Vianne Rocher, znana czytelnikom bohaterka „Czekolady” i „Rubinowych czółenek”, od lat mieszka z ukochanym Roux i dwiema córkami w Paryżu. Pewnego dnia otrzymuje list, którego autorką jest Armande Voizin, dawno nieżyjąca mieszkanka Lansquenet. Armande prosi w nim swą dawną przyjaciółkę o przyjazd do swego starego domu. Komu potrzebna jest pomoc Vianne? Jak ułożą się jej stosunki z tamtejszą społecznością? Jaką rolę odegra w tym wszystkim proboszcz Reynaud, który kiedyś doprowadził do wyjazdu Vianne z Lansquenet?
Dalej cierpię z powodu utraty
zęba mądrości(już drugiego). Niby nie
boli(dentysta naprawdę miał rację). Ale jestem strasznie senna i na niczym się
nie mogę skupić. Wczoraj usnęłam czytając książkę i oglądając serial. Że przy
tylu bodźcach byłam w stanie….
Opiszę książkę, która znowu mi
się skojarzy z trauma. Gdy kilka lat temu kupiłam „Czekoladę” było to kilka
godzin po oblaniu egzaminu na prawo jazdy. Przyznacie, że nie jest to zbyt miłe
skojarzenia. Teraz „Brzoskwinie” będą mi się kojarzyć z traumą po resekcji.
Chociaż akurat książkę czytałam z masą pozytywnych emocji. Pożyczyłam z
biblioteki „Rubinowe czółenka” ale jeszcze ich nie przeczytałam. Nadrobię. Wiec
mam pewne fakty z życia bohaterów poznałam z wyprzedzeniem, trudno, darmo. Nie
będę miała niespodzianki.
Od zakończenia akcji „Czekolady”
minęło kilka lat. Vianne ze swoją rodziną
wiedzie w miarę spokojne życie w Paryżu. Wszystko zmienia list, w którym
przyjaciółka prosi ją o przyjazd do miasteczka, które wiele lat wcześniej
opuściła, w niezbyt miłych okolicznościach.
Vianne zabiera córki i wraca, do miasteczka, które nie zmieniło się
wcale, a jednak zmieniło się zupełnie.
Joanne Harris
słynie z książek emanujących magią taką specyficzną, pełną ciepła atmosferą.
Moim zdaniem jest nie inaczej w „Brzoskwiniach dla księdza proboszcza”. To
książka, która w bardzo ciepły, przyjazny sposób opowiada ważne historie,
a jednocześnie czyta się ją bardzo
dobrze. Nie nazwałabym jej powalającą na
kolana, porażająco lepsza niż poprzednie dwie – zdecydowanie nie. Ale wydaje mi
się że to po prostu „Czekolada” postawiła poprzeczkę wysoko i ciężko jej
dorównać.
Osobiście, polecam tę książkę,
porusza problemy coraz aktualniejsze w obecnych czasach . Serie uzależniają,
ale powroty do znanych i tak lubianych bohaterów są świetnym doświadczeniem,
więc chociaż, zwykle seria nie ma równego poziomu, to jednak łatwo się nie
poddaję. Żałuję, że nie zmusiłam się do przeczytania „Rubinowych czółenek”. Więc
ze swej strony polecam czytanie „za kolejką” pomoże to być „na bieżąco” i
bardziej zżyć się z bohaterami. Chociaż co kto lubi. Ja lubię wszystko po kolei
mieć.
Polecam „Brzoskwinie dla księdza
proboszcza” jako ucieczkę od codzienności. Powieść magiczną i smakowitą… oj
chwyci głód w trakcie lektury : P Możecie być pewnie. Umiejętność autorki w
opisywaniu smaków to wirtuozeria.
.jpg)