Kątem oka widzę kadr, zielono i coś pomarańczowego obok.
Działka. Leżak. Widoczki.
On.
Brakujący widok w moim życiu
Jestem jak Alicja. Tylko z deficytem czarów.
Śmierć, strata, ból. Kiedy ostatecznie wychodzimy z bezpiecznego ogrodu dzieciństwa? Stajemy się dorośli, odpowiedzialni, dojrzali? Kiedy i od kogo uczymy się jak radzić sobie z trudnymi emocjami, jak radzić sobie ze sobą?
Bohaterowie najnowszej książki Sylwii Chutnik to zwyczajni ludzie, którzy muszą radzić sobie w niezwyczajnych sytuacjach. Ich życie pełne jest kontrastów i nieoczywistości, a wybory nigdy nie są łatwe.
We wspaniałym literackim stylu, pisarka odkrywa przed czytelnikiem pulsujący obraz codzienności, który ani przez chwilę nie jest zwyczajny i nie przestaje zaskakiwać.
Nie lubię opowiadań. Zaś polska
proza współczesna, a zwłaszcza ta ambitna jest ciężka. Nie wiem co mnie
zainteresowało w najnowszej książce Sylwii Chutnik, nie znam poprzednich jej
książek. Może intrygujący tytuł? Rzucająca
się w oczy okładka? A może wszystko razem plus intuicja? Nieważne. Paręnaście opowiadań o współczesności.
Kraina Czarów kojarzy się ze
słodkością, dobrą magią, cudownością, ale możemy trafić do krainy złych czarów
a może już w niej jesteśmy? W świecie szarym, wypranym z miłości? Z marzeń?
Sylwia Chutnik opisuje świat… nie
zobaczymy go w telewizji, chyba że w przerysowanych reportażach. To opowiadania
o ludziach, którymi być nie chcemy, a czy nimi jesteśmy? Nie wiem. Czytając o tych
ludziach czułam pustkę i strach. Nie wiem czy te opowieści są fikcyjne, ale
biorąc pod uwagę emocje w nich zawarte, daję sobie głowę uciąć, że Sylwia
Chutnik zainspirowała się życiem, wysłuchała historii tych, których świat nie
chce słuchać i tylko to opisała. Opisała genialnie, trzeba to przyznać, bo te
opowieści mogły być brudne, śmierdzące i odpychające, a one wciągają, książka
wpada w dłonie i nie chce się zamknąć, póki się nie skończy, a i wtedy chcemy
zacząć od nowa, pomimo naprawdę dużego
ładunku emocjonalnego.
Nie można przypuszczać, że polska
literatura ambitna upada. Za każdym razem, gdy chcę dojść do takiego wniosku
spotykam na swojej drodze taką perełkę. Fajnie, że pojawiają się młode osoby,
które wykorzystują swój talent, które mają bystry wzrok i potrafią sięgnąć
wzrokiem dalej niż telewizor z tasiemcem. Ta książka jest smutna, jest trudna,
bombarduje czytelnika tematami do przemyśleń. Zmusza do myślenia. Napisana jest
bardzo współcześnie, bo pozornie jest tylko naszkicowana. Węglem, ulotnie,
ponuro, a siła przekazu tkwi w prostocie, w krótkich zdaniach i w tym co
wyczytamy pomiędzy nimi.
Polecam Waszej uwadze tę książkę.
Dla tych co już poznali prozę Sylwii Chutnik, nie trzeba będzie długo namawiać,
a tym co tak jak ja – trwali w nieświadomości, polecam zwrócenie na nią uwagi,
poczytanie, przetrawienie tekstów. Nie będzie to lektura łatwa, ale warto.
Zdecydowanie warto!!
