Drugi marcowy trup nieco mnie zaskoczył, ale przede wszystkim ucieszył. Kupiłam Popłynę przed siebie jak rzeka od razu w okolicach premiery, zbierała dobre opinie od zaufanych osób, ale jak to bywa wylądowała gdzieś głęboko na hałdzie wstydu i o niej zapomniałam. Dopiero przeglądając stare zakupy przypomniałam sobie o niej i wpisałam na trupią listę. Nie wiem czy to jest kwestia mojego etapu w życiu, czy po prostu ta książka jest dobra obiektywnie. Mnie wciągnęła dosłownie od pierwszej strony.
Victoria
wychowała się w Kolorado, jej rodzina od pokoleń uprawia sad brzoskwiniowy.
Chociaż Victoria ma siedemnaście lat, to w życiu przeżyła wiele, gdy była młodą
nastolatką w wypadku zginęła jej matka, ciotka i ukochany kuzyn. Dziewczyna
została jedyną kobietą na farmie z ojcem pogrążonym w żałobie, z bratem który
jest bardzo zbuntowany oraz z wujem który poważnie ucierpiał na wojnie. Trzech
pogubionych mężczyzn nie jest żadnym wsparciem dla nastolatki, która musi
prowadzić dom i wypełnić lukę po troskliwej matczynej opiece. Jest grzeczna,
pracowita, nie sprawia kłopotów, aż spotyka, przypadkiem Wilsona Moon`a,
młodego chłopaka o indiańskich rysach. Młodzieniec wpada jej momentalnie w oko
i coś ją do niego ciągnie. Są jednak lata czterdzieste, a my jesteśmy na
Południu, społeczność źle na niego reaguje, a zwłaszcza brat Victorii. To spotkanie
zmienia spokojne i ułożone życie Victorii. Lata pięćdziesiąte przyniosą plan
utworzenia na rzece Gunnison sztucznego jeziora i tamy, w skutek czego rodzinna
ziemia Victorii zniknie pod wodą, łącznie z rodzinnym sadem. Historia Victorii,
to historia utraty u życia w trybie
przetrwania, w zgodzie z rytmem natury.
Ta
książka jest opowieścią o traceniu i pustce z którą uczymy się żyć. Pokazuje,
że ci których kochaliśmy zostają z nami i nie możemy pozbyć się wrażenia ich
obecności, gdzie niedaleko, jakby nas pilnowali, obserwowali. Właśnie to
przeżywanie życia z ciężarem straty. Ta historia trwa ponad dwadzieścia lat, od
czasów powojennych, pełnych rasowych uprzedzeń, do czasów wojny w Wietnamie. Zrobiła
na mnie ogromne wrażenie, ta książka jest niby prosta, ale uderza w tkliwe
struny. Przepięknie opisuje naturę i małe społeczności, niekiedy wspierające,
ale potrafiące zewrzeć szyki we wrogości o w ostracyzmie. Bardzo polecam tę
książkę, czytałam wcześniej pochlebne opinie, ale nie spodziewałam się, że jest
tak dobra. Gdyby jeszcze ktoś kręcił dobre, niespieszne filmy, to bardzo
chciałabym obejrzeć ekranizację.

Bardzo ciekawi mnie ten tytuł, mam w planie i na półce :)
OdpowiedzUsuń