niedziela, 30 marca 2014

"Mariska z węgierskiej puszty" - Consilia Maria Lakotta

Węgry... Wystarczy tylko przymknąć oczy, a z łatwością przywołamy obraz puszty i poczujemy jej zapach. Oczami wyobraźni pod rozgwieżdżonym niebem dojrzymy Cyganów i usłyszymy żałosne łkania ich skrzypiec, ponieważ od wieków ,,za parę groszy szlochają oni z biedakami i biadają z nieszczęśliwymi zakochanymi".
Obraz ten towarzyszy także akcji powieści rozgrywającej się w latach 1910-1953. Fabuła oraz imiona bohaterów są fikcją literacką. Autentyczne są natomiast losy narodu węgierskiego ukazane na tle dziejów małżeństwa Mariski i Jarosa oraz syna Michaela - księdza, któremu przyjdzie zapłacić najwyższą cenę za niezłomność wpojoną mu przez matkę.


Mówi się: „Polak, Węgier – dwa bratanki i do szabli i do szklanki” dziś to powiedzenie jest tylko co najwyżej żartobliwym wtrąceniem. Brata się zna, a co my wiemy o Węgrach? Co wie moje pokolenie? Do 1918 roku część monarchii Austriackiej, przez jakieś ostatnie 60 lat dualistycznych Austro-Węgier. Węgrzy wywalczyli sobie coś, na co my Polacy nie mogliśmy liczyć – autonomię…  a co dalej? Biała plama. Czy jednak ta autonomia polepszyła los tych, którzy znajdowali się na dole drabiny?  Czy los narodu Węgierskiego był tak różny od Polskiego?

Niepozorna książka, tytuł sugerujący raczej puste romansidło, okładka też – raczej tendencyjna, opis… tu już lepiej. Jednak dwa z trzech elementów, które jako pierwsze decydują o tym czy zdecydujemy się na książkę, raczej nie zaintryguje, przejdziemy obok tej książki i stracimy wiele.

„Mariska z węgierskiej puszty” to nie kolejna opowieść o miłości jak z telenoweli. Już od początku bohaterowie są nietypowi. Mariska, sierota po trzydziestce, przodownica w majątku zamożnego węgierskiego pana, on – młodszy od niej o dwa lata czikos, chodzący przy koniach. Oboje chcą się pobrać, jednak pan nie wyraża zgody. Gdyby nie ingerencja córki hrabiego – zakochanej w starszym bracie Jarosa ze ślubu nic by nie wynikło. Tak po kilkunastu latach miłości Jaros i Mariska mogą się pobrać i objąć przeprawę i gospodę nad Cisą. Ich życie nie jest proste, stale ciężka praca, wiązanie końca z końcem, tragedie małej biednej rodziny, ale i tak cieszą się z tego co mają. Nadchodzi rok 1914, w odległym mieście ginie następca tronu, spadkobierca Franciszka Józefa, czy mieszkańcy miejscowości nad Cisą sądzą, że wpłynie to na ich los? Skądże? Tak się jednak dzieje, wybucha wielka wojna, Jaros musi iść walczyć za miłościwego pana, zostawia starego ojca i żonę z synkiem.  Wojna zmieni ich życie.  Świat wielkiej polityki nigdy nie będzie ważny dla Mariski, dla niej liczą się elementarne wartości, wiara, uczciwość i prawda, które to koniec II wojny zakwestionuje.  Bo eskalacja napięcia przypada właśnie na czasy powojenne gdy na Węgry wkroczy komunizm.

Ta powieść toczy się leniwie i powoli jak rzeka po dolinie. Wprawdzie co rusz napotyka na przeszkody i wtedy pieni się i pryska, jednak przez większą część jest po prostu powieścią obyczajową. Dopiero wojna i komunizm wprowadzają ogromne napięcie, które w końcu wyciska z oczu łzy.  Podobieństwo losów narodów, podobny komunistyczny terror i walka z Kościołem. Bardzo sprawnie opisane.

Bo każdy z nas popełnia błędy, często nieświadomie, chcąc dobrze, dlatego musimy mieć przy sobie kogoś czystego jak źródlana woda, w oczach kogo będziemy mogli się przejrzeć i sprawdzić co jest słuszne, chociaż taka próba pali żywym ogniem.
Ta książka obejmuje swoim zakresem lata: od 1910 do 1953, to długi okres, jednak – co oczywiste – uwaga autorki nie jest rozłożona równomiernie, mamy spore czasowe przeskoki, dzięki czemu w książce ciągle coś się dzieje.
O wielu wydarzeniach z historii Węgier nie miałam pojęcia, a dzięki przypisom podszkoliłam się nieco, autorka posługuje się węgierskimi, oryginalnymi zwrotami dzięki czemu możemy wczuć się w klimat.

Wciągająca książka i bardzo poruszająca. Polecam!

sobota, 29 marca 2014

"Znaleziony" - Nadine Gordimer

Laureatka Nagrody Nobla - Nadine Gordimer na kartach książki opowiada historię miłości pozornie niemożliwej. Młodej, białej kobiecie psuje się auto. Trafia do warsztatu, gdzie poznaje mechanika. Nawiązują znajomość, której skutki okażą się burzliwe i nieprzewidywalne, a każde z nich będzie stopniowo zmieniać swoje zdanie na temat drugiego.
Do czego zmusić nas mogą niezwykłe okoliczności?
Akcja powieści dzieje się w towarzyskich kręgach południowoafrykańskiego miasta i arabskiej wiosce na pustyni. ZNALEZIONY to historia o obrzędach przejścia, jakimi są doświadczenia emigracji, które miłość pokona tylko wtedy, gdy będzie istnieć nawet po odrzuceniu wszystkiego, co uznajemy w życiu za pewnik.
Nowe spojrzenie na stare zagadnienia tożsamości, przynależności i prawa do poszukiwania lepszego życia.
Żywiołowa, błyskotliwa, głęboko wzruszająca powieść.

Czarna okładka z materacem na którym widzimy pomięte prześcieradło. Czego się spodziewać po takiej okładce? Wielka niewiadoma. Czego się spodziewać? Nie wiem. Powieść laureatki Nagrody Nobla, chociaż od jakiegoś czasu uważam, że nagroda ta została zdeprecjonowana, to jednak coś znaczy.  Jednak bez szczególnych oczekiwań zaczynam czytać. Czyta się szybko.  Za szybko. Wyjątkowa książka, chociaż przecież tematyka nie jest odkrywcza.

 Akcja zaczyna się w Republice Południowej Afryki, kraju pełnego kontrastów. Ludzie albo przymierają głodem, albo są jak Midas.  Chociaż jakaś tam klasa średnia jest, przy czym klasę średnią od niższego poziomu dzieli przepaść. Dodatkowym kryterium podziału jest kolor skóry. W tym świecie pełnym przeciwieństw żyje Julie, pochodzi z zamożnej rodziny, jednak z matką – która ma nowego męża i ojcem – też znowu się ożenił, ma raczej chłodny kontakt. Najcieplejsze uczucia wiążą ją ze stryjem, znanym ginekologiem, przez całe dzieciństwo marzyła by to on był jej ojcem. Gdy jej samochód niespodziewanie psuje się na środku ulicy, dziewczyna nie przypuszcza, że właśnie w ten sposób odmienia się jej życie. Trafia do zakładu w którym naprawia się samochody i… spotyka milość swojego życia.
Cukierkowo i mdło?
Oj zdziwicie się. Jej wybranek okazuje się być nielegalnym imigrantem, to znaczy kiedyś wjechał do kraju legalnie, ale zdecydowanie przekroczył czas na jaki dostał wizę, toteż obecnie pod fałszywym nazwiskiem, pracuje na czarno i za bezcen u właściciela warsztatu.  Zaczyna się niepozornie, jednak znajomość stopniowo się rozwija, stają się kochankami, ale czy to miłość? Ich relacja przejdzie ciężką próbę, gdy RPA zorientuje się, że na terenie kraju przebywa nielegalny imigrant.  Co zrobi Julie? I czy związek ludzi z dwóch różnych światów ma sens.

O takich związkach pisanych było dziesiątki książek. Zwykle niemądra Europejka, lub Amerykanka, zakochiwała się w rdzennym Afrykańczyku i postanowiła postawić na siłę uczucia, na przekór rozumowi. Pojawiał się motyw wyzysku, groźby utraty dzieci. Problem odmiennych kultur i niechęć mężczyzny do zmiany, ba do zaakceptowania konieczności zmiany. Mężczyzna pustyni jest twardy, miłość dla niego to abstrakcja, kobieta ma rodzić dzieci i paść kozy. Gdybym dostała książkę w ten deseń, wyleciałaby przez okno z hukiem tłuczonego szkła. Mam alergię na historie o głupich laluniach, które sądzą, że ich ładna buzia wygra z wychowaniem, kulturą i poglądami w których wyrośli ich faceci. Dawno przestało mi ich być żal. Teraz, co najwyżej, patrzę z politowaniem.
Na szczęście ta książka  jest inna Julie nie jest Europejką, ma pewne pojęcie o realiach, chociaż świat jej i „Romea” różni się znacznie, ona nie zaznała biedy, żyje na własny rachunek, beztrosko bawi się i spędza czas z przyjaciółmi, on walczy o przetrwanie i chce zapewnić rodzicom spokojną starość. Jak długo pozostają w RPA ich koegzystencja jest w miarę zgodna, czy jednak dalej tak będzie gdy Julie porzuci swój świat i uda się z ukochanym na wygnanie?

Książka jest napisana w specyficzny sposób, narracja przypomina mi nieco styl Wiesława Myśliwskiego, rzeczowe zdania, zawsze w trzeciej osobie. Budowany w ten sposób niesamowicie kontrastuje z intymnością spraw, których dotyczy.

Cieszę się, że nie zaszufladkowałam za szybko tej książki. Jest ciekawa, oryginalna. Mam już kilka osób na liście, którym podłożę tę książkę. Bo wiem, że się nie zawiodą. Was zaś zapraszam na pustynną wycieczkę, poznanie nowych kultur i nowych sytuacji!!


"Władca Pierścieni. Drużyna Pierścienia"

W zamierzchłych czasach kowale elfów wykuli Pierścienie Mocy. Lecz Sauron, Mroczny Władca, stworzył w tajemnicy Jedyny Pierścień, napełniając go swą potęgą, aby rządził pozostałymi. Ale Pierścień zniknął i przepadł gdzieś w Śródziemiu. Minęło wiele wieków, zanim się odnalazł i trafił w ręce hobbita, którego przeznaczeniem stała się wędrówka do Krainy Cienia, by w Rozpadlinach Zagłady zniszczyć Jedyny Pierścień... I oto Drużyna Pierścienia wyrusza z Shire. Żaden z uczestników wprawy – hobbici Frodo, Sam, Pippin i Merry, czarodziej Gandalf, krasnolud Gimli, elf Legolas, Boromir z Gondoru i tajemniczy Obieżyświat – nie wie, co czeka u kresu podróży. Ale są pewni jednego: jeśli nie wypełnią misji, świat ogarną Ciemności


Wiem, że Władca Pierścieni przez wielu, mylnie, nazywany jest trylogią, jednak dla wygody postanowiłam spisać refleksje po przeczytaniu poszczególnych książek. Posiadam wydanie w trzech woluminach. Zaczytane nieco, bardzo charakterystyczne, o nieco psychodelicznych okładkach. Pierwsza część – w moim odczuciu, ma dziwną, w ogóle niezsynchronizowaną z treścią okładkę. Nie wyobrażam sobie jednak czytania w innym wydaniu. Po pierwsze – tłumaczenie Skibniewskiej, moje pierwsze, jedyne słuszne.   Po drugie małe tomy są poręczne, szyte – a więc wytrzymałe.
O Władcy Pierścieni napisano wiele, powstawały naukowe rozprawy, książka dla wielu jest Księgą mój tekst jest wypocinami maluczkiego czytelnika, który wielbi klimat tej powieści, film oglądał setki razy, a do książki wraca często. Nie jestem znawcą Tolkiena, jestem wielbicielką talentu MISTRZA.

Gdyby nie Internet i studia, nie wiedziałabym, że fanów Władcy jest tylu, u mnie w domu Tolkien nie ma wielbicieli, Rodzicie na filmy nie mogą patrzeć, Brat lubi filmy, ale książki nie tknie, Mama zaczęła czytać prolog i musiałam wykazać się refleksem gdy książką cisnęła po kilku akapitach. A ja wciąż wracam do Śródziemia.  Ta kraina ma klimat, a Tolkien pisze z taką słodką melancholią… i pisze tak pięknie. Za każdym razem gdy czuję, że żyję w świecie gdzie rządzi plugawy język wracam do książek Tolkiena, odkrywam piękno zdań, moc słów i siłę literatury.

Wbrew ogólnie panującemu poglądowi, Władca Pierścieni to nie jest opowieść o wyprawie z pierścionkiem gdzieś w nieznane i walce z paskudnymi orkami, którejż to wyprawie przyświeca świecące, ogniste Oko.  Władca Pierścieni, to cały świat, to nowa gigantomachia.  Opowieść o walce dobra ze złem. Walka o wolny świat, któremu zagraża zło z Mordoru. Otóż tak, był sobie Sauron, w Drużynie Pierścienia(zwanego dalej DP) poznajemy jego późniejsze losy, w bardzo okrojonej formie. Autor skupia się na wykuciu przez Saurona Jedynego Pierścienia i jego związkom z pierścieniami danymi: ludziom, krasnoludom i elfom. Ludzkie pierścienie zwiodły władców ludzi, stali się upiorami Pierścienia i sługami Saurona, pierścienie krasnoludów zaginęły, ocalały tylko pierścienie elfów, których nigdy nie tknęła ręka Saurona. Elfie pierścienie są w ukryciu, dowiadujemy się, że jeden z nich jest w posiadaniu pani z Lothlorien. Bez znajomości innych tekstów niezbyt możemy dowiedzieć się skąd się wziął Sauron. Jednak dla treści Władcy największe znaczenie ma Pierścień, który w Hobbicie przypadkiem trafił w ręce Bilba – hobbita z Shire. Na początku DP, Bilbo – długowieczny hobbit wyprawia huczne urodziny i przekazuje cały majątek, wraz z Pierścieniem(chociaż z bólem serca) swojemu usynowionemu krewnemu – Frodowi. Od tego momentu los Pierścienia i Froda splatają się ze sobą. Mija sporo czasu(w przeciwieństwie do ekranizacji), Frodo żyje sobie spokojnie, nim powtórnie odwiedza go Gandalf, który nabrał pełności, że pierścień Bilba, to uznany za zaginiony Jedyny Pierścień, siedlisko zła, coś co pozwoliło Sauronowi przetrwać. Teraz zaś Sauron przebudził się ze snu, odbudowuje swoje twierdze, zbiera wojska i szykuje się do wojny, nade wszystko zaś, chce odzyskać Pierścień. Pierścień winien być zniszczony, ale takie zadanie przerasta siły ludzi. Trzeba cisnąć Pierścień w ogień Orodruiny, Góry Przeznaczenia, Szczelin Zagłady, w skrócie – trzeba go zanieść do Mordoru – Królestwa Saurona, licząc się z tym, że Dziewięciu Czarnych Jeźdźców będzie ścigać tego kto Pierścień niesie. Frodo musi porzucić Shire, bo Gollumn, który przed Bilbem był posiadaczem Pierścienia wyznał sługom ciemności na rzecz kogo uytracił pierścień i tylko kwestią czasu jest kiedy słudzy Władcy Ciemności zjawią się w Shire. Gandalf, uzgodniwszy z Frodem termin wyjścia z Shire do Rivendell – które ma być pierwszym przystankiem w tej wędrówce, wyrusza do głowy Białej Rady, która zwalczała Saurona, czyli do Sarumana, tam jednak okazuje się, że Saruman został opętany żądzą posiadania Pierścienia. Saruman bierze w niewolę Gandalfa, w tym czasie Frodo – wraz z przyjaciółmi wyrusza do Rivendell, starając się umknąć Dziewięciu. Po kilku – niebezpiecznych – przygodach, ledwo ocaliwszy życie, dociera do Rivendell, jak ongiś Bilbo. Okazuje się, że to dopiero początek przygody, bowiem Zło już się nie kryje, stara się zawładnąć światem i w Rivendell przypadkowo spotykają się przedstawiciele różnych, wolnych krain Śródziemia, aby zasięgnąć rady Elronda. Efektem narady jest postanowienie, aby Pierścień zanieść do Mordoru i zniszczyć… co jest najniebezpieczniejszą opcją, która jest praktycznie niemożliwa.  Podczas lektury DP, zawędrujemy w góry, do Morii, gdzie spotkamy się ze Zgubą Durina, przeżyjemy dramatyczne chwile, aby zaraz później trafić do przepięknych lasów Lothlorien, z których udamy się nad Wielką Rzekę.

Początkowo miałam plan, aby czytać jeden rozdział dziennie, jednak drugiego dnia pękłam i po prostu utonęłam w tym pięknym świecie. Uwielbiam styl Tolkiena. Bo chociaż w jego książce świat nie jest idealny, ba ogarnia go trwoga, strach i zło, to jednak wciąż towarzyszy nam nadzieja. Jakby na przekór.

„Świat rzeczywiście pełen jest zasadzek i wiele na nim ciemnych plam; ale nie brak też jasnych, a chociaż we wszystkich krajach miłość łączy się dzisiaj ze smutkiem, kto wie, czy przez to nie pogłębia się jeszcze.”

 I faktycznie tak, jest to jest główne przesłanie jakie wynoszę z książek Mistrza, ekstremalne zło, paradoksalnie sprzyja dobru. Bo świat potrzebuje kontrastów.
Pomimo tego, że bardzo lubię ekranizację Władcy jest ona, co oczywiste, spłycona i zbyt skomercjalizowana. Chociażby wątek Aragorna i Arweny, w książce, ledwo delikatnie zasygnalizowany, w filmie zajmuje sporo miejsca.  Dużym atutem w filmie są spektakularne sceny batalistyczne, chociażby w DP, książkowa wersja nie emanuje tak złem. Jest niespieszna. Wędrujemy przez różne krainy, kiedyś tętniące życiem, onieśmielające swym pięknem, dziś opuszczone, wymarłe. Bo piękno tłumione jest przez zło, tak jak kwiat zostaje zagłuszony przez chwast.

Dam sobie kilka dni na przemyślenie, przeżycie DP, nim sięgnę po Dwie wieże, może oglądnę film, bo trochę się już stęskniłam.
Was zachęcam do lektury. Nie dajcie się zwieść myśli, że znacie historię, bo widzieliście film ; )



"- Wolałbym, żeby się to nie zdarzyło akurat za mojego życia - powiedział Frodo. - Ja także - odparł Gandalf. - Podobnie, jak wszyscy, którym wypadło żyć w takich czasach. Ale nie mamy na to wpływu. Od nas zależy jedynie użytek, jaki zechcemy zrobić z darowanych nam lat."
"Wielu spośród żyjących zasługuje na śmierć. A niejeden z tych, którzy umierają, zasługuje na życie. Czy możesz ich nim obdarzyć? Nie bądź, więc tak pochopny w ferowaniu wyroków śmierci, nawet bowiem najmądrzejszy nie wszystko wie."

czwartek, 27 marca 2014

"Wszyscy mają się dobrze" - Penny Jordan

Crightonowie to znana od pokoleń szacowna prawnicza rodzina. Ben, senior rodu, kontroluje życie swoich synów bliźniaków. David i Jon są podobni zewnętrznie, ale poza tym wiele ich różni. David był ulubieńcem ojca, Jon zawsze żył w cieniu faworyzowanego brata. Kiedy David niespodziewanie trafia do szpitala, wychodzą na jaw jego oszustwa i kłamstwa. Rodzinę zaczynają dzielić skrywane od lat niechęci, wzajemne urazy, niekończąca się gra pozorów…



Kiedyś strasznie krytykowałam Mamę za czytanie romansów, które nie mają zbyt rozbudowanej akcji. Musiało minąć trochę czasu zanim zrozumiałam, że od czasu do czasu sama potrzebuję lekkiej lektury. Takiej, co oczyszcza atmosferę jasnymi opisami, nieskomplikowanymi bohaterami. Książka, która niewiele wymaga.

Wzięłam książkę „Wszyscy mają się dobrze”, oczekując wieczoru rozrywki. Nie chciałam czytać traktatu filozoficznego, nie chciałam wielkich dramatów, konfliktów tragicznych. I to właśnie dostałam.

W Anglii żyje sobie klan prawników. Senior rodu ma wielkie parcie na to, aby stworzyć liczący się w świecie prawników ród. Może wynikać to z tego, że jego ojciec wybierając miłość został wyrzucony z rodziny, która cieszyła się estymą wśród prawników. Niestety oczekiwania Bena zawodzi jego starszy syn. Zamiast wzlecieć na szczyty palestry pakuje się w narkotyki i wraca do rodziny z dziewczyną w ciąży. David jednak nie uczy się na błędach, dalej chce żyć ponad stan, jak najmniejszym kosztem. Ma ułatwione zadanie, bowiem David ma młodszego brata bliźniaka – Jona, który robi wszystko zgodnie z oczekiwaniami głowy rodziny, ale ego podstawową przewiną, jest to iż nie jest pierworodnym. Z pozoru idealna rodzina Crightonów, tak naprawdę zwija się od zamiatanych pod dywan problemów.  Do tego stopnia iż jakiekolwiek, realistyczne pozytywne zakończenie graniczy z cudem.

Powieść Penny Jordan to lekka, świetnie napisana powieść obyczajowa. Problemy rodzinne, mające liczne reperkusje zapewniają emocjonujące popołudnie. Mówiąc, że książka jest świetnie napisana, mam na myśli niesamowity dobór słów. To nie jest kolejna powieść napisana w płytki sposób, że średnio-kumata osoba o niskim poziomie słownictwa mogłaby ją napisać. Nie wiem czy to zasługa słownictwa autorki, czy świetna robota tłumaczki, ale bez względu na to czyta się świetnie!

Polecam, jako lekturę na spokojne popołudnie, są emocje, motylki. Naprawdę sympatyczna lektura.

Musiałam szybko się z lekturą uwinąć, bo Mama strasznie chciała przeczytać :)

środa, 26 marca 2014

"Obrona Sokratesa" - Platon



„O Platonie wiemy, iż był nie tylko człowiekiem myśli, ale także wielkim pisarzem. To dzięki jego kunsztowi literackiemu Sokrates stał się w kulturze zachodniej postacią wyjątkową, która do tej pory wzbudza zainteresowanie intelektu i porusza wyobraźnię. Obrona… jest z pewnością najważniejszym i najsławniejszym tekstem budującym taki obraz Sokratesa. To dzięki temu utworowi konflikt Sokratesa z Atenami, tak jak go zobaczył Platon, doczekał się nie tylko ogromnej liczby komentarzy, ale także stał się jednym z kluczowych wydarzeń symbolicznych w historii naszej kultury”. (ze Wstępu)


W marcu przyszła pora na popołudnie z Sokratesem i Platonem. Podtrzymuję nadal postanowienie o czytaniu filozofów.

„Obrona Sokratesa” to wygłoszona przed ateńskim sądem obrona będąca odpowiedzią na oskarżenie o zdradę. Została spisana przez ucznia Sokratesa – Platona. Jest to jeden z najważniejszych tekstów poświęconych poglądom filozoficznym Sokratesa, chociaż sama treść budzi liczne kontrowersje. Mianowicie, niewiadomo ile do oryginalnej mowy dodał Platon. Badacze spierają się ile Sokratesa jest w tej mowie. Biorąc pod uwagę, że badacze spierają się czy Sokrates faktycznie istniał, czy był tylko swoistą ideą filozofa, to spór o ewentualne proporcje Sokratesa w Sokratesie są drobnostką.

Mój egzemplarz „Obrony Sokratesa” pochodzi  z książki wydanej w serii Biblioteka Filozofów, zawiera jeszcze dwa teksty Platona, bowiem to Platon spisał słowa, które przed sądem wygłosił Sokrates.  Jak doszło do tego, że jeden z najważniejszych filozofów starożytnej Grecji stanął przed sądem i został skazany? W 399 roku przed naszą erą Meletos, który nie zapisałby się zapewne w świadomości ludzkości, gdyby nie to, że wniósł przeciwko Sokratesowi skargę, oskarżając go o bezbożność i demoralizowanie młodzieży. Sprawa trafiła przed sąd – Heliaję, a więc trybunał złożony z wybranych losowo obywateli – oto jak się kończy gdy przypadkowa gawiedź bierze sprawiedliwość we własne ręce. 

Platon przytacza nam mowę obronną Sokratesa, pełną mądrości, samoświadomości. Wyważoną. Nigdy nie wpadłam na analogię pomiędzy procesem Sokratesa i Jezusa. Nawet postawa oskarżonych jest podobna. Sokrates zdaje sobie sprawę z tego, że proces jest farsą, czy może być inaczej skoro, jego los jest w rękach przypadkowych ludzi, którzy dają się zwieść emocjom, tezach bez pokrycia i ulegają ułudzie. Dla tego trybunału nie ma znaczenia prawda. Do końca Sokrates manifestuje swoje poglądy a czyni to w  pięknej, retorycznie formie.

Pomimo niewielkiej objętości „Obrona Sokratesa” jest dziełem wymagającym stu procent skupienia, niektórym może przeszkadzać archaiczny styl, trudno sobie wyobrazić jednak, że Sokrates będzie paplał we współczesnych slangach. Wydaje mi się, że tłumacz odwalił ogromną robotę. Dodatkowo przed tekstem źródłowym mamy tekst wprowadzający w realia epoki, tłumacz przybliża również postać Sokratesa, zaś po tekście właściwym mamy opracowanie „Obrony”, co pozwala skonfrontować własne odczucia z tekstem specjalisty.
Śmierć Sokratesa - Jacques-Louis David

Nie jest to lektura lekka, ale bez wątpienia pouczająca i utwierdziła mnie w przekonaniu, że czytanie filozofów nie było pochopną decyzją

wtorek, 25 marca 2014

"Hobbit" - John Ronald Reuel Tolkien

Pierwsza książka Tolkiena zdobyła tak ogromną popularność, że dziś trudno wręcz spotkać kogoś, kto nie słyszałby o hobbitach. Od 1937 roku jest nieprzerwanie wznawiana na całym świecie.
Tolkien napisał ją dla swoich dzieci, ale stała się klasyką i wstępem do Władcy Pierścieni.
To właśnie w Hobbicie Tolkien po raz pierwszy odmalował wypełnioną
przez smoki, czarodziei i magiczne przedmioty krainę, którą przemierzają niezwykli bohaterowie w odwiecznej walce dobra ze złem.

Hobbit to opowieść o niezwykłej podróży podjętej przez krasnoludy, które wyruszają wykraść strzeżone przez smoka złoto. Ich nieoczekiwanym partnerem staje hobbit Bilbo Baggins. Bilbo, jak wszyscy hobbici, bardzo sobie ceni dobre jedzenie, spokój i wygodę, ale jego udziałem staje się wielka przygoda...



O „Hobbicie” głośno zrobiło się przy okazji ekranizacji. Chociaż ta powieść Mistrza Tolkiena wpisana została na listę lektur, to nie sądzę by cieszyła się popularnością, jakaś szczególną nim Jackson ją zekranizował. Chociaż sama nazywam się fanką, to „Hobbita” czytałam jakieś dziesięć lat temu i jakoś nie zbierało mi się na powtórkę. Owszem zamysł był, ale nawet swojej książki nie miałam. Rok temu kupiłam śliczne filmowe wydanie, w pięknej, zielonej okładce. Planowałam przeczytać przed oglądnięciem drugiej części filmowej ekranizacji powieści – nie udało się. Potrzeba było dopiero dnia czytania Tolkiena, abym mogła z czystym sumieniem poczytać „Władcę” udałam się ad fontes.

Bilbo Baggins jest szacownym hobbitem zamieszkującym elegancką norkę pod pagórkiem. Jego życie jest przewidywalne, dla wielu – nudne. Pewnego dnia na progu norki spotyka Gandalfa, czarodzieja, dawno niewidzianego. Gandalf jest wspomnieniem z dziecięcych lat ledwie i kojarzy się z fajerwerkami, teraz zaś proponuje przygodę, co Bilbo natychmiast odrzuca. Hobbit jednak, nie zdaje sobie sprawy, że skoro
czarodziej powziął jakiś zamysł, prędko z niego nie zrezygnuje. Sprasza do domu Bilba zgraję krasnoludów. Bilbo nie do końca łapie o co chodzi, zauważa tylko powiększający się bałagan i zmniejszające się zapasy. W trakcie książki wyjdzie o co chodziło. Otóż przywódcą krasnoludów jest Thorin Dębowa Tarcza(zupełnie inaczej się czyta mając przed oczami Rysia), krasnoludy zostały wygnane ze swojego królestwa przez Smoka, który wybił niemal wszystkich mieszkańców ich państwa, zagarnął złoto i tym samym skazał ich na los apatrydów.  Miarka się przebrała i krasnoludy idą po swoje, potrzebują jednak włamywacza/złodzieja, którym ma być Bilbo. Wiadomo jednak, że kilkaset mil wędrówki uśpiłoby wszystkich, wyłączywszy zaciekłych czytaczy książek telefonicznych, więc po drodze całą kompanię spotka kilka przygód. Ponieważ książka jest dla dzieci i młodzieży, to nie sprawdzajcie czy macie w zasięgu ręki nitroglicerynę, atak serca raczej Wam nie grozi.

Skłamałabym gdybym napisała, że czytałam tę książkę w oderwaniu od ekranizacji.  Miałam przed oczami twarze, miejsca i sytuacje z filmu, chociaż – i tutaj będzie truizm- film i książka to dwie różne sprawy, które owszem stykają się miejscami, jednak przez większość czasu idą swoim torem. Jackson z powiastki dla dzieci zrobił mroczne dziełko, pełne orków, mordów, ucieczek i grozy. Tymczasem powieść Tolkiena jest… jak bajka na dobranoc.  Wszyscy tak naprawdę wiemy, że wrócimy do hobbiciej norki. W „Hobbicie” delikatnie zasygnalizowane są losy Śródziemia, tylko przez dziurkę od klucza zaglądamy do Rivendell, poznajemy tą piękna i misternie utkaną krainę.

„Hobbit” nie jest moją ukochaną książką, owszem – mam pewien sentyment – ale bez szaleństwa.  Ot taka przygotówka, napisana bardzo ładnie, okraszona naprawdę klimatycznymi rycinami.  Jednak o wiele bliższe są mi powieści Tolkiena, które wciągają w całości do Śródziemia. Kocham Silmarilion i tęsknię za nim. Ale najpierw Władca.
Chociaż tyle plusów z tego świszczenia w płucach i wstawania na antybiotyk o piątej rano. Mogę czytać Tolkiena. Brakowało mi tego!

czytajmy!!

Dziś, jak się dowiedziałam z rana - Dzień Czytania Tolkiena.
źródło



Proponuję więc wyciągnąć z półki książki tego najzacniejszego Autora i poczytać nieco pięknych zdań.
moje Tolkieny 

Miałam dziś czytać "Niedokończone opowieści", ale ponieważ od wczoraj oficjalnie jestem chora i spędzam czas z antybiotykiem w krwiobiegu to sobie powrócę do "Władcy" już dawno sobie to obiecywałam.


Dodatkowo urodziny obchodzi dziś Wiesław Myśliwski, jeden z moich najukochańszych Pisarzy.
Poczytam Go jutro :) i wtedy Wam pokażę mój zbiór Myśliwskiego z którego jestem dumna :))



A Wy obchodzicie takie dni czytania? Czy macie w nosie?
Ktoś się łączy w czytaniu Tolkiena dziś?

niedziela, 23 marca 2014

"Spóźnione wyznania" - John Boyne



Pasjonująca powieść o odwadze, namiętności i zdradzie z subtelnie zarysowaną psychologią postaci i zarazem przejmującym obrazem wojennych realiów.

Autor wielkiego bestselera „Chłopiec w pasiastej piżamie” powraca z nową, poruszającą opowieścią. Historia ryzykownego uczucia, które przydarza się w najmniej odpowiednim momencie i naznacza na zawsze życie kilku osób.
Jest rok 1919, Europa jeszcze długo nie otrząśnie się po koszmarze I wojny światowej. Dwudziestojednoletni Tristan Sadler wsiada do pociągu do Norwich, by dostarczyć paczkę listów siostrze niejakiego Willa Bancrofta, żołnierza, u boku którego walczył we Francji. Poza korespondencją przyjaciela, straconego na froncie za niesubordynację, wiezie ze sobą także mroczny sekret, który nie daje spokoju jego sumieniu. Pełen obaw odwiedza rodzinne miasto towarzysza broni.

Spotkanie z panną Bancroft w zaciszu małej restauracji będzie dla Tristana szansą na wyjawienie tajemnicy, która ciąży na jego duszy od zakończenia wojny.





Często bywa tak, że książka po kilkunastu stronach mnie pokonuje, odkładam ją, zaczynam coś nowego. Bywa też tak, że biorę się za coś nowego i skutek jest taki sam. Czasami takie książki czekają lata, inne trochę krócej. „Spóźnione wyznania” zaczęłam czytać tuż po otrzymani, nie wiem z jakiego powodu zarzuciłam lekturę, może wszystko razem? Najprawdopodobniej, bo książka powoli się rozkręca, pamiętam że raz w Lublinie ze mną była. Trzeba było kolejnego wyjazdu, abym wybrała ją jako lekturę na wyjazd. Tym razem okazało się, że to niezwykle trafny wybór, czytałam na korytarzach, w akademiku i wreszcie – odpoczywając po naprawdę ciężkim seminarium. W parku było pięknie, cieplutko a ja wreszcie doceniłam piękno tej powieści i dałam się jej porwać.

lubelskie, parkowe czytanie :)
Czytając opis – nie wiedziałam czego się spodziewać. Znałam prozę Boyna z niezwykle poruszającej, wstrząsającej wręcz powieści, „Chłopiec w pasiastej piżamie”. Bałam się, czy ta powieść spełni oczekiwania, czy wytrzyma porównanie.  Przez, sporo pierwszych stron, byłam przekonana, że będzie to trudne, że książka jest o niczym. Ot młody chłopak, ale już pokiereszowany przez wojnę przyjeżdża do jakiegoś sennego miasteczka, nie wiadomo po co, nie wiadomo z jakich powodów i nie miałam pojęcia co go tak dręczy. Autor zastosował zmyślny zabieg, mamy tutaj do czynienia z gradacją napięcie, tajemnice są wyjawiane stopniowo, a gdy następuje eskalacja, wtedy czytelnika ogarnia wręcz odrętwienie, z powodu nawału myśli i uczuć.

Tristan niedawno skończył dwadzieścia lat, jest młodym chłopakiem, który wkrótce po zakończeniu Wielkiej Wojny przybywa do Norwich. Jedzie spotkać się tam z kobietą, siostrą jego przyjaciela z wojny. Chłopak z którym przeszedł szkolenie przygotowujące go do walki, z którym walczył w jednym oddziale, nie przeżył wojennej zawieruchy. Tristan czuje się w obowiązku oddać jego siostrze listy. Wraz z rozwoje akcji dowiemy się dlaczego nie odesłał ich pocztą. Pomimo młodego wieku Tristan dźwiga na barkach ogromne brzemię, to nie tylko trauma spowodowana wojną, widokiem tak wielu śmierci ludzi bliskich. Czy chce uzyskać absolucję? Czy tylko chce wyznać swoje winy, aby móc oficjalnie się obwiniać, żyć z poczuciem, że na życie nie zasługuje?

„Spóźnione wyznania” to historia homoseksualisty, co w początku XX wieku było niemalże zbrodnią. To za sprawą swojej orientacji Tristan stracił rodzinę i dom, to z tego powodu stracił szanse na normalne życie. A może to nie wina orientacji tylko Tristana, specyficznego połączenia wrażliwości i znieczulicy jakiej nabawił się na wojnie? Nie znam natury męskiej aż tak, to oni zawsze prowadzili wojny, nie umiem jednak sobie wyobrazić dalszego, normalnego życia po tym co spotkało Tristana.

To jedna z niewielu książek w których występuje wątek miłości, zauroczenia homoseksualnego, który nie epatuje wulgarnością, który koncentruje się na faktycznym uczuciu, a nie na chuci.

Nie wiem czy ta książka zrobiłaby na mnie takie wrażenie, gdyby nie świetny styl autora. Niewielu pisarzy  nazywam wirtuozami, ale Boyne z pewnością do nich należy. Konstruuje piękne, pełne emocji zdania. Opisuje rzeczywistość w sposób plastyczny i tak prawdziwy, że nie trzeba zbytnio wyobraźni wysilać. Nie trzeba starać się AŻ tak, żeby CZUĆ, to co czuje bohater.  Zwłaszcza, że Tristan nie jest bohaterem jednoznacznym, wraz z rozwojem akcji pojawia się sporo ciemniejszych plam, a nie wszystkie można wyjaśnić wojną. Pomimo tej niejednoznaczności, a może właśnie ze względu na nią(bo kto lubi płaskich bohaterów), Tristan do samego końca budzi moje współczucie, jest mi go żal.

Polecam Wam tę książkę, nie zrażajcie się trudnym początkiem, jestem przekonana, że dalsza treść zrekompensuje Wam trud pierwszych stron, tak jak było w moim przypadku. Muszę znaleźć kolejną książkę Boyna!!


Facet piszę świetnie!
 

środa, 19 marca 2014

"Być Esther" - Miriam Karmel



W swej uroczej, pozbawionej sentymentalizmu powieści Miriam Karmel stworzyła jeden z najznakomitszych literackich portretów ostatnich miesięcy życia kobiety.

Tytułowa Esther kończy osiemdziesiąt trzy lata. Wie, że niedługo przyjdzie jej się pożegnać z życiem i chce to uczynić z godnością, akceptacją końca, z przymrużeniem oka, bez patosu i sprawiania kłopotu najbliższym.

Wspomina swoje dzieciństwo i lata spędzone w roli zwyczajnej pani domu i matki dwójki dzieci, czując lekkie skrępowanie faktem, że tak lekko przeszła, a nawet przefrunęła przez życie. Jedyny większy problem, któremu musiała stawić czoła, dotyczył jej zbuntowanej córki, z którą wciąż nie może się porozumieć. Czy zwariowana podróż do Meksyku pomoże się im zbliżyć po tak wielu latach?





Prawdziwe książki są trudne. Przez to, że pokazują życie dokładnie takie, jakim jest, wpędzają nas w nienajlepszy humor. Dobre książki pozostawiają w nas trwały ślad. Już czytanie, jest trudne, bombardują emocjonalnie.

Taką książką jest „Być Esther”, książka o kobiecie po osiemdziesiątce, która wie, że już bliżej niż dalej. Przeżyła swoje życie. Niepostrzeżenie stała się staruszką, wzbudzającą swego rodzaju sensację, bo jak to możliwe, że w świecie młodych i pięknych, zdrowych, śmie chodzić ktoś stary. Jakby świat nie mógł zaakceptować tego, że można mieć osiemdziesiąt lat i owszem, wadliwe ciało, ciało zużyte, chore, ale wciąż sprawny umysł. Nawet córka Esther nie akceptuje, tego że matka ma marzenia, plany, że chce decydować o sobie. Ceely uparcie dąży do tego, aby matka przeniosła się do domu spokojnej starości. Te nalegania są niejako punktem wyjścia, pretekstem do tego, by Esther opowiedziała nam o swoim życiu, zaprosiła nas do swojego życia. Życia długiego i bogatego, chociaż przecież nie słodkiego i różowego jak cukierek.

Patrzymy na świat oczami Esther, możemy zrozumieć dlaczego tak nie chce iść do domu spokojnej starości, w którym wylądowały jej koleżanki. Dom spokojnej starości w ulotkach dla dzieci potencjalnych pensjonariuszy, jest słodką i rajską oazą, w rzeczywistości dla tych ludzi jest śmierdzącą umieralnią z rygorem, jak w karnej kompanii. Dlaczego Esther ma się tam przenieść, dlaczego dzieci zmuszają rodziców by porzucili swoje domy, mieszkania, swoje uporządkowane życie ze wszystkimi – dla postronnych niekiedy śmiesznymi – rytuałami? Sama tego rozumiem. Rozumiem smutek Esther, powodowany tym, że jej córka nie proponuje jej wspólnego zamieszkania, jeśli już tak martwi się o matkę.

Esther wspomina swoje życie, swoją matkę, która kojarzy się jej z wiecznym myciem podłóg, teraz, z perspektywy czasu lepiej ją rozumie, pojęła dlaczego matka tak niechętnie opuszczała dom, ogarnia strach w jakim musiała żyć, strach jaki zmusił ją do ucieczki z Polski. Teraz Esther wie, jak często była niesprawiedliwa dla matki, chciałaby mieć odwagę porozmawiać z córką, póki jest na to jeszcze czas, aby córce nie towarzyszyło to samo poczucie winy. Tylko jak zakopać rowy cichych nieporozumień?

Ta książka jest szczególna. „Być Esther” dotyka problemu bardzo na czasie, tego czego wszyscy się obawiamy, lub zaczniemy obawiać. Lęk przed śmiercią, przed samotnością, strach przed tym, że zniedołężniejemy, staniemy się niepotrzebni, lub wręcz będziemy zawadzać.  Z tego powodu ta książka porusza czytelnika. Nie wyobrażam sobie, żeby ktoś czytał ją i był obojętny względem treści. Tak się chyba nie da.
Polecam „Być Esther”, nie ma ta książka zatrważających rozmiarów, ale jest piękna, melancholijna, smutna, ale Esther też nie popada w przesadny patos, na świat patrzy wciąż z ironią i humorem. Dlatego ta książka jest tak prawdziwa, przez to również bardziej poruszająca.
Naprawdę polecam – przeczytajcie!

"Esther wolałaby jedwabny szal, perfumy, pudełko czekoladek, albo coś tak tradycyjnego jak kwiaty. Chciałaby powiedzieć córce, że wciąż docenia przyjemności, chociaż jest stara."
 

niedziela, 16 marca 2014

"Oszustki" - Kerstin Ekman



Kiedy pewnego dnia sławna pisarka Lillemor Troj zmusza się, by przeczytać maszynopis powieści o swoim własnym życiu, ziemia zaczyna usuwać się spod jej nóg. Powieść została napisana przez kobietę, którą dobrze zna i która chce stać się uznaną pisarką. Nigdy nie były przyjaciółkami, ale przez dziesięciolecia stały się wzajemnie głęboko od siebie uzależnione. Teraz ta druga kobieta grozi zniszczeniem czarującej i mądrej osoby, za jaką czytelnicy uważają Lillemor Troj.
Nowa powieść Kerstin Ekman jest ciętym opisem życia literackiego. Przede wszystkim jednak jest to opowieść o dwóch różnych kobietach, od lat pięćdziesiątych XX wieku aż do dziś, o kłamstwie, prawdzie, samotności i wspólnocie.







Niewątpliwy plus paskudnej pogody i przeziębienia, które znowu przywiozłam z lubelskiego, to dwa dni w łóżku z litrami herbaty i stosem książek na wyciągnięcie ręki. Pewnym minusem jest to, że organizm po zażyciu polopiryny lubi znienacka zapaść w sen, ale krótki, więc po chwili wracamy do czytania. Ze stosiku biurkowego wyciągnęłam „Oszustki”, zaciekawiona naprawdę różnymi opiniami. Gnała mnie ciekawość, bo Skandynawia kojarzyła mi się z kryminałami, ewentualnie sagami o bezkresnych pustkowiach i ciężkim życiu. A mnie krajobraz państw skandynawskich pobudza do wyobrażania sobie różnych przygód. Działa mi na wyobraźnię ta Północ – to na pewno.

Wiecie jak to jest gdy w kłamstwie zabrnie się za daleko? Gdy w którymś momencie okazuje się, że wyjawienie prawdy zburzy nasze życie do fundamentów i kamień na kamieniu nie zostanie. A jeśli już coś zostanie to cała masa kłopotów.

dobra książka i pyszna herbata
Poczytna pisarka Lillemor Troj rozmawia z wydawcą o maszynopisie, jaki rzekomo ostatnio napisała. Szkopuł tkwi w tym, że ta książka nie jest jej autorstwa, ani ta, ani żadna, którą opublikowała w swoim życiu. Sięgamy pamięcią do jej pierwszego spotkania z Babb Andersson. Babb zwraca się do Lillemor z nietypową prośbą, chce, aby ta wysłała w swoim imieniu i ze swoim zdjęciem nowelę na konkurs. To będzie początek współpracy na całe życie. Początek niezwykłej znajomości, swoistej symbiozy. Dlaczego utalentowana pisarka nie pisze pod własnym nazwiskiem, i dlaczego Lillemor się na to godzi, na taką głęboką konspirację, którą będzie ukrywać nawet przed najbliższymi.  W tej książce poznam dzieje tej znajomości o której Babb pisze książkę i bez wiedzy Lillemor wysyła do wydawnictwa, co grozi dekonspiracją.

Wiem, że czytaliście te słowa wielokrotnie, bo o tej książki nie da się opisać inaczej, jak książka w książce, jak matrioszka, niby prosta, a jednak zagadkowa, tajemnicza. Ja miałam skojarzenia z dobrą powieścią wiktoriańską, gdzie mamy często do czynienia z mistyfikacjami, udawaniem, życiem opartym na tajemnicy. „Oszustki” to intryga w stylu „Złodziejki” Sarah Waters, lub „Naszego wspólnego przyjaciela” – Dickensa. Zresztą autorka robi nam wycieczkę po wybitnych dziełach literatury i nazwisko Dickensa też się pojawi, tylko jako autora „Samotni”, której to jeszcze nie czytałam.

Różne uczucia wzbudziła ta książka, albo ktoś zakochał się bez reszty, albo się zawiódł. Ja nie należę do
czytanie z rana
żadnej z tych grup. Nie mogę powiedzieć, żebym straciła serce i głowę, aby zaliczyć „Oszustki” do odkryć tego roku, ale absolutnie się nie zawiodłam. Książka jest niewątpliwie ciężka, wymaga ciężkiej pracy myślowej. Trzeba się na niej skupić, jest wielowarstwowa, dotyka istoty człowieczeństwa. Ponadczasowych problemów z lękami jakie ma każdy człowiek, jego potrzebami.
Dwie główne bohaterki, zupełnie inaczej skonstruowane. Jedna ma wszystko druga jest jakby antytezą pierwszej. Z tego niesamowitego kontrastu rodzi się świetna sztuka.
Książka, która stawia pytania i wymaga od czytelnika szukania na nie własnej odpowiedzi.

Polecam! Ale dla silnych i wytrwałych, bo to naprawdę specyficzna książka.

sobota, 15 marca 2014

"Ostatnie lato" - Cesarina Vighy

Autorka podejmuje jeden z najbardziej unikanych tematów — cierpienie, a czyni to językiem prostym, czasami wręcz do okrucieństwa, ale nigdy retorycznym, naznaczonym nutką sarkazmu, który nie dopuszcza patetyczności. Czytelnikowi ani na chwilę nie dane jest zapomnieć, że pani Z. jest chora, i to ciężko chora. Wystarczy jednak szparka w kuchennym oknie, aby do historii wślizgnął się platan czy kos. I wierna, wyrozumiała i litościwa kotka. Widać wyraźnie życie, które może — ale pani Z. nigdy by tego nie powiedziała i z pewnością odrzuca taką myśl — przepełniać dumą i szczęściem. Życie naznaczone, ale piękne. I pełne marzeń, wspomnień, duchów, mądrości.


O ironio, za lekturę książki „Ostatnie lato” wzięłam się, gdy za oknem jesień/zima przypomniała sobie o istnieniu małych wsi, które trzeba schłostać zimnym deszczem. Okładka, piękna, letnia, zachęcająca do tego by wkroczyć do malowniczego ogrodu, zaparzyć herbaty i usiąść na pogaduszki w białej altanie.
Zresztą literatura włoska pobudza do wyobrażania sobie bajkowych krajobrazów, ciepła, szumu morza, ciągnących się po słonecznych stokach winnic. A takich pięknych miejscach dzieją się tylko rzeczy dobre. Nie ma starości, choroby, ani cierpienia. Zresztą o chorobie i śmierci w świecie młodych i zdrowych się nie pisze. Jeśli już ktoś ośmieli się przerwać zmowę milczenia to od biedy może opisać zwycięską walkę z chorobą.

Cesarina Vighy we Włoszech jest znaną osobowością. Raczej była, zmarła w 2010 roku. Gdy wiedziała już że dni jej są policzone, spisała swoje refleksje, przemyślenia.  Autorka boryka się z samotnością, w jej chorobie i ciężkim stanie jedynie kotka mieszkająca z nią.

„Chodzenie na dwóch nogach i mówienie to dwie umiejętności, które małpę uczyniły człowiekiem – ja tracę obie. Pozostają: niepotrzebny nikomu przeciwstawny kciuk i nieznośna samoświadomość.”*

W tej książce znajdziemy historię całego życia, z licznymi dygresjami, wątkami bardzo rozbudowanymi. Opowiedzianą tak, jak opowiadają ludzie, którzy dużo już przeżyli. Jakby z ogromnej szkatułki wyjmowali płatki wspomnień i oglądali je z każdej strony, przypominali sobie chwile, zapachy, dźwięki. Jakby machina czasu przenosiła ich do historii..

Nie spodziewajcie się lektury lekkiej i przyjemnej. Z tej książki emanuje smutek, czy zresztą może być inaczej? Nasz zdrowy instynkt samozachowawczy, nasz organizm zawsze walczy o kolejny oddech, o jeszcze jedno uderzenie serca. Nawet gdy jesteśmy zmęczeni życiem, chorobą, trzymamy się tego życia.
Książka jest bardzo prawdziwa i naprawdę świetnie napisana. Pomimo trudnego, przygnębiającego tematu, Autora nie pozwala czytelnikowi zapłakać się na śmierć. Pisze lekko, momentami nawet zabawnie. Nie szuka rozgrzeszenia, co nadałoby książce patetyzmu i banalności.

Bardzo interesująca lektura… Mądra.





* "Ostatnie lato", C. Vighy, wyd. M

piątek, 14 marca 2014

"Bridget Jones: W pogoni za rozumem" - Helen Fielding

W drugiej części swoich przygód Bridget Jones, ikona współczesnej wyobraźni, model kobiety naszych czasów z kieliszkiem chardonnay w dłoni, przestaje być „uczuciowym pariasem”, czego się dotąd obawiała, i… trafia do więzienia!

Bridget, obecnie prawie już była singielka poszukująca miłości, nadal co prawda zmaga się z problemami w życiu uczuciowym i zawodowym oraz nadwagą i skłonnością do zbyt dużej ilości wypijanych kieliszków wina, ale ma wreszcie nadzieję na trwały związek z Markiem Darcym i teraz odkrywa uroki wspólnego życia z mężczyzną swoich marzeń. Tyle że sprawy nieco się komplikują, kiedy Bridget, zmęczona codziennymi relacjami męsko-damskimi, ulega porywowi chwili i leci z przyjaciółką na „hippisowską” wycieczkę do Tajlandii, żeby – jak mówi – odnaleźć samą siebie i przeżyć duchowe oświecenie. Zamiast tego jednak niesłusznie posądzona o przemyt narkotyków, trafia do tajlandzkiego więzienia…

Bridget Jones: W pogoni za rozumem to niezwykle dowcipny, ale i pełen ciepła obraz współczesnego świata, w którym po raz kolejny niezwykła bohaterka próbuje znaleźć odpowiedź na z pozoru proste pytanie: „Jak żyć?”.



Będzie szczerze, oczywiście zawsze opinie są szczere, ale tym razem zacznę od wyznania. Może ktoś się na mojej głupocie nauczy.  Miałam nie brać Bridget do pociągu, myślę sobie, kurczę ktoś zobaczy i pomyśli, poważna, stara baba a zaczytuje się w czymś, co jest – umówmy się – synonimem babskiego czytadła. Bridget ma patronować wszystkim babskim czytadłom. I powiem Wam, aż sama siebie się zawstydziłam. Myślę sobie, że co to ma być, czy będę miała dwa stosy w domu? Jeden na wyjazd, Schopenhauer? Sienkiewicz?  Marquez? A po powrocie do domu wyskakuję ze szpileczek, z płaszczyka i teczuszki, wskakuję w domowy dresik, ciapućki-papućki i będę czytała książki z którymi wstydzę się wyjść. A figa. Za stara jestem na takie dziwactwa.
Wzięłam Bridget do torebki. I powiem, że to nie był dobry pomysł. Spróbujcie się pohamować od śmiechu w pociągu pełnym ludzi. No way!
CI, którzy regularnie czytają bloga, wiedzą, że ja rzadko, bardzo rzadko śmieję się w głos na książce. Co innego się uśmiechnąć, poczuć rozbawienie, jakiś wewnętrzny chichot, a czym innym jest ochota by parsknąć śmiechem, co innego jest zaśmiewać się nad książką.

Spotykamy się z Bridget na progu nowego roku. Zaczynamy z nią rok 1997, który ma być przełomowym. Oto Bridget, wciąż ma wiele postanowień do zrealizowania, ale osiągnęła niezwykle ważny cel, czyli związek z odpowiedzialnym facetem, na jakiego wygląda Mark Darcy, umówmy się – zwykle tak wygląda- okazyjnie bywa gejem, zboczeńcem, związkofobem. Ale głównie lubimy Marka. Babeczki, które oglądały ekranizację widzą w nim cudowną twarz Colinka i to już – aaaa. (BTW. Co ten Firth takiego w sobie ma. Jak rzadko zgadzamy się z Mamą w tych kwestiach, tak tutaj wzdychamy zgodnie).
Niestety początek roku, który tak dobrze się zapowiadał prędko przemienia się w zwykły szary rok, wraca dawna Bridget i jej pech.  A kumulację tegoż będzie miała iście magiczną. Ja nie wychodziłabym z domu, ale Bridget ma, mimo wszystko, niewyczerpane zapasy optymizmu i dzielnie znosi piętrzące się problemy, w związku, w pracy, z rodzicami – ba nawet więzienie jest dla ludzi.

Kolejny raz w Bridget możemy odnaleźć siebie. Moim zdaniem dla kobiet to jest ważne. My kładziemy duży nacisk na „właściwe zachowanie”, chcemy wiedzieć, że to co robimy jest normalne, że nikt nie nazwie nas wariatką. Facet po kłótni idzie z kumplami na piwo i nawet nie zerknie na telefon. Kobieta zwoła koleżanki, będą lody, może alkohol(zależy od kalibru kłótni), a telefonu z rąk nie wypuści, bo może zasięg, bo może przegapi. Jakby gwiazdy miały spaść z firmamentu. Czy normalne jest, że obgaduję z przyjaciółką każdą sekundę rozmowy, że układam scenariusze, a i tak wszystkie plany trafia szlag? Bridget wydobyła nas z ukrycia. Pokazała, że nie jesteśmy w tych swoich „dziwactwach” same, że robi tak wiele kobiet. Że wiele kobiet jest samotnych po trzydziestce, a mimo to ukrywają przed rodzicami papierosy i alkohol, a jedyna misja rodziców to wydać pociechę za mąż.

Nie zgadzam się na deprecjonowanie czytadeł, według mnie książki takie jak „W pogoni za rozumem” mają ogromną wartość terapeutyczną. A ubawić się przy nich można do łez.
Naprawdę polecam!
I powoli się przymierzam, do trzeciego tomu!


Może ja też kiedyś własny rozum dogonię? ;)

BTW. od chyba pięciu lat nie miałam grypy i... chyba mnie łapie... na szczęście mieszkam z hipochondrykami i jakieś parafarmaceutyki są. Trzymajcie kciuki, bo nie mam siły na chorobę.
tak się kurowałam ;) gorąca herbatka - dobra na wszystko

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Wg. Autorów ( w trakcie tworzenia)

Agata Christie (51) Agata Pruchniewska (1) Agatha Christie (16) Agnieszka Kaluga (1) Agnieszka Krakowiak-Kondracka (1) Agnieszka Lingas-Łoniewska (10) Agnieszka Wojdowicz (3) Aleksander Jażwiński (1) Aleksander Makowski (1) Aleksandra Szarłat (2) Alex Bellos (1) Alice Hoffman (1) Alina Białowąs (2) Aly Cha (1) Alyson Richman (1) Ałbena Grabowska (3) Ałbena Grabowska-Grzyb (4) Amy Hatvany (2) Andrzej Andrusiewicz (2) Andrzej Chwalba (1) Andrzej Grembowicz (1) Andrzej Kępiński (1) Andrzej Markowski (2) Angele Lieby (1) Angelika Kuźniak (1) Ann Brashares (1) Ann Wroe (1) Anna Bikont (1) Anna Fincer-Ogonowska (1) Anna Gavalda (1) Anna Herbich (3) Anna J. Szepielak (2) Anna Jean Mayhew (1) Anna Moczulska (1) Anna Nejman (1) Annabel Pitcher (1) Anne Brontë (2) Anne O'Brien (1) Anne Tyler (1) Antoni Słonimski (1) Antonina Kozłowska (2) Arael Zurli (1) Arthur Conan Doyle (1) Astrid Lindgren (4) Barbara Mutch (1) Barbara O`Neal (4) Barbara Sęk (1) Barbara Wachowicz (1) Becky Wade (1) Bill Bryson (1) Bolesław Prus (2) Bożena Keff (1) Brenda Reid (1) Brigitte Hamann (1) Brygida Grysiak (1) Carla Montero (1) Carlos Ruiz Zafón (2) Carrie Snyder (1) Cat Patrick (1) Cecelia Ahern (1) Cecilia Samartin (1) Cesarina Vighy (1) Chandra Hoffman (1) Charles Dickens (4) Charles Frazier (1) Charlotte Brontë (5) Cheryl Strayed (1) Chesley McLaren (1) Chris Columbus (1) Chris Fabry (1) Chris Grabenstein (1) Christian Jacq (1) Christina Baker-Kline (2) Chufo Llorens (1) Claire North (1) Clara Sanchez (1) Claude Quétel (1) Clive Staples Lewis (2) Colin Campbell (1) Colleen Hoover (2) Colleen McCullough (1) Conor Grennan (1) Consilia Maria Lakotta (2) Dan Brown (1) Daniel Silva (2) Danielle Steel (1) Danuta Awolusi (1) Danuta Pytlak (1) Dario Fo (1) Debbie Macomber (2) Denis Brian (1) Denis Diderot (1) Denise Hildreth Jones (1) Dennis Lehane (1) Diana Gabaldon (7) Diane Chamberlain (12) Doda Około-Kułak (1) Dodie Smith (1) Donald Spoto (2) Dorota Combrzyńska-Nogala (1) Dorota Gąsiorowska (2) Dorota Golińska (1) Dorota Ponińska (1) Dorota Terakowska (2) Dorothea Johnson (1) Dorothy Rowe (1) Dörthe Binkert (1) Douglas Smith (1) E. Lockhart (1) Edward Rutherfurd (2) Eileen Goudge (1) Eliza Orzeszkowa (2) Elizabeth Cooke (3) Elizabeth Gaskell (5) Elizabeth Haran (3) Elżbieta Cherezińska (4) Emilia Sokolik (1) Emily Jane Brontë (1) Emma Donoghue (1) Eowyn Ivey (1) Eric Lomax (1) Erin Morgenstern (1) Eugen Ruge (1) Eva Weaver (1) Ewa Bauer (2) Ewa Stachniak (2) Ewa Wróbel (1) Federico Moccia (4) Fern Britton (1) Fern Michaels (1) Florian Illies (1) Francine Rivers (3) Francis Hackett (1) Francis Scott Fitzgerald (1) Francoise Giroud (1) Gardner Raymond Dozois (1) Gavin Extence (2) George Orwell (1) George R.R. Martin (7) Georgia Bockoven (1) Gigi Buffon (1) Giovannino Guareschi (5) Glenys Carl (1) Grażyna Jeromin-Gałuszka (1) Greg King (1) Gregg Olsen (1) Grzegorz Sokołowski (1) Grzegorz Strzelczyk (1) Håkan Nesser (1) Hanna Cygler (3) Harper Lee (1) Helen Fielding (2) Helen Rappaport (1) Helena Mniszkówna (1) Helga Hoškova-Weissowá (1) Hellmut Andics (1) Henning Mankell (2) Henryk Sienkiewicz (1) Holly Peterson (1) Horacio Verbitsky (1) Ibn Warraq (1) Igor Sokołowski (3) Ismet Prcić (1) Iwona J. Walczak (3) Izabela Jung (1) Izabela Sowa (1) Izabella Frączyk (1) J.J. Renert (1) Jacek Dehnel (2) Jacek Hugo-Bader (1) Jacek Lusiński (1) Jadwiga Czajkowska (1) Jakub Puchalski (1) Jan Łoziński (1) Jan Miodek (2) Jan Paweł II (1) Jan Wróbel (1) Jane Austen (7) Janina Fedorowicz (1) Jaroslav Hašek (1) Jaume Cabré (2) Jaume Collel (1) Jean des Cars (2) Jean-Christophe Brisard (1) Jean-Jacques Sempé (1) Jean-Paul Roux (1) Jeannette Kalyta (1) Jennifer Kaufman (1) Jennifer Teege (1) Jennifer Worth (1) Jerzy Bralczyk (3) Jerzy Niemczuk (2) Jerzy Sosnowski (1) Jewgienij Wodołazkin (1) Jill Barnett (1) Jill Mansell (1) Joanna Konopińska (1) Joanna Marat (1) Joanna Szczęsna (1) Joanne Harris (1) Joanne Kathleen Rowling (12) Jodi Picoult (22) John Borrell (1) John Boyne (1) John Carlin (1) John Curran (1) John Green (1) John Grogan (1) John Ronald Reuel Tolkien (7) John Seeney (1) Jojo Moyes (6) Jolanta Król (1) Jolanta Kwiatkowska (1) Jon Ronson (1) Jonathan Littell (1) Jordi Pons Salas (1) Joyce Maynard (1) Józef Witko (2) Julia Alvarez (1) Julia Child (1) Julia P. Gelardi (1) Julian Tuwim (2) Julie Lawson Timmer (1) Julie Orringer (1) Jürgen Thorwald (6) Justin Go (1) Justin Peacock (1) Justyna Wydra (2) Ka Hancock (1) Kamil Janicki (2) Kard. Jorge Mario Bergolio (2) Karen Dionne (1) Karen Karbo (1) Karen Mack (1) Karolina Frankowska (1) Karolina Lanckorońska (1) Katarina Mazetti (2) Katarzyna Archimowicz (3) Katarzyna Bonda (6) Katarzyna Kołczewska (1) Katarzyna Kwiatkowska (5) Katarzyna Michalak (14) Katarzyna Zyskowska-Ignaciak (5) Kate Lord Brown (1) Katherine Webb (3) Kathryn Taylor (1) Keith Lowe (1) Kerstin Ekman (1) Kiera Cass (5) Kristina Sabaliauskaitė (1) Krzysztof Sadło (1) Krzysztof Ziemiec (2) ks. Jan Twardowski (1) Laila El Omari (1) Laurens van der Post (1) Leah Fleming (1) Lena Najdecka (1) Leslie Carroll (1) Levi Henriksen (1) Lily Koppel (1) Linda Green (2) Lisa Genova (3) Lisa Kleypas (1) Lisa Scottoline (1) Liv Tyler (1) Louisa May Alcott (1) Louise Walters (1) Lucy Ferriss (1) Lucy Maud Montgomery (8) Lucyna Olejniczak (1) Ludwig Winder (1) Ludwik Stomma (1) Łukasz Maciejewski (1) Łukasz Orbitowski (1) M.L. Stedman (1) Maciej Karpiński (1) Maciej Stuhr (1) Magda Gessler (1) Magdalena Grzebałkowska (3) Mag­da­lena Knedler (1) Magdalena Kordel (4) Magdalena Kulus (1) Magdalena Tulli (1) Maja Łozińska (1) Małgorzata Gutowska - Adamczyk (4) Małgorzata Halber (1) Małgorzata Hayles (1) Małgorzata Łukowiak (1) Małgorzata Maj (1) Małgorzata Musierowicz (15) Małgorzata Szejnert (1) Małgorzata Tusk (1) Małgorzata Warda (2) Mandy Hale (1) Marc Llewellyn (1) Marcin Górka (1) Marcin Mastalerz (2) Marcin Prokop (2) Marcin Wilk (1) Marcin Zaremba (1) Marek Aureliusz (1) Marek Grechuta (1) Marek Ławrynowicz (1) Marek Rybarczyk (2) Margaret Dilloway (1) Margaret Mitchell (1) Maria Dąbrowska (2) Maria Kruger (2) Maria Krüger (1) Maria Sveland (1) Maria Ulatowska (3) Marilyn Brant (1) Marina Stepnova (1) Mariola Pryzwan (1) Marion Zimmer Bradley (1) Mariusz Szczygieł (4) Mariusz Urbanek (6) Mariusz Wilka (1) Mariusz Ziomecki (1) Marta Kisiel (2) Martha Grimes (1) Martin Sixsmith (1) Matthew Quick (1) Melchior Wańkowicz (1) Melissa Hill (1) Meredith Goldstein (1) Mhairi McFarlane (2) Michał Heller (1) Mieczysław Mokrzycki (1) Mike Carson (1) Mira Suchodolska (1) Miriam Karmel (1) Mitch Albom (3) Monika A. Oleksa (6) Monika Szwaja (10) Nadine Gordimer (1) Natasha Walker (1) Ned Vizzini (1) Olle Lönnaeus (1) Papież Franciszek (2) Patrick Ness (1) Patrick Pesnot (1) Paul Arden (1) Paullina Simons (3) Penny Jordan (1) Peter Heller (1) Peter Kreeft (1) Platon (1) Pola Kinski (1) Priscille Sibley (1) Rachel Hauck (2) Rebecca Johns (1) Regina Brett (4) René Goscinny (1) Richard Paul Evans (6) Richard Phillips Feynman (3) Robert Galbraith (3) Robert J. Woźniak (1) Roma Ligocka (3) Ryszard Legutko (1) Sally Bedell Smith (1) Sam Pivnik (1) Samantha Hayes (1) Samantha van Leer (1) Sarita Mandanna (1) Seré Prince Halverson (1) Shelley Emling (1) Stanisław Zakościelny (1) Stephanie Evanovich (1) Stephenie Meyer (2) Sue Eckstein (1) Sue Woolmans (1) Sylwia Chutnik (1) Szymon Hołownia (12) Szymon Sokolik (1) Terry Pratchett (2) Trygve Gulbranssen (4) Tullio Avoledo (1) Victoria Twead (2) Walter R. Brooks (2) Wiesław Myśliwski (2) Wilkie Collins (2) Yrsa Sigurdardóttir (5) Zośka Papużanka (1)

Pogoda w mojej okolicy