Chcesz mieć coś na całe życie – zrób sobie tatuaż, bo z miłością różnie bywa.
Dorotka rozczarowała wszystkich – zamiast skończyć ASP, zajęła się robieniem tatuaży, zamiast realizować gotowy scenariusz, zdecydowała się napisać swój własny – wyjechała.Teraz wraca: do kraju, do rodziców, do siebie.I choć nadal nie pasuje do wyobrażeń swoich bliskich, nie chce się już buntować i walczyć.
Bo jeśli miłość i przyjaźń kiedyś się kończą, to czy dla kilku chwil szczęścia warto ryzykować?
„Powrót” Izabeli Sowy to opowieść o młodej kobiecie, której wydaje się, że dawno opuściła szkołę złudzeń, bo stanęła oko w oko z tym, przed czym ucieka pokolenie trzydziestolatków – z dorosłością. Okazuje się jednak, że życie potrafi zaskoczyć bardziej niż magia krainy Oz.
Czy Dorotka okaże się na tyle silna, by na przekór wszystkim pozostać na swojej drodze?
Jak głosi wieść gminna
Izabela Sowa pochodzi z miasta w którym i ja zaczerpnęłam pierwszego wdechu.
Ponieważ moja przygoda z autorką zaczęła się w ciemnych latach, w których
internet był dobrem luksusowym, a informacja o pochodzeniu autorki nie była
podana na okładce, przeto fakt ten umknął mi. Po Sowę sięgnęłam przez/dzięki
Mamie, która usłyszała o tej serii w radio(w której stacji były i chyba są
nadal czytane fragmenty książek), kazała nabyć owocową serię i tak sobie
czytałyśmy. W sumie na półkach
zgromadziłyśmy kilka książek Sowy, ale ja sama nie łasiłam się na kolejne,
wydawane książki. Nim jeszcze dowiedziałam się, że Sowa to krajanka i mogłaby
mnie zalać małomiasteczkowa zazdrość, uznałam jej książki za zbyt pesymistyczne…Taki
realizm pozowany na fatalizm… specyficzna sprawa…
Najnowsza książka Sowy
opowiada o Dorotce, kobiecie dojrzałej, dorosłej, która sporo już przeżyła, ale
wciąż przez otoczenie postrzegana jest jako dziecko, stąd wieczne zdrobnienie
jej imienia. Dorotka, porzuciła ASP(ku zgrozie matki) na rzecz nieco mnie prestiżowego
zajęcia, mianowicie robienia tatuaży. W
salonach tatuażu zjawiają się różni ludzie, chcą się wygadać, opowiedzieć o tym
co chcą wytatuować i dlaczego. Dorotka nolens volens słucha… słucha, ale z dystansu, bowiem jest , chce
być? Wyalienowana. To może odruch obronny, bo każdy kogo dopuszcza bliżej zaraz
organizuje jej życie, pokazuje lepsze ścieżki do szczęścia itp. A Dorotka ma
swoją wizję i chce być sobą, począwszy od oryginalnego wyglądu, ubioru, aż po
światopogląd…
Będę z Wami szczera,
zmęczyłam tę książkę okrutnie… chciałabym napisać panegiryk, bo regionalna
solidarność zobowiązuje, ale nie umiem. Nie śledzę kariery Sowy, czytałam raptem jej pięć książek, ta jest
szósta, wydaje mi się, że pozostaje wierna swojemu stylowi, to brutalny realizm
z unoszącą się mgłą fatalizmu. Te książki są smutne… Świat Sowy nie jest
światem miłym i przyjemnym, to arena nowej gigantomachii a człowiek skazany
jest na rozdeptanie.
Książka jest
przegadana, a właściwie przemyślana, w sensie, że przez większość czasu Dorotka
snuje swoje przemyślenia, wspomina, czyni dygresje, co sprawiało, że gubiłam
się jak ciotka w Czechach, bo nie wiedziałam, gdzie w danej chwili jesteśmy i
co najważniejsze, w jakimż celu udaliśmy się w to, a nie inne miejsce w umyśle
Dorotki.
