Rok 2011 dobiega końca. Rok ważny, dla mnie prywatnie, rok którego połowa upłynęła w cieniu magisterki, która zaprzątała moje myśli a naukowe mądre dzieła zalegały wszędzie i monopolizowały mój czas. Druga połowa roku, to rozpoczynanie nowych, kolejnych etapów życia, stawianie pierwszych, najtrudniejszych kroków. To udany rok, bo wciąż jestem otoczona ludźmi których kocham, bez której nie wyobrażam sobie mojej egzystencji, przyjazne dusze raczej dochodziły, niż odchodziły, wyłączając jeden zawód, który mam nadzieję wypleni ze mnie naiwność i otwieranie się przed drugim człowiekiem, takie dziecięco naiwne też mnie wzmocnił. Jestem mądrzejsza o 12 miesięcy, o 12 miesięcy szczęśliwsza i co tu dużo kryć bardziej oczytana. Są postępy! W roku 2010 wg bloga przeczytałam 70 nowych książek, w tym roku według Pólki wyzwania 52 tych książek było
132, ale już widzę, że było ich około
150, samych nowości!! Bo początkowo nie wszystkie tak tagowałam. Dodając do tego powtórki i moje naukowe tomiszcza spokojnie przekroczyłam
200 i zbliżyłam się do mojego idealnego życia, życia w książkach, w mojej ukochanej dziupli wypchanej książkami, bo tak mniej więcej, bo jeszcze kilku nie obfotografowałam, nie wszystkie wpychałam w stosy, więc tak mniej więcej
240!! 0_0 książek adoptowałam. W domu to by mnie zabili… i już wiem dlaczego moje półki trzeszczą….
Sprostałam wiec wyzwaniu 52 książki w rok :D a także wyzwaniu, które zakładało przeczytanie o ileś książek więcej niż w roku poprzednim... ja chciałam przeczytać coś koło 90, a też pozytywnie było i lepiej. Chyba pisałam, że 52 książki to miałam już jakiś czas temu... O filmach i serialach sie rozpisywać nie będę tak jak i o wypiekach oraz robótkach, jakoś mało o tym pisze, nie ma czego podsumowywać za bardzo :P
Ciężko mi powiedzieć i ocenić, która książka była dla mnie książką roku 2011. Na pewno wielkie wrażenie wywarła na mnie „
Biała jak mleko, czerwona jak krew”, pokochałam „
Ksiedza Rafała”, ucieszyłam się z finału „
Cukierni pod Amorem”, „
Trylogia Arturiańska” była dla mnie przeżyciem i czymś nowym.
Jodi Picoult też nie zawodziła, w tym roku wczytywałam się w kryminały,
Murdoch, czy „
Spójrz na mnie” to chyba moi faworyci. Nie zawiedli mnie też
Hołownia i Zafon, inne gatunki, ale pozytywne wrażenia jednakie ;) Wielkie wrażenie, pod którym byłam długo to „
Kat z Listy Schindlera”<

Przepraszam, ale nie jestem w stanie wymienić wszystkich tych książek, które zrobiły na mnie pozytywne wrażenie. Było ich naprawdę wiele.
Jeśli chodzi o najgorsze książki z roku 2011, to wspominany kilka notek temu „
Sekretnik”, zresztą na tej autorce się zawiodłam, ale na szczęście w tym roku odkryłam tylu pozytywnych polskich autorów, że na pewno nie porzucę polskiej literatury. Zawód sprawiła mi „
Ania z Wyspy księcia Edwarda”, dlatego, że tyle po niej oczekiwałam… ale nie zasługuje na tytuł najgorszej ksiażki roku i chyba już zawsze ta książka będzie mi się dobrze kojarzyła… mimo wszystko. I chyba szkoda czasu na rozprawianie o książkach złych, lepiej mi się mówi o tych pozytywach i mam nadzieję, ze tak upłynie ten nadchodzący rok :)
Wam Moi Drodzy chciałabym życzyć tego co sobie... dużo czasu na czytanie a jako miły dodatek dużo zdrowia, szczęścia, obecności bliskich, miłości przyjaciół i jak to p. Maria Czubaszek wczoraj sobie życzyła... żeby nas wzdęło od pieniędzy(które można wydać na książki).
Obyśmy za rok spotkali się tylko w szerszym gronie ;) ale równie miłym