Minął długi weekend – sama nie wiem kiedy, przeczytałam pięćdziesiąt książek mniej niż zakładałam. Kończyło się wolne a ja chciałam poczytać coś co mnie wciągnie i to konkretnie. Oczywiście pobieżne spojrzenie na półki doprowadziło mnie do jednoznacznej konstatacji, że nie mam co czytać. Jednak pogrzebałam trochę w stosach i padło na książkę autorki, którą bardzo lubię, bo sprawdza mi się idealnie właśnie w takich chwilach, gdy jestem pewna, że mam kryzys, że już żadna książka nigdy nie przypadnie mi do gustu i że to dramat.


