Po stosunkowo ciężkiej, bardzo merytorycznej książce Imperium bólu potrzebowałam jakiegoś mózgotrzepa. Nie jest to ordynarne porno, w stylu książkowego makdonalda(taki wjechał na słuchawki), a że chociaż dawno nie jechałam nigdzie pociągiem, to jednak pamiętałam, że najlepiej w pociągu poczytać i to coś co wciąga, a jednocześnie nie zajmuje dużo miejsca i nie waży dużo(dlatego odpadł Dostojewski). Autorka tej książki już napisała jedną która mnie ujęła, więc po zobaczeniu zapowiedzi tej, zamówiłam od razu. Chociaż dalej mam ale, do książek, których tytuł jest po angielsku. Nie rozumiem tej maniery. No może jestem za mało wysublimowana, jak przystało na starą babę ze wsi.

