Depresja jest zjawiskiem tak powszechnie występującym w różnych kulturach i tak często odnotowywana była w historii, że po prostu musi być czymś więcej niż chorobą. Według Dorothy Rowe jest uniwersalnym doświadczeniem, okresem nieszczęśliwego wycofania się, niekomfortową hibernacją, podczas której osoba zdaje sobie sprawę, że coś w jej życiu zaczęło się psuć i należy to naprawić. Dlaczego więc niektórym ludziom udaje się odkryć, co należy naprawić, a inni pogrążają się w tym pełnym smutku chaosie?
Depresja. Jak skruszyć mury więzienia swojego umysłu, bestsellerowa książka Dorothy Rowe, nagrodzona The Mind Book of the Year, udowadnia, że depresję można zrozumieć i radzić sobie z nią wyłącznie w kategoriach tego, jak człowiek przeżywa swoje życie. Jej przesłanie głosi, że lekarstwem na depresję są nie tabletki, tylko mądrość.
Za
oknem słońce… naprawdę pięknie, a dziś u mnie ciężki temat. Bałam się pisać o
tej książce deszczowego dnia, żeby się nie przygnębić do końca. Depresja jest
chorobą przecenianą i niedocenianą jednocześnie. Trywializuje się ją nazywając jej mianem każde gorsze samopoczucie. Zły dzień w pracy, kłótnia z chłopakiem,
poniedziałkowa chandra, od razu awansują na depresję. A przecież depresja to
choroba, tak jak nikt nie nazywa guza po uderzeniu w kant szafki – rakiem, tak
nie ma potrzeby umniejszać znaczenia depresji Niestety w Polsce wciąż ze
świadomością chorób umysłu nie jest najlepiej. Wizyta u psychiatry jest wstydem
do którego nikt nie chce się przyznać. Depresja to nie urojenie, to nie jest
przejaw słabości, to choroba. Tak jak nie uważamy za beznadziejnych cieniasów
ludzi którzy mają zapalenie płuc, tak nie osądzajmy zbyt prosto tych którzy
zapadli na depresję.
