W mojej okolicy i w mojej rodzinie tradycje kolejarskie są bardzo silne. Spora część mojej rodziny była kiedyś związana z PKP i doskonale pamiętam katastrofę pod Szczekocinami. Pamiętałam skalę tej tragedii, a same Szczekociny kojarzyłam, bo było to spore miasteczko na trasie pieszej pielgrzymki do Częstochowy, a że za każdym razem miałam tam kryzys to i nazwa wryła mi się w pamięć. A i ja dosyć często jeździłam wtedy pociągami, na szczęście wtedy niewiele czytałam na temat katastrof kolejowych, ponieważ inaczej solidnie wjechałoby mi to na psychikę. Teraz nie wiem czy tak beztrosko udam się w podróż koleją.
Jest
marzec 2012 roku cała Polska żyje przygotowaniami do Euro, w kraju szaleją
remonty, wszystko się buduje, remontuje, aby na lato być w pełnej gotowości.
Jest marcowy wieczór, dwa pociągi ruszają w trasę, jeden z Przemyśla do
Warszawy, a drugi z Krakowa do Warszawy. Pociągi mają średnie obłożenie. Lata wygaszania
ruchu kolejowego zbierają żniwa, teraz na hurra modernizuje się, organizuje
się, czasu mało a ludzi jeszcze mniej. Pociągi nie mają jakichś wielkich
opóźnień, wszystko idzie zgodnie z rozkładem, gdy te dwa pociągi zderzają się
czołowo. Niewyobrażalna katastrofa, wagony pogięte jak puszki, dziesiątki
rannych, zabici. Na pomoc ruszają mieszkańcy pobliskiej wsi, a później rusza
cała machina, śledztwo, wyjaśnianie, szukanie winnych. Najpoważniejsze
konsekwencje poniosą dyżurni ruchu, a co tak naprawdę było przyczyną tego
zdarzenia? Czy książka daje odpowiedź?
Na
szczęście posłuchałam kilku podcastów na temat tej katastrofy, więc było mi się
łatwiej odnaleźć w tej historii i zwizualizować sobie tę historię, ponieważ zabrakło
syntezy wydarzeń, w telegraficznym skrócie co się dzieje i dopiero później
można czytać zeznania, wyjaśnienia, układać sobie historię. Ta książka jest
niesamowicie kompleksowa, jak wspomniałam słuchałam podcastów, niektóre były
obszerne, a z tej książki poznałam fakty ale i opinie ludzi, ponieważ w pewnym
momencie zostało zakazane opowiadanie o tej sprawie. Autor dotarł do
unikatowych źródeł i to jest wartość dodana, ale to jest książka dla osób
bardzo zainteresowanych tematem no i znających się na kolei, bo niektóre
pojęcia były dla mnie obce. Oceniam lekturę bardzo na plus ponieważ zaspokoiła
mój głód wiedzy, ale też podniosła mi ciśnienie. O ile uważam, dyżurnego ze
Starzyn za winnego, o tyle wymiar kary dla dyżurnej ze Sprowa jest dla mnie
nieporozumieniem i uważam, że została kozłem ofiarnym i to strasznie rani moje
poczucie sprawiedliwości i podkopuje wiarę w system.

Dziękuję za ten szczery tekst. Twoja osobista perspektywa i nawiązanie do rodzinnych tradycji kolejarskich nadają tej recenzji dużą wartość. Trudno przejść obojętnie obok takich historii, zwłaszcza gdy dotyczą tak ważnych i bolesnych wydarzeń z naszej niedawnej przeszłości.
OdpowiedzUsuńTeż słuchałam wielu podcastów o tym wydarzeniu i jestem bardzo ciekawa książki!
OdpowiedzUsuń