Zaczął się grudzień i totalne odliczanie do świąt, tym bardziej że na ulicach leży śnieg, jest go tak wiele jak codziennej ochoty do życia i topnieje tak szybko jak wypłata, ale daje to jakiś klimat, więc chociaż ostatkiem sił powstrzymuję się, żeby nie zapuścić playlisty świątecznej to od czasu do czasu wjedzie jakiś przebój w tym klimacie. Akurat książka Sylwi Winnik, sprawiła, że na topie znów jest Kolęda Warszawska która jak mało która współgra z treścią tych opowiadań. Jak tylko zobaczyłam zapowiedź tej książki to miałam na nią ochotę. Jestem definitywnie w grupie kiedyś to było, teraz nie jest zdecydowanie wolę wspominać niż planować, a jednak wojenne święta to jakoś rzadko były opisywane. Może po prostu nikomu się to nie zgrywało. Chociaż przecież już najbardziej znana kolęda Bóg się rodzi, oparta jest na zestawieniu przeciwności.



















