poniedziałek, 28 lipca 2014

"Sieroce pociągi" - Christina Baker-Kline

"Sieroce pociągi" to pasjonująca historia o przyjaźni, poszukiwaniu bliskości i swojego miejsca w świecie.Molly Ayer zostaje przyłapana na kradzieży książki z biblioteki. Staje przed wyborem: kilka miesięcy w poprawczaku lub praca społeczna – uporządkowanie strychu leciwej wdowy. Dziewczyna wybiera drugą opcję i trafia do domu Vivian Daly. Nie spodziewa się tego, co przyniesie jej los…Na początku XX wieku, tysiące samotnych dzieci wywożono „sierocymi pociągami” z głodującego Nowego Jorku na farmy Środkowego Zachodu USA. Vivian była jednym z nich. Kobieta próbowała wymazać z pamięci trudne lata, jednak kufry na strychu przechowały świadectwa jej przeszłości.Wizyty Molly przywołują wspomnienia wielu tragicznych wydarzeń, porzucenia, wyobcowania. Pomimo różnicy wieku kobiety zaprzyjaźniają się ze sobą, odkrywając że ich losy i charaktery nie są tak różne, jak mogłoby się wydawać. Obydwie spędziły dzieciństwo samotnie, na wędrówce z jednego domu zastępczego do drugiego, wychowywane przez obcych ludzi. Obie noszą w sobie wiele pytań dotyczących przeszłości, na które nie znają odpowiedzi…


Nie od dziś wiadomo, że na kryzys czytelniczy najlepsza jest dobra książka, taka w której zaczytujemy się już od pierwszej strony. A jak znaleźć taki lek? Ano warto sięgnąć po sprawdzone serie. Tym tropem poszłam i chwyciłam książkę, która ukazała się w „Szmaragdowej serii” wydawanej przez Czarną Owcę. Zarówno „Niewidzialny most”, jak i „KobietyŁazarza” były książkami świetnymi. Obie odebrały mi spokój, porwały i znalazły się wśród najlepszych książek ubiegłego roku. Wciąż wspominam je bardzo dobrze. Gdy zaczęłam czytać „Sieroce pociągi” znajdowałam się na dnie czytelniczego kryzysu. Rzucałam każdą książką którą zaczynałam czytać. Dopiero, impuls, wychodząc na opalanie zabrałam tę książkę. Zaczęłam czytać i… BUM znowu odczuwałam radość lektury, wypieki na twarzy i irytacja, gdy tylko ktoś, lub coś przerywało mi czytanie. Prawie zaspałam na pociąg. Tylko, że kurczę… było warto!!

Temat sieroctwa jest tematem, na pewno niezbyt oryginalnym. Sieroctwo, z koszmarem opieki „społecznej” mamy w okrutny sposób opisane u Dickensa. Mając na myśli „okrutnie” chodzi mi o realizm z jakim autor do tematu podchodzi. W inny sposób motyw ten wykorzystała Montgomery pisząc o Ani Shirley, a Baker-Kline spina te dwa sposoby opisywania sieroctwa klamrą, sprowadza do wspólnego mianownika. Bo już Montgomery sugeruje, że życie Ani nie było sielanką, że system adopcji bardzo kulał, ale jako ze powieść jest adresowana do młodych panienek, to temat nie jest rozwijany, może później delikatnie sygnalizowany(np. „Ania ze Złotego Brzegu”, gdy Ania wspomina, że zanim trafiła na Zielone Wzgórze, wielokrotnie była głodna). „Ania z Zielonego Wzgórza”, jest powieścią radosną, wzruszającą, ale daje ciepło, optymizm i przypomina o radości życia. Nie doszukujemy się koszmarów, demonów z przeszłości Ani.  „Sieroce pociągi” to inny kaliber.

Zacznę od tego, że nie słyszałam nigdy o tym epizodzie z historii Stanów Zjednoczonych. O ile o losie imigrantów napisano sporo, o tyle z pojęciem sieroce pociągi spotkałam się po raz pierwszy.  Nie wiedziałam, że przez 76 lat trwania akcji, około ćwierć miliona dzieci, osieroconych, bezdomnych, żyjących dziko na ulicach Nowego Jorku zostało wywiezionych na Zachód, w rolnicze regiony, gdzie czekało ich nieznane. Mogły to być szczęśliwe, kochające rodziny, mogło to jednak być bicie, głód i wyzysk. Nie chcę się skupiać na całej tej akcji, można o niej przeczytać na końcu książki i w internecie. Polecam – ciekawa sprawa.
 
obecnie- chyba moja ulubiona seria
Autorka zainspirowana historią sierocych pociągów opowiada nam historię. Robi coś, co ja osobiście uwielbiam  - prawie tak jak lody bananowe ostatnio – tworzy historię dwutorowe, a co najlepsze(i rzadkie) oba wątki się zazębiają, intrygują i są tak samo interesujące. Majstersztyk.
Zaczyna się od Molly, sieroty indiańskiego pochodzenia, której ojciec zginął w wypadku, a matka nie umiała poradzić sobie  rzeczywistością i z dzieckiem. Molly jest przerzucana z jednej rodziny zastępczej do drugiej w końcu trafia do Maine i nadal pakuje się w kłopoty. Pozuje na gotkę, pyskuje, życie nauczyło ją nieufności. Kroplą która przepełnić może czarę jest kradzież książki z biblioteki. Siedemnastoletnia Molly ma wybór, albo poprawczak, albo praca społeczna. Dzięki swojemu chłopakowi Molly może odpracować godziny u sędziwej pani po dziewięćdziesiątce, która potrzebuje pomocy w posprzątaniu strychu. Na początku Molly traktuje jako dopust boży, jednak z upływem czasu poznaje fascynującą historię kobiety, która całe życie trzyma na strychu i korzystając z porządków, porządkuje wspomnienia.

Niamh(wymawia się Niw), wraz z rodziną przybywa do Stanów z Irlandii w poszukiwaniu lepszego życia. Takich jak oni są tysiące, Ameryka miała być Ziemią Obiecaną, ale ludzi oderwanych od rodziny, słabych pożerała, jak Saturn swoje dzieci. Rodzice Niamh do takich należeli, ojciec się rozpił, matka wpadła w depresję. Później wybuchł pożar. Dziewczynka dowiaduje się, że została sama w tym Nowym Świecie, a nie ma jeszcze dziesięciu lat. Trafia do instytucji, która zajmuje się takimi jak ona. Zostaje zapakowana do pociągu i rusza w nieznane, z innymi dziećmi niepewnymi i przestraszonymi jak ona. U kresu podróży czeka ich występ rodem z cyrku przed ludźmi, którzy może będą chcieli dać im dach nad głową. Różnie potoczą się ich losy. A losy Niamh będą burzliwe i są świetnym przykładem tego co spotkać mogło dziecko z sierocego pociągu – wszystko!

Nie chciałam Wam zbyt wiele zdradzać tym streszczeniem, mam nadzieję że Was namówię, bo książka była po prostu świetna. Czytałam ją z wypiekami i z emocjami przelewającymi się jak fale Bałtyku. Nie sposób czytać tej książki na zimno. Wystarczy sobie wyobrazić, że zostaliśmy sami a ktoś wysyła nas do ludzi, którzy najpierw oglądają nas jak bydło na targu, a później zamiast dać dom, wyzyskują. Straszne!!

„Sieroce pociągi” to jedna z lepszych książek jakie czytałam w tym roku. Realistyczna i bardzo emocjonująca. Uwielbiam takie książki, prawdziwe i poruszające!!
Polecam!!

sobota, 26 lipca 2014

"Madeleine" - Consilia Maria Lakotta

Czy niezwykłe sploty ludzkich losów są przeznaczeniem? Na ile sami możemy na nie wpływać? Odpowiedzi na te i inne pytania Czytelnik może znaleźć w kolejnej, intrygującej powieści Marii Consilii Lakotty.
Autorka przedstawia historię niezwykłej miłości Héliera oraz tytułowej Madeleine, której uczucie zostajewystawione na próbę wraz z pojawieniem się urodziwej, lekkomyślnej Yvonne… .Jak potoczą się dalsze losy trojga bohaterów? Czy odnajdą upragnione szczęście?
Ta niezwykle barwna i pasjonująca książka spełni oczekiwania najbardziej wymagających Czytelników.


 Po przeczytaniu „Mariszki z węgierskiej puszty” byłam zachwycona, styl pisania Consilii Marii Lakotty ujął mnie. Polubiłam jej bohaterów, styl, tło i masę emocji. Nie spodziewałam się, że następną książkę będę tak męczyła. Czytałam ją kilka dni i nie mogłam się w nią wczuć. Ta książka znajdzie swoich wielbicieli, czy i ja w końcu dałam się przekonać?

Madeleine i jej ukochany Helier wracają na wakacje. Oboje są prawi i kochają się miłością czystą i wielką. Wydaje się, że nic takiego uczucia nie zakłóci. Niestety rodzinne uprzedzenia a zwłaszcza osoba kuzynki Madeleine – Yvonne, od samego początku staje się plamą na słońcu ich uczucia. Yvonne  musi podobać się wszystkim, chce zawrócić w głowie każdemu mężczyźnie. Helier jest tak zakochany w swojej narzeczonej, że na nikogo innego nie zwraca uwagi, to rozsierdza Yvonne i ta potraja wysiłki. Tymczasem z Madeleine pracuje Denis, młody farmaceuta przekonany o tym, że jest przeklęty, dość szybko zakochuje się w Madeleine i prosi ją o siostrzaną miłość do końca życia. Zadraśnięta kobieca próżność i oddany, jak wierny pies mężczyzna versus dwójka zakochanych. W skutek przewrotności i determinacji Yvonne dochodzi do zerwania. Denis zdobywa swoją Madeleine a Helier ląduje przy ołtarzu z kobietą, której nawet nie lubi. Czy to koniec historii?

Jakkolwiek jestem wielbicielką powieści klimatycznych i niespiesznych, tak niestety muszę powiedzieć, że ta mnie nie kupiła Jest napisana naprawdę świetnym językiem, z dbałością o klimat i nastrój. Ma morał i przesłanie, bardzo zakorzenione w filozofii życia Autorki. Moim zdaniem naprawdę znajdą się jej wielbiciele, ja do nich nie należę z kilku prostych powodów. Akcja jest niespieszna, wręcz żółwia, ciężko się w nią zaangażować. Bohaterowie są jednowymiarowi, zawsze przeszkadza mi to w książce. Ludzie nie są idealni, albo zdeprawowani, jesteśmy mieszanką dobra i zła i jeżeli ktoś pisząc powieść aspiruje do pisania realistycznie, musi to uwzględnić. Powieść jest przewidywalna, od razu wiadomo jak się skończy, nie ma niespodzianki, a brak zaskoczenia może być zrekompensowana tylko idealną, spójną i zajmującą fabułą – której tutaj nie mogę do zalet policzyć.

Reasumując, chociaż nie skreślam Lakotty po tej książce, to jednak pomimo sympatii do autorki, nie mogę polecać tej powieści. Mnie nie uwiodła, nie zaczarowała. Przeczytałam, bo staram się kończyć to co zaczynam. Chcąc być obiektywną muszę wspomnieć o tym, że były fragmenty, które czytałam płynnie i dobrze mi się czytało, to jednak w gruncie rzeczy, nieco się wynudziłam. Szkoda… Brakło mi jakiegoś przytupu, wyraźnego akcentu.
Ale może kogoś zainteresuje i będzie bardziej kontent

piątek, 25 lipca 2014

fiszki do angielskiego - znowu

Wspomniałam Wam kiedyś, że muszę się zabrać do nauki angielskiego. Pisałam też, że ciężko mi się zmusić do regularnej nauki języka, którego nie używam codziennie. Nie mam już kartkówek, sprawdzianów, kolosów, ani zaliczenia - w bliskiej perspektywie. 

Czy to znaczy, że mogę spocząć na laurach? Nie - po pierwsze, wymaga się ode mnie znajomości języka mieszkańców Albionu, po drugie - wciąż lubię brytyjskie i amerykańskie seriale, które szybciej obejrzę w oryginale, niż czekając na przekład. 

No dobrze, ale kiedy się uczyć? Ja wiem, że jako nauczyciel nie mogę powiedzieć, że nie mam czasu na naukę. Czas może mam, ale nie mam ochoty, nie chce mi się - po prostu. Najłatwiej byłoby się zapisać na kurs, ale czas, pieniądze, które trzeba w kurs zainwestować studzą zapas. 

A fiszki... fiszki są sporo tańsze i sięgamy po nie, wtedy - gdy mamy czas. Wystarczy pudełeczko z fiszkami wrzucić do torebki i już: na przystanku, w pociągu, w mpk, czekając na spotkanie - możemy sobie fiszkować. 

Testowałam zestaw fiszek, składający się z czterech pudełeczek:
-konstrukcje egzaminacyjne
-amerykański kontra brytyjski
-najczęstsze błędy
-wyrazy zdradliwe

Każdy pakiecik jest zapakowany w poręczne pudełeczko z dwiema przekładkami: umiem i do nauki, co pozwala zgrabnie posegregować karteczki i zorganizować sobie pracę. 

W pudełeczku mamy 100 wyrazów/zwrotów. Do tego zawsze mamy zbudowane przykładowe zdania, co
pozwala nam uczyć się budować poprawne zdania, a nie jest tylko wkuwaniem słownika. De facto uczymy się więc większej ilości słów.

W środku opakowania mamy kod do poprania słówek w wersji mp3, aby pracować nad prawidłową wymową.


























Co mogę Wam powiedzieć o tych fiszkach. Jestem zachwycona wykonaniem i doborem słówek, nie są sztampowe. Korzystało mi się z tych fiszek i korzysta nadal z dużą przyjemnością, wynikającą również z tego, że ja naprawdę lubię się uczyć. Te fiszki doskonale korespondują z moim imperatywem sprawdzania własnej wiedzy i udzielania odpowiedzi na pytania. Ponieważ powoli zaczynam znać je na pamięć muszę zabrać się do poszukiwań i znaleźć coś nowego.

Cena jednego opakowania fiszek, to 9.99(często są promocje) na fiszki.pl moim zdaniem cena jest bardzo korzystna. Nie musimy się spłukiwać by mieć fun ; )

Osobiście - polecam :))

środa, 23 lipca 2014

rzecz o... drożdżówkach z żurawiną

Gdy słyszę słowo "drożdżowe", widzę dom. Jedno z moich najwcześniejszych wspomnień to zapach ciasta w sobotę. Stała mojego życia, to Mama, Babcia przy z stolnicy, z makutrą na kolanach. Dom jest domem wtedy, gdy pachnie ciastem, gdy wracasz do domu, gdzie czeka na ciebie coś dobrego do herbaty.

Ciężko odwzorować zapach dobrego, drożdżowego ciasta, tej mieszanki masła, drożdży, ciepłego mleka. Firma Kringle proponuje nam zapach drożdżówek z żurawiną. Nie jestem wielbicielką żurawiny, lubię, ale bez szaleństwa... Niemniej jednak żurawiny pasują do ciasta drożdżowego i mają szansę stworzyć, bardzo ciepłą, aromatyczną kompozycję. W sam raz na słotny dzień


Wczoraj miałam ochotę na wypieki. Zaczęło się od bułki z kruszonką, przepis na którą ongi podawałam na blogu, stwierdziłam, że do tego ciasta świetnie będzie pasował ten wosk. To nie było pierwsze palenie tego wosku. Powiem Wam, że mam obawy co do wosków o zapachach spożywczych. Nie mogę się do nich przekonać, najchętniej kupuję je gdy mogę osobiście obwąchać. Drożdżówki z żurawiną były  moim pierwszym zakupem Kringlowym i  gdy otworzyłam pojemniczek, nie byłam oczarowana. Woń mi się podobała, ale to nie było WOW. 


Ponieważ ciasto drożdżowe to zapach domu, azylu, wosk powędrował do pudełeczka "woski wieczorne" i "chłodniejsze dni". Jak wspomniałam, nie jestem fanką ani żurawiny, ani zapachów spożywczych. Tyle dobrego słyszałam, jednak o tym wosku. 

Gdy odpaliłam i wróciłam do pokoju - oszalałam. Wosk pachnie żurawiną, nie wiem jak Amerykanie czują ciasto drożdżowe, ale to na pewno nie to. Nikt, kto wracał do domu pachnącego siedzącą w piekarniku drożdżówką, nie uzna tego zapachu z wosku, za zapach drożdżowego ciasta. Za to żurawina jest żurawiną, z jakąś ciepłą nutą. Żurawina to fajne połączenie smaków, tak realnie oddane, że niemalże szczypie w język.

Wosk jest wydajny, a zapach długo utrzymuje się w powietrzu, gdy wróciłam z imprezy - jakieś sześć godzin po odpaleniu, wciąż cały parter pachniał żurawiną. 

Czy kupię ten wosk jeszcze raz? Tak! Jest ciepły, aromatyczny, lubię odpoczywać w jego towarzystwie


Ten wosk kupowałam w Pachnącej Wannie, wciąż pamiętam radość z otwierania paczuszki, zresztą bardzo dobrze wspominam tamten dzień ;-) 

wtorek, 22 lipca 2014

rzecz o... gorącej czekoladzie

Ludzie dzielą się na tych, którzy kochają czekoladę i na tych, którzy mogą bez niej żyć. Na szczęście, dla moich stawów, należę do tej drugiej grupy, jednak  od czasu do czasu, lubię sobie zjeść coś co ma smak czekolady. Owszem, czekolada sama w sobie jest smaczna i nie rezygnuję jej wcale, ale wolę ciasta, budyń czy gorącą czekoladę. Ostatnio postanowiłam się rozpieścić i rozpaliłam w kominku wosk o zapachu gorącej czekolady i upiekłam muffiny - brownies z białym serem. Miałam w domu czekoladowy odlot.


Nie wierzyłam tym, którzy pisali, że gorąca czekolada od Kringla to faktycznie, wierne odwzorowanie zapachu tego tradycyjnego i przepysznego napoju. Nic nie jest w stanie zastąpić, pysznej, gęstej i gorącej czekolady. Kubek gorącej czekolady, z odrobiną bitej śmietany, nawet bez - to idealna recepta na wieczór po ciężkim dniu. Tego nie da zamknąć się w wosku. 

Dałabym sobie za to rękę obciąć, do czasu aż otworzyłam wieczko wosku. O kurczę, pachnie czekoladą, prawdziwym kakao. Ciężko się powstrzymać, żeby nie odkroić wosku i zamiast włożyć do kominka, nie rozpocząć konsumpcji. 

No, ale przełamawszy się, czekałam na zapach. A ten był - niczym w pijalni gorącej czekolady. Słodycz - ale nie mdląca, ciepło. Dla mnie to kwintesencja dobrego wieczoru, relaksu.  Jestem zachwycona tym woskiem. Wiem, że pewnie - tak jak ja kiedyś - będziecie mieli problem z uwierzeniem, że ten wosk pachnie jak gorąca czekolada, ale tak jest. Pysznie, czekoladowo. Ten wosk jest po prostu niesamowity. 

Kto ma ochotę przetestować, Gorącą Czekoladę i inne produkty w sklepie cozazapach.pl na hasło kasiek kupicie z 15% rabatem.

"Grzeczna dziewczynka" - Alina Białowąs

„Grzeczna dziewczynka”- to opowieść 25 letniej Karoliny, która oglądając na laptopie film z własnego ślubu i przewijając wspomnienia, jak taśmę filmową - klatka po klatce, nawet z czasów dzieciństwa, chce uchronić siebie przed popełnieniem tych samych błędów, gdy znowu spotka miłość, albo gdy miłość spotka ją.


Szkoda, że dziś wydaje się tony książkowego chłamu a porządne książki wychodzą w e-wersji. Chcę Wam opowiedzieć o książce szczególnej, która powinna być przestrogą dla wielu kobiet. Alina Białowąs już raz udowodniła, że potrafi pisać o tym co gra w sercach kobiet, jakie są nasze słabości. Ciekawa byłam kolejnej książki, nie wiedziałam czego się spodziewać. Romansu, dramatu?

Karolina ma dwadzieścia pięć lat, poznajemy ją w chwili, gdy ogląda film ze swojego ślubu. Uczucia towarzyszące jej, sugerują, że związek nie zakończył się happy endem, dlatego cofamy się w czasie i możemy oglądać początki jej znajomości z Filipem, rozwój akcji, wszystkie kamienie milowe i zastanawiamy się, jak dziewczyna, której życie przypomina bajkę, utknęła w takim bagnie?

Czytając tę książkę miałam gęsią skórkę. Powiedzcie z ręką na sercu, która z nas nie ładowała się w związek, który każdy jej odradzał, ale my byłyśmy mądrzejsze? Która, przynajmniej w jakimś okresie znajomości nie zamieniała wad partnera w zalety? Ja to wszystko przeżyłam, wyłączywszy oczywiście skrajności. Gdyby Karolina nie była tak zakompleksiona, poraniona po rozstaniu z miłością swojego życia nie dałaby się złapać na ten lep.
Często się mówi, że jeśli wychowujemy się w fajnej, kochającej rodzinie, mając dobry przykład miłości pomiędzy naszymi rodzicami unikniemy toksycznego związku, bo będziemy mieli odpowiednie wymagania. U Karoliny to się nie sprawdza, miłość pomiędzy jej rodzicami jest ogromna, po ćwierćwieczu małżeństwa, oni nadal piją sobie z dzióbków, co sprawia, że dziewczyna jest zazdrosna, zaczyna wymyślać historie o tym, że jest adoptowana, a w jej rodzinie czai się tajemnica, której ona jest główną bohaterką.

Najłatwiej jest na Karolinę się wkurzyć, bo doprawdy trudno uwierzyć, że dorosła, inteligentna kobieta jest z gościem, który ją tak traktuje, wydaje rozkazy, musztruje i jak bóstwa czci rodziców. Wielokrotnie, podczas lektury miałam ochotę rzucić ebookiem, ale rzucanie tabletem niesie poważniejsze konsekwencje, niż rzucanie książką, więc się opanowałam. Nie mogłam uwierzyć, że Karolina nie słucha przyjaciółki, rodziny. No, ale jak nie słucha ojca, matki – posłucha psiej skóry.

Zdejmuję kapelusz przed Aliną Białowąs, która napisała wnikliwe studium toksycznego związku. Dowodzi w tej książce swojej znajomości ludzkiej psychiki i pewnych mechanizmów, o których istnieniu wiemy, ale je odsuwamy, nie wierzymy że taka historia może nam się trafić. Wydaje mi się, że ku przestrodze ta książka powinna być czytana przez kobiety. Mamy XXI, ale zaskakująco wiele kobiet łapie się w taką pułapkę, czasami na ratunek jest za późno.

Na pewno nie jest to płaskie czytadełko…

Książkę czyta się bardzo szybko. Właściwie to pozycja na jeden wieczór, ale naprawdę polecam.
I znowu będę musiała się oczekać, na kolejną książkę autorki!

poniedziałek, 21 lipca 2014

"Nie tylko o łajdakach" - Magdalena Kulus

„Nie tylko o łajdakach” to powieść o dojrzewaniu, o poszukiwaniach i próbach oswojenia szczęścia.

Z pozoru lekka, zmusza do przemyślenia życiowych decyzji i wartości, którymi się kierujemy. Nastka – główna bohaterka – ucieka od problemów, od niemiłości i opuszcza miasto, by napisać na wsi pracę magisterską oraz rozpocząć dorosłe życie. Na swojej drodze spotyka ludzi, którzy uczą ją, że świat, chociaż pełen łajdaków, daje sporo powodów do radości. Szybko zaczyna rozumieć, że należy z nich korzystać, gdy tylko jest ku temu okazja.



Przegapiłam debiut Magdaleny Kulus, coś mi tam się kojarzy, że książka została bardzo dobrze przyjęta. No, ale fizycznie nie da się być na bieżąco z każdą nowością. Autorka była dla mnie kompletnie obca, nie wiedziałam czego się spodziewać(wyjąwszy profil wydawniczy Wydawnictwa SOL). Dlatego, gdy to słońce dla wszystkich świeciło. Zaległam na podkarpackiej wsi, w samym środku lata i otworzyłam zieloną okładkę. Żebym dała porwać się od pierwszej strony – nie mogę powiedzieć. Może to wina tego, że ostatnio czytałam świetne książki. No i ta wieś. Były Mazury, było Podlasie, Podkarpacie, teraz przyszła kolej na Śląsk. W polskiej literaturze nadal jest zatrzęsienie książek, których motywem przewodnim jest ucieczka na wieś w celu odmiany swego życia. Polska wieś  jako panaceum. Do takich książek podchodzę sceptycznie, bo zwykle autorki nie mają pojęcia o realiach polskiej wsi i lecą takimi schematami stereotypami, że zgrzytam zębami, a tego zabrania mi mój stomatolog.
Później sobie pomyślałam, że nie mogę osądzać książki, tylko dlatego, że znajdę w niej znany motyw. To, iż ktoś spieprzył temat, nie znaczy, że ktoś inny nie da rady. Wyzbyłam się uprzedzeń, (a lato jest piękne tego roku- więc było łatwiej). Zaczęłam czytać, narracja pierwszoosobowa(nie lubię), dosyć specyficzna narracja z rzadko spotykanymi charakterystykami nowych postaci, no nic – najwyżej nie spodoba mi się – nikt od tego nie umrze.

Nastka, czyli Anastazja kończy studia i postanawia wyjechać do domu rodziców na wieś, aby dokończyć magisterkę i odpocząć od Rodzicieli, którzy są dosyć toksyczni. Mają wąty o wszystko. Bywa. Wioska jest typową, małą miejscowością, każdy zna się „od zawsze” i o wszystkim wie „wszystko”. Można być pewnym, że jeśli o północy kichniemy na jednym końcu wsi, to o świcie, na drugim końcu zapytają nas jak tam katar. Znam to z własnego podwórka. Autorka opisuje wieś bardzo prawdziwie, bez uciekania się na „miejskie wyżyny” i komentowania nawyków „wieśniaków” z wyższością. Pisze jak jest. Realizm i takt – rządzi. Więc Anastazja jedzie na wieś, również po to, aby odpocząć od toksycznego związki, jednak toksyczny związek w postaci Olka zjawia się jednak na wsi.  Ogólnie książka jest o tym jak Anastazja walczy z przeciwnościami losu, boryka się z codziennością i oddaje serce wsi. To pogodna, ciepła książka o życiu. Nie zwykłe czytadło, ale fajny pretekst do refleksji, okraszony poezją, muzykę(dzięki Autorce przypomniałam sobie jak ja uwielbiam skrzypce).

Nie chcę opisywać Wam fabuły, bo nie chcę Wam psuć niespodzianek, drobnych zaskoczeń. Jestem bardzo zbudowana tą ksiązką. Ciepłą, pełną dobrej energii, chociaż również nie jest wyzuta ze smutku. Tak jak w życiu wielkie radości zakwitają w cieniu ogromnych smutków, a może odwrotnie. Czy zebra jest biała w czarne paski, czy czarna w białe? Nieważne, wszystko to splata się w naturalny warkocz życia. Barwny, pachnący, smakowity, a że czasami zdarzy się ziarenko gorczycy? Dodaje smaku i podbija słodycz.

Moim zdaniem to jest idealna powieść na lato, do poczytania na plaży, w ogródku, gdy słońce świeci nam w oczy, a twarz muska nam lekki wiaterek. Takie powieści, chociaż nie są novum, nie grzeszą innowacyjnością, nie poruszają nowych, wstrząsających wątków, ale zaspokajają w nas potrzebę happy endów, przywracają wiarę w świat, ogrzewają od środka, że nie potrzebny nam już żaden drink.
Książka jest bardzo dobrze napisana, zabawna, pachnąca ziołami, oślepiająca zielenią, otula nas pysznymi zapachami z kuchni i otacza psim towarzystwem i towarzystwem fajnych ludzi. Bardzo udany to mariaż i chętnie zapoznam się z wcześniejszą powieścią autorki i na pewno sięgnę po kolejne – mam nadzieje, że je napiszę.

Powieść ta wpisuje się w założenia wydawnicze Wydawnictwa SOL, to naprawdę są książki, które pomagają się zresetować, zapomnieć o smuteczkach. Polecam!




Dzięki tej książce odkryłam tę piosenkę i zabiorę się za ten zespół < 3

niedziela, 20 lipca 2014

"Niepokorne. Eliza" - Agnieszka Wojdowicz

"Niepokorne" to trylogia opowiadająca o wyjątkowych kobietach, których zawiłe losy splatają się w scenerii młodopolskiego Krakowa. Eliza Pohorecka, Klara Stojnowska i Judyta Schraiber spełniają swoje marzenia kosztem wyrzeczeń i trudnych kompromisów, nierzadko płacąc wysoką cenę za szczęście.Jest jesień 1895 roku. Eliza Pohorecka dotąd uczyła się zawodu w otwockiej aptece, lecz opuszcza Kongresówkę, gdy jako jedna z pierwszych kobiet zostaje przyjęta na Uniwersytet Jagielloński. W cesarsko-królewskim Krakowie, pełnym uprzedzeń i konwenansów, będzie musiała się zmierzyć z niechęcią wykładowców wydziału farmacji, z tragiczną przeszłością rodziny i z zakazanym uczuciem.Eliza na szczęście nie jest sama. Otuchy podczas dokonywania niełatwych wyborów dodaje jej Klara Stojnowska, idealistka i emancypantka. Ona także prowadzi swoją prywatną wojnę — przeciwko konserwatywnemu ojcu, profesorowi krakowskiej uczelni.Tymczasem Judyta Schraiber, Żydówka z Kazimierza, ucieka z domu — z namiętności do mężczyzny i z miłości do sztuki. Stara się zostać malarką, bierze lekcje u młodego Staszka Wyspiańskiego, na każdym kroku walcząc o swoją niezależność. Nie wie jednak, że już wkrótce będzie musiała bronić czegoś równie cennego: tożsamości. Choć Eliza, Judyta i Klara z pozoru bardzo się różnią, coś je jednak łączy. Każda z nich jest niepokorna…


Mam wrażenie, że książka jest jak wino. Im dłużej poleży i poczeka, tym bardziej uderza do głowy. Im trudniej do niej mi się zabrać, tym większy mam problem, żeby się oderwać, odłożyć ją chociaż na chwilę i posłuchać co ma do powiedzenia, ktoś kto właśnie przyszedł, zadzwonił. No bo przecież na kartkach, które mam na kolanach, toczy się życie, ludzie kochają, tracą i cierpią…

Początek zdezorientował mnie jak legislacyjne działania polskiego ustawodawcy. Mamy lata czterdzieste XIX wieku. Jakieś kobiety, Elżbieta, traci męża i dom wskutek Rabacji Galicyjskiej, a gdy kryje się przed grozą z maleńkim synkiem w ramionach widzi maszerujące wojsko austriackie, będące w zmowie z chłopami. Sara – młoda Żydówka z krakowskiego Kazimierza, która kocha malować i jest jak na swoje czasy trochę niepokorna. Mija pół wieku. Wnuczka Sary, jest zbuntowana, walczy o siebie. Chce malować, chce żyć swoim życiem, a nie chce być żoną mężczyzny, którego wybiorą jej rodzice. Bo Judyta znalazła sobie sama mężczyznę, którego kocha szaleńczą miłością dziewczyny, dziecka, które nie zna życia. Ucieka z domu, aby żyć z mężczyzną, dla którego była tylko igraszką.
Do Krakowa przyjeżdża także wnuczka Elżbiety. Dziewczyna chce studiować farmację, finansowo wspiera ją babka, która nigdy nie otrząsnęła się z tragedii. Nigdy nie wybaczyła Austriakom, że zburzyli szczęście w jej życiu. Pech chce, że pewien Austriacki żołnierz zaczyna kręcić się w pobliżu jej wnuczki. Dodajmy do tego młodą, wyzwoloną Klarę, córkę świetnego profesora o skostniałych poglądach i mamy bohaterki, świetnej powieści, z klimatem i emocjami.

Rzecz dzieje się w Krakowie końca XIX wieku w którym zderza się umiłowanie tradycji przez mieszkańców szacownego grodu Kraka i nowoczesności, dekadencji, młodości i pragnieniem zmian reprezentowanym przez młodzież. Młodzież, która chce żyć sercem a nie konwenansami. Takie powieści, jak ta którą napisała Agnieszka Wojdowicz uwielbiam. Za ten klimat i subtelne emocje, piękne a pomimo swej delikatności uderzające z całą siłą.

Możemy pospacerować po Krakowie końca XIX wieku, mieście klimatycznym z zabytkami, ale i z cesarskim wojskiem pilnującym porządku w imieniu Franciszka Józefa. Na chodnikach spotkamy sławy jak Jacek Malczewski, Stach Wyspiański i całą reszta artystycznego światka, który ukształtował nasze spojrzenie na sztukę.

Agnieszka Wojdowicz stworzyła wspaniałą, klimatyczną powieść, którą czyta się szybko i bardzo prędko wpada się w nią jak śliwka w kompot. Niepostrzeżenie zaczynamy żyć życiem bohaterów, kibicować im i przejmować się ich dramatami. Ja bardzo polubiłam wątek tytułowej Elizy i Antona był motylkowy i uroczy.  Skojarzyła mi się z książką „W cudzym domu” z tym, że uważam, że „Niepokorne.Eliza” to książka bardziej dopracowana, pozwalająca czytelnikowi poczuć jeszcze więcej emocji.

To naprawdę dobra i poruszająca powieść, taka jakie lubię najbardziej. Losy kobiet niepokornych, zbuntowanych przeciwko konwenansom, a gdy pojawia się miłość ten bunt przybiera jeszcze na siłę, jak gdyby samorealizacja nie była jedynym powodem palenia mostów i burzenia skostniałych murów, jak gdyby dopiero miłość dodawała im sił.

Lubię książki pisane przez polonistki, to się wyczuwa, język jest staranny, zdania wyważone, pięknie skonstruowane. Czytanie nie męczy, nie boli, ale jest jak słuchanie klasycznej muzyki.
Bardzo mnie cieszy, że jest przewidziany kolejne tomy i będę niecierpliwie ich wypatrywały. Nie spodziewałam się, że książka aż tak mi się spodoba i chcę jeszcze raz!!
Wspaniała – polecam!!



Książkę mogłam przeczytać dzięki uprzejmości portalu

sobota, 19 lipca 2014

"Hopeless" - Colleen Hoover

Czasem odkrycie prawdy może odebrać nadzieję szybciej niż wiara w kłamstwa.To właśnie uświadamia sobie siedemnastoletnia Sky, kiedy spotyka Deana Holdera. Chłopak dorównuje jej złą reputacją i wzbudza w niej emocje, jakich wcześniej nie znała. W jego obecności Sky odczuwa strach i fascynację, ożywają wspomnienia, o których wolałaby zapomnieć. Dziewczyna próbuje trzymać się na dystans – wie, że Holder oznacza jedno: kłopoty. On natomiast chce dowiedzieć się o niej jak najwięcej. Gdy Sky poznaje Deana bliżej, odkrywa, że nie jest on tym, za kogo go uważała, i że zna ją lepiej, niż ona sama siebie. Od tego momentu życie Sky bezpowrotnie się zmienia.


Pamiętajcie, że na podróż brać należy dwie książki. Bo jedna się kończy i można płynnie przejść do następnej. Chociaż o Hopeless następuje zjawisko pożądane po każdej dobrej książce, czyli kac książkowy. Hopeless czytałam wczoraj wieczorem i nie zważałam na zmęczenie po podróży – więc w nocy, a następnie – ponieważ P.T. Pan M. wyjeżdżał do sanatorium, od 4.30 dziś. Ani mi w głowie był sen. Była historia!
Po kilku entuzjastycznych wspominkach napaliłam się na tę książkę okrutnie. Później bałam się, że skoro takie mam oczekiwania, to z ich wyżyn, zlecę w czeluści Hadesu, a upadek będzie bolesny. No, ale – kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana – jak mawia klasyk.

Sky jest adoptowanym dzieckiem. Od trzynastu lat wychowuje ją nieco szalona Karen. Karen jest weganką, nie uznaje zdobyczy techniki, typu telewizor, komputer i internet i uczy córkę w domu. Jednak jak każda nastolatka Sky chce swobody, pod wpływem przyjaciółki z sąsiedztwa decyduje się na pójście do szkoły. Nie jest to zbyt dobry krok, bo przyjaciółka jedzie na wymianę do Włoch, a Sky, trafia w sam środek dżungli. Przyjaźniąc się z Six, Sky poznała wielu chłopców i ma niezbyt dobrą reputację. A jaka jest amerykańska szkoła – wiemy z filmów. Sky poznaje w szkole chłopaka z którym się zaprzyjaźnia, ale dopiero następne wydarzenia odmieniają jej życie. Otóż na zakupach spotyka obłędnie przystojnego facet, na widok którego nogi jej miękną, co jest dziwne, bo do tej pory nawet „kręcąc” z chłopakami była obojętna. Tak jakby się zakochała. Niestety nic, czego dowiaduje się o chłopaku nie napawa optymizmem, ale serce, mózg ciało są uparte i Sky gna w stronę ognia i w stronę? Starożytni uważali, że samorozpoznanie nigdy nie kończy się dobrze. Dopiero później było, że „prawda Was wyzwoli”. Ja będzie w tym wypadku?

Mam kaca po tej książce… okazała się tak poruszająca, jak obiecywały inne blogerki. Cieszę się, że po nią sięgnęłam. Jest poruszająca, motylkowa. Z drugiej strony sporo  tam seksu i zastanawiam się czy dałabym ją Młodej. Wczoraj łaziłam z kolegą po Plazie i tak idąc na kawę rozmawialiśmy o dzieciach, na co On skwitował, że Młoda ma już zupełnie inne zainteresowania i że pewnie w wielu sprawach mogłaby być dla nas profesorem. Mnie wbiło w ziemię i kazałam mu się wstrzymać, bo to jednak moje Dziecko. Jednak faktycznie nie mam prawa uważać, że dla szesnastolatki ta książka będzie szokująca. Prędzej zgorszy Babcię tejże ; - ) ale wolę Mamie tego nie sugerować, bo zgasi mnie jakąś celną ripostą.  Więc tak(nie zaczynaj zdania od więc powtarzała profesor od Historii): faktycznie w książce jest sporo opisów seksualnych igraszek nastolatków, ale już formalnie pełnoletnich. Nie są wulgarne, nie zbliżają się nawet w stronę pornografii, czy modnego ostatnio gatunku porno-literatury.
Bo ta książka jest o miłości, a czy w naszym mniemaniu młodzi zbyt prędko idą ze sobą do łóżka? Odłóżmy szkiełko i oko, skupmy się na sercu.

Autorka ma dar… bo pisze w taki sposób, że nie sposób uciec od motylków. Uczucia bohaterów, są naszymi. Czujemy ich ból, złość, rozgoryczenie i frustrację. To jest w książkach najważniejsze, to że przeżywamy huragany uczuć i doznajemy słynnego katharsis. Konstrukcja bohaterów, wielowymiarowa, złożona też jest bardzo istotna, ale tutaj autorka trochę uciekła od tematu, bo nie rozwodzi się nad charakterami wykreowanych postaci, a na pierwszy plan wysuwają się ich problemy.

Problemy, jest ich kilka… nie będę Wam spojlerowała, odkryjcie to sami. Byłam zszokowana i do teraz ciągle ta historia we mnie jest. Żeby się wyżyć musiałam coś upiec… ciężko mi po tak emocjonującej powieści wczytać się w coś innego, wszystko jest jakby nijakie…

O co chodzi w tej książce? O miłość, która jest nam niezbędna, żeby przetrwać życiowe huragany i burze, kiedy ostatnie skrawki gruntu wysuwają nam się spod nóg.
Polecam!!

"Wyspa na prerii" - Wojciech Cejrowski

Dotychczas pisałem książki o Indianach z Amazonii – było dziko i egzotycznie. Ta jest o kowbojach z Arizony, i też będzie dziko i egzotycznie. Południe Stanów Zjednoczonych oraz dawny Dziki Zachód są zupełnie inne niż Nowy Jork, Chicago, Floryda czy Kalifornia. Preria zadziwia nawet tych, którzy dobrze znają Amerykę. Gdyby komuś nie mieściło się w głowie, że prowincja największego mocarstwa na świecie wygląda tak, jak ją tu opisałem, niech rzuci okiem na serial telewizyjny „Duck Dynasty” (w Polsce znany jako „Dynastia Kaczorów”) albo... niech potraktuje tę książkę jak zwykłą powieść przygodową.A gdyby ktoś chciał sprawdzić osobiście, czy jest tak jak tu opisałem, drogę znajdzie łatwo: wystarczy zjechać z autostrady, potem jeszcze raz zjechać, i znów zjechać, i tak do skutku – aż skończy się mapa i wylądujesz na polnej drodze, prowadzącej na jakieś rancho.Rzecz dzieje się współcześnie, w Arizonie, tuż przy granicy z Meksykiem. Dziki Zachód dawno przestał być dziki, ale mieszkańcy prerii wciąż o tym zapominają. Preria jest trochę dzika, trochę niepiśmienna. Nie jest zacofana! Po prostu poszła w inną stronę niż nasza cywilizacja.Posłuchajcie...


 Jeśli chodzi o Wojciecha Cejrowskiego, ludzi można podzielić na trzy grupy, kochają Go, Nienawidzą, albo nie lubią Jego poglądów, ale wielbią jego twórczość. WC jest postacią barwną a programy podróżnicze zawojowały Polskę. Jego książki grzeją poczesne miejsce na mojej półce, więc nie mogłam odpuścić sobie Jego najnowszego Posłuchajcie, tym razem nie o Amazonii, a o Arizonie. WC jest apologetą Stanów Zjednoczonych, co jest mi całkowicie obce, bo nie lubię zachłystywania się czymkolwiek i ślepym twierdzeniem „tam cacy, tu be” ale Autor pisze tak dobrze, tak – do tej pory – wspaniale mi się te książki czytało, że nie mogłam sobie odmówić tej powieści. Doczytywałam ją już w podróży do Lublina i z każdą stroną czułam smutek… ze już blisko koniec.

Tym razem przenosimy się, jak sam tytuł wskazuje na Prerię. WC zaprasza nas na rancho, które raz dostał, raz wygrał i w końcu raz kupił. Po dwóch dekadach od wejścia w posiadanie domku na prerii, wraca tam, jakby to rzec, bardziej na stałe. Tuż przed Bożym Narodzeniem przyjeżdża do Arizony, wprawia miejscowych w konsternację, tym że tak późno chce kupić choinkę. Przygotowuje się do świąt i do tego co nieuchronne. Do konfrontacji ze zwartym stadem tubylców oraz innych jednostek powszechnie występujących na prerii, jak kojoty, szopy, robactwo i ptactwo. Wiadomo – z ludźmi będzie najtrudniej, jest tu nowy, oni znają się „od zawsze”. Dodatkowo WC jest posiadaczem niewymawialnego imienia, toteż dla ułatwienia każe mówić do siebie Gringo. Gringo jest osobliwością na prerii, jest jak małe dziecko, nie wie oczywistości i ciągle się uczy. A gdy się nie uczy, siedzi sobie na niebieskim krześle(żartym przez termita) i kontempluje widoki.

Czy mogę napisać, że ta książka zachwyciła mnie jeszcze bardziej niż poprzednie? Póki pamiętam – jest genialnie wydana, co oczarowało moją Mamę, gdy tylko wzięła ją w łapki. Solidna twarda, klimatyczna okładka, masa cudnych zdjęć i stylizacja na retro-westernową. No i papier – prima sort. Można się zawąchać zapachem tego papieru.
No tak, ale ładnie można wydać dzieła zebrane Lenina a to nie doda im zbyt wiele wartości. Bez styli WC, ta książka byłaby kolejną książką o cudownościach Ameryki, co to mi bokiem wychodzi. Sekret dobrej książki podróżniczej tkwi w tym, aby autor pisał w taki sposób, że my chcemy rzucić to co robimy w danej chwili, chcemy spakować plecak i ruszyć w drogę. I żeby były momenty, gdy błogosławimy świat, że jesteśmy TU, a nie TAM(stado pszczół w aucie, czy huragan). Ta opowieść to wyczuwalna pasja. Miłość do tego kawałka ziemi, ludzi, ze wszystkimi wadami i zaletami. Nie sztuka kochać miejsce pozbawione wad, sztuką jest kochać te wady i nie wyobrażać sobie bez nich życia.
 
Ten fragment na dole mnie uwiódł. Prawie jak o mojej Turbi ; )
Preria w opowieściach Wojciecha Cejrowskiego jest miejscem magicznym(ale nie w sensie magii z Luizjany), nie jest bajkowa, bo pełno na niej niebezpieczeństw, od zagrożenia opryskaniem przez skunksa, do zagrożeń typu „zaraz umrzesz” czyli np. grzechotnik. Ludzie w tych ekstremalnych warunkach, są specyficzni, mogą strzelać do intruza, wyśmiewają wpadki sąsiadów, potrafią obić pysk zalotnikowi siostry i podglądać się przez satelitę. Życie ich nie jest proste, ani bajkowe, a jednak zachowują pogodę ducha, radość życia i pełnię człowieczeństwa, towaru – w cywilizowanych częściach świata – deficytowego.

Perypetie o których pisze WC są i wzruszające i bawiące do łez. Nie chcę Wam pisać więcej, bo na pewno nie opiszę tego tak pięknie i z taką swadą, jak to uczynił Autor. Powiem Wam szczerze, moim celem jest namówienie Was na tę książkę, bo jest warta uwagi. Czyta się ją szybko, za szybko nawet i czuje się klimat prerii, kurz, pył i wiatr.
Zmartwiła mnie prośba Autora z końca książki, bo już, już chciałam ruszać.

Wspaniała książka, warta polecenia, naprawdę z całego serca polecam i gwarantuję, że się nie zawiedziecie!!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Wg. Autorów ( w trakcie tworzenia)

Agata Christie (33) Agnieszka Lingas-Łoniewska (7) Aleksandra Szarłat (1) Alex Bellos (1) Alice Hoffman (1) Alina Białowąs (2) Aly Cha (1) Alyson Richman (1) Amy Hatvany (1) Andrzej Kępiński (1) Andrzej Markowski (1) Angele Lieby (1) Angelika Kuźniak (1) Ann Brashares (1) Anna Bikont (1) Anna J. Szepielak (1) Anna Jean Mayhew (1) Annabel Pitcher (1) Anne Brontë (2) Anne Tyler (1) Arthur Conan Doyle (1) Astrid Lindgren (1) Barbara Mutch (1) Barbara O`Neal (3) Becky Wade (1) Bill Bryson (1) Bożena Keff (1) Brenda Reid (1) Brigitte Hamann (1) Brygida Grysiak (1) Carla Montero (1) Carlos Ruiz Zafón (1) Cat Patrick (1) Cecilia Samartin (1) Cesarina Vighy (1) Chandra Hoffman (1) Charles Dickens (1) Charles Frazier (1) Charlotte Brontë (3) Cheryl Strayed (1) Chris Columbus (1) Christian Jacq (1) Chufo Llorens (1) Clive Staples Lewis (2) Colin Campbell (1) Conor Grennan (1) Consilia Maria Lakotta (2) Dan Brown (1) Daniel Silva (2) Danielle Steel (1) Danuta Awolusi (1) Debbie Macomber (1) Denis Brian (1) Dennis Lehane (1) Diane Chamberlain (6) Doda Około-Kułak (1) Dodie Smith (1) Donald Spoto (2) Dorota Combrzyńska-Nogala (1) Dorota Terakowska (2) Dörthe Binkert (1) Elizabeth Gaskell (4) Elżbieta Cherezińska (1) Emilia Sokolik (1) Emily Jane Brontë (1) Emma Donoghue (1) Eric Lomax (1) Erin Morgenstern (1) Eva Weaver (1) Ewa Bauer (2) Ewa Stachniak (1) Federico Moccia (4) Fern Britton (1) Fern Michaels (1) Francine Rivers (3) Francis Scott Fitzgerald (1) Gavin Extence (1) Georgia Bockoven (1) Giovannino Guareschi (5) Grażyna Jeromin-Gałuszka (1) Greg King (1) Grzegorz Sokołowski (1) Grzegorz Strzelczyk (1) Hanna Cygler (1) Helena Mniszkówna (1) Helga Hoškova-Weissowá (1) Hellmut Andics (1) Horacio Verbitsky (1) Håkan Nesser (1) Ibn Warraq (1) Izabela Jung (1) J.J. Renert (1) Jadwiga Czajkowska (1) Jan Miodek (1) Jan Paweł II (1) Jane Austen (2) Janina Fedorowicz (1) Jaume Collel (1) Jean-Jacques Sempé (1) Jean-Paul Roux (1) Jeannette Kalyta (1) Jennifer Kaufman (1) Jennifer Teege (1) Jerzy Bralczyk (1) Jerzy Sosnowski (1) Jill Barnett (1) Joanna Konopińska (1) Joanna Szczęsna (1) Joanne Harris (1) Joanne Kathleen Rowling (5) Jodi Picoult (19) John Boyne (1) John Curran (1) John Green (1) John Grogan (1) John Ronald Reuel Tolkien (2) Jolanta Kwiatkowska (1) Jordi Pons Salas (1) Julia Alvarez (1) Julia Child (1) Julia P. Gelardi (1) Julie Orringer (1) Józef Witko (2) Jürgen Thorwald (1) Ka Hancock (1) Kamil Janicki (1) Kard. Jorge Mario Bergolio (2) Karen Mack (1) Karolina Lanckorońska (1) Katarina Mazetti (2) Katarzyna Archimowicz (1) Katarzyna Kwiatkowska (2) Katarzyna Michalak (12) Katarzyna Zyskowska-Ignaciak (2) Kate Lord Brown (1) Kerstin Ekman (1) Krzysztof Ziemiec (1) ks. Jan Twardowski (1) Leah Fleming (1) Lena Najdecka (1) Lily Koppel (1) Lisa Genova (2) Lisa Kleypas (1) Lisa Scottoline (1) Louisa May Alcott (1) Lucy Ferriss (1) Lucy Maud Montgomery (3) Lucyna Olejniczak (1) M.L. Stedman (1) Maciej Stuhr (1) Magdalena Kordel (2) Marc Llewellyn (1) Marcin Prokop (2) Marek Aureliusz (1) Marek Rybarczyk (1) Margaret Dilloway (1) Maria Dąbrowska (1) Maria Sveland (1) Maria Ulatowska (3) Marilyn Brant (1) Marina Stepnova (1) Martin Sixsmith (1) Matthew Quick (1) Małgorzata Gutowska - Adamczyk (1) Małgorzata Hayles (1) Małgorzata Maj (1) Małgorzata Szejnert (1) Małgorzata Tusk (1) Małgorzata Warda (2) Małgorzata Łukowiak (1) Melchior Wańkowicz (1) Melissa Hill (1) Meredith Goldstein (1) Mhairi McFarlane (1) Michał Heller (1) Mieczysław Mokrzycki (1) Mike Carson (1) Mira Suchodolska (1) Miriam Karmel (1) Mitch Albom (2) Monika A. Oleksa (1) Monika Szwaja (7) Nadine Gordimer (1) Natasha Walker (1) Ned Vizzini (1) Olle Lönnaeus (1) Papież Franciszek (2) Patrick Ness (1) Patrick Pesnot (1) Paul Arden (1) Paullina Simons (2) Penny Jordan (1) Peter Heller (1) Peter Kreeft (1) Platon (1) Pola Kinski (1) Priscille Sibley (1) Rachel Hauck (2) Rebecca Johns (1) Regina Brett (2) René Goscinny (1) Richard Paul Evans (6) Richard Phillips Feynman (1) Robert J. Woźniak (1) Roma Ligocka (1) Ryszard Legutko (1) Sally Bedell Smith (1) Sam Pivnik (1) Samantha Hayes (1) Samantha van Leer (1) Sarita Mandanna (1) Seré Prince Halverson (1) Shelley Emling (1) Stanisław Zakościelny (1) Stephanie Evanovich (1) Stephenie Meyer (1) Sue Eckstein (1) Sue Woolmans (1) Sylwia Chutnik (1) Szymon Hołownia (9) Szymon Sokolik (1) Terry Pratchett (1) Trygve Gulbranssen (2) Tullio Avoledo (1) Victoria Twead (2) Walter R. Brooks (2) Wiesław Myśliwski (2) Wilkie Collins (1) Yrsa Sigurdardóttir (4) Zośka Papużanka (1) Łukasz Maciejewski (1)

Pogoda w mojej okolicy