piątek, 22 sierpnia 2014

"Miłość bez scenariusza" - Tina Reber

Ryan Christensen po prostu chciał być aktorem. Nigdy nie przypuszczał, że będą go ścigać wielbicielki, paparazzi zaczną zatruwać mu życie, a hollywoodzkie wytwórnie będą na wyścigi zabiegać o jego względy, zechcą go mieć na własność. Podczas kręcenia kolejnego filmu, Ryan ucieka do pubu przed tabunem rozhisteryzowanych fanek, znajduje tam znacznie więcej, niż się spodziewał…Taryn Mitchell leczy rany po niedawnym zawodzie miłosnym i trzyma mężczyzn na dystans. Kiedy jednak do jej pubu niespodziewanie wpada boski Ryan Christensen, daje się zauroczyć temu sympatycznemu, dowcipnemu i nieziemsko przystojnemu mężczyźnie. Szybko stwierdza, że zakochała się w Ryanie. Czy jednak ich uczucie okaże się wystarczająco mocne, by przetrwać natręctwo paparazzi, sensacyjne publikacje w bulwarówkach nagłówki gazet i zazdrość niezliczonych wielbicielek?


Prosto z urlopu poszłam do pracy, dlatego na razie nowych książek do opisania brak, ale za to mam jeszcze w zapasie urlopowe czytadła… Dziś będzie o książce z którą spędziłam najwięcej czasu, objętościowo była spora i nie czytało jej się tak szybko, jak mogłaby sugerować tematyka.
Być może rzuciła Wam się w oczy okładka, bo książka jest teraz popularna. Czy słusznie… hmmm posłuchajcie:
Taryn prowadzi bar, jest kobietą zamożną z grupą szalonych przyjaciół. Pracę utrudnia jej kręcony w okolicy film z Ciachem-nad-Ciachai, którego to obecność przyciąga masy fanek i blokuje miasto. Pewnego dnia, uciekając przed fankami, owo Ciacho, czyli Ryan wpada do jej baru. Ona oczywiście zna jego twarz, ale nie ekscytuje się samym faktem przebywania w jego towarzystwie. On jest jej wdzięczny, zaczynają rozmawiać, on upaja się jej normalnością… ona ma nadzieję, że nie zakocha się w człowieku, który nie może z nią być. Tymczasem życie płata figle, ale życie to nie bajka i związek nie jest udany tylko dlatego, że obie strony tego chcą.

Jak widzicie fabuła jest prosta jak konstrukcja cepa, to bardziej rozbudowana komedia romantyczna, książka byłaby fajnym pierwowzorem serialu. Tylko nie mogę się zdecydować kogo obsadziłabym w roli ciacha nad ciachami.
W pewnym momencie zaczęłam się obawiać, skoro zasadniczy problem się rozwiązał o czym będzie dalsza część książki? Czy to będzie stwarzanie problemów na siłę, próba rozdzielenia bohaterów czy co?
„Miłość bez scenariusza” to współczesna wersja bajki o Kopciuszku, bo i teraz skoro książęta na wymarciu ich rolę przejęli celebryci. Faktycznie tabuny niewiast rzucają bielizną w gwiazdy oraz skłonne są wiele uczynić by znaleźć się w pobliżu swoich idoli. Tymczasem Taryn nie jest z tego świata, nie gości na pierwszych stronach brukowców, Ryan jest dla niej Ryanem, a nie Ryanem-Aktorem, to wydaje się być niezbędne by ta historia zaistniała, kluczowe jest że Taryn zakochuje się w człowieku z krwi i kości a nie celebrycie. Tymczasem Ryan traci dla niej głowę bez reszty. To też wpisuje się w kanon, my kobiety chcemy by zwrócił na nas uwagę facet, który mógłby mieć każdą. Lekceważymy idący zaraz za taką popularnością problem, mianowicie kwestię zaufania… ale w tej pierwszej fazie, życie zwykle jest usłane różami i problemów się nie widzi.


Nie będę Was przekonywać o niezwykłej głębi tej książki, o dylematach moralnych, bo to jest książka na wakacje. Czytadło, dobre, ale gdy mamy ochotę odpocząć.
To co napisano na okładce, chociaż w celach reklamowych jest prawdą, ta historia jest piękna i wzruszająca, czy realistyczna – darujcie nie znam aż tak wysokich sfer. Za nauczycielami nie biegają paparazzi, a jeśli już to nie w takim celu co za Ryanem.

Czytałam tę książkę z autentyczną przyjemnością i ciekawością. Książką na pewno przyciąga wzrok intrygującą okładką, okazuje się, że wnętrze też jest bardzo przyjemne i motylkowe.
Zaczyna się weekend – pomyślcie czy nie macie ochoty na relaks z taką sympatyczną książką.



czwartek, 21 sierpnia 2014

rzecz o... serniku z jagodami

Do tej pory miałam do czynienia tylko z woskami YC i Kringle. Wprawdzie są w Lublinie woski, mniej znanych marek, ale nie odważyłam się spróbować.  Autorska produkcja sklepu scented trafiła do mnie do domu i wprawiła mnie w stan, lekko niespokojny(jako te deszcze). Zaraz po otrzymaniu przesyłki wyjechałam na urlop i wzięłam woski sprawdzone(Yankee, bo dobrze od kominka odchodzą, a jak z tymi - nie wiem).


Wosk leżał sobie zafoliowany na biurku... leżał i pachniał. Gdy siedziałam przy komputerze ciągle czułam jagody, jagody to lato, to słońce to wakacje, to najlepsze pierogi z jagodami... to wyprawy na jagody - bladym świtem. Same miłe rzeczy.

Nie jadłam nigdy sernika z jagodami... dla mnie sernik to klasyczna prostota, bez dodatków, ewentualnie z brzoskwiniami. W wosku na sucho nie wyczuwałam kulinarnych nut, czułam po prostu jagody, przebrane, prosto z lasu...

 


Z każdym zapachem jest tak, że łatwo przesadzić, łatwo pójść w stronę chemii totalnej, a nie o to chodzi, jeśli chcemy, żeby nasz dom pachniał roztworami chemicznymi zamieniamy je w laboratorium, lub meldujemy się w pracowni chemicznej.
Ten wosk, chociaż ma smerfowy zapach, który z jagodami się nie kojarzy, to jednak ma ten zapach lasu, naturalność i świeżość. Powtarzam - ja nie czuję w nim sernika, jakiegokolwiek ciasta, ja czuję w nim świeżość lasu. Dodatkowo podbitą jakimś eukaliptusem.

Po zmianie... jeśli nachylimy się blisko kominka, lub damy więcej wosku dostaniemy taką ciepłą nutę, jakby dopiero otworzono piekarnik...  co dodatkowo plusuje, bo mam dziś za oknem słotną pogodę.

Zapach się zmienia, nie jest taki sam, nie jest nudny. Raz wygrywają jagody, raz ta świeżość. Fajnie to pachnie. Poszalałam i wrzuciłam do kominka prawie pół. Po wypłacie zrobię większe zakupy.

A roztapiający się niebieski wosk w białym kominku przypomina mi dlaczego produkty z Gżelu, gżel, są takie popularne. Klasyczne piękno


 


"Zaczaruj mnie" - Karolina Frankowska

Od czasów serialu Przyjaciele nie opowiedziano takiej historii o przyjaźni!
Literacki debiut Karoliny Frankowskiej, która stworzyła serialową prawniczkę Agatę Przybysz uwielbianą przez miliony widzów. Teraz opowie nową, wciągającą historię – poznajcie Zosię, Bartka i Kaśkę.
Świeżo upieczona magister psychologii Zosia ma masę planów na przyszłość, ideałów, zapału i… boleśnie zderza się z rzeczywistością. Zamiast wymarzonej pracy w zawodzie psychoterapeuty ląduje w biurze doradztwa zawodowego wątpliwej renomy, jej finanse to jedna wielka katastrofa, a dodatkowo nie wiedzie się jej w miłości.
Aby sprowokować szczęście do małego uśmiechu, postanawia uciec się do starego, sprawdzonego sposobu - wystarczy zapisać swoje marzenie na karteczce i zakopać bez ujawniania treści. Dobrze, że w chociaż tej sprawie może liczyć na pomoc Kaśki i Bartka - swoich przyjaciół ze studiów. Cała trójkę poznajemy w momencie, gdy tłumaczą się policjantom, co robią wieczorem w parku z butelką wina i …saperką. Wydaje się, że gorzej już być nie może … A tymczasem magiczna sztuczka najwyraźniej zaczyna działać! Zosia po kilku dniach dostaje propozycję pracy. Psycholog-konsultant na planie popularnego serialu, to brzmi świetnie!


Mam ochotę wytoczyć działa armatnie kampanii „nie czytaj”, bycie molem książkowym, wcale nie jest takie fajne. Dobra!! Jest cholernie fajne, ale nie jest fajne mieszkanie z takim molem. Wielokrotnie wspominałam Wam o batalii, którą opisać mógłby Tolkien, a mianowicie Bitwę o fotel. Najwygodniejsze miejsce do czytania w naszym domu okupowane jest przez Mamę, Tatę, mnie, w czasie burzy – psa, a Mela uwielbia ostrzyć na nim pazury. O ile z piesem i kotem mogę się dzielić, tak z Protoplastusiami niestety dzielić muszę się miejscówką i przegrywam jak Czarnoksiężnik z Angmaru z Eowiną. To jeden z nieprzyjemnych aspektów mieszkania z molami, inny to podbieranie dobrych książek. „Zaczaruj mnie” przyszło do mojego domu kilka tygodni temu, ja byłam wtedy w Lublinie, książkę przejęła Mama i… żegnamy pani Katarzyno. A ta pozbawiona empatii kobieta, przy każdej okazji opowiadała mi jaka to dobra książka. A tyle się pisze o wrażliwości osób czytających.

Okładka „Zaczaruj mnie” migała mi długo po blogach. Serialu „Prawo Agaty”, chociaż to moja branża, nie oglądam, toteż ewentualny talent autorki pozostawał dla mnie li i jedynie w sferze hipotez. Jedno podejście do tej książki robiłam wcześniej, ale chaotyczne retrospekcje nieco mnie zniechęciły… tylko ta okładka, kwintesencja lektury wakacyjnej, jednak przemówiła… Nałęczów tonął w strugach deszczu, gdy pochylona nad gofrem(jednak robię lepsze) i piwem lokalnym(nie najgorzej), zaczęłam czytać, nim się obejrzałam było pozamiatane… skończyłam czytać jeszcze tego samego wieczoru. I było i śmiesznie i wzruszająco. Ale posłuchajcie…



Zosia, Bartek i Kaśka przyjaźnią się od lat i razem borykają się z warszaffką, z jej plusami i minusami. Nie jest łatwo wywalczyć swoje miejsce w stolicy, walczyć o marzenia, szukać swojego miejsca. Tak jak typowi absolwenci studiów wciąż jeszcze mają w sercach misję, szalone plany, w snach widzą siebie kroczących na podbój świata, tymczasem w prozie życie – jedynie Kaśka robi to co lubi, Zośka udziela rad szukającym pracy, a Bartek – zajmuje się głównie traceniem pracy. Przybici ciągłymi porażkami, postanawiają – jak w dzieciństwie – zakopać życzenia pod szkiełkiem, w parku i wtedy łapie ich policja. Groźba odpowiedzialności za uprawianie marychy w parku to najmniejszy problem bohaterów, ich życie obfituje w komedię pomyłek, które szczerze nas rozbawią. Autorka snuje też refleksje o współczesnym świecie, refleksję wyważoną, ale uderzającą nas swoją prawdziwością i wzruszającą do łez. A, że wszyscy w tej literaturze szukamy happy endu… żeby ciągle mieć nadzieję, że i u nas „ta historia się zakończy happy endem”, to serwuje nam zakończenie słodkie jak sos toffe, dobre raz na jakiś czas, bo codziennie się może znudzić. Naprawdę idealna książka na chandrę i na urlop w celach resetowych.



Karolina Frankowska pisze o młodych ludziach, naturalnie i ze znajomością tematu, kiedyś tak fajnie pisała Izabela Sowa, o ludziach młodych, ale wciąż jeszcze uczących się dorosłości, tylko Frankowska nie zrobiła tego na czym wywaliła się Sowa… nie zalała nas pesymizmem, realizmem wpadającym wręcz w turpizm. Sowa w Owocowej sadze pokazywała nam, że świat zewnętrzny jest zły, pozerski, brutalny, natomiast Frankowska pisze o tych samych zjawiskach, ale zupełnie w innym stylu, pokazuje dystans, puszcza oczko. Używając metafor sięga do haseł z współczesnej popkultury, pisze językiem prostym(ale nie prostackim), pokazuje, że nie ma takiego bagna którego nie można obrócić na plus.
Mnie zwłaszcza ruszyła refleksja Frankowskiej nad starszymi ludźmi, nad tym jak spychamy ich na boczny tor a im zostają zwierzęta… miałam łzy w oczach czytając te fragmenty i cieszyłam się, że ja moim Rodzicom nie pozwalam czuć się niepotrzebnymi, kocham Im to i może jednak zbyt rzadko okazuję(ale i kota na śmierć można zagłaskać), to wiem, że nie pozwolę, aby zmarnieli, gdzieś w samotności za jedynych „interlokutorów” mając gołębie.
Frankowska w fajny motylkowy sposób opisuje perypetie miłosne bohaterów nie epatuje, modną ostatnia, erotyką z pogranicza pornografii, więcej jest niedomówień, subtelności, ale to jest ładne, motylkowe jak klasyka komedii romantycznych.
 
co wyszłam na spacer - lało
Komedie – właśnie, nie ukrywam, że do tej książki przyciągnęło mnie to porównanie do serialu „Przyjaciele”, którego jestem fanką i znam duże fragmenty na pamięć, moja Przyjaciółka, niezbyt lubi, lubiła, ale już się przełamuje, w mojej kompanii nie da się nie-lubić „Przyjaciół”. W takim ujęciu problemu taka zachęta: „Od czasów serialu Przyjaciele nie opowiedziano takiej historii o miłości i przyjaźni!” podziałała na mnie jak płachta na byka… bo z jednej strony byłam pieruńsko ciekawa, z drugiej strony bardzo sceptyczna… i faktycznie mój sceptycyzm miał uzasadnienie. Ciężko klimat nowojorskiej knajpki przenieść do Warszawy… dylematy amerykańskich bohaterów, są tożsame dla tych z naszej stolicy, w takim samym stopniu, w jakim są tożsame dla reszty społeczeństwa… Ale uwierzcie, bo mówi Wam to fanka serialu, nie ma potrzeby robić kopii legendarnego już sitcomu sprzed lat, ta książka jest wartością samą w sobie, lekką – ale mądrą, zabawną i wzruszającą. Moim zdaniem obroni się sama… bez próby ściągania sławy z innej produkcji.

Naprawdę polecam!

środa, 20 sierpnia 2014

"Uwaga! To może być miłość" - Mhairi McFarlane

Powieść Mhairi McFarlane, autorki bestsellera „Nie mów nic, kocham cię”.
Przygotuj się na dawkę ciętego dowcipu i głębokich wzruszeń, na opowieść równie zabawną, co romantyczną.
Anna Alessi, ekspertka w dziedzinie historii bizantyńskiej, szuka sensownego faceta, by prowadzić z nim inteligentne rozmowy, no i spędzać romantyczne chwile.
Pomijając dziwaków, z którymi wciąż umawia się na randki, u Anny nie mogło układać się lepiej: szczęśliwa trzydziestolatka z pracą, którą kocha. Jednak nie zawsze tak to wyglądało – o niektórych wydarzeniach z przeszłości wolałaby zapomnieć.
Kiedy pojawia się James Fraser – człowiek, przez którego najadła się kiedyś największego wstydu na świecie – jej życie przewraca się do góry nogami. Jednak wygląda na to, że James się zmienił. Uprzejmy. Dojrzały. Zabawny. Ludzie się zmieniają, prawda? Dlaczego więc Anna boi się mu zaufać?
Ta książka sprawi, że w jednej minucie będziesz się śmiać, a zaraz potem utoniesz we łzach!


Na urlopowy wyjazd wzięłam stos książek, których recenzjowanie mnie goniło, wzięłam też jedną z prywatnych zakupów. Książkę, którą polecała Klaudyna przekonując, że skoro tak mi się spodobała „Nie mów nic kocham Cię” to ta też przypadnie mi do gustu. Kupiłam ją dosłownie tuż przed wyjazdem, chociaż nie mogę powiedzieć bym cierpiała na niedobory na półkach – no ale wiecie. Wiecie prawda?

„Uwaga to może być miłość” to powieść autorki, po której kolejną książkę sięgnę w ciemno. Jeśli ktoś nie czytał jeszcze „Nie mów nic kocham Cię”, naprawdę gorąco polecam. Jest bardzo dobra i ciepła. Natomiast „Uwaga to może być miłość”, nie zaczyna się słodko. Anna ma 32 dwa, lata gdy miała szesnaście była szkolnym pośmiewiskiem, gruba i potworowata.  Byłą wniebowzięta, gdy najpopularniejszy chłopak w szkole zaproponował jej wspólny występ na zakończenie szkoły, nie przypuszczała, że to podpucha, że chłopak zrobił to by ją publicznie upokorzyć. No, ale minęło 16 lat Anna schudła i wyładniała, odnosi sukcesy, jest świetna w swojej dziedzinie, ale wciąż tkwią w niej kompleksy sprzed lat. Faceta szuka w internecie i trafia na popaprańców. Wzbrania się przed pójściem na jubileusz szkolny, boi się starych demonów. Za namową przyjaciół idzie, spotyka swoich prześladowców, ale nikt jej nie rozpoznaje, później niestety drogi ich się znowu przetną, tylko Anna postanawia się nie ujawniać… Jak długo jednak można ukrywać oczywistość? Na dodatek problem zamążpójścia siostry Anny, kwestie internetowych randek i wiele innych zabawnych i wzruszających perypetii dopadnie nas na kartach tej powieści.

Kolejna książka i kolejny gotowy scenariusz na komedię romantyczną. Właściwie mogłabym o niej napisać to samo, co pisałam o jej poprzedniczce. Chętnie oglądnęłabym film… Autorka ma bardzo ciepły styl, przykuwa uwagę. Jej książki uspokajają, chociaż tutaj tematyka jest trochę ciężka, tu problemem bohaterki nie jest tylko samotność, ale samotność wyrosła na fundamencie niepewności i szkolnego prześladowania. Chyba każdy z nas z autopsji zna przykłady, gdy życie szkolne zapisało w Nas poczucie beznadziejności w jakiejś kwestii, czy to przekonanie że jesteśmy ofermą sportową, czy to, że bazgrzemy, czy to że nie znajdziemy miejsce w społeczeństwie. Anna przeszła wyższy poziom tragedii i fragment gdy o tym opowiada – uwierzcie chwyta za serce- piękna jest ta scena… .


Być może uznacie, że książka jest banalna, bo oto znowu wyśmiewanie w szkole kaczątko staje się łabędziem… tak jest ten wątek, ale moim zdaniem tutaj jest to lepiej poprowadzone właśnie dlatego, że autorka nie mówi nam „ha! Schudnij, wszystkie Twoje problemy znikną”, nie – pokazuje, że problemem jest psychika, a ją ciężko zmienić, czy jest na to recepta – nie! To zbyt indywidualne. Anna uciekała w naukę, dzięki temu osiągnęła świetną zawodową pozycję, ale ucieczka w pracę nie załatwia problemu, przed którym uciekamy. Prawdziwe co nie?

Wątek miłosny… też jest fajny, dynamiczny, do tró loffa nie pałamy od razu sympatią… tak ma być, jego postać zmienia się, ewoluuje, tak jak nasze uczucie…



Moim zdaniem książka jest – świetna… będzie wysoko w sierpniowym rankingu… oby więcej takich. Czekam na następną. Autorko!! Pisz szybciej ;-)

wtorek, 19 sierpnia 2014

"Ostatni dzień lata" - Joyce Maynard

Powieść wydana również pod tytułem "Długi wrześniowy weekend".
Miasteczko Holton Mills w amerykańskim stanie New Hampshire. Nadchodzi koniec lata i wakacji. Zbliża się upalny długi weekend z okazji Święta Pracy. 13-letni samotnik Henry spędza czas głównie na oglądaniu telewizji, czytaniu i fantazjach. Jego jedynym towarzystwem jest rozedrgana emocjonalnie, od lat rozwiedziona z jego ojcem matka. Nagle we czwartek przed świątecznym weekendem, podczas banalnej wizyty w supermarkecie, wszystko zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni: pewien tajemniczy ranny mężczyzna prosi Henry'ego o udzielenie mu pomocy. Pięć kolejnych dni będzie w życiu Henry'ego największą lekcją, jaką może dać życie; chłopiec pozna dojmujący ból zazdrości i konsekwencje zdrady, zrozumie, że dobro tych, których kochamy, jest ważniejsze od naszego własnego - oraz że na prawdziwą miłość warto zaczekać.
Powieść "Ostatni dzień lata" została sfilmowana pod tytułem "Długi wrześniowy weekend". W role głównych bohaterów wcielili się: Kate Winslet, Josh Brolin i Gattlin Griffith


Wróciłam, z zasłużonego mniej lub bardziej urlopu, w końcu dotarłam do domu. Pewnie jeszcze długo będę Was katowała zdjęciami, bo co tu ukrywać zakochałam się w sennym Nałęczowie. Pięknie tam jest, można nabrać dystansu, bo teraz pora brać się do roboty.

Jak informowałam Was na FB, proces czytelniczy trwał(skutkiem czego są opalone kończyny i dekolt), a gdy przerywał się, aby intensywniej opalić wyżej wspomniane, postępował w formie audio(Christie). Nie wiem jaki klucz wybrać, w sensie opisywania książek przeczytanych… może od końca zaczniemy a później przemieszamy.
Mniejsza o kolejność chcę Wam opowiedzieć o książce, która nie jest typowym urlopowym czytadłem, pomiędzy moje książki zapakowane na wyjazd trafiła, z powodu tytuły i tego, że nie znałam filmu. Książka jest z ciężkiego kalibru, z nutą tragizmu rodem z „Co gryzie Gilberta Graepa”.

13-letni Henry wychowuje się w rozbitej rodzinie. Ojciec odszedł od matki, założył własną rodzinę, syna z pierwszego małżeństwa widuje tylko w soboty. Chłopiec wychowywany jest przez matkę, którą można nazwać oryginalną, a i to będzie eufemizm. Przy pomocy retrospekcji poznajemy życie matki Henry`ego, która kochała tańczyć i marzyła o tym o czym marzą wszyscy o miłości i szczęściu. Jednak tak się złożyło, że kobieta wycofała się z życia, teraz wyprawa do sklepu to dla niej przeżycie. Podczas jednej z takich wycieczek do Henry`ego podchodzi mężczyzna, wyraźnie poturbowany i prosi o pomoc w ucieczce, okazuje się że to skazaniem, który uciekł z więzienia, w którym odsiadywał karę za morderstwo.  A mimo to matka chłopca mu pomaga, ta jedna decyzja zmieni ich życie.

Książka nie jest bynajmniej obszerna, ale po prostu daje po pysku, ostatnie zdanie, gdy dopasuje się je do całości książki, do opowieści o poszukiwaniu miłości i odwiecznym pragnieniu obecności drugiej, pokrewnej duszy, po prostu wyciska z oczu łzy.  O czym jest ta książka? O dojrzewaniu, o tym, że każdy z nas na pewnym etapie życia jest cholernym egoistą, że chce być na pierwszym miejsc, nie liczy się z nikim, liczy się tylko nasze ego. A kiedy do tego koncertu egoizmu włącza się biologia, to można oczekiwać najgorszego. „Ostatni dzień lata”, to zapis procesu oswajania biologii, nauki rozumienia życia, własnej seksualności.
W każdym z nas tli się strach przed samotnością, chcemy posiadać kogoś, być dla kogoś najważniejszym i czasami to pragnienie prowadzi nas do upadku, bo za szybko się otwieramy, bo zbyt łatwo poświęcamy starych przyjaciół na rzecz nowych…
Pojawienie się Franka w życiu Adele i Henry`ego wywołało dużo zamieszania, chociaż cała książka jest pisana z perspektywy chłopca, mnie intryguje postać Adele kobiety tragicznej i specyficznej. Ciężko nazwać ją łagodniej, bo chyba żadna roztropna matka nie opowiadałaby swojemu synowi takich rzeczy jak Adele.  Spotkało ją wiele zła, jej marzenia obróciły się w pył, ale jednak… może właśnie o to chodzi, aby wierzyć w taki happy end, dosyć specyficzny, zaprawiony piołunem, ale jednak?

Nie wiem jakimi słowami zachęcić Was do tej książki, chociaż nie jest ona ciepła i urocza, nie emanuje lekkością. Unosi się nad nią ciężkie, upalne powietrze, takie jakim oddychali bohaterowie w ten upalny weekend.
Ta książka jest mądra, poruszająca i zaskakująca, możecie się domyślać poszczególnych elementów, ale całość Was zaskoczy – gwarantuję!
Nie jest leciutka, ale naprawdę warto, sądzę że pod koniec uronicie łzę!


Wracam do życia :-) od jutra zabieram się do blogowych zaległości. : )

czwartek, 14 sierpnia 2014

urlop



Chociaż we wsi mam tak pięknie, to i tak wyruszam na urlop :-)

Nie będzie mnie bardzo krótko, biorę same przyjemne i pogodne książki. Będę czytała, spacerowała i cieszyła się życiem :))




środa, 13 sierpnia 2014

rzecz o... bursztynowym księżycu

Północne Podkarpacie spowiły chmury(coś się jadzi w Sercu Śródziemia ;-) ). Jako, że dostałam nową dostawę wosków YC i to tą jesienną, mam okazję do testowania. Popijam herbatkę, raczę się dobrymi książkami i obwąchuję woski. Po ginger dusk, który na pierwszy niuch mnie przestraszył, przyszła pora na amber moon, wosk który stał się moją węchową miłością, oczywiście na sucho. Jak tylko powąchałam go przez folię uznałam, że jeśli zmienię zdanie i kupię świecę to na pewno będzie to ta. Nie tylko ze względu na ładny landszaft w którym brakuje tylko wyjącego, do tego bursztynowego księżyca, wilka.

Na pierwszy, suchy niuch wosk - jako już rzekłam - jest bardzo sympatyczny. Ciepły, miękki, jak kaszmirowy szal. Kojarzy mi się z perfumami, nie wiem kto z moich Najbliższych takich używał, budzą moje jak najlepsze skojarzenia. Bezpieczeństwo, spokój i ciepło domowego ogniska. Zacisze ramion w których chowałam się przed światem...


Wizualnie kojarzy mi się z dynią. Etykietka przykuwa wzrok i przenosi mnie nie wiem dlaczego na Alaskę, jakoś tak, iglasty pejzarz kojarzy mi się z tym odkupionym od Rosjan, mroźnym stanem. Pamiętam, że chodził za mną ten wosk od chwili gdym ujrzała go w zapowiedziach... 


Wosk miał być połączeniem czaru bursztynowego księżyca(konia z rzędem i pół mojej biblioteczki za odpowiedź jak pachnie bursztynowy księżyc), z paczulą i drzewem sandałowym. Bursztynową nutę znajdziemy w jednym z moich ukochanych a child`s wish, zapach drzewa sandałowego lubię a z paczulą jest różnie. 
Od początku zapowiadało się świetnie, ale...


Wielcy maniacy YC uważają, że a child`s wish pachnie słabo, niektórzy wcale go nie czują... Ja wyczuwam i wielbię. Tymczasem ukruszyłam przyzwoitą ilość wosku, odpaliłam kominek i... NIC. Wącham i wącham i nic. Nos prawie do kominka wpakowałam i owszem czuć i to ładnie czuć, ale czy mojego kulfona do niecki kominka muszę pakować? Zeźliłam się nieco i poszłam zrobić herbatę(czerwona - mango i papaja), pokręciłam się po pokoju i...


... no wreszcie coś czuć. Taki męski, zdecydowany zapach. Ciepły, tak jak na sucho, tylko bardziej otulający, znowu nasunęły mi się skojarzenia z kaszmirowym szalem, którym otulamy się w zimne wieczory. Wosk jest bardzo przytulny. Nie jest agresywny, nie dusi - jak zdarza się to niektórym męskim zapachom - on jest łagodny, bardzo przyjemny. 
Podtrzymuję swoje stanowisko, jeśli kupię świecę z tej serii to na pewno będzie to ten zapach. CUDO!! Jesień mi niestraszna!! 



                                                  Ten  i inne zapachy kupicie na goodies.pl




"Powstanie `44" - Norman Davies

W 60. rocznicę Powstania Warszawskiego ukazała się najnowsza książka Normana Daviesa, jednego z najbardziej popularnych i najchętniej czytanych współczesnych historyków...












 Sierpień w naszym kraju to miesiąc pamięci o Powstaniu Warszawskim. Oglądając w godzinie W, obchody rocznicowe – bo to już 70 lat!! Popłakałyśmy się z Panią Matką, jak dwie sentymentalne niewiasty. Przy okazji posłuchałyśmy o monumentalnym dziele Daviesa. Krótka wymiana spojrzeń i… bierzemy. Dziś mija tydzień od chwili, gdy kurier przytargał pakę, ważącą kilka kilo(według mojej wagi samo powstanie waży dobrze ponad 2 kg.). Tydzień towarzyszyła mi ta książka… ostrzegam Was przed jej wagą(nie tylko treściową),  od nadmiernego czytania w złej pozycji nadwyrężyłam sobie bark. Dziś skończyłam… Mam nadzieję, że namówię Was Polki i Polacy do sięgnięcia po tę książkę…
 
Norman Davies - moja nowa miłość. 


Zacznę od przytoczenia cytatu z tej książki, który walnął mnie w twarz:
„Najwyższy czas, aby reszta świata, który sprawie Wolności poświęca tyle retorycznej energii, także złożyła hołd niezrównanemu pokoleniu kobiet i mężczyzn, których oddanie sprawie Wolności niewiele ma sobie równych. Trzeba zapomnieć  dawnych politycznych potyczkach. Albowiem każdy, kto ceni sobie dzisiejszy wolny świat, ma wobec warszawiaków z 1944 roku wielki dług wdzięczności. Dali cenny przykład wierności staromodnym wartościom – patriotyzmowi, altruizmowi, wytrwałości, poświeceniu i poszczuciu obowiązku. Jak Spartanie Leonidasa pod Termopilami, wspaniali w klęsce, i jak bojownicy warszawskiego getta z 1943 roku, zasługują na podobne, pełne podziwu epitafium:
Przechodniu, powiedz światu,
Że spoczywamy tu,
Posłuszni swoim prawom.”*

Może tym razem powinniśmy się uczyć od ludzi z Zachodu, którzy ponad naszymi narodowymi sporami potrafią dostrzec z właściwej perspektywy właściwy kontekst Powstania?
 
najlepiej czyta się w łóżku
Norman Davies napisał tę książkę na sześćdziesiątą rocznicę wybuchu Powstania, w Jego odczuciu ta rocznica była jedną z ostatnich, gdy możemy rozmawiać i spotkać się z tymi, którzy brali udział w walce. Zasłużyli na solidne rozliczenie. Po latach wolności w „demokratycznej” i socjalistycznej Polsce, gdy wciąż byli uważani za bandytów a Powstanie nie było czynem bohaterskim a zbrodniczym, zasłużyli na prawdę. Ja już nie doświadczyłam zakłamania Polski Ludowej, jestem z pierwszego pokolenia, które mogło mówić o Katyniu i Monte Cassino. Moja Mamusia tylko opowiadała mi o tym jak Dziadziuś słuchał w sekrecie Wolnej Europy i jak ukrywał swoją przeszłość Akowca. Moja Mamusia znała prawdę, ale przecież wśród Nas chodzą ludzie, którym socjalizm robił wodę z mózgu i nie miał kto im powiedzieć prawdy. A nie było w tym ich winy. Norman Davies we wstępie opowiada o wycieczce do Warszawy, gdy uderzyło go, że on student prestiżowego Uniwersytetu nie wie o tak ważnych sprawach.
Davies stworzył opus magnum, jego książka jest wynikiem wieloletnich studiów i rozmów z osobami, które w Powstaniu Walczyły. Zastanawiam się czy chociaż fragmenty nie powinny być lekturą obowiązkową?
Zacznijmy od początku, ponieważ książka nie jest przeznaczona li i jedynie na rynek polski, Davies kreśli szeroki kontekst historyczny. Do właściwego Powstania dojdziemy po ponad trzystu stronach czytania, po pierwsze o siatce sojuszy obowiązujących w ogarniętej wojną Europie i świecie, później poznamy rzeczywistość w okupowanej Polsce oraz zapuścimy się za linię naszych wschodnich nieprzyjaciół, tfu!! Co ja gadam naszych socjalistycznych sojuszników i przyjaciół broni! I dopiero po wydarzeniach poprzedzających godzinę W, przechodzimy do powstańczych walk. Walki te opisane są kompleksowo, nie tylko z polskiej perspektywy, ale z tak zwanego szerokiego kontekstu, co się działo u sojuszników, w czasie gdy Warszawa walczyła, czy faktycznie wystawili Nas do wiatru i dlaczego?
Dlaczego Powstanie skapitulowało? Co się później stało? Davies sięga w badaniu skutków Powstania do lat bardzo współczesnych. Książka, to nie tylko sucha historyczna relacja, to świadectwa żołnierzy i cywilów, sporo zdjęć i dodatków, które pozwolą Nam podreperować wiedzę.



Nie czytało mi się „Powstania `44” łatwo, książka wymaga skupienia, a z racji na rozmiar i wagę najlepiej czyta się ją w łóżku. Nie czytało mi się jej szybko i nie zawsze z wypiekami, ponieważ(o czym wspominałam wyżej) jest to książka również dla czytelnika nie-Polaka, Davies pisze dużo o rzeczach o których polski czytelnik, który już sięgnie po tę książkę, będzie wiedział, pierwsze 300 stron, to powtórka z okupowanej Polski, nie radzę jednak opuszczać tych fragmentów, bo w gąszczu informacji powszechnie znanych(dobra, może nie powszechnie znanych, bo ostatnio usłyszałam, że nie każdy WYKSZTAŁCONY człowiek wie kim była Eva Braun), są perełki – ciekawostki, których szkoda przegapić.  Opis powstania jest wyważony, nie atakuje Nas z każdej strony wytrzewionymi zwłokami, nie oblewa hektolitrami krwi, to nie historyczny brukowiec, ale proza historyczna na doskonałym poziomie. Jednak jeśli chcecie oszczędzić sobie brutalnych opisów… cóż sięgnijcie do… nie wiem stenogramów z prac Sejmu ostatnich lat?
Baczyńskiego wiersz... jak proroczy.

Na końcu, tuż przed dodatkami i indeksem nazwisk mamy "Raport przejściowy", streszczenie i podsumowanie najważniejszych informacji o powstaniu z tak lubianą przez Polaków gdybologią oraz szukaniem  dziury. 

Rozdziały po upadku Powstania, zwłaszcza reakcje Sowietów i rozprawa z Akowcami, też nie były dla mnie novum, od dawna żyję w kulcie Procesu szesnastu(jeden ze skazanych – Adam Bień – to mój krajanin, którego mój Tatuś poznał a później był na Jego pogrzebie, a że Tatuś umie zarażać córeczkę w wieku szesnastu lat zaczytywałam się stenogramami z procesu). Nie wszystko było dla mnie odkryciem Ameryki, ale naprawdę wielu rzeczy się dowiedziałam, wiele białych plam zniknęło.
Czego chcieć więcej?’
‘Cieszę się, że mogłam sięgnąć po tę książkę, ciężko opisać jej wspaniałość, doskonałe pióro Daviesa, wyczuwalną pasję i szacunek do ludzi, którzy oddali wszystko.
 
nawet nad wodę ją zabrałam. 
Polecam!! Nie pożałujecie wydanych pieniędzy i czasu : )






* N.Davies "Powstanie `44", Wydawnictwo Znak 2012, s. 827.

wtorek, 12 sierpnia 2014

rzecz o... imbirowym zmierzchu

Od kiedy w zapowiedziach firmy Yankee Candle pojawiły się propozycje nowych zapachów, ycmaniaczki ogarnął szał wyczekiwania. Jęłyśmy się zastanawiać - na oko - które zapachy będziemy kochały miłością prawdziwą, a z którymi - jak z teściową - jedno spotkanie w roku(góra) i do domu. 


Trzeba mieć lodowate serce, żeby nie skusić się na wosk ginger dusk czyli dosłownie imbirowy zmierzch, o takiej czarownej etykiecie, przedstawiającej niebo o zmierzchu... a że mamy jeszcze palmowego liścia to łatwo możemy sobie wyobrazić, że z takim woskiem poczujemy się jak w tropikach, gdy dopadnie nas nie-złota polska jesień.

Ale bywa, że jak okładka książki zawodzi, tak zawodzi wosk z najbardziej nawet uroczą naklejką. Byłam przekonana, że będzie to wtopa sezonu, bo wosk primo zasmrodził mi całą paczkę, secundo  smród to eufemizm, bo momentalnie rozbolała mnie głowa i odechciało mi się zapachowych eksperymentów. Później odkryłam źródło tak silnej woni(pęknięta folia). Niemniej jednak zapachu nie dało się przegonić. Zapowiadało się u r o c z o. Zapakowałam wosk w folię i siepnęłam byle dalej od łóżka. 


Rano zasiadłam do laptopa i tak niuchać ten wosk zaczęłam, kawa zaczęła działać, za oknem było pluchowato(teraz za to mam cudowny zmierzch, jeszcze ładniejszy niż ten na naklejce - chociaż bez palm). I ten imbir pasował do tego deszczu, do tej szarówki i chłodnych powiewów wpadających przez okno. 

Do imbiru nikogo nie muszę przekonywać. Tej wiosny, po niezbyt zimnej zimie zrobił furorę. Wszędzie roiło się od przepisów na napar z imbiru, który panaceum był na wszelakie przeziębienia. Imbir - korzeń imbiru konkretnie, kojarzy się z bardzo specyficznym smakiem i zapachem, nuty cytrusów, takiej kwaskowatości - szczypiącej w język, świeżości, ale przede wszystkim kojarzy mi się z czymś co fenomenalnie rozgrzewa. Coś czego potrzebujemy w słotę. 



Wkruszyłam do kominka tyle ile widzicie na fotografii i na początku nic nie czułam... chociaż okna zamknięte i pokój też... dopiero później otoczył mnie zapach bardzo specyficzny bo z jednej strony orzeźwiający i odświeżający jak eukaliptus, ale jednocześnie ciepły jak gorąca herbata z cytryną. Zapach jest bardzo rześki, mam wrażenie, że oczyszcza i udrażnia moje drogi oddechowe jak inhalacja, ale nie jest zimny, kwintesencja naparu z korzenia imbiru. 

Już się cieszę na myśl jak miło będzie w słotne dni jesienne, wracać do domu i rozgrzewać się tym zapachem.

Jednak ostrzegam - daje orzeźwiającego kopa, aż po dno zatok szczękowych.



Ten  i inne zapachy kupicie na goodies.pl


"Kometa nad Doliną Muminków" - Tove Jansson

Kometa nad Doliną Muminków to drugi tom serii przedstawiający świat Muminków. Poznajemy tu: Tatusia Muminka, Mamusię Muminka, Włóczykija, Małą Mi, Migotkę, no i oczywiście Muminka. Tytułowa kometa ma zamiar spaść na Dolinę Muminków. Jednak na szczęście nic złego się nie dzieje i rodzina Muminków może spokojnie zapaść w zimowy sen.









 W telewizji same ponure wiadomości. Dzienniki uparcie donoszą nam o strasznościach, okrucieństwie lub – w najlepszym wypadku – głupocie innych.  Na szafce nocnej wciąż leży „Powstanie `44” przez które przedzieram się powoli, ale systematycznie. Potrzebuję na wieczory lektury pogodnej, spokojnej, zapewniającej kolorowe sny. Z okazji setnej rocznicy urodzin Tove Jansson postanowiłam wrócić do Muminków, do podczytywania regularnego , wieczorowego. Takich bajek na dobranoc.
Jako dziecko lubiłam oglądać Muminki, o ile pamięć mnie nie zawodzi to leciały w środę… Piosenkę znam i lubię do dziś. : - )
"-Czy grozi nam jakies niebezpieczenstwo? - zapytal Ryjek, wpatrujac sie w Pizmowca.
-Tego nigdy sie nie wie - wymamrotal Pizmowiec - Wszechswiat jest taki ogromny, a Ziemia taka nieslychanie mala i nedzna..."


„Kometa nad Doliną Muminków” to drugi tom z serii o sympatycznych stworkach zamieszkujących Dolinę Muminków. Ryjek – czyli małe zwierzątko znajduje tajemniczą ścieżkę i postanawia wypuścić się na wycieczkę, razem ze swym przyjacielem Muminkiem. Jednak okazuje się, że przed nimi o wiele większa przygoda. Nad Doliną Muminków pojawia się kometa, aby dowiedzieć się o niej więcej Muminek i Ryjek ruszają w szalenie niebezpieczną podróż do Obserwatorium, aby pracujących tam Profesorów zapytać o to przedziwne zjawisko.
 
"Dziwna rzecz z tymi rzekami i drogami(...) Widzi sie je, jak pedza w nieznane, i nagle nabiera sie strasznej ochoty, zeby samemu tez sie znalezc gdzie indziej, zeby pobiec za nimi i zobaczyc, gdzie sie koncza...".
Wiadomo to książeczka dla dzieci, jeśli macie w domu maluchy, niezbyt długie rozdziały nadają się doskonale do czytania na dobranoc. Z pół roku temu nabyłam Pierwszą księgę przygód Muminków, więc mam jeszcze sporo czytania : - ). Lektura tej książki przed snem wycisza i relaksuje, można cofnąć się do pacholęcych lat, znowu poczuć się dzieckiem.

Należę do grona osób, chociaż nie wiem jak liczne jest to szacowne plenum, które uważają, że czytanie bajek nie świadczy o postępującym zdziecinnieniu. Lubię wrócić do książek i opowieści z dzieciństwa.
Cieszę się, że na półkach mam jeszcze spory zapas na ponure wieczory : - )
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Wg. Autorów ( w trakcie tworzenia)

Agata Christie (33) Agnieszka Lingas-Łoniewska (7) Aleksandra Szarłat (1) Alex Bellos (1) Alice Hoffman (1) Alina Białowąs (2) Aly Cha (1) Alyson Richman (1) Amy Hatvany (1) Andrzej Kępiński (1) Andrzej Markowski (1) Angele Lieby (1) Angelika Kuźniak (1) Ann Brashares (1) Anna Bikont (1) Anna J. Szepielak (1) Anna Jean Mayhew (1) Annabel Pitcher (1) Anne Brontë (2) Anne Tyler (1) Arthur Conan Doyle (1) Astrid Lindgren (1) Barbara Mutch (1) Barbara O`Neal (3) Becky Wade (1) Bill Bryson (1) Bożena Keff (1) Brenda Reid (1) Brigitte Hamann (1) Brygida Grysiak (1) Carla Montero (1) Carlos Ruiz Zafón (1) Cat Patrick (1) Cecilia Samartin (1) Cesarina Vighy (1) Chandra Hoffman (1) Charles Dickens (1) Charles Frazier (1) Charlotte Brontë (3) Cheryl Strayed (1) Chris Columbus (1) Christian Jacq (1) Chufo Llorens (1) Clive Staples Lewis (2) Colin Campbell (1) Conor Grennan (1) Consilia Maria Lakotta (2) Dan Brown (1) Daniel Silva (2) Danielle Steel (1) Danuta Awolusi (1) Debbie Macomber (1) Denis Brian (1) Dennis Lehane (1) Diane Chamberlain (6) Doda Około-Kułak (1) Dodie Smith (1) Donald Spoto (2) Dorota Combrzyńska-Nogala (1) Dorota Terakowska (2) Dörthe Binkert (1) Elizabeth Gaskell (4) Elżbieta Cherezińska (1) Emilia Sokolik (1) Emily Jane Brontë (1) Emma Donoghue (1) Eric Lomax (1) Erin Morgenstern (1) Eva Weaver (1) Ewa Bauer (2) Ewa Stachniak (1) Federico Moccia (4) Fern Britton (1) Fern Michaels (1) Francine Rivers (3) Francis Scott Fitzgerald (1) Gavin Extence (1) Georgia Bockoven (1) Giovannino Guareschi (5) Grażyna Jeromin-Gałuszka (1) Greg King (1) Grzegorz Sokołowski (1) Grzegorz Strzelczyk (1) Hanna Cygler (1) Helena Mniszkówna (1) Helga Hoškova-Weissowá (1) Hellmut Andics (1) Horacio Verbitsky (1) Håkan Nesser (1) Ibn Warraq (1) Izabela Jung (1) J.J. Renert (1) Jadwiga Czajkowska (1) Jan Miodek (1) Jan Paweł II (1) Jane Austen (2) Janina Fedorowicz (1) Jaume Collel (1) Jean-Jacques Sempé (1) Jean-Paul Roux (1) Jeannette Kalyta (1) Jennifer Kaufman (1) Jennifer Teege (1) Jerzy Bralczyk (1) Jerzy Sosnowski (1) Jill Barnett (1) Joanna Konopińska (1) Joanna Szczęsna (1) Joanne Harris (1) Joanne Kathleen Rowling (5) Jodi Picoult (19) John Boyne (1) John Curran (1) John Green (1) John Grogan (1) John Ronald Reuel Tolkien (2) Jolanta Kwiatkowska (1) Jordi Pons Salas (1) Julia Alvarez (1) Julia Child (1) Julia P. Gelardi (1) Julie Orringer (1) Józef Witko (2) Jürgen Thorwald (2) Ka Hancock (1) Kamil Janicki (1) Kard. Jorge Mario Bergolio (2) Karen Mack (1) Karolina Lanckorońska (1) Katarina Mazetti (2) Katarzyna Archimowicz (1) Katarzyna Kwiatkowska (2) Katarzyna Michalak (12) Katarzyna Zyskowska-Ignaciak (2) Kate Lord Brown (1) Kerstin Ekman (1) Krzysztof Ziemiec (1) ks. Jan Twardowski (1) Leah Fleming (1) Lena Najdecka (1) Lily Koppel (1) Lisa Genova (2) Lisa Kleypas (1) Lisa Scottoline (1) Louisa May Alcott (1) Lucy Ferriss (1) Lucy Maud Montgomery (3) Lucyna Olejniczak (1) M.L. Stedman (1) Maciej Stuhr (1) Magdalena Kordel (2) Marc Llewellyn (1) Marcin Prokop (2) Marek Aureliusz (1) Marek Rybarczyk (1) Margaret Dilloway (1) Maria Dąbrowska (1) Maria Sveland (1) Maria Ulatowska (3) Marilyn Brant (1) Marina Stepnova (1) Martin Sixsmith (1) Matthew Quick (1) Małgorzata Gutowska - Adamczyk (1) Małgorzata Hayles (1) Małgorzata Maj (1) Małgorzata Szejnert (1) Małgorzata Tusk (1) Małgorzata Warda (2) Małgorzata Łukowiak (1) Melchior Wańkowicz (1) Melissa Hill (1) Meredith Goldstein (1) Mhairi McFarlane (2) Michał Heller (1) Mieczysław Mokrzycki (1) Mike Carson (1) Mira Suchodolska (1) Miriam Karmel (1) Mitch Albom (2) Monika A. Oleksa (1) Monika Szwaja (8) Nadine Gordimer (1) Natasha Walker (1) Ned Vizzini (1) Olle Lönnaeus (1) Papież Franciszek (2) Patrick Ness (1) Patrick Pesnot (1) Paul Arden (1) Paullina Simons (3) Penny Jordan (1) Peter Heller (1) Peter Kreeft (1) Platon (1) Pola Kinski (1) Priscille Sibley (1) Rachel Hauck (2) Rebecca Johns (1) Regina Brett (2) René Goscinny (1) Richard Paul Evans (6) Richard Phillips Feynman (1) Robert J. Woźniak (1) Roma Ligocka (1) Ryszard Legutko (1) Sally Bedell Smith (1) Sam Pivnik (1) Samantha Hayes (1) Samantha van Leer (1) Sarita Mandanna (1) Seré Prince Halverson (1) Shelley Emling (1) Stanisław Zakościelny (1) Stephanie Evanovich (1) Stephenie Meyer (1) Sue Eckstein (1) Sue Woolmans (1) Sylwia Chutnik (1) Szymon Hołownia (9) Szymon Sokolik (1) Terry Pratchett (1) Trygve Gulbranssen (2) Tullio Avoledo (1) Victoria Twead (2) Walter R. Brooks (2) Wiesław Myśliwski (2) Wilkie Collins (1) Yrsa Sigurdardóttir (4) Zośka Papużanka (1) Łukasz Maciejewski (1)

Pogoda w mojej okolicy