Odkryłam
książki Ali Hazelwood szukając książek rozgrywających się w świecie naukowców,
na uniwersytecie, wśród doktorantów i zakochałam się w jej stylu. Później
zaliczyłam słabsze jej książki, moim zdaniem Bride naprawdę jest kiepska
i nie chce mi się sięgać po kontynuację, aż tu zobaczyłam wśród nowości Deep
end, oszczędna okładka, ale wpada w oko i to po nią sięgnęłam przy
weekendzie. Znowu miał być uniwersytet, tym razem jednak studenci, nie
doktoranci, ale w sumie liczy się akcja.
Jako,
że w mijającym tygodniu miałam wizytę u kosmetyczki i zmianę paznokci, to
oznacza nowego ebooka, bo nic tak wygodnie się nie czyta, jak na czytniku.
Półka metaforycznie się ugina, a w pracy rozmawiałyśmy o lubianym motywie hate-love
no i tak mnie wzięło, żeby zapoznać się z książką Walka, mieli być
strażacy, jakieś animozje, a wstęp książki ostrzega przed religijnymi traumami.
Brzmiało intrygująco, ale po powrocie do domu jakoś powstrzymałam się przed
kontynuacją lektury. Dopiero weekend był
dobrą okazją, aby dowiedzieć się co u Scottie i Calla.
I
czwarty trup w tym roku. Los padł na Panią England. Książka którą
kupiłam, bo polecała ją chyba Tosia. Ale okładka jest po prostu śliczna, błyszcząca,
w ładnym kolorze, urocza. Swoje
odleżała, bo od września 2023, ale od kiedy zaczęłam ją czytać, czułam że jest
warta uwagi, bo będzie jakaś tajemnica. Może nie jest to zabijająca strachem
powieść gotycka, ale ma ten poziom grozy, który nie sparaliżował strachem, ale
podkręcił atmosferę.
Niedawno
widziałam u zaufanej osoby polecajkę książki Jesteś tutaj prócz
klimatycznej okładki, skusiło mnie nazwisko autora. Kojarzę go z Jednego
dnia, którą zapamiętałam bardzo dobrze, więc gdy skończyłam bieżące lektury
uznałam, że w sumie dlaczego nie. Akurat książka trafiła do mnie, kiedy byłam w
okresie że dopadła mnie jakaś śpiączka, więc potrzebowałam tygodnia, ale gdy
nadszedł weekend po prostu mnie porwała. Zresztą, już pierwsze strony do mnie
przemówiły.
Stosikowe
losowanie w lutym przyniosło mi reportaż o starości. Kupiłam ją dawno, bo
bardzo lubię tę serię reportaży. Wątek starości jest mi szczególnie bliski i
widzę jak bardzo podejście do tego tematu się zmieniło. Gdy się urodziłam moja
Babcia była po sześćdziesiątce, a jako że spędziłam z nią lwią część
dzieciństwa, odwiedzałam z nią jej koleżanki. Niektóre poruszały się o
balkoniku, inne rześko jechały rowerem wygnać krowę na pastwisko, inne nie
opuszczały domu, wychodząc najdalej na ławkę przed furtką. Nikt nie usuwał
starszych, nie łudził się, że jego to ominie, że zawsze będzie młody, nigdy nie
uciszał babci, która składała na osobnej półce ubrania do trumny. Tego już nie
ma. Nie dlatego, że nie ma rodzin wielopokoleniowych, raczej dlatego że nie
mówimy i nie myślimy o końcu naszego życia. W końcu drogi krem nas ustrzeże
przed tym problemem. A w tej książce możemy się zmierzyć z kilkoma aspektami
przemijania.
Uwielbiam
książki o historii medycyny, więc kiedy zobaczyłam u kogoś tę książkę,
natychmiast kupiłam. Bycie kobietą bywa ciężkie, a ta książka pokazuje nam jak
długą drogę przeszliśmy, chociaż jeszcze wiele zostało do zrobienia. Słyszałam,
że kobiety są rzadziej diagnozowane z powodu zawału, ponieważ mają inne objawy,
a typowe objawy są objawami występującymi u mężczyzn. A to tylko początek. Ta
książka to podróż przez historię medycyny, ale z perspektywy kobiet, od
wędrujących macic do endometriozy i chorób autoimmunologicznych.
Miejska
Biblioteka w mieście mojego urodzenia nosi imię Melchiora Wańkowicza, poznałam
to nazwisko, gdy zaczęłam z niej korzystać w liceum. Po powrocie z pierwszej
wizyty zapytałam w domu kim on był i usłyszałam, że był cenzurowanym
reporterem, napisał ważną książkę o Monte Cassino, a że ja wtedy raczej nie
czytałam reportaży, to przyswoiłam sobie z grubsza biografię i zapomniałam o
nim na lata. A później jeden ze znajomych bardzo reklamował mi Ziele na
kraterze, później dostałam tę książkę na urodziny i przepadłam. Kiedy
zobaczyłam zapowiedź biografii Wańkowicza, chciałam przeczytać coś więcej o
człowieku, który stworzył książkę o której myślę często i której tytuł
przychodzi mi na myśl, za każdym razem, gdy widzę kwiatek zakwitający w
szczelinie betonu. A to prawdziwa cegła.
Wciągnęłam
się bardzo w klimaty romansowe i seria Kat Singleton okazała się idealna na ten
mroźny weekend przełomu stycznia i lutego. Serio, jeśli ktoś lubi lekkie
powieści z motywem udawanego związku to powinien koniecznie sięgnąć po tę
serię, ale ważne by czytać w odpowiedniej kolejności. Super, że są na Legimi są
wszystkie części i można się zaczytać.
Rzadko
czytam jakieś serie cięgiem, ale kiedy skończyłam lekturę Black ties &
white lies to chociaż mam zaczętą biografię Wańkowicza, rzuciłam się na tom
drugi jak pijak na flaszkę. Już po kilku stronach czułam, że tom drugi będzie
jeszcze lepszy niż tom pierwszy. Nie będę ukrywać, że po zakończeniu tomu drugiego,
natychmiast wjechał trzeci, bo nie ma co sobie odmawiać. Dla fanów udawanego
związku, trochę wątku hate-love no i oczywiście dla wszystkich którzy lubią
romanse o młodych, pięknych i bogatych.