Co się dzieje z Jeżycami?
Kim jest ta dziewczyna?I dlaczego Józef Pałys stracił dla niej głowę?Kolejny tom "Jeżycjady"- jak zwykle wesoły, liryczny i krzepiący
Akapit Press, obiecywał że premiera najnowszej
części kultowej już(czy może raczej kiedyś), Jeżycjady będzie największym
wydarzeniem literackim roku. Nie jestem naiwna i nie wierzyłam w te obietnice,
niemniej jednak poprosiłam przyjaciółkę, aby nabyła mi w drodze z pracy „Wnuczkę”,
ciekawość, przyzwyczajenie i znowu ciekawość, czy Musierowicz, odważy się
skończyć serię, która zapewne przynosi jej jakieś pieniądze, ale przez
czytelników, jest już coraz częściej tylko krytykowana. Niestety, rozczaruję
Was, autorka idąc śladem twórców serialu Klan
zapowiada kolejną część i nie chce może nie tyle zarzynać, co odesłać na
zasłużoną emeryturę, kury która zniosła już wystarczająco dużo złotych jajek i
teraz ogranicza się do tombaku.
 |
| Moja Jeżycjada, za chwilę dołączy najnowszy tom |
Tym razem akcja nie zaczyna się na
Jeżycach, opuszczamy nawet Poznań i przenosimy się do leśnej głuszy, gdzie hoże
słowiańskie dziewczę, konną bryczką przemierza las i się nim zachwyca. Zachwyty
zostają przerwane, gdy owe dziewczę natyka się na niewiastę – na oko po
trzydziestce(??!!)- leżącej jak zwłoki, oględziny miejsca zbrodni wskazują, że kobieta, potknęła się na mostku,
przekoziołkowała i… nie wiadomo co dalej. Na szczęście, słowiańskie dziewczę
marzy o studiach medycznych, a jej matka będąca pielęgniarką wpoiła jej zasady
udzielania pierwszej pomocy(bowiem, polska szkoła, nawet najlepsza nie uczy
takich zachowań – już na samym początku, mamy smrodek dydaktyczny w wydaniu
Musierowicz, życie poza Borejkolandem jest
złe, brudne i w ogóle – bleeee, jak
szkoła może być fajna skoro nie uczy w niej żaden ze spadkobierców dobra
Dmuchawca, ani żadna z Borejkówien??). No w każdym razie dziewoja o imieniu
Dorota(zapewne goszcząca na okładce), ratuje nieznajomą, przewozi ją do
domostwa, w którym mieszka z babcią i ciocią-babcią(tu Kasiek poczuł się mile
połechtany, bo okazało się, że twór zwany ciocią-babcią, znany jest nie tylko w
dziwnej Kasiuczkowej rodzinie, a do tej pory wszyscy patrzyli na Kaśka, jak na
dziwadło). Nieznajomą okazuje się postać, która obok dziadostwa Borejków,
wyewoluowała w najbardziej wkurzającą bohaterkę,
a mianowicie Ida Pałys, de domo Borejko. Ona to, kłócąc się z mężem(na kartach
książek, najczęściej występujących w wersji śpiącego królewicza), wyrusza
pobiegać, uszkadza sobie łydkę. Jednak skoro zrobiła sobie doktorat przy
okazji, to czymże jest samoopatrzenie. Ida jest wściekłą na męża, bo nie mógł z
nią wyjechać na włóczęgę z namiotem oraz śiał stwierdzić, że Ida przechodzi
klimakterium(gdzie ta Ida z Noelki, która z przekonaniem twierdziła: Naturalia
non sunt turpia??) aby ukarać męża oraz syna(a tego dokładnie za co? Sama
nie wiem). Ida postanawia wynająć pokój u swej wybawczyni i odpocząć.
Postanawia również wyswatać Dorotę z synem swej ukochanej córki Gabrieli(w
internetach znanej jako św. Gabriela Poznańska). Ignacy Grzegorz S, który był w
McDusi znalazł happy end z wnuczką
św. Dmuchawca, niestety ma złamane serce, które to wzięła złamała Magdalena
Ogorzałka. Ida ściąga Ignasia w głuszę,
tego jednocześnie w tyłek gryzie i osa/pszczoła i szerszeń, skutkiem czego
rozbija samochód ciotki i zostaje uwięziony w głuszy z Dorotą. Niestety chyba
plan Idy się nie wypełni, bowiem niestety nie przypadają sobie do gustu. Dorota
nosząca nr buta 41, jest zbyt przaśna dla subtelnego Ignacego. Za to jego kuzyn
Józef(już definitywnie nie Józinek), jak ongi jego kuzynka Laura, ni z tego, ni
z owego spotyka miłość swojego życia.
 |
| są już wszystkie, nawet nowa z aryjskim chłopcem w koralach :p |
W powieści występują, ale raczej
ubocznie – dziady Borejki(nadal irytujący, ten sam Ignac, który niegdyś ciskał
się o nową zmywarkę, jadąc na wakacje do córki żąda dowiezienia mu rozkładanych
łóżek i całej biblioteki), Gabriela, która dorobiła się profesury? Jakim cudem?
Zapytajcie autorkę. Co mnie zdziwiło, per pani
profesor zwraca się do Gabrieli sąsiadka, która powinna tej ciepłej i dzielnej kobiecie mówić na ty,
bo znają się od lat. A ta ciepła, dzielna
i kochana kobieta, od razu z sąsiadki szydzi. W Twarz, bardzo to miłe.
Dla zaniepokojonych Łusia nie występuje w tej części! Nie
występuje też wzdychająca Laura i jej cudowny mąż, ani Róża, ani reszta przychówku
Borejkówien(wyjątek synowie Rojków). Musierowicz przyznała, że sobie nie radzi
z tyloma bohaterami i wysłała wszystkich za różne granice. Jędrek przejmuje
rolę Józefa, obserwuje i przeżywa.
W książce zachowano schemat
poprzednich powieści, czyli wątek miłosny spleciony z losem rodziny Borejków i
przewijającymi się nowymi bohaterami, dzielącymi się na tych w stylu Borejków i niziny społeczne, z
czego te ostatnie dzielą się na zgnite niziny i niziny z którymi ewentualnie
można wsiąść do samochodu i wykorzystać do świadczenia przysług.
Przechodząc do moich wrażeń… nie mogę
powiedzieć, żebym żałowała wydanych pieniędzy, nie spodziewałam się po tej
książce ciepła i otuchy. Niestety tę
epokę Małgorzata Musierowicz ma już za sobą. Ona skupia się na pokazywaniu zła
świata, poza kuchnią Borejków. Jakby tłumaczyła dlaczego oni z tej kuchni nie
wychodzą. W tej książce też mamy taką scenę, gdy pali się pole ze zbożem,
mieszczuchy i okrutni ludzie kręcą filmik, ktoś tam rzuca żartobliwe uwagi. Po
pierwsze, zbiegła się cała okolica i wszyscy patrzą, dopiero później jedna z
babć bohaterki robi zzrzutę. Po drugie,
czy człowiek z miasta może być świadomy, że komuś z dymem idzie praca całego
sezonu? To, że ktoś nie reaguje tak jak tubylcy, nie znaczy, że od razu jest
chamem i prostakiem. Chamem i prostakiem jest Igor, chłopiec zakochany w
Dorocie, ale będący intelektualną niziną, w związku z tym jest nieokrzesany i
pcha się z łapskami, a raz próbuje ją przymusić do pocałunku. Niziną społeczną
jest też sąsiad bohaterki. Musierowicz zdecydowała się na najbardziej
wkurzający krok, czyli na naśladowanie gwary. Jest to tak toporne i niefajne w
odbiorze, że naprawdę czytało mi się to z trudem. Nie wiem skąd u autorów ta
tendencja. Gwara fajnie brzmi w mowie, ale w druku wygląda koszmarnie i
sprawia, że czuję iż autor patrzy z piedestaliku pobłażliwie na wieśniaków.
Musierowicz nie podejmuje próby
wyjścia do ludzi, którzy z jakichś powodów czują i myślą inaczej niż
Borejkowie, ona się od nich odcina. Smutna jest też scena gdy synowie Natalii
rozmawiają z Ignacym, on – chociaż przez jego życie przewinęło się już tyle
dzieci i wnuków, nie umie rozmawiać z chłopcami, nie próbuje nawet dostosować
się do ich poziomu. Kwintesencja Borjeków, każdy ma równać do nich.
Ida się trochę zmienia, ale i tak jej
nie lubię, jest chimeryczna i zadufana w sobie jak jej ojciec. Ale uwaga Marek się budzi, w tej książce jest go
więcej niż we wcześniejszych powieściach w
sumie. Zastanawiam się tylko czy Musierowicz nie pochrzaniła chronologii,
rozpisując się o okolicznościach poznania Pałysów.
Czy przeczytam kolejną część? Zapewne
tak, z przyzwyczajenia, ale to już nie jest ciepła Jeżycjada, to jest
napuszona, pełna dystansu książka o ludziach, którzy są lepsi i na każdym kroku
dają to do zrozumienia innym. To smutne, chyba w ramach pocieszenia poczytam
wcześniejsze części…
A recenzję macie dopiero teraz bo
wczoraj wybrałam się na wycieczkę do Sandomierza:
 |
| Ratusz i kamienica Oleśnickich. |
||Nutria i Nerwus|| || Córka Robrojka|| ||Imieniny || ||Tygrys i Róża|| ||Kalamburka|| ||Język Trolli || ||Żaba||
||Czarna polewka|| || Sprężyna|| ||
McDusia|| ||
Wnuczka do orzechów||