Od kilku lat każdą książkę Idy Żmiejewskiej kupuję od razu w przedsprzedaży. Uwielbiam te kryminały retro, bo to nie tylko jakaś zagadka, to przede wszystkim prawdziwa podróż w czasie. Mamy bohaterów, mocno osadzonych w realiach epoki, z prawdziwymi dylematami i emocjami. Uwielbiam. Teraz zaś miała być powieść w której ważną rolę odkrywa książę Józef Poniatowski, który mnie kojarzy się przede wszystkim z nurtami Elstery i długą ulicą w moim mieście, przy której mam dentystę i jest tam wiecznie jakieś ograniczenie prędkości, progi zwalniające i nie lubię tam jeździć. Jednak dla autorki Poniatowski jest takim kraszem, jak dla mnie Franz Joseph, więc w imię solidarności fanek denatów z historii, musiałam przeczytać.
