Miejska Biblioteka w mieście mojego urodzenia nosi imię Melchiora Wańkowicza, poznałam to nazwisko, gdy zaczęłam z niej korzystać w liceum. Po powrocie z pierwszej wizyty zapytałam w domu kim on był i usłyszałam, że był cenzurowanym reporterem, napisał ważną książkę o Monte Cassino, a że ja wtedy raczej nie czytałam reportaży, to przyswoiłam sobie z grubsza biografię i zapomniałam o nim na lata. A później jeden ze znajomych bardzo reklamował mi Ziele na kraterze, później dostałam tę książkę na urodziny i przepadłam. Kiedy zobaczyłam zapowiedź biografii Wańkowicza, chciałam przeczytać coś więcej o człowieku, który stworzył książkę o której myślę często i której tytuł przychodzi mi na myśl, za każdym razem, gdy widzę kwiatek zakwitający w szczelinie betonu. A to prawdziwa cegła.
Wańkowicza trudno zmieścić między okładkami – jego życie było jak wybuch wulkanu.Pisarz, reporter, korespondent wojenny, komentator społeczny. Uchodźca, emigrant, dysydent. Marketingowiec, copywriter, influencer, celebryta. Można użyć w stosunku do niego każdego z tych określeń.Urodzony pod koniec XIX wieku, widział, jak dawny świat znika bezpowrotnie – a potem obserwował to znów i znów, kiedy przetaczały się kolejne dziejowe burze. Za każdym razem jednak potrafił się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Był człowiekiem zaskakująco nowoczesnym. W dwudziestoleciu ostrzegał przed wojną hybrydową i apelował o wykorzystanie soft power na wschodnich rubieżach kraju. Dostrzegał zagrożenia płynące z dezinformacji, choć sam wykorzystywał ją w kampaniach marketingowych („cukier krzepi!”). Nieustannie kreował własny wizerunek, pokazywał publicznie starannie dozowaną prywatność. I cały czas pisał, poszukiwał sposobów na to, by opowiedzieć otaczający go świat, dotrzeć do czytelników.Pozostawił po sobie bogactwo źródeł: zdjęć, listów, relacji, wielokrotnie nadpisywanych tekstów… Dla jego biografa to błogosławieństwo – i przekleństwo. Przedarcie się przez gąszcz faktów i mitów, półprawd, plotek i zmyśleń było gigantycznym wyzwaniem.Książka Łukasza Garbala to biografia totalna, której Wańkowicz jeszcze nie miał, a na którą bez wątpienia zasługuje.
Życie
Melchiora Wańkowicza nie zaczęło się lekko. Gdy był maleńki zmarł jego ojciec,
niedługo później osierociła go matka. Rozdzielono go ze starszym rodzeństwem i
oddano na wychowanie babki, kobiety o twardym charakterze. Początek XX wieku
przyniósł mu kolejną zmianę, został wysłany na naukę do Warszawy, gdzie mógł
poznać wielu kolegów, którzy później będą przydatni w różnych momentach życia.
Stolica pozwoliła mu także poznać różne poglądy, zaangażował się w organizacje
młodzieżowe i zaczynał pisać. Lata młodości przypadły na burzliwe czasy. Wielka
wojna, ale jeszcze wcześniej perypetie z zaborcą, plus poznanie przyszłej żony.
Później wicie gniazda, takie chwilowe, bo młodzi małżonkowie, a później młodzi
rodzice będą często rozdzieleni. Skąd więc ta wizja Domeczku? Przejdziemy z
Wańkowiczem przez bardzo dynamiczne lata międzywojenne, aż do wybuchu wojny,
gdy poszukiwany przez Niemców ucieka. Lata rozdzielenia z żoną, próby pisania
na emigracji, utrata córki, później wyjazd do Stanów. W życiu Wańkowicza tyle
się dzieje, że nie dziwię się, że ta książka jest tak obszerna.
Autor
jest bardzo uczciwy, nie chce Wańkowicza wybielać, bo przedstawia jego ciemne
strony charakteru, to co latami było w cieniu. Mnie najbardziej dotknęło, że
Krysia, którą tak polubiłam, była mniej kochaną córką, że wolał Tili. Bo
problemy w związku Zofii i Melchiora były tajemnicą Poliszynela, ale pod koniec
życia, po tych wszystkich zawieruchach stworzyli udaną parę starszych ludzi,
współdziałających jak perfekcyjna maszyna. Wańkowicz w tej biografii jawi mi
się jako niezbyt sympatyczny pan, zadufany w sobie, oczekujący, że ktoś będzie
mu wyświadczał przysługi, sławił jego talent, bardzo zapatrzony w siebie. A
jednocześnie ten starszy pan, ulubieniec dzieci, będący dziadkiem w tej
robotniczej kamienicy, ratujący kobiety które uciekały przed bijącym mężem.
Człowiek pełen sprzeczności. Mam ochotę poczytać więcej jego książek, ale chyba
poczekam aż okrzepną wrażenia po tej biografii, którą bardzo polecam.
Życzyłabym sobie więcej takich opowieści.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
To dużymi literami: KAŻDY KOMENTARZ ZAWIERAJĄCY LINK - WYLATUJE- WIELOKROTNIE PROSIŁAM, NIE ODNOSIŁO SKUTKU, TERAZ Z AUTOMATU I BEZ CZYTANIA.
A teraz grzecznie i klasycznie ; ) bo bardzo Was przecież lubię : )
Witaj Gościu, cieszy mnie Twoja wizyta, cieszę się, że chcesz pozostawić ślad po tym, że przeczytałeś to miałam do powiedzenia.
Proszę :) komentuj, ale pamiętaj :)
Każdy głos w dyskusji jest dla mnie ważny. Każdy komentarz jest czytany, na komentarz każdego czytelnika staram się odpowiedzieć.
Jeśli chcesz coś powiedzieć, zwrócić uwagę, a komentarz pod danym postem będzie niewłaściwy - z boku podałam adres mejlowy
Nie spamuj, nie jestem nastolatką, więc nie pisz "Super, zapraszam do mnie". To właśnie jest spam, takie komentarze usuwam. Napisz coś merytorycznego, a na pewno zaciekawisz mnie i odwiedzę Twoją stronę.
Chcesz mnie obrazić? Wyzwać? Wyśmiać moje poglądy, czy mnie, jako mnie? Daruj sobie! Jesli szydzisz, lub obrażasz moich czytelników, lub po prostu naruszasz netetykietę, komentarz również wyleci.