Podróż w mroczne, nieprzeniknione serce Afryki. Klasyka literatury podróżniczej.W imieniu brytyjskiej Korporacji Rozwoju Kolonialnego samolotem i pieszo, Van der Post miał dotrzeć w dwa miejsca, które w 1949 r. wciąż stanowiły białą plamę na mapie świata: na płaskowyż Nyika i do masywu górskiego Mlandżi. Celem misji było oszacowanie terenów pod kątem możliwości przekształcenia ich w pastwiska dla bydła. Tymczasem autor pozwala sobie na szyderczą refleksję, że żaden z antropologów, ubolewających nad katastrofalnym wpływem Europejczyków na afrykańską ludność miejscową, nie pokusił się o zbadanie relacji przeciwnej: oddziaływań wielkiej masy pierwotnych czarnoskórych na garstkę białych najeźdźców. Od tej pory czytelnik ma nieodparte wrażenie, że obcuje z odrobinę uwspółcześnioną wersją Jądra ciemności Conrada.
Rzadko
niestety sięgam po reportaże. Ku mojemu ogromnemu smutkowi, tak niewiele czasu
poświęcam na literackich podróżach, a przecież to są wycieczki najlepsze, bez
bukowania biletów, przesiadek, nieczynnych toalet, nieprzyjemnych towarzyszy, a
co najważniejsze, można je odbyć nawet w kawowej przerwie. No chociaż jakiś
etap podróży. Obiecywałam sobie wycieczkę do Afryki już od dawna, ale jakoś
ciągle odkładałam tę książkę z torebki, na biurko i z biurka zaś do torebki. Aż
w końcu złapała mnie wena i musiałam sprawdzić jakie reportaże wychodzą pod
egidą W.A.B-u
