Na wszystko przychodzi czas. Każda książka musi mieć dobry dzień by trafić. Pamiętam, że w domu miałam biografię Marii Curie. Byłam chyba w gimnazjum, gdy czytałam ją pierwszy raz. Pamiętam jak płakałam, czytając o Marii zmagającej się ze śmiercią męża. Cóż, Ewa Curie umiała napisać wyciskacz łez. Później dowiedziałam się, że w czasopiśmie był kiedyś publikowany Dziennik, który nasza noblistka pisała, gdy jej mąż zmarł. Niestety nie mogłam się do tego dokopać. Jakiś czas temu, bardzo kameralne wydawnictwo, zaczęło wydawać książki oscylujące dookoła tematyki rodziny Skłodowskich. Został też wydany i kupiłam oczywiście Dziennik żałobny, książka długo leżała na regale, cienka i szara długo nie rzucała się w oczy. Ponieważ szukałam katharsis zdjęłam w końcu z półki.
