Osadzona w XIX-wiecznej Wirginii i współczesnym Nowym Jorku, barwna opowieść o miłości, historii i sztuce, splatająca losy dwóch niezwykłych kobietLina Sparrow, młoda i ambitna prawniczka zatrudniona w znanej kancelarii na Manhattanie, otrzymuje zadanie, które może ją wywindować na szczyty palestry: ma przygotować zbiorowy pozew o wielomilionowe odszkodowania dla potomków amerykańskich niewolników.Podczas zbierania materiałów, Lina natrafia na ślad Lu Anne Bell, XIX-wiecznej malarki. Czy jej obrazy mogły być dziełem ciemnoskórej służącej, siedemnastoletniej Josephine? Jej potomek byłby idealnym powodem w procesie. Lina postanawia dowiedzieć się czegoś więcej na temat losów młodej służącej i odkrywa kolejne sekrety, dotyczące również jej własnej rodziny…
Powinnam
trzymać się list. Przygotowałam sobie wypasiony stos na te wolne dni, ale jak
wspominałam Wam wczoraj, złamałam się. Pierwsze złamanie przyniosło naprawdę
świetny skutek, niestety już drugi raz nie był tak spektakularny. O „Służącej”
swego czasu bardzo wiele dobrego czytałam. Raz prawie ją kupiłam w sklepie
dworcowym, ale powstrzymało mnie postanowienie ograniczenia kupowania książek,
zwłaszcza w regularnej cenie. Jednak Biedronka przeceniła ją i tej pokusy już
nie zwalczyłam. Ponieważ ta książka zbierała naprawdę świetne opinie, na
dodatek ma klimatyczną, ciekawą okładkę, skusiłam się i zaczęłam czytać.
