niedziela, 3 lutego 2013

Szarlotka z kajmakiem

Ongiś, Koleżanka z forum rzuciła przepisem na jesienną szarlotkę z kajmakiem.


Jedna osoba zrobiła, później druga. Zaczęło mnie kusić. Dodatkowo tydzień temu nabyłam w Biedronce, bardzo tanio kajmak. To pomyślałam dlaczego nie! Przełamałam moją niechęć do ręcznego zagniatania kruchego ciasta(naprawdę szczerze nie-cierpię)
Przepis mam z tej strony
Szarlotka jest wyborna, potwierdza to pięć niezależnych osób. i całe grono internautów. Więc coś w tym musi być.
Biegiem do Biedronki po kajmak(za 3 zł z groszem) i do roboty!!

Składniki ciasta:2 szklanki mąki pszennej1/2 szklanki mąki krupczatki3/4 szklanki cukru pudru1 kostka masła(Sknera jestem i margaryną imienniczą zastąpiłam)4 żółtka1 łyżeczka proszku do pieczenia1-2 łyżki kwaśnej śmietany (18-22%)(dałam 12% śmietanę, bo taką miałam napoczętą)
Składniki nadzienia:6-7 dużych jabłek do ciasta ( szara reneta lub antonówki)2 łyżki brązowego cukru2 łyżki cukru z prawdziwą wanilią(ja użyłam jabłek już uduszonych które miałam zawekowane w słoiku, odkręcając który, prawie sobie nadgarstek  połamałam w pył, gdy jabłka wyłożyłam na ciasto szczodrze potraktowałam je cynamonem)1 mała puszka kajmaku (ok 200g)


Z podanych składników robimy półkruche ciasto, to znaczy przesiewamy na stolnice mąkę wraz z cukrem i proszkiem, siekamy drobno z zimnym masłem a następnie dodajemy żółtka, śmietanę i zagniatamy szybko gładkie ciasto i dzielimy je na dwie części. Jedną częścią wykładamy dno i brzegi formy na wysokość około 2 cm, a drugą część na razie zawijamy w folię. Zarówno formę z ciastem jak i drugą część ciasta wkładamy do lodówki na około pół godziny.
W tym czasie obieramy jabłka, kroimy je na mniejsze kawałki i dusimy w rondelku aż zmiękną i zaczną się rozpadać.Dodajemy cukier i wanilię. Można je odrobinę podlać wodą na początku, ale ważne jest, żeby ją później odparować. Gotowe jabłka powinny być dosyć gęste.
Schłodzony spód ciasta dziurkujemy widelcem i podpiekamy przez 20 minut w temperaturze 180°C. Na podpieczony spód wykładamy jabłka, a na nich układamy cienką warstwą kajmak.
Pozostałe ciasto rozwałkowujemy na grubość około 1-2 mm i przy pomocy foremki do ciasteczek wykrawamy z niego dowolnie wybrane kształty(ja postawiłam na serduszka.
Później należało posmarować ciasto białkiem(o czym niedoczytałam, a szkoda, bo białek mam już dużo uskładanych i będzie z tego jakaś beza musi :P )
Wstawiamy do piekarnika na 30-40 minut. Mój piekarnik piecze troszkę słabiej, sądzę, że ciasto w piekarniku siedziało jakieś 50 minut, po 35 wyjęłam i obróciłam blachę. A po 50 minutach wyłączyłam gaz i ciacho siedziało w ciepełku jeszcze troszkę.


Naprawdę pyszne ciasto, wszystko idealnie się komponuje. Mniamusie.


Aż zaraz sobie skubnę kawalątek(jak jeszcze coś zostało) i zalegnę z książką, bo nerwa mnie taka telepie, że gdybym coś jeszcze napisała, mogłabym żałować, że dałam emocjom ponieść się

sobota, 2 lutego 2013

amatorski stos "doktorantki"

Zapodaję stos, chociaż jeszcze wciąż jestem doktorantką, więc nie licuje to zupełnie z moim statusem...
ale zafunduję Wam takie rozdwojenie :P Zabiję Wam tego ćwieka :P


Jeszcze do czwartku mogłam Wam pokazać stos bez zakupów własnych. Naprawdę!!! 28 grudnia  robiłam ostatni książkowy zakup. I ostro się trzymałam, do czwartku. W czwartek, jak już wiecie byłam w Lublinie i z Edith byłyśmy w czterech księgarniach(wliczając w to Tanią księgarnię na dworcu), a jeśli doliczyć sklepik dworcowy to w pięciu. I nic nie kupiłyśmy!!!! Edyta była tak dumna, że mnie tak cudownie upilnowała. Szkoda, że tego nie widzieliście!! Do czasu!! Do czasu gdy weszłyśmy do Empiku tuż przy Krakowskim Przedmieściu. Przez dłuższą chwilę zanosiło się, że również z tego sklepu nic ie wyniesiemy. Aż Edyta wypatrzyła hałdy książek z tabliczką -70%. I zaczęła się grzebanka. W pewnym momencie niemalże wydarłam jakiejś  kobiecie "Zaklętych w czasie", Edyta wyhaczyła szukane przeze mnie "Moje życie we Francji" a ja doszukałam stosy innych książek.
A później do glosu doszedł rozum, miałyśmy iść coś zjeść i czegoś się napić, to proponowałam obejść kupując suchą bułkę i idąc do parku, ale pozostawała kwestia doniesienia ich na Uczelnię, później na dworzec a później ze stacji do mojego domu. ledwo doniosłam te.

Teraz będę czekać na zwrot z Fiskusa i już szukam pretekstu do wizyty w Lublinie.

Taka jest historia mojego stosiku

A teraz pora na stosik recenzyjny. Jedna książka, na samej górze, prezent od krajanki mej Magdy z opowiadaniami blogerów.
Jak widzicie niektóre książki już przeczytałam. A  wiele spędza mi sen z powiek. Bo chce czytać JUŻ







Wracam do "Małych kobietek" i robienia szarlotki. Wprawdzie ja nie mam takiego talentu jak Edyta która przywiozła mi giga-dobre wypieki, ale podzielę się z Wami przepisem. Jak mi wyjdzie :D

I zmilczę co myślę o najnowszym wpisie, który zelektryzował blogerów. Mam wprawdzie kolejną refleksję marudzącą w głowie, ale nie będę Was tak katować, non stop.


Nie mam też energii, postanowiłam odstawić kawę, tzn. ograniczyć jej spożycie. I pijam herbate. W lublinie kupiłam dwa rodzaje herbatek owocowych i sobie oszczędnie parzę, a także upijam się Sagą z dziką różą i porzeczką - wyborna!!! Cudowna herbata!!!

piątek, 1 lutego 2013

pierwszy miesiąc 2013 roku - zakończony


W blogowaniu i Internecie pociesza mnie to, że mogę zobaczyć, że inni mają jeszcze większe jazdy. Postanowiłam pójść sobie poczytać „Małe kobietki” aby odpocząć od aktualnej dyskusji nad artykułem pewnej uczonej krytyk. Miałam dziś stosik opublikować, ale stwierdziłam, że mogłaby pozew mi wysłać za prowokację, albo za to, że Słońce wschodzi na Wschodzie. A że dziś pierwszy dzień lutego to podsumowanie stycznia sobie strzelę! A co mi!! Prawda? I pójdę rozważać czy iść jutro święcić gromnicę, która z pszczelego wosku  jest i kurczy się za szybko. A ja umyśliłam sobie, że będę z nią pochowana, a nie chcę żeby z dłoni mi kikut wystawał, więc gromnicę trzeba zacząć oszczędzać.

W styczniu przeczytałam 16 książek. Dwóch recenzji brakuje na blogu, mam nadzieję, że najbliższy tydzień zmobilizuje mnie do opisania swoich wrażeń.
Przeczytałam trzy książki mniej niż w grudniu. Ja wiem, że nie chodzi o ilość, jak pisałam w ubiegłym miesiącu, było to do przewidzenia, miałam troszkę innych zajęć. Martwi mnie, że żadnej powieści Christie nie przeczytałam, to z mojej strony żałosne!! Mam nadzieję, że to się nie powtórzy. To był fenomenalny miesiąc jeśli chodzi o książki "Zakręty losu", "Zbrodnia w błękicie", "Okrutne oskarżenie"... mam wymieniać dalej?

Styczeń był miesiącem świetnych książek, żadna mnie nie wkurzyła, nie zniesmaczyła(od tego miałam filmy), jakieś drobne zawody się trafiały, ale ogólnie Szlo świetnie. Oby cały rok taki był!!

Prawie udało mi się nie kupić żadnej książki do wczoraj… ale o tym będzie w jutrzejszym stosiku.

Plany na luty? Nie zejść poniżej piętnastu książek. Z powodu lodu nie ma co się oszukiwać, że zacznę łazić z kijkami i słuchać audiobooków.

A i podzielę się z Wami kolejną marudną refleksją… tyle się mówi, że dzieci należy od małego oswajać z językiem obcym, jakież było moje zdziwienie gdy oglądając „Wilka i zająca” dziś w publicznej telewizji, zamiast znanego mi od ponad dwóch dekad charakterystycznego: „Zajac nu Pagadi” usłyszałam obce „Zającu ja ci pokażę”. I gdzie ten język obcy? Jako pacholę niewinne, nie umiałam nikomu pogrozić po polsku, ale znałam „Nu Zajac! Nu!! Pagadi”. Polska telewizja nie realizuje misji edukacyjnej.
Przygnębia mnie to…

"Rok, który wszystko zmienił" - Georgia Bockoven

Cztery siostry, które nigdy nie poznały swojego ojca – ani siebie nawzajem – spotykają się przy jego łożu śmierci. Czy będą chciały dowiedzieć się prawdy? Chory na raka, zamożny biznesmen Jessie Reed pragnie odnaleźć cztery swoje córki, które opuścił przed laty. Prosi o pomoc prawniczkę Lucy, która składa kobietom niecodzienną propozycję: 10 milionów dolarów dla każdej z nich, pod warunkiem że zgodzą się co miesiąc spotkać i wysłuchać pozostawionych przez Jessiego taśm. Elizabeth, choć otoczona kochającą rodziną, najciężej przeżyła rzekome porzucenie przez ojca. Ginger, zakochana w żonatym mężczyźnie, musi na nowo przemyśleć wszystkie swoje związki. Rachel w jednym dniu dowiaduje się prawdy o ojcu i romansie męża. Christina jest początkującym filmowcem i nie wie, czy warto dawać drugą szansę człowiekowi, którego od dawna uważała za zmarłego. Cztery siostry, które nie miały pojęcia o swoim istnieniu, odnajdą siłę i miłość, a rozwiązanie dręczących je problemów nadejdzie z najmniej spodziewanej strony.


 Potrzebowałam książki, która przełamie marazm, który wkradł się w moje życie. Książki, która stanie się centrum, od której nie będę mogła się oderwać. Wzrok mój padł na „Rok który wszystko zmienił”, bardzo ciekawa okładka, świetne kolory. Wprawdzie nauczyłam się nie ufać polecankom typu „druga Picoult”, ale mimo wszystko sięgnęłam po powieść autorki, zupełnie dla mnie nieznanej. Tak czułam, że będzie to dobra lektura do pociągu. I miałam racje! Intuicja rządzi!!

Jessie jest nieuleczalnie chory, od śmierci dzielą go tygodnie a w życiu ma wiele niepozałatwianych spraw. Cztery najważniejsze – jego córki, każda z inną kobietą. Przed śmiercią chce porozmawiać z córkami, wyjaśnić im pewne sprawy, błagać o przebaczenie? Tylko czy nie jest za późno, córki albo mają do niego całe morze pretensji, albo… nie wiedzą o jego istnieniu. Ginger została adoptowana i nie wiedziała o tym.  Elizabeth – córka Jessiego i jego pierwszej miłości, miała do ojca żal, obwiniała go o śmierć jej brata i nie miała możliwości skonfrontowania słów matki z rzeczywistością. Christina wychowana przez matkę i jej drugiego męża. Christina ma mgliste wspomnienia o ojcu który ją porzucił. Rachel przeżyła traumę wychowywana przez matkę, która stale przed czymś/kimś uciekała, aż w końcu popełniła samobójstwo. Prawie każda dźwiga bagaż trudnego dzieciństwa i młodości, los nie oszczędza ich również współcześnie. Każda z kobiet zmaga się z mniejszymi lub większymi trudnościami, dramatami które łamią człowieka i pozostawiają kupę zgliszczy, a dodatkowo testament ojca nakłada na nie obowiązek spotykania się przez pół roku i słuchania taśm ojca na których ten nagrał wspomnienia ze swojego życia.

Nie jest to książka w stylu Jodi Picoult, znam jej twórczość i w żaden sposób nie miałam skojarzeń ze stylem autorki, jedyne co łączy książkę  Jodi  i Georgii Bockoven to podział na rozdziały opisujące poszczególne bohaterki i ich życie, ale nie ma raczej spojrzeń na to samo zdarzenie, tylko z różnej perspektywy.  Po prostu bohaterką danego rozdziału jest konkretna kobieta. I tyle.
Czytając powyższy akapit możecie mieć wrażenie iż opisuję swój zawód. Skądże!! Jak wspomniałam – nie ufam takim polecanokom, więc nie oczekiwałam, że będę miała gonitwę myśli i to specyficzne uczucie towarzyszące mi podczas lektury książek Jodi.  Ale  nie oznacza to, że książka była zła – wręcz przeciwnie czytało mi się dobrze. Nawet bardzo dobrze. Książka ma wszystko to czego wymagam od książki będącej nieco wyżej w hierarchii od zwykłego czytadła, porusza wiele życiowych problemów, daje do myślenia, ale porusza je jednak nie w sposób wyczerpujący, niektóre tylko muska, co w moim przekonaniu jest jednym z poważniejszych argumentów dyskwalifikujących ją w wyścigu o miano wybitnej. Bohaterki dokonują wyborów, czytelnik ma prawo mieć inne zdanie, co zmusza do myślenia. Jeśli nie chcemy przelecieć tylko po tekście wzrokiem, bez angażowania umysłu.

Przyznam się, że szczypało mnie pod powiekami ze wzruszenia w niektórych momentach, ale momentami szalał we mnie gniew, czy niemy sprzeciw. Trudno i bezsensownie wyliczać problemy, które porusza ta książka, dzięki mnogości bohaterek autorka miała pole do popisu. I chociaż jest to książka na wskroś amerykańska z dramatycznymi zwrotami akcji i ze słodziutkim jak różowy lukier zakończeniem, uważam że warto ją przeczytać.
Sam wątek odnalezionego rodzeństwa, kompensacji szkód wyrządzonych w przeszłości i nawiązywania więzi między obcymi kobietami, które łączą tylko więzy krwi jest sam w sobie ciekawy a dodatkowo autorka bardzo sprawnie sobie z nim poradziła.

Wczorajsze czytanie, już po powrocie
 z kubeczkiem dobrej herbaty 
Naprawdę polecam, nie tylko jako umila cza konfrontacji z PKP Przewozy Regionalne. 

czwartek, 31 stycznia 2013

Maruda - marudzi


Jestem hejterem. Dziś rozmawiając z Edith doszłam do wniosku, że jestem człowiekiem, który wszystkiego się czepia i wszystko mu przeszkadza. A wylanie tego z siebie pomaga.

Postanowiłam więc napisać o tym co ostatnio mnie wkurza, może nie wkurza, raczej intryguje i dziwi.
Mianowicie – wyzwani.
Swoją przygodę z blogiem zaczęłam kilka lat temu. Wtedy wyzwań   było jak na lekarstwo, jedno, góra dwa. Było to pewną niedogodnością, bowiem gdy chciało się w to pobawić wybór praktycznie nie istniał. Ale wtedy te wyzwania, to było coś!
Po pierwsze miały osobne blogi, więc nie było sprawy generowania sobie wejść na bloga, tym że ludzie będą wchodzić w celu powklejania linków. Każdy miał dostęp do wyznaniowego bloga i można było łatwo przeglądnąć wrażenia innych czytelników z lektury. Zobaczyć kto co czytał, czy jego wrażenia były podobne do naszych.
I najważniejsze!! Te blogi pobudzały do odkrywania nowych książek. Wtedy szukałam książek, które spełniały wyznaniowe warunki. W bibliotece szperałam za książkami z małoznanych krajów, szukałam książek z kolorem w tytule i kompletowałam noblistów.
Tymczasem teraz… coraz częściej widzę recenzję a pod nią kilka Bauerków z odnośnikami do różnych wyzwań.
Darujcie, moim zdaniem nie o to chodzi. Wydawało mi się, że sensem wyzwania jest poznawanie nowych książek, sięganie po te pozycje, które stałyby długo na półce, albo nie sięgnęlibyśmy po nie. Odnoszę zaś wrażenie, że te wyzwania czytelnicy dobierają, pod kątem książek które planują przepisać, a może biją jakieś rekordy…? Czy są jakieś zawody?
Każdy  musi mieć autorskie wyzwanie, a nie wiem czy nadmiar jest dobry, może jakiś złoty środek?

Oczywiście powiecie mi, że o co mi chodzi, nie chcesz brać udziału to nie bierz. I zaiste, tak czynie – teraz zostaję tylko przy wyzwaniu z Agatą, literatura popularną i moje prywatne wyzwanie, to jedna literacka powtórka miesięcznie. Więc owszem nie utrudnia mi życia nadmiar wyzwań, nie sprawia, że zgrzytam zębami, czy mam ochotę mordować.
Ale ot taka refleksja mnie naszła i jak rasowy maruda musiałam się tym podzielić :D



Baaaaaaaaardzo dziękuję Edith za cierpliwość i przemiły dzień :D

środa, 30 stycznia 2013

Gran Derbi trwa, ale ja nie zapominam


Właśnie zaczyna się mecz. Aby się tak okrutnie nie stresować, wzięłam się do pisania. W końcu dzisiaj środa. Gdy myślałam o tym, o jakiej parze dziś napiszę, przed oczy wprost wpychała mi się poniższa dwójka. I chociaż chciałam przesunąć ich na inny termin. Nie dało się! Znacie ich dobrze, każdy czytał, pewnie z mniejszą przyjemnością oglądało, wielu pasjonowało się tą historią.



Ania Shirley i Gilbert Blythe.

Klasyka literatury młodzieżowej.   Rudowłosa dziewczynka z wyobraźnią bez ograniczeń, ale i ognistym temperamentem.  Ich znajomość zaczyna się fatalnie, Ania rozbija Gilbertowi tabliczkę na głowie, bo ten naśmiewa się z jej włosów.  Dalej nawarstwiają się takie zwykłe nieporozumienia, do głosu dochodzi duma i upór. I wydaje się, że mamy klasyczne „kto się czubi, ten się lubi”. I chociaż Gilbert zabiega o jej przebaczenie, chce się z nią przyjaźnić. Dziewczyna jest nieugięta.
Ale powoli, powoli Gilbert wybija dziurę w murze jej niechęci. W końcu zdobywa jej przyjaźń i przebaczenie, dzięki temu iż zrzeka się na jej korzyść posady w Avonlea.
Przez kolejny rok Gilbert musi się zadowolić li i jedynie przyjaźnią Ani, adoruje ją, ale jeszcze po cichu, jeszcze w ukryciu, zdaje sobie sprawę, że jeśli ją spłoszy, to jednocześnie utraci. Ale jego cierpliwość ma granice. Zaczyna działać, próbuje mówić. Ale Ania nie chce słuchać, jak może unika decydującej rozmowy, która jednak nadchodzi. Marzenia Gilberta zostają rozwiane. Ania czeka na księcia z bajki, a Gilbert nie spełnia wymogów, jest „tylko” przyjacielem. Na horyzoncie zaś pojawia się młodzian, który spełnia wszystkie wymogi. To książe, niemalże żywcem wyjęty z marzeń Ani. Wszystko idzie w kierunku bajkowego zakończenia. Gdy nagle Anię nachodzą wątpliwości. Jednocześnie, irracjonalnie targa nią zazdrość. Zazdrość o kobietę której towarzyszy Gilbert.
Ania podaje Robertowi – bo tak zwie się książe – arbuza. Wraca na Zielone Wzgórze, tam czeka ją jedno z najgorszych życiowych doświadczeń. Dziewczyna dowiaduje się, że wymęczony nauką, pracą Gilbert ciężko zachorował i jest umierający. Wtedy Ania odkrywa, że zawsze kochała Gilberta. Jak to w życiu zwykle bywa dowiadujemy się, że coś było nam drogie, gdy to tracimy. Ania przez jedną straszną noc boi się, że utraci Gilberta, że ten umrze w nieświadomości, że nie będzie wiedział ile dla niej znaczył.
Ale nie byłaby to książka dla młodzieży, gdyby Gilbert umarł. Wszystko kończy się pięknym, poruszającym happy Endem. Chociaż to nie jest koniec historii Ani i Gilberta. Będziemy czytali ich korespondencję, gdy Gilbert będzie studiował, a Ania będzie uczyła w szkole. Następnie będziemy świadkami ich ślubu i razem z nimi pierwszy raz przekroczymy progi Wymarzonego domu.
Chociaż ich życie nie zawsze będzie pasmem radości, przyjdą gorzkie pigułki, smutki i tragedie, my będziemy mogli grzać się w miłości i cieple domu Blythów.

Ta historia to typowa ilustracja powiedzenia „w tym caly jest ambaras”. Wiem, że wiele kobiet obwinia Gilberta, że podniósł wysoko poprzeczkę. Która nie chciałaby takiego faceta jak Gilbert?
Często wracam do książek o Ani, gdy potrzebuję zastrzyku nadziei, gdy potrzebuję takiego spokoju, który tchnie z kart książek.
I lubię historię jej i Gilberta,  którzy mimo upływu lat wciąż darzą się niezmiennie wielką miłością  i wciąż są w sobie zakochani. To idealne, ale piękne : )

Jedyne co mnie zastanawia, jako wzorową pesymistkę, czy taka sielanka między dwojgiem ludzi jest możliwa…

Jak myślicie?
Podobno ongiś jakaś matka głośno protestowała przeciwko Ani jako lekturze szkolnej, bo spacza ona pojęcie młodych dziewcząt na mężczyzn i związki, że każe im wierzyć w bajki, których w realnym życiu próżno szukać…


Oj ciężko mi wychodzi pisanie z zezem, bo 95% uwagi skupione jest na meczu. A przed minutami barca prawie Nam strzeliła.

"Nędznicy" - Les Miserables 2012

Adaptacja powieści Victora Hugo. Były więzień Jean Valjean dzięki pomocy biskupa zdobywa pozycję i zaczyna pomagać biednym i uciśnionym. Wciąż jednak prześladuje go inspektor Javert


 Nie! Nie! Nie!!
Być może jestem za stara i nie ogarniam współczesnej konwencji. Bo ani nowa, udziwniona wersja Anny Kareniny mnie nie przekonała, a teraz ledwo przemordowałam muzyczną wersję jednej z moich ukochanych powieści. Ledwo – słowo klucz. Na usta cisnęło mi się pytanie, po co to zostało nakręcone. Bo nie zawodowi śpiewacy – więc nie quasi opera, zawodowi aktorzy, ale to na pewno nie film.
Ponieważ, w produkcji występują aktorzy nie śpiewacy, nie będę się czepiać wykonania piosenek. Można być świetnym aktorem a nie mieć głosu lub słuchu. Mój Iker jest doskonałym bramkarzem, a śpiewa, że pożal się Boże. Jestem osobą którą muzyka wzrusza, potrafię dostać gęsiej skórki podczas słuchania utworu, ba potrafię nawet się rozpłakać. Niestety! Nędznicy mnie nie wzruszyli. Nic. Zero. Tylko bezbrzeżna irytacja i pytanie – na co ten film?

Na pewno, po części mój odbiór spowodowany jest tym, że żywię nabożną cześć dla dzieła Wiktora Hugo. Onegdaj wyżebrałam na urodziny własne egzemplarze, dwa tomy, które zajmują w mym sercu miejsce szczególne. Kocham każdy tom, każdy rozdział. Każdy akapit niesie jakieś przesłanie.
A w filmie – marnizna. Zdaję sobie sprawę, że „Nędznicy” to powieść monumentalna, przeniesienie jej na ekran w sposób wierny jest awykonalne, ale skróty jakich dokonał reżyser tego cuda są niewybaczalne.
Dla mnie ten film nie ma treści, bohaterowie są pustymi kukłami, plątającymi się przed kamerami i zawodzącymi.
Nie chcę się rozpisywać, bo ta produkcja nie jest tego warta.
Osobiście odradzam.  Dawno nie wymęczyłam tak żadnej produkcji. 

wtorek, 29 stycznia 2013

"Portret szpiega" - Daniel Silva

Dla Gabriela i jego żony Chiary to miał być początek przyjemnego weekendu w Londynie – najpierw wizyta w galerii w St. James's, by potwierdzić autentyczność nowo odkrytego obrazu Tycjana, a potem spokojny wspólny lunch. Jednak w ten jesienny dzień zdarzyły się dwa krwawe zamachy bombowe w Paryżu i Kopenhadze. Idąc z żoną w stronę Covent Garden, Gabriel dostrzega mężczyznę, który jego zdaniem zamierza właśnie dokonać trzeciego ataku. Zanim Gabriel zdąży wyciągnąć broń, zostaje powalony na chodnik i może tylko obserwować toczący się koszmar. Dręczony poczuciem winy, że nie zdołał powstrzymać masakry niewinnych ludzi, Gabriel wraca do swojego ustronnego domu na wybrzeżu Kornwalii. Wkrótce zostaje wezwany do Waszyngtonu, by po raz kolejny spróbować stawić czoło nowemu obliczu globalnego terroru. Główne zagrożenie stanowi urodzony w Ameryce, a obecnie działający w Jemenie islamski duchowny, którego Allah obdarzył "piękną i uwodzicielską mową". Ten utalentowany oszust, który był kiedyś na liście płac CIA, teraz jako terrorystyczny mózg planuje nową serię ataków. Gabriel i jego zespół, wspomagani przez Amerykanów i Brytyjczyków, opracowują śmiałą i skomplikowaną operację. By plan zniszczenia siatki terrorystów się powiódł, Gabriel sięga do swojej burzliwej przeszłości. Prosi o pomoc pewną kobietę - samotną dziedziczkę fortuny i kolekcjonerkę dzieł sztuki, która pomoże mu przekroczyć mroczną granicę między światem islamu a Zachodem. To córka dawnego wroga, a łączą ją z Gabrielem przelana krew... Akcja Portretu szpiega z waszyngtońskich kuluarów władzy przenosi się wartko do pełnych przepychu domów aukcyjnych Nowego Jorku i Londynu oraz w surowy pejzaż saudyjskiej pustyni. Ta porywająca historia to także świadectwo niebywałej odwagi w obliczu niewyobrażalnego zła - i najbardziej niezwykła powieść w dotychczasowym dorobku Daniela Silvy.


Po serii lektur lekkich, rozrywkowych i przyjemnych, chciałam mocnych wrażeń. Dobrej sensacji, niezłej zagadki, ale w nowatorskim wykonaniu. Stara klasyczna Christie nie wydawała się odpowiednim wyborem. Wzrok spoczął na powieści pisarza, którego miałam okazję już czytać i dobrze wspominałam. Daniel Silva  w tej książce dał popis świetnej powieści sensacyjnej. „Portret szpiega” zawiera chyba wszystko co taka powieść zawierać powinna.

Zaczyna się niewinnie, małżeństwo, Kornwalia, spokój, leniwe dni. Ale to tylko pozór, bo Kornwalia to aktualny adres Gabriela, znawcy sztuki, ale i człowieka wielkiej polityki. I ten człowiek jedzie do Londynu, aby rzucić okiem na nowy zakup przyjaciela. Tego samego dnia, świat islamu atakuje, w różnych miastach wybuchają bomby przyczepione do fanatycznych wyznawców, którzy zabijają siebie i tłumy niewinnych osób. Gabriel ma szansę rozbroić jednego z zamachowców. Niestety! Londyńska policja, uniemożliwia mu ten ruch. Do zamachu jednak dochodzi.

Czy istnieje jakiś związek między odnalezionym dziełem Tycjana a tymi zamachami? Czy świat sztuki i świat terroryzmu mają jakieś punkty styczne? Przed Gabrielem niezwykle trudne zadanie. Zadarcie z islamskimi ekstremistami to nie przelewki .
Książka wciąga od pierwszych stron. Silva świetnie buduje klimat, zaprasza nas do świata grozy, tym straszniejszego, ze realnego. Autor może pisać o fikcyjnych wydarzeniach, ale my widzimy wydarzenia autentyczne, które wciąż mamy w pamięci, a które żywo przypominają te opisywane w powieści. Ekspansja islamu, święta wojna. Masowe morderstwa w imię Allaha, brzmi znajomo prawda? Dodajmy do tego środowisko tych którzy nas przed tymi zagrożeniami chronią. Cichych żołnierzy, walczących po stronie dobra, nie ogniem i mieczem, ale nowoczesną technologią i rozumem.
Czy ta walka może być równa? Czy ma szansę kiedyś dobiec końca?
Nie chcę i nie mam zamiaru streszczać poszczególnych wątków powieści, mam raczej na celu namówienie Was na zapoznanie się z twórczością Silvy, ja sama mam w planach jego wcześniejsze powieści, bo te które do tej pory czytałam, dawały zapomnienie o sprawach bieżących, wywoływały dreszczyk emocji i przenosiły, niemalże fizycznie, do świata opisywanego w powieści.

Uważam, że nie ma co się rozpisywać. Naprawdę trzymająca w napięciu świetna książka!

poniedziałek, 28 stycznia 2013

"Galeria uczuć" - Alina Białowąs

Wszystko wydaje się proste, dopóki nasze życie ma solidne podstawy Trzydziestoletnia, trochę roztrzepana, ale niepewna siebie Ola zawsze wmawiała sobie i wszystkim wokół, że rola niepracującej „kury salonowej” to jej powołanie. Pewnego dnia jej poukładane i szczęśliwe życie rozsypuje się jak domek z kart: mąż nagle wyprowadza się z domu i wydaje się, że ma to związek z przyjaciółką rodziny. Teraz Ola musi stawić czoła przeciwnościom losu. Przemienia się w pewną siebie i świadomą swoich możliwości kobietę, która może mieć wszystko, o czym zamarzy: kochającą rodzinę, wspaniałego męża i czas dla dawno zapomnianej pasji.


Lubię lekkie i przyjemne powieści. Lubię książki o tak letnich i ciepłych barwach, zwłaszcza gdy na polu -20. I coraz bardziej lubię powieści dla kobiet z wydawnictwa Replika. Mimo swoich okładek które sugerują lekkość i brak treści, a tylko płytkie czytadło, są zdecydowanie słodko-gorzkie. Nie są to tylko książki o młodych, pięknych i bogatych w których heroina ma jedyny cel – zdobycie oblubieńca. I właśnie jedną z takich książek „Galerię uczuć” miałam przyjemność czytać przez weekend.
Ola ma trzydzieści lat. Jej życie jest niemalże idealne, chociaż każdy z aspektów ma jakieś, mniejsze lub większe, ale. Ma od kilkunastu lat tego samego mężczyznę, pierwszą miłość, spełnienie marzeń, ale ostatnio coś się psuje i w łóżku i w komunikacji. Ma pracę, ale jej szefowa jest wiecznie zrzędzącą babą, bez pojęcia o tym co robi. Ma dwójkę udanych synów, ale oni dorastają i coraz mniej potrzebują matki.  I najgorsze – Ola zaczyna podejrzewać, że mąż ją zdradza. Ten per facta concludentia się do tego przyznaje, bowiem wyprowadza się do mieszkania swojej matki, która chwilowo bawi w USA. Z odsieczą przybywa najlepsza przyjaciółka Oli – Edyta, aby nieść pomoc i być wsparciem. Tylko niestety, cień podejrzenia pada na nią. Czy to Edyta jest niewierną przyjaciółką i babom co innym odbiera mężów? A może Ola nadinterpretuje – oj ma do tego talent – i tworzy kolejną, niestworzoną bajkę z innej planety?

Aleksandra, Ola jest zwykłą kobietą, taką jak każda z nas. Bywa tak irytująca i wkurzająca, że naprawdę ma się ochotę nią potrząsnąć i krzyknąć „Opamiętaj się babo”.  Podobno człowieka irytują w drugim te  wady, które dostrzega u siebie. Ola o wszystko obwinia innych, każdy inny zawinił tylko nie ona. Więc oskarża: Męża, teściową, panią Fredzię. Przez to, że Ola jest taka normalna, stanie się bliska czytelniczkom, głównym motorem jej działania jest głód miłości, pragnienie akceptacji. Zepchnęła na margines świadomości to iż kiedyś została odepchnięta przez teściową i to wciąż w niej tkwi, niczym drzazga. I niekorzystnie odbija się na szczęściu małżeńskim.

Pewnie spadnie na książkę deszcz zarzutów, że typowa, że nic nowego, że banał. Podobno nihil novi sub sole, ale nie zgodzę się z zarzutem, że książka jest banalna. Bo nie jest. Autorka  włada niezwykle lekkim piórem w książce jest dramat, ale jest ogromna doza humoru. Zwłaszcza, że ja lubię sarkazm i ironię.
Wydaje mi się, że ta książka pomoże znaleźć kilka kluczowych problemów w życiu, zmusi nas do przemyślenia pewnych spraw. W książce poznajemy cztery kobiety, chociaż przewijają się różne osoby, to jednak dla kobiet czytających najważniejsze będą: Ola, Edyta, Fredzia i teściowa Oli. Ciekawym przypadkiem do zdiagnozowania będzie Paweł, mężczyzna jakich wielu, niespełniony zawodowo, jego marzenia runęły w gruzy, on męczy się w garniturze, za lepsze pieniądze, w sportowym samochodzie. Jest rozdarty między żoną  a matką, między koniecznością utrzymania rodziny na przyzwoitym poziomie a robieniem tego co lubi. A czy ma wsparcie? Absolutnie nie! Ola jest zbyt skupiona na sobie, na swoich odczuciach, problemach i marzeniach. W pewnym momencie brakło dialogu, a pojawiły się dwa nakładające się na siebie monologi.
Interesującą postacią jest Edyta, femme fatale, kobieta, którą dąży do autodestrukcji. Czy kobieta może zmienić podejście  do życia? Zmienić swoją filozofię? Przestać patrzeć na każdego faceta jak na obiekt do zdobycia?

Ta książka nie przyniesie odpowiedzi na każde z tych pytań, ale moim zdaniem daje dużo do myślenia.  Lubię książki nad którymi mogę usiąść i pomyśleć.

Polecam książkę, nie tylko kobietom, które są w wieku i w sytuacji Oli, ja polecam ją kobietom lubiącym lekkie powieści, a jednak mające treść, dające do myślenia i skłaniające do refleksji.  „Galeria uczuć” jest naprawdę udanym debiutem i czekam niecierpliwie na kolejną powieść Autorki.

niedziela, 27 stycznia 2013

"Andaluzja, Ole!" - Victoria Twead

Nowa Książka autorki bestsellera U mnie zawsze świeci słońce. Para Anglików, Victoria i Joe, skończyła właśnie przebudowę swojego życiowego nabytku - przytulnego domu w spokojnym, andaluzyjskim miasteczku. Trudy budowy oraz przetrwanie pierwszej hiszpańskiej zimy w opustoszałym El Hoyo zbliżyły Vicky i Joe do lokalnej społeczności. Teraz nasi bohaterowie wiodą ustabilizowane, wypełnione słońcem i dobrą kuchnią życie. Kiedy wydaje się, że już nic nie może zakłócić tej idylli, pod sąsiedni dom zajeżdża z impetem furgonetka z napisem „Ufarte. Ryby”. Jednak zamiast kontenera świeżych ryb, z ciężarówki wyłania się typowo hiszpańska rodzina. Mama Ufarte, Tata Ufarte, Babcia Ufarte, piątka dzieci Ufarte, a szóste w drodze. W jednej chwili spokój miasteczka El Hoyo zostaje zagrożony… Pełen humoru i autoironii styl autorki sprawia, że Andaluzja, Ole! jest idealną lekturą na wakacje oraz antidotum na wszelkie smutki. Galeria rewelacyjnie nakreślonych postaci na czele z Rodziną Ufarte oraz Geronimo, lekko podstarzałym i wiecznie „na gazie” fanem Realu Madryt, jest gwarancją, nieustających salw śmiechu. A pełne słońca i południowych smaków przepisy przeniosą nas do kraju hucznej fiesty i prawdziwej, latynoskiej radości życia. Która mimo pozorów senności tkwi w każdym hiszpańskim miasteczku. Pełen humoru i autoironii styl autorki sprawia, że Andaluzja, Olé! jest idealną lekturą na wakacje oraz antidotum na wszelkie smutki. Galeria rewelacyjnie nakreślonych postaci na czele z Rodziną Ufarte oraz Geronimo, lekko podstarzałym i wiecznie „na gazie” fanem Realu Madryt, jest gwarancją, nieustających salw śmiechu. A pełne słońca i południowych smaków przepisy przeniosą nas do kraju hucznej fiesty i prawdziwej, latynoskiej radości życia. Która mimo pozorów senności tkwi w każdym hiszpańskim miasteczku.


Wydaje mi się, że jestem patriotką, nie wychowano mnie w kulcie zagranicy, w kulcie dolara, czy innej waluty. Nie wpojono mi przekonania, że „zagranicą” jest raj na ziemi. Niemniej jednak marzy mi się czasami wyjazd do Hiszpanii. Czasami myślę, że tam chciałabym zacząć zupełnie nowe życie. Toteż lubię czyta książki o ludziach którzy porzucili swoje dotychczasowe życie i przenieśli się na Półwysep Iberyjski. Miałam nosa, przed tegoroczną zimą(która jest mroźna) przyszykowałam sobie zapas takich książek. I gdy zima mi da się we znaki, biorę i czytam. „Andaluzja. Ole!” to druga część opowieści o dwójce ludzi w średnim wieku, którzy porzucają deszczową Anglię na rzecz słonecznej Hiszpanii.

Minęło kilka lat Viki i Joe zadomowili się już w El Hoyo, wciąż nazywani się Anglikami,  tu mała niekonsekwencja tłumacza(chociaż nie sprawdzałam, czy obie książki tłumaczyła ta sama osoba), w każdym razie w I tomie tłumacz nie przekłada hiszpańskiego Ingles, tymczasem tutaj w tomie drugim – mamy przełożone  na Anglicy! To nie razi, nie przeszkadza, to określenie nie pada też, znów jakąś zawrotną ilość razy. Da się znieść.
Ciężko znieść szaleńcze napady apetytu, gdy czyta się o iberyjskich przysmakach, gdy oczami przebiega się przepisy. Tylko wyjątkowo silna wola i późna pora powstrzymywały mnie przed udaniem się do kuchni i przygotowaniem sobie niektórych tapas, czy deserów. W tej części jest zdecydowanie więcej dań nie dla mnie, albowiem nie jadam mięsa, więc… niestety, ale jednak jest kilka przepisów dzięki którym będę mogła się wyżyć kulinarnie.

No, ale nie jest to książka z przepisami, li i jedynie, ani nawet, przede wszystkim. To zbiór zabawnych historyjek związanych z przeprowadzką do innego państwa i próbą zaaklimatyzowania się w nowej społeczności. Tak jak przypuszczałam, część druga jest mniej zabawna niż część pierwsza. Niestety. Nie oznacza to że nie będzie dobrej zabawy. Będzie, gwarantuję że się pośmiejecie, że lektura sprawi Wam frajdę. Ba! Nawet wzruszycie się do łez.
Moim zdaniem jest to książka słabsza od pierwszej części, jeśli się śmiałam, to nie były to już gwałtowne wybuchy radości, bliżej im było do rozbawienia. Owszem Geronimo – wciąż niezawodny, Paco z Rodziną, chociaż jest ich już  mniej, również dają radę. Miejsce Paco i jego rodziny zajęła bardzo wielodzietna familia, która mnie by dobiła, gdyby zamieszkali obok mnie. Ale ich wyskoki były źródłem rozrywki, zwłaszcza popisy i żądza zemsty osobnika  nazywanego Fifi!
Dzięki tej książce przeżyjemy Święta Bożego Narodzenia po hiszpańsku, poznamy nowe zwyczaje, nowe tradycje. To była naprawdę ciekawa i miła lektura, ale jednak odrobinę słabsza od pierwszego tomu. Tak ja to odbieram. Chociaż w tej części przeżywać będziemy Mudnial i chociaż ja go tak dobrze pamiętam, nie znalazłam w tej książce emocji towarzyszącej meczom, przeżywaniu, oczekiwaniu. Nic!
No trudno.
Nie żałuję jednak lektury ani trochę. Wciąż chcę uciec do Hiszpanii!

czwartek, 24 stycznia 2013

"Trędowata" - Helena Mniszkówna

Historia miłości trudnej, a jednocześnie doskonałej, zmysłowej i duchowo idealnej, a zakończonej tak, jak kończyły się największe romanse wszech czasów: Romeo i Julia czy Tristan i Izolda. W chwili, gdy już wydaje się, że kochankowie zwalczyli wszelkie przeciwności i szczęście jest na wyciągnięcie ręki, dopada ich ta, przed którą nie ma ucieczki. Śmierć. I jest to zakończenie idealne. Los Stefci Rudeckiej i ordynata Michorowskiego to los tragicznych kochanków, którzy jednak mówią do nas z odległej epoki: nie bójcie się i idźcie zawsze za odgłosem serca.



 Problem literatury niskich lotów istniał od dawna. A ja jak zwykle idę pod prąd. Tak! Zaczytuję się książkami, które wszechświat uważa za tandetne i  głupie. Ba! Ja sądzę, że aby napisać książkę, której kicz bije po oczach, a mimo to potrafi ona poruszyć – to jest sztuka. Dlatego „Trędowata” jest powieścią do której regularnie wracam. I regularnie się zachwycam. I stale odkrywam coś nowego.

Kto nie zna słynnego romansu, dla ówczesnych kucharek? Kto nie słyszał o kwintesencji kiczu, o współczesnym Kopciuszku? Mogliście nie czytać, nie oglądać, ale słyszeć musieliście! Inaczej się nie da! Jedyne co tłumaczy fakt, ze p. Mniszek Nobla literackiego nie dostała, to fakt iż niemożliwym jest przełożenie tak pysznych konstrukcji zdaniowych na obce języki, aby zachowały one swoją klasę.
Historia jest bajeczna! Młodziutka i śliczna Stefcia Rudecka zjawia się w magnackim pałacu w Słodkowcach, aby być guwernantką Luci, córki owdowiałej Idalii Elzonowskiej, z domu – ordynatówny Michorowskiej. W Słodkowcach mieszka również ojciec Idalii – Maciej, który przed wielu latu oddał ordynację synowi i sam dożywa dni w pałacyku na uboczu. Starszy pan nosi w sercu historię tragicznej miłości z lat młodzieńczych, gdy brakło mu energii, aby walczyć o miłość do panienki której nieszczęściem był brak arystokratycznego pochodzenia. Panu Maciejowi rodzina wzbroniła tego mariażu i pojął za żonę, spokrewnioną z królami, księżniczkę francuską, która również miała za sobą epizod nieszczęśliwej miłości. Oboje przez całe życie nieszczęśliwi, byli ofiarą fanatyzmu sferowego.
Obecnym ordynatem jest wnuk Macieja – Waldemar. Młodzieniec wykształcony, obyty w świecie, który na grunt polski przenosi szczytne idee. W majątku swym próbuje wcielić idee pomocniczości, sprawiedliwości społecznej.  Ze wszech miar godnym jest podziwu. Tylko rozzuchwalony jest nieco. Ma ku temu powody ma miliony, ma doskonałe koligacje, spokrewniony jest z najznamienitszymi rodami Europy. Czuje się królem świata. Nie ma rzeczy której nie mógłby osiągnąć, nie ma kobiety, która by mu się oparła. Do czasu oczywiście.
Stefcia zostaje guwernantką nie z powodów materialnych, chce uciec z domu, gdzie wszystko przypomina jej o złamanym sercu, zawiedzionej nadziei. Otóż pewien niegodziwy człowiek okazał się zupełnie innym niż przypuszczała.
Zawiedzione jej nadzieje, jeśli sądziła, że w Słodkowcach czeka ją spokój. Niestety od pierwszego spotkania zaczynają się animozje pomiędzy nią a młodym ordynatem. Kłócą się i dogryzają sobie koncertowo. Ale wiadomo – kto się czubi – ten się lubi. Czy jest szansa, że magnat poślubi zwykłą szlachciankę? Czy sfera mu na to pozwoli? Czy on sam będzie o tym poważnie myślał? Czy raczej zabawi się tylko i porzuci biedną dziewczynę.


Powieść podobno jest kwintesencją kiczu. Pogardliwie nazwano ją powieścią dla kucharek. Ogólnie używano sobie na niej ile wlezie. Jednak Mili Państwo ja kocham ją miłością pierwszą. Gdym pierwszy raz ją czytała, kilka lat temu, nie znałam zakończenia i łzy roniłam okrutnie. Owszem można, a nawet trzeba zapłakać również ze śmiechu czytając kwieciste zdania Autorki. Bo kogo nie rozbawią zmysły wypełzające na usty ordynata, kogo nie zachwyci galeria obrazów sławy wszechświatowej.  W powieści jest taki urodzaj kwiatków językowych i tak ogromna możliwość poznania nowego, barokowego słownictwa, że chociażby w celu ubogacenia swej polszczyzny trzeba „Trędowatą” przeczytać.

Chociaż książka jest podobno najniższych lotów mi czytało się ją bardzo dobrze, owszem miałam chwile okrutnego rozbawienia, gdy styl autorki mnie rozbrajał, ale starałam się skupić na losach bohaterów. Podobno oparte są one na faktach\, ze autorka spisała stylem kwiecistym autentyczne losy pewnej rodziny z Kresów. Opisała historie miłości niemożliwej, bo kto to słyszał, żeby magnat, arystokrata brał za żonę zwykłą guwernantkę, bez tytułów i bez fortuny. Owszem mógł jakiś afekt się pojawić, ale na pewno nie z finałem na ślubnym kobiercu.
Dla mnie ta powieść jest ciekawym świadectwem czasów które przeminęły, dziś coraz mniej jest takich związków, niedopuszczalnych. Owszem są małżeństwa międzykulturowe, pary mieszane, ale dla nas to już jest normalne raczej. Możemy się dziwić, ale się nie oburzamy. Nie gorszy nas mieszanie się gatunków.

Jak wspomniałam za każdym razem zwracam uwagę na inny wątek, bo wątek miłości Waldemara i Stefci był tematem numer jeden przy pierwszym czytaniu, no i autorka na nim się skupia. My możemy najwyżej alternatywnym zakończeniem się zająć. Co zajmuje i moje myśli przyznaję.
Tym razem skupiłam się na wątki Rity i Trestki, świetnie oddanych w ekranizacji Hoffmana. Podczas ostatniej lektury dużo myślałam o Ricie i Edwardzie. Żal mi ich, każdego na swój sposób. Bardzo żałuję, że p. Mniszek nie popełniła powieści na ich temat, również. Wydaje mi się, ze było tam duże pole do popisu i czytałoby się wybornie. Aż sama mam ochotę usiąść i coś popełnić.

Konstatując można na „Trędowatą” patrzeć przez pryzmat kiczu i chłamu, można wylewać na nią pomyje, bo „tak wypada”, a można po prostu usiąść i zacząć czytać, w 99% przypadkach powieść Was porwie, z tego czy innego względu. Odkryjecie niewyczerpane źródło cudownych tekstów. A może jeszcze kogoś porwie historia wielkiej namiętności?

Całkowicie nieobiektywnie, ale gorąco i szczerze polecam!!

środa, 23 stycznia 2013

Po przerwie znów środowo


 Zastanawiałam się o jakiej parze Wam dzisiaj opowiedzieć, a ten Tołstoj ciągle za mną łazi. Wiadomo – z Lwem nie należy zadzierać. Nie czuję się gotowa aby pisać o Annie Kareninie znów, więc wezmę na tapetę inną powieść tego autora. Powieść o rozmiarach potężnych, którą onegdaj w jakieś trzy dni połknęłam. Pochłonęłam Wojnę i pokój (Война и мир) tak szybko bo ujął mnie serial kostiumowy, który Polska współtworzyła. Była to z rozmachem nakręcona produkcja, prawie cała Europa zjednoczyła się przy przenoszeniu rosyjskiej epopei na ekran. Polacy tam grają drobne role służących i chociaż serial ma wady, to ogląda się go całkiem nieźle, a muzyka… przepiękna! Książka jest bardzo poruszająca, ale jedna para utknęła mi w pamięci.


Natasza Rostowa i Andrzej Bołkoński.


Kolejna para z nieszczęśliwym zakończeniem. Chociaż ich losy podobne są do sinusoidy, która raz wznosi się, raz opada, by wreszcie zniknąć wśród bezmiaru nieskończoności.
Książe Bolkonski jest mężczyzną w słusznym wieku, ale nie starcem, na pewno nie podlotkiem. W wieku średnim, idealnym dla faceta. Ma żonę, która właśnie jest przy nadziei, kobieta w ciąży, jak to kobieta w ciąży kapryśna jest okropnie. Natasze poznaje przypadkiem – na balu. Bołkonski jest dla młodej, wchodzącej dopiero w życie dziewczyny, ideałem. Przystojny, o doskonałej pozycji, sławie. Brakuje tylko aby przybył na białym rumaku. No, ale nawet mężczyźni wychodzący spod pióra Tołstoja nie są idealni.
Wydaje się, że ten związek nie ma szans, że nigdy się nie spełni, a Natasza szybko zapomni, jak zapomina się o młodzieńczych mrzonkach, ze pozostanie tylko sentyment do tego pierwszego zauroczenia, miła pamięć o chwilach gdy serce zabiło mocniej. Bo jakim cudem mieliby być razem? On przewyższa ją pozycją, jest sporo starszy, no i ma żonę!
Wybucha woja. Andrzej idzie walczyć, zostawia żonę w bardzo zaawansowanej ciąży pod opieką swojego ojca, upierdliwego i wrednego starca. Kaprysy Teścia równoważy siostra Andrzeja – Maria – takie lelum polelum. Luiza umiera przy porodzie, Andrzej zostaje samotnym Ojcem i przewrotny los znów styka go z Nataszą.
Wielce romantyczna scena!!
Natasza wciąż karmi swe uczucie do Andrzeja, chociaż wie, ze to zakazane, że niemożliwe, ale dlaczego nie. Kto jak kto, ale my kobiety jesteśmy specjalistkami w hodowaniu niemożliwych uczuć.
Koniec końców Andrzej postanawia oświadczyć się Nataszy, zostaje przyjęty i może żyliby szczęśliwiej, gdyby nie ukochany Bolkoński Senior, któremu nie w smak spowinowacenie z Rostowami,a  tu jeszcze jego synowa mogłaby być jego wnuczką. W każdym razie nie wyraża zgody na ślub natychmiastowy. Natasza ma czekać aż ukochany wróci z wojenki.

I tu zaczyna się dramat i głupota Nataszy, która daje się uwieść demonicznemu bratu Heleny Bezuchowej(ówczesnej żonie Pierra). Młody Kuragin wytrwale próbuje uwieść młodą, niedoświadczoną Natasze. Nie sądzę, aby ją w sobie rozkochał, po prostu wystarczająco zmącił jej w głowie. To wystarczyło. Natasza jak ćma do ognia, leci ku swej zgubie. A życzliwi donoszą o tym fakcie walczącemu za Świętą Matkę Rosję – Bołkońskiemu.
A ten do końca jest prawy, do końca honorowy i wspaniały. Boże – jakiego  ja miałam kiedyś bzika na punkcie Księcia Andrzeja.

Niestety, ponieważ trwa wojna, a Andrzejem targa smutek, rozgoryczenie, jest łatwym celem dla Francuzów. Zostaje ciężko ranny. Scena gdy umiera u boku Nataszy jest jedną z bardziej przejmujących. Nie wiem czy znajdzie się osoba o tak kamiennym sercu, by nie zapłakać. Ja gorzkie łzy roniłam.

Wiele godzin nieprzespanych, spędziłam na rozmyślaniu nad głupotą Nataszy, nie mogłam zrozumieć co nią kierowało, jaka siła drzemie w nas i prowadzi ku nieszczęściu. Tołstoj wprawdzie napisał „szczęśliwe zakończenie” Natasza wychodzi za mąż rodzi dziecko, za dzieckiem a jedynymi jej troskami są kolory kupek.
Pełnia szczęścia, nie tylko dla kobiety epoki napoleońskiej ; ]

Czy jej miłość do Andrzeja nie była ta jedyną? Nie mogę się zgodzić z tą tezą. Nigdy!! Jeśli prawdziwa miłość wszystko zwycięża, dlaczego czyni wyjątek dla głupoty. Naszej własnej.

Chętnie powtórzyłabym sobie serial, ale w głupocie swej pożyczyłam koleżance, która nie chce mi go oddać. Kilku płyt i podręczników też. Muszę nowy nabyć, bo tęsknie: za muzyką i za bohaterami. A jestem zbyt rozchwiana aby kolejny raz brnąć przez moralizatorski ton Tołstoja.

Który wielkim pisarzem był 

wtorek, 22 stycznia 2013

Anna Karenina - 2012

Ekranizacja jednej z największych "love story" na świecie, powieści Lwa Tołstoja. To historia tragicznej miłości Anny Kareniny (Keira Knightley) i Aleksego Wrońskiego (Aaron Johnson). Początkowo Anna broni się przed uczuciem, chce pozostać wierną żoną i matką. Jednak ulega namiętności i jednocześnie decyduje się powiedzieć prawdę mężowi (Jude Law). Zostaje wykluczona z petersburskiego high life'u, zabrania się jej kontaktów z ukochanym synkiem Sieriożą. Jej szaleńcze uzależnienie od Aleksego doprowadza w końcu do tragedii...


 Kocham filmy kostiumowe. Nałogowo oglądam ekranizacje ulubionych powieści literatury klasycznej. Kiedyś, dawno temu oczarowała mnie „Anna Karenina” z Sophie Marceau i Fasolką, później sięgnęłam po książkę, która, jak już wiecie, nie podeszła mi za pierwszym razem. Później znów próbowałam i znów nic. Wreszcie, pod koniec ubiegłego roku, ponownie sięgnęłam po powieść Tołstoja. Takim impulsem była zbliżająca się premiera najnowszej ekranizacji „Anny Kareniny”, reżyser, który stworzył, bardzo krytykowaną ekranizację „Dumy i uprzedzenia” z Keirą i Mateuszem(których zobaczymy również w „Annie” tym razem nie jako zakochanych, ale jako rodzeństwo), czy Joe Wright poradził sobie z dziełem Tołstoja, który kładł nacisk na psychikę bohaterów?
Keira Knightley jako Anna Karenina 

Moim zdaniem nie. Film okrutnie mnie zawiódł, to co było atutem reżysera przy „Dumie i uprzedzeniu”, „Pokucie” i „Księżnej” czyli zapierające dech w piersiach zdjęcia i cudowna muzyka, są również atutami „Anny Kareniny” przy czym moim zdaniem muzyka jest słabsza nieco. Zasłuchiwałam się soundtrackami „Dumy i uprzedzenia” i „Księżnej” zaś muzycznie „Anna Karenina” mnie nie zachwyciła. Ale zaiste – zdjęcia, kostiumy powalają na kolana. Reżyserowi zarzucano, że „Duma i uprzedzenie” to fuszerka jeśli chodzi o kostiumy, że Lizzy snuje się w zgrzebnych szatach i w rozczochranych włosach. Anna Karenina, również miewa mniej dopracowane koafiury, ale suknie ma piękne.

Aaron Taylor-Johnson - Wrónski
Ogólnie film nakręcono w konwencji sztuki teatralnej. Mamy scenę, kulisy, światła, bohaterowie poruszają się po scenie, bądź chodzą za kulisami, gdzie wykonują slalom pomiędzy sznurami, linami i rusztowaniami. Także ich ruchy są przerysowane, bardziej rodem z baletu, niż z codziennego życia.
I mi to już nie odpowiadało. Zwłaszcza, że w środku filmu, jakby z tego zrezygnowano. Mamy już normalne wnętrza, normalny – w miarę – chód. To, że mi konwencja nie podeszła. Nic to, wiem, ze wiele osób się zachwyciło. 

Domhnall Gleeson - Lewin
Mnie zachwyciły suknie Anny. Keria będąc bardzo chudą niewiastą, wyglądałaby pięknie i ponętnie w prześcieradle, więc czy kica w samym gorsecie i stelażu od krynoliny, czy występuje w kompletnej toalecie wieczorowej, wygląda ładnie. Chociaż nie jest to Anna Karenina jaką opisał Tołstoj. Moi drodzy Anna Karenina była pulchna!! Miała apetyczne kształty! Ja nie wiem, może czasy się już tak zmieniły, że figura Keiry jest pulchną… Dodatkowo Keria znowu operuje tymi samymi minami, grymasami, wyszczerzonymi zębami. To jest monotonne i nie pasuje do Anny Kareniny którą sobie wyobrażałam. Nie wczuwam się w dramat Anny w jej wykonaniu, ta postać jest dla mnie obojętna. Nie widzę dramatu matki, nie widzę rozterek bogobojnej, cnotliwej kobiety zakutej w konwenanse XIX wieku. Tego nie ma. Jest kobieta, która przy pierwszej okazji wskakuje do łóżka młodego żołnierzyka.
Wroński, od kiedy tylko zobaczyłam twarz młodzieńca który go gra byłam w szoku. Jaki młokos!! Wygląda jak jakaś parodia a nie facet. Ale pod koniec filmu mnie przekonał, patrząc w te chabrowe, szafirowe oczy widziałam dramat. Jego losy mnie wzruszyły i wzbudzał we mnie takie uczucia jak ten książkowy Aleksjiej. Najpierw mnie irytował, bo był dziwkarzem. Bo uwodził tylko kobiety, zabawiał się i porzucał, ale to co było pomiędzy nim a Anną przetrwało. Nie było tylko igraszką, bo on wystąpił przeciwko zasadom, chociaż największe potępienie uderzyło w Annę, jemu dostało się rykoszetem. I wierzę, że Wroński kochał Annę, chociaż niełatwe było to uczucie. Anna wyrzucona poza nawias dobrego towarzystwa jest chimeryczna, zmienna, kapryśna. Wredna i niesprawiedliwa. Książkowy Wroński cierpi po śmierci Anny, to nie jest zwykły, płytki smutek, to rozpacz człowieka który stracił swoją miłość. Prawie jak Waldemar Michorowski z powodu betonowych poglądów sfery.
Alicia Vikander - Kitty

Kitty i Lewin. Lewin jest ciachowaty, gra go Billy Weasly z Pottera, a aktor umie zagrać na niewieścich sercach. Jeśli zaś chodzi o Kitty Tołstoy w grobie się przewraca. Aktorka o śniadej cerze gra rosyjską księżniczkę. Skandal!! Wątek tej pary został tak okrojony – bezlitośnie, że nie wiem czy warto o nim wspominać. Nie wiem po co Joe go umieszczał. Jeśli ktoś nie zna książki, chyba nie złapie w ogóle o co chodzi. A szkoda, bo to jest piękny wątek, którzy w zestawieniu z wątkiem Anny i Wrońskiego nabiera dodatkowo dydaktycznego przesłania. Jest pełen ciepła, mądrości i niewinności. A tutaj Mamy Lewina,  który się oświadcza, Kitty go nie przyjmuje. Lewin wraca na wieś gdzie zajmuje się koszeniem, macha kosą aż miło. Spotyka się ze Stwią, który strzela mu kazanie. Lewin jest zły. Lewin odwiedza Kitty, kolejny raz się oświadcza – mamy happy end. Zero treści, dużo tęsknych i bolesnych spojrzeń. Mało cukru w cukrze.
Jude Law - Karenin

Karenina. Najfajniejsza postać w filmie Jude Law jest rewelacyjny. Jego postać budzi sympatię, normalna kobieta będzie się Annie dziwiła. Dlaczego porzuca mężczyznę troskliwego z zasadami? W książce rzucała się w oczy świętojebliwość Karenina, tutaj nieco to złagodzono. Karenin jest konserwatywny. Bez przesady. Naprawdę budzi sympatie, chociaż w książce też jest fajną postacią.

Dlaczego film mnie nie zachwycił? Bo jest przerost formy nad treścią, film wizualnie jest przepiękny, ale nie ma treści, nie porywa, nie zmusza do tego, aby przejmować się losami bohaterów. Wszystko zostało potraktowane po łebkach. I tyle!


źródło zdjęć i plakatu - filmweb

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Kilka slow o mnie


Dostałam nominację od Ninax za którą bardzo dziękuję : ) pozwolicie, ze Was troszeczkę ponudzę.

Zasady zabawy są prose:
1) podziękować nominującemu na jego blogu, 
2) pokazać nagrodę Versatile Blogger u siebie,
3) ujawnić siedem faktów dotyczących samego siebie, 
4) nominować 15 blogów, które jego zdaniem na to zasługują, 
5) poinformować o tym fakcie autorów nominowanych blogów. 

Z nominowaniem mam problem. Ja proponuje, aby osoba która nie brała jeszcze udziału w łańcuszku nominowała siebie!! Bardzo ładnie proszę : )

Jeśli chodzi o siedem nieznanych faktów – może być problem, bo już sporo o sobie napisałam w poprzednich łańcuszkach.

Ale spróbujmy…

Nie chciałam iść na prawo, chciałam być historykiem i nauczać w szkole.  Niestety uznano to za fanaberię, bo nie ma pracy dla nauczycieli, zamiast pisać  magisterkę o schyłku caratu w Rosji, albo o ostatnich latach Habsburgów w Austro-Węgrach pisałam o samorządzie terytorialnym w Polsce. O ironio – teraz uczę w szkole : P a po drodze mi się odwidział ten fach. Ale…

Naprawdę lubię uczyć, lubię dzielić się swoją wiedzą, trzeba na własnej skórze przeżyć ten błysk w oczach ucznia, naprawdę super uczucie, coś na kształt fazy. Dodatkowo nauczanie wymaga  ciągłego dokształcania się, a ja to lubię : )

Ogólnie jestem dosyć aspołeczna, nie byłam na żadnej dyskotece – nie licząc tych szkolnych – a nawet w szkolnych czasach byłam wyciągana na takie imprezy. Wolałam siedzieć w domu i czytać.  Ostatnia większa impreza to studniówka. Na którą zdecydowałam się zresztą na dwa tygodnie przed… bo też uważałam to za stratę czasu. Ale bawiłam się nieźle i mam masę dobrych wspomnień.

Uwielbiam piec, gdybym miała sto pieniędzy i odwagę otworzyłabym klimatyczna cukierenkę bo uwielbiam karmić ludzi. Uważam że perfekcyjna niewiasta, ma niesamowity umiejętności kulinarne, nie dorastam niestety do pięt mojej Mamie i śp. Babci, ale się staram i może kiedyś osiągnę ten poziom, chociaż pewnie nigdy sama tego nie przyznam bo jestem bardzo samokrytyczna.


Mam w domu, a właściwie w stodole – pełniącej rolę garażu samochód, spełniający wymogi aby mógł uzyskać status zabytku. Długo nazywałam go Białą Strzałą, teraz lepiej jest znany jako Rydwan Szatana, jestem jedną z około pięciu osób, którym dane było zasiąść za kierownicą i nim jeździć :D Duża rzecz.

Trudno uwierzyć, że tego ślicznego dziecka wyrosłam ja
Uwielbiam zwierzęta. Jestem zadeklarowaną kociarą, ale w domu miałam rybki, chomiki, świnki morskie, psy, koty i patyczaki. Pierwsze były rybki, ale niestety za moją przyczyną Rodzina musiała się ich wyzbyć. I tu historyjka, gdy uczyłam się chodzić, a moja Mama któregoś dnia wróciła z pracy i robiła obiad ja „bawiłam” się w pokoju z rybkami. Akwarium stało na półeczce pod telewizorem. Mamę zaniepokoiła cisza. Gdy zajrzała do pokoju w akwarium pływały moje zabawki, a ja upychałam między blat z telewizorem a akwarium poduszkę. Widocznie uznałam, że rybki ucieszą się z jaśka. Inna sprawa, ze rybki były Siostry i jej się powoli nudziły więc moje szaleństwa przyspieszyły decyzję o wyeksmitowaniu ryb z domu.

Inna historia z dzieciństwa. Byłam mało absorbującym uwagę dzieckiem. Nie potrzebowałam zabawek za grube setki. Mama po powrocie z pracy, otwierała mi małą szafkę, rozścielała mi kożuch(włosiem do góry) a ja wyjmowałam sobie rzeczy z tej  szafki i się bawiłam, godzinami. Moim ulubionym zajęciem było, podobno, uderzanie o siebie szklaną solniczką i pieprzniczką. Podobno nigdy mi się to nie nudziło i miałam ogromną frajdę i radość. Dziś pewnie odebrano by mnie patologicznym rodzicom, a ich zamknięto w kryminale za narażanie dziecka na niebezpieczeństwo. 

Macie ochotę na coś słodkiego?


Trochę już minęło nim Was katowałam przepisami.
Dziś chcę Wam polecić muf finy od których zaczęła się moja muffinowa przygoda – dwa lata temu. Nie miałam wtedy blachy ba muf finy, ani papilotek. Piekłam w blaszanych foremkach do papilotek, gdy Mama była w szpitalu.
Zielona byłam stosunkowo i dałam masło w postaci stałej, próbowałam wymieszać z jajkiem i mlekiem, ale się nie dało, więc wyławiałam kawałki masła widelcem i wrzucałam do garnuszka, żeby roztopić. Oj działo się. Ale udały się wybornie. Dziś po paru latach, zrobiłam wiele, wiele muf fin, różnych. A do tych mam szczególny sentyment:


Cynamonowo-jabłkowe muf finy
1 szkl. i 2 łyżki maki
1/2 szkl. Cukru
2 łyżeczki proszku do pieczenia
szczypta soli
2 łyżeczki cynamonu
1 jajo
1/2 szkl. mleka
5 łyżek roztopionego masła
1 duże jabłko, pokrojone w kostkę

1) rozgrzej piekarnik do 200C
2) wysmaruj formę tłuszczem (ja korzytam z papilotek)
3) wymieszaj razem mąkę, cukier, proszek, sól, cynamon
4) w osobnej misce wymieszaj jajo, mleko i masło
5) dodaj mieszankę jajowa do mącznej - wymieszaj, dodaj jabłko
6) wlej ciasto do foremek
7) piecz ok. 30 minut

Przepis – wtedy i dziś miałam z blogu Caitri : )


Ja widzicie czytam Trędowatą zajadając się muffinami. Babeczki są przepyszne, jabłka się nie rozciapciują, tylko zachowują formę, delikatnie czuć cynamon(nie lubie jego nadmiaru) - takie małe szarloteczki, które znikają w mgnieniu oka

niedziela, 20 stycznia 2013

"Zakręty losu. Historia Lukasa" - Agnieszka Lingas-Łoniewska

Ostatnia część trylogii o braciach Borowskich przedstawia życie Łukasza „Lukasa” Borowskiego. Gangstera, handlarza, mordercy, lecz również ukochanego syna, brata i męża. To wycieczka w przeszłość do czasów, gdy Lukas stawiał swoje pierwsze kroki „na mieście”, aż w końcu stał się jednym z najważniejszych ludzi mafii, świadkiem koronnym i odkupicielem własnych win. Bo za winy trzeba płacić. Błędy naprawić. Złe postępki zamienić na dobre. Bo ja jestem Lukas. Prosty chłopak z miasta. O gorącym sercu i zimnym spojrzeniu. I zawsze spłacam swój dług. Moje życie dopiero się zaczęło. A dług pozostał jeszcze niespłacony... Wstrząsająca i wzruszająca opowieść człowieka, który przeżył wiele, widział prawie wszystko i potrafił równie mocno kochać, co nienawidzić.


No i niestety ostatnia część Trylogii za mną : ( Zacznę od ostrzeżenia, nie zaczynajcie czytać, jeśli nie macie czasu na pochłonięcie około tysiąca stron – jednym tchem. Wprawdzie czyta się diabelnie szybko, ale jednak trzeba dysponować czasem, a człowiek odstawi wszystko dla tej lektury. Dodatkowo nowe wydanie, że książka idealnie leży w ręce, jest przemiła w dotyku, ja często trzymałam ją w ręku i po prostu głaskałam. I tak mnie refleksja złapała, jak to technika idzie do przodu, pamiętam czasy gdy jarały mnie błyszczące litery w książkach Pottera, a teraz, książka jest w dotyku aksamitna jak brzoskwinia. Super sprawa!!

No, ale wiadomo – nie samą okładką żyje człowiek. Najbardziej liczy się treść. Szczerze powiem, że miałam wątpliwości, bałam się tego tomu. Sądziłam, że wszystko zostało powiedziane w dwóch poprzednich. Bo co tu dodawać. Łukasz był niezłym sukinsynem, że nawrócił się na dobrą drogę – no fajnie, ale czy są jakieś białe karty tej historii, owszem  znaliśmy tylko zarys, ale czy zatajono jakieś istotne fakty? Chyba nie… więc Historia Lukasa jawiła mi się jako wymuszona część, bałam się, że będzie to pisane na siłę. Jak ja się zdziwiłam. Chociaż to takie oklepane, ale niezmiennie poruszające!

Pretekstem do opowiedzenia historii życia Łukasza jest jego wieczór kawalerski. Oto siedzi ze swym bratem w pokoju, popijają łiskaczyka i prowadzą pierwszą, szczerą spowiedź, tzn. mówi głównie Łukasz, Krzysiek ogranicza się do skwitowania poszczególnych fragmentów opowieści brata, bądź wezwaniem jakiegoś świętego, bądź wulgaryzmem.  Krzysiek jest słuchaczem, razem z nami poznaje losy brata i tak jak my, chociaż wiedział wiele, zostanie zaskoczony.
W ogromnym skrócie: dowiemy się w jaki sposób Łukasz trafił do przestępczego świata, jak to się zaczęło, następnie będziemy obserwowali jego przemianę w tego zimnego drania, którego znamy z tomu pierwszego. Bo Łukasz z „Braterstwa krwi” to już zupełnie inny typ. Co było iskrą, impulsem, początkującym każdą z tych przemian?
Autorka sięga po pewniak, wiadomo – nic tak nie porusza kobiet, jak czytanie o takich zimnych, okrutnych facetach, każda z nas chce być tą która go usidli, zmieni, dla której on będzie chciał się zmienić i pokazać wrażliwą stronę swojej  natury. I w tej powieści możemy poznać w innym świetle Łukasza z pierwszego tomu. Tego złego, wyrachowanego i zimnego.  Czy to czego się dowiadujemy rozgrzesza go? Pewnie nie, tłumaczy – tak, ale nie przekreśla jego winy, która jest bezdyskusyjna, uczynił wiele złego, ale dzięki temu, że mamy pełny obraz sytuacji, możemy wiele zrozumieć. Ta opowieść jest bez wątpienia bardzo przejmująca. Autorka zmusza nas do refleksji, nad szeroko pojętym życiem, nad konsekwencjami naszych wyborów i naszych czynów.
Nie można się nie wzruszyć podczas lektury tej powieści, nie można pozostać obojętnym, w pewnym momencie Lukas staje się bytem realnym, znajomym, którego opowieść porusza do szpiku kości, bo wydaje się, że nie można przejść takiej drogi, przeżyć tego co on przeżył i być w dalszym ciągu otwartym na miłość i na życie. Książka angażuje i porywa czytelnika, gwarantuje zajęcie na kilka ładnych i miłych godzin  godzin swoistego katharsis!
Naprawdę polecam wszystkim zapoznanie się z tą Trylogią „Historia Lukasa” na świetnym poziomie zamyka całą serię!!

To moja czwarta książka autorstwa Agnieszki Lingas-Łoniewskiej, wiem że nie jest to moje ostatnie spotkanie z prozą tej Autorki, mam nadzieję, że szybko będę miała okazję przeczytać również i inne jej powieści. Wiele sobie po nich obiecuję. Jak widać!! Warto czytać polskich Autorów!

Według Wydawnictw

Czarna Owca (16) Dom Wydawniczy Rebis (12) Replika (2) Wydawnictwo Psychoskok (2) Wydawnictwo Agora (25) Wydawnictwo Aktywa (2) Wydawnictwo Albatros (24) Wydawnictwo Bellona (6) Wydawnictwo Bukowy Las (5) Wydawnictwo Czarna Owca (24) Wydawnictwo Czarne (65) Wydawnictwo Czerwone i Czarne (1) Wydawnictwo Czwarta Strona (45) Wydawnictwo Czytelnik (3) Wydawnictwo Dobra Literatura (1) Wydawnictwo Dolnośląskie (13) Wydawnictwo Dowody na Istnienie (7) Wydawnictwo Dragon (4) Wydawnictwo Edipresse Książki (16) Wydawnictwo Erica (1) Wydawnictwo Esprit (2) Wydawnictwo Feeria (1) Wydawnictwo Filia (36) Wydawnictwo Franciszkanów "Bratni Zew" (1) Wydawnictwo Hachette (2) Wydawnictwo Harper Collins (16) Wydawnictwo Insignis (18) Wydawnictwo Iskry (12) Wydawnictwo J. Przeworskiego (1) Wydawnictwo Jaguar (17) Wydawnictwo JanKa (2) Wydawnictwo Kobiece (92) Wydawnictwo Książnica (21) Wydawnictwo Kwiaty Orientu (2) Wydawnictwo Lira (20) Wydawnictwo Literackie (57) Wydawnictwo MAG (1) Wydawnictwo Manufaktura Tekstów (1) Wydawnictwo Marginesy (109) Wydawnictwo Media Rodzina (18) Wydawnictwo Mg (30) Wydawnictwo Muza (70) Wydawnictwo Młodzieżówka (1) Wydawnictwo Nasza Księgarnia (4) Wydawnictwo Noir Sur Blanc (9) Wydawnictwo Nova Res (10) Wydawnictwo Nowa Proza (1) Wydawnictwo Otwarte (43) Wydawnictwo PWN (3) Wydawnictwo Pascal (31) Wydawnictwo Planeta (1) Wydawnictwo Poradnia K (6) Wydawnictwo Poznańskie (45) Wydawnictwo Prozami (1) Wydawnictwo Prószyński (95) Wydawnictwo Replika (41) Wydawnictwo SQN (16) Wydawnictwo Sic! (3) Wydawnictwo Smak Słowa (3) Wydawnictwo Sonia Draga (5) Wydawnictwo Szara Godzina (9) Wydawnictwo Szelest (1) Wydawnictwo Szósty Zmysł (7) Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego (10) Wydawnictwo Uroboros (7) Wydawnictwo Vesper (2) Wydawnictwo W.A.B (67) Wydawnictwo WAM (6) Wydawnictwo WM (1) Wydawnictwo WasPos (3) Wydawnictwo Wielka litera (5) Wydawnictwo YA (3) Wydawnictwo Young (10) Wydawnictwo Znak (176) Wydawnictwo Zwierciadło (4) Wydawnictwo Zysk i s-ka (86) Wydawnictwo superNOWA (3) Wydawnictwo Świat Książki (33) Wydawnictwo Święty Wojciech (2) wydawnictwo Stara Szkoła (3)

Categories

2016 przeczytane (259) 2019 czytam (263) 2020 (216) 2020 trup (6) 2021 (155) 2021trup (21) 2022 lektury (137) 2023 czytam (137) 2023 trup (31) 2025 lektury (172) 52 filmy w 2014 (22) 52 filmy w 2015 (6) Angielski ogród (8) Cmentarz Zapomnianych Książek (2) Euro 2012 (4) Mundial RPA (1) Real Madryt (3) akcje (27) amor vincit omnia (10) audiobook (16) autobiografia (16) biografia (122) bolly (9) candy (2) czytam przeleżałe trupy z półek (273) czytane 2018 (244) dzienniki (5) fantastyka (20) felietony (6) historia (80) kkd (4) klasyka (48) klasyka literatury popularnej (24) kolorowe czytanie (4) komedia (1) koty (5) kryminał (164) kucharzę (53) listy (1) literatura na peryferiach (4) muzycznie (47) naturalnie (2) nie samą książką (141) oglądnęłam (189) ogrodowo (5) oscarowe wyzwanie (2) pachnące (129) planowanie i zagospodarowanie(niekoniecznie przestrzenne) (8) plany (7) podaj cegłę (14) podróże (10) podróże w czasie (15) podsumowanie (96) podsumowanie 2015 (12) podsumowanie 2016 (11) podsumowanie 2017 (14) podsumowanie 2018 (12) poezja (8) prawdziwe historie (47) projekt - nobliści (5) prywatne (75) prywatnie (9) przeczytane w 2010 (1) przeczytane w 2011 (1) przeczytałam (3050) przeczytałam 2015 (243) recenzja książki (2018) recenzyjne (1694) religia i duchowość (35) reportaż (99) retro (6) robótki (24) roczne podsumowanie (7) romans (333) saga rodzinna (57) seriale (33) sportowo (27) stosik (102) test (1) top10 (12) turystycznie (1) village candle (12) w 2017 przeczytałam (226) woski (126) wymiana (8) wyzwanie - Agatha Christie (54) wyzwanie Picoult/Sparks (2) wyzwanie czytelnicze (69) wyzwanie filmowe (31) wyzwanie w centymetrach (1) yankee candle (94) z półki 2015 (3) zakupy (1) zapowiedź (11) łańcuszek (20)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Wg. Autorów ( w trakcie tworzenia)

Agata Christie (51) Edyta Świętek (38) Jodi Picoult (24) Lucy Maud Montgomery (21) Joanne Kathleen Rowling (19) Małgorzata Musierowicz (18) Colleen Hoover (17) Agatha Christie (16) Diane Chamberlain (16) Szymon Hołownia (16) Agnieszka Lingas-Łoniewska (15) Katarzyna Michalak (15) John Ronald Reuel Tolkien (13) Jojo Moyes (12) Agata Czykierda-Grabowska (11) Camilla Läckberg (11) Emily Giffin (11) Katarzyna Bonda (11) Barbara Wysoczańska (10) Bernard Cornwell (10) Monika Szwaja (10) Regina Brett (9) Ali Hazelwood (8) Amy Harmon (8) Ałbena Grabowska (8) Ałbena Grabowska-Grzyb (8) Elżbieta Cherezińska (8) George R.R. Martin (8) Jane Austen (8) Mariusz Urbanek (8) Monika A. Oleksa (8) Robert Galbraith (8) Abby Jimenez (7) Ada Tulińska (7) Anna Kańtoch (7) Diana Gabaldon (7) Elizabeth Gaskell (7) Elżbieta Rodzeń (7) Jacek Dehnel (7) Małgorzata Gutowska - Adamczyk (7) Jerzy Bralczyk (6) Jürgen Thorwald (6) Katarzyna Kwiatkowska (6) Katarzyna Zyskowska-Ignaciak (6) Mariusz Szczygieł (6) Richard Paul Evans (6) Beata Majewska (5) Charles Dickens (5) Charlotte Brontë (5) Giovannino Guareschi (5) Katarzyna Archimowicz (5) Kiera Cass (5) Lisa Genova (5) Magdalena Grzebałkowska (5) Wiesław Myśliwski (5) Yrsa Sigurdardóttir (5) Anna Herbich (4) Astrid Lindgren (4) Barbara O`Neal (4) Bianca Iosivoni (4) Cecelia Ahern (4) Corinne Michaels (4) Dorota Gąsiorowska (4) Edward Rutherfurd (4) Elisabet Benavent (4) Ella Maise (4) Evžen Boček (4) Federico Moccia (4) Gabriela Gargaś (4) Igor Sokołowski (4) Magdalena Kordel (4) Marek Rybarczyk (4) Marta Kisiel (4) Mhairi McFarlane (4) Trygve Gulbranssen (4) Adam Kay (3) Agata Sawicka (3) Agnieszka Pajączkowska (3) Agnieszka Wojdowicz (3) Alina Białowąs (3) Andrzej Sapkowski (3) Aneta Jadowska (3) Anna J. Szepielak (3) Anna Kamińska (3) Anna Sakowicz (3) Antonina Kozłowska (3) Barbara Sęk (3) Carlos Ruiz Zafón (3) Charlotte Link (3) Dagmara Leszkowicz-Zaluska (3) Daisy Goodwin (3) Demet Altınyeleklioğlu (3) Denise Grover Swank (3) Dominika Smoleń (3) Elisabeth Herrmann (3) Eliza Orzeszkowa (3) Elizabeth Cooke (3) Elizabeth Haran (3) Francine Rivers (3) Gard Sveen (3) Hanna Cygler (3) Iwona J. Walczak (3) Jean-Jacques Sempé (3) John Boyne (3) Katherine Webb (3) Mag­da­lena Knedler (3) Marcin Wilk (3) Maria Ulatowska (3) Małgorzata Warda (3) Mitch Albom (3) Paullina Simons (3) René Goscinny (3) Richard Phillips Feynman (3) Roma Ligocka (3) Stephenie Meyer (3) Wilkie Collins (3) Adrianna Michalewska (2) Agata Puścikowska (2) Agnieszka Krakowiak-Kondracka (2) Alek Rogoziński (2) Aleksander Dumas(ojciec) (2) Aleksandra Szarłat (2) Aleksandra Zaprutko-Janicka (2) Alexa Lavenda (2) Alice Lugen (2) Amy Hatvany (2) Andrew Morton (2) Andrzej Andrusiewicz (2) Andrzej Markowski (2) Angelika Kuźniak (2) Anna Fincer-Ogonowska (2) Anna Langer (2) Anna Rohóczanka (2) Anna Wolf (2) Anne Brontë (2) Anne Jacobs (2) Anne Tyler (2) Anthony McCarten (2) Beata Pawlikowska (2) Beth Reekles (2) Bill Bryson (2) Bogdan Lach (2) Bogna Ziembicka (2) Bolesław Prus (2) Carrie Elks (2) Cezary Łazarewicz (2) Christina Baker-Kline (2) Clive Staples Lewis (2) Colin Campbell (2) Consilia Maria Lakotta (2) Dan Brown (2) Daniel Silva (2) Danuta Awolusi (2) David Levithan (2) Debbie Macomber (2) Diana Palmer (2) Dinah Jefferies (2) Dominika Buczak (2) Donald Spoto (2) Dorota Terakowska (2) Elena Armas (2) Elżbieta Jodko-Kula (2) Emilia Kiereś (2) Erin Morgenstern (2) Eva García Sáenz de Urturi (2) Ewa Bauer (2) Ewa Stachniak (2) Ewa Winnicka (2) Ewelina Dobosz (2) Ewelina Dyda (2) Gavin Extence (2) Grzegorz Strzelczyk (2) Helen Fielding (2) Henning Mankell (2) Jacek Hugo-Bader (2) Jan Miodek (2) Jaume Cabré (2) Jean des Cars (2) Jerzy Niemczuk (2) Julian Tuwim (2) Justyna Wydra (2) Józef Witko (2) Kamil Janicki (2) Kard. Jorge Mario Bergolio (2) Katarina Mazetti (2) Katarzyna Kołczewska (2) Kristina Sabaliauskaitė (2) Krzysztof Ziemiec (2) Linda Green (2) Lisa Scottoline (2) Louisa May Alcott (2) Magda Gessler (2) Marcin Mastalerz (2) Marcin Prokop (2) Margaret Mitchell (2) Maria Dąbrowska (2) Maria Kruger (2) Małgorzata Hayles (2) Michał Heller (2) Papież Franciszek (2) Rachel Hauck (2) Terry Pratchett (2) Victoria Twead (2) Walter R. Brooks (2) A. Scott Berg (1) Abby Johnson (1) Adam Higginbotham (1) Adam Leszczyński (1) Adam Mickiewicz (1) Adam Szustak OP (1) Adam Węgłowski (1) Adam Zamoyski (1) Adriana Rak (1) Adrianna Trzepiota (1) Agata Jakóbczak (1) Agata Napiórska (1) Agata Passen (1) Agata Polte (1) Agata Pruchniewska (1) Agata Suchocka (1) Agnieszka Dydycz (1) Agnieszka Kaluga (1) Agnieszka Krawczyk (1) Agnieszka Litorowicz-Siegert (1) Agnieszka Markowska (1) Agnieszka Meyer (1) Agnieszka Nabrdalik (1) Agnieszka Olejnik (1) Agnieszka Przybysz (1) Agnieszka Siepielska (1) Agnieszka Wolny-Hamkało (1) Aileen Orr (1) Alberto S. Santos (1) Aleksander Jażwiński (1) Aleksander Makowski (1) Aleksandra Borowiec (1) Aleksandra Julia Kotela (1) Aleksandra Kardaś (1) Aleksandra Klich (1) Aleksandra Skrzypietz (1) Aleksandra Tyl (1) Aleksandra Wójcik (1) Aleksandra Zbroja (1) Alessio Puleo (1) Alex Bellos (1) Alex North (1) Alfredo Relaño (1) Alice Hoffman (1) Allison Pataki (1) Aly Cha (1) Alyson Richman (1) Amor Towles (1) Amy Medling (1) Andrea Wulf (1) Andreas Baumgarten (1) Andrzej Chwalba (1) Andrzej Fedorowicz (1) Andrzej Grembowicz (1) Andrzej Kępiński (1) Andrzej Pilipiuk (1) Andrzej Rzepliński (1) Andrzej Zając (1) Andrzej Zawistowski (1) Andrzej Zoll (1) Andrzej Łapiński (1) André Aciman (1) Andrés Ibáñez (1) Andy Jones (1) Angele Lieby (1) Angie Thomas (1) Anika Stelmasik (1) Ann Brashares (1) Ann Wroe (1) Anna Arno (1) Anna Bailey (1) Anna Bellon (1) Anna Bikont (1) Anna Brzezińska (1) Anna Dan (1) Anna Dembowska (1) Anna Dutkiewicz (1) Anna Dymna (1) Anna Gavalda (1) Anna Janko (1) Anna Jean Mayhew (1) Anna Kaszuba-Dębska (1) Anna Klara Majewska (1) Anna Klejzerowicz (1) Anna Kołodziejska (1) Anna Krystyna Bikont (1) Anna Laura Rucińska (1) Anna Lewicka (1) Anna Mateja (1) Anna Mieszkowska (1) Anna Moczulska (1) Anna Nejman (1) Anna Piwkowska (1) Anna Przedpełska-Trzeciakowska (1) Anna Płowiec (1) Anna Sulińska (1) Anna Szafrańska (1) Anna Szczęsna (1) Anna Todd (1) Anna Tomiak (1) Anna Trojanowska (1) Anna Wolff-Powęska (1) Anna Zamojska (1) Anna Śnieżka (1) Annabel Pitcher (1) Anne B. Ragde (1) Anne O'Brien (1) Anne-France Dautheville (1) Annejet van der Zijl (1) Annette Christie (1) Annette Hess (1) Annie Barrows (1) Annie Proulx (1) Anton Czechow (1) Antoni Słonimski (1) Antonina Żabińska (1) Arael Zurli (1) Arkadiusz Stempin (1) Arkadiusz Szaraniec (1) Arne Lynch (1) Arrowood Brothers (1) Arthur Conan Doyle (1) Artur Rolak (1) Atul Gawande (1) Audrey Carlan (1) Augusta Docher (1) Ava Dellaira (1) Ayaan Hirsi Ali (1) Banana Yoshimoto (1) Barack Obama (1) Barbara Gaweł (1) Barbara Mutch (1) Barbara Seidler (1) Barbara Taylor Bradford (1) Barbara Wachowicz (1) Barry Gifford (1) Bartek Dobroch (1) Bartosz Brożek (1) Beata Biały (1) Beata Kost (1) Becky Wade (1) Bellamy Creek (1) Ben Judah (1) Benjamin Balin (1) Bernadette McDonald (1) Biblioteka Słów (1) Bill Clinton (1) Blaža Popović (1) Boel Westin (1) Bożena Fabiani (1) Bożena Gałczyńska - Szurek (1) Bożena Keff (1) Bratni Zew (1) Brenda Reid (1) Brigitte Hamann (1) Brooke McAlary (1) Bryan Cairns (1) Brygida Grysiak (1) Camilla En (1) Camille Perri (1) Carla Montero (1) Carlo Maria Martini (1) Carmen Santos (1) Carole Matthews (1) Carolyn V. Murray (1) Carrie Snyder (1) Casey McQuiston (1) Cat Patrick (1) Catherine Banner (1) Catherine Isaac (1) Catherine Lowell (1) Catherine Mayer (1) Catherine Whitlock (1) Cecil Scott Forester (1) Cecilia Samartin (1) Celeste Ng (1) Cesarina Vighy (1) Chandra Hoffman (1) Charles Belfoure (1) Charles Bock (1) Charles Frazier (1) Charlotte Browne (1) Charlotte Gordon (1) Charlotte Lucas (1) Cheryl Strayed (1) Chesley McLaren (1) Chris Cander (1) Chris Columbus (1) Chris Fabry (1) Chris Grabenstein (1) Chris Niedenthal (1) Christer Mjåset (1) Christian Jacq (1) Christine Breen (1) Christopher Kelly (1) Christopher W. Gortner (1) Chufo Llorens (1) Claire Guest (1) Claire North (1) Clara Sanchez (1) Claude Quétel (1) Colin O`Brien (1) Colleen Faulkner (1) Colleen McCullough (1) Colson Whitehead (1) Conor Grennan (1) Consolation Duet (1) Corban Addison (1) Craig Storti (1) Cristina Caboni (1) Cristina Morato (1) Cristina Sánchez-Andrade (1) Cyceron (1) Damian K. Markowski (1) Dan Abnett (1) Daniel Defoe (1) Daniela Lamas (1) Danielle Steel (1) Danuta Pytlak (1) Daphne du Maurier (1) Dario Fo (1) Dariusz Janiszewski (1) Darynda Jones (1) David Ebershoff (1) David Hunter (1) David Icke (1) David Mccullough (1) David Mitchell (1) Davis Bunn (1) Dawid Krawczyk (1) Dawid Ratajczak (1) Dawn Barker (1) Debora MacKenzie (1) Deborah Feldman (1) Delia Owens (1) Denis Brian (1) Denis Diderot (1) Denise Hildreth Jones (1) Dennis Lehane (1) Dhonielle Clayton (1) Dianne Freeman (1) Doda Około-Kułak (1) Dodie Smith (1) Dominik Dán (1) Dominik Szczepański (1) Dorota Combrzyńska-Nogala (1) Dorota Golińska (1) Dorota Masłowska (1) Dorota Ponińska (1) Dorota Sumińska (1) Dorota Świątkowska (1) Dorothea Johnson (1) Dorothy Rowe (1) Douglas Adams (1) Douglas Smith (1) Dörthe Binkert (1) E. Lockhart (1) E. O. Chirovici (1) E.T.A. Hoffman (1) Eco Redonum (1) Ed Young (1) Edith Wharton (1) Edward Brooke-Hitching (1) Edward Carey (1) Egon Caesar Conte Corti (1) Eileen Goudge (1) Elena Ferrante (1) Elizabeth Adler (1) Elizabeth Chadwick (1) Elizabeth Craft (1) Elizabeth Kolbert (1) Elizabeth Letts (1) Elizabeth O'Roark (1) Elizabeth O`Roark (1) Elizabeth von Arnim (1) Ellen Alpsten (1) Ellis Peters (1) Elvira Baryakina (1) Elyse Douglas (1) Elżbieta Wichrowska (1) Emil Zola (1) Emilia Sokolik (1) Emilia Szelest (1) Emily Jane Brontë (1) Emma Dmochowska (1) Emma Donoghue (1) Emma Lord (1) Emmanuel Macron (1) Enola Holme (1) Eowyn Ivey (1) Eric Lomax (1) Esther Singer Kreitman (1) Eugen Ruge (1) Eugène Ionesco (1) Eva Weaver (1) Evie Dunmore (1) Ewa Bagłaj (1) Ewa Curie (1) Ewa K. Czaczkowska (1) Ewa Madeyska (1) Ewa Pirce (1) Ewa Popławska (1) Ewa Wolkanowska-Kołodziej (1) Ewa Wróbel (1) Ewa Zdunek (1) Ewa Żarska (1) Ewald Arenz (1) Ewelina Karpacz-Oboładze (1) Fabien Grolleau (1) Fern Britton (1) Fern Michaels (1) Florian Illies (1) Francis Hackett (1) Francis Scott Fitzgerald (1) Francoise Giroud (1) Gabriella Contestabile (1) Gabrielle Zevin (1) Gail Honeyman (1) Gardner Raymond Dozois (1) Garrard Conley (1) Garri Kasparow (1) Gary Susman (1) Gary W. Small (1) Gena Showalter (1) Genevieve von Petzinger (1) George Orwell (1) Georgia Bockoven (1) Gigi Buffon (1) Glenys Carl (1) Grażyna Jeromin-Gałuszka (1) Greg King (1) Gregg Olsen (1) Grzegorz Sokołowski (1) Harper Lee (1) Helen Rappaport (1) Helena Mniszkówna (1) Helga Hoškova-Weissowá (1) Hellmut Andics (1) Henryk Sienkiewicz (1) Holly Peterson (1) Horacio Verbitsky (1) Håkan Nesser (1) Ibn Warraq (1) Ismet Prcić (1) Izabela Jung (1) Izabela Sowa (1) Izabella Frączyk (1) J.J. Renert (1) Jacek Lusiński (1) Jadwiga Czajkowska (1) Jakub Puchalski (1) Jan Paweł II (1) Jan Wróbel (1) Jan Łoziński (1) Janina Fedorowicz (1) Jaroslav Hašek (1) Jaume Collel (1) Jean-Christophe Brisard (1) Jean-Paul Roux (1) Jeannette Kalyta (1) Jennifer Kaufman (1) Jennifer Teege (1) Jennifer Worth (1) Jerzy Sosnowski (1) Jewgienij Wodołazkin (1) Jill Barnett (1) Jill Mansell (1) Joanna Konopińska (1) Joanna Marat (1) Joanna Szczęsna (1) Joanne Harris (1) John Borrell (1) John Carlin (1) John Curran (1) John Green (1) John Grogan (1) John Seeney (1) Jolanta Król (1) Jolanta Kwiatkowska (1) Jon Ronson (1) Jonathan Littell (1) Jordi Pons Salas (1) Joyce Maynard (1) Julia Alvarez (1) Julia Child (1) Julia P. Gelardi (1) Julie Lawson Timmer (1) Julie Orringer (1) Justin Go (1) Justin Peacock (1) Ka Hancock (1) Karen Dionne (1) Karen Karbo (1) Karen Mack (1) Karolina Frankowska (1) Karolina Lanckorońska (1) Kate Lord Brown (1) Kathryn Taylor (1) Keith Lowe (1) Kerstin Ekman (1) Krzysztof Sadło (1) Laila El Omari (1) Laurens van der Post (1) Leah Fleming (1) Lena Najdecka (1) Leslie Carroll (1) Levi Henriksen (1) Lily Koppel (1) Lisa Kleypas (1) Liv Tyler (1) Louise Walters (1) Lucy Ferriss (1) Lucyna Olejniczak (1) Ludwig Winder (1) Ludwik Stomma (1) M.L. Stedman (1) Maciej Karpiński (1) Maciej Stuhr (1) Magdalena Kulus (1) Magdalena Tulli (1) Maja Łozińska (1) Mandy Hale (1) Marc Llewellyn (1) Marcin Górka (1) Marcin Zaremba (1) Marek Aureliusz (1) Marek Grechuta (1) Marek Ławrynowicz (1) Margaret Dilloway (1) Maria Krüger (1) Maria Sveland (1) Marilyn Brant (1) Marina Stepnova (1) Mariola Pryzwan (1) Marion Zimmer Bradley (1) Mariusz Wilka (1) Mariusz Ziomecki (1) Martha Grimes (1) Martin Sixsmith (1) Matthew Quick (1) Małgorzata Halber (1) Małgorzata Maj (1) Małgorzata Szejnert (1) Małgorzata Tusk (1) Małgorzata Łukowiak (1) Melchior Wańkowicz (1) Melissa Hill (1) Meredith Goldstein (1) Mieczysław Mokrzycki (1) Mike Carson (1) Mira Suchodolska (1) Miriam Karmel (1) Nadine Gordimer (1) Natasha Walker (1) Ned Vizzini (1) Olle Lönnaeus (1) Patrick Ness (1) Patrick Pesnot (1) Paul Arden (1) Penny Jordan (1) Peter Heller (1) Peter Kreeft (1) Platon (1) Pola Kinski (1) Priscille Sibley (1) Rebecca Johns (1) Robert J. Woźniak (1) Ryszard Legutko (1) Sally Bedell Smith (1) Sam Pivnik (1) Samantha Hayes (1) Samantha van Leer (1) Sarita Mandanna (1) Seré Prince Halverson (1) Shelley Emling (1) Stanisław Zakościelny (1) Stephanie Evanovich (1) Sue Eckstein (1) Sue Woolmans (1) Sylwia Chutnik (1) Szymon Sokolik (1) Tullio Avoledo (1) Zośka Papużanka (1) dr Stefanie Green (1) ks. Jan Twardowski (1) Éric-Emmanuel Schmitt (1) Łukasz Maciejewski (1) Łukasz Orbitowski (1)

Pogoda w mojej okolicy