Ponad miesiąc
stosu nie było.
Ciągle mi nie po
drodze z aparatem. Na dodatek miałam malowanie(co widać na zdjęciu) w związku z
tym dżajf jest niesamowity, książki rozpieprzone po całym domu. Sama myśl o tym
mnie męczy.
A przez tą
pogodę nawet nie chce mi się tego ułożyć… jak nie upał, że nie ma czym
oddychać, to słota, że tylko spać się chce.
Zresztą ostatnio
moje czynności życiowe ograniczyłam do spania i czytania.
Bo kontakty z
ludźmi wpędzają mnie w depresję, później muszę kupić sobie książkę, później mam
doła bo uświadamiam sobie że jestem uzależniona i że tyle tych książek a czasu
mało.
Eh… błędne koło.
Zresztą
zerknijcie sami.
Część
recenzowanych. Już.
Recenzowana była
„Czerwona księżniczka”, „Świat bez końca” nabyłam bo naprawdę podobały mi się
filary ziemi. następnie mamy książki recenzyjne z których „Przyjaciółki” i „
Jeszcze jeden dzień” też już przeczytane.. „Sklepik z niespodzianka” również
pochłonięte , ale to już zakup własny. „Ronaldo” i „Messi” recenzyjne i już
przeczytane.
Później mój
wyrzut sumienia, do księgarni poszłam pod Adelę a tu zobaczyłam ciąg dalszy
„Władcy Barcelony” i pomyślałam sobie, że raz się żyje i skoro jestem
aspołeczna taka, to muszę coś robić podczas samotnych staropanieńskich dni..
„Amerykańskie
lato” bo lubiłam tą autorkę, przynajmniej zanim poznałam „Córkę Magdy”.
Następnie
książka pasąca mojego konika, jakim jest Proces norymberski.
No i trzy
Christie…. W ramach postanowienia przeczytania wszystkich książek z powrotem do
końca roku.
I jeszcze na koniec
pochwalę się moim storczykowym Juliuszem, który zakwitł już kolejny raz, cieszy
me oko : )