabela Jung (1) J.J. Renert (1) Jadwiga Czajkowska (1) Jan Miodek (1) Jan Paweł II (1) Jane Austen (2) Janina Fedorowicz (1) Jaume Collel (1) Jean-Jacques Sempé (1) Jean-Paul Roux (1) Jeannette Kalyta (1) Jennifer Kaufman (1) Jennifer Teege (1) Jerzy Bralczyk (1) Jerzy Sosnowski (1) Jill Barnett (1) Joanna Konopińska (1) Joanna Szczęsna (1) Joanne Harris (1) Joanne Kathleen Rowling (5) Jodi Picoult (19) John Boyne (1) John Curran (1) John Green (1) John Grogan (1) John Ronald Reuel Tolkien (3) Jolanta Kwiatkowska (1) Jordi Pons Salas (1) Julia Alvarez (1) Julia Child (1) Julia P. Gelardi (1) Julie Orringer (1) Józef Witko (2) Jürgen Thorwald (2) Ka Hancock (1) Kamil Janicki (1) Kard. Jorge Mario Bergolio (2) Karen Mack (1) Karolina Lanckorońska (1) Katarina Mazetti (2) Katarzyna Archimowicz (1) Katarzyna Kwiatkowska (2) Katarzyna Michalak (13) Katarzyna Zyskowska-Ignaciak (2) Kate Lord Brown (1) Kerstin Ekman (1) Krzysztof Ziemiec (1) ks. Jan Twardowski (1) Leah Fleming (1) Lena Najdecka (1) Lily Koppel (1) Lisa Genova (2) Lisa Kleypas (1) Lisa Scottoline (1) Louisa May Alcott (1) Lucy Ferriss (1) Lucy Maud Montgomery (4) Lucyna Olejniczak (1) M.L. Stedman (1) Maciej Stuhr (1) Magdalena Kordel (2) Marc Llewellyn (1) Marcin Prokop (2) Marek Aureliusz (1) Marek Rybarczyk (1) Margaret Dilloway (1) Maria Dąbrowska (1) Maria Sveland (1) Maria Ulatowska (3) Marilyn Brant (1) Marina Stepnova (1) Martin Sixsmith (1) Matthew Quick (1) Małgorzata Gutowska - Adamczyk (1) Małgorzata Hayles (1) Małgorzata Maj (1) Małgorzata Szejnert (1) Małgorzata Tusk (1) Małgorzata Warda (2) Małgorzata Łukowiak (1) Melchior Wańkowicz (1) Melissa Hill (1) Meredith Goldstein (1) Mhairi McFarlane (2) Michał Heller (1) Mieczysław Mokrzycki (1) Mike Carson (1) Mira Suchodolska (1) Miriam Karmel (1) Mitch Albom (2) Monika A. Oleksa (1) Monika Szwaja (8) Nadine Gordimer (1) Natasha Walker (1) Ned Vizzini (1) Olle Lönnaeus (1) Papież Franciszek (2) Patrick Ness (1) Patrick Pesnot (1) Paul Arden (1) Paullina Simons (3) Penny Jordan (1) Peter Heller (1) Peter Kreeft (1) Platon (1) Pola Kinski (1) Priscille Sibley (1) Rachel Hauck (2) Rebecca Johns (1) Regina Brett (2) René Goscinny (1) Richard Paul Evans (6) Richard Phillips Feynman (1) Robert J. Woźniak (1) Roma Ligocka (2) Ryszard Legutko (1) Sally Bedell Smith (1) Sam Pivnik (1) Samantha Hayes (1) Samantha van Leer (1) Sarita Mandanna (1) Seré Prince Halverson (1) Shelley Emling (1) Stanisław Zakościelny (1) Stephanie Evanovich (1) Stephenie Meyer (1) Sue Eckstein (1) Sue Woolmans (1) Sylwia Chutnik (1) Szymon Hołownia (9) Szymon Sokolik (1) Terry Pratchett (1) Trygve Gulbranssen (2) Tullio Avoledo (1) Victoria Twead (2) Walter R. Brooks (2) Wiesław Myśliwski (2) Wilkie Collins (1) Yrsa Sigurdardóttir (5) Zośka Papużanka (1) Łukasz Maciejewski (1)

Pogoda w mojej okolicy