Do tej pory Joannę Wtulich kojarzyłam jako autorkę wspaniałych powieści retro, z motylkami, klimatycznymi sukniami. Zawsze tam w tle była jakaś intryga i tajemnica, a autorka nie kryła, że ciągnie ją w stronę kryminałów, że ten gatunek jest tym, który chce pisać. Sądziłam, że nie można być dobrym we wszystkim, zatem z dużym niepokojem sięgnęłam po ten kryminał. Oczywiście włączyłam sobie jako muzykę w tle Czajkowskiego i jego najsłynniejszy balet, bo jednak morderstwo uczennicy szkoły baletowej musi mieć należytą oprawę. Szybko miałam typa, który według mnie zamordował i byłam ciekawa czy moje przypuszczenia się sprawdzą.
