Temat procesu w Norymberdze to jest mój konik. Od ponad dwudziestu lat kupuję i czytam co mi się nawinie. Dawno nic nowego nie wychodziło na rynku, dlatego kiedy zobaczyłam nowy reportaż i to z wydawnictwa Czarne z Hermanem na okładce, to się bardzo napaliłam. Zamówiłam w przedsprzedaży i czekałam z zapartym tchem. Trochę rozczarowała mnie objętość książki, ale uznałam, że nie ma co oceniać przed przeczytaniem.
Latem 1945 roku, niedługo po kapitulacji III Rzeszy, najwyżsi rangą dowódcy niemieccy trafiają do ciasnych cel ośrodka Mondorf-Les-Bains, gdzie czekają na proces i wyroki. Hermann Göring, sybaryta przyzwyczajony do wystawnych przyjęć i czterdziestu tabletek z parakodeiną dziennie, musi się nauczyć żyć w więziennym rygorze. Tęskni za rodziną i odczytuje z notesu „zakazane” dowcipy o Hitlerze. Nie widać po nim wyrzutów sumienia.W areszcie odwiedza go Douglas M. Kelley, młody i piekielnie uzdolniony amerykański psychiatra. Kelleya interesują procesy zachodzące w umysłach zbrodniarzy wojennych. Co pozwoliło im skazywać miliony ludzi na śmierć bez mrugnięcia okiem? Czy byli potworami? Ostatecznie wniosek amerykańskiego psychiatry jest o wiele bardziej przerażający: cechy osobowości, które przywiodły nazistów do straszliwych zbrodni, dostrzec można u wielu „zwykłych” ludzi.Książka Jacka El-Haia, która w 2025 roku została zekranizowana w gwiazdorskiej obsadzie (Russell Crowe, Rami Malek),to nie tylko wciągający, wartko napisany reportaż historyczny o ostatnich dniach życia niemieckich zbrodniarzy, ale także wstrząsająca opowieść o korzeniach zła.
Książka
koncentruje się na Douglasie M. Kelleyu, młodym, amerykańskim psychiatrze,
który pochodzi z prominentnej rodziny. Układa sobie życie, gdy zaangażowanie
się Ameryki w II wojnę sprawia, że zostaje zmobilizowany. Kelley ma już
dokonania na gruncie psychiatrii, dobrze rokuje, zatem, gdy jeden po drugim
zostają złapani czołowi naziści, z Hermanem Goeringiem na czele to nauka
psychiatrii ma niesamowitą okazję, aby zbadać psychikę osób winnych
największych zbrodni. Ten nurt nie był nowy, nauka od jakiegoś czasu pragnęła
zgłębić naturę zbrodniarzy, może znaleźć jakieś wspólne cechy pozwalające
zdiagnozować moralnego degenerata. Poznajemy drogę oskarżonych do Pałacu
Sprawiedliwości w Norymberdze, miasta będącego symbolem zjazdów partii, miasta
które dało nazwę ustawą będących podstawą do wyrugowania Żydów z życia
publicznego. Autor koncentruje się głównie na Marszałku Rzeszy, trochę będzie
też o Hessie, który wprawdzie lata wcześniej uciekł do Anglii, a teraz zasłania
się amnezją, ale ci dwaj są ciekawymi obiektami dla psychiatrii. Szkoda, że
pozostali oskarżeni są traktowani raczej po macoszemu, a autor postawił na
zestawienie Goeringa z Kelleyem, zresztą pewne punkty wspólne same rzucają się
w oczy.
Pamiętam,
że w okolicach wesela brata, trzynaście lat temu zaczytywałam się Dziennikami
norymberskimi autorstwa drugiego psychiatry działającego dla Trybunału
Gilberta i muszę przyznać, że tamta książka była bardziej kompleksowa,
obszerniejsza. Oczywiście, że Goering wysuwa się na pierwszy plan, jest
ciekawym przypadkiem zbrodniarza do samego końca broniącego reżimu, o rozbuchanej
megalomanii, a przy tym troskliwego męża, czułego ojca. Zawsze mnie to uderza,
jak człowiek w domu może być kochającym rodzicem a bez mrugnięcia okiem zabijać
rzesze ludzi. Uzależniony od leków, złodziej dzieł sztuki, hedonista, egoista z
obsesją na własnym punkcie, który za wszelką cenę chce zapisać się na kartach
historii. Czy z tej książki dowiemy się, skąd Marszałek Rzeszy miał cyjanek?
Czy to przebywanie ze zbrodniarzami zniszczyło psychikę Kelleya? Trochę mnie ta
książka jednak zawiodła, najwięcej dowiedziałam się o Kelleyu, a to ciekawa
postać, interesujące były te wątki dotyczące psychiatrii, ale stosunkowo za
mało dowiedziałam się o procesie w Norymberdze. Szkoda.

Fascynująca recenzja. Widać, że Norymberga to Twój konik – zestawienie z Gilbertem daje świetny kontekst. Najbardziej uderzyło mnie to, co piszesz o Kelleyu: że zło ma twarz zwykłego człowieka i troskliwego ojca, co jest o wiele bardziej przerażające niż wizerunek potwora. Szkoda, że sam proces został potraktowany po macoszemu, ale postać psychiatry i tak wydaje się warta zgłębienia przed filmem.
OdpowiedzUsuńSuper, że Twój blog ruszył. Wpadaj też czasem do mnie pogadać o nowościach – wiesz, że „moje drzwi” są zawsze otwarte.