Nie jestem jakąś wielką fanką kina.
Im starsza jestem, tym rzadziej mnie coś zachwyca, rzadziej sięgam po coś
nowego. Mam wrażenie, że powroty robią mi najlepiej. Jednak seriale Jana
Holoubka gweszły do mojej prywatnej kolekcji i lubię wracać, czy to do Wielkiej
wody czy do Heweliusza. Bardzo czekam na serial o zbrodni
połanieckiej, bo jeżeli ktoś jest w stanie nakręcić tę historię z wyczuciem,
bez tanich chwytów, to właśnie on. Czytałam fragmenty wywiadów przy okazji
premiery Heweliusza, aż w końcu zdecydowałam się na zakup książki. W końcu ja
naprawdę lubię wywiady rzeki, zwłaszcza z wartościowymi ludźmi. A przecież Jan
Holoubek mógł jechać na nazwisku i być kolejnym celebrytą od wszystkiego,
niczego i magicznych suplementów, a wybrał drogę ciężkiej pracy.
Stosikowe losowanie coś nie jest
ostatnio dla mnie łaskawe. I wiedziałam to w momencie kiedy zobaczyłam na co
padło to już miałam złe przeczucie. Kupiłam tę książkę dawno temu, w okolicach
premiery pierwszego sezonu o Sisi. Ponieważ serial prócz dobrej muzyki i ładnych
twarzy aktorów niewiele wniósł do mojego życia, to jakoś się obawiałam, że
książka też mnie nie porwie. Na szczęście czytałam ją w niedzielę, kiedy mogłam
podsypiać ile wlezie. Nie będę przedłużać, dla niecierpliwych. Książka jest
jeszcze słabsza niż serial, ale skoro autorka chce pisać biografie feministek.
W moim odczuciu Sisi była egotyczną neurotyczką. Feministką nie była. Wystarczy
przeczytać wiersz jaki wysmażyła o siostrze, która chciała uciec z gachem.
No w końcu pierwszy wrześniowy trup
z półki za mną. A kumulacja owej trupowatości jest spora. Książka trafiła do
mnie lata temu, bo oczywiście zafrapował mnie tytuł. Lubię te galicyjskie
klimaty, ale oczywiście nie aż tak, żeby zabrać się za lekturę niezwłocznie. A
rok temu na wycieczce w Wiedniu, nasza przewodnik bardzo negowała fakt, że
Rudolf zastrzelił sam siebie(i kochankę) i przywołała nawet zapiski guwernantki
małej Erzi. To przypomniało mi, że ja przecież mam tę książkę i wpisałam ją
wówczas do trupiej listy. No i w końcu przyszła jej kolej. Szkoda, że ta kolej
przypadła na okres mojego czytelniczego przestoju.
Po niebywałym sukcesie serialu Off
Campus nazwisko Elle Kennedy stało się znane, a my dzięki temu mamy
premierę jej kolejnej powieści. Po serii amerykańskich romansów sportowych,
zmieniamy kontynent i przenosimy się do Londynu. Jakkolwiek uważam, że lekkie
książki są dobre na taką jesienną pogodę, ale już starość mnie dopada i po
powrocie z roboty padałam na łóżko i dawałam radę nakarmić kota(bo on w
przeciwieństwie do książki on nie leży i jeść woła). Na szczęście nadszedł
długo wyczekiwany weekend, ja wyposażona w nowe wino do testowania(biedra wie
kiedy zrobić promocję, ale wino bez szału), mogłam w końcu doczytać.
Weszłam na nowy poziom
gospodarowania czasem. Zaczęłam słuchać audiobooka, zaczynając nowy tydzień z
psiakami, a że Bronuś był kochanym kompanem, Baboszek też, więc mogłam się
skupić na opowieści, ale że książka mnie wciągnęła a zaczął się US Open, a tam
przecież nie oczy są zajęte. Może kiedyś dorosnę na tyle, żeby zrozumieć, że
nie muszę oglądać meczu od pierwszej w nocy, skoro wstaję po piątej. Jak to
mawiała Marta Korczyńska „Wieczna głupota”. No, ale trzeci tom serii, którą
czytałam w okolicy wiosny, ciekawe czy coś jeszcze się pojawi.
Książki Marii Paszyńskiej mają
swoje rzesze fanów, a sama autorka była u nas w mieście na spotkaniu, ale
niestety ja nie mogłam być. A żałuję do dziś. Niektóre jej książki zrobiły na
mnie ogromne wrażenie. Największe chyba Owoc granatu oraz Dziewczyny
ze Słowaka. Nie pamiętam kto mi polecił książkę Tam, gdzie rzeki
wstrzymują swój bieg, okładka sielankowa, a fabuła obiecująca literacką
podróż na Polesie z okresu międzywojnia, wiele mi obiecywała. Zaczęłam czytać
na paznokciach i dzięki tej książce czas minął naprawdę szybko.
Sierpień jest słaby jeśli chodzi o
ilość czytanych książek, bardzo słaby. Ma to związek z mniejszą częstotliwością
spacerów z psami, a jednak spacerując mogę przesłuchać audiobook w dwa dnia,
dystans jaki pokonuję dojeżdżając do pracy znacznie zaniża średnią. Co mogę
przesłuchać w pół godziny dziennie? Jedno wielkie nic. Dawno na tapecie nie
było żadnego porno romansu o kowbojach. Nie byłam jakoś bardzo ciekawa tej
książki, dodałam ją do biblioteki siłą rozpędu, no ale jak już miałam pobraną,
to uznałam, że raz kozie śmierć. Zwłaszcza, że mój ulubieniec spacerowy,
narzuca niezłe tempo i nie mogę słuchać nic ambitniejszego niż porno-romanse,
bo muszę pilnować, żeby nogi mi się nie zaplątały i bym nie runęła w dół wału.
Po stosunkowo ciężkiej, bardzo
merytorycznej książce Imperium bólu potrzebowałam jakiegoś mózgotrzepa.
Nie jest to ordynarne porno, w stylu książkowego makdonalda(taki wjechał na
słuchawki), a że chociaż dawno nie jechałam nigdzie pociągiem, to jednak pamiętałam,
że najlepiej w pociągu poczytać i to coś co wciąga, a jednocześnie nie zajmuje
dużo miejsca i nie waży dużo(dlatego odpadł Dostojewski). Autorka tej książki
już napisała jedną która mnie ujęła, więc po zobaczeniu zapowiedzi tej,
zamówiłam od razu. Chociaż dalej mam ale, do książek, których tytuł jest po
angielsku. Nie rozumiem tej maniery. No może jestem za mało wysublimowana, jak
przystało na starą babę ze wsi.
Mam obsesję na punkcie epidemii opioidowej
w USA od ponad roku. Po raz pierwszy wyłożono mi to zagadnienie w Podkaście
Amerykańskim, później oglądałam seriale na ten temat, a potem wpisałam Imperium
bólu na listę trupów do przeczytania w 2026. Jeśli ktoś chce zobaczyć jak
doszło do tego, że w Ameryce jest tyle ludzi zombie, a także jak bezwzględni są
ludzie w swojej chęci zysku to jest to książka idealna. A zaczyna się od
rodziny żydowskich imigrantów, matka pochodzi z Polski. Książka to jednocześnie
saga rodzinna, a z drugiej strony opowieść o tym jak zbudować fortunę niszcząc
ludzi i jak nie ponosić konsekwencji.
Widziałam zapowiedź Póki lato
nas nie rozłączy i wpadła mi w oko do tego stopnia, że jak tylko pojawiła
się ta książka od razu ją pobrałam i pewnego czerwcowego dnia, bardzo upalnego
zresztą, zaczęłam słuchać. Słodka Pati, przez strzały na poligonie powiedziała,
że strajkuje, więc głównie próbowałam namówić bardzo upartą psią jednostkę, na
zrobienie odpowiedniej liczby kroków. Sukces był umiarkowany, a mnie pierwszy
rozdział nie porwał. Entuzjastyczna Scottie zaczyna nowy etap życia i marzy o
swoim nowojorskim śnie, no nie kupiło mnie to. Pewnie, gdyby nie Karolina, nie
wiem kiedy i czy dałabym jej drugą szansę.
Bardzo czekałam na drugi tom
książki Bourbon Boys, bo pierwszy mnie bardzo wciągnął, chociaż był bardzo
porno. Fakt, że okładka jest straszna kojarzy mi się z jakimiś starszymi
książkami dla dorosłych, aż się boję okładki trzeciego tomu. Ten tom był
zapowiadany jako historia Lexa, a on bardzo przypadł mi do gustu w pierwszym
tomie. Pogubiony wdowiec, ojciec dwóch córek, który skupia się na wychowaniu
dzieci, tylko czasami rusza w tango, zaliczyć przygody na jedną noc.
Uwielbiam Franciszka
Józefa, kupuję książki na temat Habsburgów, czytam co się da. Oczywiście,
zaczęło się kiedyś od Sisi(błędnie w tej książce zapisywanej jako Sissi),
finalnie uznałam Elżbietę za wredną egoistkę i całą sympatię przelałam na Najjaśniejszego
Pana. Akurat w poniedziałek będzie kolejna rocznica urodzin cesarza, co zbiegło
się z zakochaniem w Elżbiecie. Książka leżała dosyć długo, ale stosikowe
losowanie, ślepy los wskazał biografię, niejako dla odmiany. Ewidentnie książka
naukowa, z wstępem tłumaczącym, dlaczego autor uważa, że kolejna książka jest
potrzebna, chociaż o Franciszku Józefie napisano już tomy, a jego nazwisko jest
symbolem epoki, imperium któremu oddał życie, nie przetrwało pełnych dwóch lat
po jego śmierci.
Felicia Kingsley to moje odkrycie z tego roku. Czytam wszystkie jej książki, które są
na polskim rynku, więc kiedy Karola mi powiedziała, że wychodzi nowa, to
zamówiłam od razu i przebierałam nóżkami w oczekiwaniu na premierę. Zaczęłam
czytać i na początku miałam takie mieszane uczucia, trochę mnie to zahamowało i
dopiero środa czwartek to moment kiedy wsiąkłam całkowicie. Komu podobała się Godzina
pąsowej róży, albo Małgosia kontra Małgosia, w tej książce znajdzie
wersję bardziej spicy.
Reportaż Wszyscy tak
jeżdżą, zainteresował mnie od kiedy zobaczyłam zapowiedź. Byłam wtedy
świeżo po kupnie auta, no i co za tym idzie świeżo po powrocie za kierownicę i
wtedy zaczęła się moja permanentna zgroza nad tym co dzieje się na drogach.
Otóż od kiedy zaczęłam prowadzić samochód, a nie jeździć w szlachetnej roli
pasażera(byłam w tym świetna), myślę o dwóch rzeczach, po pierwsze: marzę o
kierowcy służbowym, a po drugie dlaczego prawo o ruchu drogowym jest traktowane
jako zbiór luźnych, za to niewiążących sugestii. No i niejako w odpowiedzi na
ogrom moich frasunków związanych z sytuacją wyszła ta książka. Tyle, że musiała
swoje odczekać, aż dostała się do słoika z trupami.
Niestety, te upały nie sprzyjają
lekturom takim bardziej ambitnym. Dlatego sięgnęłam po gatunek od którego miałam
chwilę przerwy, a gdy zapowiadali nową serię Elsie Silver. W tym roku na
początku zaczytywałam się jej książkami i ogólnie kowbojskimi powieściami(swoją
drogą zaczynam ten serial na Netflixie, ale póki co nie ma chemii). Ta seria
zazębia się z poprzednią serią autorki, a ja już chyba wiem, że nie będę czekać
na kolejne tomy.
Jak
już wspomniałam z koleżanką z pracy lubimy czytać porno romanse i wymieniamy
się polecanymi książkami. Wprawdzie koleżance znudziła się praca i buja na el quarto,
to niby ma więcej czasu na czytanie, ale czyta podejrzanie mało książek z moich
polecajek, ale polecała mi gorąco serię Bourbon boys no i piłowała
koparę, żebym czytała, no i w końcu się zabrałam i poszło piorunem. Ja nie wiem
jak wytrzymam do dwunastego sierpnia do premiery tomu drugiego. Wciąga, chociaż
nie oszukujmy się jest po/arno. Robi się parno bardzo szybko.
Jeśli
chodzi o Emily Henry czytałam tylko jedną książkę Book lover i nie
powiem czytało mi się dobrze, ale nie urwało mi niczego, pozostałe książki
autorki odłożyłam na kiedyś. Dlatego, gdy dostałam propozycję współpracy w temacie
tej książki to chwilę się wahałam. Jednak chyba najbardziej ujął mnie nie opis,
a tytuł. Chyba moja tęsknota za wspaniałym, cudownym życiem ewidentnie
we mnie rezonowała. Okładki książek tej autorki pasują na leniwe wylegiwanie
się na słońcu i dokładnie w takim anturażu wciągnęła mnie ta książka.
Mam coraz większy problem
z bookstagramem, coraz bardziej zauważam akcje promocyjne, promowanie książek
na odkrycia literackie, a książki te są przeciętne, ale ze sporym budżetem.
Książka Lavender Kiss wyskakiwała na mnie z każdego kąta instagrama.
Ponieważ miała fajną okładkę, która przykuwała wzrok, a dodatkowo opis
sugerował, że w książce są wątki, które bardzo lubię. Nie kupiłam, a miałam na
empikgo, to do spacerowania sobie puściłam. Lubię audiobooki w których mamy
dwie perspektywy i dwóch lektorów, a tutaj mamy naprawdę spoko lektorów, miło
się słucha.
Kiedy skończyłam słuchać
kryminału Katarzyny Puzyńskiej, z automatu na słuchawki wskoczyła książka Tamtej
nocy w Vegas, zaczynałam ją kilka razy, ale ja nie przepadam za książkami
polskich autorek, które z jakiegoś powodu, dla kaprysu umieszczają akcję w
Stanach. Ta książka w sumie mogłaby rozgrywać się w Polsce, no dobra u nas pewne
zabiegi fabularne byłyby niemożliwe, chyba że bohaterowie wzięliby udział w
programie typu ślub od pierwszego wejrzenia czy innym takim. Pomimo mojego
sceptycyzmu książka wciągnęła mnie bardzo no i będę oszukiwać, będę szukała
innych książek autorki.
Po
mocnym końcu Nocy trzydziestej od razu odpaliłam w aplikacji trzeci tom.
Nie dało się inaczej. Katarzyna Puzyńska, jak chce to umie czytelnika trzymać
za pysk i to bez litości. Połknęłam tę książkę w niecałe dwa dni. Czy koniec wzbudza
w nas chęć natychmiastowego rozpoczęcia kolejnego tomu? No ja wiem, że tego
tomu nie ma, więc nie przegryzłam sobie żył, chociaż gdyby ów tom był dostępny,
pewnie jechałabym nabyć. Jednak moim zdaniem ten tom jest słabszy niż
poprzednie. Więc nie mam wielkiego bólu d, że muszę czekać czas nieokreślony.