Czwarty tom znakomitej i wielokrotnie nagradzanej serii kryminalnej o komisarzu Van Veeterenie.
Mężczyzna w średnim wieku zostaje zamordowany w swoim domu – sprawca oddał do niego dwa precyzyjnie wymierzone strzały. Wcześniej ofiara była dręczona tajemniczymi telefonami: ktoś anonimowy odtwarzał znajomą, choć przywołującą nieprzyjemne skojarzenia melodię. Wkrótce w identyczny sposób ginie kolejny mężczyzna. Komisarz Van Veeteren i jego zespół muszą rozszyfrować przeszłość ofiar. Poszlaki są skąpe. Czy uda im się uprzedzić kolejny ruch zabójcy?
Zbyt dużo czasu minęło od czasu gdy pojawiła się na tym - de facto- książkowym blogu Recenzja. Zbyt wiele rzeczy mnie absorbuje - niestety. Przy najgorszym jednak kryzysie książkowym, nadchodzi taki czas gdy mamy ochotę coś poczytać. U mnie padło na kryminał. Daaaawno nie czytałam kryminałów, a przecież lubię. Wprawdzie najbardziej lubię te angielskie, ale skandynawskie są zaraz na drugim miejscu.
Trochę bałam się tego, że to czwarty tom serii, a ja nie znam poprzednich. Na szczęście, jak to bywa w seriach kryminalnych, klamrą spinającą poszczególne tomy jest postać detektywa - komisarza Van Veeterena, a znajomość meandrów jego życia nie jest niezbędna, aby dobrze się czytało.
Jest zima. Wiodący uporządkowane życie Ryszard Malik dostaje głuche telefony. Nie znowu tak całkiem głuche, bo do słuchawki ktoś puszcza starą piosenkę. Melodia, z czymś się Ryszardowi kojarzy, ale sam dokładnie nie wie z czym. Później - nabiera przekonania, że ktoś go śledzi, ale tłumaczy to sobie stresem i przemęczeniem. Do czasu... zostaje znaleziony martwy w hallu swego domu. Dwa strzały w płuca, dwa w krocze. A telefony zaczyna dostawa ktoś inny?
Do akcji wkraca Van Veeteren, który czuje, że to nie koniec, zaczyna się śmiertelnie groźny wyścig z mordercą. Kim jest zabójca? Według jakiego klucza wybiera ofiary? Jaki jest wspólny mianownik?
Z dużym zainteresowaniem czytałam ten kryminał. Chociaż uważam, że jest dosyć przewidywalny. Motywy mordercy dają się wydedukować w 1/4 powieści, więc raczej nie ma tego WOW do którego przywykłam czytając kryminały z Herkulesem Poirotem.
Niemniej jednak uważam, że top naprawdę fajna powieść. Jak każdy kryminał mamy w nim, przynajmniej dla mnie, nutę grozy. Czytają, bałam się, to chyba ten klimat, zima a dodatkowo książka jest pisana w taki sposób, że czujemy iż zło czai się gdzieś za rogiem.
Dodatkowo komisarz jest ciekawym bohaterem, sentencjonalny, inteligentny, z przyjemnością czytałam o jego poczynaniach.
Kryminał, diabelnie wciąga, gdy zaczęłam czytać go wczoraj rano do kawy musiałam :| olać całą robotę, bo chciałam wiedzieć jak się skończy. To cecha, którą ma każdy kryminał, który polecam. Jeśli nie wzbudza emocji, jeśli nie zabija nas ciekawość końca, to znaczy, ze autor się nie spisał. Ten się spisał i spokojnie mogę go Wam polecić.
Czytanie na sloneczku - polecam


