Gdy w 1979 roku Międzyamerykańska Komisja Praw Człowieka odwiedziła siedzibę Szkoły Mechanicznej Marynarki Wojennej (ESMA) w Buenos Aires, nie znalazła ani śladu po przetrzymywanych tam więźniach. Marynarka wojenna, z pomocą Kościoła, ukryła ich na wyspie Silencio, zwyczajowym miejscu wypoczynku kardynała arcybiskupa Buenos Aires. To jedyny znany na świecie przypadek obozu koncentracyjnego w posiadłości kościelnej. Do tajnych stosunków, jakie po blisko trzech dekadach ujawnia niniejsza książka, należą wpływy admirała Massery na papieża Pawła VI, podwójna gra ówczesnego prowincjała Towarzystwa Jezusowego Jorge Bergoglia, zaangażowanie nuncjusza apostolskiego, Pía Laghiego, i sekretarza ordynariatu polowego, Emilia Grassellego, w „program resocjalizacyjny” dla więźniów ESMA. W tej pasjonującej książce, którą czyta się jak najlepszy thriller, Horacio Verbitsky opisuje fascynację złem w instytucji, której zdeklarowanym celem jest czynić dobro.
Jedna z najbardziej dyskutowanych książek ostatnich miesięcy autorstwa sławnego publicysty tropiącego zbrodnie argentyńskiej junty. Autor odkrywa kontrowersyjne stosunki Kościoła z dyktaturą wojskową i opisuje fascynację złem w instytucji, której zdeklarowanym celem jest czynić dobro.
Mieliśmy księży patriotów. Swego
czasu była wielka afera, jedno, za drugim wypływały nazwiska księży, którzy
współpracowali z Polską Ludową, donosili i bardzo nieładnie się zachowywali.
Podniósł się lament, podniósł się rwetes, jaki to Kościół podły, jaki
dwulicowy, jak wilk w owczej skórze. A nam się wydawało, że jako jedyni mamy
taki problem.
Jeszcze dobrze Jorge Mario
Bergoglio, już jako papież Franciszek, nie
zszedł z balkonu Bazyliki św. Piotra, już świat obiegła sensacyjna wiadomość –
oto nowowybrany papież jako prowincjał jezuitów współpracował z juntą, czyli
wojskową dyktaturą w Argentynie. Oskarżano go o to, że nie przeciwstawiał się
wystarczająco mocno dyktaturze, w efekcie – wielu jego współbraci dostało się w
ręce reżimu.
Książka jest, bez
wątpienia, poruszającym, a nawet wstrząsającym świadectwem ludzi, którzy
przeżyli terror, przeżyli aby zabrać głos, również w imieniu tych, którzy nie
mieli tego szczęścia. Dramatyczne, mrożące krew w żyłach opisy, znamy takie
sceny ze swojej historii, tym łatwiej będzie nam to zobrazować. Ale czy
najgorsze są opisy wprowadzania terroru, nie do końca, najbardziej
wstrząsającą, jest wiadomość, że gdyby nie współpraca księży, a nawet biskupów,
wiele osób mogło ocalić życie. Rodzi się w nas pytanie o sens istnienia
Kościoła, o jego misyjną rolę, co z podstawowym zadaniem Kościoła, czyli
ochranianiem najsłabszych. Czy zdezaktualizowało się po latach? W końcu, jak my
jako Kościół Powszechny mamy zaufać nowemu papieżowi, który przyłożył rękę do
takich zbrodni, nawet jeśli nie działaniem, to jednak w czasie Mszy powtarzamy „myślą,
uczynkiem i zaniedbaniem”.
Mniej rzetelne
dowody, niż ta książka sprawią, że ludzie zaczną obrzucać papieża i Kościół
błotem. Smutne, że i ta lektura dostarczyła amunicji ludziom, którzy uważają,
że lektura jednej książki wystarczy, żeby wyrobić sobie zdanie na temat tak złożony
i skomplikowany. Tym bardziej, że moim zdaniem, w książce nie ma argumentów,
mocnych dowodów, żeby obarczyć winą papieża Franciszka, za to co mu się
zarzuca. Czytałam już recenzje tej książki, stwierdzające, że dobrze iż wydano
taka pozycje, dobrze że ktoś o Kościele wreszcie mówi źle (wreszcie?!), że
katolom przyda się otrzeźwienie. Śmieszą mnie tacy ludzie, ludzie, którzy
przechodzą na ateizm – bo jest modny i nagle zaczynają się wyśmiewać z katolików.
Spodziewałam się książki
obrazoburczej, siejącej herezję, nie dostałam
tego, cieszę się – że nie byłam zmuszona zagłębiać się w herezję. Moim
zdaniem ta książka powinna być przeczytana, przez każdego Polaka-katolika, aby
wiedział co się dzieje w świecie, aby mógł brać świadomy udział w dyskusji,
oczywiście nie tylko bazując na tej, jednej książce. „Milczenie”, niech będzie
początkiem drogi, poszukiwania prawdy, próbą wyjścia poza własne podwórko, na
którym tez najlepiej się nie dzieje. Dzięki tej książce można się oderwać i
przenieść do innego kraju, nie będzie to wycieczka łatwa, ani kolorowa, nie
będzie przyjemna. Ale warto. Naprawdę warto!
