Do tej pory czytałam dwie książki Marii Rodziewiczówny. Wrzos mnie nie zachwycił, ale Między ustami a brzegiem pucharu wspominam już wspaniale. Emocjonująca powieść, chociaż z ogromną warstwą dydaktyzmu. Pamiętacie pozytywizm? O co tam chodziło? Otóż w skrócie, pozytywiście zwątpili w sens obalenia zaborów powstaniem zbrojnym, apelowali o pracę u podstaw, kultywowanie polskości. Gdy czytamy Rodziewiczówną, to trochę jakbyśmy oglądali wiadomości TVP, Niemiec jest jedynym i najgorszym wrogiem. Te ideały mieć będziemy tutaj niczym u Sienkiewicza, jak u Prusa, plus dodatkowo będziemy mieli romans, jak w najlepszych zagranicznych powieściach. Zaraz musze Mamę obsztorcować, że mi nie polecała(spór będzie krótki, bo tej książki Mama nie czytała, ale bardachę zawsze miło zrobić), no i za serial muszę się zabrać, bo lubię aktora który gra Marka.
.jpg)
