Czytałam ostatnio książkę, w pewnym momencie akcja przeniosła się do Wrocławia i porusza wątek odbudowywania miasta i czynienia go polskim, przypomniałam sobie, że na półce mam książkę, która porusza wprost tematykę Ziem Odzyskanych i że nawet byłam zaangażowana w czytaniu, ale jakość się wybiłam z rytmu i coś mnie od niej oderwało. Wprawdzie nie jestem Zabużanką, ale stryj po wojnie pojechał na Ziemie Odzyskane i chociaż jakoś z nim tych tematów nie poruszałam, a u mnie nie bano się w domu poniemieckiego mienia, to jednak ta ciekawość we mnie była. Moja przygoda z tą książką to trochę sinusoida. Były momenty, gdy nie mogłam się oderwać, były takie, że nie rozumiałam, co autorkę skłoniło do zawędrowania w tak dziwne rejony opowieści. Czy finalnie polecam?
