W swojej księgarni – o wiele mówiącej nazwie "Apteka Literacka" – Jean Perdu sprzedaje książki tak jak farmaceuta medykamenty. Umiejętnie rozpoznaje, co ktoś nosi w sercu, i proponuje odpowiednią fabułę na konkretny problem. Nie potrafi jednak uleczyć własnego cierpienia, które zaczęło się pewnej nocy wiele lat temu, kiedy odeszła od niego ukochana kobieta.
Wszystko się zmienia, gdy Jean w końcu otwiera pozostawiony przez nią list. Wcześniej nie miał odwagi go przeczytać…
Zachwycająca historia o miłości, która przywraca do życia.
Coś we mnie pękło… molestuję tę
książkę od soboty i niestety… chociaż jest kopalnią świetnych cytatów,
oblepiłam ją kolorowymi karteczkami i wygląda jak tęcza, to jednak pokonała
mnie. Nie wyrzucam jej, nie oddaję, bo zapewne zrobię jeszcze jedno podejście
do niej, nim to wszystko się się skończy, ale na obecną chwilę… NIE. Wielkie,
stanowcze nie…
Zostajemy zaproszeni do Apteki Literackiej
właścicielem której jest pan Perdu, prowadzi terapię książkami. Daje ludziom te
książki, które powinni przeczytać. Przed kilkunastoma laty został porzucony
przez kobietę i od tamtego czasu pielęgnuje w sobie poczucie żalu. Przeżywa,
snuje się i ma żal do kobiety którą kocha, a która odeszła. Tuż po odejściu
wysłała ona do niego list. On – zraniony, wrzucił przesyłkę na dno szuflady i
właśnie na początku książki, list znów trafia w jego ręce… tym razem czyta go i
przeżywa wstrząs, wszystko się zmienia. Rusza więc w podróż, która ma odmienić
jego życie.
Wybaczcie, nie dokończyłam…
mordowałam książkę w pracy, gdzie w chwilach nudny naprawdę nie mam co robić i
wolałam uczyć się wybijać Marsza Radetzkiego palcami u stóp, bo na tej książce
usypiałam.
Akcja jest tak leniwa, że leniwe
kluski można raczej określić mianem klusek Stachanowa. Owszem, przemyślenia i
niektóre zdania warte są uwagi, ale ja naprawdę nie rozumiem całego halo wokół
tej książki.
