poniedziałek, 1 września 2014

"Dla Ciebie wszystko" - Katarzyna Michalak

CZY POTĘGA MIŁOŚCI WYSTARCZY, ABY ODMIENIĆ CZYJEŚ ŻYCIE?
Okaleczony, porzucony przez matkę chłopczyk i ścigany przez policję haker. Los postawi na ich drodze uroczą, młodą i bardzo wrażliwą panią doktor. Czy tak różni ludzie, mogą w ogóle mieć ze sobą coś wspólnego?
Rudowłosa Ania Kraska, która w Imię miłości przybyła do Jabłoniowego Wzgórza jako drobna, wystraszona 10-latka, w kolejnej części opowieści staje się piękną, pewną siebie młodą lekarką. Jednak nie tylko ona będzie tu główną bohaterką - na jej drodze stanie przerażony, bezbronny, porzucony w szpitalu czterolatek. Ania jest gotowa poświęcić bardzo wiele, żeby mu pomóc. I nie tylko ona… Być może okaże się, że jej upór połączony z urokiem osobistym potrafi zmiękczyć niejedno serce i sprawi, że odmieni się los wielu osób. To nie koniec niespodzianek - losy Ani z Jabłoniowego Wzgórza dziwnym trafem splotą się z losami bohaterów Wiśniowego Dworku. Wszystkie miłośniczki przystojnego Ariela i tajemniczego Daniela będą mogły spotkać ich ponownie…
Najnowsza powieść Katarzyny Michalak, oferuje wszystko to, za co autorkę cenią czytelnicy: siłę prawdziwej miłości i wartość marzeń, potężną dawkę emocji i skrywane tęsknoty. Nie zabraknie również bardzo dynamicznych zwrotów akcji, połączonej umiejętnie z wątkiem sensacyjnym.



Po lekturach cięższych, wymagających, zamarzyło mi się czytadło. Na biurku leżała najnowsza książka Katarzyny Michalak, później – w tajemniczych okolicznościach przyrody zniknęła. Indagowana Matkosia, przyznała się do zawłaszczenia, jako że już skończyła, łaskawie przekazała mi i przestrzegła,  że jeśli chcę brać do pracy, lepiej żebym wzięła coś jeszcze bo czyta się szybko i jest bardzo lekka. Uprzedziła, że Jej się podobało i chce część pierwszą bo nie czytała. Wskazawszy lokalizację tomu pierwszego, jednak włożyłam do torebki „Wszystko dla Ciebie”. Przezornie zabrałam też Kubusia Fatalistę, bo zostało mi jeszcze trzy godziny w pracy i muszę coś czytać.
Jeśli zaś chodzi o nową Michalak… będzie ciężko, ostrzegam… oszczędźcie mi ekskomuniki, nie piszę panegiryków i nigdy nie pisałam…
Ania z Jabłoowego Wzgórza, bohaterka „W imię miłości”, dorosła, skończyła studia z pierwszą lokatą, jak Ania Shirley i wszystkie inne bohaterki, prawdziwe i dobre, najwyraźniej w komplet pozytywnych cech wyposażone są li i jedynie prymuski. Jest lekarzem, bo już mając dziesięć lat chciała pomagać dzieciom chorym na raka. Pewnego dnia w okolicach Jabłoniowego Wzgórza, gdzie wróciła aby odpocząć po studiach spotyka pobitego mężczyznę. Tymże herosem okazuje się znany z Wiśniowego dworku Daniel o holenderskim nazwisku(które nosi też ciachowaty piłkarz, który kiedyś krótko grał w Madrycie :P ). Ponieważ pobity facet nie chce jechać na pogotowie, Ania zabiera go do domu… zapytacie dlaczego. Bo przecież gdy ktoś nie chce jechać na pogotowie, nie znaczy, że boi się białych fartuchów, ale raczej nie chce spotkać się z panami w niebieskich mundurach. A ludzie z czystym sumieniem nie mają odruchu ucieczki na widok policjanta(nie ten ustrój). BTW Ania zabiera go do domu, opatruje, bo ma w torbie zestaw „Małego ratownika medycznego”. Opieką nad nieznajomym, w którym rozpoznaje znanego i ściganego hakera(nadal  nie powiadamia organów ścigania), obarcza dziadka i jego żonę, sama zaś jedzie do Gdańska, aby z synem ordynatora pediatrii i swoim loffem(nie tró) tarzać się w rozpuście i pomagać dzieciom. W szpitalu spotyka Piotrusia, porzuconego przez matkę chłopca, który po amputacji nogi zostaje skazany na patologię publicznej służby zdrowia, a Ania jest jedynym ludzkim lekarzem w placówce, która ma nieść pomoc, a brakuje jej chyba tylko kresek do poziomu dr Mengele. Spotkamy starych znajomych z Wiśniowego Dworku i z „W imię miłości”, będzie mafia, miłość, walka dobra ze złem i sporo patologii(wszystko w służbach publicznych).

Mam z tą książką problem… bo czyta się ją szybko, Mamie się podobała, a Ona nie ma złego gustu, zaczytuje się Tyrmandem, kocha klasykę, większość książek mojego życia to Ona mi poleciła… Jej się podobało… mnie mniej, ale może dlatego, że czytałam już za dużo książek w tym samym schemacie? I co tu dużo mówić – mam problem. Przede wszystkim naprawdę nie rozumiem czym się kieruje bohaterka biorąc pod dach mafioza. Myślcie o mnie co chcecie, ale gdyby pod moją furtkę podpełzł człowiek ścigany przez policję, zadzwoniłabym po pogotowie, udzieliłabym mu pomocy, bo to mój obowiązek, ale mógłby mieć ciało Adonisa i twarz Ikera Casillasa a głos Alana Rickmana, ale i tak zadzwoniłabym na policję. I tyle. To jeden z wątków, który mnie drażnił.

Drugi to kontrasty. Nie wiem czy mam prawo to krytykować, bo uwielbiana Musierowicz stosuje identyczny chwyt, mianowicie główny bohater jest dobry, jego świat i przyjaciele mogą być ok, reszta świata to patologia. I u Michalak jest to samo, opis pobytu w szpitalu przypomina raczej… bo ja wiem, karcer w więzieniu o podwyższonym rygorze w kraju X świata… tak jak i opieka społeczna, zrozumcie mnie – ja wiem, że nie wszyscy lekarze, urzędnicy, pielęgniarki to ludzie z idealnego świata Troskliwych Misiów, ale to nie są WYŁĄCZNIE zwyrodnialcy, dręczący ludzi. Mam już dosyć tych czarno-białych światów. Zapewne przez to nie mogłam się wczytać w książkę.
Aha, jeszcze zdenerwowałam się na syna ordynatora, a właściwie na to jak stworzono jego postać… ma być złym, napalonym facetem…  szkoda… tylko dlatego, że tró loffem miał być Daniel? Nie sądzę by Tomasz musiał być taki, jakim stworzyła go Autorka, jeśli tak było to źle świadczy o Ani, że się zorientowała po roku, że facet tylko chce jej się dobrać do majtek.

No i fajnie, znowu wyszło, że zjechałam książke, którą pochłonęła. Dobrze, że Matkoś nie czyta mojego bloga(bo nie dopuszczam do internetu). Nie mogę zjechać tej książki, bo ona spełnia swoją funkcję, relaksuje, jeśli wyłączy się realizm, pewnie jest i motylkowa(bo sceny motylkowe są, ja na nie, nie reagowałam, bo realizm mi się włączył ). Jest to powieść z gatunku czytadeł, która nie dostarczy nam wiedzy o świecie, ale pozwoli raczej o nim zapomnieć i jeśli ktoś właśnie tego potrzebuje – why not?
Ja chyba nie byłam w okresie pt: czytadło bez myślenia, a przynajmniej nie na tyle, ile trzeba…

niedziela, 31 sierpnia 2014

"Człowiek który był Chestertonem" - Krzysztof Sadło

Gilbert Keith Chesterton to nie tylko wybitny i przenikliwy pisarz, ale także chrześcijański myśliciel. Wśród wiernych jego czytelników jest Ojciec Święty Franciszek, który bardzo wysoko ceni jego twórczość.
21 sierpnia 2013 roku biskup Peter Doyle, metropolita angielskiej diecezji Northampton – w której Chesterton przeżył większą część swojego życia – podjął starania zmierzające do rozpoczęcia procesu beatyfikacyjnego.
Książka przedstawia sylwetkę pisarza oraz wybrane fragmenty jego twórczości, w świetle których Chesterton jawi się jako prorok naszych czasów. Publikacja przedstawia stosunek autora do współczesnej mu rzeczywistości oraz koncepcję jej odnowy w duchu Ewangelii.
Czytelnik znajdzie w książce biografię Chestertona, prześledzi proces kształtowania się jego światopoglądu.Zapozna się z poglądami dotyczącymi sfer życia zarówno religijnego, politycznego oraz gospodarczego.Rozdział trzeci stanowi analizę zjawiska, jakim jest imperializm. Następnie zaprezentowano ocenę Chestertona wspomnianego pojęcia oraz innych, modnych także i dziś, terminów, jak: kosmopolityzm, pacyfizm, nacjonalizm, patriotyzm i naród. Wnikliwej analizie zostają poddane również zagadnienia wojny i pokoju.Końcową część publikacji stanowi polemika literata ze znanymi, współczesnymi mu pisarzami, którzy mieli odmienne,dalekie od chrześcijańskiej, wizje co do kształtu dalszych losów cywilizacji.W ostatnim rozdziale przedstawione zostały na konkretnych przykładach historycznych zarzuty pisarza, które formułowanepod adresem Imperium Brytyjskiego i imperializmu w ogóle. W opozycji do nich, pojawia się wątek Polski, w którym zostały przedstawione pozytywne cechy i wzorce. Zdaniem Chestertona, są one dziedzictwem naszego społeczeństwa i wzorem godnym do naśladowania przez inne narody i państwa.

Publikacja służy szerszej popularyzacji spuścizny Chestertona.


Nie znałam wcześniej Gilberta Chestertona. Jednak wydanie tej książki zbiegło się z czasem gdy miałam ochotę na lekturę głębszą, wnoszącą do mojego życia coś ważnego, mądrego. Nie ukrywam, że wabikiem, który na mnie zadziałał było to iż papież Franciszek wielce sobie tego autora ceni. A kimże jestem ja by kontestować gust papieża.

Autor, jest zafascynowany postacią o której pisze, mało tego, bardzo lubi Chestertona. Dobrze gdy biograf odczuwa wieź z bohaterem swych badań, niby to naturalne, ale jednak nie zawsze oczywiste. Krzysztof Sadło najpierw zaczyna od omówienia biografii Chestertona, pisze o jego życiu, rodzinie nawróceniu, zmianie poglądów i o tym jak zmiany w życiu duchowym, religijnym przeniosły się na twórczość. Później przechodzi do kwestii jeszcze mniej przeze mnie znanej, czyli właśnie do poglądów Chestertona, omawia również najważniejsze dzieła autora. Ponieważ, Sadło wspomina iż moje rodzime wydawnictwo – Diecezji Sandomierskiej – wydaje Chestertona, czuję się jeszcze bardziej zobligowana do sięgnięcia po te książki. Nowa postać, wydaje mi się, że w Polsce nieznana. Ta książka jest okazją by poznać pisarza wyjątkowego o interesujących poglądach. Spróbujcie!



Ciężko mi recenzować książkę o człowieku, którego nie znałam, nie wiem czy ta biografia jest wyczerpująca, nie wiem czy jest prawdziwa… nie mam jednak powodu by zakładać, że autor chciał mnie okłamać. Krzysztof Sadło pisze z pasją i poczuciem misji, jaką jest promowanie człowieka, którego ceni. Ja, po lekturze tej książki zaczęłam lubić Chestertona, chociaż jak każdy konserwatysta, jest specyficzny, a dodatkowo jako nawrócony konserwatysta… prawie jak ortodoks….
A jednak pomimo czasu jaki upłyną od chwili, gdy pisał swoje przemyślenia, to jednak identyfikuję się z nimi, zgadzam się z jego tezami – pokrewieństwo myśli, na przekór czasom – wspaniała rzecz.
No, ale posłuchajcie:
Nikogo nie dziwią dyskusje o istocie parlamentaryzmu. Ten temat uchodzi za poważny. Ale nie wolno się spierać o naturę grzechu, gdyż natura grzechu nie ma żadnego znaczenia. Różnica zdań co do systemu podatkowego jest powszechnie akceptowana. Różnica zdań co do celu ludzkiej egzystencji jest uznawana za nieważną i nie wypada o niej wspominać.”
Lub,
„Lubimy mówić o postępie, ale postęp, jakim go rozumiemy, to ucieczka przed pytaniem o dobro.”

 I spuentować mogę pierwszym zdaniem z książki:
„Prawdziwi mędrcy to ludzie, których słowa i opinie trwają wieki, jednocześnie nie tracąc nic ze swojej aktualności.”

Dlatego namawiam Was właśnie na tę książkę

gdy dzwoneczek się odezwie... biegniemy do szkółki

Gdy chodziłam do szkoły Mama śpiewała mi tę piosenkę pod koniec wakacji, bo wiedziała, że mnie będzie
to wkurzało. Dziś to ja śpiewam w myślach moim uczniom. Nie dla mnie już kompletowanie wyprawki, odliczanie dni do matury, robienie ściąg itp.

Z jednej strony... szkoda, z drugiej, lubię moje prace, lubię to, że jestem panią własnego czasu, nikt mnie nie wbija w krzesło na 45 minut i nie każe startować z bloczków startowych, po to bym tylko dostała ocenę... Z drugiej strony w szkole było sporo fajnych chwil... no, ale to se ne wrati.

Sierpień to dla mnie, nie miesiąc zakończenia wakacji, ale miesiąc jak miesiąc. Wprawdzie korzystam, z promocji na artykuły szkolne i obkupiłam się w zakładki indeksujące(zapas - ogromny).



Jak wiecie, w tym miesiącu wyskoczyłam na urlop, krótki bo dostałam nową pracę, która oprócz masy radości, sprawi, że:
- odłożę nieco grosza i oficjalnie odkupię od Taty Rydwan Szatana
- w koszyku w zapachyswiata.eu mam pełen koszyczek i czekam na przelew
-  kupa książek do kupienia

Z powodu mojej nowej pracy urlop był krótki, ale intensywny, zdjęcia i relacje mogliście oglądać na Instagramie i Fanpejdżu bloga. Spacerowałąm, opalałam się i czytałam.
Niestety filozoficznie, znowu leżę :(, ale przesłuchałam jedną książkę audioo


Przeczytałam w sumie osiemnaście (18) książek. Edit. jednak Dziewiętnaście.

Szczególnie chciałabym Wam przypomnieć o:
"Powstanie `44"
"Zaczaruj mnie"
"Celebryci z tamtych lat"
"Uwaga to może być miłość"
"Stulecie chirurgów"

Z najsłabszymi mam problem... ciężko było przy okazji:
"Domu złudzeń"
Jeśli już muszę jakąś wybrać



Książek było o jedną mniej niż w ubiegłym miesiącu, ale dwie książki mam na ukończeniu. Może jedną dziś skończę...

Stosik zaprezentuję Wam, jutro, na dniach pokażę Wam też wszystkie moje woski :)

Powiedzcie, jak Wam minął miesiąc? Zadowoleni jesteście?


A tutaj podsumowanie w zdjęciach z Instagrama, bo nie chcę burzyć idealnego kształtu innymi zdjęciami:




Mam ochotę napisać Notkę o wypoczynku w Nałęczowie, ale nie wiem czy powinnam. Spędziłam tam świetne chwile... ale było parę rzeczy, przed którymi chciałabym ostrzec, a kilka bardzo polecam... 
Zobaczę czy znajdę czas.

"Faceci od kuchni" - Comme un chef 2012

Doświadczony kucharz musi walczyć o swoją pozycję z konkurencyjnym szefem kuchni specjalizującym się w gastronomii molekularnej.


Na początku tego roku(tak – dobrze widzicie, rychło w czas się obudziłam), postanowiłam oglądać więcej nowych filmów, oglądać regularnie. Oglądam filmy i seriale, gotując, piekąc i malując paznokcie, ale jestem sentymentalną idiotką i lubię wracać do tych, które znam. Dlatego tak mało tutaj refleksji z oglądniętych filmów, bo albo je już opisywałam, albo są taką klasyką, że uważam iż byłaby to z mojej strony arogancja porywać się na opisywanie absolutnych klasyków. Teraz będę miała okazję do częstszych seansów i może do końca roku dobiję do 52 oglądniętych filmów(analogia do akcji 52 książki).

Dziś oglądałam „Facetów od kuchni”, film który spodoba się wszystkim fanom filmu „Julia&Julia”.
Jacky jest utalentowanym kucharzem, który ze śmiertelną powagą podchodzi do gotowania, kanon to dla niego świętość, nie lubi ludzi którym wszystko jedno jak jedzą i co. Z tego powodu jest bardzo niepokornym pracownikiem i raz po raz traci pracę. Ponieważ jego partnerka stoi już niemalże na progu porodówki to Jacky musi podjąć zatrudnienie, aby zapewnić byt swojej rodzinie. Pracą tą okazuje się malowanie okien w ekskluzywnym domu spokojnej starości, tam jego drogi krzyżują się z drogami Aleksandra, legendarnego mistrza kulinarnego, który jest dla Jackiego bogiem. Aleksander, sam z zagrożoną posadą proponuje kucharzowi bezpłatny staż… gwarantuje nam to sporo zabawnych sytuacji przy starciu tytanów, sporo wzruszeń oraz walkę o przetrwanie w świecie kulinarnym.

Film nie jest arcydziełem, jest przewidywalny, ale bardzo sympatyczny. Zapanowała moda na gotowanie a w tym filmie możemy zobaczyć wspaniałą kuchnię i dobrych aktorów. Ogląda się go bardzo przyjemnie i widziałam, że oczarował już wiele blogerek. Jak tylko wrócę z pracy, podrzucę film Mamie… niech odpocznie od kryminałów.

Moim zdaniem film jest naprawdę dobrym pomysłem na słotne, ponure sobotnie popołudnie, gdy w piekarniku siedzi ciasto na niedzielę, a my chcemy złapać trochę oddechu. Może i żarty nie są najlepszych lotów, ale świetnie obsadzone główne role, dobrze kompensują, jakieś tam braki.
Polecam bez wyrzutów sumienia.


39/52

sobota, 30 sierpnia 2014

"Inicjały zbrodni" - Sophie Hannah

Prawie 40 lat po premierze ostatnich przygód Poirota — nowa powieść z udziałem słynnego detektywa i nowa autorka, wybrana przez spadkobierców Agathy Christie!
Od czasu, gdy w 1920 roku jej pierwsza książka ujrzała światło dzienne, powieści Agathy Christie sprzedały się na świecie w łącznym nakładzie ponad dwóch miliardów egzemplarzy. Teraz, po raz pierwszy w historii, spadkobiercy pisarki zgodzili się na publikację nowej powieści z udziałem jej najsłynniejszego bohatera.
Londyn, lata dwudzieste ubiegłego wieku. Gdy Hercules Poirot rozkoszuje się atmosferą spokojnej kolacji, nie wie, że jego śledczy talent zostanie wystawiony na próbę. Wszystko za sprawą młodej kobiety, która wyjawia mu, że zostanie zamordowana. Mimo przerażenia błaga detektywa, by nie szukał mordercy. Jej śmierć wyrówna rachunki.
Tego samego wieczoru Poirot dowiaduje się o zamordowaniu trzech gości w modnym londyńskim hotelu. W ustach każdego z nich znaleziono… spinki do mankietów. Czy zbrodnia ma związek z tajemniczą kobietą?
Podczas gdy Poirot usiłuje połączyć kolejne elementy układanki, morderca przygotowuje hotelowy pokój na wizytę czwartej ofiary…
Dzięki talentowi Sophie Hannah, niesamowicie skomplikowana zagadka z pewnością porwie zarówno oddanych fanów twórczości Agathy Christie, jaki i młodsze pokolenia czytelników, dla których będzie to pierwsze spotkanie z Herculesem Poirot. Nowa powieść z udziałem najsłynniejszego detektywa wszech czasów, stworzona przy pełnym poparciu spadkobierców Christie, to najważniejsze wydarzenie roku dla wszystkich fanów kryminałów na świecie.



Być może pamiętacie mój ogromny żal, po lekturze „Kurtyny”, strasznie ciężko było mi się rozstać z Poirotem, moim ukochanym detektywem… jednak gdy usłyszałam, że inna autorka porwała się na… nie na sequel, bo jednak akcja nie dzieje się po zakończeniu, nie na prequel, bo to też nie są wcześniejsze losy Poirota, tylko na nową książkę z akcją w latach dwudziestych, a międzywojnie to szczytowa forma Herkulesa, to miałam mieszane uczucia… z jednej strony było „jupiiiii Herkules wrócił” a z drugiej „o kurczę, czy ktoś odtworzy ten klimat”. Ta książka ma trudny start, nie towarzyszy jej jednoznaczny entuzjazm, to sceptycyzm, lub wręcz wrogość…

Jest rok 1920, Londyn Poirot odbywa dziwaczną rozmowę, młoda dama zwierza mu się ze swych obaw, czyni to chaotycznie ze strachem, jakby uciekała, jakby ktoś czyhający na jej życie, deptał jej po piętach. Poirot jest pod wrażeniem, autentycznie przejął się młodą dziewczyną, gdy dowiaduje się o trzech morderstwach popełnionych w wytwornym hotelu nabiera przekonania, że jego znajomej grozi niebezpieczeństwo, bo w usta ofiar włożono spinki do mankietów, a te występują w parach, czyli… gdzieś jest jeszcze jedna spinka… Jak to zwykle bywa, wraz z rozwojem akcji pojawiają się nowe wątki, wychodzą na jaw nowe sekrety…



Fabuła nie jest tak istotna, bo i tak zostaniemy okręceni jak przy grze w ciuciubabkę… czytając tę książkę zastanawiałam się czy gdybym nie wiedziała, że to NIE Christie, czy bym się zorientowała….
Twórczość Christie charakteryzuje się pewnymi elementami, dzięki którym fani ją kochają. Po pierwsze: zamknięte pomieszczenia i ograniczona liczba potencjalnych sprawców, tutaj w punkcie wyjścia mamy tych sprawców mrowie, bo wszyscy pracownicy hotelu.  Zawężenie sprawców… następuje w dosyć naciągany sposób, oczywiście – prawdziwy, ale ja pewnych osób tak prędko bym nie wyeliminowała. Poirot też nie. Druga rzecz, Christie zawsze dawała czytelnikowi, wszystkie informacje by ten mógł rozwiązać zagadkę, polemizowałabym… a razem ze mną wszyscy Ci, którzy dawali się zwodzić Agacie… w tej książce nie zgadłam, ani mordercy, ani scenariusza… zastanawiam się, czy można odgadnąć rozwiązania, zwłaszcza, że ważnym punktem w dojściu do tegoż jest coś co Poirot widzi, a co nie jest opisane…

Czy Poirot jest Poirotem? Z pozoru tak, jest arogancki, wnikliwy, oddaje szarym komórkom co boskie, jest pedantyczny, tylko że… nie umiem tego nazwać, coś zgrzyta… ja Poirota uwielbiałam, Christie nie tolerowała jego zarozumialstwa… dla mnie był w tym zarozumialstwe kochany, tymczasem ten Poirot jest irytujący… wszystko trzyma w sekrecie… ten kanoniczny Poirot też tak robił, ale książki były krótsze niż ta najnowsza i to aż tak nie wkurzało.
Właśnie… długość… klasyczne powieści Christie miały max 200 str. I to kieszonkowego formatu, ta jest w poró1)naniu z nimi… monumentalna. W pewnym momencie to strasznie dużo… w głowie nam się kręci od gry w ciuciubabkę a zakończenia wciąż nie widać.

Rzecz najważniejsza, u Christie intryga była prosta, tak prosta, że odgadnięcie jej zakrawało na geniusz. Ona była prosta jak koronka, składała się z prostych elementów, jak koronka składa się z oczek i półsłupków, po to by summa summarum stworzyć coś zachwycająco misternego. Te największe zbrodnie nie opierały się na przypadku, dyktowane były przez miłość, zazdrość, zemstę… w tym wypadku jest podobnie, tylko że plan na samym wstępie jest misterny.  Jest sporo komplikacji… i gdyby nie wielka mowa Poirota to zgłupiałabym do reszty. Właśnie – wielka mowa, zwykle to było ukoronowanie powieści, tutaj Autorka wzięła przykład ze współczesnych filmów, czyli finał musi być dynamiczny, co jest może zajmujące, ale nie pasuje do Christie z jej klasycznym wdziękiem.
Czas akcji. Christie czuła czasy o których pisała… autorka nie zna ducha lat dwudziestych, skrzywiłam się gdy przeczytałam wyraz cholera i wiem, że zgodnie skrzywiłaby się i Agata i skrzywiłby się Poirot, sto lat minęło i takie słowa nas już nie rażą, ale w latach dwudziestych to był zwrot, którym się nie rzucało.



Mogłabym tak pisać i pisać, ale to trochę bez sensu… ciężko naśladować Mistrzynię, może byłoby to łatwiejsze, gdyby Christie nie napisała tylko książek, bo wtedy czytelnicy nie mieliby kiedy poznać dogłębnie jej stylu. Autorka, której przyszło zmierzyć się z genialnie skonstruowanym belgijskim detektywem, miała zadanie ze wszech-miar trudne, napisanie kryminału w stylu Christie, jest praktycznie awykonalne(chociaż mamy udane próby i na polskim ryku).

Nie jest to doskonała próba naśladowcza ma liczne błędy, ale mimo wszystko jest to dobry kryminał, jak się przymruży oko, lub dwa możemy wrócić do klimatu retro znanego z powieści Christie.
Dobrze się bawiłam podczas lektury, gdy wyłączyłam instynkt Christie-loga i włączyłam tryb rozrywki.
Nie skreślajcie zbyt szybko tej książki…  będziecie żałować. Ale też nie nastawiajcie się na geniusz w stylu Orient Expressu, dziś nie ma już takich książek…

piątek, 29 sierpnia 2014

rzecz o... dzikiej fidze

Gdy otworzyłam paczkę z nową kolekcją zapachową od yankee candle figi najmniej przypadły mi do gustu. Nie chodzi o brudno-fioletowy kolor, ani o etykietę. Fioletowy ex definitione jest ładny, a etykietka? Sugeruje nam soczyste, przewrotne owoce. 

Nie podszedł mi zapach... zmartwiło mnie to... schowałam figę w najciemniejszy kąt i postanowiłam poczekać na lepszy czas...



Na sucho zapach jest ciężki, mocny... czy przypomina prawdziwą figę i to jeszcze dziką? Nie wiem... w Polsce najbardziej rozpowszechnioną figą jest figa z makiem, również figi suszone używane są powszechnie do ciast. Ja ich nie jadam, bo ne jestem admiratorką ciast z ilością sporą wszystkiego(np ćwibak).

Ale od wosków przestałam oczekiwać, że będą pachniały tak jak obiecuje producent, mają pełnić swoją funkcję, pachnieć ładnie a te jesienne rozgrzewać i po powrocie do domu miło otulać. 

To, że figi są ciężkie to nie zarzut, gdy wrócę do domu w deszczowy dzień będę potrzebowała właśnie takiej dawki ciepła, ciężkiej jak wełniany pled...



Mimo wszystko jednak nie umiem rozkochać się w figach. Nie jest to zapach tak nietrafiony jak chociażby UTP, ale jako jedyny zapach z jesiennej kolekcji ten mnie nie zaczarował... nawet nie wiem czy kupię jeszcze ten wosk... z pozostałymi zapachami nie mam takiego problemu, wiem, że będzie zapas :P

Ten zapach, jak wspomniałam jest mocny, ciężki, ociupinkę duszny, ale czuć w nim słodycz owocu i jego soczystość... nie wiem... mam bardzo ambiwalentny stosunek do tego wosku... bywa, że w takich sytuacjach dopiero za którymś paleniem nabieram serca do wosku... jeśli tak się stanie - na pewno Was poinformuje.


Tych co chcą na bieżąco śledzić co palę zapraszam na mój profil na Instagramie. 


             Ten  i inne zapachy kupicie na goodies.pl



Wybaczcie słabszą jakość zdjęć, Tata zabrał lustrzankę. O której dowiedziałam się, że jest lustrzanką wracając z urlopu :P

czwartek, 28 sierpnia 2014

"Samotność bramkarza" - Víctor Valdés

To nie będzie banalna autobiografia!
Paraliżujący lęk przed każdym meczem. Koszmarna presja ze strony kolegów z drużyny, trenerów, kibiców, mediów. Świadomość, że błędy są nieuniknione. Zawodowa kariera taka sama jak każda inna – z wyrachowania, nie z miłości do piłki.
Pozwól się zaskoczyć tej książce. Daj się jej zainspirować.
Poznaj autorską #metodęV, która uczyniła Víctora Valdésa niepokonanym w bramce i w życiu. Wykorzystaj ją, aby realizować Twoje własne cele. Najmocniej krytykowany i najbardziej utytułowany bramkarz w historii FC Barcelony na pożegnanie z Katalonią zdradza źródła swoich niewyobrażalnych sukcesów.



Victor Valdes był moim ulubieńcem w Barcelonie, zawsze i niezależnie od wszystkiego mogłam go wyszydzić. Wprawdzie gdy ostrzygł się na łyso było to nieco trudniejsze, bo Kasiek zwykle szydził z faktu iż ten wybitny bramkarz więcej czasu spędza na pieczołowitemu poprawianiu pędzla na czubku, niż na skupianiu się na grze. Zwykle Kaś twierdził, że Valdes jest tak marnym bramkarzem, że nie postawiłabym go na bramce w mojej wiejskiej knajpce, nie wspominając o moim wiejskim klubie. Niemniej jednak nie mogę przeoczyć tego iż faktycznie jest bardzo utytułowany. Z Hiszpanią zdobył tytuły Mistrzowskie(siedząc na ławce, no ale trudno). Grał w Barcelonie w najlepszych jej latach, gdy ta tryumfalnym pochodem zmiatała z drogi inne kluby. I chociaż Kasiek stanowczo twierdził, że Valdesa w tych sukcesach jest taka sama jak chociażby Kaśka, bo całą robotę odwala defensywa, a on stoi i poprawia włosy, to jednak oficjalnie nikt mu tych tytułów nie zabrał. Kibice też go wyśmiewali. Takie życie gwiazdy, a może najsłabszego ogniwa? No właśnie… jaki jest VV?



Pierwsze myśli Kaśka po rozpoczęciu lektury były nienajlepsze, oto VV ma pokazać nam jak radzić sobie ze stresem i presją. Natenczas Kasiek potężnie ziewną, zerknął sceptycznie i uznał, że to zasłużona kara za czytanie o graczach Barcelony, że oto duch Santiago Bernabeu się na mnie mści. Jednakże, ponieważ Kasiek też ma problemy z radzeniem sobie ze stresem i presją i podówczas źle mu się śpi, nie może jeść itp. Postanowił sprawdzić, a nuż nauczy się czegoś od gwiazdy footballu.
Valdes opowiada o swoim życiu i na własnym przykładzie pokazuje, że ze wszystkim można sobie poradzić. Ba! Ma nawet podobne metody co Kaś, co Kaśka bardzo podbudowało, bo od lat widzę we śnie jak unoszę puchar Ligi Mistrzów.  Victor Valdes pisze poradnik, ale nietypowy, przede wszystkim aby przekonać nas, że wie o czym pisze w sposób bardzo intymny opowiada nam o rzeczach, które każdy kibic piłkarski jeszcze pamięta, ale widział je od strony mediów, kibiców, nie od strony zainteresowanego VV.
Powiecie – ha ha – może sobie udzielać rad, zarabia miliony, jest zabezpieczony do końca życia, łatwo się płacze w Mercedesie itp. Tak, VV nie ukrywa, że pieniądze zrekompensowały mu sporą ilość traumy, ale wcale nie były lekiem na całe zło. Owszem on cieszy się, że ma pieniądze, że to co przeżył przyniosło mu stabilizację, ale opowiada o chwilach ciężkich, o presji która odbiera oddech, o odłączeniu od rodziny, samotności i krytyce. O skuteczności jego poradnika nie będę się wypowiadała, bo nie mam zamiaru go stosować w całości, jeszcze nie jestem pod ścianą(czy też pod linią bramkową). Niektóre z jego sztuczek stosowałam już wcześniej.
Chciałabym Wam polecić tę książkę nie ze względu na to, że pomoże Wam zwalczyć stres, ale dlatego, że pokaże Wam znanego piłkarza w innym świetle. Mnie los VV poruszył, nie spodziewałam się po nim takiej wrażliwości i takich przeżyć…



Naprawdę polecam, można na FCB spojrzeć z innej perspektywy, bez względu na to czy jest się za, czy przeciw nim. Takie książki pozwalają nam zobaczyć w innym świetle piłkarskich gigantów, wreszcie możemy zobaczyć w nich zwykłych ludzi, a nie tylko maszynki do produkowania kolejnych pucharó1).

Polecam!!

"Zabawka diabła" - Matt Richtel

Co piętnaście lat podwaja się liczba osób cierpiących na poważne zaniki pamięci. Produkcja pamięci komputerowych podwaja się co dwa lata. Między tymi faktami istnieje silniejszy związek, niż ktokolwiek byłby gotów przypuszczać.Lane Idle zna pewną tajemnicę, ale jej nie pamięta. Niczego nie pamięta. Ma ponad osiemdziesiąt lat i cierpi na starczą demencję. To niedobrze, tak się bowiem składa, że jeśli jej tajemnica nie zostanie ujawniona, świat czekają ogromne zmiany. Zdecydowanie na gorsze.Nat Idle jest dziennikarzem śledczym. W miarę możliwości stara się opiekować dotkniętą starczą demencją babcią. Kiedy pewnego dnia wychodzi z nią na spacer do parku, padają strzały. Okazuje się, że to oni byli celem ataku. Uciekając przed gotowymi na wszystko prześladowcami, Nat trafia na trop gigantycznej afery sięgającej korzeniami do samego serca Doliny Krzemowej. Klucz do zagadki, którą musi rozwikłać, by ocalić życie, jest ukryty we wspomnieniach ponad osiemdziesięcioletniej staruszki. Problem w tym, że tych wspomnień – przynajmniej pozornie – już nie ma…

„Zabawka diabła” trafiła w moje ręce zupełnie przypadkowo. Nie skusiłabym się z własnej woli na książkę opisywaną jako thriller, bo jestem zbyt strachliwa na takie rozrywki. Kiedy nie mogłam się przemóc uznałam, że wezmę ją do Nałęczowa, skończą się inne książki – nie będę miała wyjścia, będę musiała wziąć byka mojego strachu za rogi.

Nat Idle jest dziennikarzem śledczym, zawód czyni mu wrogów, w wielu środowiskach, ale kiedy wychodzi na spacer z ukochaną babcią i padają strzały, broń nie jest wycelowana w niego. Co może wiedzieć staruszka, której pamięć to jedno wielkie kłębowisko, skrzyżowane z niewiadomą? Z tym będzie ogromny problem. Okazuje się, że babcie Nata bierze udział w Krucjacie Pamięci, czyli nagrywa swoje wspomnienia na komputer z myślą o przyszłych pokoleniach. Informacje, które ujawnia dają jej wysoki priorytet. Co widziała babcia? I co pamięta, chociaż wszystko wskazuje, że nie pamięta niczego? A to ściąga na nią ogromne niebezpieczeństwo.

Na szczęście książka nie okazała się taka straszna jak przypuszczałam, dało się ją spokojnie czytać w pełnym słońcu i nawet wieczorem.  Książka ma oczywiście aurę tajemnicy, to uczucie, że ktoś dyszy nam po plecach, bo bez takich elementów kryminał, a zwłaszcza thriller byłby szmirą.

„Zabawka diabła” jest napisana bardzo przyzwoicie, mamy gradacje napięcie jak w serialu, czyli rozdział kończy się często w takim miejscu, że od razu MUSIMY zacząć kolejny. Sam pomysł na fabułę nie jest zły , ale… mnie ta książka nie chwyciła. Nie rozumiem dlaczego, bo thrillerów się boję, ale lubię takie zagadki. Tymczasem w tej książce wydawało się, że wszystko jest na swoim miejscu, ale jednak czegoś mi brakowało. Czegoś co uniemożliwiało mi zaangażowanie się w powieść.
Niestety ;/

Ale!! Mamy miły polski akcent babcia Nata pochodzi z Polski ;)

środa, 27 sierpnia 2014

"Celebryci z tamtych lat. Prywatne życie wielkich gwiazd PRL-u" - Aleksandra Szarłat

Skandalami z ich udziałem żył cały kraj. Kreowali trendy, spełniali się artystycznie, zadzierali z władzą i cenzurą, czasem szokowali. To dzięki nim socjalistyczna Polska, szary kraj z betonu, nabierał czasem zupełnie niezwykłych barw. Kalina Jędrusik, Daniel Olbrychski, Stanisław Mikulsku, Beata Tyszkiewicz, Maryla Rodowicz, Andrzej Łapicki, Wojciech Gąssowski i wielu innych. Czy można ich nazwać celebrytami? Oczy całego kraju zwrócone były właśnie ku nim.Jak się bawili? Jak spędzali wolny czas? Skąd brali ekstrawagancje stroje? Czym jeździli? Gdzie należało bywać, by trafić do towarzyskiej śmietanki?
Aleksandra Szarłat maluje barwny portret celebryckiego świata minionej epoki, który wzbogaca cała masa żartobliwych anegdot opowiadanych przez samych bohaterów tamtych czasów. Wiele z nich nigdy dotąd nie była jeszcze publikowana!
Książka jest sentymentalną opowieścią o tym, jak wyglądało życie za kulisami ówczesnego showbiznesu, tak różnego, niejednokrotni ciekawszego od tego, który znamy współcześnie.
Plotki, historie prawdziwe i legendy o gwiazdach PRL-u układają się w pasjonującą opowieść o słodko-gorzkich czasach, które – choć bywały trudne – wciąż przez tak wielu darzone są ogromnym sentymentem.


Już jutro, czyli 27 sierpnia premierę ma książka z którą ostatnio spędziłam bardzo mile czas. Książka klimatyczna, do rozczytania się i podróży w czasie, a może i kolejny pretekst do westchnięcia o tempora, o mores, pomimo upływu czasu wciąż jestem pod wrażeniem trafności Cyceronowego okrzyku, ba! Kiedyś przez pół nocy rozprawiałyśmy o tym z przyjaciółką, analizując to zawołanie… Czytając tę książkę, znowu miałam pretekst do zastanowienia się nad zmianą czasów, nawet nad upadkiem obyczajów, tym razem w sferze high lifeu.

Celebryci PRL-u temat dla mnie znany, li i jedynie z opowieści Rodzicieli, którzy wciąż z nostalgią wspominają gwiazdy tamtych lat. Coś w tych wspominkach musi być, bo nawet ludzie z mojego pokolenia(i młodsi) chętnie sięgają po płyty z utworami piosenkarzy z PRL-u zwykle zastanawiam się nad klasą tamtej sztuki(oczywiście abstrahując od idei sztuki ideologii socrealizmu). Kto dziś będzie pamiętał, Mandarynę, Dodę, czy innych topowych wykonawców sezonu. Ciężko mi wskazać gwiazdę, która pomimo upływu lat trwa i trwa(chociaż są takie i w to nie wątpię), ale Anna German, Osiecka, Rodowicz, Stanek to nazwiska obecne w domach tysięcy Polaków.  Daniel Olbrychski wciąż jest utalentowanym aktorem a nie tylko zmanierowaną gwiazdką z ładną buzią. Czy to możliwe, że w PRLu liczył się talent i on się bronił, pomimo represji, podwójnej moralności?
Aleksandra Szarłat zabiera Nas do świata celebrytów tamtych szarych lat, gdy ubrania przerabiało się dziesiątki razy, zagranicę widziało się… hmm no właśnie gdzie? W marzeniach? W tej szarości barwnymi ptakami była elita artystycznego świata. Jakże różni byli to celebryci od tych dzisiejszych, nie byli znani tylko z bycia sławnymi. Niegdysiejsi celebryci, ekstrawaganccy, byli awangardą, byli elitą. I Ola Szarłat opowiada o tym świecie, począwszy od miejsc w których się spotykali i upijali oraz upadali na samo dno, poprzez festiwale, nałogi, ubiór… Autorka kreśli barwny portret świata, który dla Moich Rodziców był znany z TV, a dla mnie tylko z opowieści. Jacy byli, co lubili, gdzie bywali, gdzie odpoczywali. Dodatkowo są portrety konkretnych artystów z kompleksowym opisem ich życia. Można się naprawdę wiele dowiedzieć. Ale te notki biograficzne nie przytłaczają.
W treść książki wplecione są nazwiska, które dziś rozpoznaje każdy, Osiecka, Hłasko, Rodowicz, Jędrusik, Dygant, Tyrmand, oni wyznaczali trendy, zmieniali świat. Zmieniali inaczej niż dzisiejsze gwiazdki, nawet jeśli ich życie nie było wzorem moralności, to jednak liczyły się ich dokonanie, a nie liczba orgazmów, lub ich brak. Zmieniali świat nie przez to, że uświadamiali ciemnej tłuszczy jakie buty nosić, ale odkrywali nowe pokłady wrażliwości, pokazywali piękno, czasami wykpiwali świat ponury i szary. Ludzie zawdzięczali im doznania w sferze duchowej i to było piękne. Było minęło?


Chciałabym pogratulować Aleksandrze Szarłat wspaniałej książki. Książki do której się przygotowała, zebrała informacje i wiedziała o czym pisze. Książki, która przenosi nas do zadymionych knajp(według dzisiejszych standardów – spelun), do rozśpiewanych festiwalowych sal, prowadzi Nas prosto na salony ówczesnych elit.

Naprawdę gorąco polecam tę książkę!!




Zresztą polecam też inną książkę Autorki: "Prezenterki" 

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

rzecz o... gruszce z żurawiną

Wspominałam Wam i na FB i na blogu, że wczoraj jesień zawitała na moją podkarpacką ziemię. Pogoda bawi się z nami w "dziada", bo dziś już słonecznie i pięknie, chociaż czuć w powietrzu chłód. 

Do pracy szłam na nocną zmianę, a przed wyjściem do pracy wyszłam ze znajomkami na spacer, przed wyjściem odpaliłam wosk, który intrygował mnie i Mamę od kiedy paczka z woskami do nas dotarła. Pomimo opisu producenta nie czułyśmy ani gruszki, ani żurawiny, ale po prostu poziomki.



Były momenty wczoraj, że za oknem była ściana wody, aż się chciało zagrzebać pod koc i nosa nie wyściubiać. Niestety to niemożliwe. W sukurs w takich wypadkach przychodzą nam woski z serii jesiennej. Żurawina i grusza, ma nie tylko piękny rubinowy kolor, ale pachnie też jak ciepła poziomkowa herbata, ciepła i soczysta.

Lubiłam mieć pod ręką ten zapach, pachnie tak przyjemnie, ale zdarza się, że najładniejszy zapach na sucho, po roztopieniu w kominku jest albo przeciętny, albo wręcz odpycha. 

Do niecki kominka włożyłam tyle, ile widzicie na fotografii. Trochę więcej niż wcześniejszych jesiennych wosków, bo cranberry pear jest łagodniejszy...  a chciałam, żeby żurawinowa gruszka mnie otuliła, a nie tylko wpełzła do kąta. 
Tak jak wspomniałam, wyszłam na spacer a gdy wróciłam zmarznięta chociaż roześmiana, wkroczyłąm do poziomkowego zagajnika. Pachniało jak lody poziomkowe, jak talerzyk wygrzanych słońcem poziomek. 

Jestem zdziwiona, że zapach został wypuszczony na jesień bo jednoznacznie kojarzy się z latem i słońcem, ale faktycznie jest taka jesienna, otulająca nuta. Tak dodatkowo Was zachęcę, że ma w sobie słodycz i ciepło Bahama breeze.


                                                  Ten  i inne zapachy kupicie na goodies.pl

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Wg. Autorów ( w trakcie tworzenia)

Agata Christie (35) Agnieszka Lingas-Łoniewska (7) Aleksandra Szarłat (2) Alex Bellos (1) Alice Hoffman (1) Alina Białowąs (2) Aly Cha (1) Alyson Richman (1) Amy Hatvany (1) Andrzej Kępiński (1) Andrzej Markowski (1) Angele Lieby (1) Angelika Kuźniak (1) Ann Brashares (1) Anna Bikont (1) Anna J. Szepielak (1) Anna Jean Mayhew (1) Annabel Pitcher (1) Anne Brontë (2) Anne Tyler (1) Arthur Conan Doyle (1) Astrid Lindgren (1) Barbara Mutch (1) Barbara O`Neal (3) Becky Wade (1) Bill Bryson (1) Bożena Keff (1) Brenda Reid (1) Brigitte Hamann (1) Brygida Grysiak (1) Carla Montero (1) Carlos Ruiz Zafón (1) Cat Patrick (1) Cecilia Samartin (1) Cesarina Vighy (1) Chandra Hoffman (1) Charles Dickens (1) Charles Frazier (1) Charlotte Brontë (3) Cheryl Strayed (1) Chris Columbus (1) Christian Jacq (1) Chufo Llorens (1) Clive Staples Lewis (2) Colin Campbell (1) Conor Grennan (1) Consilia Maria Lakotta (2) Dan Brown (1) Daniel Silva (2) Danielle Steel (1) Danuta Awolusi (1) Debbie Macomber (1) Denis Brian (1) Dennis Lehane (1) Diane Chamberlain (6) Doda Około-Kułak (1) Dodie Smith (1) Donald Spoto (2) Dorota Combrzyńska-Nogala (1) Dorota Terakowska (2) Dörthe Binkert (1) Elizabeth Gaskell (4) Elżbieta Cherezińska (1) Emilia Sokolik (1) Emily Jane Brontë (1) Emma Donoghue (1) Eric Lomax (1) Erin Morgenstern (1) Eva Weaver (1) Ewa Bauer (2) Ewa Stachniak (1) Federico Moccia (4) Fern Britton (1) Fern Michaels (1) Francine Rivers (3) Francis Scott Fitzgerald (1) Gavin Extence (1) Georgia Bockoven (1) Giovannino Guareschi (5) Grażyna Jeromin-Gałuszka (1) Greg King (1) Grzegorz Sokołowski (1) Grzegorz Strzelczyk (1) Hanna Cygler (1) Helena Mniszkówna (1) Helga Hoškova-Weissowá (1) Hellmut Andics (1) Horacio Verbitsky (1) Håkan Nesser (1) Ibn Warraq (1) Izabela Jung (1) J.J. Renert (1) Jadwiga Czajkowska (1) Jan Miodek (1) Jan Paweł II (1) Jane Austen (2) Janina Fedorowicz (1) Jaume Collel (1) Jean-Jacques Sempé (1) Jean-Paul Roux (1) Jeannette Kalyta (1) Jennifer Kaufman (1) Jennifer Teege (1) Jerzy Bralczyk (1) Jerzy Sosnowski (1) Jill Barnett (1) Joanna Konopińska (1) Joanna Szczęsna (1) Joanne Harris (1) Joanne Kathleen Rowling (5) Jodi Picoult (19) John Boyne (1) John Curran (1) John Green (1) John Grogan (1) John Ronald Reuel Tolkien (2) Jolanta Kwiatkowska (1) Jordi Pons Salas (1) Julia Alvarez (1) Julia Child (1) Julia P. Gelardi (1) Julie Orringer (1) Józef Witko (2) Jürgen Thorwald (2) Ka Hancock (1) Kamil Janicki (1) Kard. Jorge Mario Bergolio (2) Karen Mack (1) Karolina Lanckorońska (1) Katarina Mazetti (2) Katarzyna Archimowicz (1) Katarzyna Kwiatkowska (2) Katarzyna Michalak (13) Katarzyna Zyskowska-Ignaciak (2) Kate Lord Brown (1) Kerstin Ekman (1) Krzysztof Ziemiec (1) ks. Jan Twardowski (1) Leah Fleming (1) Lena Najdecka (1) Lily Koppel (1) Lisa Genova (2) Lisa Kleypas (1) Lisa Scottoline (1) Louisa May Alcott (1) Lucy Ferriss (1) Lucy Maud Montgomery (3) Lucyna Olejniczak (1) M.L. Stedman (1) Maciej Stuhr (1) Magdalena Kordel (2) Marc Llewellyn (1) Marcin Prokop (2) Marek Aureliusz (1) Marek Rybarczyk (1) Margaret Dilloway (1) Maria Dąbrowska (1) Maria Sveland (1) Maria Ulatowska (3) Marilyn Brant (1) Marina Stepnova (1) Martin Sixsmith (1) Matthew Quick (1) Małgorzata Gutowska - Adamczyk (1) Małgorzata Hayles (1) Małgorzata Maj (1) Małgorzata Szejnert (1) Małgorzata Tusk (1) Małgorzata Warda (2) Małgorzata Łukowiak (1) Melchior Wańkowicz (1) Melissa Hill (1) Meredith Goldstein (1) Mhairi McFarlane (2) Michał Heller (1) Mieczysław Mokrzycki (1) Mike Carson (1) Mira Suchodolska (1) Miriam Karmel (1) Mitch Albom (2) Monika A. Oleksa (1) Monika Szwaja (8) Nadine Gordimer (1) Natasha Walker (1) Ned Vizzini (1) Olle Lönnaeus (1) Papież Franciszek (2) Patrick Ness (1) Patrick Pesnot (1) Paul Arden (1) Paullina Simons (3) Penny Jordan (1) Peter Heller (1) Peter Kreeft (1) Platon (1) Pola Kinski (1) Priscille Sibley (1) Rachel Hauck (2) Rebecca Johns (1) Regina Brett (2) René Goscinny (1) Richard Paul Evans (6) Richard Phillips Feynman (1) Robert J. Woźniak (1) Roma Ligocka (1) Ryszard Legutko (1) Sally Bedell Smith (1) Sam Pivnik (1) Samantha Hayes (1) Samantha van Leer (1) Sarita Mandanna (1) Seré Prince Halverson (1) Shelley Emling (1) Stanisław Zakościelny (1) Stephanie Evanovich (1) Stephenie Meyer (1) Sue Eckstein (1) Sue Woolmans (1) Sylwia Chutnik (1) Szymon Hołownia (9) Szymon Sokolik (1) Terry Pratchett (1) Trygve Gulbranssen (2) Tullio Avoledo (1) Victoria Twead (2) Walter R. Brooks (2) Wiesław Myśliwski (2) Wilkie Collins (1) Yrsa Sigurdardóttir (4) Zośka Papużanka (1) Łukasz Maciejewski (1)

Pogoda w mojej okolicy