wtorek, 18 grudnia 2012

"Niezwykłe kobiety Romanowów. Od świetności do rewolucji" - Julia P. Gelardi

Między początkiem lat 50. XIX wieku a końcem lat 20. XX wieku Rosja przeszła potężną transformację, a świetność imperium carów ustąpiła miejsca chaosowi rewolucji, z której wyłonił się Związek Radziecki. W oku cyklonu znalazły się cztery kobiety z carskiej dynastii: Maria Aleksandrowna i Olga Konstantynowna, od urodzenia należały do rodu Romanowów, cechowały je siła charakteru i altruistyczne usposobienie. Maria Fiodorowna, matka nieszczęsnego cara Mikołaja II, choć doskonale spełniała obowiązki wielkiej cesarzowej, w głębi duszy zawsze drżała o własne dzieci. Maria Pawłowna zaś, ambitna i uparta, była wieloletnią rywalką carycy Aleksandry, zabitej przez bolszewików. Kobiety te, słynące ze swej urody i elegancji, bogactwa i potęgi, rozkoszowały się przywilejami i wiodły życie w luksusie niemającym sobie równych. Wszystko zmieniła rewolucja. Pamiętniki i listy ludzi tamtych czasów oraz samych bohaterek stanowią niezwykłe świadectwo dramatów politycznych i osobistych, które stały się udziałem niezwykłych kobiet Romanowów.



                Ponad miesiąc  temu zakochałam się w tej książce. Żywo interesuję się schyłkiem panowania Romanowów. Mniej polityką, mniej wojnami, ale historiami poszczególnych członków dynastii. Ta książka w stu procentach spełniała moje oczekiwania.  Autorka opowiada o czterech „matronach imperialnych” – Marii Fiodorownie, Marii Pawłownie, Marii Aleksandrownie i Oldze – królowej Greków. Moim zdaniem książka ta naprawia błąd polskiej edukacji, która uczy nas o faktach, wydarzeniach, pomijając ludzką stronę postaci historycznych.


To niesamowita książka! Mimo iż mamy główny nacisk położony na cztery kobiety, to jednak  większość historii poświęconych jest Marii Fiodorownie, co jest zrozumiałe, Ona miała najwyższą pozycję,  i żyła najdłużej. Maria Fiodorowna, czyli Dagmar Duńska, najpierw była zaręczona z Mikołajem Aleksandrowiczem – najstarszym synem Aleksandra II i Marii Heskiej. Mikołaj zmarł na gruźlicę, a jego ostatnim życzeniem było, aby jego ukochany brat Aleksander(przyszły Aleksander III) zaopiekował się jego narzeczoną. Tak też się stało. O dziwo małżeństwo było pełne miłości i szacunku oraz co bardzo rzadkie – wierności. Maria i Aleksander przez całe życie bardzo się kochali. Ich panowanie przypadło na niespokojne czasy, teść Marii zginął w zamachu, cała rodzina  była świadkiem jego śmierci, gdy zmasakrowane ciało przywieziono do pałacu. To odcisnęło piętno na Marii, będzie się bała, że taki los spotka jej męża i syna. I o ile mąż zmarł we własnym łóżku(ale  kłopoty ze zdrowiem spowodowane były jednym z zamachów), o tyle faktycznie syna spotkał straszny los. Maria Fiodorowna była kochana przez Rosjan, mimo swoich wad była wspaniałą cesarzową, chociaż dołożyła spory kamulec do braku popularności jaką „cieszyła się” Aleksandra – ostatnia caryca.  Poznając historię Marii Fiodorowny poznajemy historię Rosji, zarówno społeczeństwa, państwa, jak i carskiej rodziny. To naprawdę fascynujące historie, skandali, dramatów i ogromnego strachu podczas rewolucji. Dla Polaka zwłaszcza, będzie to nowa perspektywa. My wychowany na pełnych martyrologii przekazach, mamy okazję zobaczyć tą drugą stronę, stronę ciemiężycieli. Jakże nowego wydźwięku nabierze Kordian ze swoimi planami zamachu. Marii Fiodorownie udało się zbiec z ogarniętej rewolucją Rosji, głównie dzięki pomocy siostry Aleksandry – matki ówczesnego króla Anglii. Niemalże do końca życia wierzyła, że ujrzy jeszcze swojego syna – cara Mikołaja i jego rodzinę.

Kolejną postacią jest Maria Pawłowna zwana Miechen, była żoną brata Aleksandra III – wielkiego księcia Włodzimierza. Miechen , jako doskonała gospodyni była centrum, swego rodzaju alternatywnego dworu. Nie mogła dogadać się z Marią Fiodorowną jak również z jej synową Aleksandrą.  Zarówno ona, jak i jej mąż mieli ogromne parcie na tron. Ich apetyty na władzę wzrosły, gdy od tronu dzielił ich tylko chorowity carewicz Aleksy. Miechcen stworzyła precedens, żeniąc się z Wielkim Księciem Rosji nie dokonała konwersji na prawosławie, jednak po wielu latach, aby zwiększyć szanse swojego syna na zostanie carem przeszła na prawosławie. Jako ostatnia z głównych bohaterek książki opuściła Rosję, w sposób bardzo zuchwały. Mimo knutych intryg, hardości była kobietą twardą, ale i pełną miłosierdzia.

Inna koronowana głowa – Olga, która w wieku  piętnastu lat wyszła za mąż za króla Grecji.  Źródła podają, że była jeszcze bardzo dziecinna, a jednocześnie mimo młodego wieku silnie związana z Rosją.  Olga grecka była kolejną szwagierką Marii Fiodorowny, nigdy nie wyzbyła się miłości do ojczyzny, co było przez niektórych poddanych źle widziane. Jednak sympatię do ojczyzny łączyła sprawnie z miłosierdziem i oddaniem do nowych poddanych, fundowała szpitale, pracowała na rzecz ubogich i chorych. Głębokie uczucie łączyło ją z mężem, którego śmierć głęboko przeżyła. Zresztą los nie szczędził jej trosk. Jej córka, wydana za Wielkiego księcia Pawła zmarła w wyniku nieszczęśliwego wypadku wydając przedwcześnie na świat swoje drugie dziecko, a jedynego syna. Jako, że z urodzenia była księżniczką Rosji, a jej dzieci również wżeniły się znowu w dynastię krwawa rewolucja zsyłały na nią co nowsze ciosy. Na jej cześć imię otrzymała najstarsza córka ostatniego cara.

Ostatnią postacią jest Maria Aleksandrowna jedyna i ukochana córka cara Aleksandra II. Wychowana w zbytkach,  każde jej życzenie było spełniane. Wyszła za księcia Edynburga, syna apodyktycznej królowej Wiktorii, jej przeprowadzka na dwór angielski już była sporym szokiem, oto musiała przestać grać pierwsze skrzypce, a także musiała zostawić w Rosji ukochanych rodziców. Później jej życie zaczyna przypominać dobry film. Ojciec wdaje się w romans, gdy jego żona jest umierająca, nawet sprowadza swoją kochankę do pałacu, co jest pierwszym takim przypadku, bo o ile Romanowowie nie uważali wierności za conditio sine qua non udanego małżeństwa, o tyle mieli dość przyzwoitości, żeby nie kwaterować swoich metres pod jednym dachem ze swymi żonami. Wyskok Aleksandra spowodował rozdźwięk w rodzinie.  A gdy po śmierci swojej żony, zawarł morganatyczne małżeństwo ze swoją kochaną i uznał jej dzieci… na owe czasy był to ogromny cios. Nie tylko ze strony ojca życie rodzinne Marii było pełne zawirowań, w nowej rodzinie również roiło się od problemów. Scysje z królową Wiktorią, mąż który nie uznawał potrzeby ustatkowania się, a później dzieci, które były(jak u Niechciców) wieczną zgryzotą. Dzieci Marii prowadziły życie, które ucieszyłoby ogromnie dzisiejsze brukowce, skandale, nieślubne dzieci, ucieczki.  Ale do samego końca Maria twardą ręką – godną córki Imperatora realizowała swoje plany i wpływała na politykę jak mogła.

To cztery główne bohaterki, przez książkę przewija się jednak masa postaci, na szczęście dzięki drzewom genealogicznym, czy opisom na początku książki możemy się bez trudu w tych dworskich zawiłościach połapać. Dzięki kilkunastu zdjęciom na wklejce, osoby o których czytamy dostają twarz, nie są abstrakcyjnymi postaciami z podręcznika, ale kobietami które żyły, kochały, płakały, były ludzkie. Ta książka otworzyła mi oczy na wiele spraw. Dowiedziałam się z niej o wielu faktach, niektóre wydarzenia poznałam z innej perspektywy.
Ta książka może odczarować historię, bo czyta się ją jak niesamowitą powieść podczas lektury będą buzować w nas różne emocje.

Jedyne zastrzeżenie jakie mam do tej książki, a znacie mnie i wiecie, że zwykle akurat takich nie czynię, jest robota którą wykonał, nie wiem tłumacz, czy korektor. Niektóre zdania są tak skonstruowane, że kilka razy trzeba czytać, żeby załapać o co chodzi. Naprawdę momentami mnie to irytowało. Bo jednak książka swoją cenę ma(której jest absolutnie warta!!) ale powinna być na tip top. Tu zaś jednak jedno zastrzeżenie, jest. Ja nie jestem purystką, ale zdaję sobie sprawę, że niektóre osoby może to bardzo zrazić.

Mimo tego niedostatku książkę bardzo polecam, zachęcam, abyście się udali do Imperialnej Rosji i dali się porwać historii!

poniedziałek, 17 grudnia 2012

Josh Groban

Zakochałam się...

 Normalnie znowu mam fazę muzyczną i słucham non stop.

 Posłuchajcie jak On fenomenalnie śpiewa... głos wgniata w fotel. I słodki jest ^^

 





piątek, 14 grudnia 2012

Biały chleb, bez zakwasu. Prosto a wybornie.


Dziś chcę Wam przedstawić przepis na najprostszy, najzwyklejszy, ale i przepyszny biały chleb. Nie lękajcie się, blog nie przekształca się w bloga kulinarnego. Po prostu chcąc zrecenzować książkę z przepisami na wypieki, chcę rzetelnie ją opisać, chcę wiedzieć, że przepisy w niej zawarte, są do zrobienia w każdym domu i wychodzą z nich pyszne wypieki



W oryginale mamy przepis na dwa bochenki. Ja na próbę piekłam jeden. Więc podaję składniki na jeden chlebuś. Chociaż roztropniej jest upiec dwa:
155 ml letniej wody
szczypta cukru
4,5 g suszonych drożdży
30 g stopionego masła
125 ml ciepłego mleka
450 zwykłej mąki pszennej
łyżeczka soli



Do dużej miski wlej 65 ml wody, wsyp cukier i drożdże.
 Dodaj masło, mleko  i pozostałą wodę, połowę mąki oraz sól i dobrze wymieszaj drewnianą łyżką. Dodaj resztę mąki stopniowo, ciągle mieszając, aż powstanie kleiste ciasto.Wyłóż ciasto na oprószony mąką blat i wyrób, aż ciasto stanie się gładkie i elastyczne.

Odstaw do wyrośnięcia. Ma podwoić objętość.

Jednym uderzeniem pięści usuń z ciasta powietrze. Wyjmij na oprószony mąką blat. uformuj prostokąt grubości mniej więcej 1,5 cm. Każdy prostokąt zwiń w roladę i włóż do wysmarowanej tłuszczem formy(szwem do dołu).

Odstaw do ponownego wyrośnięcia na 45 minut, lub do czasu gdy ciasto będzie wystawało ponad brzegi blaszki

Rozgrzej piekarnik do 200 stopni.

Ostrym ząbkowanym nożem, lub żyletką natnij wierzch wyrośniętego ciasta(ale tak, by go nie spłaszczyć) 3-4 nacięcia.


Piecz 10 minut po czym zmniejsz temperaturę o 180 stopni i piecz jeszcze 30 minut, lub do chwili gdy ciasto będzie rumiane, a uderzone palcem wyda głuchy odgłos.

Studź na kratce.


Przepis pochodzi z książki "Wypieki. Chleby, pizze, ciasta, pączki, słodkie zawijańce."


czwartek, 13 grudnia 2012

"Last minute. 24 h chrześcijaństwa na świecie" - Szymon Hołownia

Miłośnik egzotycznych lotnisk i najgorszych hoteli Szymon Hołownia – przemierzył setki tysięcy kilometrów, aby odkryć dla nas chrześcijaństwo na nowo. Kardynał Maradiaga, kandydat na papieża, pilotował dla niego śmigłowiec w Hondurasie. Od księdza komandora US Navy na Guam dowiedział się, że w amerykańskiej armii też można zostać świętym. Miejsca spotkania z koptyjką Mariam nie ujawni nigdy – w Egipcie wydano na nią wyrok śmierci za porzucenie islamu. Dotknij chrześcijaństwa w jego niezwykłej różnorodności. Poczuj się częścią wspaniałej wspólnoty, żywej 24h na dobę. Złotówka ze sprzedaży każdego egzemplarza książki zostanie przeznaczona na sierociniec Kasisi Children’s Home w Zambii


 Wiecie, albo i nie że bardzo lubię Szymona Hołownię. Od pierwszej książki spodobał mi się Jego styl i tematyka którą porusza. Na Jego książkach śmiałam się w głos, ale i płakałam rzewnymi łzami. słuchałam jego wywiadów, oglądałam Go w TV, nawet kupowałam Neesweeka dla Jego felietonów. Jestem fanką. Mam wszystkie książki, więc najnowszej nie mogło zabraknąć(ba jedną książkę mam nawet z autografem – wygrałam).


Kilka osób zwróciło uwagę, że książka jest długo  czytana. Faktycznie – na półce „teraz czytam” na LC wisi już miesiąc. Kupiłam ją gdzieś w połowie listopada, brałam ją do pociągu, czytałam w drodze i w łóżku. I mam bardzo mieszane uczucia. Pytanie, które pojawiło się gdy dowiedziałam się, ze wyjdzie kolejna książka SH „ Czy Hołownia się nie wypalił? Czy wciąż ma o czym pisać”. Pozostaje aktualne…

Mam strasznie mieszane uczucia… Szymon Hołownia wziął przykład chyba z Wojciecha Cejrowskiego, tylko że zamiast kamery wziął notatnik i zafundował nam wycieczkę po mniej, lub bardziej egzotycznych miejscach naszego globu i pokazał, jak żyje się tam chrześcijanom. Rozmawia z kardynałami, biskupami, zwykłymi księżmi, zakonnikami i mniszkami, ale także ze świeckimi, wyznawcami katolicyzmu, ale nie tylko. Jego rozmówcy są mniej, lub bardziej konserwatywni w swoich poglądach. Od skrajnej ortodoksji, do liberalizmu.

Książka to nie tylko wywiady, to także reportaże z przeróżnych miejsc, których nie da się zaszufladkować, bo będzie i baza US Navy, będzie szkockie opactwo, będzie Skandynawia, ale również pojedziemy na Antypody i do Afryki. A także do nieznanego miejsca w którym swoją historię opowie nam Miriam, kobieta która porzuciła islam i teraz ukrywa się lękając się o swe życie. Historia Miriam jest zresztą, jedną z bardziej poruszających. To opowiedziana bez patosu, bez nienawiści historia dziewczyny, która szukała Prawdy, nie zmieniał religii dla kaprysu, nie dla swojego faceta, porzuciła islam bo uznała, że nie jest wiarygodny w tym co głosi. Ta decyzja spowodowała zmianę życia dziewczyny. Wciąż grozi jej niebezpieczeństwo. Tyle o tym, że twierdzenie iż za porzucenie islamu grozi śmierć, to bajka. Jak widać to najprawdziwsza prawda.  Książka porusza, czytając o ludzkich losach w miejscach zapomnianych, wydawać by się mogło, przez Boga i ludzi, gdzie na każdym kroku grozi śmierć za wiarę, za poglądy. A mimo to ludzie tam normalnie żyją, pracują, kochają. I nie tylko, przede wszystkim wierzą, wierzą wiarą, której można im zazdrościć.
Wielokrotnie podczas lektury miałam świeczki w oczach. Łzy wzruszenia wpisane są w tą książkę, bo chyba nie można być nieczułym gdy czyta się o takich wydarzeniach. Ale ogólnie, książkę przemęczyłam, za dużo było takich miałkich rozdziałów, które miały esencją danego regionu, bo mieliśmy i historię i teraźniejszość i jeszcze kwestie wyznaniowe. W efekcie każdy temat był liźnięty i pozostawiał po sobie niedosyt. Lub przesyt, jeśli autor za bardzo skupiał się na jednym aspekcie.


Naprawdę nie wiem, co mam myśleć o tej książce. Fakt jest faktem, ja ją męczyłam, a nie czytałam. Owszem były rozdziały czytane z wypiekami na twarzy, ze łzami na policzkach, ale były też takie, których lektura była żmudną pracą.
Ciężko mi pisać w ten sposób o książce jednego z moich ulubionych współczesnych pisarzy.  Ta książka wzbudza we mnie tak sprzeczne uczucia, że mam ogromny problem z oceną… z poleceniem też mam problem. Bo nie jest to książka stricte podróżnicza(chociaż zdjęcia ma piękne), nie jest to też taka książka do jakiej przyzwyczaił nas Szymon Hołownia… Czuć w niej ten charakterystyczny styl Autora, humor i pasję, ale to wszystko jakby rozwodnione było…

środa, 12 grudnia 2012

Brioszki z marmoladą

Obiecałam na FB, że wstawię przepis. Ale to to, to tamto i od poniedziałku, gdy pieczone były te urocze bułęczki, nie został po nich ślad. A przepis robi za miłe wspomnienie.

Testuję w dalszym ciągu przepisy z książki "Wypieki. Chleby, pizze, ciasta, pączki, słodkie zawijańce". I te brioszki to kolejny przepis właśnie z tej ksiażki pochodzi.
Miałam okropną ochotę na coś słodkiego, do sklepu nie po drodze, a w kuchni podstawowe składniki.  Wybór padł, więc na przepis Pomarańczowo-kardamonowe brioszki z dżemem śliwkowym.

Oczywiście przepis zmodyfikowałam bo nie wszystko miałam.


Skłądniki na 16 bułeczek(ja robiłam z połowy porcji i z mojej blachy na 12 muffinek wyszło ich około 20.
Ale oryginalne proporcje:
675 g(4 1/2 szklanki) zwykłej mąki pszennej
14 g suszonych drożdży
75 g(1/3 szklanki) drobnego cukru(ja dałam zwykły)
2 łyżeczki soli
125 ml letniej wody
drobno otarta skórka z 2 pomarańczy(w okresie przedświątecznym chomikuję skórkę pomarańczową do smażenia, więc lunęłam aromatem pomarańczowym i czuć było nutę pomarańczy)
6 jajek o temp. pokojowej
230 g posiekanego miękkiego niesolonego masła(u mnie margaryna)
2 1/2 mielonego kardamonu(opuściłam, bo nie miałam, a nie chciałam kombinować)
125 g dżemu śliwkowego(ja użyłam moją ukochaną różaną marmoladę.)
1 żółtko roztrzepane z 2 łyżeczkami wody(jako glazura, ja nie glazurowałam)
płatki migdałowe do posypania

Ja robiłam w maszynie do chleba, czyli maszyna wyrabiała za mnie.

A wg.  przepisu:
Do miski robota kuchennego wsyp szklankę mąki. dodaj drożdże, cukier, sól i letnią wodę. Mieszaj około 2-3 minuty, aż masa stanie się gładka. Dodaj skórkę pomarańczową i wbijaj po jednym jajku. Zmniejsz obroty i wsyp dwie szklanki mąki. Miksuj do gładkości.

Porcjami dodawaj masło, po każdej porcji dokładnie miksując. Gdy masa będzie gładka wmieszaj resztę mąki i kardamon.
Wyrabiaj do uzyskania głądkiego i elastycznego ciasta..

Odstaw ciasto do wyrośniecia(aż podwoi objętość). Spłaszcz łyżką delikatnie i znów odstaw do wyrośnięcia.

Uderz ciasto, aby pozbawić je powietrza. Wyłóż ciasto na oprószony mąką blat i pokrój ostrym nożem na 16 kawałków.

Formę do muffinów wyłóż papierem(ja używałam silikonowych foremek, którymi wykładałam dołki blachy na muffiny).

Z każdego kawałka zrób kulkę, palcem wykonaj w niej dołek, delikatnie go poszerz i nałóż nadzienie. Naciągnij ciasto i nadaj ładny okrągły kształt. Ułóż kulkę w zagłębieniu.

Odstaw do podwojenia objętości.

Rozgrzej piekarnik do 180 stopni. Każdą brioszkę posmaruj po wierzchu roztrzepanym żółtkiem i posyp płatkami migdałowymi. Piecz 20 minut, lub na złoty kolor.


Dla mnie bułęczki idealne. Cudowne z gorącą herbatą wieczorem, pyszne z kawą rano. I są połączeniem moich dwóch ulubionych wypieków. Ciasta drożdżowego i muffinek.
Długo szukałam drożdżowego, które można upiec w blasze na muffiny i znalazłam ciasto idealne. Ciasto, które można modyfikować, można bawić się nadzieniem, posypką, polewą.
Oj będę je często robić.

Amor vinvit omnia - nie odpuszczam

Obiecałam Wam, że w tym tygodniu będzie z happy Endem. No bo co w końcu, kurczę blade, jak mawiał Mikołajek, jest grudzień, idą Święta, nie można tylko płakać. Trzeba się cieszyć. Postanowiłam, również sięgnąć do klasyki romansu. Jane Austen. Ale tym razem niebanalnie. Nie powiem dziś o Lizzy i panu Darcy`m, ale o mojej ulubionej parze:


Marianna i pułkownik Brandon.


Jedna z par opisana w powieści Rozważna i romantyczna. Wiem, że wiele osób zarzuci mi, że to emanacja mojej fascynacji Alanem Rickmanem. Zaiste, najpierw widziałam ekranizację i co mam owijać w bawełnę, zakochałam się. Chociaż moim zdaniem sama historia też jest warta uwagi. Tak naprawdę ciągle mam wątpliwości o to czy ten happy end był możliwy i zupełny. Ale posłuchajcie…

Mariannie umiera Ojciec, Ona i jej Rodzina(Matka i Siostry) zostają praktycznie bez grosza przy duszy. O ile wcześniej opływały w zbytki, o tyle teraz będą musiały oszczędzać każdy grosz. Zmuszone są porzucić rodzinny dom i zamieszkać w innym hrabstwie w wiejskim domku.
Któremu do luksusowej willi nieco brakuje.

Niemalże od razu po przybyciu, Marianna wpada w oko, podstarzałemu(jej zdaniem Pułkownikowi). Ale Marianna jest romantyczką w pełnym tego słowa znaczeniu. Marzy o wielkiej miłości, do przystojnego młodzieńca, na białym koniu, który będzie recytował jej wiersze,  będzie piękny jak heros. I musowo musi uczucie, porazić ją niczym grom z jasnego nieba. Półśrodków Marianna nie uznaje.
Pułkownik Brandon może faktycznie młodzieniaszkiem nie jest, ale romantyczny jest przeokrutnie. Otóż młodzieńcem będąc(według Marianny działo się to gdy po Ziemi stąpały dinozaury) zakochał się był w wychowance rodziny. Dziewoja afekt odwzajemniała i wszystko było na najlepszej drodze do szczęśliwego zakończenia, ale wmieszała się
Rodzina Pułkownika. Pułkownik był młodszym synem, a panna była dosyć majętna, aby wzmocnić pozycję rodziny postanowiono, że panna ma poślubić starszego brata pułkownika(tzn. wtedy on nie był pułkownikiem) Nasz nieszczęsny Brandon niesamowicie to przeżył i zaciągnął się do wojska. Panna niestety szczęścia też nie zaznała, starszy Brandon źle ją traktował, wiec uciekła od niego i jak się możemy domyślać zajęła się nierządem. 
Pułkownik Brandon odnalazł ją gdy była umierająca w zakładzie dla ubogich. Panna miała córkę, którą dobry pułkownik się zaopiekował w zastępstwie zmarłej matki. Mimo, że był dobrze sytuowany, przystojny, nie ożenił się i nie naraził serca drugi raz, do czasu spotkania Marianny. Nie narzucał się jej był bardziej przyjacielem, niż zalotnikiem, żyjąc nadzieją że może jednak serce dziewczyny się obudzi.

Niestety! Facet nie miał szczęścia. Na drodze Marianny staje Willoughby w którym dziewczyna zakochuje się bez pamięci, gdyż jest ucieleśnieniem jej marzeń. Wszystko wskazuje na to, że chłopak odwzajemnia to uczucie i nic nie stoi na przeszkodzie aby się w przyszłości pobrali.  Ale o dziwo! Pewnego dnia Willoughby zrywa kontakt z Marianną. Dziewczyna nie wie co się dzieje. Wykorzystuje pierwszą okazję, aby wyrwać się do Londynu i tam wypytać ukochanego co to wszystko znaczy. W Londynie dowiaduje się, że mężczyzna którego kochała i z którym wiązały się wszystkie jej nadzieje, zaręczył się  bardzo majętną dziewczyną. A Marianna jest przecież bez grosza.

Dlaczego tak się stało? Otóż Willoughby okazał się szują, uwiódł inną dziewczynę i zrobił jej dziecko. Dziewczyną tą okazała się córka ukochanej Brandona, o całym zajściu dowiedziała się ciotka Willoughby`ego i jak można się domyślać nie była zachwycona. A to ona miała mu zostawić po śmierci majątek. Mężczyzna postawił na miłość do pieniędzy.

Jak możemy się domyślać Marianna przeżyła załamanie. W efekcie zapadła na zdrowiu i była bliska śmierci. Przez cały okres choroby i rekonwalescencji Brandon jest obok, dyskretny i wspierający. Marianna powoli wyrzuca ze swego serca mężczyznę który ją zranił, modyfikuje też swoje podejście do życia, dostrzega, że przez to że była nazbyt egzaltowaną doznała wielkiego cierpienia. W końcu wychodzi za Brandona.
I mamy happy end.

Ja długo nie wierzyłam, że ten związek mógł mieć perspektywy, zwłaszcza ze autorka opisała ten związek Marianny, jako kompromis z jej strony. Nie wątpiłam, ani przez chwilę w siłę uczuć pułkownika, w to że on był szczęśliwy. Ale miałam wątpliwości, czy dla Marianny to nie było li i jedynie małżeństwo z rozsądku, ze starszym mężczyzną, który dawał jej pozycję, bezpieczeństwo i opiekę. Owszem, widać zbieżność zainteresowań, ale to nie zastąpi uczucia. Marianna jest irytującą postacią, jest egocentryczna, egzaltowana i goni za księżycem, czy zadowoli się oddaną miłością Brandona? Czy nie będzie wzdychała za innym życiem, przy boku młodego romantyka któremu fiu-bździu w głowie? Czy nie będzie taką Barbarą z Nocy i dni? Która ma pod dachem skarb, ale wzdycha bo jej wiecznie źle?

Ciągle nie mogę dojść do zadowalającego wniosku. Czasami myślę, że po trudnych przejściach złamanego serca, nieco wytrzeźwiała i naprawiła swoje błędy. Innym razem znowu zastanawiam się czy to przejście na stronę rozwagi, nie jest chwilowe, czy to nie słomiany zapał, który gdy zgaśnie sprawi iż znów wróci stara „dobra” Marianna. Marianna, która unieszczęśliwi Pułkownika, który – dla Boga na pewno na to nie zasługuje.

A co Wy myślicie na ten temat? Bardzo mnie to intryguje, czy tylko ja mam  tak małą wiarę w Brandonów, czy może coś źle założyłam, źle zinterpretowałam.
Czekam na Wasz głos!

wtorek, 11 grudnia 2012

"Tymczasowa" - Małgorzata Hayles

Praca w domu była świadomym wyborem Marty. Inteligentna, dowcipna i wrażliwa kobieta nigdy jednak nie była typową panią domu – zbyt ceniła sobie swoją niezależność, często podejmując się różnych zleceń – tłumaczeń, tworzenia skeczy i monologów kabaretowych... W końcu kultura była jej żywiołem, a okazało się, że można na niej całkiem nieźle zarobić. Marta nie dała się zamknąć między sypialnią, kuchnią a pokojami dzieci, choć gorąco wspierała je na każdym kroku. Nie to, co Tomasz – weekendowy tatuś, jak się okazało, tak bardzo nieidealny, jak tylko mężczyzna być może. Stopniowo Marta dochodzi do wniosku, że jej życie byłoby znacznie lepsze... bez niego. Kiedy dodatkowo ten mówi jej o Pannie Paulinie, postanawia odnaleźć dawną siebie i cieszyć się życiem, które – jak można było pomyśleć – utraciła.


 Książka „Tymczasowa”, zanim przyciągnie nas treścią, najpierw skupia nasz wzrok na okładce. Piękna pastelowa okładka i kobieta, której rysy twarzy koncentrują naszą uwagę. Przycupnęłam sobie na chwilkę, żeby tylko zobaczyć, czym ta książka pachnie. Wstałam po przycupnięciu po 12 w nocy. Książka była przeczytana, a moja głowa pełna myśli, emocji.

Marta jest kobietą, która poświęciła życie dla męża i dla dzieci. Tylko, że dla jej męża to za Malo, znalazł sobie nowszy, lepszy model. Jak większość mężczyzn ma swoją kobietę, za ślepą idiotkę, a Marta wie.  Czeka na przyznanie się męża, zostaje, jakby zawieszona w czasie, pogrąża się w marazmie. W końcu wiarołomny mąż – Tomasz odchodzi do swojej nowej Panny. Marta musi zacząć nowe życie.  Tylko w jaki sposób, skoro tym co ją określało, zawsze był dom, opinia, najpierw matki, później męża. Zostaje sama w domu z kredytem, z dorastającymi, buntującymi się dziećmi. Bo szanowny Pan mąż, oczywiście zabrał wszystkie aktywa i auto. No ale przecież to On pracował. Marta tylko nudziła się w domu. Jedyna zmiana to taka, że teraz może się nudzić bez męża.

Mimo pogodnej okładki, sama książka nie jest już tak różowa. Jest smutna. Będzie smutna dla większości kobiet, bo wszystkie popełniamy te same błędy. Tak często udajemy, że wszystko jest w porządku, gdy nasze wnętrze zwija się z bólu. Jak łatwo dajemy się wprzęgać do kieratu narzuconego nam przez pokolenia. To wszystko robi Marta, zapomina o sobie, udaje, że wszystko jest w porządku, bo powinno przecież być. Mąż zarabia, wiec ma prawo przyjść do cichego, ciepłego domu w którym pachnie obiadem. Mąż ma prawo do odpoczynku, samej sobie tego prawa odmawia. Z siedmiu dni tygodnia ma jeden luźniejszy dzień, gdy jadą do jej rodziców, lub do idealnych teściów i to Tomasz odgrywa rolę idealnego ojca i męża, udaje że wie co dzieje się z jego dziećmi, jest troskliwym i kochającym tatusiem.
W końcu cała  konstrukcja oparta na udawaniu upada. Marta zostaje sama. Z pozoru nic gorszego nie mogło jej spotkać. Kobieta jest workiem kompleksów, wyhodowanych przez ambitną mamusię, która miała wysokie aspiracje, zaszczepiła w Marcie niskie poczucie własnej wartości, to poczucie umocnił Mąż i Teściowa. Marta odbiera zewsząd sygnały, że nie jest wystarczająco doskonała, Matka daje jej za przykład młodszą siostrę – Dagmarę, która odnosi jakieś tam sukcesy, ale jest bardzo, bardzo zdolna, Mąż wytyka jej brak obycia, a Marta widzi inne Matki w piaskownicy z idealnymi, czystymi dziećmi i czuje się wyobcowana, pełna wad. Czuje, że nie potrafi nic dobrze zrobić, że jest złą żoną, wyrodną marką. Wciąż powtarza litanię samooskarżeń.
Jednak, paradoksalnie, odejście męża, jest wstrząsem, po którym, z ruin jej życia wyłania się coś nowego, lepszego. Zaczyna się, niepozornie, od wspomnień, codzienność jest pretekstem do wspominania całego życia, nie tylko tego które przeżyła z Tomaszem. Zaczyna pewne rzeczy, sytuacje widzieć w innym świetle. Czas pokaże, kto wyszedł najgorzej na tym rozstaniu.

Według mnie to książka bardzo poruszająca. Nie ma zbyt wiele wspólnego z czytadłem, lekkim i przyjemnym. Zmusza do refleksji, przemyślenia pewnych kwestii. My kobiety, jesteśmy zaprogramowane na bycie doskonałymi, wynik – oczko niżej – nas nie satysfakcjonuje, wszystko musi być perfekcyjne.  Nie umiemy dzielić się obowiązkami, najważniejsze jest nasze samozadowolenie – rzecz nie do osiągnięcia. Drobna porażka spycha nas na dno, otchłani rozpaczy, jest pretekstem do katowania się wymówkami.
Staramy się za bardzo.  A to może być błąd…

Bardzo gorąco polecam tą książkę, nie tylko mężatkom, według  mnie, wiele kobiet znajdzie część siebie w sytuacjach opisywanych w tej powieści i może któraś odkryje, uświadomi sobie, co jest złe, a co warte jest walki.

poniedziałek, 10 grudnia 2012

Stosisko zaległe



Zaległy stos jest. Jakość fatalna, bo z komórki. Tata zabrał działający aparat, w drugim rozwaliła się karta pamięci i jednocześnie zaginął kabelek pozwalający zgrać zdjęcia na kompa z pamięci wewnętrznej.


Dlatego opiszę kolejno:
Aktorki i Prezenterki - z myślą o Mamie, która już zabrała Prezenterki i co i rusz mnie anegdotkami zasypuje. Ja sobie oglądam Aktorki i przymierzam się do lektury
'Wypieki" - kolejny karmicz mojego głodu wypiekowego. Już testuję
"Okrutne oskarżenie" i "Nowy początek"  tą drugą zaczęłam czytać i obiecujący początek
'Trzy młode pieśni" - już opisana
"Jedyna prawda".
'Bóg nigdy nie mruga" - również opisywana
"Tymczasowa" - też podczytywałam i k
"Nadzieja" - prezent od Autorki, zachwyciłam się w czerwcu.
"Cztery pory lata" - moja biblioteka wygrała i mamy zaszczyt być I czytelniczkami

I mój prywatny stosik.
"Stulatek, który wyskoczył przez okno i zniknął" - promocja w Matrasie
"Powrót do Howards End' - Tania książka - Lublin, jakżeby inaczej,
"Niezwykłe kobiety Romanowów" - prezent urodzinowy ^^
"Pół życia" - również dostałam z okazji urodzin - milo się starzeć tak
"Last minute" - no dobra, złamałam się, ale za pieniądze Mamy :D
"Zasada proporcjonalności w orzecznictwie Trybunału Konstytucyjnego" - dostałam :) Bardzom rada. Autorka tej ksiażki jest w potrzebie i niebawem będzie agitacja, aby - kto może - podzielił się 1% z podatku
Kolejna Agata. Nie mam dwóch najnowszych.... trzeba popolować.



Lubie ten stosik :)

niedziela, 9 grudnia 2012

"Agnes Grey" - Anne Brontë

Pierwsze polskie wydanie. Co znaczyło być guwernantką - inspirowana prawdziwymi przeżyciami autorki opowieść o trudach i upokorzeniach doświadczanych przez kobiety zmuszone trudnić się tą profesją – jedyną, możliwą dla szanowanej, niezamężnej kobiety w dziewiętnastowiecznej Anglii. Agnes nie ma wyboru. Trudna sytuacja finansowa rodziny zmusza Agnes do objęcia posady guwernantki. Ma nadzieję, iż pamięć o tym, jaka była w dzieciństwie pomoże jej nawiązać kontakt z podopiecznymi. Jednak dzieci okazują się niesforne, a pracodawcy wyniośli i nieuprzejmi. Czy objęcie posady u innej rodziny przyniesie jej odrobinę szczęścia?



 Powieści sióstr Bronte zna i kocha cały świat. W Polsce dopiero od niedawna możemy poznać  dobrze twórczość tych sióstr. Wcześniej dostępne były tylko „Wichrowe Wzgórza” i „Dziwne losy Jane Eyre”. Ostatnie 1,5 roku było łaskawe dla wielbicieli powieści  wiktoriańskiej, „Agnes Grey” to  powieść najmłodszej siostry Bronte – Anny.  Odkładałam lekturę w czasie, bo czytałam wiele opinii, według których czyta się książkę ciężko, jest podobno męcząca i ogólnie nic specjalnego.

Zdziwiły mnie te opinie, bo  z tego co czytałam to opowiadania o pracy guwernantek były ciekawy, wszak kobiety te nie miały lekkiego życia, ich pozycja w domach była różna, niektóre były prawie członkami tych rodzinne, inne spychano na margines. A niezależnie od sytuacji miałam zagwarantowane, poznanie od kuchni tak zwanych dobrych domów i zachowań dzieci w XIX wieku. Dodatkowo w książce miał być wątek miłosny, byłam bardzo ciekawa. O życiu guwernantki w Polsce wiedziałam co nieco dzięki biografiom Marii Skłodowskiej – Curie, która zanim wyjechała do Paryża przez kilka lat uczyła po domach. Wiedziałam więc, że los nauczycielki nie tylko dziś nie jest lekki, wiązał się już wtedy z ciężką pracą, koniecznością posiadania niewyczerpanych pokładów cierpliwości, płaca nigdy nie była adekwatna do wysiłku włożonego w wykonanie pracy. I wbrew pozorom posada nauczyciela nie wiązała się z szacunkiem społeczeństwa.  Ale może tylko w Polsce tak jest/było, wszak wiadomo, że u nas zawsze inaczej.

Tytułowa bohaterka – Agnes, to dziecko mezaliansu, jej matka miała pecha posłuchać głosu serca i wyjść za mąż z miłości, za mężczyznę, który nie dorównywał jej pozycji. W efekcie Rodzina skazała ją na ostracyzm. Jakby na złość krewnym małżeństwo jest szczęśliwe. Państwo Grey żyją biednie, ale szczęśliwie, nie przelewa im się, ale towarzyszy im miłość, szacunek i rodzinne ciepło. 
Agnes widzi kiepską sytuację materialną rodziny i postanawia pomóc, jedyne co może robić to uczyć. Postanawia zostać guwernantką.  Nie ma pojęcia o realiach, dlatego buduje zamki na lodzie, marzy o prowadzeniu dzieci do Wiedzy, wzbudzaniu w nich pasji, nowych zainteresowań, w ciepłej rodzinnej atmosferze.
Niestety rzeczywistość jest daleka od jej marzeń…
Nie wiem dlaczego tyle osób mówiło, że to trudna książka, że jest nudna. Ja się nie nudziłam, wręcz przeciwnie, czytałam jak zahipnotyzowana. Czytając o przeżyciach Agnes, żywo to wszystko przeżywałam. Wystarczyło wczuć się w jej sytuację,  młoda, niedoświadczona dziewczyna na łasce obcych ludzi…  jej nadzieje zawiodły, plany nie wypaliły a dodatkowo tęskni za bliskimi.

Moim zdaniem to jedna z lepszych książek sióstr Bronte, owszem nie dorównuje „Dziwnym losom” które w mojej prywatnej hierarchii są najwyżej, ale tłumaczę sobie to tym, że pisane były przez inną siostrę i skupiają się bardziej na życiu codziennym guwernantki, mniej na jej życiu uczuciowym, chociaż to przecież również jest.

sobota, 8 grudnia 2012

"Tragedia w trzech aktach" - Agata Christie

Znany aktor, sir Charles Cartwright, wydaje przyjęcie, na które oprócz osób związanych z teatrem zaproszone są miejscowe wyższe sfery. Wszyscy bawią się beztrosko, plotkują, piją koktajle. Wielebny Stephen Babbington sięga po kieliszek, przełyka i... pada martwy. Lekarz orzeka atak serca. Kiedy jednak ponownie zdarza się podobny wypadek, Herkules Poirot zaczyna się zastanawiać.







Cierpię dziś chyba na śpiączkę afrykańską,  a wiadomo, że nic tak człowieka nie wybudza niż dobry kryminał. A kto opowiada najlepsze historie z morderstwem w tle? Oczywiście Agata Christie. Wybór padła na „Tragedię w trzech aktach”, książka przeleżała już swoje na pólce i wołała mnie czas jakiś litościwym głosikiem.  Nie słyszałam wcześniej żadnych opinii o tej książce, więc byłam wolna od uprzedzeń, nie miałam też ogromnych oczekiwań… chociaż, jak zwykle przy kryminałach Christie, poprzeczka była zawieszona nieco wyżej.

A jak się zaczyna? Wyjątkowo spokojnie, książką startuje na tarasie willi „Krucze Gniazdo”, widoki, jakie rysuje przed nami Autorka, nie skłaniają do rozmyślań o zbrodni. Każdy szanujący się mól książkowy pomyśli raczej o tym, jak cudownie byłoby tak się znaleźć i zażyć relaksu z książką. W tym to Kruczym Gnieździe zaplanowano kolację, ale! I tu dramat, gości ma być trzynastu, aby zapobiec pewnej tragedii(tym pewniejszej, iż wśród gości ma być Herkules Poirot, który to jest magnesem dramatycznych wydarzeń). Na szczęście gospodyni nie próżnuje, sama postanawia zasiąść do stołu, aby uchronić swego chlebodawcę przed kompromitacją. Jednak, na nic starania tej dzielnej matrony, trup i tak pada. Tylko, że jest to śmierć co najmniej dziwna, bo nikt nie ma  motywu i nikt nie miał sposobności do dokonania zbrodni. Czy to naprawdę może być zbrodnia idealna? Wszystko wskazuje na to, że tak. Ba! Nawet Herkules Poirot uznaje, że to nie mogło być otrucie. Czy słynny detektyw będzie umiał się przyznać do błędu?

Nie spodziewałam się, że uznam tą akurat książkę za jedną z lepszych, przez większą część, czytałam ją od niechcenia.  Jakoś nie mogłam się wciągnąć, jasne jak zwykle, snułam hipotezy, starałam się odgadnąć kto jest mordercą, ale jakoś tak bez zaangażowania. Może dlatego, że mało Herkulesa była. Gdy pojawia się słynny detektyw już na dobre akcja się rozkręca.
Chociaż, widać, że pierwotnie powieść była sztuką teatralną. Chociaż teraz pisana prozą, zachowuje cechy sztuki, mamy zachowaną jedność miejsc, w taki sposób iż czytelnik bez problemu może wyobrazić sobie scenografię na scenie.
Jest to jedna z tych powieści, której zakończenie sprawia iż szczęka przygniata nam stopy, nie ma opcji, że rozwiązanie jakie poda Poirot nie spowodowało u was głębokiego zdziwienia. Zaskoczenie, jest pełne.

Ciekawe czy kiedyś książki Christie przestaną mnie tak zaskakiwać…












piątek, 7 grudnia 2012

"Bóg nigdy nie mruga" - Regina Brett

Pięćdziesiąt wskazówek. Pięćdziesiąt lekcji, w których autorka przeplata własne przeżycia z doświadczeniami ludzi spotkanych na swojej krętej drodze; przywołuje ważne dla siebie postaci, znaczące książki i filmy, inspirujące modlitwy i wypisy z lektur; przypomina o sile psalmów i prostych sentencji. Felietony Reginy Brett docenili i pokochali czytelnicy na całym świecie. Przyklejano je na lodówkach, rozsyłano w e-mailach do bliskich. Tematy lekcji, których udzieliło autorce życie, cytowano na tysiącach blogów i przedrukowywano w gazetach. Książka, którą trzymasz w ręce, stanie się bliska każdemu, kto kiedykolwiek znalazł się na życiowym zakręcie oraz wszystkim szukającym inspiracji. Niech każda z pięćdziesięciu lekcji będzie manifestem – jak bohaterka jednego z esejów, pewna sportowa czapka z prostym hasłem: „Życie jest dobre”. Bo takie jest. Naprawdę.



Jest wysyp książek-poradników, wszystkie oferują nam zbiór komunałów. Pięknie brzmią te wszystkie rady, na papierze ale nijak się mają do rzeczywistości. W Polsce swego czasu była moda na Coelho i jego, jeśli wystarczająco silnie czegoś chcesz, cały świat pomoże ci zrealizować to marzenie. Kazał nam szukać drogi, skarbu i wielu innych rzeczy. A spora rzesza osób uwierzyła. Później przyszły z Zachodu inne książki, osób które postanowiły być szczęśliwe, realizować siebie i swoje marzenia. Dlatego ze sporym sceptycyzmem podchodziłam do książki „Bóg nigdy nie mruga”, ale zaciekawiła mnie konstrukcja książki i dopisek, mówiący, że będzie to 50 lekcji na najtrudniejsze momenty mojego życia.
Gdybym mogła, dałabym książkę „Bóg nigdy nie mruga” pod choinkę wszystkim, zmuszałabym do czytania, bo gdy zaczniesz czytać pojawią się przemyślenia.
Tak jak pisałam, najpierw byłam sceptyczna, bo jestem sceptyczna w stosunku do wszystkich książek, które mają mnie uczyć żyć lepiej, nie mogę sobie wbić do głowy, że istnieje jakaś uniwersalna recepta, że to jest sprawą tak indywidualną, że nie można podać na poważnie takiej ogólnej metody. Zwłaszcza, że zwykle mnie i autorów takich poradniczków dzieliło niebo i ziemia.
Ale zaczęłam czytać… byłam sceptyczna, ale zaciekawiła mnie ta książka, przygotowałam się już mentalnie na opowieść nawiedzonej babki, która pokonała raka i wydaje jej się, że w związku z tym posiadła wszelkie tajemnice świata. Przeczytałam kilka pierwszych lekcji… zaciekawiły mnie, nie zirytowały – a to już dużo. I odłożyłam książkę, bo to, bo tamto, bo jest jeszcze czas. Aż w końcu książka stała się moim wyrzutem sumienia.
Zakopałam się w łóżku, w spokoju chorowania i zaczęłam wczytywać się w każde zdanie.
Nie uważam, że każda z tych 50 lekcji jest dla mnie, niektóre po prostu czytałam oczami, bez zaangażowania, Autorka czasami bardzo po macoszemu traktuje niektóre tematy, wychodzi z jakiegoś punktu a później wtrąca dygresję, bez powrotu do tematu, tak ja to odbierałam, a może po prostu nie doszłam do tego momentu, że taka lekcja byłaby mi potrzebna.

Inne rozdziały pochłaniałam, czytałam niektóre akapity kilkukrotnie, rozważałam, nad głową zapalała mi się żarówka „nie jestem sama!!”. Pozornie z Autorką niewiele mnie łączy, w sumie – prawie nic, a jednak są problemy uniwersalne. I Autorka udziela rad z sensem. Wielu z nich nie można zastosować tak, o na pstryknięcie palcem. Trzeba przemyśleć, postanowić, że to nam pomoże. Nikt za nas nie podejmie decyzji, nikt nas nie przekona. Autorka naświetla pewne problemy, pokazuje rozwiązanie, sposób w jaki dojdziemy do efektu końcowego, wybór – należy do nas.

Ten zbiór komunałów ma coś w sobie, chyba każdy z Nas znajdzie rozdział, który będzie opisywał właśnie Jego! Może macie problem z przyznaniem się do błędu? Kłócicie się do upadłego, żeby tylko na swoim postawić? A może chcielibyście zamienić się z sąsiadem na życia? A może masz problem z priorytetami w związku?
Ta książka nie rozwiąże Twoich problemów, po lekturze, będziesz może jeszcze bardziej zmęczona, niż przed, ale zobaczysz co można poprawić, nad czym można popracować. Oby tych rzeczy do poprawy było jak najmniej.

Jeśli szukasz pomysłu na prezent dla męża, żony, przyjaciółki, brata, teściowej, nie wahaj się, ta błękitna książeczka, w miłej w dotyku okładce, powinna się znaleźć pod choinką. Ja mam już listę znajomych, którym chciałabym ją podarować.

Polecam „Bóg nigdy nie mruga” właśnie teraz u progu Nowego Roku, będziemy podejmować postanowienia,  mające na celu zmianę naszego życia, ta książka może nam pomóc w wytyczeniu  kierunków tych zmian. I kto wie, może za rok, o tej porze będziemy po prostu szczęśliwsi : )




czwartek, 6 grudnia 2012

"Kamienica przy Kruczej" - Maria Ulatowska

Krucza 46 – wspólny adres, od którego zaczyna się każda historia w tej książce. Dzieje zwykłych ludzi na tle czasów, w których przyszło im żyć. Losy mieszkańców pewnej warszawskiej kamienicy od roku 1937 do końca XX wieku. Tosię i Piotra wiele dzieliło, ale łączył adres, który w ich świadomości został na zawsze. Przedzierając się przez wojnę, okupację, powstanie, lata powojenne i wszystkie przemiany dziejowe, starali się zwyciężać okropności dnia codziennego. Miłość, trudne wybory, rozstania, walka o przetrwanie i o zachowanie własnej tożsamości – szukali własnego szczęścia bez względu na wszystko. I najważniejsze – z optymizmem, dzięki któremu wszystko może się udać. A czasami… uda się coś, o czym nie śmiało się nawet marzyć.

 Z literaturą polską są problemy. Nieważne, że 99 na 100 przypadków, okazuje się, że to dobre książki, to jednak człowiek pamięta ten 1% i się zraża… Zwłaszcza, gdy obrażony autor, wyśle nam list z „uprzejmościami”. Trzeba być odważnym człowiekiem, żeby czytać polskich autorów!  A brać się za książkę Autorki, której czytałam tylko jedną książkę, a moje refleksje po lekturze nie były za dobre.   Ale coś mnie ciągnęło do „Kamienicy przy Kruczej”… co? Nie wiem. Okładka obiecywała kilka historii, więc uznałam, że będzie to zbiór opowiadań o różnych osobach, które łączy tylko adres, a taka konstrukcja… nie do końca mi leży. Nie jestem fanką Warszawy, jestem prosta dziewucha ze wsi, mogę nie czuć ducha miasta. Wiec dlaczego wzięłam się za tą książkę? Gdyby ktoś zapytał mnie o to dwa dni temu, odpowiedziałabym, że nie mam zielonego pojęcia… Nie miałam żadnych większych oczekiwań, owszem – wzrok przyciągała ładna okładka, ale nigdy bym nie sądziła, że za tak ładną, spokojną okładką kryje się taka piękna historia!

Autorka bawi się historią, skacze po czaso-przestrzeni. Ale mimo dość luźno potraktowanej chronologii czytelnik nie będzie miał problemów z orientacją, wszystko jest czytelnie poopisywane. Nie ma też problemu z miejscem akcji, wszystko toczy się wokół tytułowej Kamienicy przy ulicy Kruczej w Warszawie.
Pamiętacie, kultowy już serial Dom? Według mnie jeden ze wspanialszych seriali, zabawny, wzruszający, cudo polskiej telewizji. Ja oglądam za każdym razem gdy TVP serwuje nam powtórki. Według mnie ta książka ma klimat tego serialu! Czytając, miałam przed oczami ów dom przy ulicy Złotej, mieszkańców, uwikłanych w wielką historię, ale także swoje prywatne małe dramaty. Dodatkowo mamy tutaj to, czego nie mieliśmy w serialu. Losy bohaterów podczas wojny. Umieszczenie akcji podczas II wojny światowej, w Warszawie, jest ryzykowne, bo owszem mamy duży potencjał, mamy dramaty, mnóstwo wydarzeń, ale można otrzeć się o banał, o zbyt duży patos, który sprawi, że książka będzie nadmuchana, napuszona.  A tutaj Autorka poszalała, mamy wątek żydowski, więc dramat holocaustu, motyw rozłączonych kochanków, dramat Warszawy pod okupacją, Powstanie Warszawskie, później jego upadek i exodus. Ładunek dramatyzmu jest ogromny.
Losy powojenne toczą się dookoła Tosi, córki mieszanego małżeństwa Żyda – Szymona i katoliczki – Magdaleny, którzy na początku wojny, w trosce o córeczkę porzucają ją na progu sąsiadów, aby zapewnić jej chociaż minimalne bezpieczeństwo. Sami – rozpływają się w wojennej zawierusze. Tosia rośnie, kochana, rozpieszczana przez przybranych rodziców, którzy gdy dziewczynka ma dziesięć lat decydują się powiedzieć jej prawdę. Wtedy jeszcze nie rozpowszechniono, w takim stopniu jak dziś, konfliktu dziecko-rodzic, więc Tosia nie wie, że powinna się buntować, pyskować rodzicom, uciekać z domu. Kocha swoich rodziców i niewiele zmienia fakt, że nie łączą jej z nimi więzy krwi.
Dziewczynka dorasta, ponosi porażki, odkrywa pasje, realizuje marzenia. Ma kochającą rodzinę, marzy o miłości idealnej. W końcu jest zmuszona porzucić swój dom rodzinny przy Kruczej. Zakłada własną rodzinę, w sposób jakże odmienny od tego, jaki wybrała kilkanaście lat wcześniej jej matka.
Równolegle obserwujemy losy Piotra, który w czasie wojny traci całą rodzinę, jako młody chłopak zostaje prawie zupełnie sam z ciotką i ukochanym psem. Po klęsce Powstania przemierza prawie całą Europę. Poharatany przez wojenne doświadczenia, przypadkiem spotyka kobietę, którą postanawia uczynić swoją żoną. Wychodzi z założenia, że we dwójkę, łatwiej będzie dźwigać powojenną traumę. On również zakłada rodzinę i wraca na Kruczą. Zaczyna się powojenna rzeczywistość. Proza życia w Polsce Ludowej.

Nie chcę Wam streszczać tej książki, bo niespodzianki dodają jej wiele uroków. To, że dla mnie była pełna zwrotów akcji, gdy już mi się wydawało, że wszystko wychodzi na prostą – bach! Zwrot akcji. Ale naturalny – bez obaw.
Jest mi smutno, że mam już lekturę za sobą, była mi bardzo miłą i wierną towarzyszką w chorobie. Czyta się bardzo przyjemnie. Chyba muszę Mikołaja poprosić o inne książki Autorki. Zwłaszcza, że w „kamienicy” mamy odniesienia do wcześniejszych powieści. Ja czytałam tylko jedną i ten brak wiedzy, raczej mi nie przeszkadzał w prawidłowym odbiorze,  te odniesienia dotyczą bohaterów drugoplanowych, więc naprawdę w niczym to nie wadzi.

Chciałabym bardzo gorąco polecić tą książkę nie tylko wielbicielkom romansów, ale przede wszystkim fankom i fanom powieści obyczajowych, bowiem mamy tutaj ponad pół wieku historii niezłomnego miasta, które swoje miano zawdzięcza mieszkańcom, którzy nie dają się przeciwnościom losu. Jeśli ktoś lubi – tak jak ja – serial Dom, to dla Niego również jest to pozycja obowiązkowa.
Według mnie „Kamienica przy Kruczej” to kawał dobrej prozy, naszej polskiej, bez zbędnego patosu, bez pustej gadaniny. Napisane w ciekawym stylu, poruszającym i angażującym czytelnika w losy bohaterów. Co się będę jeszcze rozpisywać… Polecam!!

środa, 5 grudnia 2012

Amor vincit omnia - odsłona trzecia


Prawie zapomniałam, że dziś środa. Zapomniałam się przez lekturę świetnej książki. Mam nadzieję, że recenzja jeszcze dziś.
Samopoczucie wciąż mam fatalne, dziś chyba był kryzys, obym wyszła z niego zwycięsko, zresztą już powoli się wygrzebuję, po fatalnym poranku przyszedł naprawdę niezły wieczór. Wciąż proszę o kciuki – oby obyło się bez antybiotyku.

Chcę Wam przedstawić kolejną legendarną parę i jak to mam w zwyczaju – nie będzie happy endu. Ciekawa jestem co by powiedział psycholog na fakt, iż zaczytuję się raczej w nieszczęśliwych historiach miłosnych.  Pewnie wynalazłby jakieś świństwa :P Prawda jest taka – niektóre historie stają się nieśmiertelne, właśnie przez brak szczęśliwego zakończenia. Gdyby na samym końcu leciało konfetti, byłby banał. A tak, my beznadziejnie zanurzeni w książkach, rozgryzamy te opowieści, szukamy niuansów, gdybamy. Rozkładamy na czynniki pierwsze. Ja to uwielbiam : )

Rhett Butler i Scarlett O`Hara


Chyba nie ma osoby, która nie znałaby tej historii, czy to z książki, czy z ekranu. Oczywiście film jest uboższy od książki, wiele wątków pomija, skraca, jeden nawet poważnie zmienia. Ale film rządzi się swoimi prawami i mimo swoich braków film zdominował wyobraźnię rzesz czytelników. Trudno sobie wyobrazić bohaterów o innych twarzach, niż aktorów z ekranizacji z lat trzydziestych. Ale ładne buzie nic by nie zdziałały, gdyby nie genialna historia Margaret Mitchell, która napisała piękny romans osadzony w burzliwych czasach. Nic tak nie dodaje dramatyzmu miłości jak wojna w tle.

Jak zaczyna się  ta historia? W sumie banalnie, od niechęci. Scarlett pierwszy raz widzi Rhetta, gdy przybywa do Dwunastu Dębów, aby oczarować Ashleya w którym się kocha. Rhettowi towarzyszy nuta skandalu, podobno skompromitował się z jakąś młodą damą, zastrzelił jej brata, który wyzwał go na pojedynek. Wiadomo, że panny kochają skandalistów, ale Scarlett nie w głowie wtedy miała obcego nieznajomego. Ona musiała zdobyć swojego Ashleya, ten początek pokazuje jak będzie wyglądać cała znajomość Rhetta i Scarlett, zawsze na pierwszym planie będzie dla niej Ashley. Zaś Rhett będzie rozbawiony zachowaniem Scarlett, zachwycony jej spontanicznością i tym, jak uparcie dąży do celu. Los postanowił połączyć Scarlett i Rhetta w sposób złośliwy i kapryśny. Rhett jest świadkiem wyznania Scarlett, która mówi Ashleyowi, jak bardzo go kocha, że chce z nim być i nawet chce z nim uciec. Ashley przyznaje, że tez kocha dziewczynę, ale ponieważ związany jest słowem z inną kobietą, niestety ich uczucie nie może być spełnione. Scarlett z gorącą irlandzką krwią, reaguje bardzo impulsywnie, są krzyki, wyzwiska, tego wszystkiego świadkiem mimowolnym jest Rhett. Zamiast dyskretnie ukryć swą obecność, Rhett daje wyraz swemu rozbawieniu co wprawia w zakłopotanie dziewczynę, której duma została zraniona. Zaczyna się z przytupem. A później jest tylko lepiej.
Scarlett na złość wszystkim wychodzi za Karolka – brata Melanii, która dla odmiany wychodzi za Ashleya, niestety trwa wojna i Scarlett zostaje wdową tak szybko jak szybko została mężatką. Paradoksalnie wydarzenie, które miało skończyć jej życie towarzyskie, staje się przepustką do nowego życia w buzującej życiem Atlancie. Tam znowu spotyka Rhetta.
Rhett pomaga skrępowanej konwenansami dziewczynie, realizować pasje, spełniać marzenia, żyć pełną piersią… czytelnik długo, może jedynie podejrzewać dlaczego to robi. Scarlett, przez cały czas kocha Ashleya, jest przy tym bardzo zadufana w sobie i bezwzględna, podejrzewa, że Rhett mógł się w niej zakochać, ale mężczyzna wyśmiewa jej podejrzenia. I taka zabawa w kotka i myszkę będzie trwała.
Nie chcę streszczać trzech tomów powieści, bo to nie jest celem tej opowieści. Chcę opowiedzieć, dlaczego ja tak często czytam „Przeminęło z wiatrem”, a czytając każdorazowo mam nadzieję, że pewna scena zostanie rozegrana inaczej.
Cała akcja nabiera rumieńców, gdy Scarlett w oczach niektórych kompromituje się z Ashleyem, Rhett, dla dobra córki zmusza żonę aby poszła na przyjecie-niespodziankę, z którego – wedle wszelkiego rachunku prawdopodobieństwa – będzie wyproszona. To w noc po przyjęciu ma miejsce jedna z bardziej wzruszających scen. Rhett po raz pierwszy mówi tak pięknie o swoich uczuciach, nie ogranicza się do jednego zdania, alkohol rozwiązuje mu język i mówi, mówi…
Później zanosi swoją żonę na górę do sypialni, aby wybić jej z głowy Ashleya, następnie umyka jak spłoszony złodziej. Wtedy pojednanie małżonków i happy end są najbliżej. Za każdym razem, gdy czytam, mam nadzieję, że tym razem, któreś złamie swoją dumę, że zrobi krok, da znak, żeby nie pogłębiać tej przepaści, aby nie ranić się wzajemnie wciąż i wciąż. Niestety. Gdy Scarlett podejmuje decyzję, doznając uprzednio iluminacji, jest już za późno. Rhett jest zmęczony zabieganiem o jej serce. Odchodzi.

W tej książce mamy materiał na związek idealny, albo na najgorszy z możliwych. To zależy od nas, naszego podejścia.  Bo musimy sobie odpowiedzieć na pytanie, czy dobry związek to taki w którym oni wiedzą o sobie wszystko, znają najmroczniejsze sekrety, najciemniejsze strony charakteru.

Czy prawdziwa miłość może się skonczyć? Może się wyczerpać? Przecież jedną z cech miłości jest to, że nigdy nie ustaje. Więc jak mogła skończyć się miłość Rhetta, czy może on źle się wyraził?
Mitchell zostawia nas bez szczęśliwego zakończenia, możemy gdybać ile wlezie, czy Rhett dotrzyma słowa i zacznie nowe życie bez panny O`Hara, a może jak zwykle Scarlett dopnie swego? Kontynuacja powieści, każe nam wierzyć, ze po przejściach jednak będą razem. Ale ostrzegam, kontynuacja jest na bardzo niskim poziomie. Bohaterów nie łaczy z pierwowzorami nic, tylko imiona.

Ciężko pisać o Scarlett i Rhecie jak o parze, bowiem przez większą część powieści to Rhett zabiega o Scarlett, ta zaś jest zaślepiona i uparcie goni za facetem, który nigdy jej nie zrozumie i nie pokocha taką jaką jest, jeśli by ją poznał, nigdy by jej nie kochał i nie rozumiał, może nawet nią gardził. Ale my baby jesteśmy uparte w swej głupocie, lekceważymy to co ważne, gonimy za imaginacją, za mrzonką… i w głupi sposób zaprzepaszczamy szansę na szczęście. A sam facet niewiele może.
Rhett z całą swoją potęgą uczucia, nie był w stanie przekonać Scarlett, że to on jest jej przeznaczeniem. Chociaż Rhett jest fantastycznym facetem, z ogromnymi wadami, ale te wady są raczej wynikiem odrzucenia, nieodwzajemnionej miłości, powodującej frustrację, nie świadczą o tym, że jest złym człowiekiem. Rhett mimo swojej pozycji, jest bardzo nieszczęśliwym człowiekiem.

Naprawdę za każdym razem ta historia mnie wzrusza, wzrusza i wywołuje refleksję nad swoim zyciem, bo tak łatwo jest przegapić najważniejszy element układanki naszego życia, który mamy pod ręką, ale my szukamy daleko i na własne życzenie partolimy sobie życie…

A jakie refleksje w Was wzbudzała historia z „Przeminęło z wiatrem”, równie burzliwe?
Ja opisałam je bardzo słabo, wybaczcie, nie jestem w pełni władz umysłowych. Ale mimo wszystko proszę Was o to, abyście podzielili się ze mną refleksjami o tej parze, nieważne czy w wersji filmowej, czy książkowej, ja w zamian za to obiecuję w przyszłym tygodniu pochylić się nad parą z happy Endem, żeby nie było tak smętnie ;)






* zdjęcia nie są moją własnością, nie roszczę sobie do nich żadnych praw. Zostały znalezione w sieci, jeśli jesteś właścicielem i nie życzysz sobie, abym z nich korzystała - napisz!

wtorek, 4 grudnia 2012

"Jestem blisko" - Lucyna Olejniczak

Historia, która łączy klimat irlandzkich pubów, wietrznych i okrytych mgłą przestrzeni z magią i celtyckimi wierzeniami. Lucyna i Tadeusz odwiedzają znajomych w Irlandii. Tam poznają tajemnicę wynajmowanego domu, w którym mieszka ich gospodyni. Mieszkająca w nim sto lat wcześniej dziewczyna zniknęła w niewyjaśnionych okolicznościach, po tym jak kategorycznie odmówiła ręki synowi okolicznego bogacza. Tenże został posądzony o morderstwo i na podstawie poszlak, gdyż ciała dziewczyny nigdy nie odnaleziono, skazany na śmierć. Małgosia, córka gospodyni, zaczyna się interesować sprawą i wraz ze swoim przyjacielem śledzić stare dokumenty jej dotyczące. Nagle, w niewyjaśnionych okolicznościach, znika i ona. Czy coś łączy oba zdarzenia?


Chyba musze sobie odpuścić celtyckie klimaty. Nie mogę trafić na książkę, która przekona mnie i urzeknie. A przecież tematyka, krajobrazy, wierzenia, mitologie są wymarzone jako tło do porywającej historii. I tym razem miałam dać się porwać. Obiecujący opis okładkowy. Klimatyczna okładka. I tytuł, tytuł, który w połączeniu z pierwszymi rozdziałami obiecuje mocne emocje, dramatyzm.  Miało być tak pięknie.


A ja tymczasem mam wątpliwości. Bo, o ile początek  zapowiadał się obiecująco, o tyle rozwiniecie akcji, jest moim zdaniem dużą wadą tej powieści. Ale od początku:
Lucyna i Tadeusz wyjeżdżają do Irlandii, do przyjaciółki Lucyny – Marty. Marta mieszka wraz z córką Małgosią, w niezwykle urokliwym miejscu, landszafty są piękne, ale niestety historia, którą ma to miejsce, może odebrać sen największemu twardzielowi. Wiele, wiele lat temu w okolicy zaginęła dziewczyna. Dziewczyna o której rękę zabiegał zamożny sąsiad. Chodziły słuchy, ze dziewczyna go nie chciała, a tuż przed śmiercią dodatkowo się pokłócili, świadkowie słyszeli, ze groził iż zabije i ją i siebie, jeśli panna go nie zechce. Dziewczyna znika, chłopak zostaje oskarżony o morderstwo, któremu gorliwie zaprzecza, ale zeznania świadków i nowe fakty zdają się potwierdzać jego winę. W wyniku procedury dowodzenia, opartej na poszlakach, chłopak zostaje skazany na śmierć. Mijają lata – chodzą słuchy, że duch młodej dziewczyny krąży po okolicy, jakby prosił o odkrycie prawdy. Czy przeszłość skrywa tajemnicę? Czy złapano właściwego mordercę? A gdzie są zwłoki kobiety? Może to wszystko, w rzeczywistości wyglądało zupełnie inaczej?
Moim zdaniem, sama ta zagadka z przeszłości była fajną podstawą dobrej książki. Ale Autorka zaczęła kombinować, sam wątek historyczny nie wystarczał. Moim zdaniem, skoro historia nie wystarczyła, a książka była docelowo dla kobiet, można było pokombinować z wątkiem romansowym, współczesnym.
Czuję się, jak ktoś komu obiecano złote góry, lśniące, wspaniałe – wymarzone. No ósmy cud świata, a dostałam książkę, którą – owszem – przeczytałam w jeden wieczór, zostałam zasypana tematami, ale żaden nie został wyczerpany. Każdy został liźnięty. I tyle.

Mam ogromny niedosyt i czuję się zawiedziona… 
No, ale żeby był zachwyt, muszą się pojawiać i takie zawody.

podsumowanie listopada - z poślizgiem


Noszę się z zamiarem opublikowania listopadowego stosu, bo urodzinowo książek troszkę Przybylo. Ale nie mam siły. Od wczorajszego wieczora dusi mnie kaszek tak silny, że aż po syrop poszłam do apteki. Stos będzie – niebawem…
Mam siłę wyłącznie na podsumowanie listopada. Umknął mi jakoś ten miesiąc.  Pamiętam pierwszego listopada i nagle Bach! Mamy już grudzień. Magia czy co?
Przeczytałam 12 książek.  W porównaniu z Glogerami czytającymi pięć razy tyle, wypadam słabo. Żeby nie powiedzieć marnie i hańba mi. Więc w tym miesiącu średnia mi nieco spadła. Bywa! Obyw  grudniu było lepiej.
Lamiłam się też jeśli chodzi o kryminały. Tylko jeden Agatowy? Nie wiem co ja z czasem wolnym robię…
Wypadałoby napisać coś o książkach słabych… w sumie największe zastrzeżenia mam do biografii Donitza. Ale to są tylko zastrzeżenia. Bo ogólnie książka dobra, tylko specyficzna.
A najlepsze książki? Jeśli miałabym wybierać, największe szanse miałaby „Wędrówka przez Słońce”, „Znachor”,  „Trzy młode pieśni” i „Anna Karenina”. No i dorzuciłabym „Nic nie trwa wiecznie” i teraz pytanie – jak zdecydować?, mamy klasykę, literaturę obcą, literaturę polską, współczesną, czytadło, temat ciężki… wszystko. A ja na jurora się nie nadaję. Dlatego te książki są dla mnie książkami listopada.

W grudniu chciałabym przeczytać trzy Agaty, jedną mam zaległą, a dwie stoją na półce i są w świątecznej tematyce. Wiec do makowczyka będą jak znalazł.
I tu właśnie jest problem.  Wszędzie spływa na mnie świąteczna komercja a ja nie czuję Magii Świąt. Chociaż spadł śnieg… Tata dostał skierowanie do sanatorium, na same święta i przecież nie odmówi. Kurcze raz już w Wielkanoc Go nie było. Dodatkowo Brat też raczej nie przyjedzie. A przecież Święta to nie kolorowe światełka(moje zresztą chyba się spaliły), choinki, śpiewające elfy, tylko bliskość z tymi których kochamy. Porządki świąteczne mnie nie miną, ale już do pieczenia mam mniejszy zapał. Piec się powinno dla tych których się kocha… kocham Mamę, ale Ona tak jak ja, woli piec i nie przepada, za masowym objadaniem się łakociami. Tyle dobrego, że chociaż troszkę wyśpię się na dużym łóżku zamiast na mojej pryczy.

Na razie dzięki chorobie mogę na legalu poczytać, bo nie mam siły, nawet na wypakowanie mądrych ksiąg z torby….

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Grissini, czyli wypiek z łoża boleści.


Gdyby ktoś pytał, co u mnie, to leżę i zdycham sobie powoli. Chyba nie ma szans, żebym polubiła Lublin, zawsze mnie coś paskudnego tam spotka. Tym razem, zamiast torby z książkami, przywiozłam paskudne przeziębienie.  Nic dziwnego, niby funkcjonuje powiedzenie „piździ jak w Kieleckiem”, ale jak ustaliliśmy ze znajomymi, jest ono grubo przesadzone, nigdzie nie ma takiego wygwizdowa jak w Lublinie. Tak więc, po czwartkowej wizycie, mam pamiątkę, przeziębienie, które rozłożyło mnie na łopatki. Walczę, aby nie przeszło mi w tradycyjne zapalenie oskrzeli, bo bez antybiotyku się nie obejdę, a już jakiś czas, co najmniej rok nie brałam żadnego. Życzyłabym sobie, aby stan ten się utrzymał.
A Baba chora, w przeciwieństwie do faceta, którego najmniejszy katar kładzie na łożu śmierci, nie wypuszcza steru z rąk. Ponieważ, mimo choroby, sobotę i niedzielę spędziłam w pracy, a w piątek byłam za słaba na pieczenie, musiałam nadrobić. I wypróbować książkę z przepisami na wypieki. Wycieczka do sklepu po składniki do ciast typowo słodkich, z przyczyn obiektywnych odpadała, więc postanowiłam zrobić, coś ze składników, które mam w domu. Wybór padł na paluchy drożdżowe – Grissini.

Jak opisuje je książka, grissini to chrupiące paluszki chlebowe, pochodzące z okolic Turynu w północnych Włoszech. Tę prostą a jednak bardzo smaczną przekąskę, podaje się często jako niewyszukaną przystawkę przed głównym posiłkiem. Grissini świetnie się  przechowują, a kiedy zwilgotnieją można je odświeżyć w piekarniku.
 Na 26 paluszków potrzebujemy
Dużą szczyptę drobnego cukru
150 ml letniej wody
5 g suszonych drożdży
1 łyżkę oliwy(ja dałam olej z pestek winogron)
225(1 ½ szklanki) mąki pszennej
1 łyżeczkę soli
 Przepis podaje  możliwość wzbogacenia paluszków, ja wybrałam  te z czosnkiem i oregano.

Więc dodatkowo: 
Łyżka posiekanego czosnku(ja dałam dwa średniej wielkości ząbki, posiekane)
Dwie łyżki suszonego oregano(miałam oregano na samym dnie słoiczka, więc dodałam łyżkę oregano i łyżkę tymianku).

 W dużej misce połącz wodę z cukrem, wsyp drożdże i zaczekaj 5-6 minut, aż się spienią(ja etap aktywizacji drożdży pominęłam)
Dolej oliwę, mąkę oraz sól.
Wyrabiaj ciasto, aż stanie się gładkie i elastyczne.
Przełóż do miski nasmarowanej oliwą, aby się nieco natłuściło.
Odstaw w ciepłe miejsce do podwojenia objętości.
 Rozgrzej piekarnik do 180 stopni.
Uderz ciasto pięścią, pozbawiając nagromadzonego powietrza.
Wyjmij ciasto na oprószony mąką blat i rozwałkuj na prostokąt o bokach około 22x34 cm. Pokrój na 26 pasków.
Rękami utocz z każdego paska wałeczek o długości około 26 cm.
Rozłóż paluszki na natłuszczonej blasze(ja użyłam pergaminu do wyłożenia blachy.
W przepisie podano czas pieczenia – 35 minut. Kazali studzić na kratce. Ja muszę nową nabyć, więc się nie zastosowałam :P


Paluszki w smaku są wyborne, mi smakowały z czerwonym barszczykiem z papierka.
I właśnie taki obrazek widzicie na zdjęciu, leciwy kubek(który teoretycznie jest Taty, ale On tydzień temu zabrał mi mój kubek, wiec teraz zemsta :P ) Dobre jedzonko, książka i zapach ciasta w domu.
Mogę chorować dalej.

Zagniatając ciasto oglądnęłam współczesną wersję Rozważnej i romantycznej, ale film jest tak drętwy i pusty, że nie wiem czy pisać coś więcej o nim.


Przepis, którym Was uraczyłam pochodzi z książki „Wypieki. Chleby, pizze, ciasta, pączki, słodkie zawijańce”, autorstwa Anneka Manninga. Przygotujcie się, że jeszcze kilka przepisów Wam zaprezentuję.

niedziela, 2 grudnia 2012

"Cyrk nocy" - Erin Morgenstern

Rozgrywająca się w zaczarowanym cyrku u schyłku dziewiętnastego wieku powieść Erin Morgenstern to magiczna, ponadczasowa historia miłosna. W wędrownym cyrku dzieją się rzeczy niezwykłe, bardziej niezwykłe niż popisy akrobatów i treserów. To cyrk magiczny, w którym do pojedynku stają zakochani, a ich bronią jest wyobraźnia. Londyński reżyser Chandresh Lefèvre postanawia stworzyć cyrk. Nie przypuszcza, że stanie się on areną rozgrywek między znanym prestidigitatorem a "mężczyzną w szarym garniturze", a raczej między ich wychowankami Celią i Markiem. Młodzi, nieświadomi konsekwencji walki, którą mają ze sobą stoczyć, kreują w cyrku wiele niezwykłych, magicznych przestrzeni. To stanowi sens ich zmagań i tło ich miłości. Jednak każda potyczka zbliża ich do końca, kiedy na placu boju może pozostać tylko jedno z nich...


Przełom listopada i grudnia jest czasem magicznym, lubię wtedy odpłynąć w książkę, która kreuje zupełnie nowy świat. Tylko miewam z takimi książkami problem, lubię fikcję, ale fikcję realną.  Rzadko czytam książki z gatunku fantastyki, który opierają się na magii, na czymś nadprzyrodzonym. Mimo wielu pozytywnych opinii nie podeszłam do tej książki z hurra optymizmem. Bałam się, że będzie to coś w stylu „Wody dla słoni”, coś co wszystkich zachwyciło a u mnie wywołał ambiwalentne uczucia. Nie spodziewałam się magii. Kiedyś miałam już brać książkę do pociągu. Wstrzymałam się. Ale co ma pływać nie utonie.
 Zaczęłam czytać dokładnie w dzień urodzin, wieczorem.
Błyskawicznie dałam się wciągnąć w tą historię. Wiele osób zarzuci tej książce, że nie ma w niej nic nowego, wręcz przeciwnie, że motyw rywalizacji – tak poprowadzonej jest stary jak świat.
Słowo cyrk, kojarzy mi się z dzieciństwem z takim specyficznym zapachem, który natychmiast przenosi mnie pod ogromną kopułę, gdzie słychać kakofonię dźwięków i zewsząd atakuje nas feeria barw. Tymczasem już sama szata graficzna wprowadza surową kolorystykę, czerń i biel – zdecydowanie dominują. Ale otwieramy książkę i wypatrujemy cyrku…. I mamy problem. Cyrk się pojawia, ale tylko na chwilę jego miejsce zajmuje dwójka dzieci, które dwójka dorosłych wystawiła do pojedynku. Ma wygrać lepszy. Dziewczynka – Celia i chłopiec Marco, nie mają nic do powiedzenia, mają się uczyć, doskonalić swe talenty, aby w bliżej niekreślonym czasie stanąć do pojedynku. I chłopiec i dziewczynka, to dzieci po przejściach, zamiast niezbędnego ciepła, miłości i uwagi dostają  wojskowy dryl, reżim, dyscyplinę i katorżniczą naukę, w imię dumy, pychy, osób na łasce których są. Ich dzieciństwo mija niepostrzeżenie wśród zakurzonych ksiąg, w opuszczonych pokojach, przerywane krótkimi, lub dłuższymi wyjazdami. Wszystko w celu samodoskonalenia. Mamy dramat dwóch osób, samotnych, pozbawionych tego wszystkiego co przyjęło się ofiarować dziecku. Z tych stron wiało na mnie chłodem, niemalże sama czułam się samotna. Dodatkowo czułam adrenalinę, bo przecież nie wiemy kiedy pojedynek się rozpocznie, a skoro wymaga takich przygotowań, zapewne będzie spektakularny.
Wszystko zdaje się iść po myśli opiekunów, ale tylko do pewnego momentu. Marco poznaje kobietę. Dziewczyna na ulicy znajduje jego tajemny notatnik i odkrywa, w części kim jest, po latach samotności, ukrywania się chłopak może z kimś szczerze porozmawiać. Dodatkowo Isobel, bo tak brzmi jej imię, również nie jest pozbawiona magicznych talentów. Marco nie powinien się rozpraszać, wszak jego głównym celem jest zwycięstwo, ale potrzeba bliskości drugiego  człowieka zwycięża.  Celia jest trzymana na krótszej smyczy, ale los nieuchronnie pcha ją do spotkania z mężczyzną, z którym będzie się musiała zmierzyć, nie wie kiedy, nie wie jak, wie że pojedynek to najważniejsza sprawa w jej życiu. I wtedy pojawia się cyrk.
Nawet jeśli nie jesteście wielbicielami tego rodzaju rozrywki, jestem pewna, że każdy z Was chciałby spędzić chociaż wieczór w Cyrku Nocy. Gdy czytałam opisy poszczególnych namiotów, wyobraźnia pracowała na najwyższych obrotach, nie chciałam przegapić najdrobniejszego detalu, chciałam to widzieć, czuć. Autorka  pobudza wszystkie nasze zmysły. Opisy są niesamowicie sugestywne, u mnie na wsi, powiedzieliby(zwłaszcza na meczu), że robi Nas jak chce.
Magia unosi się w powietrzu, zatraca się gdzieś granica pomiędzy iluzją a rzeczywistością. Jest tylko niesamowicie subtelny świat cyrku. Jak rzadko, dałam się porwać tej magii, naprawdę uwierzyłam, że gdzieś jest takie miejsce z takimi cudami, miejsce w którym można pozbyć się smutków wrzucając kamyczek, gdzie można poprzez odkorkowanie odpowiedniej butelki przenieść się w inne miejsce.

Cenię sobie książki dzięki którym, mogę oderwać się od otaczającej mnie rzeczywistości, a wierzcie ostatnio  bardzo tego potrzebowałam. Spodziewałam się lekkiej, rozrywkowej powieści, bo czy nie po to udajemy się do cyrku? Ale to nie jest kolejna książka nad którą unosi się zapach popcornu, mgiełka iluzji i dobrego humoru, kiedy nasze zmysły się uspokoją, przywykną so wielości bodźców, tak jak oczy do ciemności, dostrzeżemy wśród tylu wspaniałości dramat. Dramat wielu ludzi, chociażby chłopca, który ma problem z wyborem drogi życia i przede wszystkim zobaczymy dramat dwójki zakochanych w sobie osób.
Z jednej strony opis brzmi banalnie, ale sekret brzmi w języku w sposobie, w jaki Autorka opowiada tą historię, początkowo możemy mieć wrażenie chaosu, będzie ciężko odnaleźć się wśród wielu postaci, wydarzeń, związków przyczynowo-skutkowych, ale to tylko pierwsze wrażenie. Ta książka potrzebuje uwagi, trzeba się nią delektować, nie da się połknąć jej w jeden dzień. Na pewno będzie świetnym sposobem na spędzenie jesiennych dni, gdy deszcz bębni o dach. Dzięki tej książce przeniesiemy się do innego wymiaru, a takiego oderwania potrzebuje każdy, raz na jakiś czas.

Polecam książkę bardzo serdecznie, zresztą książka ma coś w sobie, mimo prostoty i w szacie graficznej i oszczędnych opisach na okładce, książka przyciąga, jak magnes! Intuicja mnie nie zawiodła : )

środa, 28 listopada 2012

"Anna Karenina" - Lew Tołstoj

Anna Karenina wiedzie dostatnie, stabilne i nieco nudne życie u boku dużo starszego męża. Piękna młoda kobieta spełnia się jako matka, ale nie stroni też od przyjęć, jest uwielbiana na petersburskich salonach. Spokój znika wraz z pojawieniem się hrabiego Wrońskiego, który wprowadza w życie Anny namiętność, jakiej nigdy nie zaznała. I zniszczenie, którego nie da się cofnąć. To ponadczasowa powieść o uczuciu, które od początku było skazane na potępienie. Uczuciu, dla którego Anna poświęciła wszystko. Powieść Tołstoja po raz kolejny inspiruje Hollywood. Reżyser Joe Wright tworzy pełen rozmachu pejzaż rosyjskich elit. Keira Knightley jako Anna Karenina i Jude Law w roli jej męża - megagwiazdorska obsada pozwala na nowo odkryć najpiękniejszą rosyjską historię miłosną.



 Gdy dowiedziałam się, że niebawem na ekrany wejdzie Anna Karenina, zapragnęłam oglądnąć. Uwielbiam filmy kostiumowe! Żeby należycie ocenić film, chciałam mieć gruntowną znajomość książki, już raz robiłam podejście do tego dzieła Lwa Tołstoja, działo się to w zamierzchłych czasach, szkoły średniej, po oglądnięciu ekranizacji z Sophie Marceau. Niestety… książka mnie pokonała, raz, drugi i kolejny. Tym razem postanowiłam dać jej ostatnią szanse, bo przecież „Wojna i pokój” bardzo mi się podobała, ile ja nocy zarwałam rozmyślając na głupotą panny Rostowej.  Więc dlaczego „Anna Karenina” miałaby nie zaangażować mnie tak mocno w swoją treść.

Każdy, chociaż ze słyszenia zna fabułę Anny Kareniny. Chociaż paradoksalnie, teraz mam problem z podaniem jej w skróconej wersji, tak, aby nic nie spłycić, nie sprowadzić tej historii do losu kobiety, która rzuca męża. To jest bardzo wielowątkowa powieść, wielość bohaterów, wielość problemów, sprawia że nie można tego streścić w jednym zdaniu. Chyba, że będzie to zdanie, że „powieść ta jest o życiu”.
Książka zaczyna się problemami Daria Obłońska, de domo Szcerbacka, dowiedziawszy się o tym, że mąż ją zdradza, postanawia go porzucić. Nie może pogodzić się z tym, że straciwszy radość życia, zdrowie i urodę na rodzeniu i dbaniu o dzieci, nie dość, że nie czuje mężowskiej wdzięczności, nie czuje się doceniona, to jeszcze została upokorzona zdradą męża. Mężem Darii, zwanej przez bliskich Dolly jest Stiwa, brat Anny Kareniny, żony wysokiego urzędnika, budzącego respekt, nie tylko w stolicy, ale i w Rosji, jako takiej. Anna przyjeżdża do Moskwy, aby ratować małżeństwo brata. Nie zdaje sobie sprawy, że ta podróż odmieni jej życie. Docierając do Moskwy, na dworcu po pierwsze poznaje Wrońskiego, swoją miłość i zgubę oraz jest świadkiem śmierci mężczyzny, pod kołami pociągu. Oba te wydarzenia wycisną piętno na życiu kobiety. Chociaż gdyby nie Wroński, nic by się nie stało. Anna godzi bratową z bratem i tuż przed wyjazdem udaje się na bal, na którym znów spotyka Wrońskiego. Wrońskiego w którym kocha się siostra Dolly – Kitty. W Kitty zaś kocha się Lewin(zwany przeze mnie, notorycznie Leninem :P ). Kitty adorowana przez przystojnego lekkoducha – Wrońskiego, odrzuca oświadczyny, dobrego, ale poczciwego Lenina, vel. Lewina. I tu się wszystko zaczyna walić. Lewin zrozpaczony, wraca na wieś. Anna wraca do Petersburga, za nią podąża Wroński, co zaś sprawia, że Kitty pogrąża się w melancholii graniczącej z rozpaczą. Anna odkrywa, że nie żyła do tej pory naprawdę, spętana konwenansami, starszym o dwie dekady męzem. Dochodzi do wniosku, że życie bez miłości to nie życie. Broni się, pamięta o tym, ze ma syna, że wikłając się w romans, zostanie wypchnięta poza nawias społeczeństwa. Ale Wroński walczy o nią ze wszystkich sił. I tak zaczyna się stopniowa degrengolada.

Świat się zminił, na tyle, że kobieta porzucająca męża nie spotyka się z ogólnym potępieniem, jednak wbrew hasłom o równouprawnieniu i manifestom feministek, kobieta, która porzuca dziecko spotyka się z potępieniem społecznym.  Anna dodatkowo żyje w czasach, gdy rozwód równa się ostracyzmowi, jej jednak się wydaje, że jej szczera miłość zwycięży świat.

Czytając tą książkę zrozumiałam, dlaczego wcześniej ta książka mi nie podeszła, ja szukałam wtedy bohaterów, których będę kochała, lub potępiała, nie mogłam zgodzić się na półśrodek. Czytając „Annę Kareninę” jako naiwna nastolatka, dopuszczałam istnienie szarości, ale najwyraźniej preferowałam jasny podział białe – czarne. Tymczasem Tołstoj konstruuje złożonych bohaterów, to co uwiodło mnie w „Wojnie i pokoju”, zostało również zastosowane w „Annie Kareninie”. Ludzie nie są do gruntu dobrzy, ani do szpiku kości źle. W jednej chwili dokonujemy wielkich czynów, po to, aby w następnej sekundzie, po ludzku upaść. Dopiero teraz dostrzegłam to w tej książce.
Jestem przekonana, ze doświadczycie całej gamy, silnych emocji. Najpierw strasznie wkurzał mnie Wroński. Typowy złoty chłopiec, lekkoduch. Facet pewien swoich powabów, bezczelnie wykorzystujący naiwność panienek. Za samo to podejście, miałam ochotę zdzielić go po facjacie. Podobnie Kitty, byłam zła, że w pogoni za kanarkiem, przeoczyła wróbla, o ile Kitty mogłam usprawiedliwić, wydawało jej się, że kocha Wrońskiego. Więc miała wyjść z tego którego akurat ma w garści? Dyskusyjne. Ale denerwowało mnie jej zachowanie. Gorąco współczułam Annie i Lewinowi. Annie, bo wyswatana głupio przez ciotkę, żyje z człowiekiem, którego nie kocha. Po tylu wspólnych latach jest do niego przywiązana, ale gdy w jej życiu pojawia się miłość dostrzega pustkę, widzi jak marną namiastką jest przywiązanie. Lewina mi szkoda, bo kocha Kitty i chociaż jest świadomy własnych niedostatków, przekonany o własnej niedoskonałości i ma strasznie niskie mniemanie o sobie, zbiera się na odwagę i bach! Zostaje odrzucony. Zostaje samotny, odarty ze złudzeń, ma pretekst do zadręczania się kompleksami.

Później wszystko się odwraca. Jest mi szkoda Wrońskiego, który owszem, był lekkoduchem, ale ulega miłości a jeszcze musi znosić fochy Anny. Kitty jest w depresji, zaczyna pojmować, że nie kochała Wrońskiego i być może popełniła nieodwracalny błąd odrzucając Lewina którego widzi w superlatywach i zaczyna rozumieć, czym jest miłość.
A Lewin jest tak wkurzający, gdy unosi się honorem i postanawia nie widywać się z Kitty, aby nie rujnować jej spokoju, bo przecież „Ona powiedziała”. Mój Boże, że też mężczyźni zaczynają przejmować się tym co do nich, kiedyś tam powiedziałyśmy, zawsze wtedy kiedy nie trzeba. Kiedy trzeba działać, brać sprawy w swoje ręce, kuć żelazo póki gorące, to się zamieniają we wstydliwe i honorowe mimozy. Najpierw trzeba tak myśleć, najpierw!! Jak zawracają nam w głowie. Później, takie zachowanie jest bardzo niewskazane!!
A Anna, w pewnym momencie będziecie mieli ochotę nią potrząsnąć. Staje się tak wredną postacią, tak kapryśną, jak teściowa, albo baba w ciąży, złośliwa, pełna goryczy. Z wiecznymi pretensjami, każdemu przypisuje niskie intencje. Oczywiście, jesteśmy w stanie, do pewnego stopnia to wytłumaczyć, ale jednak życie z takim człowiekiem to dramat. Ona ma pretensje do garbatego, że ma dzieci proste. Oskarża społeczeństwo o reakcję, której wcześniej, przed porzuceniem się sama spodziewała, oskarża Wrońskiego o to, że nie spędza z nią każdej wolnej sekundy. I oczywiście  podejmuje ostateczną decyzję, również na złość Wrońskiemu. Dorosła kobieta, matka dzieciom.

Tołstoj stworzył monumentalne dzieło, książkę która owszem może niektórych fragmentami znudzić, bo i ja się przyznam, że niektóre rozdziały czytało mi się z większym trudem, gdy tymczasem niektóre połykałam jednym tchem.

Zanudziłam Was pewnie tym długaśnym tekstem, ale emocje, które towarzyszyły mi podczas lektury, musiały, chociaż w jakiejś części znaleźć ujście. Padło na Was… wybaczcie ;]

Chciałam was gorąco zachęcić do dania szansy tej książce, chociaż wiem, że wiele z Was już ją uwielbia. Teraz i ja dołączam do grona wielbicieli tej powieści Tołstoja. Będę mogła z czystym sumieniem pójść zobaczyć jak współcześni twórcy poradzili sobie z filmową adaptacją, tej niełatwej książki. Na pewno będzie to ciekawe doświadczenie, bo ta książka jest trudna w przeniesieniu na ekran, ma mało dialogów, więcej świata wewnętrznego bohaterów, ich przeżyć, obserwacji, pragnień.

Na moim zadupiu premiera dopiero w połowie grudnia. Będę czekała cierpliwie.


Tym razem - wyjątkowo, okładka nie jest okładką mojego wydania, bo ja mam dwutomowe. Pierwszy tom od  Sasa, drugi  od Lasa. To wydanie widziałam w empiku, ale nie kupiłam, między innymi dlatego, że jest fatalnie wydane, tak pokaźna książka  wydana w jednym tomie i w miękkiej okładce, będzie jednorazowego czytania. 

Według Wydawnictw

Czarna Owca (16) Dom Wydawniczy Rebis (12) Replika (2) Wydawnictwo Psychoskok (2) Wydawnictwo Agora (25) Wydawnictwo Aktywa (2) Wydawnictwo Albatros (24) Wydawnictwo Bellona (6) Wydawnictwo Bukowy Las (5) Wydawnictwo Czarna Owca (24) Wydawnictwo Czarne (65) Wydawnictwo Czerwone i Czarne (1) Wydawnictwo Czwarta Strona (45) Wydawnictwo Czytelnik (3) Wydawnictwo Dobra Literatura (1) Wydawnictwo Dolnośląskie (13) Wydawnictwo Dowody na Istnienie (7) Wydawnictwo Dragon (4) Wydawnictwo Edipresse Książki (16) Wydawnictwo Erica (1) Wydawnictwo Esprit (2) Wydawnictwo Feeria (1) Wydawnictwo Filia (36) Wydawnictwo Franciszkanów "Bratni Zew" (1) Wydawnictwo Hachette (2) Wydawnictwo Harper Collins (16) Wydawnictwo Insignis (18) Wydawnictwo Iskry (12) Wydawnictwo J. Przeworskiego (1) Wydawnictwo Jaguar (17) Wydawnictwo JanKa (2) Wydawnictwo Kobiece (92) Wydawnictwo Książnica (21) Wydawnictwo Kwiaty Orientu (2) Wydawnictwo Lira (20) Wydawnictwo Literackie (57) Wydawnictwo MAG (1) Wydawnictwo Manufaktura Tekstów (1) Wydawnictwo Marginesy (109) Wydawnictwo Media Rodzina (18) Wydawnictwo Mg (30) Wydawnictwo Muza (70) Wydawnictwo Młodzieżówka (1) Wydawnictwo Nasza Księgarnia (4) Wydawnictwo Noir Sur Blanc (9) Wydawnictwo Nova Res (10) Wydawnictwo Nowa Proza (1) Wydawnictwo Otwarte (43) Wydawnictwo PWN (3) Wydawnictwo Pascal (31) Wydawnictwo Planeta (1) Wydawnictwo Poradnia K (6) Wydawnictwo Poznańskie (45) Wydawnictwo Prozami (1) Wydawnictwo Prószyński (95) Wydawnictwo Replika (41) Wydawnictwo SQN (16) Wydawnictwo Sic! (3) Wydawnictwo Smak Słowa (3) Wydawnictwo Sonia Draga (5) Wydawnictwo Szara Godzina (9) Wydawnictwo Szelest (1) Wydawnictwo Szósty Zmysł (7) Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego (10) Wydawnictwo Uroboros (7) Wydawnictwo Vesper (2) Wydawnictwo W.A.B (67) Wydawnictwo WAM (6) Wydawnictwo WM (1) Wydawnictwo WasPos (3) Wydawnictwo Wielka litera (5) Wydawnictwo YA (3) Wydawnictwo Young (10) Wydawnictwo Znak (176) Wydawnictwo Zwierciadło (4) Wydawnictwo Zysk i s-ka (86) Wydawnictwo superNOWA (3) Wydawnictwo Świat Książki (33) Wydawnictwo Święty Wojciech (2) wydawnictwo Stara Szkoła (3)

Categories

2016 przeczytane (259) 2019 czytam (263) 2020 (216) 2020 trup (6) 2021 (155) 2021trup (21) 2022 lektury (137) 2023 czytam (137) 2023 trup (31) 2025 lektury (172) 52 filmy w 2014 (22) 52 filmy w 2015 (6) Angielski ogród (8) Cmentarz Zapomnianych Książek (2) Euro 2012 (4) Mundial RPA (1) Real Madryt (3) akcje (27) amor vincit omnia (10) audiobook (16) autobiografia (16) biografia (122) bolly (9) candy (2) czytam przeleżałe trupy z półek (273) czytane 2018 (244) dzienniki (5) fantastyka (20) felietony (6) historia (80) kkd (4) klasyka (48) klasyka literatury popularnej (24) kolorowe czytanie (4) komedia (1) koty (5) kryminał (164) kucharzę (53) listy (1) literatura na peryferiach (4) muzycznie (47) naturalnie (2) nie samą książką (141) oglądnęłam (189) ogrodowo (5) oscarowe wyzwanie (2) pachnące (129) planowanie i zagospodarowanie(niekoniecznie przestrzenne) (8) plany (7) podaj cegłę (14) podróże (10) podróże w czasie (15) podsumowanie (96) podsumowanie 2015 (12) podsumowanie 2016 (11) podsumowanie 2017 (14) podsumowanie 2018 (12) poezja (8) prawdziwe historie (47) projekt - nobliści (5) prywatne (75) prywatnie (9) przeczytane w 2010 (1) przeczytane w 2011 (1) przeczytałam (3050) przeczytałam 2015 (243) recenzja książki (2018) recenzyjne (1694) religia i duchowość (35) reportaż (99) retro (6) robótki (24) roczne podsumowanie (7) romans (333) saga rodzinna (57) seriale (33) sportowo (27) stosik (102) test (1) top10 (12) turystycznie (1) village candle (12) w 2017 przeczytałam (226) woski (126) wymiana (8) wyzwanie - Agatha Christie (54) wyzwanie Picoult/Sparks (2) wyzwanie czytelnicze (69) wyzwanie filmowe (31) wyzwanie w centymetrach (1) yankee candle (94) z półki 2015 (3) zakupy (1) zapowiedź (11) łańcuszek (20)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Wg. Autorów ( w trakcie tworzenia)

Agata Christie (51) Edyta Świętek (38) Jodi Picoult (24) Lucy Maud Montgomery (21) Joanne Kathleen Rowling (19) Małgorzata Musierowicz (18) Colleen Hoover (17) Agatha Christie (16) Diane Chamberlain (16) Szymon Hołownia (16) Agnieszka Lingas-Łoniewska (15) Katarzyna Michalak (15) John Ronald Reuel Tolkien (13) Jojo Moyes (12) Agata Czykierda-Grabowska (11) Camilla Läckberg (11) Emily Giffin (11) Katarzyna Bonda (11) Barbara Wysoczańska (10) Bernard Cornwell (10) Monika Szwaja (10) Regina Brett (9) Ali Hazelwood (8) Amy Harmon (8) Ałbena Grabowska (8) Ałbena Grabowska-Grzyb (8) Elżbieta Cherezińska (8) George R.R. Martin (8) Jane Austen (8) Mariusz Urbanek (8) Monika A. Oleksa (8) Robert Galbraith (8) Abby Jimenez (7) Ada Tulińska (7) Anna Kańtoch (7) Diana Gabaldon (7) Elizabeth Gaskell (7) Elżbieta Rodzeń (7) Jacek Dehnel (7) Małgorzata Gutowska - Adamczyk (7) Jerzy Bralczyk (6) Jürgen Thorwald (6) Katarzyna Kwiatkowska (6) Katarzyna Zyskowska-Ignaciak (6) Mariusz Szczygieł (6) Richard Paul Evans (6) Beata Majewska (5) Charles Dickens (5) Charlotte Brontë (5) Giovannino Guareschi (5) Katarzyna Archimowicz (5) Kiera Cass (5) Lisa Genova (5) Magdalena Grzebałkowska (5) Wiesław Myśliwski (5) Yrsa Sigurdardóttir (5) Anna Herbich (4) Astrid Lindgren (4) Barbara O`Neal (4) Bianca Iosivoni (4) Cecelia Ahern (4) Corinne Michaels (4) Dorota Gąsiorowska (4) Edward Rutherfurd (4) Elisabet Benavent (4) Ella Maise (4) Evžen Boček (4) Federico Moccia (4) Gabriela Gargaś (4) Igor Sokołowski (4) Magdalena Kordel (4) Marek Rybarczyk (4) Marta Kisiel (4) Mhairi McFarlane (4) Trygve Gulbranssen (4) Adam Kay (3) Agata Sawicka (3) Agnieszka Pajączkowska (3) Agnieszka Wojdowicz (3) Alina Białowąs (3) Andrzej Sapkowski (3) Aneta Jadowska (3) Anna J. Szepielak (3) Anna Kamińska (3) Anna Sakowicz (3) Antonina Kozłowska (3) Barbara Sęk (3) Carlos Ruiz Zafón (3) Charlotte Link (3) Dagmara Leszkowicz-Zaluska (3) Daisy Goodwin (3) Demet Altınyeleklioğlu (3) Denise Grover Swank (3) Dominika Smoleń (3) Elisabeth Herrmann (3) Eliza Orzeszkowa (3) Elizabeth Cooke (3) Elizabeth Haran (3) Francine Rivers (3) Gard Sveen (3) Hanna Cygler (3) Iwona J. Walczak (3) Jean-Jacques Sempé (3) John Boyne (3) Katherine Webb (3) Mag­da­lena Knedler (3) Marcin Wilk (3) Maria Ulatowska (3) Małgorzata Warda (3) Mitch Albom (3) Paullina Simons (3) René Goscinny (3) Richard Phillips Feynman (3) Roma Ligocka (3) Stephenie Meyer (3) Wilkie Collins (3) Adrianna Michalewska (2) Agata Puścikowska (2) Agnieszka Krakowiak-Kondracka (2) Alek Rogoziński (2) Aleksander Dumas(ojciec) (2) Aleksandra Szarłat (2) Aleksandra Zaprutko-Janicka (2) Alexa Lavenda (2) Alice Lugen (2) Amy Hatvany (2) Andrew Morton (2) Andrzej Andrusiewicz (2) Andrzej Markowski (2) Angelika Kuźniak (2) Anna Fincer-Ogonowska (2) Anna Langer (2) Anna Rohóczanka (2) Anna Wolf (2) Anne Brontë (2) Anne Jacobs (2) Anne Tyler (2) Anthony McCarten (2) Beata Pawlikowska (2) Beth Reekles (2) Bill Bryson (2) Bogdan Lach (2) Bogna Ziembicka (2) Bolesław Prus (2) Carrie Elks (2) Cezary Łazarewicz (2) Christina Baker-Kline (2) Clive Staples Lewis (2) Colin Campbell (2) Consilia Maria Lakotta (2) Dan Brown (2) Daniel Silva (2) Danuta Awolusi (2) David Levithan (2) Debbie Macomber (2) Diana Palmer (2) Dinah Jefferies (2) Dominika Buczak (2) Donald Spoto (2) Dorota Terakowska (2) Elena Armas (2) Elżbieta Jodko-Kula (2) Emilia Kiereś (2) Erin Morgenstern (2) Eva García Sáenz de Urturi (2) Ewa Bauer (2) Ewa Stachniak (2) Ewa Winnicka (2) Ewelina Dobosz (2) Ewelina Dyda (2) Gavin Extence (2) Grzegorz Strzelczyk (2) Helen Fielding (2) Henning Mankell (2) Jacek Hugo-Bader (2) Jan Miodek (2) Jaume Cabré (2) Jean des Cars (2) Jerzy Niemczuk (2) Julian Tuwim (2) Justyna Wydra (2) Józef Witko (2) Kamil Janicki (2) Kard. Jorge Mario Bergolio (2) Katarina Mazetti (2) Katarzyna Kołczewska (2) Kristina Sabaliauskaitė (2) Krzysztof Ziemiec (2) Linda Green (2) Lisa Scottoline (2) Louisa May Alcott (2) Magda Gessler (2) Marcin Mastalerz (2) Marcin Prokop (2) Margaret Mitchell (2) Maria Dąbrowska (2) Maria Kruger (2) Małgorzata Hayles (2) Michał Heller (2) Papież Franciszek (2) Rachel Hauck (2) Terry Pratchett (2) Victoria Twead (2) Walter R. Brooks (2) A. Scott Berg (1) Abby Johnson (1) Adam Higginbotham (1) Adam Leszczyński (1) Adam Mickiewicz (1) Adam Szustak OP (1) Adam Węgłowski (1) Adam Zamoyski (1) Adriana Rak (1) Adrianna Trzepiota (1) Agata Jakóbczak (1) Agata Napiórska (1) Agata Passen (1) Agata Polte (1) Agata Pruchniewska (1) Agata Suchocka (1) Agnieszka Dydycz (1) Agnieszka Kaluga (1) Agnieszka Krawczyk (1) Agnieszka Litorowicz-Siegert (1) Agnieszka Markowska (1) Agnieszka Meyer (1) Agnieszka Nabrdalik (1) Agnieszka Olejnik (1) Agnieszka Przybysz (1) Agnieszka Siepielska (1) Agnieszka Wolny-Hamkało (1) Aileen Orr (1) Alberto S. Santos (1) Aleksander Jażwiński (1) Aleksander Makowski (1) Aleksandra Borowiec (1) Aleksandra Julia Kotela (1) Aleksandra Kardaś (1) Aleksandra Klich (1) Aleksandra Skrzypietz (1) Aleksandra Tyl (1) Aleksandra Wójcik (1) Aleksandra Zbroja (1) Alessio Puleo (1) Alex Bellos (1) Alex North (1) Alfredo Relaño (1) Alice Hoffman (1) Allison Pataki (1) Aly Cha (1) Alyson Richman (1) Amor Towles (1) Amy Medling (1) Andrea Wulf (1) Andreas Baumgarten (1) Andrzej Chwalba (1) Andrzej Fedorowicz (1) Andrzej Grembowicz (1) Andrzej Kępiński (1) Andrzej Pilipiuk (1) Andrzej Rzepliński (1) Andrzej Zając (1) Andrzej Zawistowski (1) Andrzej Zoll (1) Andrzej Łapiński (1) André Aciman (1) Andrés Ibáñez (1) Andy Jones (1) Angele Lieby (1) Angie Thomas (1) Anika Stelmasik (1) Ann Brashares (1) Ann Wroe (1) Anna Arno (1) Anna Bailey (1) Anna Bellon (1) Anna Bikont (1) Anna Brzezińska (1) Anna Dan (1) Anna Dembowska (1) Anna Dutkiewicz (1) Anna Dymna (1) Anna Gavalda (1) Anna Janko (1) Anna Jean Mayhew (1) Anna Kaszuba-Dębska (1) Anna Klara Majewska (1) Anna Klejzerowicz (1) Anna Kołodziejska (1) Anna Krystyna Bikont (1) Anna Laura Rucińska (1) Anna Lewicka (1) Anna Mateja (1) Anna Mieszkowska (1) Anna Moczulska (1) Anna Nejman (1) Anna Piwkowska (1) Anna Przedpełska-Trzeciakowska (1) Anna Płowiec (1) Anna Sulińska (1) Anna Szafrańska (1) Anna Szczęsna (1) Anna Todd (1) Anna Tomiak (1) Anna Trojanowska (1) Anna Wolff-Powęska (1) Anna Zamojska (1) Anna Śnieżka (1) Annabel Pitcher (1) Anne B. Ragde (1) Anne O'Brien (1) Anne-France Dautheville (1) Annejet van der Zijl (1) Annette Christie (1) Annette Hess (1) Annie Barrows (1) Annie Proulx (1) Anton Czechow (1) Antoni Słonimski (1) Antonina Żabińska (1) Arael Zurli (1) Arkadiusz Stempin (1) Arkadiusz Szaraniec (1) Arne Lynch (1) Arrowood Brothers (1) Arthur Conan Doyle (1) Artur Rolak (1) Atul Gawande (1) Audrey Carlan (1) Augusta Docher (1) Ava Dellaira (1) Ayaan Hirsi Ali (1) Banana Yoshimoto (1) Barack Obama (1) Barbara Gaweł (1) Barbara Mutch (1) Barbara Seidler (1) Barbara Taylor Bradford (1) Barbara Wachowicz (1) Barry Gifford (1) Bartek Dobroch (1) Bartosz Brożek (1) Beata Biały (1) Beata Kost (1) Becky Wade (1) Bellamy Creek (1) Ben Judah (1) Benjamin Balin (1) Bernadette McDonald (1) Biblioteka Słów (1) Bill Clinton (1) Blaža Popović (1) Boel Westin (1) Bożena Fabiani (1) Bożena Gałczyńska - Szurek (1) Bożena Keff (1) Bratni Zew (1) Brenda Reid (1) Brigitte Hamann (1) Brooke McAlary (1) Bryan Cairns (1) Brygida Grysiak (1) Camilla En (1) Camille Perri (1) Carla Montero (1) Carlo Maria Martini (1) Carmen Santos (1) Carole Matthews (1) Carolyn V. Murray (1) Carrie Snyder (1) Casey McQuiston (1) Cat Patrick (1) Catherine Banner (1) Catherine Isaac (1) Catherine Lowell (1) Catherine Mayer (1) Catherine Whitlock (1) Cecil Scott Forester (1) Cecilia Samartin (1) Celeste Ng (1) Cesarina Vighy (1) Chandra Hoffman (1) Charles Belfoure (1) Charles Bock (1) Charles Frazier (1) Charlotte Browne (1) Charlotte Gordon (1) Charlotte Lucas (1) Cheryl Strayed (1) Chesley McLaren (1) Chris Cander (1) Chris Columbus (1) Chris Fabry (1) Chris Grabenstein (1) Chris Niedenthal (1) Christer Mjåset (1) Christian Jacq (1) Christine Breen (1) Christopher Kelly (1) Christopher W. Gortner (1) Chufo Llorens (1) Claire Guest (1) Claire North (1) Clara Sanchez (1) Claude Quétel (1) Colin O`Brien (1) Colleen Faulkner (1) Colleen McCullough (1) Colson Whitehead (1) Conor Grennan (1) Consolation Duet (1) Corban Addison (1) Craig Storti (1) Cristina Caboni (1) Cristina Morato (1) Cristina Sánchez-Andrade (1) Cyceron (1) Damian K. Markowski (1) Dan Abnett (1) Daniel Defoe (1) Daniela Lamas (1) Danielle Steel (1) Danuta Pytlak (1) Daphne du Maurier (1) Dario Fo (1) Dariusz Janiszewski (1) Darynda Jones (1) David Ebershoff (1) David Hunter (1) David Icke (1) David Mccullough (1) David Mitchell (1) Davis Bunn (1) Dawid Krawczyk (1) Dawid Ratajczak (1) Dawn Barker (1) Debora MacKenzie (1) Deborah Feldman (1) Delia Owens (1) Denis Brian (1) Denis Diderot (1) Denise Hildreth Jones (1) Dennis Lehane (1) Dhonielle Clayton (1) Dianne Freeman (1) Doda Około-Kułak (1) Dodie Smith (1) Dominik Dán (1) Dominik Szczepański (1) Dorota Combrzyńska-Nogala (1) Dorota Golińska (1) Dorota Masłowska (1) Dorota Ponińska (1) Dorota Sumińska (1) Dorota Świątkowska (1) Dorothea Johnson (1) Dorothy Rowe (1) Douglas Adams (1) Douglas Smith (1) Dörthe Binkert (1) E. Lockhart (1) E. O. Chirovici (1) E.T.A. Hoffman (1) Eco Redonum (1) Ed Young (1) Edith Wharton (1) Edward Brooke-Hitching (1) Edward Carey (1) Egon Caesar Conte Corti (1) Eileen Goudge (1) Elena Ferrante (1) Elizabeth Adler (1) Elizabeth Chadwick (1) Elizabeth Craft (1) Elizabeth Kolbert (1) Elizabeth Letts (1) Elizabeth O'Roark (1) Elizabeth O`Roark (1) Elizabeth von Arnim (1) Ellen Alpsten (1) Ellis Peters (1) Elvira Baryakina (1) Elyse Douglas (1) Elżbieta Wichrowska (1) Emil Zola (1) Emilia Sokolik (1) Emilia Szelest (1) Emily Jane Brontë (1) Emma Dmochowska (1) Emma Donoghue (1) Emma Lord (1) Emmanuel Macron (1) Enola Holme (1) Eowyn Ivey (1) Eric Lomax (1) Esther Singer Kreitman (1) Eugen Ruge (1) Eugène Ionesco (1) Eva Weaver (1) Evie Dunmore (1) Ewa Bagłaj (1) Ewa Curie (1) Ewa K. Czaczkowska (1) Ewa Madeyska (1) Ewa Pirce (1) Ewa Popławska (1) Ewa Wolkanowska-Kołodziej (1) Ewa Wróbel (1) Ewa Zdunek (1) Ewa Żarska (1) Ewald Arenz (1) Ewelina Karpacz-Oboładze (1) Fabien Grolleau (1) Fern Britton (1) Fern Michaels (1) Florian Illies (1) Francis Hackett (1) Francis Scott Fitzgerald (1) Francoise Giroud (1) Gabriella Contestabile (1) Gabrielle Zevin (1) Gail Honeyman (1) Gardner Raymond Dozois (1) Garrard Conley (1) Garri Kasparow (1) Gary Susman (1) Gary W. Small (1) Gena Showalter (1) Genevieve von Petzinger (1) George Orwell (1) Georgia Bockoven (1) Gigi Buffon (1) Glenys Carl (1) Grażyna Jeromin-Gałuszka (1) Greg King (1) Gregg Olsen (1) Grzegorz Sokołowski (1) Harper Lee (1) Helen Rappaport (1) Helena Mniszkówna (1) Helga Hoškova-Weissowá (1) Hellmut Andics (1) Henryk Sienkiewicz (1) Holly Peterson (1) Horacio Verbitsky (1) Håkan Nesser (1) Ibn Warraq (1) Ismet Prcić (1) Izabela Jung (1) Izabela Sowa (1) Izabella Frączyk (1) J.J. Renert (1) Jacek Lusiński (1) Jadwiga Czajkowska (1) Jakub Puchalski (1) Jan Paweł II (1) Jan Wróbel (1) Jan Łoziński (1) Janina Fedorowicz (1) Jaroslav Hašek (1) Jaume Collel (1) Jean-Christophe Brisard (1) Jean-Paul Roux (1) Jeannette Kalyta (1) Jennifer Kaufman (1) Jennifer Teege (1) Jennifer Worth (1) Jerzy Sosnowski (1) Jewgienij Wodołazkin (1) Jill Barnett (1) Jill Mansell (1) Joanna Konopińska (1) Joanna Marat (1) Joanna Szczęsna (1) Joanne Harris (1) John Borrell (1) John Carlin (1) John Curran (1) John Green (1) John Grogan (1) John Seeney (1) Jolanta Król (1) Jolanta Kwiatkowska (1) Jon Ronson (1) Jonathan Littell (1) Jordi Pons Salas (1) Joyce Maynard (1) Julia Alvarez (1) Julia Child (1) Julia P. Gelardi (1) Julie Lawson Timmer (1) Julie Orringer (1) Justin Go (1) Justin Peacock (1) Ka Hancock (1) Karen Dionne (1) Karen Karbo (1) Karen Mack (1) Karolina Frankowska (1) Karolina Lanckorońska (1) Kate Lord Brown (1) Kathryn Taylor (1) Keith Lowe (1) Kerstin Ekman (1) Krzysztof Sadło (1) Laila El Omari (1) Laurens van der Post (1) Leah Fleming (1) Lena Najdecka (1) Leslie Carroll (1) Levi Henriksen (1) Lily Koppel (1) Lisa Kleypas (1) Liv Tyler (1) Louise Walters (1) Lucy Ferriss (1) Lucyna Olejniczak (1) Ludwig Winder (1) Ludwik Stomma (1) M.L. Stedman (1) Maciej Karpiński (1) Maciej Stuhr (1) Magdalena Kulus (1) Magdalena Tulli (1) Maja Łozińska (1) Mandy Hale (1) Marc Llewellyn (1) Marcin Górka (1) Marcin Zaremba (1) Marek Aureliusz (1) Marek Grechuta (1) Marek Ławrynowicz (1) Margaret Dilloway (1) Maria Krüger (1) Maria Sveland (1) Marilyn Brant (1) Marina Stepnova (1) Mariola Pryzwan (1) Marion Zimmer Bradley (1) Mariusz Wilka (1) Mariusz Ziomecki (1) Martha Grimes (1) Martin Sixsmith (1) Matthew Quick (1) Małgorzata Halber (1) Małgorzata Maj (1) Małgorzata Szejnert (1) Małgorzata Tusk (1) Małgorzata Łukowiak (1) Melchior Wańkowicz (1) Melissa Hill (1) Meredith Goldstein (1) Mieczysław Mokrzycki (1) Mike Carson (1) Mira Suchodolska (1) Miriam Karmel (1) Nadine Gordimer (1) Natasha Walker (1) Ned Vizzini (1) Olle Lönnaeus (1) Patrick Ness (1) Patrick Pesnot (1) Paul Arden (1) Penny Jordan (1) Peter Heller (1) Peter Kreeft (1) Platon (1) Pola Kinski (1) Priscille Sibley (1) Rebecca Johns (1) Robert J. Woźniak (1) Ryszard Legutko (1) Sally Bedell Smith (1) Sam Pivnik (1) Samantha Hayes (1) Samantha van Leer (1) Sarita Mandanna (1) Seré Prince Halverson (1) Shelley Emling (1) Stanisław Zakościelny (1) Stephanie Evanovich (1) Sue Eckstein (1) Sue Woolmans (1) Sylwia Chutnik (1) Szymon Sokolik (1) Tullio Avoledo (1) Zośka Papużanka (1) dr Stefanie Green (1) ks. Jan Twardowski (1) Éric-Emmanuel Schmitt (1) Łukasz Maciejewski (1) Łukasz Orbitowski (1)

Pogoda w mojej okolicy