Reportaż Wszyscy tak jeżdżą, zainteresował mnie od kiedy zobaczyłam zapowiedź. Byłam wtedy świeżo po kupnie auta, no i co za tym idzie świeżo po powrocie za kierownicę i wtedy zaczęła się moja permanentna zgroza nad tym co dzieje się na drogach. Otóż od kiedy zaczęłam prowadzić samochód, a nie jeździć w szlachetnej roli pasażera(byłam w tym świetna), myślę o dwóch rzeczach, po pierwsze: marzę o kierowcy służbowym, a po drugie dlaczego prawo o ruchu drogowym jest traktowane jako zbiór luźnych, za to niewiążących sugestii. No i niejako w odpowiedzi na ogrom moich frasunków związanych z sytuacją wyszła ta książka. Tyle, że musiała swoje odczekać, aż dostała się do słoika z trupami.
Samochód to wolność. Za pomocą samochodu pokazujemy, na co nas stać. Polacy od lat przodują w liczbie samochodów na jednego mieszkańca, zajmując także wysokie miejsce w niechlubnych rankingach śmiertelności na drogach.Autor wyrusza więc w Polskę, aby zrozumieć, co się dzieje na polskich szosach. Opisuje wojnę między kierowcami a rowerzystami, organizację nielegalnych wyścigów, bezkarną jazdę po pijaku oraz najgłośniejsze wypadki, po których służby drogowe miały ostatecznie rozprawić się z piratami. Może to nieudolny system prawny odpowiada za społeczne przyzwolenie na szybką i ryzykowną jazdę?Józefiak wnika także w środowisko firm odszkodowawczych, dosłownie utrzymujących się ze śmierci pod kołami. Sprawdza, jak się żyje tym, którzy dzięki samochodom zarabiają na chleb – kierowcom tirów, kurierom, dostawcom jedzenia. Dociera do wykluczonych z dostępu do komunikacji miejskiej i tych, którzy z pasją gromadzą kolejne „najnowsze modele” na podwórku.Wszyscy tak jeżdżą to wielowymiarowy, rasowy, gęsty reportaż o stanie umysłowym polskich kierowców.
Bartosz Józefiak bierze
na tapet problemy związane z ruchem drogowy. Książka dzieli się na cztery
rozdziały: Kultura zapierdalania, najobszerniejszy i budzący największe
emocje. Niby nie ma tygodnia, żeby człowiek nie słyszał o jakimś wypadku,
znacząca większość dotyczy przekraczania prędkości. W książce mamy historie
ludzi, którzy zginęli, bo komuś się spieszyło. Autor rozmawia też ze sprawcami
i co najbardziej szokuje, to prócz niskich wyroków(okazuje się, że jeśli
kierowca nie jest pod wpływem, to nie jest norma, a okoliczność łagodząca),
kierowcy nie mają w sobie skruchy, przecież nikt nie jeździ przepisowo, winni
są piesi, po co przechodzili przez drogę, nie widzieli że tam auta jeżdżą? Drugi
rozdział poświęcony jest życiu na prowincji, albo na peryferiach, gdzie bez
samochodu nie ma życia. Wykluczenie komunikacyjne dla wielu jest nie sloganem,
ale rzeczywistością, która uniemożliwia podjęcie pracy, wpycha w biedę. Ten
rozdział, z racji na moje miejsce zamieszkania rezonował ze mną najbardziej.
Rozdział trzeci to historia samochodozy, betonozy w miastach. O tym jak miasta,
kiedyś świetnie skomunikowane, zamieniły się w zakorkowane dramaty, ale próżno
obwiniać za to tylko włodarzy, czy deweloperów, to ludzie są wygodni i nie chce
im się przejść paru metrów na przystanek i korzystać z autobusu, więc zamiast
kilkunastu osób w jednym autobusie, mamy kilkanaście samochodów z jednym
ludziem w środku i korki. Ostatni rozdział to historie związane z zarabianiem
związanym z komunikacją od kurierów, dostawców jedzenia, taksówkarzy aż po
pracowników kancelarii odszkodowawczych, którzy różnymi ścieżkami docierają do
ofiar wypadków i ich rodzin.
To była bulwersująca mnie
lektura. Cieszę się, że nie czytałam tej książki tuż po zakupie, bo dostałabym
jeszcze większej paranoi. Jestem strasznie wkurzona na to co dzieje się na
drogach, ale nieco pocieszyły mnie historie, chociażby z Jaworzna, gdzie
wprowadzają nowe rozwiązania, które mają wpływać na przestrzeganie prawa i
chronienie pieszych. Zastanawiam się też nad bojkotem InPostu, bo o ile
sytuacja się nie zmieniła, to model pracy kurierów jest straszny, a firma nic z
tym nie robi, a więc kupując rzeczy do paczkomatów dokładam się do tego. A
przecież ja z przyczyn ideologicznych nie używam aspiryny z Bawarii. Podobała
mi się ta książka, chociaż gdyby upały były trochę mniejsze, to przeczytałabym
ją szybciej.

Wsadzam do koszyka! Muszę przeczytać, choć wiem, że będzie mnie to kosztowało mnóstwo emocji
OdpowiedzUsuń