Kolejny raz dałam się złapać w marketingową pułapkę. Swego czasu o Hance było głośno wszędzie i wiele osób zachwalało tę książkę jako ważną i do bólu prawdziwą dla wielu osób z mojego pokolenia. Książka miała opowiadać o ludziach pochodzących z niewykształconych, biednych rodzin, które starają się wyjść z tych ograniczeń i dojść, czy raczej doskoczyć na wyższy poziom. Zachęcił mnie ten opis, bo to również po trosze moja historia, historia mojej rodziny, gdyby nie wojna, zmiany społeczne to pewnie pracowałabym na polu u dziedzica z max trzema klasami podstawówki(lub by mnie nie było już, biorąc pod uwagę jak wyglądała opieka zdrowotna).
Najpierw była Albina. Skończyła parę klas w wiejskiej szkole, na więcej nie pozwolił jej ojciec. Potem Hanka – już z maturą, pracowniczka biurowa kopalni, w młodości nawet sportsmenka. A po Hance – Maciek, absolwent dobrych studiów, miejska inteligencja. Pozornie brzmi to jak modelowa historia awansu na tle XX wieku. Jednak przez kolejne strony tego autobiograficznego eseju przewija się niepokojące pytanie: czy to rzeczywiście był awans? Bo przecież żeby mówić o swoim lepszym życiu, trzeba założyć, że poprzednie było gorsze. A kiedy uznaje się, że wreszcie zostało się kimś, to zakłada się przy tym milcząco, że poprzednicy w sztafecie pokoleń byli nikim.Maciej Jakubowiak na warsztat bierze swoją rodzinę, ale własna historia jest dla niego punktem wyjścia do przyjrzenia się awansowi społecznemu w szerszym ujęciu. Jaką rolę naprawdę odgrywają w nim edukacja, państwo, praca? Co nam po nim zostaje: opowieści rodziców i dziadków, stosunek do pieniędzy i podróży, a może brzuch? I jak opisać to, że choć jest lepiej, to może nie do końca się udało?
Autor stwierdza, że jego
matka i babka były nikim. Nie chce ich deprecjonować, upokarzać(zwłaszcza, że
obie nie żyją), ale ma na myśli to, że nie zapisały się ani w społeczności
lokalnej, ani też w powszechnej historii. Nikt nie będzie o nich wkrótce
pamiętał, poza rodziną. Albina miała duże aspiracje, chciała się uczyć, nawet
nauczyciel widział w niej potencjał, ale osierocona przez matkę, wychowywana
była przez ojca i złą macochę. Ojciec nie widział konieczności dalszego kształcenia,
dziewczyna była potrzebna w domu przy dzieciach. Dopiero wojna i praca
przymusowa u bauera wyrwała Albinę z biedy, pozwoliła najeść się do syta.
Poznała Mariana, wyszła za mąż, urodziła im się córka Hanka. Albina zawsze
tęskniła za edukacją, życie nauczyło ją zapobiegliwości, odkładała pieniądze,
pomagała córce, jak mogła starała się dobrze ułożyć w nowym ustroju. Inaczej
żyła jej córka Hanka, która uprawiała sport, marzyła o lepszym życiu, ale tak
jakby wszystko sprzysięgło się przeciw niej, trwoniła pieniądze, późno wyszła
za mąż, rozwiodła się z mężem, ledwo wiązała koniec z końcem. A jednak z pomocą
matki udało jej się wykształcić dzieci, które miały jakby zsumowane ambicje
matki i babki. Poznajemy tę historię z ust jej syna, który wymarzył sobie
prawdziwy awans, kiedyś możliwy zasadniczo tylko przez zostanie księdzem(co i
on rozważał), w końcu widzi drogę awansu za sprawą języka, finalnie studiuje
polonistykę, robi doktorat, chce być lepszy, robi co może, aby nie było po nim
widać pochodzenia. Okazuje się, że nawet teraz istnieje szklany sufit, a
ograniczenia są w nas, im bardziej się staramy, tym sztuczniej to brzmi.
I cała ta książka jest
dla mnie nieco sztuczna, bo autor za wszelką cenę chce nam pokazać jaki jest
wykształcony i oczytany, na udowodnienie każdej swojej tezy ma źródła. A
właściwie o czym jest ta książka? W sumie o niczym, chociaż miała ogromny
potencjał, to w kluczowych momentach pojawia się albo gdybanie autora, albo
niewiedza. Nie olśniewa mnie ta historia, bo takie kobiety miałam latami w
swoim otoczeniu, a autor nie chce zadowolić się zwykłą prozą życia, tylko chce
dorobić filozofię, nawet z czytania harlequinów. Najbardziej przemówił do mnie
fragment o nim, gdy opowiada jak chciał zaaklimatyzować się w Krakowie, jak
próbuje zasłużyć sobie na miejsce wśród elity dając się wyzyskiwać, co zresztą
jest losem wielu młodych i aspirujących pracowników naukowych. Właśnie to jest
problemem tej książki, ona jest zwykła, opowiada o normalnym życiu ale mamy
językowy przerost formy nad treścią. Hanka jest zupełnym przeciwieństwem
chociażby Chłopek które genialnie i celnie, nie tylko opisują
rzeczywistość, ale też diagnozują konsekwencje konkretnych sytuacji. No nic,
nie każda książka musi olśnić.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
To dużymi literami: KAŻDY KOMENTARZ ZAWIERAJĄCY LINK - WYLATUJE- WIELOKROTNIE PROSIŁAM, NIE ODNOSIŁO SKUTKU, TERAZ Z AUTOMATU I BEZ CZYTANIA.
A teraz grzecznie i klasycznie ; ) bo bardzo Was przecież lubię : )
Witaj Gościu, cieszy mnie Twoja wizyta, cieszę się, że chcesz pozostawić ślad po tym, że przeczytałeś to miałam do powiedzenia.
Proszę :) komentuj, ale pamiętaj :)
Każdy głos w dyskusji jest dla mnie ważny. Każdy komentarz jest czytany, na komentarz każdego czytelnika staram się odpowiedzieć.
Jeśli chcesz coś powiedzieć, zwrócić uwagę, a komentarz pod danym postem będzie niewłaściwy - z boku podałam adres mejlowy
Nie spamuj, nie jestem nastolatką, więc nie pisz "Super, zapraszam do mnie". To właśnie jest spam, takie komentarze usuwam. Napisz coś merytorycznego, a na pewno zaciekawisz mnie i odwiedzę Twoją stronę.
Chcesz mnie obrazić? Wyzwać? Wyśmiać moje poglądy, czy mnie, jako mnie? Daruj sobie! Jesli szydzisz, lub obrażasz moich czytelników, lub po prostu naruszasz netetykietę, komentarz również wyleci.